Blog dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
Dla mamy

Kiedy po dwóch latach po porodzie nadal nie mieścisz się w swoje jeansy

Przyznaję się, nadal nie mieszczę się w swoje jeansy, które z czeluści szafy przypominają mi o  bardziej łaskawych czasach dla mojej sylwetki. Mam wrażenie, że czasem zerkają ukradkiem na mnie z politowaniem: “No weźże już się za siebie”, a czasem się ze mnie śmieją: “Anka, ta czekoladka miała być ostatnia, no!”. Bywają dni, że chcę je wyrzucić żeby nie mieć wyrzutów sumienia, ale są też takie kiedy myślę o nich jako celu.

Niestety nie należę do osób, które dwa tygodnie po porodzie mogły się pochwalić fotką z podpisem “Ten dzień kiedy dwa tygodnie po porodzie mieścić się w swoje jeansy”. Ja na swoje nie śmiałam nawet spojrzeć. Pierwsze tygodnie przechodziłam w jeansach, i owszem, ale ciążowych. Pamiętam jak weszłam do sklepu na dole, a ekspedientka zapytała mnie “To Pani jeszcze nie urodziła???”.

Szczerzę zazdroszczę dziewczynom, które mają takie niesamowite predyspozycje, że chwilę po urodzeniu dziecka wyglądają jakby jego nie urodziły, a adoptowały. Ja mam takie predyspozycje, wręcz paranienormalne: wystarczy, że spojrzę nawet na coś słodkiego i już mam nadliczbowe kilogramy.

O ja naiwna łudziłam się, że codzienny kociokwik związany z dwójką dzieci sprawi, że będę chudsza niż przed pierwszą ciążą. Waga miała lecieć tuż po porodzie, miała też spadać jak Jul z leżącego berbecia przemienił się w wędrującego niemowlaka, kilogramy miały znikać jak zaczął chodzić. Endomondo pokazywał mi, że robię dziennie 14 000 kroków, po moim 50-metrowym mieszkaniu drepcząc za rocznym dzieckiem. Czasem chodziłam też z obciążeniem doklejonym do mnie w Tuli. Przysiady po zabawki z Julem na plecach miały spalać więcej niż crossfit. I nic. Waga stała w miejscu jakby w szoku ją coś zamurowało.

Później przyszła zima, którą postanowiłam pokonać ksylitolem. Ciągoty do cukru dusiłam już w zarodku. Zarodki pszenne, pudding chia, ciasto z fasoli na długie i zimne wieczory miały stanowić namiastkę czegoś słodkiego. I to się nawet udawało: zero mąki pszennej, cukru, skrobi i kiedy stanęłam na wagę doznałam szoku. Było o 2 kilogramy więcej.

Nie zauważyłabym tego nawet, bo na codzień noszę się w dresówce, która ma nieograniczone zdolności do kamuflowania nadliczbowych kilogramów. Gdybym codziennie nosiła koszule i garsonki, to z pewnością zauważyłabym to o wiele szybciej, gdyż guziki z gumy nie są i każdy dodatkowy centymetr wyszedłby podczas próby siadania na krześle.

Życie od posiłku do posiłku to życie z dziećmi. Wciąż myślisz, co ugotować żeby a) zjedli b)nie narobić się po łokcie przy tym c)było wartościowe. Umówmy się, dzieci po samych warzywach i kaszy za chwilę będą głodne. Czy sobie robić oddzielnie sałatkę, piec chude bitki i patrzeć jak dzieci zjadają pierogi i na deser proszą o ciasto. Podobno co z oczu, to z serca. A jak masz cały czas coś przed oczami? Siła woli nie daje rady, kiedy otwierasz serek z krówką i musisz wyrzucić wieczko od niego ze sporą ilością cukru. Naprawdę chcesz się wziąć za siebie, ale wszystkie okoliczności przyrody nie pozwalają na to.

Jakie mama ma przyjemności z życia tylko dla siebie? Karmi, więc stroni od czerwonego wina, na manicury wyjdzie raz na 3 miesiące, na plotki z koleżanką jeszcze rzadziej. Szybką przyjemnością, która jest w zasięgu ręki jest ta czekoladka, która zerka ze srebrnego papierka z wizerunkiem Świętego Mikołaja, schowana na końcu szafki z przyprawami. Przecież nie da takiego świństwa dziecku z syropem glu-fru i z tłuszczem palmowym. Jak można kupować dziecku w prezencie słodycze z takim składem? Ale za to smakuje wybornie.

Naprawdę ruchu matce nie brakuje i można by pomyśleć, że te kilogramy powinny lecieć jak worek cementu z drugiego piętra, a tym czasem lecą jak krew z nosa. Codzienny trening cardio z wózkiem, później siatkówka kobiet z torbami na 3 piętro i dzieckiem pod pachą, interwały na nogi jak wyjdziesz z dzieckiem na plac zabaw, ABS kiedy zrywasz się w nocy do płaczącego dziecka. Matka naprawdę robi wszystko, poza leżeniem do góry na kanapie do góry brzuchem. Więc dlaczego ten brzuch jest jak kaloryfer, tylko że zapowietrzony?

Pomocy szuka nawet u specjalistów, wiadomo jak to jest po dwóch ciążach – ciało już nie te. Byłam pewna, że winowajcą mojej oponki jest rozejście mięśni prostych brzucha (btw warto to sprawdzić u specjalisty), które powodują właśnie opływowe kształty w tej części ciała. Niestety fizjoterapeutka pozwoliła robić te wszystkie brzuszki, skręty i przysiady (są niewskazane przy rozejściu). A już myślałam, że będę miała wymówkę. Wizytę miałam we wrześniu i już miałam kupić karnet na siłownię, kiedy rozchorowało się jedno z dzieci.

Widzę bardzo prostą zależność

choroba dziecka->brak snu->zmęczenie->słodycz na poprawę humoru->nie będę szła na trening skoro zjadłam pół tabliczki czekolady

I w taki diabelski młyn wpadłam z jesiennymi humorami. Około listopada się ocknęłam z letagru, że nie mam siły, wszystko mnie drażni, rano nie dam rady wstać z łóżka i poszłam do lekarza. Zrobiłam badania ( w tym “ukochaną” krzywą cukrową i insulinową) i wyszła lekka insulinooporność. Wszystko stało się jasne: każdy słodycz, skrobia, węglowodany powodowały wyrzut insuliny i zjazd sił do zera. Oponka też jest objawem isnulinooporności. Przeszłam na dietę, zakupiłam książki i zaczęłam od nowa.

Szczerze, nie mam jakiegoś super powera, nie czekam na nagły napływ motywacji albo znak z nieba. Przyszedł ten dzień kiedy w końcu sobie głośno powiedziałam, że dzieci i brak czasu nie mogą być moją wymówką. Gdybym poświęciła czas spędzony na Facebooku na ćwiczenia, to bym była super-fit-ekstra-laską.

A powiedzmy sobie szczerze, mając dzieci wymówek mamy milion! I bardzo łatwo je znaleźć. Zwykłe wyjście na ćwiczenia mogą pokrzyżować choroby, spóźnienie męża, czy kiepski dzień z ząbkującym dzieckiem u boku. Łatwiej jest zasiąść przez ulubionym serialem, czy z książką.

Ja naprawdę nie lubię ćwiczyć. Serio! Kiedy przeprosiłam się z Panią Ewą Ch. to jedyne na co czekam to “Jestem z Ciebie dumna”, które pojawia się na końcu treningu. Nie znalazło się dla mnie zajęcie, którego nie mogłabym się doczekać. Najlepiej moje podejście opisują słowa Michała Rusinka:

“Sport? Broń Boże! Sport jest niezdrowy i nieestetyczny. Człowiek się poci, męczy. Pływanie? Jestem hydrofobem. Nie umiem pływać, idę na dno, jakich ruchów bym nie wykonywał. Jedyny sport który jakoś akceptuję  to narty (…) poza tym uważam, że nie wypada biegać, ani nawet podbiegać, na przykład do tramwaju. Człowiek traci godność. Zadyszka, ściganie się z czasem… należy poruszać się po świecie statecznym krokiem.”*

Ja nawet w getrach nie wyszłabym na ulicę. Dlatego ćwiczę przy oglądaniu serialu. Oszukuję mój mózg, który tej czynności nie znosi. Dietę trzymam i coś tam się zaczyna dziać. Bez walki się nie poddam, bo wiem, że przy insulinooporności jest trudniej schudnąć, ale tym razem chcę wygrać. Dietę i tak muszę trzymać do końca życia, więc efektu jojo nie powinno być.

No cóż, tak jak myślałam, że ten dzień nigdy nie przyjdzie, to przyszedł. Bez żadnych fanfarów, zakreślonych terminów w kalendarzu. Nie poprzedziłam go też królewską ucztą, bo przecież od jutra się odchudzam. Dziś już wiem, że te jeansy, które śmieją się ze mnie z odmętów mojej szafy, jeszcze się zdziwią.

*Cytat pochodzi z książki Agaty Napiórkowskiej “Jak oni pracują” wyd. W.A.B.

P.s. Proszę nie powiększać wagi na zdjęciu, jest przekręcona o 5 kg 😛

 

Ten wpis ma 15 komentarzy

  1. Magda

    Po pierwsze: świetnie, genialnie napisany tekst 😊
    Po drugie: nie powinno się używać słowa dieta tylko zmiana nawyków żywieniowych; po 3 miesiącach ta “dieta” będzie twoim nawykiem 😉
    Po trzecie: ja nigdy nie miałam problemów z wagą, ale dla własnego lepszego samopoczucia z pomocą dietetyka schudłam 5kg, nauczyłam się jeść warzywa do każdego posiłku i to lubić, a nie traktować jak obowiązek 😉
    Ale to z czego jestem najbardziej dumna to, że ja zagorzała przeciwniczka biegania (uważałam do rej pory, że to po prostu głupie) zaczęłam biegać. Teraz z racji ciąży mam przerwę, ale już nie mogę się doczekać, kiedy do tego wrócę 😊
    Zaczęłam małymi kroczkami, bez spiny 1min biegu i 4min marszu (po 5 interwałów) stopniowo odwracając proporcje, aż doszłam do pół godziny ciągłego biegu 😊
    Dla mnie najważniejsze jest to, że bieganie oczyszcza umysł, odstresowuje 😊
    Po czwarte: nie zmieniaj naraz wszystkich swoich nawyków, zacznij powoli, a na pewno Ci się uda 😊
    Po piąte: trzymam kciuki 😊

  2. Paulina

    Super tekst! To jakbyś pisała o mnie! Możesz zdradzić jakie książki zakupiłaś odnośnie diety w insulinooporności? Z góry dzięki i powodzenia 😉

  3. Szydercza.m

    Idealnie w punkt!!!! 🙂

  4. Martyna

    Bardzo wartościowy wpis!
    W ogóle chyba wszystkie za bardzo się porównujemy. Każda z nas ma inne geny, inny metabolizm – tak samo jak włosy czy kolor oczu.
    W ciąży z zazdrością patrzyłam na inne ciężarne, które wyglądały jakby wsadziły sobie piłkę do siatkówki pod T-shirt. Ja wyglądałam jak mały hipopotam. I chociaż waga nie była zabójcza (+15 kg) rozszerzałam się w każdą stronę.
    Myślę, że najważniejsze jest zaakceptować siebie i kochać swoje ciało takim jakim jest.

  5. Kasia

    Rozumiem doskonale. Ale do połowy tekstu. Ja coś tam się ruszam. ale uważam, że nie zawsze mamy nie ćwiczą, bo mają “wymówki”. To słowo mnie drażni odkąd zostałam mamą fatalnie śpiącego dziecka (potrzebuje mało snu i do tego dużo się budzi. wstaje o 5 rano). Często niepójście na siłownię to dla matek jedyny akt zadbania o własne potrzeby, na jaki ma siłę się zdobyć. Instynkt przetrwania.
    Miałam 2 takie podejścia do regularnych treningów mimo notorycznego niewysypiania się. Po kilku tygodniach łapałam wszelkie infekcje, nie wytrzymywał kręgosłup. Owszem, sylwetka zbliżała się do ideału, ale koszt był zbyt duży.
    Dziś już odpuściłam. Chodzę rzadziej, ćwiczę lżej.

    Pozdrawiam, powodzenia!

  6. ita88

    Wydaje mi się, że wszystko siedzi u nas w głowie. Po 1 porodzie przez pół roku chodziłam w ciuchach ciążowych, bo wydawało mi się, że jestem gruba. Niby nadal miałam pociążowe zdrowe nawyki żywieniowe, ale w lustrze widziałam słonia (w ciąży +16kg). Niedosypiałam. Jadłam też słodycze na poprawę humoru. Dopiero po pół roku zauważyłam, że mogę nosić normalne ciuchy. Wcześniej nawet nie próbowałam.
    Teraz po 2 porodzie już przy wypisie biegłam po oddziale. Wtedy zauważyłam, że chyba nie jest tak źle. Ogarnięcie dwójki wymaga sporo ruchu. Plus pies, plus stresy z chorobą mamy. Porzuciłam seriale na rzecz odreagowania z Ewą Ch. Kupne ciasta zamieniłam na własne wyroby, choć nie pogardzę bezą. Po niecałych 3 miesiącach znów wchodzę w rozmiar 36. (Ta ciąża to +12kg). Jedyna różnica to moje podejście do siebie. Wystarczą za wszystko.

  7. mala_Mi

    Aniu, a hatha joga? Statyczna, zero gwałtowanych ruchów, głównie się hmmm stoi, siedzi lub lezy? Pozycje stojące wzmagają chudnięcie. Chudniesz a do tego wzmacniasz miesnie i sciegna. Ja przytyłam w każdej z dwóch donoszoncyh ciąż po ok 14kg, potem Mama zastraszyla mnie dieta matki karmiacej wiec duzo karmilam, jadlam beleco (“nie wolno surowych owocow i warzyw!” hmmmm) i szybko chudlam. Teraz zostalo mi 4kg na plusie wzgledem sprzed pierwszej ciazy, w spodnie nie wchodze ale obstawiam, ze to przez rozejscie sie miednicy 😀 bo brakuje naprawde niewiele a w pasie akurat wzglednie plasko. Dopiero wyzej opona 😀
    Naprawde polecam joge z dobrym (podkreslam: dobrym, uwaznym) nauczycielem.
    Widzialas kiedys grubego jogina ???
    🙂
    POWODZENIA!

  8. Hania

    U mnie inaczej. W pierwszej ciazy +18,5, bo wierzylam w nature, pracowalam fizycznie, zle nie jadlam, zaraz po porodxie bylo mnie kilka kg mniej, waga dziecka ksiazkowa. Niestety. Kp sadzilam, ze wszystko mi mozna i tak na poczatku bylo, jednak pozniej ciuchy byly co raz ciasniejsze choc waga stala w miejscu, bylam kg ciezsza niz przed porodem plus z czasem doszlo 6kg kiedy dowiedzialam sie, ze znow jestem w ciazy. +21,5, jadlam zle, slabo sie czulam ( stres w pracy z moja nadwrazliwoscia (podobno to ma jakas fachowa nazwe), sama nie znosilam siebie, widzialam, ze i mezowi pomalu bylo co raz ciezej. :/ Po porodzie w domu -10kg, i bylo ok, ale po kilku tyg czulam sie co raz gorzej z niespelna dwuletnim dzieckiem przy nodze i wyjatkowym noworodkiem, ktory “tylko” plakal, jadl i troche spal. Waga zaczela isc gore. Psychicznie i do tego fizycznie zaczelam czuc sie co raz gorzej :'( ucieklam na 2ms do rodzicow w nadzieji, ze poczuje sie lepiej. Troche podlaowalam baterie. I wrocilam do rzeczywistosci. Pomimo CUDOWNEGO meza, ktory ani zartem ani czynem nie zasugerowal nawet, ze bylam “wieksza” , kupwal prysznic i robil wiecej niz ja majac jakby trojke dzieci czulam sie co raz gorzej i balam sie szukac pomocy, mowic o tym jak sie czuje. Zaczelam nawet obwiniac dzieci, ze ja pracoholiczka “utknelam” w domu. :'(
    Walcze. Staram sie cwiczyc, ale nie w domu, w grupie, nie wstydze sie ciala 🙂 swojej wagi, z nia sie pogodzolam 😊BAARDZO mi to pomoglo. Czekam tylko na obiecywane endorfiny, ktore jakos nie nadchodza :/ a raczej mnie usypiaja, czasem daja kopa na chwile doslownie. I to co mialo byc efektem ubocznym jakos spada, ale to dlaczego to robie jakos nie nadchodzi :'(

    Kazda historia inna. Nie musze wejsc w spodnie sprzed ciazy, moje cialo bylo inne, dla mnie to tylko ciuch, ktory zreszta juz znikl z szafy choc oczywiscie fajnie wazyc mniej przy moim wzrocie, bym miala sile biegac za dziecmi chociaz 😛 ale tez by stawy, plecy nie bolaly.

    Zycze powodzenia w dazeniu do marzenia 🙂
    Trzymam kciuki 🙂

  9. Agata

    Według mnie trzeba znaleźć takie zajęcia sportowe, które będą sprawiały przyjemność. Bez tego trudno jest utrzymać motywację. Po bardzo długich poszukiwaniach dla mnie hitem stała się zumba. I teraz chodzę na zajęcia z przyjemnością.

  10. majkael

    Nie wiem dlaczego dzisiaj ten dopiero ten tekst odkryłam! Jakby czytała swoje myśli… Wiem, że można i jak tylko się przypilnuę to waga leci w dół. Też mam dwójkę dzieci w wieku podobnym do Twoich uroczych szkrabów i tyke samo okazji do zjedzenia czekoladki;) Ruszamy razem! Też chcę wejść w ukochane dżinsy!!!

  11. SheSha

    Przytyłam w ciąży aż 30 kg (pozwalałam sobie na więcej) i byłam przerażona- jak to zrzucę po porodzie? Sprawa rozwiązała się poniekąd sama, otóż Młody przyszedł na świat w kwietniu, była piękna pogoda i receptą okazały się spacery. Całe dnie na świeżym powietrzu (karmiłam piersią, więc dzieciątko jadło podczas), mnóstwo kilometrów na mierniku i po ok pół roku wróciłam do swojej wagi:) Nie katowałam się dietami, praktycznie od samego początku jadłam wszystko, tylko z umiarem.
    Pozdrawiam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *