fbpx

Nie ma medalu za bycie najlepszą Mamą – o tym jak nauczyłam się odpuszczać

  • RODZICE
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [12]

Moje macierzyństwo zaczęło się na długo przed porodem. Chciałam być jak najlepszą mamą. Taką, która wszystko wie jak Wikipedia, jest kreatywna jak Pinterest, wyrzuca najnowsze wyniki badań dotyczące rozwoju dzieci jak Pubmed. To była moja wizja macierzyństwa – potęgowana dodatkowo przez presję środowiska.

Każdą wolną chwilę, którą teoretycznie mogłam wykorzystać dla siebie – spędzałam na szukaniu, czytaniu, porównywaniu różnych kwestii związanych z dziećmi. Mój świat się wokół tego kręcił, a jak jak chomik w kołowrotku napędzałam ten mechanizm. Wycinałam jak głupia montessoriańskie pomoce i krzywiłam się, kiedy moje dziecko wolało stary telefon.

Aż któregoś dnia dostrzegłam, że się wypalam. Byłam nerwowa, mój lont zapalał się w 3 sekundy i przestałam odczuwać przyjemność z bycia mamą.

Wstawałam rano i myślałam, że dziś już nie dam rady.

Na szczęście dosyć szybko połączyłam kropki i doszłam do szalenie istotnych wniosków.

Wyjście po zakupy do Biedry nie jest dbaniem o siebie. Nie jest napełnianiem swojego kubeczka, z którego muszę później wszystkim rozlać. Mój kubeczek był pusty, a ja lałam z niego dalej. Jechałam na rezerwie. A droga przede mną była długa.

Miałam nawet takie myśli, że chciałbym trafić do szpitala ( na coś niegroźnego) – to bym sobie odpoczęła! (jak to teraz czytam, to jest to przerażające).

Gdyby macierzyństwo było pracą, to musiałoby być dobrze opłacane żeby ktoś chciał w tym zdobywać kolejne szczeble kariery.

Umówmy się, to byłaby ciężka praca:

  • Nie ma urlopu
  • Szef jest bardzo wymagający, czasem nawet w nocy
  • Szef często zmienia zdanie i potrafi zrobić awanturę o kolor kubka albo pietruszkę w zupie
  • Nie ma premii
  • Nie ma prestiżu, ani fejmu – a do tego wiecznie Cię krytykują, że robisz coś źle
  • Nie pracujesz z domu, tylko mieszkasz w pracy

Serio – nie jest to praca marzeń. I żeby nie była płatna w uśmiechach „bombelka” to nikt by się na nią nie decydował.

I kiedy tak spojrzałam na macierzyństwo jakby to był etat, to zobaczyłam, że ja po tej pracy w ogóle nie odpoczywam. W każdej wolnej chwili czytałam poradniki o rozwoju dzieci, wieczorem szukałam edukacyjnych pomocy i przygotowywałam różnorodne dania, bo przecież makaron to nie jest wartościowy posiłek.

Jak patrzę na dawną siebie, to ja się wcale nie dziwie, że byłam wypalona.

Tyle czasu i zaangażowania, a rzadko kiedy ktoś to doceniał.

Nikt nie daje medali za bycie super matką

Za poświęcenie swojego wolnego czasu, za lody z kalafiora, za gacie wyprasowane na kant. NIKT.

A to jest taka niewidzialna praca, której dzieci nie widzą.

Ale za to widzą Mamę, która jest smutna, przepracowana i wypalona.

Jak poluzowałam?

Powoli, ale skutecznie i w jednej dziedzinie na raz.

  • Zaczęłam odpuszczać sprzątnie, odgarniałam klocki nogą i zbieraliśmy je dopiero na koniec dnia.
  • Zaczęłam odpuszczać wymyślne ekodania i robiłam dziecięcy comfort food, który nie spotykał się z wyraźnym „ble”. Nowe składniki wprowadzałam oddzielnie, tak aby można było je szybko zdjąć z talerza
  • Przestałam się biczować za płatki na śniadanie, wybieram te bez tony cukru i dzieci żyją
  • Kupuję ubrania, które same są w stanie założyć i zdjąć – a do tego (to ważne) nie przejmuje się, że mogą je zniszczyć. Zawsze po zakupach pytam, czy jest coś co nie do końca się podoba. Jeżeli tak – to oddaję. Nie będę później się stresować, że czegoś nie chcą włożyć. Chodzą jak chcą, może ich outfit nie wyglądają jak z katalogu, ale mam to w nosie.
  • Mniej gotuję, więcej kombinuję. Kupuję pierogi od Leniwej Grażyny. Sporo rzeczy mrożę i wyciągam, jak jest potrzeba. Nauczyłam dzieci jeść paluszki rybne i jestem dumna, bo to jedyna ryba, jaką jedzą. Parówek tylko nie lubią;)
  • Mam w nosie różne teorie, nie jestem do końca konsekwentna i łatwo mnie przekonać.
  • Stosuję metodę Pareto – gdzie 80% wyników wypływa tylko z 20% przyczyn. Te założenie pokazuje, że mniejszymi środkami oraz wysiłkiem można osiągnąć dużo większe korzyści czy efekty. Na przykład robię tylko 1 spoko rzecz z dziećmi dziennie – wyjście na plac zabaw lub robię gofry lub robię bransoletki. Po takiej 1 aktywności moje dzieci są bardzo szczęśliwe i zawsze mówią, że jestem super mamą. A ja nie czuję się zmęczona byciem mamą na FULL TIME.
  • Przejmuję się tylko opiniami innych, na których mi zależy – i opinia sąsiadki o tym, że moje dzieci jedzą popcorn na kolację jest dla mnie nieważna.

Oczywiście, to wszystko jest możliwe, bo zmieniłam myślenie, ale też wiek dzieci ma znaczenie. Jednak trochę żałuję, że te kilka lat starałam się być idealną matką. Dojechałam się, ale odbiłam. Inaczej teraz na to wszystko patrzę i dopiero takie macierzyństwo na 60 % sprawia mi przyjemność. Mam wielkie chęci żeby spędzać czas z dziećmi i nie przewracam już oczami, kiedy proszą mnie o zabawę.

Napełniam ten swój kubeczek wieczorami, w weekendy i później mam z czego nalać.

I wtedy nawet rozlane mleko na drewnianej podłodze mnie nie rusza.

Komentarze

    3 lata temu przed 3 porodem cieszyłam się, że idę do szpitala i tam trochę odetchnę od gotowania, sprzątania i dzieci.. Czułam się z tym fatalnie, także doskonale Cię rozumiem i gdy na świecie pojawiła się „moja nr 3” utonęłam.. Czuję to co Ty wtedy, totalnie się wypaliłam jako mama i jak to czytam to myślę sobie, że i dla mnie jest jeszcze nadzieja 🤩🤩dzięki za ten wpis!

    Ania, dziękuję Ci za ten tekst! Myślę, ze jest ważny dla wielu mam – ja kilku wyslalam link 😉

    Myśle ze wiek dzieci ma jednak kluczowe znaczenie;) zwłaszcza mając high need babies;) niewiele można zrobić mając dziecko które śpi w dzień tylko na człowieku i nie odpuszcza mamy na krok itp wtedy wyjście do biedry czy pepco musi nam wystarczyć;;) ale z wiekiem da się więcej i więcej i wtedy balans o którym piszesz jest MEGA ważny… jak czytałam wstęp o Wikipedii i pinterescie uśmiałam się- świetne porównanie 😉

    Dziękuję.
    Mój kubeczek jest pusty, a ja leje z niego dalej.
    Doszłam do tego o kilka lat za późno.
    Pozdrawiam

    Czytalam i plakalam, bo to o mnie i mimomze mam tą świadomość co Ty wtedy, to nie umiem odpuścić 🙁 jestem dzisiaj po pierwszej wizycie u specjalisty bo 4 lata w takich nerwach to za duzo. Dziekuje za ten wpis, jesli Tobie sie udalo to mam ogromna nadzieje, ze i ja sie zmienie

    Dołączam do grona osób dziekujacych za wpis! Tak to o mnie i dla mnie. Musze nauczyc się odpuszczać, muszę i zrobię to dla pełnego kubeczka 🙂

    Wpadłem tu tylko na chwilkę poczytać o Dębkach. Ale jedno muszę napisać do Was kobitki. W końcu zobaczyłyście podejście typowo męskie (przynajmniej u nas w domu tak to wygląda). Zero napinki, dużo luzu. Dziećmi nie trzeba za bardzo sterować, wystarczy kontrolować żeby sobie krzywdy nie zrobiły, a sama obecność rodziców jest dla nich wartością bezcenną. Ja swojej żonie też powtarzam: „odpuść”, „nie przesadzaj”, „daj dzieciakom się ponudzić”. Dzięki temu później każda wspólna chwila jest bezcenna, a każdy wie kiedy i kto ma ochotę na wspólne spędzenie czasu.

    U nas tylko jedna kwestia jest pod totalną kontrolą. Dzieci (8 i 12 lat) nie mają smartfonów, tablet jest za zgodą rodziców i w ograniczonym czasie (max 1,5h dziennie), podobnie jak gry na komputerze. Dookoła ludzie mówią, że to nie możliwe, utrzymać taką dyscyplinę, a dzięki konsekwencji kilka lat temu teraz sama się utrzymuje.

    Mój Boże, prawie wszystko o mnie. Nawet ten pobyt w szpitalu…. 🙂 Naprawdę sobie załatwiłam, żeby odpocząć i oczywiście przy okazji zadbać o siebie medycznie. A mój sposób na odpuszczenie sobie? Skupiłam się bardziej na sobie… Znalazłam miłą nianię dla moich dzieci na dwie godziny, dwa razy w tygodniu wieczorem. W tym czasie poszłam na zajęcia fitness. Poruszałam się, przewietrzyłam głowę, pogadałam z innymi dziewczynami. Zrozumiałam: CZAS DLA SIEBIE jest mega ważny. Potem wracałam do domu rozluźniona, zrelaksowana, bardziej cierpliwa i wyrozumiała. Było mi lepiej… 🙂 Pozdrawiam. Iza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej