Blog dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
Dla mamy

Kocham mój dom kiedy jest w nim porządek! To najlepsze 2 minuty w moim dniu.

Też zabieracie się za świąteczne porządki? Ja tak, ale idzie mi to jakieś 3 razy wolniej niż powinno. Pewnie dlatego, że robię to z dwójką dzieci przy boku, które próbują mnie przekonać, że nie warto sprzątać i lepiej iść się bawić. Powiem Wam szczerze, że odkąd mam dzieci to nie lubię sprzątać.

Posprzątane! Wstrzymać oddech.

Jak o tym pomyślę, to tak potwornie mi się nie chce! Ostatnio nawet zadałam sobie pytanie, dlaczego tak nie lubię teraz sprzątać. Przecież kiedyś uwielbiałam! Potrafiłam to robić cały dzień (raz w tygodniu) i mieć z tego przyjemność. Zanim pojawiły się dzieci, a my byliśmy oddani swojej pracy zawodowej, miałam sporo czasu dla siebie i wtedy lubiłam przebrać się w wygodny strój, związać włosy w kitkę, puścić muzykę na full i zabrać się za porządki.

A teraz? Nie jestem fanką sprzątania, zdecydowanie!

Ale mam tajną broń – Bang! I nie zawaham się jej użyć! Wpis powstał dzięki współpracy z marką Cillit.

1.Sprzątanie, kiedy dzieci są w domu przypomina mycie zębów podczas jedzenia ciastek.Zawsze zaczynam sprzątanie od kuchni po śniadaniu, w międzyczasie kiedy ogarnę stół przychodzą dzieci, które są znów głodne. Generalnie jest tak prawie ze wszystkim. Gdybym chciała posprzątać szybko i bezboleśnie musiałabym wysłać męża z dziećmi na weekend lub robić to w nocy. Wtedy efekt sprzątania utrzymałaby się dłużej niż dwie minuty.

Można się ruszać – 10 minut później

2. Sprzątanie pokoju pełnego zabawek z dziećmi wygląda tak:

1% sprzątania, 30 % marudzenia, 69% bawienia się tym, co aktualnie sprzątają. Dlatego zabawki sprzątamy na koniec dnia. Pisałam Wam kiedyś, że super jest uczyć dzieci sprzątania od małego? Odnoszenia zabawek od razu po zabawie? Szczerze, to nie działa. Za każdym razem muszę poprosić o sprzątnięcie, włączyć się w to i jeszcze udawać, że to super zabawa. Gdybym miała pilnować, że każda zabawka jest odniesiona na miejsce po zabawie, to nie mogłaby się niczym innym zajmować w domu tylko być w pokoju z dzieckiem non stop. To się sprawdza w przedszkolu, gdzie Panie nie muszą gotować obiadu, ani wstawiać prania. W domu to nie działa.

P.S. Zdarzyło mi się pójść po worek na śmieci i powiedzieć, że może pozbędziemy się kilku zabawek żeby łatwiej było sprzątać 😉 (Nie ma mam idealnych;)

3. Sprzątanie całego mieszkania przed dziećmi: 4h. Sprzątanie całego mieszkania z dziećmi: 12 h.

Kiedyś włączałam sobie muzykę, robiłam zieloną herbatę, włączałam „Don’t stop me now” Queens i leciałam na szmacie. Po 4 godzinach mieszkanie sprzątnięte, bo mąż uwija się w drugim pokoju i voila! Mieszkanie posprzątane, błyszczące i pachnące. A teraz? Jedną ręką sprzątam, a drugą animuję towarzystwo. Chociaż mąż w tym czasie stara się nimi zająć, to jednak wszystkie rzeczy, które wykonuję są bardziej interesujące. Dlatego zmieniamy się, co jakiś czas i każdy sprząta inne miejsca. Takie sprzątanie cotygodniowe zajmuje nam prawie cały dzień, dlatego raz na dwa tygodnie przychodzi Pani, która nam pomaga (tak długo się broniłam przed pomocą w domu, a teraz jestem maksymalnie zadowolona).

4. Relaks podczas sprzątania mając dzieci jest możliwy. Ale tylko w taki sposób:

Aż głupio mi to napisać, ale naprawdę chciałabym żeby mąż zabrał dzieci gdzieś na dwa dni, a ja mogłabym w spokoju od A do Z wysprzątać caluteńkie mieszkanie na błysk. Zrobiłabym sobie zieloną herbatę, włączyła Move like Jagger, wywaliłabym wszystko z półek i bym sprzątała. Jeszcze kilka lat temu nie tak wyobrażałabym sobie mój relaks;)

5. Są ważniejsze rzeczy niż sprzątanie. 

Pamiętam jak dziś, byłam z Julkiem w salonie, wycierałam półki i nagle się odwróciłam. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom – puścił się półki z książkami i niepewnie zamierzał postawić swoje pierwsze kroki. Rzuciłam na podłogę szmatę i szeroko otworzyłam swoje ramiona! On spojrzał na mnie z ogromną radością i zrobił swoje pierwsze kroki prosto do mnie. To był ten dzień! I tak naprawdę jest do dziś. Sprzątam tylko tzw. minimum, bo wolę ten czas poświęcić dla rodziny.

6. Porządki teraz dzielę na te KONIECZNE i te KOSMETYCZNE

„Konieczne” robię raz na kilka dni i wtedy jak najdokładniej sprzątam wszystko tak, żeby miło nam się mieszkało i żebyśmy się nie przyklejali do powierzchni. Staram się to robić szybko i sprawnie. Dbam też żeby czysta łazienka została taka jak na dłużej. Ważne są dla mnie czyste zlewy, wanna, toaleta i do nich przykładam się zawsze. Ale nie przeszkadzają mi książki na podłodze, czy krzywo ustawione buty. Mam też na półce w łazience takie produkty, które działają szybko i nie trzeba specjalnie szorować. Wystarczy, że spryskam brudne powierzchnie, za kilka minut wyczyszczę i gotowe. Ten specyfik ma jeszcze taki plus, że spowalnia osadzanie się brudu (widać to gołym okiem po kilku dniach po sprzątaniu). Bang i łazienka czysta.

To moja tajna broń Cillit Bang Kamień i Brud, który nie tylko dobrze czyści, ale jeszcze nie pozwala na osadzanie brudu – Bang! A to nie jest tylko moje zdanie, bo 100% testujących kobiet z polki.pl potwierdza jego skuteczność KLIK. Same możecie się spróbować, czy ten produkt poradzi sobie w Waszym domu, a jeżeli nie spełni Waszych oczekiwań, to rejestrując się na stronie https://www.gwarancjaskutecznosci.pl dostaniecie zwrot pieniędzy. Tak działa „Gwarancja Skuteczności albo zwrot pieniędzy”.

7. Sprzątanie z rodzicami: 80 % zabawy i wygłupiania, 20% sprzątania 

Kiedy dzieci mają nauczyć się sprzątać? Od małego staram się im pokazywać jak to robić ( z różnym skutkiem), ale chyba gdybym za każdym razem wyprawiała tatę z nimi na spacer, to jak miałyby się nauczyć, że to nie magiczna różdżka sprząta mieszkanie? Daję dzieciom ścierki i pokazuję jak to robię. Oczywiście – to właśnie dlatego trwa tyle czasu, bo to co one zrobią, ja poprawiam i tak w kółko.

8. Moja mina, kiedy przez kilka godzin sprzątałam, a potem wbiegają dzieci…

W sprzątaniu najlepsze jest to, że od razu widać efekt Twojej pracy. Jest brudne, kilka machnięcia gąbką i już jest czyste. Chyba nie ma nic przyjemniejszego od pracy, której efekt widać natychmiastowo. Uwielbiam patrzeć na czyste mieszkanie, a potem… no cóż zaczynam od nowa.

9. Dom to nie muzeum

Trochę zajęło mi to żeby się nauczyła przyzwyczaić do tego, że kiedy są w domu dzieci to jest bałagan. Odpuszczam, staram się nie zauważać i po prostu cieszyć z tego, że po tej podłodze biegają małe stopki, brudne rączki odbijają się na czystym zlewie, a z roześmianych buź lecą okruchy na podłogę.

Czasami tak sobie marzę… Siedzę  w fotelu, czytam książkę, popijam herbatę. W pokoju jest czysto, wkoło stoją zielone kwiaty, nic nie leży na podłodze. Ja delektuję się każdym łykiem i chłonę książkę słowo za słowem. A dzieci? Dzieci są już dorosłe i nie mieszkają z nami w domu.

Kiedyś tak będzie, a ja wtedy będę tęskniła do tego bałaganu, do chrupków przylepionych do podłogi i rechotu moich dzieci.

Ten wpis ma 6 komentarzy

  1. M.

    Znam osobę, która ma ZAWSZE nieskazitelnie czysty dom przy dwóch małych chłopcach i nie rozumie mema o duńskiej minie przeciwpiechotnej. Dla niej to standard. 🙂 bardzo pozytywnie jej tego zazdroszczę! Ja toruję sobie po prostu wieczorami drogę do łóżek mojej młodzieży 😉

  2. Olga

    Uwielbiam ciiit Bang 😆😊

  3. Ela

    Myje położone w erze ‚przed dziećmi” piękne jasne płytki podłogowe w kuchni i przedpokuju a za mną małe, tłuste rączki macające lśniącą powierzchnię. Dzisiaj wybrałabym takie w ciapki. Jestem straszną pedantką ale uczę się odpuszczać. Sprzątam na raty i tak jak u Ciebie na pierwszym miejscu toaleta… i czekam dnia aż będą robić bałagan tylko u siebie w pokoju….🤔

  4. Mancipi

    Polecam uwolnic sie od przymusu ze trzeba sprzatac i zatrudnic pania sprzatajaca. Mi pogodzenie sie z tym rozwiazaniem zajelo ok roku, w tym czasie rosla frustracja z tego ze 1. Nie powiecam czasu dzieciom bo sprzatam 2. Sobota to dzien odgruzowania mieszkania i schodzi na to kilka godzin, ktore mozna wykorzystac lepiej 3. Konflikt z mezem co do koniecznosci ogarnielcia. Wizyta raz w tygodniu pani, ktora w ciągu 5 godz zrobi to co nam zajmowalo 2 razy wiecej czasu- bezcenne, za wszystko inne mozna zaplacic 😏 nie badzmy niewolniki wlasnych ograniczeń

  5. Martyna

    Dlatego w kuchni mam plakat „Good Moms have sticky floors,dirty kitchens, piles of laundry & HAPPY KIDS” 🙂

  6. Iwona

    Ja mam taką teorię, że bałagan to porządek wyższego rzędu. Przyjmuję prawo naturalne jako punkt odniesienia. Według tego założenia łatwo wywnioskować, że bałagan utrzymuje się SAM a porządek trzeba ROBIĆ. W parku narodowym jest bałagan: leżą konary, porośniete są mchem, a krzewy a nawet czasami trawy są nie do przebycia. Inaczej, niż np. w parku Wersalskim. Tyle, że ten drugi utrzymują trzy autobusy ogrodników, a rezerwat? Czyli- porządek jest czymś sztucznym, co wymyślił sobie człowiek. Wygodne?:))))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *