Dla mamy

Rodzice kontra cukier

Nie będę pisać o szkodliwości cukru, bo można by było ten temat popełnić pracę doktorską, a nawet później i habilitację. Jeżeli ktoś miałby jednak chęć poczytać to proszę kliknąć tu.

Już dawno zauważyłam, że rodzice podzielili się na kilka (zwalczających się nawzajem) obozów ze względu na stosunek do cukru w diecie dziecka.




Obóz 1
Ignoranci– przecież Danonki mają witaminę D i wzmacniają kości. A poza tym to nie są słodycze. Słodycze to: czekolada, lizaki i gumy. Soczki mają cukier? Jak to? Ten obóz często ma też jedną świetną metodę i u nich w domu obiady znikają w tempie ekspresowym. Bo jak się zje mięsko i ziemniaki to w nagrodę jest kinder niespodzianka.

Obóz 2
Sugar Nazi– czyli jak tylko dziecko się urodzi nakładają embargo na produkty zawierające cukier. Nikt w tym domu nie zje ani grama cukru. Jakiego cukru? Ostatni raz był widziany w tym domu zanim urodziło się dziecko. Widziałam kiedyś dziecko, któremu wręczono lizaka. Lizak został skonfiskowany zanim jeszcze zbliżył się do dziecka na 15 cm. To było bardzo smutne dziecko.

Obóz 3
Ambiwalentni, dzielą się na dwie grupy:
a) Wstrzemięźliwi– słodycze są ok, ale tylko w  słodki dzień. Czyli słodycze zbieramy cały tydzień i w końcu kiedy jest już ten wyczekany dzień jest dyspensa i dzieci mogą zjeść zgromadzone łupy, nierzadko kończy się to bólem brzucha.
Znam jednego rodzica z tej grupy, który czasem podwędza dzieciom słodycze i pałaszuje je w toalecie.

b)Kombinujący- niezdrowe słodycze tylko w sytuacji kiedy ktoś je poczęstuje (cukierek od babci, lizak od koleżanki). Generalnie sami nie kupują, ale zdarzają się sytuacje wyjątkowe. Szukają zdrowszych zamienników bez syropu glukozowo-fruktozowego i innych zalepiaczy. 

Zaliczamy się do „Kombinujących”. Cały czas szukam czegoś zdrowego, co jednak byłoby słodkie. Dzieci potrzebują słodkiego, mleko matki jest słodkie (mm też). Często dzieci kojarzą słodki smak z poczuciem bezpieczeństwa. Staramy się aby słodki posiłek nie był daniem głównym. Lila mnie czasami prosi o paluszki czy lizaka, ale tylko jak to widzi. Dlatego w sklepie jestem dość bezradna i muszę szukać zdrowszych zamienników. Ostatnio odkryłam kilka rarytasów i chętnie z Wami się nimi podzielę (nie dosłownie, bo połowy już nie ma:). 

Ulubionym słodyczem Lilki są chyba lizaki i batoniki z suszonych owoców Babydream z Rossmanna. 
A tu inne smakołyki:


Na ostatnim zdjęciu jest kaszka bez cukru i mleka modyfikowanego (kosztuje 8 zł).

Ten wpis ma 28 komentarzy

  1. Anonymous

    Witam serdecznie 🙂 bardzo ciekawy i inspirujący blog, konieczne się tu rozgoszczę na dłużej. Intryguje mnie wychowanie wg założeń montessori. Czy mogłaby Pani polecić jakieś pozycje książkowe na ten temat lub zdradzić skąd czerpie Pani wzorce. Pozdrawiam ciepło 🙂 Mama Łucji

    • An.

      Mamo Łucji, bardzo mi miło, że zagościłaś w naszych progach. Hmmm wydaje mi się, że u nas wychowanie Lilki to taki miks: rodzicielstwa bliskości, elementów metody Marii Montessori i NVC-porozumienia bez przemocy. Która sfera najbardziej Cię interesuje? Albo napisz w jakim wieku jest Twoje dziecko to podsunę jakąś pozycję.
      Pozdrowienia

    • Anonymous

      🙂 z rodzicielstwem bliskości jesteśmy zaprzyjaźnieni. Interesuje mnie głównie montessori. W internecie znalazłam kilka książek odnoszących się przede wszystkim do strefy przedszkolnej i szkolnej. Nurtuje mnie czy jest jakaś ciekawa pozycja stricte dla rodziców. Łucek ma 8m 😉 MŁ

  2. Anonymous

    Zdradź gdzie znaleźć te słodkości też jestem rodzicem kombinującym ale mam pod górkę bo synek refluksowy

  3. Monika

    Oj ja też jestem matką kombinującą, ale ostatnio ponoszę same porażki 🙁 Nie wiem jak to się stało, ale podejrzewam krótki okres, kiedy córka przestała jeść…Wtedy popełniłam kilka błędów: zaczęłam słodzić poranną kasze, kupiłam herbatniki itd Boję się, że jestem już jedną nogą na ciemnej stronie mocy;);)

    • An.

      haha, nigdy nie jest za późno. Rób krok w tył :)Do kaszy możesz dawać dojrzałego rozgniecionego banana.

    • Anonymous

      Monika Ty akurat jesteś przykładem zdrowego odżywiania, a jak ktoś nie wierzy niech wejdzie na blog 🙂

  4. pysiaczek

    Gdzie kupujesz te lizaki bio? 🙂 i czy ta kaszka jest gdzieś dostępna stacjonarnie?
    Dominika

  5. Jak Ona To Robi

    No dobra przyznaje się. Przez 3 lata należałam do grupy rodziców, zwanych „Sugar Nazi” 😉 Obecnie mój syn nie zna smaku czekolady czy ciasta. Jak proponuję mu żeby spróbował to ma odruch wymiotny.
    Teraz należę do grupy rodziców „Świadomoch” Wiem, że cukier jest szkodliwy. Zwłaszcza dla dzieci nadpobudliwych. Więc wybieram „dobre” cukry. Figi, ksylitol itd.

    • An.

      moja też nie lubi czekolady:) a w sytuacjach kiedy jest z dziećmi jaki ma stosunek do słodyczy?

  6. Mama Bumma

    o ja też kombinująca.. tylko szkoda że Dziadki za płotem i za często mają dostęp do Filipa i nie rozumieją że codzienny soczek, lentilki, ciasteczka przed i po śniadaniu/obiedzie/kolacji to nie za dobre nawyki :

  7. Anonymous

    Poruszylas wazny temat w fajny sposob. Z humorem. Szkoda, ze nie napisalas nic o zwalczaniu sie nawzajem m-dzy grupami. Byloby smieszniej.
    Kiedy urodzila sie moja corka nalezalam do obozu nr 2. Wiadomo, pierwszy rok zycia najwazniejszy. A wiec karmienie piersia i woda do picia. Po 6. mz owoce i kaszki bez mleczne, bez cukru. Tyle, jesli chodzi o cos slodkiego.
    W drugim roku nadal TYLKO woda do picia, suszone owoce, orzechy, owsiane batony i wypieki wlasne.
    W trzecim roku zycia wprowadzilam smak czekolady gorzkiej, ktora sama darze miloscia ogromna. Odzywianie tylko w pierwszych trzech latach zycia dziecka ma wplyw na zeby stale, po trzecich urodzinach mozna dac dziecku wszystkie slodycze swiata i nie wplynie to na jakosc zebow stalych. Ale nie o same zeby chodzi.
    Dzis jestem matka swiadoma. Moja corka za kilka dni konczy cztery lata i smak slodyczy nie jest jej obcy (wplyw srodowiska). Co jednak cieszy mnie ogromnie, nie przepada za ww. i tu potwierdza sie teoria mojego meza, ze cukier uzaleznia, jest jak narkotyk.
    A propos zwalczania sie srodowisk, czesto slysze durne komentarze na swoj temat (najczesciej na placu zabaw, gdzie dzieci faszeruje sie, jak gesi cukrem) i mam to gdzies, bo wiem, ze postepuje slusznie.
    Ostatnio slyszalam, ze dziecko budzace sie w nocy dostaje do picia sok typu Kubus… Mnie nie bylo do smiechu, zalamalam sie.
    Tyle. Przepraszam, ze tak sie rozpisalam, ale temat wazny:)

    Mocno pozdrawiam i dzieki raz jeszcze za madrego bloga,
    Magdalena

    • daria

      Cukier spożywany ma wpływ na zeby juz występujące w buzi. Cukier spożywany do trzeciego roku życia wpływa na żeby mleczne, cukier po trzecim roku zycia wpływa najpierw na mleczne(bo tylko takie są w buzi) a później i na mleczne i wyzynajace się stale. Proces powstawania próchnicy jest stricte uzależniony od cukru i czasu jaki znajduje się w buzi. Wiec nie mogę się zgodzić z teorią przedstawiona powyżej.
      Co do slodyczy- generalnie jestem przeciw, ale nie mogę swojego zdania narzucić swoim pacjentom. Mogę jedynie pokierować, wskazać drogę. Jeśli rozpatrujemy cukier jedynie w sferze zębów i próchnicy (pomijam jego wpływ na inne układy, poza pokarmowym) to nie ilość spozytego cukru warunkuje powstanie próchnicy a czas jaki cukier w jamie ustnej gości. Dlatego zawsze proszę rodziców, że jak dziecko ma już zjeść coś słodkiego to niech to będzie coś, co się szybko połyka i nie zostaje w buzi długi czas, a potem najlepiej popić woda. Dlatego wszystko to co długo jest w buzi- lizaki, mordoklejki, gęste soczki najlepiej wyeliminować w ogóle, bo to one są główną przyczyną próchnicy. Stan uzębienia polskich dzieci jest naprawdę frustrujacy.
      Mama dentystka

  8. s_i

    Ja też z rodziców kombinujących. Choć nie jest łatwo bo dziadkowie uważają że przesadzam i próbują faszerować syna po kryjomu cukrem.
    Usłyszałam nawet ostatnio że robię mu krzywdę nie dając słodyczy i że ostatnia choroba była spowodowana mało różnorodną dietą (=bez słodyczy).

  9. Anonymous

    Bardzo ciekawy post, ja również mam dylematy związane z tym jak podejść do tematu słodyczy u syna, ale mam jedno przemyślenie, które spowodowane jest moim doświadczeniem, skutkującym wieloletnią anoreksją- przesada w żadną stronę nie jest dobra, ale też zbytnie koncentrowanie się na temacie jedzenia, może być niebezpieczne…Dlatego postanowiłam że przestanę się tym zajmować zbyt wiele. Dbam by syn codziennie zjadł coś zdrowego, coś coś warzywnego, coś białkowego, coś węglowodanowego i coś co uwielbia, nawet jeśli to ciacho czy popcorn. Ważne jest dla mnie przede wszystkim to, że je z rodzicami przy stole, śmieje się i jest zdrowy.

  10. ToysBox

    Dla tych kombinujących polecam stewie – jest to zamiennik cukru, który jest nawet słodszy od „białej śmierci”. Więcej można poczytać w Internecie. Kiedyś jadłem krem orzechowy słodzony właśnie stewią i ciężko było doszukać się jakiejś widocznej różnicy. Pozdrawiam.

  11. Ononaono

    A ja polecam jeszcze skandynawskie batoniki Castust, które można kupić w Biedronce 😉 Daktyle, olej słonecznikowy i banany lub daktyle, olej i truskawki. Naprawdę smaczne – sama zajadam ze smakiem 🙂

  12. Ola

    Super wpis, będę szukała zdrowych słodyczy, zamierzam być matką kombinującą 🙂 Na razie moja córeczka, Ania :), jest malutka (6 miesięcy), może podpowiesz czym słodzić, a raczej polepszyć smak przecieru z jabłka. Babcia zrobiła spory zapas, ale dla Ani są kwaśne. Szukam, czytam i nic konkretnego nie znalazłam.

    • Nebule-Ania

      Olu, a może dojrzałym bananem? Dla tak małych dzieci to nawet zamienniki cukru nie są dobre.

      • Ola

        Zamienniki cukru też mnie powstrzymują. Spróbuję bananem 🙂 Ewentualnie zjem sama, a Córci znajdę słodszą odmianę 😀

  13. Mła

    Nie rozumiem rodziców, którzy dają dzieciom słodycze gdy te, tylko zaczną jeść stałe pokarmy.
    Zgodzę się, że słodki smak miło się kojarzy i na pewno daje poczucie bezpieczeństwa – wg mnie bardziej chodzi o napływ endorfin, przez podniesienie poziomu glukozy we krwi.
    Moje dziecko (2 lata i 4 miesiące) nie je i nie dostaje słodyczy w tym złym tego słowa znaczeniu. Nie wie np. jak smakuje klasyczny lizak, ale jada batony z biedronki zrobione z daktyli i truskawek (polecam), jada pieczone przeze mnie ciastka słodzone np syropem z agawy, naleśniki z serem słodzone ksylitolem itd.
    Wiem, że nie dzieje jej się krzywda, wiem też, że będzie dzięki temu miała zdrowsze zęby. Kiedy widzi, że ja coś jem (obecnie np podjadam żelki Haribo) i pyta co mam w buzi, odpowiadam, że to żelki. Ona na to czy może spróbować, mówię że nie i koniec tematu. Nie ma awantur, krzyków itd. Jest wielką fanką owoców i warzyw w tym: kalafiora, awokado, pomidorów, ogórków (pod każdą postacią). Uważam, że to mądre tak uczyć dziecko od małego, nie dawać się „złamać” – bo przecież to my pierwszy raz najczęściej dajemy spróbować dziecku coś co akurat jemy.
    Gdy ktoś chce nas częstować (np ostatnio pani w sklepie z ubraniami wyjęła dosłownie w pół sekundy bezę spod lady i daje dziecku niemalże do ręki – zdążyłam powiedzieć stanowcze „NIE” – ta maniera częstownia cudzych dzieci przez obce osoby zawsze mnie zadziwiała)
    W sklepie nie ma w ogóle dyskusji, ogląda produkty na półkach, pyta, docieka, jak widzi np, opakowanie z Tygryskiem, albo Prosiaczkiem – tłumaczę, że są na rysunku, ale to nie znaczy, że musimy to kupować. Najczęściej wystarcza moje wyjaśnienie, że te rzeczy (batony, cukierki itd) tu mieszkają i nie możemy ich zabrać ze sklepu, kupujemy tylko niektóre, które wybiera mama.
    A na koniec mojej historii opowiem o chłopaku, który ma obecnie jakieś 30 lat i jego mama całe dzieciństwo wmawiała mu, że ma uczulenie na słodycze. Zrobiła to na tyle skutecznie, że chłopak jest zdrowy, nie ma nadwagi, a słodkiego po prostu nie lubi. Dowiedział, że to ściema, jak poszedł na studia 🙂

  14. daria

    A i podpisuje się obiema rękami pod tymi czeskimi kaszkami.

  15. Zuzia - Szpinak Robi Bleee

    Bardzo fajny wpis 🙂 Mamy chyba podobne podejście do cukru i słodyczy 🙂
    Organizuję właśnie bardzo prężnie rozwijającą się akcję „Całkiem nieSŁODKI prezent” – zachęcamy naszych bliskich i znajomych do nieprzynoszenia naszym dzieciom słodyczy w ramach prezentu. Szukamy mądrych alternatyw 🙂
    Jeśli miałabyś ochotę się włączyć i np. odświeżyć ten wpis w ramach tej akcji – napisz do mnie, zajrzyj na bloga, poczytaj o akcji 🙂
    Pozdrawiam ciepło!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *