Wychowanie

Akcja przedszkole – o trudnych początkach i adaptacji

Nie wiem kiedy minęły dwa lata, odkąd moje starsze dziecko przekroczyło próg przedszkolny. Czas zdecydowanie ze szybko płynie.

Często dostaję od Was wiadomości związane z przedszkolem. Jak to jest, że niektóre dzieci uwielbiają tam chodzić, a niektóre nie? Czy kiepski początek determinuje późniejszą sympatię do tego miejsca? 

Na te i wiele innych pytań odpowiem w dzisiejszym poście.

Zacznijmy od tego, że rodzicom jest trudno podjąć decyzję o zapisaniu dziecka do przedszkola lub żłobka. Naprawdę jest niewiele dzieci w wieku lat 3 i mniej, które wykazują gotowość do przedszkola i ją werbalizują.

Niby uwielbiają przebywać na placu zabaw, nawet przejawiają pierwsze próby zabaw z dziećmi jednak same pojęcie „Chcesz do dzieci?” lub „Chcesz chodzić do przedszkola?” jest dla nich zbyt abstrakcyjne.

Niektórzy muszą zapisać dziecko do przedszkola i niewerbalnie, a czasem i nawet z użyciem słów przekazują dziecku taki komunikat: „Nie chcę, ale muszę zapisać Cię do przedszkola lub żłobka”

Sytuacje życiowe są różne – to fakt. Ale musimy przemyśleć najpierw na spokojnie ten temat. Rodzice bardzo często mają gorsze nastawienie, niż same dzieci. Wysyłają dzieci jakby miała im się stać krzywda. Pokazują tym samym dziecku, że nie są pewni swojej decyzji i mają wątpliwości. Jeżeli myślicie o zapisaniu dziecka do przedszkola, to zadajcie sobie jedno pytanie: „Po co moje dziecko ma tam chodzić?”

Jeżeli odpowiedź będzie taka, że musicie pracować i nie macie co zrobić z dzieckiem to wróćcie na chwilę do początku tego akapitu. Dzieci naprawdę to czują, że muszą tam chodzić. Wtedy adaptacja może przechodzić znacznie dłużej i nie być przyjemna, ani dla dziecka, ani rodzica.

Uważam, że szczególnie trudno jest mamom, które spędziły z dzieckiem pierwsze trzy lata życia i w końcu przychodzi ten moment, że dziecko może być już zapisane do przedszkola. Przynajmniej ja tak miałam, to był dla mnie trudny czas. Moje dziecko nie musiało być przedszkolakiem. Pracuję w domu i w sumie mogłabym naciągnąć dobę, tak aby do przedszkola nie musiało chodzić. Jednak ja bardzo tego chciałam.

Naprawdę chciałam żeby moje dziecko chodziło do przedszkola.

Ten czas spędzony z dziećmi jest bezcenny, a przy okazji wiele się w tym czasie może nauczyć. Moim priorytetem był właśnie ten czas spędzony na swobodnej zabawie z dziećmi. Żyjemy w takich czasach, że dzieci są pod stałą kontrolą dorosłych, co nie jest do końca dobre. Jesteśmy zawsze blisko, na każde zawołanie i problem. To jest ok i tak powinno być. Jednak chciałbym żeby moje dzieci same umiały sobie radzić w różnych sytuacjach. Owszem, czas z rodzicem jest wspaniały i jedyny w swoim rodzaju. Zależy mi jednak żeby miały również styczność z takimi sytuacjami, że koleżanka stwierdziła, że jej nie lubi lub też ktoś odmówił jej prośbom. Wolę aby takich problemów doświadczyły ze strony rówieśników.  A póżniej żebyśmy mogli na ten temat porozmawiać w domu.

Według mnie przedszkole to wspaniała instytucja.

Nie wszystko jest tak jakbyśmy chcieli i nigdy tak nie będzie. Na początku mnie to strasznie denerwowało, ale później się przyzwyczaiłam. Na świecie chyba nie ma takiej placówki, z której w 100% byłabym zadowolona.

Przedszkole uczy również rodziców, właśnie tej różnorodności.

Mogłam napisać wpis o tym jaki pierwszy rok bywa trudny, ile to razy dziecko będzie chore (a będzie), ile razy powie, że nie chce iść do przedszkola. Ale tego nie zrobię.

Początki wszędzie bywają trudne. Adaptacja u jednych dzieci przebiega bardzo szybko, a u innych jest rozłożona w czasie. Jedne dzieci wydają się być przeszczęśliwe w przedszkolu, a po miesiącu przeżywają kryzys. A inne adaptują się długo i wylewają przy tym morze łez.

Nie ma jednej i właściwej metody.

Wiem, że w przedszkolach państwowych nie ma możliwości łagodnej adaptacji, kiedy rodzic przebywa z dzieckiem w sali, a później stopniowo się wycofuje. Takich placówek jest najwięcej. Co można wtedy zrobić?

Obszerny wpis na ten temat napisałam TUTAJ

Co jeszcze mogłabym doradzić rodzicom dzieci debiutujących w przedszkolach?

Początek września to bardzo trudny czas w przedszkolu, często tworzone są zupełnie nowe grupy i kiedy pod opiekę dwóch pań trafia 30 zagubionych trzylatków to może być nawet dramatycznie. O takiej sytuacji pisała mi jedna z czytelniczek, kiedy pierwsze dwa tygodnie dzieci właściwie tylko płakały. A wiecie jak działa płacz? Nawet jak dziecko jest w dobrym humorze, przyszło się bawić i widzi płaczące dzieci to automatycznie też zaczyna mu się udzielać.

Z czasem jest oczywiście lepiej, ale te dwa tygodnie mogą być naprawdę trudne. Warto zapytać wcześniej w przedszkolu, czy tak też będzie u Was. Jeżeli będzie tworzona nowa grupa 3- latków to na Waszym miejscu puściłabym dziecko od trzeciego tygodnia września i wiem, co mówię. Naprawdę nie macie się co martwić, że grupa już będzie zżyta i dzieci będą się ze sobą bawić. Trochę Was rozczaruję jak napiszę, że trzylatki bawią się raczej same ze sobą i nawet po tym czasie nie wiedzą jak koleżanka czy kolega ma na imię. Po drugie, po dwóch tygodniach już wykruszają się dzieci ze względu na pierwsze infekcje. Tak, u nas dokładnie było. Dzieci jest mniej i wtedy jest zdecydowanie łatwiej.

Co jeszcze?

Już teraz zapytałabym swojego pediatrę o probiotyki.  Pisałam o budowaniu odporności TUTAJ Jeżeli Wasze dzieci wcześniej nie miały styczności z taką ilością dzieci (czyt. patogenów) to jednak układ odpornościowy będzie reagował. U nas chorób było sporo. Właściwie do końca marca mieliśmy system dwa tygodnie w przedszkolu – dwa tygodnie z infekcją w domu. Na szczęście nie były to poważne choroby.

Kary i nagrody

Jak sobie przypomnę siebie stojącą na kolanach w kącie na woreczkach z grochem to chce mi się płakać. Naprawdę kiedyś były takie metody… Na szczęście czasy się zmieniły i dzieci nie muszą już znosić takich katuszy, które podchodzą pod znęcanie się. Gdyby podobna sytuacja zaistniałaby w naszych czasach, nie wahałabym się udać do nauczycielki, dyrekcji, a nawet Rzecznika Praw Dziecka.

Każde przedszkole ma swój system i warto o to zapytać. Jak wiadomo w przedszkolach montessoriańskich nie ma systemu kar i nagród. A w przedszkolach publicznych? To zależy od miejsca i nauczycieli. Oczywiście nagminnie używane są sformułowania „grzeczny” i ” niegrzeczny”, czyli dziecko, które słucha się nauczycielki i nie słucha. To jest temat na oddzielny wpis, bo mogłabym napisać o tym elaborat.

Absolutnie nie może być kar, które w jakiś sposób uderzają w imię dziecka. Każdą taką sytuację zgłaszałabym dyrekcji. Wiem, że niektóre placówki stosują „chmurki” i „słoneczka”. Nie wiem czy one mają jakiekolwiek przełożenie na zachowanie dzieci, ale wiem, że nauczycielki je stosują. Czasem dzieje się również tak, że napięcie towarzyszące  chęci dostania słoneczka jest tak silne, że dzieci nie ptrafią się na niczym innym skupić i wydają się być wtedy bardziej rozproszone i przez to nie słuchają. Efekt dążenia do takiej nagrody może być odwrotny.

Nie chcę iść do przedszkola

Pamiętajcie, że adaptacja jest rozłożona w czasie. Mówi się, że trwa około 6 tygodni. Jednak u większości dzieci po dwóch tygodniach widać już, że czują się w nowym miejscu bezpiecznie. Wszystko zależy od dziecka i rodzica. Rozumiem, że rodzice na początku są również przerażeni, bo do tej pory dziecko było pod ich opieką. Ale naprawdę spójrzcie na siebie z drugiej strony.

Czy nie wysyłacie dziecku sygnałów swojej niepewności, co do swojego wyboru?

Czy mówicie o przedszkolu w sposób radosny i ciekawy?

Czy z góry zakładacie, że nic tam nie zje i nie da się położyć na drzemkę?

Jeżeli tak, to jeszcze raz się zastanówcie, czy CHCECIE posłać dziecko do przedszkola. 

Ważną sprawą jest też dawanie innej opcji. Według mnie nie działa to zbyt dobrze. Chodzi mi o sytuacje, że dziecko o tym wie. Wiele dzieci zawsze woli spędzić dzień z rodzicem niż  w przedszkolu. Jest to w 100 % normalne i wcale nie oznacza tego, że przedszkola nie lubi.

Ciągłe pytania:

„Czy chcesz tu chodzić?

„Czy chcesz tu zostać?”

„Czy Ci się tu podoba?”

Mogą spowodować, że dziecko będzie porównywało czas w przedszkolu do pobytu w domu i będzie wolało być z rodzicem. Dlatego lepiej za bardzo nie drążyć takich pytań, a mówić o pozytywach przedszkola. Jeżeli dziecko nie mówi, że „jest super” albo „było świetnie” to wcale nie znaczy, że mu się tam nie podoba.

Takie sytuacje są bardzo powszechne przede wszystkim u dzieci, których rodzice pracują w domu lub zajmują się młodszym rodzeństwem. One wiedzą, że my jesteśmy w domu i tym bardziej naciskają. Najlepiej jest dać jasny przekaz, o tym, że my pracujemy w domu, mamy ważne telefony, spotkania, a przedszkole jest jak „praca dziecka”.  Jeżeli zajmujemy się młodszym rodzeństwem to też dobrze o tym wspomnieć, że macie różne sprawy do załatwienia i jest to dla Was ważne. Każdy ma swoje obowiązkowi.

Rozstania

Oczywiście, nie ma jednej właściwej metody. Ale widzę, że rodzicom często jest trudniej się rozstać niż dzieciom. U nas właśnie takie szybkie rozstania się sprawdziły najlepiej. Mi było dość trudno opanować emocje, dlatego prosiłam męża o odprowadzanie córki. Taki model sprawdził się najlepiej. Czasami też w drodze do przedszkola „dawałam” córce zadanie do wykonania np. rysunek.

Zapytacie pewnie, co zrobić jeżeli dziecko płacze już na wejściu. Postarajcie się usiąść, porozmawiać z dzieckiem, opowiedzieć po kolei co będzie robiło. Nie oddawałabym płaczącego dziecka w ręce nauczycielki i na schodach nasłuchiwałabym czy płacze. To są bardzo trudne chwile.

Przez pierwsze dni warto też odbierać dziecko wcześniej np. po obiedzie. Dziecko w przedszkolu funkcjonuje według pór posiłków. Warto o tym dzieciom mówić i obiecać, że np. po obiedzie Cię odbiorę. Oczywiście słowa trzeba dotrzymać.

Powrót do domu

Z doświadczenia wiem, że powroty do domu mogą być naprawdę trudne dla rodzica. Dziecko przez kilka godzin przebywa poza domem, dostosowuje się do reguł tam panujących, czasami nawet hamuje swoje emocje i kiedy widzi rodzica czuje się bezpiecznie. Wtedy może dojść do sytuacji, że przez bardzo błahą przyczynę może wybuchnąć płaczem, krzykiem. U nas tak długo się działo tuż po przekroczeniu progu mieszkania. Z czasem było zdecydowanie lepiej.

Druga kwestia jest taka, że w przedszkolu dzieci mają bardzo dużo bodźców: jest głośno, ktoś kogoś przez przypadek popycha i dzieci mogą być naprawdę pobudzone.

Pierwszy dzień przedszkola to niezwykłe wydarzenie dla dzieci i ich rodziców. Przygotujcie się do niego dobrze i nie poddawajcie się jeżeli nie będzie tak jak myśleliście. Adaptacja to proces, czasem wydłużony w czasie. Polecam Wam również książkę Agnieszkę Stein „Akcja adaptacja”.

Do kupienia TUTAJ

Ten wpis ma 13 komentarzy

  1. Iwona

    Aniu, zle podlinkowany wpis o łagodnej adaptacji w przedszkolach publicznych.

  2. Aga

    Aniu mam problem z moja 2,8 latka. Po dwóch dniach przebywania w przeczkolu po dwie godziny na adaptacji, mała zaczęła mi w nocy siusiac i przychodzic do nas spać. Pózniej chodziłam z nią do przedszkola przez tydzien po dwie godziny. W domu jak mówimy o przedszkolu to odrazu mowi ze nie bedzie chodzić do przedszkola i przestaje w ogole reagować ma nasze słowa, jakby nie słyszała co do niej mówimy. I jestem w kropce co mam dalej robić:-( czy szukać niani czy dalej próbować z przedszkolem.

    • Nebule-Ania

      A jak sobie radziła na adaptacji? odchodziła się bawić? Była zaciekawiona?

      • Aga

        Praktycznie zero zainteresowania, siedziała na kolanach, nie chciała w niczym uczestniczyć (bawić się, malować, kleić). Dopiero na placu zabaw odeszła na chwilkę ciągle wypatrując mnie. Dodam jeszcze, że nigdy nie miałam problemu z zostawianiem jej z babcią, ciocią a od przygody z przedszkolem nie odpuszcza mnie na krok.

  3. Dagmara

    Ach, gdybym tylko wiedziała to wszystko dwa lata temu, gdy moja córka zaczynała przedszkole… Smutna prawda jest taka, że wszelkie problemy adaptacyjne powodowałam ja i moje negatywne emocje oraz nastawienie. Teraz jest dużo lepiej, ale nadal widzę, że po powrocie córka odreagowuje wszelkie wydarzenia, jakie spotkały ją w ciągu dnia (nawet nie chodzi o jakieś przykre rzeczy – tam się po prostu dzieje bardzo dużo, a ona jako wrażliwiec wszystko odczuwa mocniej). Często już w drodze z przedszkola wyrzuca z siebie wszystko, zaczynając płakać lub złościć się przez drobiazgi. Może Ty Aniu lub ktoś z komentujących poradzi, jak pomóc jej radzić sobie z takimi emocjami?

    • Nebule-Ania

      Próbować uczyć nazywać emocje. Kiedy będzie wiedziała, co się z nią dzieje będzie lżej.

      • Dagmara

        Dzięki za odpowiedź! Ciągle nie mogę się zabrać za „Self Reg”, która niedawno polecałaś, a myślę, że to rzecz bardzo dla mnie. 🙂 I tak sporo udało mi się zmienić w moim podejściu do radzenia sobie z dziecięcymi emocjami po Twoim wpisie o małych wrażliwcach, za który – z opóźnieniem – ale bardzo dziękuję.

  4. markdottir

    Obożeno, też pamiętam klęczenie na grochu! #takastarajestem
    W przedszkolu Madame adaptacja trwała cały tydzień: od całego dnia z mamą do całego dnia bez mamy (ale z mamą pod telefonem jakby co). I odbyła się w sierpniu.
    Jesień to była chorobowa masakra: 3 dni w przedszkolu, 2 dni w domu. Dało to nam popalić, zwłaszcza w kontekście mojej pracy (po macierzyńskim poszłam do nowej pracy i ne było mi łatwo się wciągnąć przez te choroby).
    Madame weszła w przedszkole/żłobek jak w masło (miała 1,5 roku). To był dla niej dobry moment, bo im jest starsza, tym trudniej jej wchodzić w grupę, bo jest okrutnie nieśmiała i „dzika” (trochę obawiam się przyszłorocznego startu w szkole). Wtedy potraktowała to jako naturalną kolej rzeczy. Ciekawa jestem jak pójdzie Mademoiselle. Planuję posłać ją do żłobka w podobnym wieku i oczywiście tez jestem przygotowana na chorobowa masakrę (choć może będzie mniejsza, bo starsza siostra wcześniej ja trochę „zahartuje” przedszkolnymi patogenami). 😉

  5. Dominika

    Mnie polecił tata 5tki dzieci, żeby w pierwszych tygodniach do p-kola dziecko odprowadzał tato, bo mężczyźni reagują mniej emocjonalnie na łzy. Dzięki temu dziecko i mama są mniej zestresowani. Sprawdziło się…

  6. agnieszka

    To fantastyczna rada żeby dziecko do żłobka/ przedszkola poszło w 2-3 tyg! Wychowawczynie mają różne style, jedne nastawiają się na praktyczne umiejętności – mój 1.5 roczniak podsuwa po sobie krzesło i odkłada zabawki na miejsce! (w życiu w domu nie wpadłabym na to żeby uczyć tak małe dziecko podsuwania po sobie krzesła, ale może się nie znam i tak trzeba? 😉 ). Inne bardziej dbają o emocje, żeby dzieciom było miło, sympatycznie itd.

    • Magda

      No właśnie… Aniu, czy rada, aby posłać dziecko do przedszkola w 3 tygodniu tyczy się tak samo 4-latka? Czy raczej po tym czasie będzie mu już trudniej zdobyć kolegów? Synek właśnie tyle ma, do przedszkola nie musi iść, lecz chce być między dziećmi – powstaje nowa grupa, do której będzie uczęszczał, więc pewnie będą „płacze”…

  7. agata

    Witaj, mam do Ciebie pytanie jako do pedagoga. Moj synek ma 3,8 lat i od roku chodzi do wspaniałego p’la Montessori. Prawie rok zajęło mu przystosowanie się do tego miejsca,a przede wszystkim do faktu że zostaje tam beze mnie (ja w domu z mlodsza córką).
    Do ww. P’la trafil bo nie dostał się do państwowego,ale p’le bardzo nam się spodobo i zostal. W tym roku dostał się do p’la państwowego skrupulatnie wybranego (tez jestem pedagogiem i bardzo trudno bylo mi wybrać satysfakcjonujace miejsce).
    Problem jest taki,że dostał się do grupy 5 i 6 latkow,a on dopiero w listopadzie skonczy 4 lata. W tej grupie ma byc jeszcze troje 4-latkow. Boje się odrzucenia ze strony starszych dzieci,ze nie zaakceptuja „malucha” oraz niedostosowania programu do jego potrzeb i możliwości. Jednocześnie argument finansowy jest znaczacy bo dwoje dzieci w „naszym” priv przedszkolu to koszt 2000zl :/
    Czy sądzisz ze moje obawy sa zasadne,czy 3.8 latek ma szanse podolac i odnaleźć się w gronie starszakow?
    A moze poslac go tam na „probny” miesiac nie rezygnujac jednocześnie z Montessori i zobaczyć jak się odnajdzie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *