Blog parentingowy dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
Dla mamy

Co mi się nie udało w macierzyństwie?

Kiedy ktoś mi mówi, że rodzicielstwo go nie zmieniło to mam ochotę wybuchnąć głośnym, rubasznym śmiechem, którego powstydziłaby się każda dama. Mnie macierzyństwo bardzo zmieniło i czasami nie poznaję siebie. Ktoś, kto tak mówi albo chce podtrzymać jakąś iluzję i się świadomie oszukuje lub zwyczajnie obrał wolny styl rodzicielski, który ogranicza się do kilku godzin tygodniowo z dzieckiem i raczej nie ma nic wspólnego z rodzicielstwem oraz budowaniem relacji.

Macierzyństwo jest usłane różami, ale te róże mają kolce.

Każdy z nas uczy się na błędach i nie ma lepszego sposobu aby dowiedzieć się jakie rozwiązanie będzie lepsze. Nie przekonują nas życzliwe rady innych osób, dopiero kiedy zobaczymy, że jednak mieli racje możemy mówić o nauczce. Ale nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli, jeżeli nie popełnilibyśmy tego błędu.

Mimo tego, że każda kłoda do pokonania jest uciążliwa to powoduje, że się rozwijamy. Gdyby tak było, że wszystko nam się idealnie układa to za szybko byśmy się do tego przyzwyczaili i zwyczajnie osiedli na laurach. Ja po każdej porażce, z perspektywy czasu mówię, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Wiele rzeczy mi się nie udało, chociaż mocno tego pragnęłam.

Miałam wiele założeń jak będzie wyglądało moje macierzyństwo, ale jak zwykle praktyka zweryfikowała teorię.

Macierzyństwo mnie nie zmieni

Właśnie się sama z siebie śmieję, jak słyszę ten tekst. Macierzyństwo bardzo mnie zmieniło i gdybym spotkała kogoś, kogo widziałam po raz ostatni 6 lat temu to możliwe że by mnie nie poznał. Jestem zupełnie inną osobą, która ma w życiu inne priorytety, które nie ograniczają się do końca swojego nosa.

Będę najbardziej wyluzowaną mamą na świecie

Tak mówiłam kiedy widziałam matki trzęsące się nad swoim dziećmi i nie potrafiłam zrozumieć dlaczego tak wszystko przeżywają. A do tego emocjonują się rzeczami, o których na salonach nie powinno się dyskutować (fizjologia porodu, wydzieliny, czy też osiągnięcia ich pociech). A teraz sama w tym siedzę po uszy (w przenośni i dosłownie).

Będę dużo czytać żeby wciąż poszerzać horyzonty i nie dostać Pieluszkowego Zapalenia Mózgu

Taaak, czytam bardzo dużo! Naprawdę, nie narzekam.

Klasykę – Brzechwy, Tuwima

Mrożące krew w żyłach reportaże z podróży Neli małej reporterki

Fascynujące dialogi w Puciu

Dramaty – np. składy na opakowaniach kaszek. Tego też dużo czytam.

Horrory – ogłoszenia w przedszkolu o występujących pasożytach

I kiedy już przychodzi wieczór, a ja właściwie cały dzień chłonęłam litery w różnych czcionkach, to moje przeciążone zwoje mózgowe zwyczajnie się gotują na Mikrotykach, a oczy po 7 minutach i 30 sekundach czytania zamykają się żeby odpocząć od angażujących liter.

Będę spontaniczną mamą, która i o 20 wyjdzie z dzieckiem na spacer

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że rytuał u dziecka jest czymś takim, jak poranek z filiżanką kawy u mnie. Gdyby ktoś mi ją odebrał, bo miałby inną wizję rozrywki na ten czas, to nawet nie chcę myśleć co by się stało, ale nie byłoby ciekawie. Teraz w pełni rozumiem potrzebę powtarzalności i poczucia bezpieczeństwa. Wystarczy kilka dni bez rutyny i mam małe potworki, a nie dzieci.

Powrót do pracy

I chociaż byłam bardzo zdeterminowana, miałam plan, który wydawał mi się idealny, to się nie udało. Pisałam o tym TUTAJ. Wtedy myślałam, że jest to najgorsze co mnie spotkało, a tak naprawdę to jest NAJLEPSZA rzecz, która mogła mi się przytrafić na mojej ścieżce zawodowej. Dzięki temu, że pierwszego dnia powrotu do pracy dostałam wypowiedzenie, to dziś mam coś swojego, co daje mi ogromną satysfakcję.

Wyjścia z mężem

Jak widziałam rodziców, którzy nigdzie razem nie wychodzą sami to myślałam sobie, że jak tak można. Trzeba również dbać o relację z mężem, bo dzieci się kiedyś wyprowadzą, a my zostaniemy sami, prawie jak obcy sobie ludzie, których główne spoiwo zniknęło. Zakładałam sobie wspólne wyjścia tylko we dwoje, na których nie rozmawiamy o dzieciach.*

*hahaha

Gdybym mogła policzyć te samotne wyjścia w ciągu 5 lat, to myślę, że z 10 by się uzbierało. W tym kilka na zakupy, po pieluchy. Full romantik jak nic:) No ale co roku jesteśmy na gali Paszportów Polityki i już od połowy grudnia się martwię, kto zostanie z dziećmi i jak je położy spać. I nawet jak już tam jestem to myślami jestem z dziećmi. Ale pracujemy nad tym i jak się zarzekałam, że nigdy nie zatrudnię niani, to powoli się przełamuję.

Martwienie się na zapas

Czasem mam wrażenie, że to wszystko co mam to jakaś bajka, nocna mara, która może w każdej chwili zniknąć. Martwię się dosłownie o wszystko: jak dziecko za długo śpi, za krótko śpi, śpi na brzuchu, śpi na plecach, jak się huśta i jak stoi. Wciąż mam w głowie różne obawy. Oczywiście staram się nie wkręcać za mocno, bo kiedy nie potrafię znaleźć rozwiązania przyczyny mojego martwienia, to znaczy, że ono nie istnieje. I tego się trzymam.

Wyjazdy tylko dla mnie

Zarzekałam się, że będąc mamą będę miała dużo czasu dla siebie i jak będę mogła to wyskoczę na weekend żeby odzyskać balans i naładować akumulatory. No cóż. W ciągu 5 lat wyjechałam dwa razy bez dzieci. Właśnie wczoraj wróciłam z 4-dniowego wyjazdu do Wrocławia i Poznania. Niesamowicie się cieszyłam na ten wyjazd, bo był związany z moim rozwojem zawodowym. Nie ukrywam, że wizja kilku dni bez zmieniania pieluch, prania i sprzątania również powodowała uśmiech na mojej twarzy. A jak przyszło, co do czego to dosłownie chciało mi się płakać. Ale na szczęście wszystkie zaplanowane zajęcia tak mnie wciągnęły, że o tym zapomniałam. W Wrocławiu miałam okazję poznać nową markę kosmetyków do włosów Beology Shwarzkopf inspirowaną potężną mocą głębin mórz (wszystko bez SLS i SLES). A na drugi dzień brałam udział w genialnych warsztatach fotograficznych flatlay. Tyle się działo, że naprawdę mogłam się skupić tylko na sobie – niesamowite uczucie! Dosłownie urosły mi skrzydła, które dały jeszcze więcej siły po powrocie.

Nie będę chodzić w dresach

Teraz chodzę i mi w tym dobrze. Chociaż czasami jeszcze z przyzwyczajenia turlam się z dziećmi po dywanie w jeansach to coraz częściej zamieniam je na dres. Mój styl ubierania też się mocno zmienił, bo jak pewnie zdążyliście zauważyć zaczęłam chodzić w sukienkach. Te dobrane do mojej figury naprawdę daję plus jeden do lepszego samopoczucia. Moje ostatnie odkrycie to sukienki Risk made in warsaw. Nie wiem, dlaczego wcześniej ich nie miałam i chodziłam w sukienkach kształtem przypominające worek pokutny w rozmiarze S. Te sukienki sprawiły, że mam ochotę więcej odkrywać niż zakrywać i jeżeli ich jeszcze nie znacie, to gorąco Wam polecam. Na Paszporty Polityki również wybrałam sukienkę od nich. Obecnie mam modele: Masz wiadomość, Klasyka gatunku, Ciao bella

P.S. Jeżeli macie chęć też spróbować przyjaźni z tą marką to mam dla Was prezent: -10 % na hasło riskynebule na sale i outlet, więc sporo możecie zaoszczędzić:)

Będę ćwiczyć i dużo się ruszać

Miałam zapędy na fit mamuśkę, które zakończyły się wraz z pierwszym wrzaskiem mojego pierwszego dziecka. Ćwiczenia w domu wolałam zastąpić leżeniem do góry brzuchem na kanapie, ćwiczenia na siłowni, które miały mnie zmotywować do wychodzenia – spowodowały jeszcze większy dołek, bo nie byłam w stanie nadążyć za modą, rytmem i swoim oddechem. Na brak ruchu ja naprawdę nie mogę narzekać, bo codzienne skłony po klocki Lego rozwalone po całej podłodze motywują jeszcze mocniej. Wszak zagrożenie nastąpienia jest wielkie. Codzienny trening wytrzymałościowy z 10-kilogramowym obciążeniam na rękach nie spowodował przyrostu masy mięśniowej, a boczne skrzywienie kręgosłupa. Siatkówka kobiet, również nie przyniosła efektów, bo zamiast nosić te siaty, to wieszałam je na wózku. I tak, nadal nie jestem fit.

I chociaż można to wszystko traktować jako życiowe porażki to ja wcale tak nie uważam. Wiele mi się nie udało, po to żeby coś innego, często bardziej wartościowego zawitało w moim życiu. 

Ten wpis ma 12 komentarzy

  1. Kamila

    O rany, ja też mam tak z wychodzeniem z domu. Cieszę się, a i tak się zastanawiam, co się dzieje z moim.dzieckiem 🙂 chociaż zostaje z rodziną. Na 1 dzień się jeszcze nie odważyłam, ale się zbliża okazja.

    Bycie mamą naprawdę zmienia wszystko i mnie też mógłby nikt nie poznać. Mi macierzyństwo uruchomiło intuicję, a z nią to wiele innych rzeczy się pojawiło, za które jestem bardzo wdzięczna.
    Czy pojawiłyby się bez dziecka? Pewnie tak, ale trwałoby to znacznie dłużej, bo przy dziecku jest czas tylko na najważniejsze 🙂

  2. Monika Mo

    Pod wieloma punktami.mogę się podpisać i naprawdę doskonale je rozumiem. Do pracy udało mi się wrócić po roku, ale jak myślę o tym z perspektywy czasu to sama nie wiem, czy to było takie super. Z drugim dzieckiem na pewno spróbuję zostać dłużej. Co do wyjść bezdzietnych i wyjazdów tylko dla siebie – to mi się udaje od samego początku i dzięki temu nie zwariowałam i nadal chcę mieć jeszcze jakieś dzieci. Bez tego byłoby ze mną ciężko. Co do bycia fit – miewam.zrywy, ale nadal jest dla mnie szansa 🙂 Tak sobie przynajmniej mówię przed snem każdego dnia, którego nie ćwiczyłam.

  3. tola111@tlen.pl

    Bardzo nie spodobał mi się początek tego artykułu, bo jestem mama która się nie zmieniła. Owszem zmieniły mi się priorytety w życiu i czas z dzieckiem jest ważniejszy niż moje pasje, ale ja nie.. Tak jak sobie myślałam , ze będzie wyglądało moje macierzyństwo i moje życie z dzieckiem tak właśnie wyglada. Nie podtrzymuje żadnej iluzji i nie podoba mi się, ze mamy które musza pracować , a jest takich wiele nazywa się wolnym stylem rodzicielskim. Bardzo się rozczarowałam do do autorki i słow których użyła na początku tego wpisu, bo wychodzi na to, ze chce jej się śmiać z takim osób jak ja 😔.

    • Nebule-Ania

      Żle mnie zrozumiałaś, a Ty pewnie też się zmieniłaś tylko tego nie widzisz. Wolny styl rodzicielski to według mnie kilka godzin tygodniowo.

      • tola111

        Tylko, ze rodzic który pracuje na pełen etat od poniedziałku do piątku spędza z dzieckiem te kilka godzin tygodniowo 😔.
        Tak mnie ten wczorajszy wpis dotknął, ze Aż dzisiaj pytałam męża i przyjaciół czy po urodzeniu dziecka się zmieniłam, wszyscy mówią ze w ogóle, jestem taka sama osoba jak byłam. Chyba jednak można.😊

      • Nebule-Ania

        To może jesteś wyjątkiem:)

  4. justyna

    nie na temat ale gdzies na zdieciach widzialam Jula bawiacego sie lala bobasem , mozesz napisac co to za lala. nie moge przypomniec sobie gdzie to bylo:) mam roczniaka, ktory interesuje sie wlasnie takimi lalkami. zastanawiam sie czy dla synka kupic lale z zaznaczona plcia.

  5. markdottir

    Cóż mogę napisać oprócz #mamtaksamo ?

    Boli tylko brak czasu na książki i brak ruchu, ale wciąż się łudzę, że jak Mademoiselle podrośnie to wrócę na regularne zajęcia z pilatesu. I wciąż namiętnie kupuję sukienki, choć na codzień wolę jeansy.

  6. MB

    Tak kusiłaś tym Riskiem, że skusiłaś… Czekam na ciao bella.. A miałam odkładać na wakacje🙈🙊

  7. Ewelina Mierzwińska

    Czytałam i uśmiechałam się pod nosem 🙂 Moje wyobrażenia o macierzyństwie tak bardzo nie mają nic wspólnego z tym, jak wyglada obecnie rzeczywistość, że to doprawdy jak przekonania dwóch rożnych osób!
    A zdanie, w którym piszesz o okazyjnym rodzicielstwie w punkt!

  8. ew

    jaki to rozmiar sukienki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *