fbpx

Pierwsza zasada rodzica: Nigdy nie mów, że dzieci są zdrowe! – poznaj moje sposoby, aby nie dać się chorobie

  • DZIECKO
  • 5  min. czytania
  •  komentarze [12]

Mimo tego, że jestem mamą od 9 lat i niejedną chorobę mamy za sobą, to ostatnio w przypływie radości powiedziałam głośno: “A moje dzieci są zdrowe”, a w domyśle miałam: “Dawno nie chorowały”.

Zgadnijcie ile czasu minęło żeby nasz młodszy syn zaczął kaszleć?

Dokładnie 1 dzień.

Do podzielenia się moimi doświadczeniami zaprosił mnie producent produktu leczniczego Pyrosal, który codziennie wspiera rodziców w chorobach dzieci.

Naprawdę nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale popełniłam błąd amatora. Przecież wszyscy rodzice wiedzą, że nie można na głos wypowiadać takich słów:

  • Moje dziecko jest zdrowe (ani werbalnie, ani niewerbalnie – SMS-y też się liczą!)
  • Moje dziecko dawno nie chorowało (nie dopuszczajcie nawet tej myśli)
  • Moje dziecko nie opuściło dawno dnia w szkole (uważajcie na przechwałki!)
  • Moje dziecko ostatni raz było chore rok temu (może się to zmienić w ciągu godziny)

A znacie klątwę inhalatora?

W sezonie chorobowym inhalator non stop stoi u nas w salonie. Kiedy tylko go schowam, to zaraz ktoś jest chory. Ja nie wiem jak to działa, ale traktuję go jako stałe wyposażenie naszego nowoczesnego wnętrza. Dopóki stoi na widoku, nikogo wirusy nie biorą – jest jak amulet. Tak samo jest z wyjazdami, jak włożę nebulizator do walizki, to nigdy się nie przydaje. A wystarczy, że pomyślę: “A nie będę go brała, przecież wszyscy są zdrowi” – to jest gwarantowane, że ktoś na wyjeździe zacznie kaszleć. Też to znacie?

Wyjazd z dziećmi – zawsze bookuj z opcją odwołania rezerwacji

Podziwiam rodziców, którzy bardzo lekko podchodzą do planowania wyjazdów bez opcji odwołania rezerwacji. Ja tak “zaszalałam” tylko raz i właśnie wtedy dzieci się pochorowały. A skąd one o tym wiedzą – przecież nie mają dostępu do Bookingu? Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale właśnie tak jest. Od tamtej pory, kiedy straciliśmy pieniądze za wyjazd, a sami wycieraliśmy im nosy w domu – zawsze dajemy sobie furtkę odwołania rezerwacji.

Piąteczek 18.30 – dziecko zasypia na kanapie i Ty już wiesz – to klątwa weekendu

Kiedy dzieci na całym świecie zaczynają chorować najczęściej? W weekend! A już kiedy masz plany na te wolne dni, to jest jeszcze większe prawdopodobieństwo, że jakiś paskudny wirus zaatakuje ze zdwojoną siłą. Mój sposób? Nie planuję za dużo, działam spontanicznie.

Wszystkie wymienione wyżej sytuacje nie mają potwierdzenia w badanych naukowych;) Ale kto ma dzieci ten wie, że lepiej dmuchać na zimne. A taki dowód anegdotyczny pozwala rozładować nerwy i napięcie.

A jakie mam sposoby, które mają udowodnione działanie żeby nie dać się chorobie?

Mam w domu produkt leczniczy, który podaję dzieciom, kiedy widzę, że coś je bierze. Jak pojawiają się pierwsze objawy infekcji, takie jak:

  • katar
  • pierwszy kaszel
  • temperatura

To podaję ten syrop zgodnie z zaleceniami pediatry. Ten preparat nie jest suplementem diety, bo takich nie kupuję – wolę w domu sama mogę przygotować coś wspomagającego odporność. A Pyrosal, bo o nim mowa ma udowodnione działanie naukowe. Ma takie składniki:

  • bez czarny, który ma działanie napotne
  • lipa drobnolistna, ma podobne działanie jak bez
  • podbiał pospolity, ma działanie powlekające drogi oddechowe
  • wierzba purpurowa, ma działanie przeciwzapalne

To nie jest preparat wspomagający odporność, a produkt leczniczy – możecie zapytać o niego pediatrę. Nam właśnie poleciła go lekarka na początku infekcji.

Do tego ma prosty skład. Można podawać go dzieciom od 3 roku życia, przez 3 dni jeżeli nie obserwuje się poprawy. Zapytajcie o niego pediatrę lub mgr farmacji w aptece. Nam ostatnio pomógł, bo jak zwykle jedno dziecko już rozchorowało się maksymalnie, to drugiemu podałam Pyrosal 2 razy na noc i udało się zahamować infekcję. Ten syrop ma działanie napotne, rozgrzewające i działa przeciwgorączkowo. Jeżeli go nie znacie, to zapytajcie 🙂

Co jeszcze robię żeby nie dać się chorobie?

Nie wiem, czy to tylko ja mam wrażenie, że największym sprzymierzeńcem chorób dzieci jest przegrzewanie. Ba, sama nawet kiedyś wpadłam w tę pułapkę i ubierałam dzieci zupełnie inaczej niż teraz. Kiedy widzę dzieci w kombinezonach i czapkach zimowych przy 8 stopniach na plusie, to zastanawiam się, co będą nosić kiedy będzie -8. Wydaje mi się, że to takie nasze przyzwyczajenie, z którym ciężko walczyć.

A prawda jest taka, że organizm znacznie lepiej radzi sobie z wychłodzeniem niż z przegrzaniem.

Ustalmy sobie jedno – przegrzanie obciąża układ odpornościowy i infekcja jest gotowa.

Spróbujcie ubrać się tak, jak dzieci i biegać. Gwarantuję, że będziecie mieli mokre plecy, a to już o jeden krok od przeziębienia. Dzieciom, które są w ruchu naprawdę jest ciepło i zupełnie inaczej odczuwają chłód.

Ruch na świeżym powietrzu

Jest to bardzo ważne i widzę, że na mnie ma niesamowity wpływ. Zawsze w tym okresie byłam chora. A w tym roku kiedy jeżdżę regularnie na rowerze i rolkach jest znacznie lepiej (żeby nie powiedzieć … sami wiecie co:)

Zdrowa dieta, bo odporność mamy w jelitach

W sezonie infekcyjnym staram się trzymać dzieciom zdrową dietę, ale kiedy zobaczę, że ich coś bierze to wchodzę w tryb jeszcze zdrowszy. Eliminuję mleko, zimne produkty, nawet podaję herbatę malinową (a normalnie tylko woda). Do codziennego menu wjeżdżają jeszcze częściej: rozgrzewające jaglanki, mnóstwo kasz z dodatkami, zupy. Kiedy ja byłam chora, moja mama tak samo ze mną postępowała. Dodaję też ksylitol, który ma działanie przeciwbakteryjne.

I chciałam jeszcze napisać o jednej rzeczy, która jest darmowa, ale nie każdy ją docenia.

Sen

Kiedy moje dzieci lub mnie coś bierze, to staram się o 19 być już w łóżku. Rozgrzać się, wyleżeć – a nie, brać leki przeciwgorączkowe i cisnąć dalej. Kiedyś tak robiłam i znacznie częściej chorowałam. Tę samą zasadę stosuję przy dzieciach, kiedy widzę, że mają początek infekcji to wcześniej idą spać.

Zebrała się długa lista, ale wiem, że dbanie o zdrowie nie jest łatwe i proste. Staram się we wszystkim zachować umiar i jak jest potrzeba to stosuję leki. Do chorób dzieci też już inaczej podchodzę, kiedyś był to dla mnie bardzo stresujący czas, a teraz kiedy są starsze jestem znacznie bardziej spokojna. Ale i tak nie mówię na głos, że mniej chorują, bo sami wiecie jak to się skończy:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„Co i jak?”, czyli książeczki dla dzieci, w których znajdziecie odpowiedzi na trudne pytania

Odkąd moje dzieci nauczyły się mówić, rozpoczęła się niekończąca się seria pytań:

  • Dlaczego kwiaty rosną?
  • Po co kotu wąsy?
  • Co to jest mgła?
  • Czemu wąż syczy?

To i tak są te lepsze pytania, w porównaniu do:

  • Dlaczego moja koszulka jest czerwona?
  • Dlaczego tu jest chodnik?
  • Ile jest liści na tym drzewie?

Przyznajcie same – ja przyznaję – nie na wszystkie pytania umiałam i nadal nie na wszystkie umiem odpowiedzieć. Często jedna odpowiedź, rodziła kolejne wątpliwości, aż dochodziłam do sedna wszechświata. Od pytania o sierść kota, dochodziliśmy do fenomenologii ducha 😉. Łatwo nie było.

Wszystko dlatego, że dzieci są ciekawe świata. Wszystko je fascynuje! To cudowny czas dla nich, dlatego pytają, bo są ciekawe!

A co jeśli uprzedzimy te pytania?


Sposobem na to jest świetna seria książek „Co i jak?”, którą zawdzięczamy Grupie Wydawniczej Foksal. Tu znajdują się odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania z różnych dziecin życia. Do tej pory w serii ukazały się 5 książeczek

1. „Co i jak? Jak zwierzęta rozmawiają?”

Dzieci uwielbiają zwierzaki i zwykle mają mnóstwo pytań ich dotyczących. W tej książeczce znajdą odpowiedzi na to, jak zrozumieć zwierzaki, a także, w jaki sposób się one pomiędzy sobą porozumiewają. Dowiedzą się, co to jest echolokacja i infradźwięki oraz, że zwierzęta porozumiewają się nie tylko głosem, ale także mową ciała, zapachem, a nawet tego, czy rośliny rozmawiają ze zwierzętami! A Wy wiecie? Człowiek się całe życie uczy😉

dostępna na przykład: TUTAJ

2. „Co i jak? Dlaczego rośliny rosną?”

Z tej książeczki dzieci dowiedzą się, czym są nasiona i jak wyglądają oraz jak to się dzieje, że z nasion wyrastają nawet ogromne drzewa. Znajdą odpowiedź na pytanie, po co drzewom szyszki, owoce i kwiaty i dlaczego te ostatnie są takie piękne i kolorowe. Zrozumieją też, jak rosną owoce i warzywa oraz co i jak jedzą rośliny. Poznają też niesamowite rośliny mięsożerne!

dostępna na przykład: TUTAJ

3. „Co i jak? Dlaczego słońce świeci?”

To niezbędnik każdego miłośnika kosmosu! Dzieci dowiedzą się, z czego składa się słońce i kiedy powstało. Po co jest ozon i czym jest dziura ozonowa, a także co właściwie ze słońcem ma wspólnego ziemia, czym jest wiatr słoneczny i jak powstają zorze polarne. Czy księżyc świeci? Czemu mamy pory roku i co to jest zaćmienie? Na te i wiele innych pytań dzieci znajdą odpowiedź w tej książeczce.

dostępna na przykład: TUTAJ

4. „Co i jak? Dlaczego deszcz pada?”

Opady deszczu i śniegu często fascynują dzieci. No bo właściwie czemu ten deszcz pada i skąd się bierze woda wysoko nad głową? Dlaczego czasem jest powódź, a czasem susza? Dzieci dowiedzą się, jakie są rodzaje opadów i czym są chmury. Dlaczego w niektórych miejscach jest zawsze sucho i gorąco, a w innych wilgotno i mroźno? Tyle pytań. A odpowiedzi? W środku książeczki😊.

dostępna na przykład: TUTAJ

My czekaliśmy z Julkiem na 13 października – wtedy właśnie ukazał się 5 tom tej wartościowej serii – i my już go mamy a jest to:

5. „Co i jak? Jak działa ciało człowieka?”

I to jest genialna książka! Jeśli Wasze dzieci są ciekawe, gdzie trafia jedzenie, gdy je połkną i dlaczego w ogóle muszą jeść, czym jest krew i do czego jest potrzebna, ile mają kości i po co im pępek – to książka dla nich! Jak działa serce, jak goi się rana i dlaczego chce się siku? Słyszałyście już takie pytania? Tu znajdziecie odpowiedzi na nie i duuużo więcej.

dostępna na przykład: TUTAJ

Książeczki przeznaczone są dla dzieci w wieku 3-5 lat, ale muszę przyznać, że starsze dzieci też do nich zaglądają z ciekawością. No dobra wszyscy jesteśmy ciekawi😊.

Niewątpliwą zaletą całej serii są ilustracje, świetnie dopasowane do treści i wspomagające zrozumienie wyjaśnianych zagadnień. Są przekroje układów człowieka, zdjęcia lasu deszczowego, pustyni czy budowy słońca. Wszystko świetnie dopasowane do dziecięcej percepcji.

Seria „Co i jak?” to świetny sposób na naukę poprzez zabawę. Dzieci poznają świat w naturalny sposób, zaspokajając po prostu swoją ciekawość. Do takich pozycji wraca się wielokrotnie, bo zawsze jest jeszcze coś ciekawego do odkrycia i mnóstwo pytań czeka na swoją odpowiedź.

Tu macie moje ostatnie zestawienie Najlepsze książki dla dzieci

Dajcie znać, czy znacie książki z tej serii i jakie pytania i odpowiedzi były najciekawsze dla Was i dla dzieci.

A o co najbardziej nietypowego pytały Was dzieci?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Test Gallupa – czy warto go zrobić?

O teście Gallupa słyszałam już dawno, ale nie czułam potrzeby żeby go zrobić. Zawsze miałam ważniejsze sprawy, a poza tym wydawało mi się, że wiem wiele o sobie i swoich mocnych stronach. Jak się okazało – myliłam się!

Nie spodziewałam się, że moje talenty wcale nie grają z wyuczonym zawodem. Może też właśnie dlatego go porzuciłam 10 lat temu i do tej pory nie wróciłam?

Każdy człowiek ma swoje naturalne talenty, tylko czasami nie zdaje sobie z nich sprawy. Ja też tak mam, niektóre rzeczy sprawiają mi ogromną przyjemność, a za niektóre nie mogę się zabrać. Chciałam wiedzieć dlaczego to jest i w końcu zrobiłam Test Gallupa online.

W dzisiejszym tekście przybliżę Wam istotę tego testu, kiedy warto zrobić i właściwie po co.

Co to jest Test Gallupa?

Jest to test, który wykonacie online i składa się z 177 par pytań i ma za zadanie określić Wasze naturalne talenty. Co ciekawe test nie określa nabytych umiejętności, ani kompetencji. Zrobienie testu Gallupa online zajmuje około 35 minut i pytania są łatwe. Możecie łatwo wybrać opcję by zrobić go w języku polskim.

Sama uzupełniałam go siedząc w kawiarni i popijając kawę. Nie miałam żadnych problemów z techniczną stroną testu, ani odpowiedziami. Od razu po zakończeniu testu Gallupa przyszedł wynik z 5 talentami, które mam najbardziej rozwinięte.

Dla kogo jest Test Gallupa?

  • dla osób które wracają z urlopu wychowawczego
  • dla osób, które czują wypalenie zawodowe
  • dla osób, które stoją na zawodowym rozdrożu i nie wiedzą co dalej
  • dla osób, które lubią się rozwijać i dowiadywać się nowych rzeczy
  • dla nastolatków i ich rodziców (jest wersja testu 10-14 lat)
  • dla małych firm – żeby jeszcze mocniej wykorzystać jej potencjał
  • dla osób, które mają pomysł na biznes

Ile kosztuje Test Gallupa?

  • W wersji podstawowej kosztuje 105 zł i dostajemy raport z 5 najmocniejszymi talentami
  • Po zrobieniu wersji podstawowej możecie dokupić dostęp do raportu z pozostałymi 29 talentami uporządkowanymi w Wasze DNA – to koszt 205 zł
  • A od razu możecie kupić pełny test z opisem Waszych 34 talentów i jest to koszt 255 zł

Ja najpierw zrobiłam 5 najmocniejszych talentów, a później byłam tak bardzo ciekawa reszty, że dokupiłam pozostałe. Ale wg mnie najkorzystniej jest kupić od razu całość.

Co mi wyszło?

  1. STRATEG (Strategic)
  2. ZBIERANIE (Input)
  3. CZAR – CIĄGŁE ZDOBYWANIE APROBATY ROZMÓWCY(Woo)
  4. KOMUNIKATYWNOŚĆ (Communication)
  5. ELASTYCZNOŚĆ (Adaptability)

Wyniki dostałam w pliku PDF, a każdy talent miał opis po angielsku. Można tekst przekleić do tłumacza i poczytać o swoich mocnych stronach.

Czy wyniki mnie zaskoczyły?

Tak, bo wydawało mi się, że w innych obszarach mam swoje talenty. Nie spodziewałam się, że w pierwszej piątce mam Elastyczność. Zawsze uważałam, że jest rutyniarą i elastyczna na pewno nie jestem. Jak się okazuje, myliłam się.

Czy byłam zadowolona z wyniku?

Hmm, sam wynik tak naprawdę nic mi nie dał. Nie sprawił, że dostrzegłam swoje mocne strony wyraźniej. Można powiedzieć, że sam test tylko podał mi wynik, a ja sama uznałam, że to za mało informacji. Gdybym na tym etapie zakończyła mój Test Gallupa, to wcale nie byłabym zadowolona, bo czegoś innego spodziewałam się na początku.

Dlatego skorzystałam z pomocy Coacha Mocnych Stron Aleksandry Burdyńskiej KLIK

Pani Aleksandra, oprócz tego, że jest Coachem Mocnych Stron jest też doradcą zawodowym i pomogła mi zrozumieć moje wyniki Testu Gallupa.

Umówiłam się na spotkanie online i czekałam z niecierpliwością. Czytałam wcześniej o wynikach mojego testu i w sumie nie wiedziałam czego się spodziewać.

Pani Aleksandra omówiła ze mną wszystkie 5 talentów tak dokładanie, że dopiero po tym spotkaniu poczułam jego sens. Gdyby ktoś opisywał te talenty własnymi słowami to ja bym krzyczała “To o mnie”, “To dokładnie ja”, “Nie wierzę, ale dokładnie tak mam”.

Podczas naszego spotkania robiłam notatki, sama dużo mówiłam i słuchałam z ciekawością. Kilka razy tak mocno mnie coś zaskoczyło, że aż zaniemówiłam.

Dostałam odpowiedzi na moje pytania, które zadaję sobie od wielu lat, tak jak:

  • Dlaczego ciągle myślę?
  • Dlaczego uwielbiam towarzystwo ludzi?
  • Dlaczego nie kończę dużych projektów, a z małymi tak dobrze mi idzie?

To spotkanie rozjaśniło mi w głowie tak dużo i pomogło w organizacji mojej pracy. Mimo tego, że od naszego spotkania minęło już 3 tygodnie, to nie ma dnia żebym nie zaglądała do moich notatek.

Pani Aleksandra przesłała mi też ćwiczenia, które zrobiłam i one dodatkowo uzupełniły moją wiedzę o sobie. W czasie naszej rozmowy pomogła mi też dopasować moje talenty do pracy zawodowej. I to było tak ciekawe, bo od dawna to wiedziałam, ale nie umiałam ich nazwać.

Byłam tak zadowolona z tego spotkania, że dokupiłam raport z pozostałymi 29 talentami, bo byłam bardzo ciekawa, co mam na końcu.

Wynik tak bardzo mnie zaskoczył, a jednocześnie rozjaśnił wszystko z czym sobie nie radziłam. Umówiłam się jeszcze do Pani Aleksandry na spotkanie z omówieniem kolejnej piątki talentów i raport z podsumowaniem. Po tych dwóch spotkaniach poczułam, że wiem już wszystko, to co chciałam wiedzieć.

Czy Test Gallupa mi pomógł w pracy ?

Tak, jak wspomniałam wyżej. Sam wynik nie wniósł nic nowego, ale omówienie i spotkanie z Panią Aleksandrą już tak. Nauczyłam się wiele rzeczy, zrozumiałam, że w mojej poprzedniej pracy się wypaliłam i tylko wyzwania dodają mi wiatru w żagle. Sam test był nie tylko przydatny do mojej pracy, ale też do życia rodzinnego. Dowiedziałam się o sobie tak wielu ciekawych rzeczy i uważam, że to było mi bardzo potrzebne. Dostałam też wiatru w żagle i wiem, w którą stronę podążać aby praca przynosiła mi satysfakcję i radość.

Czy Wam polecam?

Bardzo! Szczególnie jeżeli czujecie się wypaleni, jesteście przed zmianami w pracy lub nie macie pomysłu na biznes. Ten test Wam pomoże zrozumieć czego tak właściwie szukacie w życiu.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Nie wiedziałam, że to małe urządzenie tak bardzo wpłynie na nasze życie

  • ZDROWIE
  • 6  min. czytania
  •  komentarze [13]

Przez kilka lat nie wiedziałam, że moje dziecko ma alergię i dopiero kiedy dostałam wyniki testów, to wszystkie objawy złożyły się w sensowną całość.

Nie wiem czy wiecie, ale co 3 dziecko w Polsce ma alergię.

Dziś chciałabym Wam napisać o naszej historii, która może pomóc wielu rodzicom we wcześniejszej diagnozie, a co najważniejsze pokażę Wam nasze sposoby na walkę z alergią.

W poniższym wpisie skupię się na jednym typie alergii, który jest bardzo powszechny (co 4 Polak ją ma), ale wiele osób o niej nie wie.

Może Wy też ją macie, tylko jeszcze nie zdajecie sobie z niej sprawy.

Niestety jest ona dość trudna do identyfikacji, ale istnieje wiele sposobów, które ułatwiają życie z tym typem alergii.

Do podzielenia się moim doświadczeniami zaprosił mnie Miteless

A jest to alergia na roztocza kurzu domowego

Czym są roztocza kurzu domowego?

Są to drobne, prawie niewidoczne pajęczaki. Ich wielkość to tylko 0,2-0,4 mm. Niestety znajdują się w każdym domu w naszej szerokości geograficznej. Oczywiście same nie są szkodliwe, bo nie gryzą ani nie przenoszą chorób. Ale żywią się martwym naskórkiem (ludzkim i zwierzęcym), a także zarodnikami grzybów i niestety często domownicy mają alergie na ich mikroskopijne odchody.

Gdzie znajduje się najwięcej roztoczy?

Najczęściej znajdziecie je w środowisku domowym (SYPIALNIA to ich ulubione miejsca):

  • w materacach
  • kołdrach
  • poduszkach
  • narzutach
  • dywanach
  • tapicerowanych meblach
  • zasłonach
  • pluszowych zabawkach
  • w wypełnianiach z pierza i wełny
  • mogą występować także w glebie, sianie czy suchych liściach

Dobrze, w teorii wszystko wygląda prosto. Ale w takim razie, jakie są obawy alergii na roztocza kurzu domowego i jak ją zdiagnozować.

U nas zaczęło się właśnie od takich objawów, a ja przez wiele lat myślałam, że jest to alergia na BMK czyli na Białka Mleka Krowiego i zupełnie niepotrzebnie stosowałam dietę wykluczającą. Kiedy objawy zaczęły się zaostrzać, to zaczęłam szukać przyczyny, a alergolog zlecił testy alergiczne. I tak wyszły nam zupełnie inne wyniki niż się spodziewałam. Oprócz alergii krzyżowej pyłkowo-owocowej wyszła alergia na roztocza kurzu domowego.

Optymalne warunki życiowe roztoczy to temperatura w pokoju między 25, a 30 stopni i wilgotność powietrza od 65% do 80%. Roztocza lubią jak jest ciepło i wilgotno, dlatego unikamy przegrzewania pokoju, wyłączamy kaloryfer i pilnujemy wilgotności.

Najlepsza dla nas jest temperatura 18-20 stopni, a wilgotność pomiędzy 45 do 55%

Jakie mogą być objawy alergii na roztocza kurzu domowego?

NOS:

  • KATAR alergiczny z kichaniem (zwłaszcza seryjnym), obrzękiem błony śluzowej, zatkanym nosem zwłaszcza w godzinach porannych, odchrząkiwanie. U nas aż tak nie było to widoczne, ale poranne kichanie, ciągłe drapanie się po nosie i ruszanie nozdrzami (jakby coś przeszkadzało) – bo nos po nocy swędział

OCZY:

  • Alergiczne zapalnie spojówek ze swędzeniem, zaczerwienieniem, łzawieniem. Alergicy często trą oczy po nocy, bo je swędzą

UKŁAD ODDECHOWY:

  • kaszel alergiczny i nadmierne wydzielania flegmy
  • astma alergiczna z dusznościami

SKÓRA:

  • Swędzenie, wysypka, pokrzywka, nadmiernie łuszczący się naskórek

A co z tego wynika?

Osoby uczulone na roztocza kurzu domowego mogą niespokojnie spać, budzić się z bólem głowy. Do tego rano wstają niewyspane i mogą mieć zaburzenia koncentracji.

Sporo tego, prawda? Takie mikroskopijne żyjątka, a tak bardzo mogą utrudniać życie.

Jak przebiega diagnostyka?

Jeżeli podejrzewacie u sobie lub swoich dzieci możliwą alergię na roztocza powinniście się zgłosić do alergologa. Lekarz zbierze wywiad i prawdopodobnie zrobi testy. U nas właśnie w czasie testów skorych wyszedł odczyn przy Dermatophagoides pteronyssinus, czyli alergia na roztocza kurzu domowego.

Mogłoby się wydawać, że skoro wiemy, co nas uczula to łatwo jest znaleźć antidotum. Niestety nie jest to proste – dziś opiszę Wam co udało nam się zrobić aby tę alergię zmniejszyć.

Oczywiście leczenie jest oparte na 3 filarach i decyduje o nich lekarz:

  • farmakologia
  • przystosowane otoczenie
  • immunoterapia

Ja się dziś skupię na zmianach, które wprowadziliśmy w domu żeby zminimalizować ilość roztoczy.

KLUCZOWĄ ROLĘ W LECZENIU ALERGII ODGRYWA WŁAŚNIE KARENCJA ALERGENOWA, CZYLI UNIKANIE ROZTOCZY KURZU DOMOWEGO

NAJWIĘCEJ ROZTOCZY KURZU DOMOWEGO ZNAJDUJE SIĘ W ŁÓŻKU I POŚCIELI – DLATEGO WARTO POŚWIĘCIĆ TEMU MIEJSCU WIĘCEJ UWAGI

Jakie zmiany wprowadziliśmy w domu, a nie tylko w pokoju dziecka?

1. Zmiana wypełnień kołder i poduszek.

Zacznę od tego, że ja jestem fanką wypełnień z naturalnym pierzem i zawsze takie mieliśmy w domu. Takie też kupiłam dzieciom. Jak się okazało, że Lila ma alergie na roztocze kurzu domowego, to pierwszą rzecz jaką zaleciła alergolog to wymiana wypełnień w całym domu. A dlaczego nie tylko w jej pokoju? Bo przebywa też w innych pomieszczeniach, przychodzi do nas w nocy. Sama zmiana jej wypełnień niewiele by pomogła. Tak więc z bólem serca schowałam nasze kołdry i poduszki do worka i zapakowałam je próżniowo. Kupiłam wszystkim nowe wypełnienia z bawełny i bambusa, które można prać w 60 stopniach.

2. Zaczęliśmy używać Miteless

Jest to urządzenie, które emituje niesłyszalne dla ucha ludzkiego ultradźwięki. Zaburzają one cykl życiowy roztoczy kurzu domowego. Jak to działa? Ultradźwięki sprawiają, że odnajdowanie pokarmu (złuszczonego naskórka) i rozmnażanie się roztoczy staje się utrudnione – tym samym ilość roztoczy kurzu domowego w pobliżu tego urządzenia zostaje zredukowana. Samo urządzenie wydaje cichutki dźwięk, który zupełnie nie przeszkadza.

Impulsy te sprawiają, że odnajdowanie pokarmu (złuszczonego naskórka) i rozmnażanie się roztoczy staje się utrudnione – tym samym ilość roztoczy kurzu domowego w pobliżu tego urządzenia zostaje zredukowana.

Takie nieduże urządzenie, a może pomóc alergikom spokojniej przespać noc i zminimalizować objawy alergii.

Urządzenie jest nieduże i wpina się je w kontakt. Ultradźwięki nie są słyszalne dla ludzkiego ucha i nie utrudniają snu.

Są dwa rodzaje Miteless, w zależności czy przy łóżku macie kontakt:

  • Miteless Home – wpinany do kontaktu, działa długo i niezależnie od baterii, sygnał ultradźwięków jest lepszy, bo ma większy głośniczek
  • Miteless Portable – na baterię, która działa 8-12 miesięcy jest dobry na wyjazd lub jeżeli przy łóżku nie macie kontaktu, ma słabszy sygnał ultradźwięków niż Miteless Home

Czy działa?

Widzimy sporą różnicę i znacznie mniej objawów alergii. Obecnie odstawiliśmy leki na alergię i mam nadzieję, że stan się utrzyma. Czytałam też opinie o tym produkcie i wiele osób również widzi poprawę w samopoczuciu. Poniżej zostawię Wam też link do badań naukowych: KLIK

Jeżeli macie chęć wypróbować to urządzenie to możecie skorzystać z kodu JESIEN21, który daje 20% zniżki na produkty Miteless KLIK. Kod ważny tylko 05-12.10

3. Używam preparatów do eliminacji alergenów roztoczy kurzu domowego

Dopóki moje dziecko nie miało tego problemu, to nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Wystarczy spryskać materac, a znacznie wyeliminujemy roztocza kurzu domowego na materacu.

4. Piorę pościel wraz z wypełnieniem raz w tygodniu w temperaturze 60 stopni

Taka wysoka temperatura prania skutecznie zabija roztocza i jest to niezbędny zabieg przy tej alergii. Również suszenie w suszarce w temp 60-80 stopni pomaga zabić roztocza na tekstyliach.

5. Codziennie wietrzę łóżka

Jak wstaję z łóżka to zostawiam odkryte i otwieram okno. Taki zabieg powoduje, że jest mniej roztoczy ( i nie trzeba od razu ścielić łóżka po wstaniu.

6. Usunęłam z pokoju większość pluszaków i poduszek

Zostawiłam tylko te ukochane maskotki, a i tak piorę je raz tygodniu na 60 stopni. Niestety w sztucznych futerkach osadza się kurz i samo odkurzanie nie jest skuteczne.

7. Zabrałam kwiaty z sypialni i pokoi dzieci

Kwiaty doniczkowe zwiększają wilgotność w pomieszczeniu, a gleba może być rezerwuarem dla pleśni. Najlepiej zabrać je z sypialni.

8. W okresie grzewczym stosuję oczyszczacz powietrza

Dzięki temu powietrze jest oczyszczone i pozbawione alergenów.

9. Wyniosłam dywan

Niestety dywan, który był w pokoju nie nadawał się do częstego prania i utrudniał pracę robotowi sprzątającemu, więc się go pozbyłam

10. Większość rzeczy chowamy w zamkniętych szafkach

Łatwiej jest wtedy utrzymać porządek a kurz tak nie osiada na przedmiotach.

Jak widzicie wiele osób może mieć alergię na roztocza, ale o tym nie wiedzieć. Na szczęście zmiany, które wprowadzimy w nasze życie mogą przynieść poprawę.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej