Blog dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
Wychowanie

Pozwólcie dzieciom płakać

Kiedy myślę o swoim dzieciństwie mam przed oczami długowłosą, wrażliwą dziewczynkę. Niesamowity czas beztroski- prawie bez żadnych ograniczeń, ukształtował mnie jako osobę dorosłą. Jestem wdzięczna, że mogłam w taki sposób  przeżyć pierwsze lata mojego życia. Moje absurdalne, niekiedy, pomysły i tak miały swoje ujście. Wolność jaką mi dano wpłynęła na całe moje życie.

Oprócz retrospekcji dzikich zabaw na podwórku mam również jeszcze mnóstwo wspomnień związanych z moimi emocjami. Byłam bardzo wrażliwym dzieckiem. Takim, które potrafi ze śmiechu przejść w płacz i odwrotnie. Wystarczyło jedno spojrzenie, słowo lub gest, a ja już siedziałam pod stołem i płakałam. Może nawet nie płakałam- ja beczałam. Mam nawet kilka zdjęć z dzieciństwa kiedy jestem właśnie w tym stanie. Pamiętam, że wszyscy próbowali mnie zagadywać, odwracać uwagę, przykupywać, rozśmieszać… Nie chcę tych wspomnień więcej przywoływać. Moja rodzina wychowała mnie najlepiej jak tylko potrafiła i jestem bardzo wdzięczna. Kiedyś też nie miało się tak dużej świadomości jak teraz.

I wtedy sama zostałam mamą

Podobno w naszych dzieciach denerwuje nas to samo, czego nie możemy przepracować w sobie. U mnie jest to płacz dziecka i wszelkie emocje, które nie są związane z zadowoleniem. Kiedy moje dziecko płacze wchodzę w stan gotowości. Włos mi się jeży, myślę jak człowiek pierwotny i czuję się bezradna. Mam wtedy tylko jeden cel: ŻEBY MOJE DZIECKO PRZESTAŁO PŁAKAĆ. Robię w tym kierunku wszystko: pytam o przyczynę, tłumaczę, rozmawiam, jestem blisko, ale wszystkie te działania mają na celu zatrzymania fali płaczu, spazmów i ogólnego rozdrażnienia.

Jeszcze nikt nie przestał płakać od komendy „Nie płacz”.

Teraz już wiem, że robiłam źle

Nie miałam wiedzy ani kompetencji jak sobie radzić z tymi emocjami. (Specjalnie nie piszę, „emocje negatywne”, bo takich nie ma! Wszystkie emocje są pozytywne, nawet te, po których boli nas głowa i mamy chęć wysłać swoje dzieci na inną planetę). W końcu trafiłam na seminarium Gordona Neufelda i dzięki tej wiedzy, którą tam zdobyłam w końcu wiem, że robiłam źle. Mało tego, wiem też jak mam robić żeby było dobrze.

Dlaczego wieczorem najtrudniej jest nam dogadać się z własnymi dziećmi i nawet „nie ten talerzyk” może spowodować godzinny płacz?

„Kora przedczołowa u 4-latka nie pozwoli mu zwerbalizować komunikatu: Mamo, kocham Cię, ale chciałbym Cię uderzyć.”

Tylko dziecko nas uderzy. Jego mózg pracuje właśnie w ten sposób.

img_9076

Widzicie powyżej jak wiele emocji jest wyrażanych krzykiem i płaczem?

Wszystkie emocje, które dzieci przeżywają w ciągu dnia wracają kiedy są wśród osób, z którymi mają więź. Ich mózgi nakazują szukanie osób, w towarzystwie których mogą czuć się bezpiecznie i wtedy wystarczy nawet malutka niedogodność i następuje wybuch. Nam się może wydawać, że ta błahostka spowodowała właśnie ten stan, ale tak nie jest. To kulminacja tych wszystkich tłumionych emocji z całego dnia, że np. kolega je zdenerwował albo siostra zabrała coś na czym mu zależy. Najważniejsze zdanie, które usłyszałam na seminarium:

 Żeby był balans- emocje muszą być w ruchu.
Gordon Neufeld

Tłumione emocje wyrażają się później. Te wszystkie strachy spod łóżka, obgryzanie paznokci, lękowe nastawienie do nowych czynności, bicie innych, autoagresja mogą być właśnie wynikiem tego, że nie pozwalamy na to, żeby wszystkie emocje były na wierzchu. A nie tylko te, kiedy twarz dziecka się śmieje.

Teraz już wiem, że nawet płacz dziecka jest ważniejszy czasami niż śmiech.

Uczucia to nie są problemy i nie trzeba ich rozwiązywać

Co w takim razie robić żeby nauczyć dzieci radzenia sobie z emocjami?

Przede wszystkim trzeba dać im przestrzeń. Wielu rodziców, reaguje tak jak ja- z otwartymi ramionami przyjmuje emocje, które wg nas są pozytywne, czyli śmiech, radość, zadowolenie itd. A emocje, które targają naszymi dziećmi i są dla nas trudne, traktują jako problem, który trzeba jak najszybciej usunąć.

To błędne myślenie, które zaprowadzi Was do nikąd.

Wiem, że ciężko sobie wyobrazić cieszenie się z tego, że Wasze dziecko płacze od 40 minut. A nawet wydaje się absurdalne. Ale uwierzcie mi- to bardzo dobrze, że dzieci tak robią. Dzięki temu ich stres ujdzie. A jeżeli dobrze zareagujecie to nauczą się z nimi lepiej radzić.

Aby pomóc dzieciom trzeba nauczyć ich rozpoznawania swoich emocji poprzez nazywanie.

„Widzę, że jesteś zły, bo ci nie wyszło?”

„Widzę, że jesteś smutny”

„Jesteś rozczarowany, bo coś Ci się nie udało.”

Nie można też osądzać uczuć. Dziecko ma prawo czuć się tak jak teraz odczuwa.

Nie negujmy tego co dziecko czuje. „Nie możesz być teraz zły”

Nie dawajmy do zrozumienia, że te emocje, które teraz odczuwa są dla nas zbyt trudne do zniesienia.

Nie dawajmy też nauczek. „A nie mówiłam, że tak będzie?” Dzieci same wiedzą, że coś się nie udało. Same muszą mieć poczucie sprawczości.

Nie rozwiązujmy problemu. Dajmy dziecku możliwość żeby samo mogło to zrobić. Ja najczęściej pytam: „Czy mogę Ci jakoś pomóc?”

Nie opowiadajmy o sobie, że mieliśmy tak samo.

Po seminarium Gordona Neufelda czuję w końcu, że wiem jak mam teraz reagować. Początki wdrażania tej wiedzy były dla mnie trudne. Ale z czasem odczułam wielką ulgę. Wiem, że to co robię jest dobre dla mnie i mojego dziecka. Nie patrzę na innych co sobie pomyślą kiedy moje dziecko płacze w miejscu publicznym. To moje dziecko i jego przestrzeń. A nawet już po tygodniu zauważyłam ogromną poprawę- to naprawdę działa. Zdecydowanie mniej jest tych „wielkich wybuchów o kolor talerzyka”, a więcej rozmowy i akceptacji. 

Jeżeli i Was interesuje ten temat to polecam kilka książek. Możecie również zaglądać w trzy miejsca w sieci, z których ja czerpię garściami:

Agnieszka Stein i jej publikacje książkowe oraz warsztaty online (webinaria)

Anita Janeczek- Romanowska blog i wartszaty

Małgorzata Musiał blog i warsztaty

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis daj mi o tym znać

 

 

Ten wpis ma 30 komentarzy

  1. mama82

    Bardzo ważny aspekt wychowywania dzieci. Sama przykładam do tego ogromną wagę ponieważ jestem żoną mężczyzny, który przez cały okres dzieciństwa uczony był tłumienia swoich emocji. Słowa jego mamy „nie płacz/nie krzycz…. bo będzie mi przykro/bo to błahostka” spowodowały, ze teraz w dorosłym życiu zmaga się z nieustającymi objawami psychosomatycznymi i nerwicą. Po wielu latach poszukiwań przyczyny różnych dolegliwości, dopiero terapia u psychologa uświadomiła mu, że jego ciało próbuje odreagować „siedzące w nim” emocje, które tłumił latami. W gabinecie psychologa uczy się co to płacz, złość, rozgoryczenie. Dzięki temu oboje jesteśmy świadomi jak ważne dla dzieci jest, aby potrafiły wyrażać swoje uczucia i jak szalenie ważne jest aby ich rodzice potrafili to uszanować.

    • Worek Workowaty

      Rodzice zbyt często zapominają, że krzywda wyrządzona dzieciom nie zamyka się w teraźniejszości, ale niszczy, drąży i przygniata latami i po latach.
      I to jest właśnie świetny przykład.

  2. Agata

    Bardzo ciekawy artykuł, poruszający według mnie na pozór błahy, a jakże ważny temat. Mam podobne wspomnienia z dzieciństwa i niestety czasem łapię się na tym, że postępuję tak jak postępowali moi rodzice. Nie płacz, nie marz się, dziewczynce nie wypada płakać, musisz być silna… to tylko niektóre z haseł niestety zbyt często słyszanych i utrwalonych w mojej głowie niczym tabliczka mnożenia. Walka z takim niewłaściwym schematem jest bardzo trudna, ale nie niemożliwa. Oby więcej tak mądrych artykułów! Pozdrawiam z Monachium!

  3. Hania

    Aniu,
    Pisz, pisz, pisz jak najczęściej. Za każdym razem jak czytam takie posty mam wrażenie, że otwierasz w mojej głowie coraz to nowe okna.

    mama82
    miałam dzieciństwo podobne jak Twój mąż. Długo tłumiłam w sobie uczucia aż w końcu one wybuchły w postaci nerwicy.

  4. Bernadka

    Kolejny bardzo fajny tekst, który trafia w naszą sytuację. Konsultowałam się z Panią Małgorzatą Dobra Relacja – Małgorzata Musiał w sprawie mojej Złośnicy   Jak wprowadziliśmy kilka zmian w stosunku do krzyków córki, to widzę, że już nie ma tych wielkich histerii. A były na prawdę OGROMNE. Moje dziecko, widzę to, nie umie radzić sobie z emocjami. Ale widzę także ogromną poprawę;) Dzięki za pozycje książkowe i blogowe:)

    • Barb

      Mogłabyś napisać jak sobie poradziliście ? W jakim wieku jest córeczka?pozdrawiam

  5. Monika

    Bo to też jest chyba tak, że płacz dziecka (zwłaszcza ten niezrozumiały przez nas, ten o bzdury według nas) wyzwala w nas te najgorsze instynkty. Mnie płacz starszaka (3l9m-cy) strasznie wkurza. Jest głośny, nachalny, po prostu wkurzający. Staram się przytulac, rozmawiać, ale często to nie wystarcza. Syn nie przestaje, mi ten krzyk wibruje w uszach i pekam. Musze się oddalić, muszę wyjść. I wiem, że to jest zle, ale czasami nie umiem inaczej. Zwłaszcza jak to długo trwa…
    Teraz spróbuję tej metody,mam nadzieję że starczy mi sił i że szybko zadziała :p

    • Karolina

      Rozumiem Cię bo mój dwulatek też ma tak wibrujący krzyk-płacz. Chyba najgorzej jak jesteśmy między ludźmi, wtedy ciężko być opanowanym, gdy dodatkowo wszyscy wlepiają w Ciebie wzrok. W domu też często niewytrzymuję i są słowa których się potem żałuje typu: „za co znowu ryczysz…” 🙁 Potrzeba dużo cierpliowści i znalezienia jakiejś formy odreagowania dla siebie.

  6. MamaEWCI

    Nawet nie masz pojęcia w jak „odpowiednim” czasie przeczytałam to co napisałaś wyżej.Mam 4-latkę i widzę,że źle postępowałam,ale teraz postaram się to naprawić.Dziękuję za otworzenie oczu.

  7. Karolina

    Temat bardzo na topie u nas. I Twój post skłonił mnie do rozmyślań…
    Córa (lat 6) jeszcze do nie dawna była dzieckiem praktycznie nie płaczącym, najwyżej chwilkę pochlipała jak się przewróciła, ale przytulas i powiedzonko że „upadki należą do dzieciństwa” szybko przepędzały łezki… Może to dziwne, ale w pewnym momencie zaczęłam się wręcz niepokoić, że nie płacze, nie miewa napadów histerii tak jak „inne” dzieci…
    No i się zaczęło, wywołałam chyba wilka z lasu.
    Pojawiły się płacze „o nic”, ja na początku kazałam jej szybko się uspokoić, bo nic nie rozumiem co przez ten płacz mówi i wtedy będziemy mogły porozmawiać. Było super.
    Po pewnym czasie zaczęło pojawiać się zamachiwanie na mnie lub innych dorosłych, chodź nigdy nie zdarzyło jej się nas uderzyć. I wtedy jakiś wewnętrzny instynkt powiedział mi „kobieto pozwól jej być złym na coś i popłakać, powiedź, że jak jest zła to może sobie potupać, ale żeby się nie zamachiwała, bo to nie jest fajne jak chce kogoś uderzyć, jej nie byłoby w takiej sytuacji przyjemnie”.
    Jednak ta złość eskalowała teraz do takich rozmiarów, że pojawiło się trzaskanie drzwiami, zrzucanie rzeczy z półki/biurka… i chyba się pogubiłam. Nie jestem w stanie przy niej być gdy ona złości się aż w takim stopniu, wysyłam ją do swojego pokoju i proszę by przyszła do mnie na rozmowę, gdy już się pozłości. Za trzaskanie drzwiami lub zrzucanie rzeczy karam ją np. zakazem wieczorynki…
    Nie wiem czy nie zaprzeczam sama sobie, czy stawiam pewne granice – potupać możesz, ale trzaskać drzwiami już nie… W sumie to nie wiem już zupełnie jak powinnam postępować… co o tym myślicie? Aniu?

    • Karolina

      Poczytaj sobie o karach i o tym dlaczego nie działają. Zresztą na trudne emocje żadna kara nie pomoże, tylko może pogłębić problem.
      Ja przy płaczu mojej starszej córki, która wyje, tupie, wierzga I krzyczy „Nie nie nie!” często „wysiadam” i też krzyczę, bo strasznie mi to działa na nerwy. Nie umiem się nie denerwować na nią 🙁

  8. ec

    Sama czasami mam ochotę wpaść w histerię, takze nie ma co się dziwić maluszkowi w wielkim świecie. Parafrazując: pozwólcie im krzyczeć 😉

  9. Magda

    Dziękuję Ci za ten wpis. Też mam problem z akceptacją płaczu „z byle powodu” Staram się nie włączać wtedy autopilota i przywoływanie świadomej chęci wsparcia Adika pomaga.

  10. Martyna

    Każdy z nas ma czasem ochotę wypłakać się w poduszkę, bo to po prostu przynosi nam ulgę. Dzieci też tego potrzebują.

  11. Teczki reklamowe Poznań

    Płacz dziecka nigdy nie jest bez powodu zawsze coś oznacza głód ból itp itd dzieci potrzebują komunikować się z nami i płacz jest jedna z form komunikacji.

  12. Anka skakanka

    A co z blokowaniem płaczu …lizakiem, bajeczką? Moja siostra ma 3 letnią córkę, która wg mnie jest hnb. Bardzo rezolutna, mądra dziewczynka ale jak wpadnie w złość, smutek to masz ochotę uciec bo to tak intensywne. Do czasu jak był smoczek to wiadomo ale kiedy smoczek został schowany zaczęły się bajeczki jak tylko zaczęła płakać, a babcia wprowadziła lizaka jak z nią zostawała i teraz jak jest problem to zaraz jedno z dwóch… Co jej podesłać? Chciałabym by siostra się z tym zmierzyła

  13. Monika

    Aniu, byc moze jestem zbyt zmeczona;) ale pomoz mi prosze na przykladzie konkretnej sytuacji. Wyobrazmy sobie, ze ten talerzyk ma najgorszy kolor ever, dziecko zaczyna plakac.
    Mam podejsc, nazywac emocje i koniec? NIe otwierac ramion, nie zapraszac do przytulenia?
    Rozumiem nietlumienie emocji ale kurcze takie patrzecie az sie wyplacze kojarzy mi sie z cry it out i treserka niemowlat;)

    z gory dzieki!

    • Nebule-Ania

      Niiiie, no coś Ty:) Ten tytuł oznacza, żeby nie mówić do dzieci: przestan plakac, nie placz, po co placzesz. Jak najbardziej przytulanie pomaga. A w sytuacji tego talerzyka to mowie po prostu empatycznym głosem: „Jesteś zdenerwowana, bo chciałas inny? To powiedz ktory.” I juz. Jak placze dalej to przytulam. Jak dzieci są w takiej furii to niewiele do nich dociera.

  14. Małgosia rokporoku

    A ja w swoim rodzicielstwie zatoczyłam koło – zrozumiałam, że nie ma złotej rady na wszystko. Czasem mówię którejś z córek że „to nie powód do płaczu” i wcale się tego nie wstydzę. Kiedy na przykład starsza córka wpada w szał, bo młodsza obok niej stanęła (!) lub ją dotknęła (!) to nie mogę po prostu uznać jej płaczu i uszanować histerii. Skrzywdziłabym tym młodsze dziecko, które przecież nie zrobiło nic złego. Mówię wtedy cos w stylu „widzę, że zdenerwowało Cię to, że Natasza Cię dotknęła, ale siostra nie chciała Ci sprawić przykrości. To nie jest powód aby płakać, możesz jej po prostu powiedziec, że teraz sobie tego nie życzysz.” Uważam że rolą rodzica jest między innymi uczenie naszych dzieci, jak można się zachować w danej sytuacji. Zamiast wzmacniać histeryczne zachowania, pokazuję moim dzieciom wachlarz możliwych „wyjść” z sytuacji. A w domu, w którym mieszka dwu – i trz-latka naprawdę jest dużo emocji 🙂

  15. Belle

    A ja właśnie szukam gdzie o tym więcej poczytać, jak się doszkolic żeby pomóc mojemu dziecku. ja i mąż oboje jesteśmy osobami, powiedzialabym, dość ekspresyjnymi, co wynika z naszych doświadczeń życiowych. Czasem się z tym po prostu ciężko żyje. Bardzo, bardzo, baaarrdzo chciałabym umieć pokierować córkę tak, by umiała wyrażać swoje emocje w sposób niedestrukcyjny. A przyznam, że jej wybuchy są dla mnie ostatnio (jako dla osoby mającej dość wrażliwy zapalnik złości), ciężkie do przetrwania. Marzę w takich sytuacjach by mieszkać w dużym mieście, gdzie jest wieksze prawdopodobienstwo spotkania ludzi myślących podobnie jak ja, gdzie sa prowadzone warsztaty i porządnie wyposażone biblioteki. w każdym razie, Aniu, dziękuję za wpis 🙂 to kolejny krok na drodze do akceptacji emocji mojego dziecka. ❤

  16. Monika

    Piszesz, że byłaś bardzo wrażliwym dzieckiem, które potrafiło płakać z „byle powodu”. Moja 3-letnia córka jest dokładnie takim dzieckiem i nie wiem, jak mam jej pomóc … Płacze jak się zestresuje, jak ją jakiś dzieciak niechcący popchnie, jak ktoś powie, że nie chce się z nią bawić, itp. Możesz mi podpowiedzieć, jak mam ją wspierać? Może jakieś książki w tym temacie jesteś w stanie polecić?
    Pozdrawiam i z góry dziękuję

    • Monika

      Chyba powinnam jeszcze dodać, że nie chodzi o to, że mi jej płacz przeszkadza, tylko nie chcę, żeby ona tak się męczyła ….

    • Nebule-Ania

      Monika, zaglądaj na blog Małgosi Musiał (dobra relacja) tak jak pisałam- te „płacze bez powodu” mają często drugie dno i trzeba ich poszukać- wtedy jest łatwiej.

  17. Worek Workowaty

    Mnie mama „pocieszała” słowami: „przestań się mazać, bo Ci wleję”.
    Fajnie, co?
    Zabraniała płakać krzykiem i agresją.
    Te słowa nie umarły i po 30, 35 latach nabierają na sile i powracają jak lawina by mnie przygnieść.

  18. Worek Workowaty

    Dla mnie terapie to pewnego rodzaju porażka społeczna.
    Można by to porównać do wymiaru sprawiedliwości, który zamiast wydać wyrok na sprawcę nakazuje ofierze: zostałeś skrzywdzony to idź zrób coś ze sobą człowieku.
    Przykład przerysowany, ale w tym sens.

    • Kamila

      Jako osoba, która robi terapię uznaję, że to sukces społeczny. Jak mi źle, to tylko ja mogę coś z tym zrobić i sobie pomóc, a dobry specjalista ten proces ułatwia. Niestety, ale emocje są od pokoleń w wielu rodzinach tematem nieistniejącym. I to w domach, gdzie żyją wykształceni ludzie. Porażką jest kontynuowanie tych wzorców mając wybór.

      I uważam, że moje dziecko jest również dużym beneficjentem mojej terapii, bo nie będzie mu przekazana większość wzorców, które mi utrudniało życie.

      Zaleczając traumy z przeszłości na różne sposoby można właśnie towarzyszyć dziecku w jego problemach, a nie być ich uczestnikiem i samemu ledwo radzić sobie z sobą. Ma to nawet swoje duchowe wyjaśnienie, iż dzieci podświadomie naciskają na nasze wrażliwe miejsca, po to żebyśmy je zaleczyli – fajnie jest to wyjaśnione w książce Tsabary Schefali ,,Świadome rodzicielstwo”.

    • Kamila

      Dodam jeszcze, że sprawca sam kiedyś był ofiarą i uwierz mi, że też całe życie cierpi. Więc obwinianie nikomu nic nie da. Raczej wybaczanie i akceptacja i wzięcie się samemu do pracy nad sobą.

  19. Mama- 3latki

    Witam dostałam ten artykuł od nauczycielki mojego dziecka. Staram się ja wychowywać na dobrego i wrażliwego człowieka. Czytając śmiałam się pod nosem. Naprawdę denerwuja mnie w moim dziecku cechy które sama miałam jako dziecko. To jest niesamowite i tak oczywiste. No dobrze dam się jej wyplakac ale ja nie mieszkam sama…mam babcie pod sobą emerytowana p rzedszkolanka na każdy płacz mojego 3 łatka przybiega…i moje pytania do córki sie kończą na nic idzie to że ja zapytam: dlaczego płaczesz, masz prawo być zła, czy chcesz o tym porozmawiać. No babcia wmawia mi ze te Metody są źle zw w taki sposób jak płacze a ja daje mojemu dziecku przestrzeń to się znecam nad córką córką taki sposób. I wtedy jest bum zaczyna się kłótnia z teściową(naprawdę pedagog statek daty to katastrofa). Co wtedy ja się boję…boję się ze jak dam dziecku przestrzeń do płaczu i nie będę jej zachęcała by przestała to znowu przyjdzie tesciowa i będzie mówić daj jej cukierka, przytul ja, może włącz bajkę. Uwierz mi autorki bloga ze wtedy mam ochotę krzyczeć…ze to MOJE dziecko i ja chce je wychować…świat to nie tylko cukierek. Może jakiś artykuł jak reagować kiedy łączy nas wspólne mieszkanie z babcią i posiada się dzieci??? (Wiem wiem wyprowadzić się to najlepszy pomysł, ale czasami się nie da).
    Rewelacyjny blog.
    Dziękuję

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *