fbpx

„Mam dosyć karmienia piersią!”

  • ZDROWIE
  • 5  min. czytania
  •  komentarze [40]

Podam sztuczne mleko i będę miała z głowy!”

Tak, wiele razy ta fraza pojawiała się w mojej głowie przy pierwszym dziecku. Miałam dość ciągłego wstawania w nocy (nawet po 10 razy) ciągłego ograniczania się i zmęczenia.

Cztery lata temu tak właśnie myślałam.

Co się zmieniło, że jednak przy drugim dziecku mam zupełnie inne podejście i karmienie UWIELBIAM!

1. Za pierwszym razem WMÓWIONO MI, że muszę stosować dietę matek karmiących

Jadłam gotowane kuraki bez przypraw, odmawiałam sobie warzyw – powszechnie uznawanych za szkodliwe przy kp i uważałam dosłownie na każdy kawałek jedzenia, który lądował na moim talerzu. Bardzo żałuję, że nie trafiłam na osobę, która przemówiłaby mi do rozsądku, podała konkretne źródło i powiedziała:

„Ania, możesz jeść wszystko! Mleko tworzy się z krwi i limfy, a nie z Twoich treści żołądkowych. Prawdopodobnie Twoje dziecko płacze z innego powodu, a nie dlatego, że zjadłaś fasolkę na obiad”. Jeżeli Wy wciąż macie wątpliwość zajrzyjcie do Hafiji 

2. NIE PIŁAM KAWY! 

Nie spałam w nocy, a później nie mogłam napić się mojego ulubionego napoju. Raczyłam się zdechłą inką i zasypiałam na stojąco. Przecież kofeina przenika do krwi i dziecko później jest pobudzone. Nie może pewnie przez to spać!

Taaak właśnie myślałam, byłam przez to wściekła i nie do życia. Oczywiście winowajcą było kp. Nie wiedziałam, że jest dozwolona ilość kofeiny, którą matka karmiąca może spożyć. Teraz piję dwie filiżanki kawy z ekspresu. Mam się bardzo dobrze i moje dziecko również. Czasami nawet pozwalam sobie na małą lampkę wina (tuż po karmieniu wieczornym).

3. Wciąż powtarzano mi, że MAM ZA MAŁO MLEKA 

Dziecko budziło się w nocy na karmienie mnóstwo razy – pewnie dlatego, że miałam „chude” mleko. Przecież gdyby było mocniej sycące to by spało dłużej. Wątpiłam w siebie i moją naturę. Myślałam, że może mają rację skoro tak się dzieje.

Próbowaliśmy z mężem podawać jej na noc mm lub sycącą kaszkę (z wielkim bólem serca i poczuciem porażki). Dziecko oczywiście tego nie chciało, więc mój problem był nierozwiązany. Dziś wiem, że mam idealną ilość mleka, mało tego kiedy miałam kryzys laktacyjny wiedziałam, że to jest kryzys, który przejdzie i oczywiście przeszedł.

4. SMOCZEK ZABURZY LAKTACJĘ        

Bałam się tego niesamowicie, dlatego nie podałam dziecku smoczka, nawet jak laktacja była już ustabilizowana. Tym razem jak tylko zobaczyłam, że nie mam nawałów, dziecko śpi w miarę ok, dobrze łapie pierś i dobrze przybiera podałam mu smoczek.

Nic się nie działo z wzorcem ssania i było ok. Mogłam uspokoić dziecko nie tylko ssaniem piersi, ale również smoczkiem. Była to niezwykła ulga, bo Tata mógł bardziej uczestniczyć w opiece.

5. NIE KUPOWAŁAM SPECJALNYCH UBRAŃ DO KARMIENIA

Szkoda mi było pieniędzy żeby kupować sobie specjalne ubrania czy koszule stworzone do karmienia piersią. Karmiłam w zwykłych ubraniach i przez to było mi trudniej. To był błąd! Co prawda wtedy nie było może aż tyle do wyboru, ale ja się przed nimi broniłam. Uważałam, że to zbędny wydatek i się wyginałam na wszystkie strony w czasie karmienia. Gdybym wtedy miała np. specjalną koszulę do karmienia byłoby mi łatwiej i czułabym się znacznie pewniej.

W prezentowniku pokazywałam Wam koszulę do karmienia HUG GALLERY. Dostałam od Was już kilkanaście wiadomości z zapytaniem o nią i obiecałam, że napiszę Wam kilka słów. Używam od prawie roku innej, ale bardzo podobnej i jestem bardzo zadowolona. Koszula do karmienia nie ma żadnych guzików przy dekolcie, które uwierają dziecko. W dyskretny sposób możemy je nakarmić.

Fajnym rozwiązaniem jest regulacja długości, dzięki temu koszula przyda się również do porodu. Wykonana jest z bambusa, który ma antybakteryjne  właściwości. Do tego jest bardzo przewiewna. Cały czas ją piorę i używam, bo uwielbiam – szczególnie w nocy kiedy karmię Julka przez sen. Naprawdę polecam.

6. OGRANICZYŁAM GADŻETY    

Nie czułam potrzeby kupowania nowości ani nie interesowało mnie to. Nie miałam np. poduszki do karmienia. Obkładałam się zwykłymi poduchami przy każdym karmieniu i było mi niewygodnie. Tym razem kupiłam poduszkę, ale zapytałam również fizjoterapeutkę, co o niej sądzi. Nie wiem czy wiecie, ale najlepiej jest nie kłaść dziecka na poduszkę, która jest miękka.

Najlepsza pozycja do karmienia na siedząco jest wtedy kiedy trzymamy dziecko w ramionach i opieramy (ramiona) o poduszkę, a nie dziecko leży na poduszce. Po pierwsze łatwiej jest prawidłowo przystawić dziecko, a po drugie jest to zdrowsza pozycja dla małego kręgosłupa. Zabrałam ją również do szpitala.

7. ZAOSZCZĘDZIŁAM NA LAKTATORZE    

Nie byłam pewna czy będę go używać, więc kupiłam tańszy, elektryczny model (Medela mini) i niestety to był niewypał. Ściąganie zajmowało mi godzinę! Wtedy już mi się odechciewało gdziekolwiek wychodzić, wolałam zostać w domu i nie musieć odciągać mleka.

Tym razem postanowiłam, że kupię Mercedesa wśród laktatorów (Swing) i jestem w 100% zadowolona. Ściąganie zajmuje 10 minut (!) i to na chwilę przed moim wyjściem.

8. KARMIENIE Z DWÓCH PIERSI NA JEDNO POSIEDZENIE      

Być może dlatego moje dziecko się nie najadało do końca i było cały czas głodne, bo karmiłam trochę z jednej piersi (aż przestało lecieć) i trochę z drugiej. Trwało to dość krótko, więc dopiero teraz wnioskuję, że piło tylko mleko pierwszej fazy, które jest bardziej wodniste i ma mniej tłuszczu.  Tak jakby moje dziecko cały czas piło kompot przed obiadem, a nie dochodziło do głównego dania (stwierdzenie zapożyczone od Nishki)

9.NIE DOCENIAŁAM MOJEGO MLEKA      

Naprawdę nie doceniałam tego, że mogę karmić moje dziecko. Nie byłam z tego dumna. Traktowałam to raczej jako ograniczenie (przez tą nieszczęsną dietę, niepicie kawy) niż jako powód do radości. Dopiero teraz jak już mam tę wiedzę to wiem, jaką moc dała mi natura. Nie ukrywam, że duży wpływ wywarła na mnie prezentacja na konferencji  Medeli.

Przełomowe były również badania nad składem ludzkiego mleka, o przeciwciałach zawartych w mleku. A już badania na temat obecności komórek macierzystych   potwierdziły tylko to, że karmiąc swoje dziecko mamy prawie supermoce. I te supermoce właśnie utrzymują mnie przed zaprzestaniem karmienia.

10. NIE UFAŁAM SOBIE   

Tak bardzo brakowało mi osoby, która by powiedziała: „Ania, ale wszystko robisz dobrze. Zaufaj sobie!” Tak mało, a tak by mi to pomogło. Jako początkująca mama miałam wiele wątpliwości, czy dobrze przystawiam, czy się najadło, ile zjadło, a może boli je brzuch po fasoli, którą zjadłam… Ciągle zastanawiałam się co robię ŹLE!

Wszystko sobie zapisywałam i liczyłam. Każdy dzień zaczynałam od tego, że podsumowywałam ilość nocnych karmień i od tego warunkowałam swój humor. Teraz nawet nie liczę ile tego było, bo wiem, że pobudka po wyliczonych (16 karmieniach) nie jest zbyt optymistyczna. Ktoś mnie pyta: „Ile razy je w nocy?” Odpowiadam: „Tyle ile chce”.

Karmienie piersią wg mnie jest o wiele łatwiejsze kiedy tak dużo się o nim nie myśli. Bardzo żałuję, że nie miałam tej wiedzy kiedy płakałam „…bo ono znowu chce”. Naprawdę kobiety, które karmią potrzebują najczęściej tylko kilku słów i brzmią one tak:

Radzisz sobie bardzo dobrze 

A po wszelkie rady udałabym się do doradcy laktacyjnego.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis kliknij „Lubię to” na moim profilu :https://www.facebook.com/nebuleblog/

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!