Dla mamy

„Mam dosyć karmienia piersią!”

Podam sztuczne mleko i będę miała z głowy!”

Tak, wiele razy ta fraza pojawiała się w mojej głowie przy pierwszym dziecku. Miałam dość ciągłego wstawania w nocy (nawet po 10 razy) ciągłego ograniczania się i zmęczenia.

Cztery lata temu tak właśnie myślałam.

Co się zmieniło, że jednak przy drugim dziecku mam zupełnie inne podejście i karmienie UWIELBIAM!

  1. Za pierwszym razem WMÓWIONO MI, że muszę stosować dietę matek karmiących.                   Jadłam gotowane kuraki bez przypraw, odmawiałam sobie warzyw – powszechnie uznawanych za szkodliwe przy kp i uważałam dosłownie na każdy kawałek jedzenia, który lądował na moim talerzu. Bardzo żałuję, że nie trafiłam na osobę, która przemówiłaby mi do rozsądku, podała konkretne źródło i powiedziała: „Ania, możesz jeść wszystko! Mleko tworzy się z krwi i limfy, a nie z Twoich treści żołądkowych. Prawdopodobnie Twoje dziecko płacze z innego powodu, a nie dlatego, że zjadłaś fasolkę na obiad”. Jeżeli Wy wciąż macie wątpliwość zajrzyjcie do Hafiji 
  2. NIE PIŁAM KAWY!                                                                                                                                            Nie spałam w nocy, a później nie mogłam napić się mojego ulubionego napoju. Raczyłam się zdechłą inką i zasypiałam na stojąco. Przecież kofeina przenika do krwi i dziecko później jest pobudzone. Nie może pewnie przez to spać! Taaak właśnie myślałam, byłam przez to wściekła i nie do życia. Oczywiście winowajcą było kp. Nie wiedziałam, że jest dozwolona ilość kofeiny, którą matka karmiąca może spożyć. Teraz piję dwie filiżanki kawy z ekspresu. Mam się bardzo dobrze i moje dziecko również. Czasami nawet pozwalam sobie na małą lampkę wina (tuż po karmieniu wieczornym).
  3. Wciąż powtarzano mi, że MAM ZA MAŁO MLEKA                                                                             Dziecko budziło się w nocy na karmienie mnóstwo razy – pewnie dlatego, że miałam „chude” mleko. Przecież gdyby było mocniej sycące to by spało dłużej. Wątpiłam w siebie i moją naturę. Myślałam, że może mają rację skoro tak się dzieje. Próbowaliśmy z mężem podawać jej na noc mm lub sycącą kaszkę (z wielkim bólem serca i poczuciem porażki). Dziecko oczywiście tego nie chciało, więc mój problem był nierozwiązany. Dziś wiem, że mam idealną ilość mleka, mało tego kiedy miałam kryzys laktacyjny wiedziałam, że to jest kryzys, który przejdzie i oczywiście przeszedł.
  4. SMOCZEK ZABURZY LAKTACJĘ                                                                                                                    Bałam się tego niesamowicie, dlatego nie podałam dziecku smoczka, nawet jak laktacja była już ustabilizowana. Tym razem jak tylko zobaczyłam, że nie mam nawałów, dziecko śpi w miarę ok, dobrze łapie pierś i dobrze przybiera podałam mu smoczek. Nic się nie działo z wzorcem ssania i było ok. Mogłam uspokoić dziecko nie tylko ssaniem piersi, ale również smoczkiem. Była to niezwykła ulga, bo Tata mógł bardziej uczestniczyć w opiece.
  5. NIE KUPOWAŁAM SPECJALNYCH UBRAŃ DO KARMIENIA                                                                      Szkoda mi było pieniędzy żeby kupować sobie specjalne ubrania czy koszule stworzone do karmienia piersią. Karmiłam w zwykłych ubraniach i przez to było mi trudniej. To był błąd! Co prawda wtedy nie było może aż tyle do wyboru, ale ja się przed nimi broniłam. Uważałam, że to zbędny wydatek i się wyginałam na wszystkie strony w czasie karmienia. Gdybym wtedy miała np. specjalną koszulę do karmienia byłoby mi łatwiej i czułabym się znacznie pewniej. W prezentowniku pokazywałam Wam koszulę do karmienia HUG GALLERY. Dostałam od Was już kilkanaście wiadomości z zapytaniem o nią i obiecałam, że napiszę Wam kilka słów. Używam od prawie roku innej, ale bardzo podobnej i jestem bardzo zadowolona. Koszula do karmienia nie ma żadnych guzików przy dekolcie, które uwierają dziecko. W dyskretny sposób możemy je nakarmić. Fajnym rozwiązaniem jest regulacja długości, dzięki temu koszula przyda się również do porodu. Wykonana jest z bambusa, który ma antybakteryjne  właściwości. Do tego jest bardzo przewiewna. Cały czas ją piorę i używam, bo uwielbiam – szczególnie w nocy kiedy karmię Julka przez sen. Naprawdę polecam.
  6. OGRANICZYŁAM GADŻETY                                                                                                                              Nie czułam potrzeby kupowania nowości ani nie interesowało mnie to. Nie miałam np. poduszki do karmienia. Obkładałam się zwykłymi poduchami przy każdym karmieniu i było mi niewygodnie. Tym razem kupiłam poduszkę, ale zapytałam również fizjoterapeutkę, co o niej sądzi. Nie wiem czy wiecie, ale najlepiej jest nie kłaść dziecka na poduszkę, która jest miękka. Najlepsza pozycja do karmienia na siedząco jest wtedy kiedy trzymamy dziecko w ramionach i opieramy (ramiona) o poduszkę, a nie dziecko leży na poduszce. Po pierwsze łatwiej jest prawidłowo przystawić dziecko, a po drugie jest to zdrowsza pozycja dla małego kręgosłupa. Zabrałam ją również do szpitala.

  7. ZAOSZCZĘDZIŁAM NA LAKTATORZE                                                                                                                               Nie byłam pewna czy będę go używać, więc kupiłam tańszy, elektryczny model (Medela mini) i niestety to był niewypał. Ściąganie zajmowało mi godzinę! Wtedy już mi się odechciewało gdziekolwiek wychodzić, wolałam zostać w domu i nie musieć odciągać mleka. Tym razem postanowiłam, że kupię Mercedesa wśród laktatorów (Swing) i jestem w 100% zadowolona. Ściąganie zajmuje 10 minut (!) i to na chwilę przed moim wyjściem.

  8. KARMIENIE Z DWÓCH PIERSI NA JEDNO POSIEDZENIE                                                                                               Być może dlatego moje dziecko się nie najadało do końca i było cały czas głodne, bo karmiłam trochę z jednej piersi (aż przestało lecieć) i trochę z drugiej. Trwało to dość krótko, więc dopiero teraz wnioskuję, że piło tylko mleko pierwszej fazy, które jest bardziej wodniste i ma mniej tłuszczu.  Tak jakby moje dziecko cały czas piło kompot przed obiadem, a nie dochodziło do głównego dania (stwierdzenie zapożyczone od Nishki)
  9. NIE DOCENIAŁAM MOJEGO MLEKA                                                                                                                         Naprawdę nie doceniałam tego, że mogę karmić moje dziecko. Nie byłam z tego dumna. Traktowałam to raczej jako ograniczenie (przez tą nieszczęsną dietę, niepicie kawy) niż jako powód do radości. Dopiero teraz jak już mam tę wiedzę to wiem, jaką moc dała mi natura. Nie ukrywam, że duży wpływ wywarła na mnie prezentacja na konferencji  Medeli. Przełomowe były również badania nad składem ludzkiego mleka, o przeciwciałach zawartych w mleku. A już badania na temat obecności komórek macierzystych   potwierdziły tylko to, że karmiąc swoje dziecko mamy prawie supermoce. I te supermoce właśnie utrzymują mnie przed zaprzestaniem karmienia.
  10. NIE UFAŁAM SOBIE                                                                                                                                                     Tak bardzo brakowało mi osoby, która by powiedziała: „Ania, ale wszystko robisz dobrze. Zaufaj sobie!” Tak mało, a tak by mi to pomogło. Jako początkująca mama miałam wiele wątpliwości, czy dobrze przystawiam, czy się najadło, ile zjadło, a może boli je brzuch po fasoli, którą zjadłam… Ciągle zastanawiałam się co robię ŹLE! Wszystko sobie zapisywałam i liczyłam. Każdy dzień zaczynałam od tego, że podsumowywałam ilość nocnych karmień i od tego warunkowałam swój humor. Teraz nawet nie liczę ile tego było, bo wiem, że pobudka po wyliczonych (16 karmieniach) nie jest zbyt optymistyczna. Ktoś mnie pyta: „Ile razy je w nocy?” Odpowiadam: „Tyle ile chce”.

Karmienie piersią wg mnie jest o wiele łatwiejsze kiedy tak dużo się o nim nie myśli. Bardzo żałuję, że nie miałam tej wiedzy kiedy płakałam „…bo ono znowu chce”. Naprawdę kobiety, które karmią potrzebują najczęściej tylko kilku słów i brzmią one tak:

Radzisz sobie bardzo dobrze 

A po wszelkie rady udałabym się do doradcy laktacyjnego.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis kliknij „Lubię to” na moim profilu :https://www.facebook.com/nebuleblog/

Ten wpis ma 37 komentarzy

  1. Justyna

    Ja w ciąży przeczytałam cały blog Hafiji i kp pokochałam od pierwszego dnia 😉 to powinna być lektura obowiązkowa dla wszystkich ciężarnych – wtedy może statystyki kp w Polsce nieco wzrosłyby w górę, bo z tego co kiedyś widziałam w raporcie WHO jesteśmy na szarym końcu Europy (w PL wyłącznie na mleku matki do końca 6 miesiąca jest zaledwie 4% dzieci – co za wstyd)

  2. Marta

    Cudowny post 🙂 cale szczęście ja jadlam wszystko, ale to nocne karmienie tez bylo dla mnie koszmarem. Niestety musialam przerwac karmienie ze względów zdrowotnych, ale juz wiem, ze przy nastepnym dziecku ( jak Bog da) bede duzo madrzejsza 😉
    Aniu, to jak to jest z tymi smoczkami? wszyscy logopedzi odradzają, a tu Ty (taki wzor) podajesz 😉
    Czy możesz powiedzieć jakiego smoczka używacie i butelki do karmienia? Co prawda już nie karmie, ale chcę być madrzejsza w przyszłości 😀

    Pozdrawiam, Marta.

    • Nebule-Ania

      U mnie przestało być koszmarem jak wzięłam młodego do łóżka. Wydaje mi się, że 20 razy je, ale suma sumarum rano jest w miarę wyspana. Nie wiem jak to możliwe:)
      Marta, napiszę na ten temat osobny post. Smoczek odradzają logopedzi, którzy nie mają dzieci 🙂 hahah
      Smoczek mamy Avent, tylko ten Julowi pasował, a butelkę http://nono-store.pl/produkt/cuipo-butelka-300ml-tucan/

      • Szataniołek

        Właśnie też miałam pytać, bo jestem w ciąży i zastanawiam się, jaki byłby najlepszy z punktu widzenia logopedy smoczek.

        Jeśli chodzi o karmienie, to starszą córkę karmiłam 22 miesiące, w sumie lubiłam karmić, mleko i jego właściwości to dla mnie niemal magia, nie mogłam nie doceniać, jadłam prawie wszystko (niby to nie ma znaczenia, ale jednak przekonałam się że przez pierwsze miesiące, ilekroć zjadłam pora, cebulę czy żółty ser, dziecko płakało pół nocy i miało gazy… :/), kawę piłam, ubrania kupowałam nie typowe do karmienia, ale wybierałam głównie koszule, sukienki z suwakiem na przedzie. Mimo wszystko decyzję o odstawieniu podjęłam sama, miałam dość niemal dwóch lat pobudek kilka razy w środku nocy, zaczęło mnie to frustrować, zamiast być przyjemne, więc dałam sobie spokój, bo w końcu nie o to chodzi, żeby zostać męczennicą, zwłaszcza, kiedy dziecko wcina już zupę i pierogi :). Mimo wszystko dojrzewałam do tej decyzji i frustrowałam się dobre dwa miesiące. Teraz też planuję karmić zdecydowanie dłużej niż polska przeciętna, ale już z większym luzem i liczę na to, że młodsza sama odstawi się nieco wcześniej ;).

      • Marta

        U nas Kornelia też oczywiście z nami spała, bardziej nam to pasowała, a później to rodzicom było szkoda, jak wolała iśc do siebie 😉 Hahaha masz rację, to Ci bez dzieci tak gadają 😉 dziwne, ale u nas żaden smoczek, ani butelka się nie przyjęła. Młoda zechciała pić mm dopiero z plastikowej butelki ( takiej z tym dziubkiem, co póki nie pociągniesz nie poleci). Niestety wyrodna matka się poddała i czasem z plastiku daje pić mleko dziecku :/

        Pozdrawiam 🙂

  3. sara

    co ciekawe, to normalne ze dziecko w pewnym wieku zaczyna jesc wiecej w nocy. Przeciez swiat jest taki fascynujacy i co sie bedzie taki polroczniak przejmowal jedzeniem ☺ nadrabia wiec w nocy.

    • Nebule-Ania

      To prawda, nie ma co liczyć tych karmień i się denerwować, że nie je czy też ciągle je. Mam wrażenie, że im mnie się myśli i rozkminia- tym lepiej dla mamy i dziecka.

      • Małgosia rokporoku

        Gorzej jak ma się dwoje dzieci rok po roku i musi się szybko wrócić do pracy. Niespanie przez 3 lata naprawdę odbija swoje piętno na człowieku i trudno tego nie rozkminiać 🙂

      • Mama bliźniaczek

        Nie myśleć,nie rozkminiać.. Wciąż się tego uczę… Na razie dwója z plusem…

      • Nebule-Ania

        Trzymam kciuki:)

  4. Agnieszka

    Osobiście jestem szczęściarą, karmienie przyszło mi bardzo łatwo i trwało bardzo długo (30 miesięcy) z czego nie ukrywam jestem bardzo dumna. W moim małym mieście wiedza o kp jest słaba, kobiety często bardzo szybko rezygnują, trudno mówić o doradztwie laktacyjnym. Jeśli każda mama miałaby wiedzę i wsparcie wyglądałoby to zupełnie inaczej. Pozdrawiam i życzę długiej mlecznej drogi bo to piękna przygoda.

    • Nebule-Ania

      Agnieszka, a może byś chciała zrobić kurs promotora KP i szerzyć wiedzę nt. w swoim mieście?

      • Agnieszka

        No nie wiem czy chcieliby mnie słuchać ☺ ja i tak kogo spotkam nawracam na karmirnie piersia ☺ czasem to myśle że ludzie uważaja że jestem jakaś zbzikowana

      • Nebule-Ania

        Skoro nikogo nie ma w mieście:) To może rzeczywiście:)

  5. Magda

    Oj, tak, tak, TAK! Jakbym czytała o sobie. Chwała mądrym położnym, chwała Hafiji, jak to dobrze że są!

  6. Kaśka

    O matko! Jakbyś pisała o mnie!
    Syn (4,5 msc) budził się wiecznie na karmienie, stale wisiał przy cycu, nie płakał, a raczej się domagał… Nie wiedziałam, co robić. Położna radziła dokarmiać. Pediatra kazał wybierać albo mm albo kp. Mąż zgłupiał. Mama doradzała, że podać mm: odpoczniesz sobie. Bratowa: masz mało sycący pokarm, nie najada się. Istny terror laktacyjny! Dopiero od jakiegoś miesiąca sama powoli docieram się z synkiem. On potrzebuje mnie i cyca, wtedy jest mu dobrze. Ja muszę się nauczyć, że wszystko robię dobrze. Że intuicja mnie nie zawodzi.

    • Nebule-Ania

      Dokładnie, lepiej słuchać siebie i swojego dziecka. Szkoda tylko, że to przychodzi później… Ile nerwów i łez byłoby mniej?

  7. Kasia

    Aniu, mam dokładnie tak samo, dzięki za ten wpis!
    Przy starszej córce dałam się wkręcić w to szaleństwo położnych i pediatrów, którzy za wysypkę u dziecka od razu matkę skazują na dietę bez niczego! Dałam w to wrobić, bo pierwsze dziecko, bo właśnie nie ufasz sobie, bo wydaje się, ze jak idziesz do lekarza, czy przychodzi do Ciebie położna to oni jednak wiedzą lepiej… Albo bo coś robię źle!
    A potem przeszukałam internety, i trafiłam do mądrego specjalisty, i oczy mi się otworzyły!! Dziś sobie wyrzucam jaka byłam głupia i psem nie poszczułam szanownych pań! A ile godzin przeryczałam zamiast się cieszyć dzieckiem po prostu!!!
    Ufać sobie to podstawa:)
    Pozdrawiam!

    • Nebule-Ania

      Dziękuję! Mi właśnie ten luz przyszedł dopiero przy drugim dziecku. Ostatnio nawet Jul dostał uczulenia na buzi i nawet nie przeszło mi przez głowę, że to mogło być coś co zjadłam tylko zrobiłam analizę kosmetyków, których przy nim używam i znalazałam winowajcę.

  8. Jagoda

    To takie prawdziwe, w końcu ktoś mnie rozumie 🙂 Ja moją córeczkę karmię już rok i czasem mam już chwilę kiedy mówię”dobra, niedługo odstawiamy” ale potem myślę ” kurczę przecież tyle dobrego jej daje, poza tym te kilka miesięcy to dla mnie nic a dla niej całe życie” 😛

    • Nebule-Ania

      Hhehe, dokładnie tak jest. Ciekawe jak my się będziemy odstawiać z Julem. Już mnie wzrusz bierze:)

      • Bozena B.

        Aniu, a do kiedy planujesz karmić? I w jaki sposób zrezygnujecie? Z czasem coraz mniej karmień czy tak stanowczo, że od teraz już w ogóle nie ?

      • Nebule-Ania

        Jeszcze nie planuję odstawiać. Zobaczymy- do roku na pewno będę karmić. A później pewnie tylko w nocy i do odstawienia.

  9. M.

    Miałam bardzo trudne początki karmienia piersią Starszaka. Zupełnie nieświadomie pomogła mi teściowa. Powiedziała, że powinnam przestać się męczyć i dać dziecku butelkę. Wtedy i ona mogłaby go nakarmić. Podziałało to na mnie jak płachta byka! W duchu powiedziałam sobie, że (przepraszam za sformułowanie – byłam młodą mamą w połogu…) żadna obca baba mojego dziecka karmić nie będzie! Podziałało! 😀 niestety w bardzo zły, przykry dla mnie sposób zakończyłam karmienie piersią jak Starszak miał 15 mcy… Młodsza jeszcze w szpitalu usłyszała, że skoro jej brat dał radę to i ona da! Chyba podziałało: żadnych nawałów, żadnych zastojów, karmienie wyłącznie piersią przez pół roku (Starszaka też), odstawiałam jak Młodsza miała 1,5 roku. Na MOICH. zasadach. Bez traumy, płaczu i awantur 🙂 cudowny czas karmienia piersią – uwielbiałam! Nawet przy Starszaku, z którym tyle się wycierpiałam 🙂
    Ja do kp potrzebowałam tylko kawałka miejsca żeby usiąść 😉 (chociaż zdarzyło mi się karmić Młodszą na rękach, pchając podwójny wózek ze śpiącym Starszakiem ;-D). Moim zdaniem kp jest w głowie. Jeśli matka chce, karmić będzie. Jeśli nie, nic niestety nie pomoże…
    Pozdrawiam!

    • Nebule-Ania

      OOO, świetne! Nie ma co rozpamiętywać, wtedy to pewnie było najlepsze wyjście. A teraz już wiesz, że można inaczej. Trzymam kciuki:0

      • M.

        Już wszystko za mną, ale wspominam bardzo miło kp z malutką łezką wzruszenia w oku. 😉

  10. Dorota

    Ania, dzięki za ten wpis. Jakże potrzebny! Ale wytłumacz mi na jakiej zasadzie działa zatem odstawienie przez matkę nabiału jeśli dziecko ma podejrzenie alergii? W Anglii edukacja matki karmiącej polega na dokładnie takim podejściu, jak opisujesz, ale czy to dotyczy również takiej sytuacji, którą wymieniłam?
    Pozdrawiam,
    Dorota

    • Nebule-Ania

      U Hafiji znalazałam: (TYLKO) Około 2,5% niemowląt wykazuje nadwrażliwość na mleko krowie z czego 80% dzieci do piątego roku życia już może jeść produkty mleczne bez obaw, 1,5% niemowląt ma alergię na białko jaja kurzego, a 0,5% na orzeszki ziemne…
      Dlaczego prawie wszystkie moje karmiące koleżanki NIE jedzą mlecznych przetworów i nie wlewają mleka do kawy?
      Czyżby to 2,5% mam z dziećmi z alergią na białko krowie skumulowało się w moim otoczeniu? Dlaczego każda krostka u niemowlęcia jest od razu okrzyknięta „skazą białkową”?
      Dlaczego przy prawie każdej kolce lekarz zaleca odstawić nabiał i jeść tylko ryż z marchewką?
      Bardzo mnie to nurtuje…
      dane z: „Karmienie piersią w teorii i praktyce”

  11. Anna

    Bardzo mądry, potrzebny i nic nie narzucający artykuł. Karmienie jest naturalne i cool 🙂 i trzeba o tym pisać!

  12. mala_Mi

    Ja też się przy starszym dałam nastraszyć dietą, odciąganiem po karmieniu (potem będzie więcej!) i tak dalej. Obstawiam, że te bzdury to wynik miernej edukacji w tym temacie pokolenia naszych rodziców, a nie zła wola. W efekcie (moich nerwów). Młody odstawił się mając 10 miesięcy 🙁 – a ja nie walczyłam o laktację, bo nie wiedziałam.
    Teraz karmię córkę niemal 4 lata (znów OGROMNE dzięki hafija – jeśli czytasz) – tylko z truskawek musiałam zrezygnować jak miała 5 miesięcy. I z niczego więcej! Laktatora (Medela, ręczny) użyłam raz. I tak się to mleko nie przydało.
    Smoczka młoda nigdy nie zaakceptowała. Ja nie nalegałam.
    Karmię i jestem happy. Bardzo wierzę w medyczne przesłanki i plusy karmienia.
    I chcę zostać promotorką KP!!! Można prosić jakiś linek? Kontakt?

    PS. „mleko tworzy się z krwi i limfy, a nie z treści żoładkowych” – ale te treści właśnie krew transportuje do komórek całego ciała… więc to nie jest tak, jak że treści sobie i krew (i mleko) sobie. Mleko ma również smak zjedzonych potraw. Z treści żołądkowych właśnie, no bo jakżeby inaczej?

    Wszystkiego Najlepszego Świątecznego!!!
    mała_Mi

  13. Ola

    Fantastyczny wpis, dziekuje! Ja sama oczekuję na narodziny mojego Synka i przygotowuję się mentalnie do kp. Chciałabym karmić jak najdłużej, zawsze gdzieś to było dla mnie oczywiste, że to najkorzystniejsze rozwiązanie dla dziecka i matki. Ale teraz jak jestem coraz bliżej rozwiązania i widzę te statystyki, ile to kobiet chciało karmić, ale nie wyszlo oraz słucham/czytam różnych opowieści to widzę, że to wcale nie może być takie proste i naturalne jak mi sie zawsze wydawalo. Twój wpis mnie bardzo podbudował, dodalam zakladke do ulubionych 🙂 Ech, szkoda, że to pozytywne wyluzowanie (zaufanie sobie, swojemu instynktowi, ale i asertywnosc względem wszelakiej maści „doradców”) tak rzadko bywa przy pierwszym dziecku 🙂

  14. Małgosia rokporoku

    Hej, z wieloma Twoimi argumentami zgadzam się w 100%. Najbardziej żałuję tego, że nie miałam dobrego laktatora i wygodnych ubrań… Co zaś do diety, mam odmienne zdanie. Pierwszą córkę zaczęłam karmić z przekonaniem, że mogę jeść wszystko, tylko z umiarem. Niestety, nasze życie przerodziło się w koszmar – córka płakała non stop, a szczególnie przy każdym, absolutnie KAŻDYM karmieniu. Z dnia na dzień zaczęłam okrajać swoją dietę, aż skończyłam na suchych grahamkach. Dieta i milion rodzajów kropelek poprawiły sytuację, a cała trauma zakończyła się po 7 miesiącach, gdy przestałam karmić 🙁

  15. M.

    Co do diety. Przy Starszaku obawiałam się rożnych rzeczy, ale skończyło się na jedzeniu wszystkiego na co miałam ochotę. Przy Młodszej jadłam wszystko (nauczona doświadczeniem przy Starszaku) a skończyło się na uczuleniu na białko mleka krowiego. Nikt nie kazał mi odstawiać nabiału- sama to zaobserwowałam. U Młodszej objawiała sie ta alergia AZSem. Zmieniłam swoją dietę, nie jadłam absolutnie nic co mogłoby choćby zawierać białko krowie. Dało radę. Ja się czułam świetnie, moje dziecko przestało się drapać. Ponad 1,5 roku byłam na takiej diecie.
    Nigdy nie potrafię zrozumieć matek, które dla własnych zachcianek (np. chcę schudnąć) są w stanie się katować przeróżnymi dietami, a nie mogą (jeżeli faktycznie jest to alergia na białko krowie) zmienić swojej diety karmiąc piersią i wolą przejść na mm…
    Starszak alergikiem okazał się później (cytrusy, miód, czekolada). Nie je rzeczy, które go uczulają. Życie na szczęście nie kończy sie na czekoladzie. Uwielbia domowe wypieki, kupnych nie bierze. Młodsza powoli wyrasta z alergii na białko krowie, ma zakodowane jakieś nawyki, funkcjonuje super, a co najważniejsze nie ma AZS…

  16. Olga

    Karmię dziewiąty miesiąc. Też się bałam smoczka, ale jeszcze bardziej butelki. Dlatego moje dziecko poznało butlę, mając 6 miesięcy… I to jedyne, czego żałuję, że nie spróbowałam podać odciągniętego mleka wcześniej. Bo jasne, fajnie, że udało mi się karmić wyłącznie piersią przez pierwsze pół roku, ale w obliczu mojego powrotu do pracy ta niechęć do butelki i mleka podawanego jakkolwiek inaczej dość mocno utrudnia tacie sprawę.

  17. Monika

    Och… aż nie wiem, jak ubrać w słowa, to co mam w głowie. Nie miałam pojęcia o tym, że dieta matki nie wpływa bezpośrednio na samopoczucie malucha. „Doświadczone ” mamy mówiły mi, aby nie jeść ……….. (wstawiam tu wszystko, co lubię), bo to uczuli /wywoła kolkę/ból brzucha itd. Tyle razy słyszałam, gdy syn płakał : „pewnie mama coś zjadła”. Wieczne oskarżanie rodzicielki i jedynej żywicielki tego bobasa.! Dopiero teraz dowiaduję się, że to wszystko była jakaś chora propaganda, która mnie skutecznie zniechęciła do macierzyństwa. Dzięki Bogu, że teraz to się zmienia. Czuję taka ulgę, że bycie matką nie musi oznaczać podkulonego ogona i strachu w oczach. Dzięki! ☺

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *