Blog dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
Wychowanie

Czy da się wychować dzieci bez kar i nagród?

Moje dzieci nigdy nie dostały kary. Nie usłyszały, że coś im zabiorę “za karę” lub nie będą mogły czegoś zrobić, bo nabroiły. Nie dostały też nagrody za super zachowanie, ani nie miały obiecanej nagrody.

Dlaczego stosowanie kar i nagród powoduje, że rodzice wpadają w błędne koło? A dzieci często są pod taką presją, że obiecana nagroda przynosi inny skutek.

Pamiętacie, że kiedyś dużo czerpałam z pedagogiki Marii Montessori. Jednak w pewnym momencie mojego rodzicielstwa uznałam, że nie chcę polegać na teoriach, tylko na swoim instynkcie i na moich dzieciach, które dają doskonałe lekcje (pisałam o tym TUTAJ). Jednak mimo tego, że prawie wszystkie założenia odrzuciłam, to w porozumieniu z mężem uznaliśmy, że wychowanie bez kar i nagród jest najlepsze, jakie możemy naszym dzieciom dać.

Nie było to proste tylko na pozór.

Według mnie o wiele trudniejsze jest wychowanie z systemem kar i nagród.

Zacznę od najprostszego przypadku, czyli kary. Dlaczego rodzice myślą, że dając dziecku karę czegoś je nauczą?

  • w sytuacja stresujących włącza nam się reakcja walki lub ucieczki. Nasz mózg nakazuje nam “coś” zrobić, często rodzic nie wie, co tak naprawdę powinien zrobić i nawet bije się z myślami, czy jak mu teraz odpuszczę, to czy będzie mnie słuchał
  • boją się utraty autorytetu i chcą pokazać, kto w tym domu ustala reguły
  • myślą, że dając karę nauczą dziecko pożądanej czynności: “Jak Cię nie ukażę, to się nie nauczysz”

Czy to działa? 

W takich sytuacjach, kiedy dajemy dziecku karę za jakieś zachowanie lub brak czynności, o które nam chodziło gramy na najprostszych uczuciach.

Pamiętajcie, że mózg nie uczy się w stresie.

Nigdy! Kara nie przyniesie pożądanego efektu, a spowoduje, że Wasze dziecko będzie miało do Was, do rodzeństwa żal. Żal, który połączony z brakiem poczucia bezpieczeństwa podważy jego poczucie własnej wartości.

Pamiętam siebie stojącą w kącie w przedszkolu. Chciałam się wtedy zapaść pod ziemię. Mimo tego, że minęło tyle lat to do dziś pamiętam wstyd, smutek i… brak jakiegokolwiek zrozumienia dla tej kary. Nie myślałam wtedy: “Ok to nie będę tak więcej robić”. Tylko byłam zła, smutna i było mi strasznie wstyd.

Kara nie pozwoli zrozumieć dziecku, co zrobiło źle, a co za tym idzie, będzie powtarzało niepożądane przez nas zachowania np. bicie rodzeństwa. Tylko rozmowa kiedy emocje opadną (mózg nie uczy się w stresie!) może przynieść efekty. Tu przypomnę mój artykuł o tym dlaczego dzieci biją innych TUTAJ.

Czy dziecko nie będzie powielało pewnych zachowań, bo się będzie bało kary?

Może przez krótki czas, co może dać iluzję, że system kar działa. A tak naprawdę nie jest w stanie tego zrozumieć.

Starsze dzieci z obawy przed karą zaczną kłamać

Tak będą się obawiały kary, że w sytuacji, która może grozić karą będą kłamać. Pytanie do rodziców jest takie, czy chcemy żeby dziecko się nas bało? Czy może jednak chcemy wychować je w ciepłej relacji, gdzie nikt nie boi się mówić o sprawach trudnych. Warto to przemyśleć. Dzieci mogą kłamać nawet dla takich błahostek jak oglądanie bajki. Dla nich jest to bardzo ważne, a my często odbieramy im tę przyjemność “za karę”.

Taka sytuacja:

Dziecko bije młodszego brata lub zabiera mu rzeczy. Przychodzi rodzic, który jest już zestresowany tą sytuacją i czuje, że musi coś zrobić żeby zakończyć takie zachowanie. Mówi: “Nie wolno bić brata! Za karę nie będziesz oglądał bajki”.

Rodzic myśli: “A, teraz to się nauczy, że nie wolno bić brata. Następnym razem już go nie uderzy, bo będzie bało się, że znów odbiorę mu przyjemność.”

