Blog parentingowy dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
Dla mamy

Lubię siebie.

To nie jest kolejny wpis motywacyjny. Dziś chciałabym się z Wami podzielić przemianą jaka we mnie zaszła i pokazać jak  sposób myślenia wpływa na sytuacje z życia codziennego.

O polubieniu siebie.

Całe życie miałam kompleksy. Wiele z nas je ma. Tylko niektórym zupełnie one nie zaprzątają głowy, a innym przysłaniają cały wizerunek siebie. 160 cm w kapeluszu i waga raczej kogucia niż piórkowa.

Jak to się dzieje?

Całe 30 lat mojego życia byłam niezadowolona z mojego wyglądu. Nie mogę napisać, że z siebie jako ogółu, bo jednak z wielu kwestii jestem dumna. Z osiągnięć, mojej rodziny i tego punktu w życiu, w którym obecnie się znajduję. Jednak na te kwestie mam duży wpływ i jestem panią swojego losu.

W okolicach 30 urodzin po prostu się poddałam. Wyciągnęłam białą flagę i złożyłam kapitulację. Stwierdziłam, że dość już tego umartwiania i zamiast wiecznego niezadowolenia muszę zmienić coś w głowie. Jestem już za stara na takie głupoty i jedyne co mi pozostaje to zaakceptować siebie taką jaka jestem, z kompleksami. A raczej ich workiem. Uznałam, że już cudowna przemiana wyglądu we mnie nie zajdzie i nie mam co marzyć o wymiarach 90-60-90. Ok- powiecie. „Schudła 10 kg, to jest jej łatwiej zaakceptować siebie”. I tu Wam coś powiem, mimo tego, że schudłam te wymarzone przez wielu 10 kg- to one wcale nie zamieniły się w +10 do pewności siebie i nadal widziałam te wszystkie niedoskonałości. Dlatego zauważyłam potrzebę zmiany w głowie.

Stwierdziłam, że moim największym problemem jest porównywanie siebie do innych.

Tak piękne i prawdziwe jest to powiedzenie szczególnie w świecie blogów.

IMG_9506

Porównywanie jest złodziejem szczęścia. Tak, przestałam siebie porównywać do innych. Łaskawszym okiem spojrzałam na siebie i stwierdziłam, że wcale nie jest tak źle. Nawet uszy, o których zawsze myślałam, że się nadają tylko do korekty- nie są takie tragiczne.

Pomyślicie pewnie skąd się bierze taki zakrzywiony wizerunek siebie i te wszystkie kompleksy. U mnie odkryłam tylko jedną przyczynę. Nie miałam pozytywnego feedbacku ze strony taty. To jest takie ważne w kształtowaniu się akceptacji  własnego wyglądu. Dziewczynkom naprawdę jest potrzebne uznanie ojca co do ich wizerunku. Dużo na ten temat czytałam i wiem, że jest to niezbędne. Jak widzę Lilkę w nowej sukience, która od razu biegnie do taty żeby otrzymać komplement to tylko utwierdzam się w tym przekonaniu. Wojownikiem z moimi kompleksami od zawsze był mój mąż i to on mi bardzo pomógł.

Czy po tej całej przemianie jestem bardziej szczęśliwa? Nie.

Nie lubię w ogóle zadawać sobie tego pytania, które jest w dzisiejszych czasach tak modne. Jest jak jest, na pewno pomogłam sama sobie polubić odbicie w lustrze.

To nie był defekt zewnętrzny, tylko wewnętrzny, który rósł w mojej głowie.

DSC_9486 DSC_9504

 

Ten wpis ma 22 komentarzy

  1. Lu

    Cześć, szacun za otwartość i szczerość. Daje to trochę do myślenia 🙂 pozytywnie!

  2. M.

    Cudowny wpis. Bardzo prawdziwy. Dziękuję za niego!
    A ja mimo wszystko wierzę, że to nieosiągalne „-5” da mi „+100” do chęci choćby patrzenia na siebie w lustrze…
    Pozdrawiam!

    • Nebule-Ania

      Wierzyć zawsze można, a nawet trzeba:) też tak myślałam, ale serio nic to nie zmieniło.
      to ja dziękuję!

      • K.

        A u mnie zmieniło 🙂 -10 na wadze i o wiele więcej chęci do życia, patrzenia w lustro. Przez zmianę samej diety i dodanie ćwiczeń poziom endorfin zdecydowanie się podniósł a do tego zdrowsza dieta spowodowała, że w ogóle funkcjonowałam lepiej. Czułam się po prostu lżej 🙂 Wygospodarowanie czasu na siłownie 3 razy w tygodniu zaowocowało też lepszą organizacją czasu w tygodniu. Tak więc M. trzymam kciuki 🙂

      • Nebule-Ania

        O, to ogromne gratulacje! Oby tak dalej:) 3 razy w tygodniu??? Szacun!

  3. Ania

    Zastanawia mnie jaki wpływ ma na moja samoocenę brak jakiegokolwiek feedbacku od ojca. Ani złego ani oczekiwanego co do mojego wyglądu. On widział tylko moje osiągnięcia nie fizycznosc.

  4. Ania

    Super, że dałaś radę, wirtualna piątka!
    Ja nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek usłyszała od rodziców coś pozytywnego na temat swojego wyglądu. Nie żeby mnie krytykowali, po prostu ten temat nie istniał, najważniejsze było, bym była mądra, a nie ładna. To chyba najgorsze wyjście z możliwych, bo do braku akceptacji swojego wyglądu dostałam w pakiecie ogromną presję, by zawsze być najlepszą w szkole, na uczelni czy w pracy. Presję, której oczywiście w pewnym momencie nie udźwignęłam.
    Czasem cieszę się, że mam synów, a nie córkę, bo chyba nie byłabym w stanie być dla niej wzorem szczęśliwej kobiety, która akceptuje i lubi siebie, która potrafi postawić swoje potrzeby na równi z potrzebami innych. A może właśnie miałabym dzięki niej motywację?

    • Nebule-Ania

      Najważniejsze to zachować umiar, jak we wszystkim. Ja widzę, że Lilka bardzo nas obserwuje i np. stwierdzenie „jestem gruba/-y” jest u nas na cenzurowanym, bo już kilka razy padło z jej ust.

  5. Maja

    A ja Ciebie uwielbiam 🙂 Zawsze podziwiam cudowne włosy i kolor ust na Instagramie.
    Masz rację. To jak mówimy do dzieci ma ogromny wplyw na ich poczucie własnej wartości. Jestem Ok taki jaki jestem. Niby nic, a tak dużo.

  6. Ann85

    Bardzo pozytywny wpis. Zwłaszcza dla młodych matek, które po ciąży nie wyglądają jak top modelki 😉 czy ten temat dotyczący uznania dziecka przez rodziców dotyczy tylko dziewczynek?

    • Nebule-Ania

      Dziękuję:) Tak z perspektywy czasu to wydaje mi się, że moje ciało zupełnie się nie zmieniło po ciąży. Wyglądam tak samo, a nawet ważę tyle samo (po zrzuceniu 10;) Ciężko mi coś powiedzieć jak to jest z chłopcami.

  7. jessica

    Nie oamietam juz ile to razy chudlam… wzrost 155cm 🙂 meza 185 😀 byly mial 190…
    ogolnie jakos tak przyciagalam wysokich 😛
    ale nie wazne 😛
    pamietam jednak slowa meza, gdy narzekalam m.in. na wage, a on na to tym swoim spojrzeniem… ze kocha mnie jaka jestem 🙂 i ze jak tak bardzo schodne to oewnie juz nie bede taka sama. i cos w tym jest… Wielokrotnie bowiem i na sobie i na innych sie o tym przrkonalam.
    Albo inne slowa: Kochanie, przeciez nie wazne ile schodniesz i tsk bedzie malo.
    i rzeczywiscie tak bylo. nie wazne czy waga wskazywala 49 czy 55 i bylo wow to i tak bylo mi zle :/ nie wazne czy juz zebra bylo widac, wreszcie moglam nosic „fajne” couchy to i tak cos jeszcze, jeszcze troche… bo lydki, bo uda… urodzenie dziecka nie wiem czemu, ale baaardzo mi pomoglo 🙂 nie wiem czemu. kupilam wieksze rozmiary ubran i ciesze sie, z tych trzech kg na minusie 😛 albo jak msm co na siebie w ogole wlodlzyc 😀 nie widze juz tej wagi i wielu innych wad.
    tata… tata chwalil raczej… ja bylam chlopaczara czy chlopczyca 😛 lubilam spodnie 😀 pamietam jak mnie przestrzegal, ze odcpilki sobie nogi pokrzywie, ze jesrem dziewczynka ivpowinnam spodnice nosic a nie spodnie 😛 i kolory a nie wszystko czarne…

    • Nebule-Ania

      No właśnie, mi się wydaje, że bardzo dużo siedzi w głowie. Pamiętam jak przed weselem bardzo dużo schudłam i wciąż mi się wydawało, że jest mało.

  8. Renata

    Inspirujacy tekst. Ps. Masz cudne wlosy I puekne zeby w serdecznym usmiechu?

  9. Dominika

    Czy mogłabyś polecić ksiażki, które opisują wpływ relacji dziecko-ojciec na akceptację dziecka w przyszłości? Będę bardzo wdzięczna.

  10. Monika

    Brawo za otwartość 🙂
    Jakbym o samej sobie czytała… Wzrastałam w stałej „nieakceptacji” ze strony ojca, czasem przybierającej formę ostrej krytyki. Parę dobrych lat lizałam rany, chowałam się w przydużych swetrach, glanach i za półsztucznym uśmiechem, że niby „jest okej”. Mężowe spojrzenie na mnie, jego zachwyt moim ciałem, bezwarunkowa miłość pomogły… ale resztę pracy muszę wykonać ja – sama.
    Podziwiam Cię za czas, dość krótki, jeśli zdołałaś tak szybko sobie wszystko w głowie poukładać 🙂 Bez szydery – tez bym tak chciała 🙂 Ja jestem obecnie w trakcie procesu przemiany… naprawiam to i owo w swojej głowie, relacjach z rodzicami.
    Również mam odstające uszy i wieczne 10 kg w jedną bądź drugą stronę, zupełnie nie wpływające na obraz samej siebie w mojej głowie… 🙂 I córkę mam, nawet dwie… 🙂 I równie chętnie przeglądają się w oczach taty zamiast w lustrze…
    Pozdrawiam ciepło :)))

  11. markdottir

    Lubię siebie…jak to trudno wyznać. Zwłaszcza kobiecie. 😉 Gratuluję!
    I mówisz, że nie warto się męczyć, bo te -10 kg nic nie zmieni? 😉
    Aniu, piękna z Ciebie kobieta. I mądra. 😉

  12. Aga

    😍😍😍😍😍uwielbiam Cię czytać 😊😊😊

  13. mandy

    A u mnie to „-10kg” wlasnie bardzo duzo zmienia, takze u kazdego moze byc inaczej. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *