fbpx

Gotowa na wiosnę, czyli przegląd szafy

  • MODA
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [4]

Na wiosnę czekam z utęsknieniem od 1 marca. Codziennie mam nadzieję, że to już! Wypatruję promieni słonecznych i pączków na drzewach. Szczególnie dziś, kiedy spadł śnieg myślę intensywnie o tym czasie i wizualizuję nasze wiosenne spacery.

W ubiegłym tygodniu zrobiłam porządki w szafie i sprawdziłam, czego mi brakuje na nadchodzące miesiące.

Zrobiłam sobie listę z inspiracjami i dziś się z Wami nią podzielę:

  1. Beżowy płaszcz, zwany trenchem to najbardziej modne okrycie tej wiosny. Jeżeli nie macie takiego, ponadczasowego okrycia to obejrzyjcie przegląd najładniejszych płaszczy u Radzkiej: (TUTAJ) – z pewnością coś wybierzecie, a oszczędzicie czas na bieganie po sklepach
  2. Muślinowy szal Numero 74, który noszę już 3 sezon – uwielbiam za miękkość i uniwersalność
  3. Zamarzyły mi się długie kolczyki, które założone do klasycznych ubrań – nadadzą świetny look – te musztardowe TUTAJ
  4. Okulary Erika Ray-Ban – w tym roku zamieniam mój model Wayfarer właśnie na te – bardziej kobiece, oczywiście z filtrem
  5. Torebka Mammania bags, którą mam już ponad rok zostaje ze mną chyba na zawsze. Noszę ją cały czas, bo ma kieszonki na pieluchy, bidon i inne rzeczy dla dzieci, ale nie wygląda jak typowa torebka dla mamy. Obecnie na wszystkie torebki jest rabat -15 %, hasło: swieta, który jest aktualny do północy
  6. Błyszczyki Marimekko x Clinique – mam 3 i maluję się na zmianę, świetne kolory i przepiękne, energetyczne opakowania
  7. T-shirty w paski – mam chyba z 6 różnych i chodzę non stop. Najfajniejsze jakościowo są w COS , a ten jest z H&M
  8. Jeansy z Mango, które kupuje cały czas i to chyba moja 7 para. Znalazłam model idealny dla niewysokich dziewczyn, które nie mają figury modelki. Przy okazji nie mają przetarć i dziur – dzięki temu odejmują kilka centymetrów tu i ówdzie. Model Jack (jeżeli zamawiacie online to weźcie rozmiar mniejsze niż nosicie)
  9. Zakochałam się w tej spódnicy i muszę wpaść do Riska i ją zmierzyć. Widzę siebie w niej latem. TUTAJ
  10. Minimalistyczna bransoletka, tak jak nie noszę złota, to ta mi się podoba bardzo: TUTAJ
  11. Długo szukałam naprawdę wygodnych butów, które nadają się na spacer z dziećmi i do marynarki na spotkanie. Crocs LiteRide Lace, które mają piankowe wkładki dosłownie niosą stopy z lekkością. Mam je od tygodnia i myślę, że się bardzo polubimy, bo są niesamowicie wygodne i lekkie. Przy okazji dzieciom zamówiłam ulubione Crocs na lato.

Udało mi się załatwić też dla Was zniżkę na 15% (na nie przecenioną kolekcję), hasło: nebule2018, ważny do 20 kwietnia na stronie https://www.crocs.pl.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Lekka spacerówka rozkładana na płasko Easywalker Buggy XS

Lekka spacerówka rozkładana na płasko Easywalker Buggy XS to nowość, która niedawno pojawiła się w Polsce. Mamy okazję testować ją od ponad 2 miesięcy i dziś napiszę Wam o tym, jak nam się nią jeździ.

Spacerówka zazwyczaj jest drugim wózkiem, na który się decydujemy i tak jak obserwuję swoje wybory i moich przyjaciółek to widzę dwie ścieżki:

  • kupno wózka 3 w 1 i jeżdżenie nim do około 18 m.ż., a później zmiana na lekką spacerówkę (lub użytkowanie na zmianę)
  • kupno samej gondoli i jeżdżenie nią do około 6 m.ż., a później zmiana – lekka spacerówka rozkładana na płasko do końca wózkowania

Każdy ma inne wymagania i potrzeby, dlatego nie mogę powiedzieć, że są wózki idealne dla wszystkich. Niektórzy lubią mieć duży wózek, którego nigdy nie składają i nie wkładają 4 razy dziennie do bagażnika. Jeżdżą po wertepach i nie zależy im na lekkości.

Ale jeżeli szukają lekkiego wózka, który idealnie sprawdzi się w mieście i na wyjazdach to warto przyjrzeć się tej: Easywalker Buggy XS jest wózkiem bardzo niepozornym, ale wartym uwagi.

lekka spacerówka rozkładana na płasko

Lekka spacerówka rozkładana na płasko Easywalker Buggy XS

Easywalker ma wiele zalet, które sprawiają, że używa się go wspaniale.

Zacznę od wymiarów po złożeniu i samego sposobu składania, bo to jest NAJWIĘKSZY ATUT tego wózka:

  • Wymiary po złożeniu: 44x52x23 cm i wózek po złożeniu samodzielnie stoi, w taki sposób, że się nie brudzi. Składa się go i rozkłada jedną ręką! Nie miałam jeszcze wózka, który by się składał i rozkładał aż tak bezproblemowo.

Idealnie się nadaje do małych bagażników, bo zajmuje niewiele miejsca i z tego jestem najbardziej zadowolona. Jak się go rozkłada? Zobaczcie poniżej. Odblokowuje się blokadę z boku i trzymając przycisk na rączce się go rozkłada.

Jest to wózek idealny na podróże, bo zajmuje niewiele miejsca, można dokupić do niego torbę, z której my korzystaliśmy na lotnisku. Wózek składa się do niewielkich wymiarów, wkłada do torby i można powiesić go na ramieniu.

Waga wózka to tylko: 6 kg

On naprawdę jest tak lekki, że bez problemu można go nieść w torbie na ramieniu. Jeżeli musicie wózek wnosić po schodach to jest pod tym względem idealny. Można go trzymać za rączkę i wnosić, do tego jest tak skonstruowany, że rzeczy z organizera nie wypadają, co mi się zdarzało przy innych wózkach. Kilka razy niosłam wózek z Julkiem po schodach i bez problemu dałam radę.

Stelaż

Stelaż wózka jest bardzo stabilny, nie zdarzyło się żeby pusty wózek np. z torbami na rączce się wywrócił (co zdarza się przy Maclarenach). Do tego jest zwrotny i dobrze sunie po nierównościach.

Koła

Piankowe koła, mimo tego, że są małe to dobrze zamortyzowane. Przednie kółka mają średnicę 13 cm, a tylne 15 cm. Można zablokować kółka przednie żeby lepiej jechały po dużych nierównościach. Powiem Wam szczerze, że ten element wózka zaskoczył mnie najbardziej.

Nie spodziewałam się, że takie małe kółka tak dobrze będą sobie radziły z nierównościami i jechały np. po dziurawym, starym chodniku. Easywalker Buggy XS dobrze sobie radzi na twardych, polnych ścieżkach.

Podbijanie z 12- kilogramowym Julkiem i zakupami nie jest może wspaniałe, ale nie jest źle. Wózek często prowadzę jedną ręką, bo za drugą trzymam Lilkę.

Pałąk

Lekka spacerówka rozkładana na płasko bardzo często kojarzy się z parasolką, która nie ma pałąka. W tym wózku jest pałąk, którego brakuje mi np. w Bugaboo Bee 3. Julek, jak siedzi w tym wózku to zawsze się go trzyma, a w Bee trzyma się po bokach. Do tego pałąk jest niezwykle pomocny przy nakrywaniu kocem (zawsze go nakładam na pałąk) i dzięki temu nie zjeżdża. Można go bez problemu zdemontować, wciskając przyciski po bokach. Myślę, że mniejsze dziecko podczas drzemki może zakładać na niego nogi.

Siedzisko i pasy

Siedzisko rozkładane na płasko to niewątpliwy atut tego wózka, dzięki temu śpiącemu dziecku jest w nim wygodnie i kiedy zapniemy je tylko w pasie to może spać na boku lub przewrócić się na brzuch (przy poluzowaniu pasów). Kąt nachylenia jest minimalny, a samo siedzisko mimo tego, że jest pokryte miękkim materiałem jest twarde, czyli takie jakie zaleca się najmniejszym dzieciom.

lekka spacerówka rozkładana na płasko

Wymiary siedziska to: 30 cm szerokość (tyle co Babyhome), 45 cm oparcie, 21 cm siedzenie bez rozłożonego podnóżka, 37 cm z rozłożonym podnóżkiem.

Siedzisko może sprawiać wrażenie małego, ale takie nie jest. Julek waży obecnie 12 kg i ma 87 cm wzrostu i jest mu wygodnie. Wiadomo, że ten ostatni rok wózkowania jest taki, że dziecko więcej chodzi niż jeździ, więc nawet jak będzie większy to na niedalekie przejażdżki będzie idealny.

Siedzisko rozkłada się i składa za pomocą paska z tyłu, możemy dowolnie regulować jego wysokość.

Maksymalna waga podana przez producenta to 15 kg.

Pasy są 5-punktowe pokryte miękkimi naramiennikami, które będą dobrze trzymały małe dziecko. Można je zaczepić na dwóch wysokościach lub zdemontować. Starsze dziecko można zapinać tylko w pasie (my tak jeździmy). Łatwo się je zapina i rozpina. Pas w kroku jest powleczony miękkim ochraniaczem.

Budka

Ta lekka spacerówka rozkładana na płasko ma wiele plusów, ale niewątpliwym atutem jest spora, jak na taką spacerówkę budka, rozsuwając suwak, dodatkowo możemy ją powiększyć. Wtedy budka po bokach ma siateczkę, przez którą dostaje się powietrze (przydatne przy upałach), a my możemy obserwować dziecko. Boki budki się rozpinają i kiedy dziecko np. śpi w ogrodzie w wysokiej temperaturze to możemy zapewnić mu cyrkulację powietrza.

Sam materiał budki jest przeciwdeszczowy i ma filtr UV (UPV 50 +).

Kosz na zakupy

Easywalker Buggy XS ma naprawdę spory kosz na zakupy (do 5 kg), do tego łatwo dostępny. Po bokach ma siatkę, dzięki której łatwiej jest nam znaleźć potrzebną rzecz.

Rączka nie jest regulowana i jest na wysokości 105 cm.

Hamulec jest nożny, po środku między kołami.

Wózek ma rozkładany podnóżek, który świetnie sprawdza się przy spaniu, bo nie wiszą nogi.

W związku ze swoim niewielkim rozmiarem i wagą Easywalker Buggy XS musi mieć jakieś wady, bo wózków idealnych nie ma (a przynajmniej ja na taki jeszcze nie trafiłam). Jest kilka rzeczy, na które można zwrócić uwagę przy kupnie, a później je zaakceptować.

  • podnóżek plastikowy na nogi – jest niewielki, dziecko dotyka do niego tylko piętami, ale nie zauważyłam żeby Julkowi było przez to wygodnie. Zawsze możemy rozłożyć ten większy podnóżek.
  • rozkładanie oparcia na pasku – trudniej jest złożyć oparcie kiedy dziecko podnosimy z pozycji leżącej. Najpierw trzeba posadzić dziecko, a później złożyć oparcie. Kilka razy zdarzyło mi się, że nie dociągnęłam paska do końca i oparcie było lekko rozłożone.
  • hamulec jest naprawdę pożądny i wózek ani drgnie, ale żeby go zwolnić trzeba czubkiem buta podnieść go do góry. Nie wiem jak będę go zwalniać latem kiedy będę chodzić w klapkach, bo trzeba użyć trochę siły. Kiedy miałam na sobie moje ulubione botki, to wolałam zwolnić go ręką, bo się bałam, że porysuję czubek buta.
  • przednie kółka są dość wąsko rozstawione (29 cm) i przy niektórych podjazdach jest problem z wjechaniem przodem, wtedy trzeba odwrócić wózek i wciągnąć go za sobą.
lekka spacerówka rozkładana na płasko

To tyle z minusów, które nie bardzo utrudniają użytkowanie, a w kontraście do wszystkich plusów uważam, że jest to bardzo fajna, lekka spacerówka rozkładana na płasko.

Jeżeli szukacie takiego małego wózka, to warto zwrócić na niego uwagę.

W zestawie z wózkiem jest folia przeciwdeszczowa.

Fanpage Easywalker Polska znajdziecie TUTAJ

Prosiłyście mnie o porównanie do Bugaboo Bee, którego często używamy:

  • składanie, rozkładanie, wielkość po złożeniu – zdecydowanie Easywalker
  • Bee jest ponad dwa razy droższe
  • Easywalker ma budkę, która lepiej chroni przez wiatrem, słońcem i zimnem
  • Bee jest do 25 kg, Easywalker do 15 (Bee lepiej się podbija z 12 kg Julem)
  • Bee ma siedzisko w dwie strony, Easywalker nie
  • w podróży lepiej się sprawdza Easywalker
  • w Bee lepiej działa podnoszenie i obniżanie oparcia
  • obsługa pasów jest podobna
  • kółka i jazda po nierównym terenie – bardzo podobnie

Wózek dostępny jest w kilku wersjach kolorystycznych:

Wózek kosztuje około 1200 zł i najtaniej możecie go kupić poniżej. Są również dostępne różne akcesoria:

Easywalker Torba Do Transportu Wózka Buggy XsOd 155,00 zł

Easywalker Buggy XS Berlin Breakfast SpacerowyOd 899,00 zł

Easywalker Buggy Xs Night Black SpacerowyOd 899,00 zł

a tu macie recenzję gdzie opisuję Wózek na dużych kołach – Dubatti one

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Pan Rzeżucha – prosta ozdoba, która zachwyci każde dziecko

  • DIY
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [5]

Z czym Wam się kojarzy wiosna? Budząca się przyroda, jaskrawa zieleń i zapachy, które zwiastują mój ulubiony czas w roku. Nie wiem czy Wam też, ale rzeżucha przypomina mi wiosnę. Dlatego zrobiłam z dziećmi świetną pracę, która nie tylko fajnie wygląda, ale też ma walory edukacyjne. Dzieci uwielbiają podlewać, sadzić, a później podglądać efekty.

Dziś Was zainspiruję do wykonania z dziećmi Pana Rzeżuchy

Nasze ludziki są na razie łyse, ale już nie długo zamieszkają u nas Panowie Rzeżucha:)

image1-3

Czego potrzebujemy:

  • skorupki po jajkach (starać się rozbijać je mniej więcej w 3/4)
  • waciki kosmetyczne
  • miseczka z wodą
  • rzeżucha
  • oczka przyklejane
  • mazaki

W skorupkach dzieci układają namoczone i złożone na 4 waciki (po 2 lub nawet 3, aby zapełnić całą skorupkę). Później wysypują rzeżuchę i spryskują spryskiwaczem. Na koniec robimy twarze, które można narysować mazakami, kredkami lub pastelami żelowymi.

20160319-DSC_5751
20160319-DSC_5755
20160319-DSC_5765

Stawiamy na parapet  i czekamy aż czupryny wyrosną. Codziennie nawilżamy im skalpy:)

A tak po kilku dniach wyglądają Panowie. Rzeżuchę obcinamy nożyczkami i dodajemy do kanapek:)

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Kiedy po dwóch latach po porodzie nadal nie mieścisz się w swoje jeansy

Przyznaję się, nadal nie mieszczę się w swoje jeansy, które z czeluści szafy przypominają mi o  bardziej łaskawych czasach dla mojej sylwetki. Mam wrażenie, że czasem zerkają ukradkiem na mnie z politowaniem: „No weźże już się za siebie”, a czasem się ze mnie śmieją: „Anka, ta czekoladka miała być ostatnia, no!”. Bywają dni, że chcę je wyrzucić żeby nie mieć wyrzutów sumienia, ale są też takie kiedy myślę o nich jako celu.

Niestety nie należę do osób, które dwa tygodnie po porodzie mogły się pochwalić fotką z podpisem „Ten dzień kiedy dwa tygodnie po porodzie mieścić się w swoje jeansy”. Ja na swoje nie śmiałam nawet spojrzeć. Pierwsze tygodnie przechodziłam w jeansach, i owszem, ale ciążowych. Pamiętam jak weszłam do sklepu na dole, a ekspedientka zapytała mnie „To Pani jeszcze nie urodziła???”.

Szczerzę zazdroszczę dziewczynom, które mają takie niesamowite predyspozycje, że chwilę po urodzeniu dziecka wyglądają jakby jego nie urodziły, a adoptowały. Ja mam takie predyspozycje, wręcz paranienormalne: wystarczy, że spojrzę nawet na coś słodkiego i już mam nadliczbowe kilogramy.

O ja naiwna łudziłam się, że codzienny kociokwik związany z dwójką dzieci sprawi, że będę chudsza niż przed pierwszą ciążą

Waga miała lecieć tuż po porodzie, miała też spadać jak Jul z leżącego berbecia przemienił się w wędrującego niemowlaka, kilogramy miały znikać jak zaczął chodzić. Endomondo pokazywał mi, że robię dziennie 14 000 kroków, po moim 50-metrowym mieszkaniu drepcząc za rocznym dzieckiem. Czasem chodziłam też z obciążeniem doklejonym do mnie w Tuli. Przysiady po zabawki z Julem na plecach miały spalać więcej niż crossfit. I nic. Waga stała w miejscu jakby w szoku ją coś zamurowało.

Później przyszła zima, którą postanowiłam pokonać ksylitolem. Ciągoty do cukru dusiłam już w zarodku. Zarodki pszenne, pudding chia, ciasto z fasoli na długie i zimne wieczory miały stanowić namiastkę czegoś słodkiego. I to się nawet udawało: zero mąki pszennej, cukru, skrobi i kiedy stanęłam na wagę doznałam szoku. Było o 2 kilogramy więcej.

Nie zauważyłabym tego nawet, bo na codzień noszę się w dresówce, która ma nieograniczone zdolności do kamuflowania nadliczbowych kilogramów. Gdybym codziennie nosiła koszule i garsonki, to z pewnością zauważyłabym to o wiele szybciej, gdyż guziki z gumy nie są i każdy dodatkowy centymetr wyszedłby podczas próby siadania na krześle.

Życie od posiłku do posiłku to życie z dziećmi

Wciąż myślisz, co ugotować żeby a) zjedli b)nie narobić się po łokcie przy tym c)było wartościowe. Umówmy się, dzieci po samych warzywach i kaszy za chwilę będą głodne. Czy sobie robić oddzielnie sałatkę, piec chude bitki i patrzeć jak dzieci zjadają pierogi i na deser proszą o ciasto.

Podobno co z oczu, to z serca. A jak masz cały czas coś przed oczami? Siła woli nie daje rady, kiedy otwierasz serek z krówką i musisz wyrzucić wieczko od niego ze sporą ilością cukru. Naprawdę chcesz się wziąć za siebie, ale wszystkie okoliczności przyrody nie pozwalają na to.

Jakie mama ma przyjemności z życia tylko dla siebie? Karmi, więc stroni od czerwonego wina, na manicury wyjdzie raz na 3 miesiące, na plotki z koleżanką jeszcze rzadziej. Szybką przyjemnością, która jest w zasięgu ręki jest ta czekoladka, która zerka ze srebrnego papierka z wizerunkiem Świętego Mikołaja, schowana na końcu szafki z przyprawami.

Przecież nie da takiego świństwa dziecku z syropem glu-fru i z tłuszczem palmowym. Jak można kupować dziecku w prezencie słodycze z takim składem? Ale za to smakuje wybornie.

Naprawdę ruchu matce nie brakuje i można by pomyśleć, że te kilogramy powinny lecieć jak worek cementu z drugiego piętra, a tym czasem lecą jak krew z nosa.

Codzienny trening cardio z wózkiem, później siatkówka kobiet z torbami na 3 piętro i dzieckiem pod pachą, interwały na nogi jak wyjdziesz z dzieckiem na plac zabaw, ABS kiedy zrywasz się w nocy do płaczącego dziecka. Matka naprawdę robi wszystko, poza leżeniem do góry na kanapie do góry brzuchem. Więc dlaczego ten brzuch jest jak kaloryfer, tylko że zapowietrzony?

Pomocy szuka nawet u specjalistów, wiadomo jak to jest po dwóch ciążach – ciało już nie te. Byłam pewna, że winowajcą mojej oponki jest rozejście mięśni prostych brzucha (btw warto to sprawdzić u specjalisty), które powodują właśnie opływowe kształty w tej części ciała. Niestety fizjoterapeutka pozwoliła robić te wszystkie brzuszki, skręty i przysiady (są niewskazane przy rozejściu). A już myślałam, że będę miała wymówkę. Wizytę miałam we wrześniu i już miałam kupić karnet na siłownię, kiedy rozchorowało się jedno z dzieci.

Widzę bardzo prostą zależność

choroba dziecka->brak snu->zmęczenie->słodycz na poprawę humoru->nie będę szła na trening skoro zjadłam pół tabliczki czekolady

I w taki diabelski młyn wpadłam z jesiennymi humorami. Około listopada się ocknęłam z letagru, że nie mam siły, wszystko mnie drażni, rano nie dam rady wstać z łóżka i poszłam do lekarza. Zrobiłam badania ( w tym „ukochaną” krzywą cukrową i insulinową) i wyszła lekka insulinooporność. Wszystko stało się jasne: każdy słodycz, skrobia, węglowodany powodowały wyrzut insuliny i zjazd sił do zera. Oponka też jest objawem isnulinooporności. Przeszłam na dietę, zakupiłam książki i zaczęłam od nowa.

Szczerze, nie mam jakiegoś super powera, nie czekam na nagły napływ motywacji albo znak z nieba. Przyszedł ten dzień kiedy w końcu sobie głośno powiedziałam, że dzieci i brak czasu nie mogą być moją wymówką. Gdybym poświęciła czas spędzony na Facebooku na ćwiczenia, to bym była super-fit-ekstra-laską.

A powiedzmy sobie szczerze, mając dzieci wymówek mamy milion! I bardzo łatwo je znaleźć. Zwykłe wyjście na ćwiczenia mogą pokrzyżować choroby, spóźnienie męża, czy kiepski dzień z ząbkującym dzieckiem u boku. Łatwiej jest zasiąść przez ulubionym serialem, czy z książką.

Ja naprawdę nie lubię ćwiczyć. Serio!

Kiedy przeprosiłam się z Panią Ewą Ch. to jedyne na co czekam to „Jestem z Ciebie dumna”, które pojawia się na końcu treningu. Nie znalazło się dla mnie zajęcie, którego nie mogłabym się doczekać. Najlepiej moje podejście opisują słowa Michała Rusinka:

„Sport? Broń Boże! Sport jest niezdrowy i nieestetyczny. Człowiek się poci, męczy. Pływanie? Jestem hydrofobem. Nie umiem pływać, idę na dno, jakich ruchów bym nie wykonywał. Jedyny sport który jakoś akceptuję  to narty (…) poza tym uważam, że nie wypada biegać, ani nawet podbiegać, na przykład do tramwaju. Człowiek traci godność. Zadyszka, ściganie się z czasem… należy poruszać się po świecie statecznym krokiem.”*

Ja nawet w getrach nie wyszłabym na ulicę. Dlatego ćwiczę przy oglądaniu serialu. Oszukuję mój mózg, który tej czynności nie znosi. Dietę trzymam i coś tam się zaczyna dziać. Bez walki się nie poddam, bo wiem, że przy insulinooporności jest trudniej schudnąć, ale tym razem chcę wygrać. Dietę i tak muszę trzymać do końca życia, więc efektu jojo nie powinno być.

No cóż, tak jak myślałam, że ten dzień nigdy nie przyjdzie, to przyszedł. Bez żadnych fanfarów, zakreślonych terminów w kalendarzu. Nie poprzedziłam go też królewską ucztą, bo przecież od jutra się odchudzam. Dziś już wiem, że te jeansy, które śmieją się ze mnie z odmętów mojej szafy, jeszcze się zdziwią.

*Cytat pochodzi z książki Agaty Napiórkowskiej „Jak oni pracują” wyd. W.A.B.

P.s. Proszę nie powiększać wagi na zdjęciu, jest przekręcona o 5 kg 😛

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Prezenty od zajączka – inspiracje na drobne upominki

  • PREZENTY
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [2]

Prezenty od zajączka, czyli drobne upominki, które można podarować dzieciom w Wielkanoc. W różnych regionach panują inne zwyczaje, ale często bliscy kupują najmłodszym niewielkie prezenty. Zamiast czekoladowych zająców, czy jajek można podarować coś ciekawego, związanego mniej lub bardziej z symbolami nawiązującymi do świąt.

W moich inspiracjach uwzględniłam właśnie: jajka, zajączki i wodę. Jest też kilka propozycji, które są ciekawe, ale nie mają nic wspólnego ze świętami.

Prezenty od zajączka

Prezenty od zajączka dla maluchów

prezenty od zajączka
  1. Kultowe jajka Tomy, świetna zabawka za 25 zł TUTAJ
  2. Miękki zając Jellycat, ulubiona przytulanka Jula TUTAJ
  3. Gryzak marchewka z kauczuku Oli&Carol 
  4. Układanka edukacyjna Kura TUTAJ
  5. Kura Schleich (figurki zwierząt są zawsze mile widziane) TUTAJ
  6. Układanka piramida Janod z jajkiem TUTAJ
  7. Królik sensoryczny Skip hop TUTAJ
  8. Przygody króliczka Miffy TUTAJ
  9. Nino Percussion- marakasy w kształcie jajek TUTAJ lub w całym zestawie z instrumentami dla dzieci TUTAJ
  10. Rurki kąpielowe Boon (są genialne!) mały zestaw TUTAJ, duży zestaw TUTAJ
  11. Jajka magnetyczne Eichhorn TUTAJ
  12. Króliki Schleich TUTAJTUTAJ
  13. Gryzak Ringball dla maluchów Little leaf TUTAJ

Prezenty od zajączka dla starszaków

prezenty od zajączka
  1. Zestaw Lego „Szukanie jajek” TUTAJ
  2. Króliki Maileg TUTAJ
  3. Książka „Jajo – jajka w gnieździe i kosmosie, czyli kogel-mogel dla dociekliwych” Eliza Piotrowska, wydawnictwo Nasza księgarnia TUTAJ
  4. Projektor kosmiczny B.toys TUTAJ
  5. Aparat do robienia… baniek TUTAJ
  6. Nowość – świetne puzzle obserwacyjne (70 elementów) Trefl po 13 zł! (zamawiam je Lilce): Odwiedzamy operę TUTAJ, Odwiedzamy remizę strażacką TUTAJ, Odwiedzamy port TUTAJ, Odwiedzamy miasteczko TUTAJ, Odwiedzamy stadninę TUTAJ, Odwiedzamy budowę TUTAJ
  7. „Zwierzokracja” Ola Woldańska-Płocińska TUTAJ
  8. Mazaki z królikami Miffy 
  9. Gra „Tańczące jajka” Haba, TUTAJ
  10. Audiobook „Teoś i Wielkanoc” TUTAJ
  11. Bubabloon- piłka balonowa do pokolorowania TUTAJ
  12. „Słoneczne jajo” Elsa Beskow (mam na liście dla Jula) TUTAJ
  13. Zestaw: pipeta i zbiorniczki do zabaw z wodą TUTAJ

Jeżeli wciąż Wam mało, możecie zajrzeć do wcześniejszego wpisu z inspiracjami na Prezenty od zające

Mam też do Was prośbę, jeżeli macie zamiar skorzystać z moich pomysłów teraz lub w przyszłości albo podoba Wam się ten post, to kliknijcie „Lubię to” na moim fanpage’u. Facebook wprowadził nowy algorytm i bardzo mocno ogranicza zasięgi postów autorów blogów. Działa to w ten sposób, że nie ma moich postów na Waszych tablicach, jeżeli nie klikacie ? lub ❤. Dzięki

Jeśli wciąż wam mało – tu macie wpis, który opisuje jak najlepiej dopasować Prezenty do wieku dziecka, a tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2020

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie

Nigdy nie byłam Perfekcyjną Panią Domu i test białej rękawiczki oblałabym na wstępie. Ale nie sądziłam, że aż tak zaniedbuję moich pomocników, którzy wspierają mnie w domowych obowiązkach. 

Są w domu takie sprzęty, bez których nie wyobrażam sobie życia. Z automatu wkładam, wciskam przycisk i się dzieje „Czystość”. Kiedy skończy – wyjmuję i rozkładam na swoje miejsca. Ot i filozofia! Codziennie ich używam, nie zastanawiając się co by było gdyby nagle odmówiły współpracy.

Nie zgłębiam tajników pracy, czy też innych programów. Mam swoje ulubione i z nich najczęściej korzystam. Nie wczytuję się w instrukcje, bo nawet nie wiem gdzie one są. Jak coś przestaje działać to radzę się dr. Google. Ostatnio zapytałam go:

„Umyte naczynia są mokre”

I znowu moja wina.

A naprawdę każda Pani Domu wie, że rzeczy zrobionych nie widać. Domownicy zauważają je dopiero, jak nie są zrobione. I tak się stało u nas.

Oczekuję od moich  domowych pomocników pełnej gotowości i świetnej pracy, a sama o nich nie dbam. Nie dziwię się w sumie, że przestają ze mną współpracować.

Ciężko mi to wyznać nawet przed sobą, bo to tylko potwierdza fakt, jak beznadziejną Panią domu jestem. Przyznam szczerze, że lista moich przewinień jest znacznie dłuższa. Przez moje „grzeszki” związane z brakiem dbania o ukochaną zmywarkę, przestała pracować, tak jak powinna.

Jednak w ostatnim czasie dowiedziałam się jakie były moje przewinienia i dziś się nimi z Wami podzielę. Może same również popełniacie te błędy, które prowadzą do powolnej śmierci Waszej zmywarki.

Co ja robiłam źle? (A właściwie, czego nie robiłam żeby zmywarka dobrze nam służyła).

To moja wina i mój obowiązek, który zaniedbałam. Zmywarka raz dziennie zmywa nasze rodzinne brudy, a ja powinnam o nią dbać.

Lista moich przewinień jest dość długa (niestety!). Właściwie moje „dbanie” o zmywarkę ograniczało się do włożenia tabletki myjącej. Nic poza tym.

1Sól dosypywałam jak mi się przypomniało (raz na pół roku).

2. Nabłyszczacz – a po co mi on?

3. Płyn do mycia zmywarki – to zmywarka nie myje się podczas zwykłego cyklu?

4. Odświeżacz – jak się szybko wstawia zmywarkę to nie ma nieprzyjemnego zapachu, więc nie widziałam potrzeby.

Do tego mogłabym wypisać całą listę skandalicznych czynności takich jak: ustawianie naczyń jedno na drugim, blokowanie dużym talerzem dyszy myjącej (dopiero gość z serwisu zwrócił mi na to uwagę), ładowanie zmywarki na full itp. itd.

Dowody są oczywiste:

Niedomyte talerze, głęboko osadzone zabrudzenia, tłuszcz i kamień, czyli efekty mycia w brudnej zmywarce.

Jak ma ona myć naczynia, skoro sama jest brudna?

Raz na jakiś czas warto użyć płynu do czyszczenia zmywarek Finish, który dogłębnie czyści głęboko osadzony (np. na filtrze) brud jak tłuszcz czy kamień. Wystarczy uruchomić pustą zmywarkę z płynem (na 65 stopni) i po jednym cyklu mamy czystą i pachnącą zmywarkę.

Ale jeżeli nie chcemy marnować jednego cyklu „na pusto” to możemy również wypróbować nowości – kapsułek Finish, które umieszcza się na dnie załadowanej zmywarki. Dzięki niej szybko pozbędziecie się tłuszczu i brudu, a zmywarka i naczynia będą czyste.

ROZWIĄZANIE

Regularne czyszczenie

Smugi i zacieki na naczyniach, mokre naczynia z melaminy po zakończeniu cyklu – brak nabłyszczacza.

Niewiele osób wie, że dzięki stosowaniu nabłyszczacza mamy:

  • błyszczące naczynia bez zacieków (nawet kieliszki wyglądają jak nowe)
  • suche i czyste naczynia, których nie trzeba wycierać. Nawet plastikowe kubki, czy talerzyki są idealnie wysuszone.
  • dodatkowe wsparcie dla zmywarki, której łatwiej jest osuszyć naczynia z nabłyszczaczem, bo tworzy warstwę ochronną na powierzchni

ROZWIĄZANIE

Nabłyszczacz Finish

Osad z kamienia na naczyniach – brak regularnie dosypywanej soli

Z solą mam taki problem, że niby wiem o konieczności jej dosypywania, ale nigdy nie pamiętam żeby to zrobić, bo nawet nie wiem po co mam to robić.

Dowiedziałam się, że dzięki regularnie dosypywanej soli:

  • zmywarka pracuje dużo lepiej i wydajniej
  • zapobiegamy powstawaniu osadu z kamienia na zmywarce (dla jej ochrony) i naczyniach

ROZWIĄZANIE

Dosypywanie soli

Nieprzyjemny zapach ze zmywarki – brak odświeżacza

Zawsze myślałam, że pojawia się dlatego, bo zbieram naczynia w zmywarce przez cały dzień i nawet się z nim oswoiłam. Jednak zawsze można użyć odświeżacza, którego woń zupełnie nie przenosi się na naczynia, a przy każdym otworzeniu zmywarki unosi się świeży zapach.

ROZWIĄZANIE

Odświeżacz Finish

Jak widzicie – dowody są oczywiste. Popełniłam chyba wszystkie możliwe zbrodnie wobec zmywarki, która ratuje moje dłonie przed codziennym zmywaniem. Nie dbałam o ten wspaniały wynalazek, a oczekiwałam od niej wielkiej efektywności.

Za karę: zmywanie ręczne! Oj szybko sobie zapamiętam wszystkie zasady dbania o zmywarkę.

Podczas mycia wbijam sobie do głowy, jak dbać o zmywarkę i obiecuję:

  • traktować ją z należytym szacunkiem i stosować się do zaleceń producentów
  • regularnie dosypywać sól i dodawać regularnie nabłyszczacz
  • co jakiś czas myć zmywarkę i czyścić regularnie filtr
  • dbać o woń za pomocą odświeżacza
  • układać talerze tak żeby każdy miał szansę zostać umyty
  • ładować ją w taki sposób, żeby nie trzeba było dopychać kolanem
  • przed każdym włączeniem sprawdzać czy żaden talerz nie blokuje dyszy myjącej
  • nie sprzeczać się z mężem o to, czyja kolej na rozładowanie czystych naczyń

A wtedy cała mokra robota przejdzie z moich rąk na zmywarkę, a my nie będziemy musieli się martwić praniem naszych brudów.

Winnym współudziału w tej zBRÓDni doskonałej jest marka Finish, która nie umywa rąk od brudnej roboty.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Dlaczego smog jest niebezpieczny dla dzieci i jak się przed nim chronić – rozmowa z pediatrą

  • ZDROWIE
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [0]

Taka piękna pogoda, a powietrze jest fatalne. Chciałoby się w odetchnąć, nie sprawdzać codziennie aplikacji z pomiarami, ale niestety nie da się. Nadal ten problem jest aktualny, dlatego poprosiłam naszą, zaufaną pediatrę żeby odpowiedziała na kilka pytań o tym, jak smog wpływa na zdrowie dzieci.

Dziś rozmawiam z pediatrą dr Ewą Miśko-Wąsowską, autorką bloga ewamisko.pl

Dlaczego smog jest groźny szczególnie dla kobiet w ciąży i małych dzieci?

Małe dzieci są bardziej podatne na negatywne skutki działania smogu, ponieważ mają niedojrzały zarówno układ oddechowy jak i immunologiczny. Niedojrzałe śluzówki i ich mechanizmy obronne, częste oddychanie przez usta i fakt, że większe stężenie zanieczyszczeń obserwujemy przy gruncie same chyba nasuwają nam odpowiedź.

Dzieci oddychają z większą częstotliwością (więcej oddechów na minutę niż dorośli), przez co więcej substancji toksycznych dostaje się do dróg oddechowych i więcej może się kumulować w organizmie.

Rozwój płuc u dzieci trwa do 6-8 r.ż. Narażenie w tym okresie na zanieczyszczenia powietrza może ten rozwój upośledzać i wiązać się z gorszym funkcjonowaniem dróg oddechowych nawet w wieku dorosłym. Wiele obserwacji i badań wykazuje, że w rejonach o znacznym zanieczyszczeniu powietrza więcej dzieci i dorosłych ma stwierdzoną astmę oskrzelową i częściej u nich występują zaostrzenia tej choroby.

Upośledzenie czynności dróg oddechowych i układu odpornościowego może się wiązać z częstszym występowaniem chorób zakaźnych płuc (np. zapalenia płuc). U dorosłych częściej również obserwuje się nowotwory płuc, rozedmę czy przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Badania pokazują też zanieczyszczone powietrze może wywoływać też choroby układu krwionośnego czy nerwowego.

Są również doniesienia, wykazujące negatywny wpływ zanieczyszczenia powietrza na rozwój płuc dzieci jeszcze w brzuchu mamy. Substancje toksyczne wdychane przez ciężarną przedostają się przez łożysko do organizmu rozwijającego się maluszka. Mogą też wiązać się ze zwiększonym ryzykiem porodu przedwczesnego i niskiej urodzeniowej masy noworodka.

Jak możemy je chronić?

Dobrze jest codziennie sprawdzać tzw. alerty smogowe i unikać spacerów, kiedy powietrze jest złej jakości. Dane dostępne są na stronie Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz na stronach inspektoratów wojewódzkich. Można też się posłużyć aplikacją na telefon. Mieszkania też wietrzymy, kiedy jakość powietrza jest dopuszczalna.

Warto zadbać o to, aby pokój dziecka nie znajdował się od strony ulicy.

Unikajmy spacerów przy ruchliwych ulicach – wybierajmy te mniej uczęszczane i jak mamy możliwość to spacerujmy po parku.

Wyjeżdżajmy z dziećmi w miarę możliwości poza miasto – każdy pobyt w lokalizacji o czystszym powietrzu może być na wagę złota. Jeżeli musimy podróżować z dzieckiem autem to najlepiej robić to poza godzinami szczytu, okna w samochodzie powinny być pozamykane i wentylacje ustawione na obieg zamknięty.

Starszym dzieciom można rozważyć zakupienie maski antysmogowej, aczkolwiek ich skuteczność w ochronie przed tzw. pyłem zawieszonym jest trudna do oceny, trudno też dopasować wielkość maski do twarzy dziecka.

Nie zapominajmy też, że antyoksydanty w diecie pomagają w walce z wolnymi rodnikami, które powstają, gdy oddychamy zanieczyszczonym powietrzem. Dbajmy o urozmaicenie diety, o warzywa i owoce na talerzu.

Rośliny w pomieszczeniu również mogą pomóc w oczyszczaniu powietrza – efektywność ta ma znaczenie, gdy na każde 10 m2 przypada przynajmniej jedna roślina. Zanim jednak zakupimy konkretne gatunki należy się upewnić, czy nie będą one toksyczne dla dzieci i zwierząt (jak z nami mieszkają).

Warto rozważyć zakupienie urządzenia oczyszczającego powietrze z filtrem HEPA – dobre filtry oczyszczają powietrze nawet z najdrobniejszych cząsteczek zanieczyszczeń ale też z części alergenów, wirusów, bakterii czy grzybów. Taki oczyszczacz powinien być umieszczony w tym pomieszczeniu, w którym najczęściej przebywają dzieci – zwykle pokój dziecięcy lub salon.

Kiedy spacer możemy sobie darować?

Tu z pomocą przychodzą nam strony m.in. wspomnianych wyżej wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska, które podają z jakimi rodzajami zanieczyszczeń mamy do czynienia i czy wychodzenie na dwór jest wskazane. To samo dotyczy wietrzenia pomieszczeń.

Oddychanie przez nos oczyszcza trochę powietrze. Czy dawać mniejszym dzieciom smoczek na zewnątrz?

Tak, to dobry pomysł. Warto też podawać coś do picia – nawilżone śluzówki gardła będą w stanie zatrzymać część zanieczyszczeń.

Czy coś jeszcze możemy zrobić?

Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz – należy bezwzględnie unikać palenia papierosów przy dzieciach – dotyczy to także osób, które wychodzą np. na balkon, żeby zapalić i zaraz wracają do pomieszczenia.

Okazuje się, że ilość zanieczyszczeń, na które są wówczas narażone dzieci jest porównywalna do tych, gdy dorosły pali bezpośrednio w pomieszczeniu, w którym przebywa dziecko! Bierne palenie jest również związane z rozwojem astmy oskrzelowej i innych chorób układu oddechowego i nie tylko.

Dziękuję za rozmowę.

O smogu trzeba mówić głośno przez cały rok, a nie tylko wtedy kiedy normy są przekroczone parokrotnie. Jest to problem, który narasta z roku na rok i budzi dużo emocji. Ważna jest edukacja, ale też działanie na rzecz poprawy jakości powietrza. 

Puść dalej ten wpis, niech szersze grono dowie się, jak smog szkodzi najmłodszym.

a tu rozmowa z Panią doktor Katar u dzieci – 10 pytań do zaufanego pediatry

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Wszystko widzę jako sztukę – genialna wystawa dla dzieci

  • KULTURA
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [4]

Wszystko widzę jako sztukę w Zachęcie to wystawa, na którą czekałam bardzo długo. Kiedy tylko zobaczyłam już zapowiedź, wiedziałam, że warto odwiedzimy ją z dziećmi. Dziś tam byliśmy i przygotowałam dla Was krótką relację.

O tym, dlaczego lubimy zabierać dzieci w takie miejsca pisałam we wpisie Dlaczego

Sztuka współczesna wychodzi do dzieci w taki sposób, który są w stanie poznać. Czyli jak? Za pomocą wszystkich zmysłów. Dzieci nie potrafią się opanować przed dotykaniem eksponatów w muzeum, czy też poznaniem innymi zmysłami. Lubią się poruszać, być głośno, zadawać mnóstwo pytań…

Nie sztuką jest przygotować wystawę, która pokazuje dzieło. Sztuką według mnie jest taka prezentacja, która pozwoli ją zrozumieć. Dzieci mają niesamowite wyobraźnię i dzięki niej tworzą niesamowite rzeczy. Tak właśnie zaplanowana jest wystawa dla dzieci „Wszystko widzę jako sztukę”.

„Każde dziecko jest artystą. Jedyny problem to pozostać artystą, kiedy się już dorośnie”,

Pablo Picasso

Sam zamysł interaktywnej wystawy jest wspaniały:

„Dzieci przekonają się, że mogą robić najróżniejsze rzeczy: obierać w galerii ziemniaki jak Julita Wójcik, wyszywać makatki jak Monika Drożyńska, naklejać na ścianach kolorowe taśmy jak Edward Krasiński, poświęcić życie malowaniu liczb jak Roman Opałka, rzucać kostkami do gry jak Ryszard Winiarski, malować swoje ciało na czarno jak Aneta Grzeszykowska. Traktujemy najmłodszych widzów poważnie — nie tłumaczymy, nie podpowiadamy, nie narzucamy, jak dzieła sztuki należy rozumieć, za to zachęcamy do myślenia i wyrażania własnych opinii.”

Naprawdę Wam polecam odwiedzić warszawską Zachętę z dziećmi.

Wystawa „Wszystko widzę jako sztukę” będzie otwarta do 03.06.2018 r. Więcej informacji znajdziecie TUTAJ

p.s. Wystawa w Zachęcie jest od wczoraj, dlatego są tam prawdziwe tłumy. Myślę, że za kilka tygodniu będzie luźniej. Jeżeli planujecie wizytę, to spróbujcie wybrać inny dzień niż weekend, bo spora ilość zwiedzających utrudnia swobodne korzystanie z wystawy.

My napewno wybierzemy się tam jeszcze raz, na spokojnie w dzień powszedni (galeria czynna jest do 20). Możecie też przekazać nauczycielkom swoich dzieci, że możliwe jest wejście grupowe.

A sama wystawa jest rewelacyjna! Moje dzieci nie chciały stamtąd wyjść.

Wszystko widzę jako sztukę

wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Bidon dla dzieci – najlepszy model jaki mieliśmy

  • WYPRAWKA
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [19]

Bidon dla dzieci do picia wody – to jedna z rzeczy, którą warto mieć. Mieliśmy do czynienia z 10 modelami, ale dopiero ten spełnił wszystkie wymagania. Używamy go cały czas, a on wciąż wygląda jak nowy. Dziś pokażę nasz ulubiony bidon dla dzieci B.box.

Kiedy zaczynamy rozszerzać dietę dzieciom, to szukamy również odpowiedniego kubka do podawania wody. Każde z moich dzieci zaczynało od kubka Doidy cup, o którym pisałam wpis Doidy. Niestety ten kubek nie sprawdza się na spacerach, dlatego szukałam butelki lub bidonu, z którego może napić się 7-miesięczne dziecko.

Nie zdecydowaliśmy się na typowy niekapek lub kubek 360 stopni, bo tego typu naczynia nie wspierają prawidłowego rozwoju aparatu artykulacyjnego (pisałam o tym we wpisie: Co z tym niekapkiem). Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest bidon dla dzieci.

Picie przez słomkę wspomaga rozwój mięśni aparatu artykulacyjnego – pisałam o tym tu: Dlaczego warto pić przez słomkę

Kupiłam więc pierwszy bidon, który wyrzuciłam po dwóch dniach. Mimo tego, że był zamknięty zalał mi całą torbę z książeczką zdrowia dziecka. Byłam wściekła i zaczęłam szukać innego modelu. Wypróbowaliśmy bidony kilku różnych firm i dopiero niedawno trafiłam właśnie na ten – B.box.

Bidon dla dzieci B.box – czym się wyróżnia

  • on naprawdę nie kapie – nawet przy pochyleniu. Bez zamknięcia pokrywki wypadnie jedna kropelka i koniec. Skończył się etap, kiedy mam zalane pół torebki, bo bidon się otworzył. Ostatnio nawet włożyłam go do torby razem z laptopem i się nie obawiałam.
  • rurka przemieszcza się wraz z pochyleniem bidonu i dzięki temu można pić z niego w różnych pozycjach i prawie do ostatniej kropli
  • łatwo się czyści i myje – moje dziecko nie pije w nim niczego innego niż wody, więc nie musimy go specjalnie czyścić. Myjemy go w zmywarce, a on wciąż wygląda jak nowy. Jak czytałam opinie innych mam, to wynika z nich, że jednego bidonu można używać nawet przez pół roku. Można dokupić zestaw z dwoma wymiennymi rurkami i szczoteczką do rurki TUTAJ
  • ma uchwyty, dzięki którym nawet małemu dziecku będzie łatwo się napić
  • odbezpieczenie pokrywki nie wymaga użycia siły, więc dziecko będzie w stanie samo go otworzyć i zamknąć
  • łatwo się go zakręca i odkręca żeby nalać wody
  • bidon dla dzieci B.box ma miarkę, która może być potrzebna np. przy jelitówce lub żeby podać rozpuszczony lek. Mamy też informację, ile dziecko wypija dziennie płynu.
  • dzięki temu, że jest przezroczysty widzimy ile zostało w nim wody
  • według nas trochę mocniej trzeba ssać żeby poleciała woda, co jest na plus, bo mięśnie aparatu artykulacyjnego mocniej pracują. To samo dotyczy grubości słomki, im jest cieńsza tym więcej pracy muszą wykonać mięśnie
  •  ma pojemność 240 ml, która wystarcza nam na cały dzień (warto zwrócić uwagę na różnorodność i nie podawać dziecku płynów tylko w bidonie z rurką- my pijemy też z otwartego, zwykłego kubka).
  • jest lekki i mieści się do organizera
  • cena jest wyższa niż inne, z którymi mieliśmy do czynienia, ale widzę, że warto zapłacić więcej i mieć bardzo dobry produkt na dłużej.

Śmiało mogę powiedzieć, że w końcu znalazłam bidon dla dzieci, który spełnia moje wszystkie wymagania. Nie przecieka, dziecko samo może się z niego napić, a do tego sprawnie się go czyści.

Bidon B.Box dostępny jest TUTAJ

bidon dla dzieci
bidon dla dzieci

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Mój szybki sposób na piękne włosy

  • URODA
  • 5  min. czytania
  •  komentarze [21]

Czy Wasze włosy po zimie też wysyłają sygnał SOS? Moje potrzebowały ratunku, bo tak fatalnego stanu czupryny już dawno nie miałam. Ale znalazłam szybki ratunek na to, jak odżywić włosy na wiosnę.

Table Of Contents

Co to za sposób? To demakijaż włosów.

Chyba każde włosy nie lubią się z czapkami, kapturami, mrozem, suchym powietrzem i gorącymi podmuchami suszarki. Moja czupryna mocno się zmieniła, bo warunki pogodowe jej nie sprzyjają. A ja dodatkowo nie mam czasu specjalnie o nią zadbać. Krótko mówiąc – moje włosy są w kiepskim stanie – przyklepnięte na górze i suche na końcach.

Do tego je zaniedbałam. Czas w łazience mam ograniczony do minimum, więc przyznaję się, że moje wcześniejsze zabiegi (olejowanie, mycie metodą OMO, wcierki) zastąpiło szybkie mycie głowy, nałożenie maski lub odżywki.

Moje włosy nie zostały mi dłużne i po prostu się zbuntowały. Do tego swędziała mnie skóra głowy, a czasem nawet bolała. W styczniu miałam badanie skóry głowy, które potwierdziło, że mam zanieczyszczone cebulki włosów. Zdziwił mnie ten wynik, bo zawsze dokładnie myłam skalp, ale jak się okazało, to nie wystarczy.

Wszystkie zanieczyszczenia, które osadzają się na skórze głowy źle wpływają na pracę gruczołów łojowych, często powodując łupież i niedotlenienie cebulek, a przez to włosy rosną słabe i matowe. Skóra głowy, która jest zanieczyszczona często swędzi, pojawiają się wypryski lub mocno się przetłuszcza. Warto zadbać o odpowiednią pielęgnację, a przede wszystkim o oczyszczanie.

Już wtedy specjalistka poradziła mi, żebym raz w tygodniu robiła peeling skóry głowy i myła włosy oczyszczającym szamponem. Wzięłam sobie to do serca i jak zobaczyłam, że na rynek wchodzi nowa linia kosmetyków do demakijażu włosów – postanowiłam ją przetestować.

Obiecałam też, że się podzielę moimi wrażeniami z testów linii BIOVAX BOTANIC, która zaprosiła mnie współpracy.

Produkty L’biotica znam i lubię od dawna, więc byłam pewna, że nowe kosmetyki z tej linii będą dobre dla mojej skóry i włosów, ale nie spodziewałam się takiego efektu. Żałuję, że nie zrobiłam sobie zdjęcia „przed” i „po”, bo już po jednym zabiegu, moje włosy odzyskały dawną świetność.

Co wchodzi w skład linii oczyszczającej?

  • peeling trychologiczny do skóry głowy
  • oczyszczający szampon micelarny
  • ekspresowa, nawilżająca odżywka 7w1

Wszystkie produkty z linii BIOVAX BOTANIC zawierają organiczne ekstrakty z czystka i nasion czarnuszki. Są to rośliny, które mają pozytywny wpływ na stan skóry i włosów.

Czystek 

działa antyoksydacyjnie, antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo. Intensywnie oczyszcza skórę głowy i reguluje wydzielanie sebum.

Czarnuszka 

bardzo dobrze wpływa na stan skóry głowy i łagodzi podrażnienia. Poprawia też wygląd włosów i wzmacnia blask.

Każdy z kosmetyków z tej linii zawiera 90% substancji pochodzenia naturalnego. Do tego mają certyfikaty ECOCERT i COSMOS.

Nie mają też SLS, SLES, parabenów, silikonów.

Tyle o kosmetykach, czas przejść do moich wrażeń po testowaniu.

Peeling trychologiczny do skóry głowy 

TUTAJ

Z nadzieją użyłam go pierwszy raz. Na mokrą skórę głowy nałożyłam peeling i delikatnie masowałam. Już sam masaż mnie odprężył. Bez problemu spłukałam kosmetyk z drobinkami i na tak przygotowany do dalszej pielęgnacji skalp, nałożyłam niewielką ilość szamponu.

Micelarny szampon oczyszczający 

TUTAJ

Niewielka ilość szampony wystarczyła, że umyć bujną czuprynę. Zaskoczyło mnie to, że kosmetyk bardzo dobrze się pieni, co jest niespotykane w szamponach bez SLS i SLES. Dzięki temu rozprowadziłam szampon na całej długości włosów i delikatnie umyłam. Nie spodziewałam się, że tak dobrze będzie się spłukiwał. Na koniec nałożyłam ekspresową odżywkę 7w1.

Nawilżająca odżywka ekspresowa 7w1 

TUTAJ

Nałożyłam niewielką ilość odżywki na włosy (od okolic ucha do dołu). Ma przyjemny, świeży zapacg i dobrze się rozprowada. Poczekałam minutę i zmyłam.

Cały zabieg trwał może 7 minut.

Wypiłam czystek, zdjęłam ręcznik z włosów i zostawiłam włosy do wyschnięcia. Zapomniałam nawet, że użyłam czegoś nowego, bo wciągnęły mnie domowe obowiązki. Kiedy po 2 h poszłam do łazienki, to nie mogłam nie zauważyć efektów oczyszczania włosów i skalpu.

Moje oklapnięte wcześniej włosy były uniesione u nasady, błyszczące (a mam farbowane) i do tego tak miękkie i lekkie, że byłam zaskoczona. Po kilku dniach zauważyłam też, że przestała mnie swędzieć skóra głowy.

Wystarczył jeden zabieg (mechaniczny peeling) plus odpowiednie kosmetyki do włosów, a ja czułam działanie.

Peeling trychologiczny 

usunął zanieczyszczenia z mojej skóry i poprawił krążenie. Dodatkowo pozbyłam się pozostałości po kosmetykach  do stylizacji. Ten zabieg oczyścił cebulki i przygotował je do dalszych etapów pielęgnacji. Efekt był widoczny już po tym jednym razie. Peeling wystarczy robić raz w tygodniu.

Szampon micelarny 

bardzo dokładnie oczyścił moje włosy, bo na całej długości zrobiły się lekkie. Wcześniej miałam niektóre miejsca bardziej przyklapnięte i jakby nie do końca umyte. Teraz już wiem, że ten szampon będzie mi towarzyszył co drugie mycie, żeby nadać włosom tę lekkość i uniesienie u nasady.

Odżywka 

na końcu nawilżyła moje końce i przywróciła blask. Włosy są miękkie i nawilżone. Wystarczy ją zostawić na jedną minutę. W składzie jest wyciąg z bursztynu, który jest naturalnym filtrem słonecznym. Teraz stosuję ją po każdym myciu, bo jest bardzo skuteczna i szybko działa.

Nie wiedziałam, że demakijaż włosów może być ważnym elementem pięlęgnacji. Dlatego moje włosy wcześniej były matowe i pozbawione blasku. Nie sądziłam też, że regularny peeling skóry głowy działa w taki sposób, że unosi je u nasady i dodaje włosom lekkości. Polecam Wam linię BIOVAX BOTANIC, szczególnie przed wiosną, kiedy wszystko budzi się do życia, a my mamy chęć wyjątkowego zadbania o siebie.

Żeby i Wam umożliwić przetestowanie tych produktów, to mam dla Was kod na 15 % rabatu na cały asortyment sklepu www.biutiq.pl od 6-11 marca, kod: nebule.

Zdjęcia Justyna Duszak

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Książki do czytania dzieciom przed snem

Mnie książki bardzo skutecznie usypiają, dlatego stworzyliśmy naszym dzieciom rytuał przed snem, który ułatwia odpłynięcie. Dziś pokażę Wam nasze hity, po które najczęściej sięgamy wieczorem.

Czytanie książek przed snem jest nawykiem GENIALNYM!

Table Of Contents

Dlaczego  warto to robić?

  • stworzenie rytuałów przed snem pozwala uporządkować wieczór, dzieci czują się wtedy bezpiecznie, a rodzice (na oparach energii) wiedzą co robić żeby spokojnie pójść spać
  • czytanie książek przed snem wycisza
  • badania dowodzą, że czytanie nawet 6 minut przed snem zmniejsza stres i napięcie o 68% (dotyczy też dorosłych) link
  • to świetny sposób na tzw. „quality time” kiedy po całym, zabieganym dniu mamy chwilkę żeby położyć się lub usiąść przy dziecku i być tylko z nim
  • kiedy dzieci mają rodzeństwo to czytanie tylko jednemu dziecku bardzo pozytywnie wpływa na jego samoocenę. Oczywiście czytanie dwójce też jest super. Ale od czasu do czasu warto poczytać coś tylko jednemu dziecku
  • buduje dobre nawyki na przysłość

Kiedy zacząć czytać przed snem?

Jest to zupełnie indywidualne. Są dzieci, które potrafią wysiedzieć przy książce już w wieku 18 m. A są takie, które dopiero w wieku 3 lat. My przy dwójce dzieci zaczynaliśmy około 20 miesiąca życia. Zbudowaliśmy taki rytuał: kolacja-kąpiel-czytanie w łóżkach- zasypianie przy śpiewaniu. Nam on odpowiada i naszym dzieciom również.

Dodam też, że na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy dzieci zasnęły W TRAKCIE czytania. Dopiero po przeczytaniu, zgaszeniu światła i śpiewaniu kołysanek usypiają na dobre.

A jakie książki czytamy?

Z Julem zaczynaliśmy od tej.

Zaśnij ze mną, Vincent Bougeau wyd. Babaryba

DOSTĘPNA TUTAJ

O czym jest książka? O rytuałach przed snem. Rodzic razem z dzieckiem przygotowuje do snu… książkę. Pyta ją czy umyła zęby, czy opowiedzieć jej bajkę, czy nakryć kocykiem itd. Świetna książka dla małych dzieci. My ją uwielbiamy!

„Wszyscy ziewają”, Anita Bijsterbosch, wyd. Adamada

DOSTĘPNA TUTAJ

Świetna książka do czytania o każdej porze. U nas się sprawdza nawet wieczorem, mimo tego, że jest dość aktywizująca. W środku są otwierane okienka, a właściwie są to „ziewające paszcze” zwierząt. Julek uwielbia ją czytać, naśladuje, nazywa zwierzęta i naprawdę ziewa:) a my razem z nim! Ziewanie jest zaraźliwe (dzięki neuronom lustrzanym) i to właśnie dlatego nie możemy się opanować przed tą czynnością.

Snów kolorowych, placu budowy, Sherri Duskey Rinker, wyd. Nasza księgarnia

DOSTĘPNA TUTAJ

Jedna z niewielu książek, którą czytamy bardzo regularnie (nie tylko przed snem). Jakby ktoś mnie zapytał, jaka jest Jula ukochana książka to byłaby właśnie ta. A o czym jest? Cały plac budowy zbiera się do snu. Betoniarki, koparki, ładowarki kończą pracę i zamykają powoli oczy. Książka jest genialna! Jeżeli jeszcze jej jakimś cudem nie znacie, to koniecznie kupcie.

Masło śpi, Agata Królak, Tina Oziewicz wyd. Dwie siostry

DOSTĘPNA TUTAJ

To jest hit! Ta książka zawładnęła naszym domem, bo Julek teraz chce  przed snem czytać tylko ją. Często wieczorem szukam jej wszędzie, bo bez niej nie ma usypiania. Jul zna już ją na pamięć i mnie poprawia.

Jest cudownie napisana i zilustrowana. Najpierw myślałam, że otwierane okienka będą za mocno aktywizować przed snem, ale się myliłam. To idealna książka do czytania tuż przed odpoczynkiem.

Sama również czerpię ogromną przyjemność z tej lektury, bo jest zabawna.

„Wszystkie kredki śpią w piórniku,

tylko jedna poszła siku.”

Te słowa za każdym razem wywołują na moje twarzy uśmiech 😉

Raz, dwa trzy, zaśnij Ty!, Dorota Kassjanowicz, Gosia Herba, wyd. Znak Emotikon

DOSTĘPNA TUTAJ

Świetny zbiór wierszyków, które nawiązują do snu. Genialnie napisane i zilustrowane. Sama zaczynam ziewać przy tej książce, bo w tekst wplecione są różne motywy, które mniej lub bardziej kojarzą się ze spaniem. Jest odliczanie, kolorowe sny i dużo ciekawych porównań. Do tego całość zdobią piękne ilustracje ze zwierzętami.

Charlie i Lola. Wcale nie jestem śpiąca i nie chcę iść spać, Lauren Child, wyd. Media rodzina

DOSTĘPNA TUTAJ

Książka napisana dla małych buntowników, którzy walczą z tym żeby nie iść spać. Lubimy bardzo to rodzeństwo (oglądamy tez bajki), bo z każdej opowieści płynie ciekawy morał. W tej opowieści, młodsza siostra nie chce iść spać, ale na szczęście jej brat ma na to pomysł i oczywiście się udaje.

Jeżeli nie znacie jeszcze tej serii, to polecam ją bardzo dla dzieci 3+ (Lilka wciąż je lubi).

Pościel – Snap the moment

Moje kapcie – Oysho 

Jelonek Maileg

a tu macie Książki dla najmłodszych dzieci wspierające rozwój mowy:

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!