A dziecko myśli: “Przez mojego brata nie mogę obejrzeć bajki.” I narasta agresja między rodzeństwem i niesprawiedliwością ze strony rodzica. Ta reakcja nie ma żadnej wartości edukacyjnej dla dziecka. Pewnie w tym dniu jeszcze nie raz uderzy brata.

Pomyślicie pewnie, że to wszystko wygląda pięknie  w teorii, a w praktyce jest trudne. Rodzice boją się, że rezygnując z kar nie będą umieli zapanować nad swoimi dziećmi. Stosowanie kar daje ZŁUDNE poczucie kontroli, bo dzieci w końcu będą chciały się z tego uwolnić.

Przyznaję, że też miałam chwilowy etap (2 sytuacje) kiedy nie widziałam wyjścia z sytuacji, a mój mózg w stresie kazał mi skorzystać z prymitywnej formy, czyli użycia kary. Karą, było odebranie nagrody – wcześniej obiecanej. Na chwilę ta metoda zadziałała i Lilka poprawiła swoje zachowanie, ale jak za 3 razem zrobiła to samo, to powiedziałam sobie, żę NIGDY WIĘCEJ NIE UŻYJĘ KARY DO WYCHOWYWANIA DZIECI. To naprawdę nie działa, a ja sama miałam straszne wyrzuty sumienia.

Czasem tak sobie nawet myślę, co musiałoby zrobić moje dziecko żebym myślała o tym żeby dać mu karę. I nic nie przychodzi mi do głowy, bo powiem Wam, że dzieci które są wychowywane właśnie bez kar i nagród nie sprawiają większych problemów wychowawczych. Wiele razy Wam pisałam, że akceptuję wszystkie emocje, bardzo dużo rozmawiamy (szczególnie o trudnych sytuacjach) a do tego stosujemy się do ogólnie przyjętych w naszym domu, społeczeństwie reguł i naprawdę nie trzeba dzieci specjalnie dyscyplinować.

Dobrze zadziałały u nas rytuały, które stosujemy do początku i dzieci wiedzą, co mogą, a co nie. Kiedy coś się im odwidzi to rozmawiamy, czytamy na ten temat. To nasza metoda wychowawcza, ale gdybym miała do czegoś ją porównać to chyba najbliżej jej do Pozytywnej dyscypliny ( nie czytałam książki, ale gdzieś się natknęłam na złożenia) i NVC. Sporo wymagamy od dzieci, ale właśnie w taki serdeczny, stanowczy sposób. Działają też naturalne konsekwencje, o których teraz dużo się mówi, ale są to takie, które naprawdę wynikają naturalnie. Nigdy się nie zastanawiam: “Co może być tego naturalną konsekwencją?”

No dobrze, a co jest złego w nagrodach

Też miałam bardzo krótki etap w rodzicielstwie, kiedy zobaczyłam, że obiecanie nagrody powoduje nagłą poprawę zachowania, a dziecko z ogromnego płaczu przechodzi do śmiechu.

Nagroda, to nic innego jak manipulacja.

Dlaczego rodzice stosują nagrody:

  • nie wiedzą jak zmotywować dziecko do działania
  • czują, że nagroda spowoduje poprawę zachowania (to tylko chwilowe)
  • czują się w obowiązku, bo tak robią inni
  • nie znają innych metod
  • chcą dowartościować dziecko (ale nie wiedzą, że może mieć to odwrotny skutek)
  • nie wiedzą też, że odebranie nagrody jest karą dla dziecka (czasem z przyczyn niezależnych np. zmiana planów)

Zacznę od nagród za dobre zachowanie w jakiejś sytuacji. Dlaczego one działają tylko za pierwszym i drugim razem? Dzieci po tym czasie czują ogromną presję dostania nagrody. Towarzyszy im niepokój i napięcie… dlatego często obiecana nagroda przynosi odwrotny skutek. Dziecko nie może wytrzymać, więc puszczają mu nerwy i jego zachowanie jest trudniejsze niż było.

Pamiętam jak Lila dostała u pielęgniarki naklejkę “dzielny pacjent” po pobraniu krwi. Poprosiła mnie żeby ją przeczytać, ona powiedziała: Przecież krzyczałam i płakałam. Nie wiem czemu Pani mi to dała?

Pytanie: “No ale nie chcesz dostać nagrody?” Powoduje u dzieci jeszcze większą frustrację.

Często też rodzice po prostu nie znają innych metod. Robią tak, bo ich rodzice też tak robili. Jednak obiecanie nagrody nie powinno być celem.

Nie chcecie chyba żeby Wasze dzieci sprzątały pokój, bo dostaną lizaka. Tylko będą miały miłą i przyjemną przestrzeń do zabawy,

Nie chcecie też pewnie żeby uczyły się dla ocen, tylko dla siebie.

Nie chcecie pewnie też żeby Was słuchały tylko dlatego, że im coś obiecaliście.

Od urodzenia staram się wspierać wewnętrzną motywację i widzę, że to naprawdę działa. Dzieci są skupione na tym co robią, lubią się uczyć nowych rzeczy i nie potrzebują żadnych wzmocnień w postaci zewnętrznych nagród. Wiem, że nagroda mocno zaburzyłaby ich rozwój i poczucie własnej wartości.

Nigdy nie kupuję też słodyczy w nagrodę. To bardzo prosta droga do uzależnienia i nauki do bardzo złych nawyków. Ja do dziś (niestety) z tym u siebie walczę. Czasami kupuję dzieciom słodycze bez żadnego związku, ani kiedy są smutne, ani kiedy myślę, że powinnam je za coś nagrodzić.

Żeby nie było tak kolorowo, wiem, że są sytuacje lub dzieci, którym nagroda ułatwia pewne rzeczy. Używana mądrze i w dobrej wierze może pomóc. Podam nasz przykład. Lila bardzo długo miała wadę wymowę. Średnio raz w tygodniu podejmowałam próby ćwiczeń z nią. Jednak nie stosowałam żadnych wzmocnień dla prawidłowych powtórzeń jakie zazwyczaj się stosuje (naklejki, pieczątki w nagrodę itp). Efekt był taki, że ona nie chciała ze mną ćwiczyć. Około rok temu podjęłam decyzję o rozpoczęciu terapii z inną logopedą. Nie byłam w stanie wyjść z roli mamy, kiedy ćwiczyłam z dzieckiem i ją nagradzać. Samo tłumaczenie, że ma wadę wymowy nie powodowało chęci do ćwiczeń. Zapisałam ją do logopedy i po powtórzeniach wzmocnionych nagrodą terapia zajęła nam 1,5 miesiąca (!). Chciałam Wam opisać ten wyjątek, bo w teorii wszystko jest łatwe. Gorzej jest z praktyką.

Z perspektywy czasu widzę, że wychowanie bez kar i nagród jest łatwiejsze. Nie muszę myśleć, czy powinnam dać nagrodę. Nie muszę zastanawiać się, kto naprawdę zawinił. Kogo i jak mam za to ukarać? Nie mam tez wyrzutów sumienia, bo robimy to wszystko w zgodzie ze sobą. 

Jeżeli chcielibyście poczytać więcej o wychowaniu bez kar i nagród to polecam Wam książki:

Alfie Kohn “Wychowanie bez kar i nagród. Rodzicielstwo bezwarunkowe” wyd. MiND 

dostępna TUTAJ

Jesper Juul “Twoje kompetentne dziecko” wyd. MiND

Dostępna TUTAJ

Jane Nelsen “Pozytywna dyscyplina”

Dostępna TUTAJ

Cudny hamak Koala TUTAJ

Ten wpis ma 23 komentarzy

  1. ita88

    Pamiętam swoje zaskoczenie u Ciebie na blogu z 3 lata temu jak to wychowywać bez chwalenia (które miało być formą nagrody i motywacji) i trochę moim nauczycielskim nawykiem. Trzy lata później, od kiedy kocham Juula, i biegam na grupę empatyczną z NVC nie wyobrażam sobie kar i nagród w naszym domu czy nawet w przedszkolu wobec moich dzieci.
    Z pozytywną dyscypliną jednak bardzo bym uważała. Dość daleko jej do NVC czy autentyczności z Juula, za to dużo gotowych rozwiązań, które dla mnie aż trącą ocieraniem się o behawioryzm. Same gadżety, gotowe odpowiedzi, plany dnia. To już chyba wolę kilka razy dziennie przechodzić przez proces 4 kroków.

    • admin

      Oo, pamiętam naszą dyskusję na ten temat😊 dzięki za kilka słów o PD, ja nie czytałam książki, nie byłam na kursie. Tylko ktoś mi uświadomił, że kilka elementów jest podobnych np. reguły panujace w domu, serdeczne egzekwowanie obowiązków. Chciałam nawet przeczytać książkę, ale po Twoim komentarzu już nie chcę. Dzięki 🙂

      • Ania

        Ja jednak polecam przeczytać książkę o PD i samemu wyrobić sobie zdanie 🙂 Z behawioralką PD nie ma nic wspólnego, a różne propozycje gotowych rozwiązań widomo że nie dla wszystkich się przydadzą-każde dziecko jest inne 🙂 raczej nie spotkałam tam gotowych odpowiedzi. Twój komentarz ita88 raczej niezbyt w duchu NVC jest… pozdrawiam.

      • ita88

        Droga Aniu była tylko na wykładzie z PD i debacie z Juula, Self-reg i PD. Być może mylnie to odebrałam ale Juul proponuje autentyczne przywództwo i język osobisty, Self-reg bazuje na mechanizmach biologicznych a PD? Pani dała trzy książki, karty i proponowała sztywny plan dnia, albo “wyciąganie konsekwencji”. Zresztą to samo pokazywała nam Pani na stoisku przed konferencją. Karty z propozycjami planów dnia, rozwiązań problemów z gotowymi zdaniami. Dla mnie konsekwencje i sztywność mocno trącą behawioryzmem.

  2. Marcin

    A taki hamak jak na zdjęciach to gdzie kupię? 🙂

  3. kasia

    Aniu, wlasnie niedawno przeglądając archiwalne wpisy na blogu zwróciłam uwagę, ze z mala Lila sporo proponowalas zabaw Metoda Montessori, przy Julku juz tego nie bylo. Czy mogłabyś napisać troche o zrodlach tej decyzji? Rozumiem argument ze nie chcesz wychowywać wg teorii ale mam wrażenie ze za porzuceniem jej stoi jednak jakies przekonanie, ze nie do konca się sprawdza. Pytam bo sama zastanawiałam sie nam mocniejszym wdrożeniem jej u nas, ale przyznam ze zabrakło mi motywacji i konsekwencji w jej dobrym poznaniu (co u Ciebie na pewno nie bylo problemem). A w ogóle to dzieki ze dzielisz sie szczerze tez tym, ze czasem postąpisz wbrew zasadom, które wyznajesz, to bardzo cenne dla mnie i tylko zwiększa wiarygodność tego, o czym piszesz!

    • admin

      Kasiu, tak, dobrze zauważyłaś, że jest tego mniej. Może faktycznie napiszę wpis na ten temat:) Dziękuję

      • Kasia

        Dzięki! Zastanawiam się, czy metoda nie przyniosła rezultatów, których oczekiwałaś, okazała się nie atrakcyjna dla dzieci (albo niektórych dzieci np. Twojego Julka), czy to efekt komercjalizacji bloga, która w jakimś stopniu opiera się na współpracy z markami – testowaniu/pokazywaniu zabawek, książek, które choć starannie wybrane i w odpowiedniej estetyce pewnie nie do końca wpisują się w założenia pedagogiki Montessori. Żeby było jasne, ta ostatnia hipoteza to nie zarzut/krytyka, normalny etap profesjonalizacji bloga i uczynienia z niego aktywności zawodowej (uważam, że Ty robisz to bardzo dobrze i naprawdę cenię Twoją pracę).

  4. Ania

    Cześć, co wg Ciebie (oraz cenionych przez Ciebie autorów) powinno się pojawić zamiast nagrody, którą jest rownież pozytywna informacja zwrotna dla Dziecka?
    Pozdrawiam 🙂

    • admin

      Nie lubię takich sztucznych formułek. Ale chyba najczęściej jest to wdzięczność, kiedy np. zrobi coś o co proszę to mówię zwyczajne “dzięki!”. Nie chwalę również. Ale często mówię co widzę, że pracuje, że się stara, że myśli itp itd. Wiele razy powiedziałam, że jestem z nich dumna, ale staram się tego nie mówić kiedy coś akurat zrobią. Zupełnie niezależnie.

      • M.

        dodam swój komentarz z życia matki z 5.5-latki.
        ja często odwołuję się wyrażeń: “dobrze sobie poradziłaś z ….”,
        nigdy nie chwalę w sposób: “ale jesteś zdolna”, ale super to zrobiłaś”, “ale piękny rysunek”, tylko zawsze podkreślam jej wkład pracy, że dala rade sama, a nie dlatego, że jest zdolna i samo jej to przychodzi i nic nie musi.
        były kiedyś badania, taki stary artykuł z Newsweeka – np. 30 uczniów, robią zadanie. połowa z nich dostaje komunikat za dobrze wykonane zadanie: ale jesteś zdolny, druga połowa: dobrze sobie poradziłeś. W kolejnych zadaniach znacznie większy procent uczniów z tej drugiej grupy ryzykował i podejmował coraz to trudniejsze zadania do wykonania. ta pierwsza grupa nie chciała ryzykować, bała się, że pomyślą o nich zapewne, że nie są tacy zdolni? może coś w tym jest? więc staram się podkreślać wkład pracy, chęć do robienia czegoś, a nie niezależne od dziecka “zdolność” z genów 😉
        ale też nie udaję, jak córka narysuje słaby rysunek – mówię: nie podoba mi się lub : widzę, że się nie starałaś. czasami maluje szybko, żeby zakończyć byle jak i oczekuje zachwytów. wiec bywam szczera. na początku była zaskoczona, ale teraz wie, że mogę powiedzieć prawdę.
        a jak są sytuacje frustracji, krzyku, złości – choć przyznam, że rzadkie – to stoję obok, pytam, czy mogę przytulić, czy chce się przytulić, mówię, że jestem obok. ale fakt, takich sytuacji nie miałam za wiele w życiu. a możne już ich nie pamiętam 😉
        ostatnio złapałam się na tym, że zastosowałam nagrodę: wrócimy do ogladania Bylo sobie zycie (jedyna bajka, jak ostatnio ogląda), jak się czegoś nauczy. następnego dnia miałam kaca moralnego. wytłumaczyłam, że nie ma tego warunku, bajki mogą być od czasu do czasu, jak ustalimy wcześniej zasady oglądania, ale na pewno nie chciałam, żeby miała poczucie, że to nagroda. Bylo sobie zycie to dla niej tak samo jak dla mnie ulubiony serial i nie ma co stosować tego jako nagrody, każdy ma ochotę na chwile przyjemności tak po prostu 🙂
        no, to chyba tyle ode mnie, pozdrawiam!

      • Ania

        Dziękuję za odp.
        Pozdrawiam
        Ania

  5. Karolina

    Przepraszam, ale nie rozumiem…
    Sytuacja wygląda następująco, 1.5 roczny syn wychodzi na krzesło, ściągasz go z krzesła, tlumaczysz ze nie wolno, wychodzi kolejny raz…. zabawiasz go innymi rzeczami, działa na 2 minuty, znów wychodzi… w końcu pokazujesz mu że krzesło się chwieje, ze jest niebezpieczne, znowu wychodzi… powtarzasz wszystkie czynności po 10x, nawet chowasz wszystkie krzesła na tydzień, nic nie działa…
    I teraz pytanie -jak rozwiązać tą sytuację?… bez wizyty u psychologa (jak to rozwiązują “matki polki”) Czy w tym przypadku jakakolwiek kara (krzykniecie, postawienie do kąta, kara w postaci lekkiego klapsa, odebranie ulubionej zabawki) nie jest jedynym “słusznym” rozwiązaniem?

    • admin

      Dzieci nie rozumieją zwrotu „nie wolno”, to jest nasze sformułowanie, które dla dziecka jest abstrakcyjne. Ono widzi to krzesło jako obiekt do doskonalenia swoich umiejętności. Pytanie do Ciebie: dlaczego nie chcesz żeby dziecko wchodziło na krzesło? Bo spadnie? Może warto pokazać jak zejść z tego krzesła (tyłem) tak żeby nie zrobiło sobie krzywdy? Zakazany owoc kusi najbardziej. Ja miałam tak z kwiatkami, w których syn lubił grzebać. Żadna z przedstawionych przez Ciebie kar nie nauczy go, ze ma nie wchodzić na krzesło. Efekt będzie tylko na chwile.

  6. Mama

    Dzieci rozumieją o WIELE WIĘCEJ niż nam się wydaje i nie ujmowalabym im inteligencji 🙂 Mój dwuletni Syn doskonale rozumie “nie wolno”, a to że czasami go nie szanuje to już poszukiwanie granic… Potrafi rozmawiać np. o horyzoncie i o planetach. Odkąd skończył rok jestem pewna, że rozumie praktycznie wszystko co do niego mówię (oczywiście nie rozmawiam z nim o polityce, bo w przypadku naszego kraju obecnie szkoda strzepić język:-)). Nie karze swoich dzieci, ale czasami je chwałę, np. kiedy dwulatek ułoży puzzle dla 3 lub 4 latka i patrzy na mnie z zachwytem w oczach to chce te jego radość podzielić i mówię, że jest bardzo spostrzegawczy i świetnie układa puzzle. Nie sadze zebg mu to w zyciu zaszkodzilo. Mnie nigdy rodzicd nie chwalili i tera jestem niedowartosciowana a komplementow i slow uznania nie potrafie przyjmowac i trudno mi w nie uwierzyc. Fanatyzm w każdą stronę jest zły.

  7. Karolina

    Ja też uwazam ze kary sa złe (nagrody juz bardziej mi sie podobaja, ale dlatego ze lubie je sama w doroslym zyciu) 🙂
    Natomiast w artykule nie widzę żadnej alternatywy, jesli nie kary i nagrody to co?
    I ciekawi mnie jak się skończyła historia z kwiatkami?

    W poprzednim poscie chodzilo mi o to, ze ile można nie reagować jak dziecko robi coś co nie powinno (lub coś co zagraża jego bezpieczenstwu-zalozmy ze mojej krzeslo bylo barowe, wysokie, na podlodze byly plytki). Co jesli nasze tlumaczenia i historyjki nie działają, nawet u starszych dzieci? (Znam historie tłumaczenia 5 latce żeby wyszła z zimnej wody, po 30 minutach ona miala sine wargi, a matka doszła do tlumaczenia co to jest układ immunologiczny…lekcja fajna, ale czy potrzebna w danej chwili?)

    • admin

      Pisałam o naturalnych konsekwencjach. Hmmm to jest sytuacja hipotetyczna, ale mając krzesła barowe bałabym się o dziecko i przystosowała otoczenie. Jest wiele innych dróg niż kary, ale każdy sam do tego musi dojść.

    • ita88

      Jeśli chodzi o krzesła barowe to raczej nie są krzesła dla małych dzieci i warto albo zmienić otoczenie, albo ustalić z dzieckiem zasady korzystania z nich, ale na zimno. Nie gdy sytuacja ma już miejsce.
      A jeśli chodzi o Juula i NVC to w obu przypadkach dopuszczalne jest tak zwane ochronne użycie siły. Kiedy dziecko wybiega na ulicę to nie robię mu wykładów czy nie przechodzimy procesu tylko łapię je za chabety i ściągam w bezpieczne miejsce. Nie robię później wyrzutów, nie karam i nie nagradzam za korzystanie z pobocza. Mogę na zimno przegadać jeszcze raz w języku osobistym zasady, że chcę by chodziło poboczem, bo boję się że potrąci je samochód (język osobisty i żyrafy jednocześnie).

  8. Ola

    A co jeśli w przedszkolu nagminnie stosowane są kary (stanie w kącie, siadanie przy stoliku gdy grupa się bawi) a w domu nie stosujemy kar. Czasem nie wiem jak zareagować na zachowanie, które mi się nie podoba, bo synek (4lata) już tak przywykł do tych idiotycznych kar, że widząc moją minę leci do kąta zanim zdążę cokolwiek powiedzieć 🙁

  9. Mama

    “Your comment is awaiting moderation” since Thursday czyli od czwartku 🙂 Chyba nie ujrzy światła dziennego. Może dlatego, że nie zgadzam się z autorką w 100% (zgadzam może w 70%:-))

  10. LIRA

    Bardzo trudny temat podjęłaś. Ja tak jak MAMA nie szczędzę dziecku pochwał, gdy zrobi coś super, bo wiem, jak sama tego potrzebowałam, gdy byłam mała. Jednak nagrody i kary to element, który towarzyszy nam na przestrzeni całego życia. W dzieciństwie (nawet w formie konsekwencji, ale jest), dorastaniu (oceny w szkole), a zwłaszcza w dorosłym życiu, gdy nagrodą jest awans w pracy lub karą, zwolnienie. Jako rodzice możemy unikaniem kar i nagród wywołać pewne pozytywne zachowania u dzieci, jednak i tak wcześniej czy później zetkną się z taką formą konsekwencji swoich działań.
    Mimo to chciałabym zobaczyć, jak funkcjonuje taka rodzina, bez nagród i kar na co dzień, bo póki co nie jestem sobie w stanie tego tak do końca wyobrazić.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *