My

Jeżeli nie lubisz wpisów sponsorowanych – to ten jest dla Ciebie

„Witam wszystkich!

Może najpierw kilka słów o sobie… Mam na imię Ania, mam 27 lat i całą ciążę (czyli już 36 tygodni) śledzę wiele ciążowych blogów. Podoba mi się możliwość dzielenia z całym światem swoim szczęściem. Niedługo przywitamy na świecie naszą córeczkę – Lilkę…”

Wpis ma 195 słów, a blog nazywa się Lili i ja…..

Ma 8 komentarzy, od pierwszego dnia są ze mną Olga i okolice, Milowe Wzgórze – w głowie się nie mieści – dzięki dziewczyny! Następnego dnia publikuję wyprawkę do szpitala, równolatki doradzają w komentarzach czego zapomniałam a z jakich podpowiedzi skorzystają.

17 wpis – 25 wyrazów – 24 komentarze

26 września 2012 : „Dziś o 13.55 urodziła sie nasza córeczka. Waży 3800 g.  i mierzy 57cm. Jest cudna! Poród całkowicie naturalny:) odezwę sie jak już sie ogarnę! Pozdrowienia!”

Te pierwsze chwile to pasja, szczera chęć dzielenia się wspólnymi doświadczeniami, potrzeba podzielenia się ze światem swoim szczęściem. Blog jest zamknięty. Po miesiącach spędzonych na forum wrześniówek chodzi o aktywne dzielenie się swoimi doświadczeniami. Moje najbliższe przyjaciółki z reala są na innych etapach życia, chodzi mi o znalezienie pokrewnych dusz, kobiet na tym samym etapie życia, kogoś z kim można dzielić podobne przeżycia, dzielić się doświadczeniami, szukać wsparcia i porady.

Wpisy są krótkie jakby nieśmiałością czy ktoś chciałby czytać więcej, a zdjęcia wyglądają jakby były robione pralką.

Tak wygląda akurat moja historia, jestem pewna że inni zaczynają podobnie. Jest w ich wpisach ikra, pełne zaangażowanie, pasja. Czy to blog kulinarny, wędkarski czy dla fascynatów 17 wiecznego malarstwa z San Escobar – zaczyna się od indywiduum przepełnionego bezinteresowną misją odnalezienia pokrewnych dusz w bezmiarze anonimowego internetu. W moim przypadku, raczkując, grupa czytelników była celowo zamknięta, intymna, zaufana – bardziej w celu terapeutyczno-pamiętniczkowym. A może ze sto lat pokaże córce – będzie ubaw.

Ewolucja jest powolna. Chodzi o interakcje z kobietami będącymi na tym samym etapie. O wzajemne utwierdzanie się że wybory których dokonuje są poprawne. Jest 21 wiek. Spędzam godziny na forach, stronach, studiując porady, doświadczenia, przygody innych matek. Słyszę słowa zachęty, widzę interakcje z czytelniczkami. W tych nowych zupełnie dla mnie realiach, odnajduję głęboki sens w dzieleniu się swoimi parentingowymi odkryciami. Zachęty i dobre słowo od zaangażowanych czytelników mobilizują. Hulaj dusza piekła nie ma – pewnego dnia decyduję się upublicznić swój blog. Nie mam wtedy zieleniutkiego pojęcia o meandrach social media ani tym bardziej blogosfery – pewnie zresztą dlatego daję odważnego nura w głębiny internetu. Organiczny powolny wzrost. Mozolne ciułanie paru lajków, choć wtedy też było prościej, Facebook nie ścina jeszcze zasięgów, zdarzają się spektakularne wpisy, które powodują lawinę lajków.

Pierwsze dary losu? Wow – traktowane jako mega nobilitacja! Co gorsza wywołujące wyrzuty sumienia by czym prędzej udostępnić i zapewnić tej jakże hojnej marce jak największą publiczność i gromki odzew liliija-owej jakże wszak prężnej społeczności!

Drogi aspirujący ambitny młody blogerze – mijają LATA zanim przychodzi pierwsza propozycja płatnej współpracy. Kiedy dziś słyszę, że marzeniem młodych człowieków jest „bycie” blogerem. Bo oznacza „grubą kasę” za „bycie” blogerem – sama chętnie podzieliłabym ten piękny sen. Po prostu „być”. Nic nie robić. Nie zaprzątać sobie głowy ładnym ujęciem, nie głowić się godzinami jak tu atrakcyjnie opisać procedurę obcinania paznokcia 4 latki, nie doktoryzować się w temacie jakby tu zautomatyzować obróbkę kilkudziesięciu zdjęć do posta, czy jak polinkować 200 produktów przydatnych każdej matce a wszystko to podczas limitowanej  30 minutowej drzemki potomka.

Zaangażowanie czytelników wygrywa się mozołem,  łutem szczęścia i dwoma łutami systematyczności.

Ale dość już tego zanudzającego wstępu, czas zakleić buzię jeszcze cieplutką bezą upieczoną z białek pozostałych po przygotowywaniu tortu na jutrzejszą uroczystość pierwszych urodzin pretendenta i przejść do meritum tych wynurzeń.

Drogi czytelniku – czy przestajesz kupować swoje ulubione czasopisma bo ilość stron reklamowych wydaje ci się za duża w stosunku do treści dla których płacisz za gazetę? Czy oceniasz merytorykę tekstów na podstawie pojawiających się w gazecie wszelkiej maści reklam? Czy piszesz maile do TVP1 dlatego że w każdej przerwie reklamowej namawiają Cię do zdeponowania oszczędności (których nie masz) w najbliższym SKOK-u? Czy zamykasz oczy jadąc autostradą aby przypadkiem nie spojrzeć na wszechobecne billboardy? Czy kasujesz swoją ulubioną stację radiową z listy rozgłośni w samochodzie bo zawsze na parę minut przed równą godziną odpalają blok reklamowy? Czy decydujesz się nigdy w życiu więcej nie oglądać Dzień Dobry TVN bo stwierdzasz że najeżenie produktów lokowanych na sekundę emisji przekracza normy spalin bardziej niż Volkswagen prosto spod igły? Czy dasz sobie głowę uciąć, że „obiektywne testy produktu” z internetowych porównywarek są przygotowywane w zbożnym celu dostarczenia Ci bezinteresownie bezpłatnej porady? Czy naprawdę wierzysz że jakiekolwiek media mają misję dostarczenia Ci OBIEKTYWNYCH faktów i treści nie przefiltrowanych i to wszystko bez żadnej ukrytej agendy?

Jest 21 wiek. Jeśli to czytasz ze zrozumieniem = nie urodziłeś się wczoraj. To blogi są źródłem wartościowej informacji. Wartościowej właśnie dlatego że subiektywnej. Jeśli ktoś w blogosferze sili się na obiektywność to nie rozumie podstawowego zadania bloga. Tu przecież chodzi o oddanie emocji poprzez blogera prywatny mentalny filtr. Poprzez skonfrontowanie produktu z bagażem moich doświadczeń. Jeśli Twoje doświadczenia są podobne – taka informacja będzie wartościowa. Jeśli twoje doświadczenia są inne – internet jest pełen innych blogerów z którymi możesz się identyfikować.

Do czego zmierzam – każdy człowiek jest wyposażony w doskonały bullshit-filter. Skala wybucha czerwonością jak tylko wyczujemy akwizytora, reklamę, nachalną sprzedaż. Natomiast tak ja w radio, TV, prasie, na portalu internetowym – nikt nie hejtuje Polsatu za reklamowanie proszku Cypisek czy teleturnieju Pognęb Sąsiada – za to niech no tylko bloger podpisze (a jeszcze gorzej jak nie podpisze), że jakiś wpis iż jest sponsorowany… fala oburzenia jest w stanie zalać Mount Everest. Jak mogłeś się sprzedać? Po 3 latach czytania odlajkowuje Cię w tej sekundzie! Komercja komercja komercja! Skandal poruta i sromota – do 6-go pokolenia przeklęty bądź!

Z jednej strony próbuję zrozumieć. Skoro moje wpisy to głównie opis emocji, trudno by czytelnicy nie reagowali emocjonalnie. Natomiast czy naprawdę jeden człowiek, któremu zależy na zadowoleniu czytelników. Który jest przez to pewnie bardziej uwrażliwiony – zasługuje na zalanie taką wrzącą falą żółci? Choć może to i dobrze – skoro wywołuje emocje, to może nie powinien się przejmować czy pozytywne czy negatywne – byle wedle przysłowia: „nieważne dobrze czy źle, ważne by mówili”?

Także drogi czytelniku, wyluzuj!

Odkop pierwszy wpis swojego ulubionego blogera sprzed paru lat. Spójrz jaką przeszedł drogę. Porównaj fotki robione amatorską pralką do teraz prezentowanych pełną gębą fotografii. Może dojrzysz że wysiłek wkładany w przedstawianego Ci posta to godziny kreacji. Zobacz że w przeciwieństwie do reklamy we wszelkich innych mediach – współprace blogera są zawsze zbieżne z polem na którym czuje się ekspertem (ale też daj czasem zareklamować ornitologowi odkurzacz). Nikt Cię tu przecież nie zmusza do obowiązkowego zakupu garnków do obioru telewizji satelitarnej.

Dlaczego jest akceptowalne że Twoja ulubiona stacja TV, radio, miesięcznik czy portal internetowy proponuje Ci tabletki na porost uszu, a bloger nie ma prawa ulokować w swoim wpisie produktu którego z satysfakcją cała jego rodzina używa od 4 lat?

Zauważ, w  przeciwieństwie do innych mediów – których zupełnie nie musi obchodzić że w trakcie dokumentu o świętej Teresie mogą reklamować automatyczną skrzynię biegów do walca – świadomy bloger podejmuje współpracę tylko i wyłącznie z markami, które sam może z czystym sumieniem polecić.  Bloger pracuje latami na swoję publiczność. Zna ją i szanuje. Gdyby choć raz postąpił inaczej – tym samym wyrzuci na śmietnik cały swój dorobek.

Niektóry wpisy np. książkowe piszę 4 dni: wszystko na drzemkach Juniora. Naprawdę myślisz, że by mi się chciało to robić za darmo? Mogłabym w tym czasie walnąć się na kanapie z gazetką w ręku lub wydziergać coś na drutach. Ale ja, jak pracownik miesiąca, siadam przy kompie i piszę dla Was. Gdyby mój blog nie przynosił by pieniędzy zamknęłabym go około 2 lata temu. I to właśnie dzięki np. Baby Dove, czy Philips czytasz wpisy książkowe, czy też zabawkowe. Idąc tym tropem to każdy wpis na blogu jest sponsorowany.

I tak: podam Wam przykład. Na taki wpis z moimi poleceniami wchodzi miesięcznie 10 000 osób. Wiem, że korzystacie, dziękujecie, klikacie linki itd. Ale dobra, gdzie są „lajki” – 120 polubień= 4 dni pracy. Może zapominacie? Nie wiem czy wiecie, ale to, że nie klikniecie głupiego dla Was „lubię to” powoduje, że muszę płacić facebookowi spore pieniądze żeby do Was dotarł, a to równa się z tym, że muszę wziąć więcej wpisów komercyjnych w miesiącu. Nie klikacie lajka parę razy – znikam z Waszej tablicy: tak działa algorytm fejsa.

 Więc następnym razem jak zobaczysz wpis sponsorowany – hejt zostaw dla obłąkanych, niezrealizowanych w siódmym życiu trolli – a sama weź głęboki oddech, zamknij oczy, odwróć głowę i kliknij „Lubię to”.

A jeżeli jesteś blogerem, nie wstydź się tego, że zarabiasz pieniądze na tym, co robisz. Odkop swój pierwszy wpis, przeczytaj go uważnie i pomyśl ile pracy Cię to wszystko kosztowało. Możesz go też udostępnić swoim czytelnikom, niech sobie go przypomną.

Ten wpis ma 22 komentarzy

  1. Aniversum

    Ania, nie wiem skąd się wzięła potrzeba napisania tego wpisu, ale szczerze ci współczuję, że się w ogóle pojawiła. Pamiętam Liliija, była urocza, czytałam ją, bo Twoja córka jest tylko pół roku starsza od mojej, a Ty zrobiłaś na mnie wrażenie matki troskliwej, kochającej swoje dziecko, ale nie oczadziałej.
    Często wracam na Twojego bloga do wpisów, które już przeczytałam i większość z tych, do których wracam, to posty sponsorowane, gdzie coś polecasz, pokazujesz. Bardzo, bardzo, BARDZO często kupuję coś, co poleciłaś. Jeśli szukam produktu z konkretnej kategorii (kredki, książki, zabawki, prezenty!), sprawdzam, czy już coś podobnego opisałaś.
    Ufam Twoim wyborom nie tylko, dlatego że ładnie robisz zdjęcia, masz śliczne dzieci i jesteś ogarnięta, ale też, dlatego że podoba mi się imię Twojej córki… Nie no, żartuję (nie żartuję, naprawdę mi się podoba). Dlatego że tyle wszystkie te rzeczy się sprawdziły.
    Poza tym, jak trzeba być odrealnionym, żeby za sponsorowane posty się obrazić na blogera. Nie jestem pewna, czy warto było aż tyle pisać na ten temat, bo no cóż… trudno, nie zmusisz nikogo do czytania, a tłumaczyć się z zarabiania na swojej pasji naprawdę nie musisz. Jakoś jubilerów za branie kasy nikt nie rozlicza 😉 (to znaczy poza podatkami…)
    Trzymam za Ciebie kciuki, życzę ci jak najlepiej. Uwielbiam sposób w jaki robisz zdjęcia i w jaki postrzegasz dzieci. Mam nadzieję, że przed tobą wiele wiele świetnie płatnych współprac, które pozwolą ci robić to co lubisz i mieć spokojną duszę.
    Oby takie wpisy jak ten nie były ci potrzebne!

  2. Iza D

    Chyba potrzeba było takiego wpisu. I czytelnikom, i blogerom. Ja blog prowadzę od ponad 3 lat i… dopiero zaczynam na nim zarabiać. Tematyka krąży wokół domu i dzieci oraz moich pasji. Bo pasja pisania mnie popchnęła do założenia bloga. Ja akurat go nie zamknę, jeśli nie będę na nim zarabiać, bo to zwyczajnie moja pasja. Lubię pisać i lubię kontakt z czytelnikami.

  3. Monika

    Święta prawda. Wiem jak to wszystko działa, choc tylko.od strony czytelnika ;).
    Ludziom chyba nigdy się nie dogodzi ;).
    A co do lajkow – to zawsze klikam zanim wejdę we wpis :p

  4. Granda

    Tak, nie oglądam TV bo wkurzają mnie reklamy. Nie słucham radia innego niż Dwójka, bo znowuż reklamy. I szczerze mówiąc jestem w stanie zrozumieć osoby, którym tęskni się za niegdysiejszymi blogami ze zdjęciami z pralki, bo była w nich bezinteresowność i pisanie z wyboru, a nie dla zarobku. Rozumiem, jeśli autor zdecydował się zarabiać na blogu, ale niekoniecznie musi mnie to zachwycać. Absolutnie nie usprawiedliwiam hejtu, ale tak samo, jak zrezygnowałam z komercyjnego radia, tak rezygnuję z komercyjnych blogów. Bo nijak nie trafia do mnie reklama Dove pisana przez mamę atopowca…

    • Nebule-Ania

      Dzięki za opinię.
      p.s. Dodam, że Julian nie ma żadnej atopii i ma skórę jak alabaster, nie muszę jej nawet nawilżać.

  5. Ania

    Ja powiem szczerze rozumiem niechęć do wpisów sponsorowanych bo sie kiedyś zawiodłam, kiedy pewnego dnia pewnien blog na wszystkie strony świata zachwalał urządzenie do robienia bąbelków w wodzie ( niestety czuło się że wpis jest wymuszony na potrzeby reklamy) a za niedługi czas owe wspaniałe urządzenie zostało.wystawione przez blogerke na sprzedarz . I to na blogu „z potrzeby serca”. Takze mnie nie dziwia nie do końca miłe komentarze do wpisów sponsorowanych, szczególnie wtedy gdy z daleka czuć nieszczerość ( a da się to odczuć czasami gdy poznało już się blogera po jego wpisach ). Co wiecej artykuł w miesieczniku Focus na temat blogosfery dodatkowo zapalił we mnie lampkę ostrożności.

    Ale rozumiem, blog to ciężka praca a raczej już biznes.Sama próbowałam- zabrakło mi chęci i czasu. No właśnie -troszkę o czasie i pracy bo sporo o nim mowy w tym wpisie. Rozumiem, że blog traktujesz jako formę zarobku…jak każda forma zarobku wymaga poświęcenia czasu ( standardowo w Polsce 8 godz dziennie). Rozumiem, że poswiecasz na to swój urlop macierzyńki, rodzicielski – ale jest to Twój wybór tak zdecydowałaś, żewolisz spędzać czas .Był.to Twój własny wybór. Także nie do końca rozumiem skąd tłumaczenie i wyliczanie ile czasu „kosztuje Cię” blog. Ja rowniez jestem mama, obecnie na macierzyńskim.Za rok będe pracować,nie tylko w trakcie drzemek…Pełnoetatowo 8 h
    Pozdrawiam

    • natalia

      cześć, mogłabyś podać link do tego artykułu z focusa?:)

      • Ania

        Mialam wydanie papierowe , marzec lub kwieciebnn nie pamietam

  6. Ania

    Ja na przykład nie mam nic przeciwko wpisom sponsorowanym (ufam swoim ulubionym blogerkom na tyle, że wiem, że nie poleciłyby nic, czego same by nie używały), ale wtedy, gdy na pierwszy rzut oka widzę, że będzie to wpis poświęcony jakiemuś produktowi lub usłudze. Bardzo irytuje mnie coraz powszechniejsza tendencja do pisania tekstów niby o rodzinie, uczuciach, wychowaniu itd., a na koniec ni przypiął ni przyłatał reklama (akurat tutaj nie mam na myśli Ciebie, jeśli zdarzało Ci się zrobić coś takiego, to na tyle subtelnie, że nie zwróciło to mojej większej uwagi, ale są blogerki, które większość tekstów mają w takim stylu).

    Domyślam się, jak irytujące/dołujące mogą być niektóre komentarze, ale staraj się w takich chwilach pamiętać, że większość czytelniczek jest po Twojej stronie 🙂 Ja co prawda (profesjonalnego) bloga nigdy nie prowadziłam, ale pracowałam jako freelancerka w domu z dwójką dzieci, więc wiem, jak bardzo wymagający jest to tryb życia. Bo pisanie takiego bloga jak Twój to praca, nie oszukujmy się! Praca, za którą jestem Ci (i innym blogerkom, które śledzę) bardzo wdzięczna, gdyby nie Wy, moje dzieciaki nie miałyby tylu pięknych i mądrych książek, kupionych w przemyślany sposób zabawek czy wspomnień z miejsc odwiedzonych dzięki poleceniom w internecie. Trzymaj się!

    P.S. Ja osobiście Lili i ja od początku nie śledzę, ale kiedyś z ciekawości dokopałam się do tych pierwszych wpisów i… ach, urocze są 🙂

  7. justyna

    Ja doceniam tylko blog nebule. Reklama to jest dopiero na Bakusiowym blogu albo u makoweczek.Tam nie ma już wpisów bez reklam.
    Ja często kupuje polecane produkty…

  8. Kasia

    Ja trochę rozumiem poirytowanie czytelników reklamami i wpisami sponsorowanymi. Choć akurat nie wydaje mi się, że powinno to szczególnie dotyczyć Ciebie – raczej nigdy nie odniosłam wrażenia, że ukrywasz w swoich postach reklamę, albo że jest jej zbyt dużo. Jest też u Ciebie dużo naprawdę wartościowych treści dotyczących wychowania dzieci i sama – mimo że dziecka jeszcze nie mam – naprawdę czytam je z ogromnym zainteresowaniem 🙂 Ale myślę, że śledzisz też wiele popularnych blogów parentingowych i widzisz jak wyglądają tam wpisy sponsorowane i w jakiej formule są redagowane.. Np. dziwne ‚sensacyjne’ tytuły które mają zachęcić do kliknięcia (nic chyba nie irytuje mnie tak mocno jak to;)), a nie mają za wiele wspólnego z treścią wpisu. Albo reklama dosłownie w każdym poście (ostatnio z ciekawości sprawdziłam to na pewnym bardzo popularnym blogu na literkę „b” i ze wszystkich wpisów dostępnych z głównej strony chyba tylko jeden niczego nie reklamował..) to już nie wygląda jak subiektywne opisywanie czegoś, co bloger sam przetestował i z dobrego serca chce polecic innym matkom. To jest po prostu reklama którą ukrywa się pod takimi frazesami i właśnie to wkurza. I widać to najlepiej gdy nagle na wszystkich popularnych blogach parentingowych pojawiają się tego samego dnia wpisy dotyczące tego samego soczku/ksiażeczki/zabawki.. Wydaje mi się, że właśnie przez to coraz mniej osób traktuje blogi jako miejsce gdzie można znaleźć rzetelną recenzję produktu. Z jednej strony rozumiem, że każdy kto poświęca na prowadzenie bloga „pełen etat” chciałby mieć z tego tytułu jakieś profity, z drugiej rozumiem też poirytowanie czytelników, którzy zaczynali czytać blogi gdy były to rzeczywiście te szczere i autentyczne pamiętniczki pisane z potrzeby serca, a zamieniają się powoli w billboardy reklamowe. Wydaje mi się, że kluczem jest zachowanie równowagi pomiędzy ilością reklam, a wpisów niereklamowych i rzetelne oznaczanie postów które powstają przy współpracy z jakąś marką. I mam też wrażenie że powoli wyczerpuje się formuła takich słodko-pierdzących (za przeproszeniem) blogów parentingowo-reklamowych, które nie niosą za sobą żadnych naprawdę ciekawych czy innowacyjnych treści. Czytelnicy są tym chyba coraz bardziej zmęczeni a chętnych na taki „łatwy” zarobek coraz więcej 😉 pozdrawiam!

  9. Markdottir

    Aniu, jak nie mam konta na FB, to klikanie „lubię to” nie ma sensu, prawda? Bo ja nie mam, więc nigdy nie klikałam.
    Poza tym tak, zrezygnowałam z kupowania prasy kolorowej, bo wkurzałam mnie ilość zamieszczonych tam reklam, nie mam TV, bo nie widzę tam nic wartościowego. I tylko radio odpuściłam ostatnio z innego akurat powodu. 😉
    Co do wpisów sponsorowanych na blogach ogólnie, to nie lubię tylko i wyłącznie udawania, że wpis nie jest sponsorowany. Jestem dorosła, mam pracę i rodzinę i rozumiem, że prowadzenie bloga to jest Twoja praca. Akceptuję, że taki jest w tym zawodzie układ. Nie muszę przecież jako czytelnik kupować wszystkiego, co polecasz z siebie czy reklamujesz, więc nie wiem o co to całe halo z reklamami. Zwłaszcza, że u Ciebie akurat proporcje są doskonale wyważone i trudno mieć wrażenie zasypania postami reklamowymi. Poza tym zawsze są przemyślane i dopracowane, a nie jakieś tam „bla bla, a w ogóle to kupcie to i tamto”. Nawet jak produkt do mnie nie mówi, to doceniam często zamysł posta (np. akcja z Dove z sesją w stylu PRL była rewelacyjna!).

  10. beata

    Nebule jest dobrym blogiem, zrównoważonym jeśli chodzi o ilość wpisów zwykłych i sponsorowanych. Dobre merytoryczne teksty. Lokowane produkty nie trącą badziewiem.
    Ubieranie wpisów sponsorowanych w zbyt ładne piórka rozumiem, że może niektórych drażnić, bo inne mieli oczekiwania na paczątku posta. Może pisać po prostu, a w środek wklejać reklamy, jak na filmie, kto chce niech klika, a kto nie niech przerwy na reklamę nie robi. Trudno też by hejtowac np Polsat chyba, żeby zwał się Solorz TV i jeden Pan by wszystko kręcił wtedy pewnie by mu się dostało 😉

    • Honorata

      Uuuu 😉
      No coz. Mnie jakos szczegolnie nie obchodzi kto jest wlascicielem TV, i nie oceniam ludzi poki nie poznam ich osobiscie, ale to co w tej tv mowia niekiedy juz tak, zwlaszcza, gdy w wymienionym przez ciebie polsacie krytykowano nie raz kobiety kp, czy nie dalej jak wczoraj w y s m I e w a n o 🙁 rodzicow, ktorzy nie szczepia. Nie, nie chodzi mi o krytyke, ale wlasnie o w y s m I e w a n I e, podczas, gdy tak wiele dzieci, rodzin ucierplialo. Tyle w temacie.

  11. Viva la zycie

    Co prawda piszę blog od niedawna i kocham to, co robię. Z drugiej strony niewielki zasięg – nie wiem czy kiedykolwiek się zwiększy- sprawia, że nie zarabiam ani grosza, a szkoda, bo czas, trud i nieraz kombinowanie, aby to czytelnik był zadowolony i moje dziecko wybawione są niewarte zachodu. Pisanie bloga + etatowa praca = porażka, a kiedy bloger nie zarabia na swoim sieciowym dziecku, nie może utrzymać systematyczności i poziomu wpisów.
    Blogowanie to pasja połączona z pracą i jako taka powinna zostać sowicie doceniona, bo to ciężka orka na ugrze.
    Pozdrawiam autorkę bloga. Zaglądam tu zawsze przy kawce, jest przyjemnie i domowo:-)

  12. nebule-ania

    Dziewczyny, dziękuję Wam za wszystkie komentarze (również te nieopublikowane ze względu niestety na trolle, którzy wchodzą tu tylko poczytać negatywne opinie). Przeczytałam je, przeanalizowałam i oczywiście wezmę je pod uwagę. Będę się starała żeby nam było tu miło i przyjemnie, nawet z reklamą w tle.

    Dobrego dnia:)

  13. inna Ania

    A czy ja mogę zadać pytanie skąd pomysł na nazwę bloga? Bo próbuję go rozłożyć na części i ni w ząb nie daję rady:-) pozdrawiam serdecznie, dobra robota

  14. Angelika

    Mnie ogólnie nie przeszkadza fakt, że ktoś zarabia na blogu. Po zatym są blogi, które od początku miały plan zarabiać i też nie uważam, że jest w tym coś złego. Przeraża mnie, że nie które blogi, które kiedyś miały wpisy sponsorowane zgodne z nimi i miałam jakieś takie wewnętrzne zaufanie. Po czym produkty oferowane przez nich dziś jakby od czapy. Tak jakby teraz najważniejsze były pieniądze. Z drugiej strony to moja głupota, że bez refleksji uwierzyłam i coś trzeba mieć i dany bloger napewno ma rację.Nie oznacza, że każdy bloger to oszust czy ma niecne zamiary. Jednak warto też mieć swój rozum i z drugiej strony wybrać kilka ciekawych a na resztę nie tracić życia.

  15. Honorata

    Ja juz zagladam raczej tylko, gdy cos mnie zainteresuje.
    Powodow jest chyba kilka, ale raczej nie reklamy. Nie czytajac blogow „idealnych” rodzicow, „najzdolniejszych” dzieci chodzacych do „najlepszych” szkol, majacych „najlepsze” zabawki i najnowsze ksiazki oraz ogromne pokoje, podrozujace po swiecie itd.itp.jestem po prostu szczesliwszym rodzicem 😀 Nie przejmuje sie, ze czegos polecanego nie mam i bez tego dziecko bedzie „gorsze” czy, ze nie pracuje z dzieckiem niemal codziennie, albo w ogole 😛 Nie martwie sie, ze dziecko wg.kogos tam „za malo” mowi, czy ze jestem zlym rodzicem, bo dziecko siedzi w „W” czy ze „zasniedbalam” i ma np. tzw.zeza.
    Po przerwie dosc duzej okazalo sie, ze nie potrzebuje rad co kupic dziecku, gdzie z nim pojsc i jakie rzeczy z nim robic. To samo przychodzi 🙂 A ja jestem calkowicie S O B A 🙂 co nie jest latwe w dzisiejszych czasach i skupiam sie na tej najwazniejszej istocie, ktora nikt nie zna tak dobrze jak ja 🙂

    Powodzenia. Pozdrawiam i trzymam kciuki 🙂
    A moze reklamy na gorze i dole czy nawet po bokach strony?
    Mi z wielu amerykanskich blogow bylo ciezko korzystac, bo tak byly zawalone reklamami, ze niekiedy mi sie kom wieszal 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *