Blog dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
Montessori

Od czego jest mama?

Mama- jest m.in. od tego, żeby spełniać najskrytsze marzenia.

Kiedy na zajęciach adaptacyjnych Pani podała informację o zbliżającym się balu przebierańców od razu zapytałam Lilkę za kogo chciałaby się przebrać. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Moja 2-latka z przekonaniem i bardzo dosadnie oznajmiła mi, że chce mieć 3 atrybuty: koronę, skrzydła i różdżkę. Zapytałam ją gdzie widziała taką postać, bo w domu nie mamy takich beletrystycznych perełek z różem i brokatem.  Z wielkim przekonaniem odparła, że na okładce książki w bibliotece.

Muszę przyznać, że tą informacją lekko mnie zbiła z pantałyku… We wpisie o fikcji w życiu dziecka podawałam moje argumenty za obecnością realnych postaci w codzienności. Napisałam całkiem długi elaborat… Dwa dni później Lilka chce być wróżko-księżniczko-aniołem, bo te w/w atrybuty do jednej postaci nie pasują. I to wydaje mi się być fajne w moim blogowaniu, że teorie, którym byłam oddana przez lata weryfikują się bardzo szybko w praktyce. Jestem mamą- pedagogiem, co czasem jest błogosławieństwem, a czasem przekleństwem. Jednak nad wszystko przedkładam miłość do dziecka i tym się w życiu kieruję.

A to Lilkowy strój na “Bal przebierańcowy”

DSC_5836

gggDSC_5841-verte

DSC_5865 DSC_5850

 

Korona- Maileg- tu

Skrzydła Maileg- tu

Różdżkę wyczarowała mama

 

Ten wpis ma 20 komentarzy

  1. Monika

    siedzę i piąty raz oglądam tego wróżko-księżniczko-anioła 🙂

  2. Aleksandra

    Myślę że warto pamiętać że teorie mogą dać fajne podstawy, ale ważne jest aby podążać za dzieckiem i jego potrzebami. Jestem psychologiem pracuje na codzień z dziećmi i wiem ze często wiedzą może dać wiele rodzicom ale najważniejsza jest więź intuicja i uczucia. Podoba mi się ze umożliwiła Lilce przebrać się jak chciała a jednocześnie wygląda to bardzo fajnie i estetycznie 🙂 pozdrawiam

    • Nebule-Ania

      Dokładnie tak. Wszytskie teorie weryfikuje się w praktyce. Wiem też, że rodzice inaczej patrzą na terapeutę, który ma swoje dzieci;)

  3. ewa

    teorie Montessori to jedno, a Lila definiująca je po swojemu to drugie 😉
    strój jest świetny, szczególnie beatleso’wy t-shirt pasuje do kostiumu wróżki 😉

  4. Anna

    Aniu, bardzo lubię Twoje posty, z wieloma kwestiami zgadzam się bezdyskusyjnie, a to z czym nie zawsze się zgadzam jest dla mnie ciekawym materiałem do rozmyślań – więc dzięki za jedno i drugie 🙂
    Swego czasu moje dziecko uwielbiało fikcyjne postaci, wróżki, elfy, syrenki były numerem jeden 🙂 za dużo mi było tego fikcyjnego świata, więc eksperymentalnie (na krótki czas) wprowadziłam kilka zmian: zero bajek z tv, na fikcję nie było czasu, zaangażowałam córkę totalnie do pomagania mi w domowych obowiązkach – szczególnie w kuchni, zaczęłyśmy czytać książeczki wyłącznie o dzieciach (Zakamarkowe Dzieci z Bullerbyn, Lotta, Linnea, Stina, Basia – polecana przez Ciebie ;), Zusia i Maks – Media Rodzina), dziecko osadzone było wyłącznie w realnym świecie. Poczułam się usatysfakcjonowana, bo kiczowata księżniczkowa fikcja znikła 🙂 Ale…. pewnego dnia dziecię moje udało się na urodziny koleżanki, przed wyjściem założyła błękitną spódniczkę w srebrne gwiazdki (z zajęć baletowych) i bluzkę z motywem krainy lodu – może i kiczowato, ale dziewczynki piszczały z zachwytu na jej widok (4letniej dziewczynce już nie zawsze można powiedzieć, co ma ubrać ;). Dzieci (z racji totalnej mieszaniny wiekowej) bawiły się, odgrywając sceny z Hobbita (byli tam 10 letni chłopcy ;), pojawiły się krasnoludy, orkowie (w maskach gazowych) i jeźdźcy bez głowy (o zgrozo – myślałam, że moje dziecko się wystraszy – a ona była pochłonięta świetną zabawą!), dziewczynki przeforsowały motyw Anny i Elzy, który przpaltał się w scenach hobbita (Tolkien by się przewrócił) – fikcja i jeszcze raz fikcja. Następnie dzieci się znudziły się hobbitowaniem, moja córka została matką, wybrała sobie męża i jednego z kolegów wraz z “mężem” zapakowała do wózka dla lalek 🙂 Fikcja urozmaica nasz real, a dziecko uczy się przez to, że nie wszystko musi być materialne i namacalne. Od czasu tego doświadczenia moje dziecko ma totalną dowolność – raz jest księżniczką, raz matką, innym razem syrenką, następnie kucharką, sprzątaczką, baletnicą, nauczycielką, ekspedientką i przedszkolakiem 🙂 niech będzie kim chce – to przecież świetna zabawa 🙂
    Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie
    Ania i Zosia z Poznania 🙂

  5. Dominika

    Świetne zdjęcia 🙂

  6. moniokap

    O, super że ten temat powrócił. Bo czytałam wtedy tamten post i miałam wrażenie, że jednak pewne rzeczy są w nim zbyt uproszczone. Chociażby stwierdzenie, że dzieci nie myślą abstrakcyjnie. Oczywiście, na pewnym poziomie tak. A jednocześnie myślą bardzo abstrakcyjnie, bardziej niż osoby dorosłe. W patyku widzą motor, a w klocku nos. Stąd zapewne taka popularność książek Tulleta. Co więcej, w wychowaniu przez sztukę podkreśla się cenną umiejętność dzieci jaką jest “widzenie abstrakcji” . Bo one nie muszą szukać sensów, znaczeń, zahaczenia w rzeczywistości; odbierają abstrakcyjne obrazy niemalże zmysłowo.
    Bardzo do mnie trafiają słowa nestora polskiej ilustracji, uwielbianego przeze mnie Adama Kiliana: “Niektórzy twierdzą, że dziecko szuka w ilustracji bardziej realistycznego odwzorowania świata. Nie podzielam tego poglądu. Wierzę, że dziecko lepiej czuje skrót, znak. W lot chwyta umowność i metaforę” (to cyt z ciekawej rozmowy dla kulturyliberalnej.pl).

    To nam, dorosłym, abstrakcja zwykle się “nie podoba”, bo chcemy ją koniecznie zrozumieć, na swój racjonalny sposób. Widzę to także u Tymka, np. “interesują” go znaki drogowe, które przecież operują na poziomie symbolu.

    Nie chcę tu produkować elaboratu, to w końcu nie mój blog. Tak czy inaczej, my czytamy sobie baśnie (pomijając krwawe wątki).
    A Lil wyrośnie – jestem pewna – na kobietę stojącą twardo na ziemi, z głową w chmurach. Kobieta – anioł:)

  7. Monika

    Jest niesamowita- moje pierwsze skojarzenie: strajkująca pielęgniarka- bez obrazy oczywiście.
    Super!!!

  8. Asiula

    zgadzam sie jak najbardziej:) podpisuje, jak to sie pisze 🙂 nawet gdzies podobnie skomentowalam. psychologiem nie jestem. 🙂

  9. ekokoszki

    Ja jestem socjologiem i mam podobnie jak Ty, raz błogosławieństwo, a raz przekleństwo:) Dlatego wiele Twoich postów jest mi tak bliskich! Ale mnie tak na prawdę zauroczył strój, taki zadziorny, z rockowym pazurkiem:) Brawo!

  10. Pola

    Lilka jak zwykle przeurocza i sliczna!ale…czy nie byla by jeszcze bardziej zachwycona swym ‘kostiumem’na bal gdyby mial cos jednak rozowego…?to przeciez jej bal,jej -jak ostatnio wspominalas-ukochany kolor…Wyglada super,nie zrozum mnie zle! Tylko tak sobie mysle,ze w tych czasach chcemy ubierac dzieci jak doroslych..a przeciez jak nie teraz ,to kiedy maja byc ubrane ‘w kolor’ , po dzieciecemu..? ..i nie chodzi mi tu o roz wsciekly od stop do glow posypany brokatem…! ..zapewne zostane zlinczowana zaraz…;) ale mysle,ze gdyby miala pastelowe rozowe rajty i podobnie slodki tshirt,rowniez byloby wspaniale:) pozdrawiam serdecznie!

  11. Mijka

    Boska Maĺa! Aniu planujesz jakąś wyprzedaż ubrań po Lili???

  12. Pralka Frania

    Aniu, jestem dzieckiem pedagoga specjalnego. Lilka jest bardzo ładnie prowadzona (tak, prowadzona bo pokazujesz jej świat, niczego nie narzucasz, delikatnie korygujesz błędy, wyznaczasz ścieżki, tak,aby ta droga nie była nudna). Dodatkowa trudność to bycie rodzicem-pedagogiem. Czasem trzeba odpuścić, dla jakiegoś dobra wyższego (np. frajdy dzieciaka:p) i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia:) (z resztą ja tu problemu strasznego nie widzę). Ja się swego czasu strasznie wstydziłam tego, że mam mamę nauczycielkę (no wiesz… jak tu być z mamą w opozycji do belfrów, skoro ona w ich obozie:p), ale obecnie oceniam jej pracę. Teraz to mama odpuszcza wnuczkowi i jak to babcia, jej zachowanie jest często baaardzo niewychowawcze:p A zachowanie dwulatka dla mnie to czysta abstrakcja:p

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *