Blog parentingowy dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
Dla mamy

10 tekstów dorosłych, które działają mi na nerwy

Mam wrażenie, że świat się zatrzymał milion lat temu, kiedy do wychowania dziecka była potrzebna cała wioska. A przynajmniej mentalność społeczna nie zmieniła się od tamtej pory. Chodzi mi o „dobre rady” udzielane przez np. pana lat 50 w warzywniaku, panią z pieskiem w parku itepe itede.
Nie wiem dlaczego, ale prawie każdy czuje swój obywatelski obowiązek żeby coś tej biednej matce, która nic nie wie i nie potrafi, pomóc. Mało tego, czasami słyszę też jak dorosły zasoli do dziecka taki tekst, że mi ręce opadają. Żałuję bardzo, że nie wszyscy zdają sobie  z tego sprawy. Spiszę tu top of the top najgorszych tekstów.
1. Pan/ Pani Cię zabierze.
 Nie wiem skąd się wziął ten głupi tekst, ale z tego co słyszę to ma się bardzo dobrze i dzieci się boją Pana i Pani w sklepie, bo może je wziąć pod pachę jak bułkę (chleba- regionalizm podlaski) i wyjść z sklepu z owym dziecięciem. Kiedyś jeszcze była czarna Wołga, oj brrr boję się do dziś. Buki też się bałam.
2. Nic się nie stało.
Sytuacja typowa i do tego patowa. Biegnie, biegnie, biegnie i wielkie bum bez telemarku. Podchodzi rodzic, podnosi dziecko, tuli (no ok, normalne-pomyślicie) i mówi „Nic się nie stało przecież”. Ten tekst doprowadza mnie do szału. Często jest też używany do zbycia dziecka, któremu coś się zepsuło i przychodzi zapłakane żeby mu naprawić. I znów ciach „Nic się nie stało”. Oj stało! Jakby mi się zepsuło, coś bardzo ważnego to stała by się tragedyja nie z tej ziemi. Czemu, więc tak traktujemy problem dziecka? To nie jest sprawa błaha i nieważna, to coś na czym bardzo jej/jemu zależało.
3. Nie płacz
Kolejny tekst z życia wzięty. Bardzo częsty z resztą. Dzieciom nie zabraniam płaczu. Niech płacze, przytulam, żałuję, głaszczę po głowie. Mówiąc „nie płacz” uczymy dziecko, że płacz to coś złego. A to są emocje. Dzieci tak jak dorośli mają różne. To czemu zabraniamy dziecku płakać? Bez sensu. Kiedyś w dedetefałen byłą Pani psycholog, ze swoimi pacjentkami i ich mamą. Była przedstawiona cała historia, że dziewczynki często płaczą i mama sobie nie radzi. Pani psycholog wymyśliła świetne rozwiązanie. Namówiła mamę, żeby kupiła im Kury pluszowe i nauczyła je, że kiedy dziewczynki są smutne i płaczą to moją iść właśnie na te kury i tam sobie z własnym płaczem poradzić. No błagam. Płacz tylko wtedy przynosi ukojenie kiedy jest przeżywany z kimś. Ale nie z kimś kto ma dziobek i pazury. Takie „dobre rady” uczą dziecko, że płacz to coś złego i trzeba płakać w samotności. Okropne!
4.A ładnie zjada?
Tekst pediatry. Z chęcią bym odpowiedziała: „Nie, brzydko je. Brokuły ma nawet z uszami, stół cały wymazany, no podłodze brokułowa papa”.  Drugi podobny: czy ładnie śpi. No śpi bardzo ładnie. Wygląda jak anioł. Ale budzi się 6 razy w nocy, a może nawet 16 już sama nie pamiętam z wycieńczenia.
5. A grzeczna jest?
Dziwne to jest, że przymiotnik „grzeczna” w naszych głowach ma dwa kucyki, różową sukienusię, uśmiechniętą buzię i nigdy nie płacze. Odnosi talerzyk po jedzeniu, kłania się sąsiadom i stoi równiutko na apelu. Niestety w naszym społeczeństwie dziewczynki od małego naznaczone są tym stygmatem. Martwi mnie to bardzo, że takich zachowań się tylko wymaga od dziewczynek. Zabrania się złości, płaczu i innych emocji. 
6. Nie biegaj bo się spocisz/upadniesz/pobrudzisz spodnie
To słyszę bardzo często. A najczęściej z ust nianiek/babci na placu zabaw. Czasami mi się wydaje, że idealne dziecko na placu zabaw siedzi na ławce i patrzy na inne dzieci i do tego je tłustego pączka (nie wiem co to za skojarzenie z tym pączkiem;). Przecież po to tu przyszło, nie?
7. No idź do dzieci…
Nagminnie to słyszę w różnych kulkolanadach i innych bawialniach. A może dziecko woli być z mamą? Tak jak w poprzednim punkcie, przecież przyszło się bawić z dziećmi.
8. No nie wstydź się
Łatwo powiedzieć…
9. Za babcię, za dziadka, za panią z warzywniaka lub drugi tekst: „Jak zjesz to dostaniesz…”. Uczymy dziecko w ten sposób, że jedzenie to nic przyjemnego i trzeba to robić dla kogoś lub za coś.
10. Okłamywanie dzieci. Denerwuje mnie traktowanie dzieci jako istot niemyślących.
Mogłabym jeszcze pisać i pisać. Nikt nie jest idealny. Czasem mi się wyrwie jakieś słowo, ale zawsze robię rachunek sumienia i wiem, że więcej tak nie zrobię. To chyba najważniejsze.
Co byście dodali?

Ten wpis ma 62 komentarzy

  1. promyki szczęścia

    Zgadzam się z Tobą, osobiście mam koleżankę która ciągle mówi swojej 5 letniej !!! córce ” nie wchodź bo spadniesz” „nie biegaj bo się spocisz” „daj nakarmię cie bo się porudzisz” itp. itd. Uważam że to chore. 🙂

  2. dookola nas H.G.K.

    O to to to!!! Mnie jeszcze w kwestii straszenia wkurza tekst nie wchodź tam, bo tam jest baba jaga, ostatnio słyszałam od babcio-niani na podwórku, włos się jeży. Swoją drogą to mam wrażenie, że często takie opiekunki to robią „czarną robotę” rodzicom. Muszę popracować nad swoim „nic się nie stało”, ale w owym, ostatnim czasie to naprawdę rzadko kiedy się coś bardzo stało;-]

  3. Wiola Ch.

    Niewątpliwie to Chore.

  4. Nessie

    2,5, 8 – wrrrrr

  5. Rozito

    Podoba mi się ten post. Po prostu jak cholera!! I cieszę się, że ktoś podziela moje zdanie w kwestii wychowania dziecka. Co mnie jeszcze dodatkowo drażni: „No powiedz dzień dobry Pani/Panu”; „No daj dziubka babci”… Nie, dziecko to nie zabawka nakręcana na korbę i wcale nie musi mówić dzień dobry gdy nie chce, nie ma obowiązku dawać wszystkim dziubka, ciumaska itd. Ma prawo decydować o tym, kogo chce przytulić.
    A z innej beczki: zaglądanie przez obcych ludzi do wózka…. Brrrrrrrrrrr!!!

    • pinezki

      Dokładnie!!!! Powiedz Dzień Dobry to jest hit! Albo: „Co się mówi?! DZIĘKUJĘ!” Yhhh.

    • An.

      Cały czas panuje przekonanie, ze dziecko to bezmózga istota, której trzeba zdrabniać, nie pytać o zdanie i uczyć dobrych manier przez prosbe: „powiedz”. Mało kto wpadnie na to, ze dzieci uczą sie przez obserwacje. Jezeli mu nie bedziemy mowic dzien dobry sąsiadce spod 8, to i ono nie bedzie.

    • Million Feet

      Dziewczyny?! Co jest złego w nauczeniu dziecka, by mówiło dziękuję?!

    • An.

      Dla mnie tekst: „co sie mowi?” i „powiedz…” jest lekko ośmieszający i umniejszajacy osobę dziecka, ze nie potrafi zachować. Dzieci uczą sie przez obserwacje i jak Ty bedziesz używać zwrotów grzecznościowych to i L. bedzie. Proste, nie ma co stresował dziecka;)

      • ewelka

        Kurczę, tutaj mam mieszane uczucia… Dokładnie tak jest, że dziecko uczy się przez obserwację, ale w tym przypadku niekoniecznie… Przykład: sąsiadka mojej mamy ma córkę, teraz już pannę w gimnazjum zdaje się… Sąsiadka bardzo miła, zawsze dzień dobry – dzień dobry ze wszystkimi. Lubi sobie z każdym pogadać. Jeszcze jak mieszkałam u mamy, a jej córka była młodsza, to nieraz jak się spotkałyśmy ja dzień dobry, ona dzień dobry, gadu – gadu, a córka hmmm… głosu nie ma, a do drugiej, trzeciej klasy podstawówki już chodziła. I do tej pory nikomu dzień dobry nie mówi… jej mama nigdy nie zwracała jej na to uwagi. Tu mowa o dziewczynie z gimnazjum, ale pracuję z kobietą, która ma 29 -letnią córkę, która nieraz przyjeżdżała po matkę do pracy i nigdy nikomu nie mówiła dzień dobry (oczywiście matka nie zwracała uwagi), może czekała, aż ktoś jej powie… ale powiem jedno, na miejscu jej matki byłoby mi wstyd za własne dziecko, bo to świadczy właśnie o wychowaniu i kulturze osobistej, którą nabywamy w rodzinnym domu. A właściwie czemu za własne dziecko? WSTYD ZA SIEBIE, że nie wpoiłam dziecku zasad kultury. Zresztą znam sporo takich osób i mogłabym tu sypać przykładami, ale po co? Stresowanie dziecka? Bez przesady.

      • Zet

        O ile z całym postem zgadzam się w 100%, o tyle nie do końca zgodzę się z tym, że powiedzenie (spokojnie,ciepłym głosem) „co mówimy?/powiedz dzień dobry/dziękuję”. Jest ośmieszające dla dziecka w momencie,gdy odnosi się do naprawdę małego szkraba-ja to trakatuję jako podpowiedź(wsparcie-mogł mój maluch zapomniec w zaaferowaniu np). Ale mam tu na myśli naprawde mniejsze dzieci. Nie będę publicznie upominać w ten sposób mojej starszej corki (4 lata z hakiem)- najwyżej pogadam z nią później,jak będziemy same.
        Akurat w zakresie dobrego wychowania uważam,że dzieci uczą się na przykładzie płynącym od nas rodziców, ale nie raz przyda się pomoc/podpowiedź-wsparcie/wytłumaczenie.
        Któraś z czytelniczek napisała, że jak jej dziecko nie chce powiedzieć dzień dobry nielubianej sąsiedce, to ok. A we mnie troche wrze w tym momencie: bo to nie jest ok! Potem się dziwimy, że młodzież/dzieci „nie potrafią się zachować”, brak im wychowania, zachowują się niegrzecznie i agresywnie np.względem nielubianych nauczycieli, że w naszym społeczeństwie nie szanujemy się nawzajem. A skądinąd ma się wziąć szacunek w relacjach międzyludzkich jeśli nie jest zasadą wyniesioną z domu? Sąsiadce nie mówi się dzień dobry dlatego, że się ją lubi (ze względu na sympatię można się szeroko uśmiechnąć,czy powiedzieć z entuzjazmem),ale dlatego, że m.in.dzielimy tę samą przestrzeń życia(blok/kamienicę/osiedle/fragment ulicy).(już pomijając fakt, że jest milej jak sobie mówimy dzień dobry). Mam w głowie taki obrazek z naszego podworka – grupka dzieci sąsiadów ( w wieku 10-12lat!) bawi się w ogródku podwórkowym; jakiś sąsiad wychodzi z klatki, a dzieci te tłoczą się obok siebie z otwartymi buziami i gapią się na niego po prostu, bo NIE WIEDZA jak się zachować albo im się nie chce zachowac „po ludzku”…
        Mam nadzieję, że nie wyszedł mi zbyt chaotyczny komentarz?

    • pinezki

      Ono się uczy przez obserwacje i powtarzanie. Wolałabym podpowiedzieć: „Fajnie jest mówić `dziękuję` gdy coś dostajesz” – to porada, a nie nakaz, który zawsze jest nieprzyjemny. Sama wiesz, jak Wasza mała Lil (obie LILE!) wszystko powtarza. Za jakiś czas powtórzy też dziękuję, proszę, przepraszam.

    • Million Feet

      Może ja źle rozumuję, ale jeśli nie powinno się mówić do dziecka „co się mówi?” czy „powiedz…”, to równie dobrze nie można pytać go czy chce się przytulić po upadku (wypowiedź Hafiji). Dasz buzi? Dziecko daje albo nie. Chcesz się przytulić? Dziecko przytula się albo nie. W obu przypadkach oczekujemy od dziecka odpowiedzi na nasze pytania, oczekujemy reakcji na to co sami proponujemy. Nie dajemy dziecku wykazać się samemu, zaobserwować jego realcję o czyn pisałaś mi w komentarzu poniżej. Czyż nie jest tak?
      To co piszę też można jeszcze dzielić, bo wiadomo, że wszystko zależy od sytuacji i konkretnego przykładu. Nie widzę jednak nic złego w tym, że czasami zapytam Lil „co się mówi?”. Przecież Jej nie tresuję i jak nie odpowie, to nie daję klapsa czy nie wysyłam na „kury z pazurem” 😉 Jak nie odpowiada, to mówię, że „jak o coś prosisz i ktoś coś Ci daje, to mówisz dziękuję”. To raczej taka „nauka”. A to o czym piszesz, że dzieci uczą się przez obserwację to tak, jak najbardziej się zgadzam, ale i w tym pomagać można przez „zabawę”…dziecko daje Ci coś, odp dziękuję, oddajesz mówiąc proszę i tak chwilę w kółko. O ile dziecko dobrze się bawi i do niczego tym dziecka nie zmuszasz.
      Nie wyobrażam sobie natomiast sytuacji, że jesteśmy gdzieś i w ramach popisówy przy sporej grupie ludzi męczę i stresuję małe dziecko pytaniami „co się mówi”…no to już zło 😉
      Z ciekawostek dodam, że Lil nas ostatnio zaskoczyła totalnie. Wychodziliśmy od znajomych, żegnaliśmy się jeszcze w drzwiach przekrzykując „cześć, pa, cześć, papa…”, gdy nagle Lil wypaliła „dzeenia” (dowidzenia). Skąd to wiedziała, gdzie zaobserwowała? Nie mam pojęcia. Nikt Jej tego też nie uczył. Ale…czy nie uczy się swego dziecka mówić i robić papa? „Powiedz papa” to przecież tak jak „powiedz dziękuję”. To jest dla mnie tak normalne jak „powiedz małpka”, gdy pokazujesz dziecku rysunek i wyjaśniasz co to za zwierzę. Powtarzasz to Ty, chcesz też żeby powtórzyło dziecko w ramach utrwalenia. W ten sposób dziecko uczy się czynności i rzeczy, które będzie miało na co dzień. Są to dobre rzeczy przecież. Tak sobie teraz pomyślałam. Jak wraca się ze spaceru z dzieckiem, to w korytarzu mówisz, że zdejmujemy buty, a nie oczekujesz, że dziecko kiedyś to zaobserwuje i i w końcu przestanie włazić z brudnymi buciorami do salonu? 😀 No tak?
      Nie każmy dziecku mówić do nielubianej sąsiadki dzień dobry, ale gdy jesteśmy w przyjaznym otoczeniu, wśród bliskich, to nie bierzmy też za złe tego, że babcia prosi „daj buzi”.
      Zauważam, że w temacie wychowywania dziecka zaczyna się popadać coraz częściej ze skrajności w skrajność.

      To się rozpisałam, co? Pinezki potwierdzą, że ja tak mam 😉
      Moja wypowiedz może być chaotyczna, ale dochodzi północ, a i piszę z telefonu, co przyczynia się do tego, że zanim wklepię wszystkie literki, to zapominam o czym dalej myślałam 😀

    • Ola

      Million Feet – zgadzam się z Tobą. Wydaje mi się, że czasami my, mamy tak mocno chcemy pokazać swoją indywidualność w wychowaniu dzieci, że totalnie popadamy w przeciwną stronę. Generalnie nie zgadzam się na to, żeby obcy ludzie, czy nawet babcie i dziadkowie wpajali mojej córce, czy co gorsza mnie, zabobony sprzed 20 lat. Ale nie widzę nic złego w tym, żeby powiedzieć małej „nie płacz” czy „nic się nie stało” jeśli faktycznie to nie było nic takiego. Oczywiście tutaj kwestia obserwacji dziecka, bo wiadomo, że nie nie powiem, że się nic nie stało w sytuacji kiedy widzę, że dla mojej małej świat legł w gruzach, nawet jakby była to kwestia upuszczonego smoczka. Uważam, że wszystko musi być z umiarem, chociaż pewnie stwierdzenia rzeczywiście są nie do przyjęcia, jak np. straszenie tą baba czy panem/panią. Kurczę no, temat jest na tyle obszerny, że ciężko stwierdzić co jest dobre a co złe. Ja staram się polegać na swoim instynkcie, ale nie znaczy to, że nie dopuszczam do głosu innych. Czasami poczytam na jakiś temat, zgłębię go i zmieniam zdanie.

    • Ola

      Million Feet – zgadzam się z Tobą. Wydaje mi się, że czasami my, mamy tak mocno chcemy pokazać swoją indywidualność w wychowaniu dzieci, że totalnie popadamy w przeciwną stronę. Generalnie nie zgadzam się na to, żeby obcy ludzie, czy nawet babcie i dziadkowie wpajali mojej córce, czy co gorsza mnie, zabobony sprzed 20 lat. Ale nie widzę nic złego w tym, żeby powiedzieć małej „nie płacz” czy „nic się nie stało” jeśli faktycznie to nie było nic takiego. Oczywiście tutaj kwestia obserwacji dziecka, bo wiadomo, że nie nie powiem, że się nic nie stało w sytuacji kiedy widzę, że dla mojej małej świat legł w gruzach, nawet jakby była to kwestia upuszczonego smoczka. Uważam, że wszystko musi być z umiarem, chociaż pewnie stwierdzenia rzeczywiście są nie do przyjęcia, jak np. straszenie tą baba czy panem/panią. Kurczę no, temat jest na tyle obszerny, że ciężko stwierdzić co jest dobre a co złe. Ja staram się polegać na swoim instynkcie, ale nie znaczy to, że nie dopuszczam do głosu innych. Czasami poczytam na jakiś temat, zgłębię go i zmieniam zdanie.

    • An.

      Milion Feet, no właśnie Lil zaobserwowała, że jak Wy wychodzicie to mówicie „Do widzenia” i dokładnie zrobiłą to co Wy. Nie widze potrzeby uczenia: „Powiedz do widzenia”, bo jak dziecko samo będzie gotowe to powie i tyle. Tak samo nie uczyłam ” zrób papa”. sama zaobserwołała. Mało tego ja prawie każdą rozmową telefoniczną z bliskimi kończę „Pa bużka pa”. Li dokładnie to samo robi. haha
      A co do powtarzania słow np. przy oglądaniu książeczek to ja inaczej postepuje. Mowie: :”To jest malpa” Lilka mowi „i-i-i” (tak według niej robi malpa). Ja mówie „Tak, to jest malpa”. I tyle, raczej nie wymagam powtorzenia. Takich powtorzen wymagam w gabinecie kiedy pracujemy nad artykulacja, a nie na zasobem słownictwa. Dzieci bardzo się frustrują, kiedy aparat artuklacyjny nie jest w stanie „powiedzieć” to co słyszą od nas.
      Każdy niech tak robi jak mu instynkt nakazuje i tyle. Ten temat jest bardzo obszerny, tak jak pisala Ola. Ważne żeby działać w zgodzie ze sobą, a nie powtarzac sztuczne formułki.

    • Million Feet

      Hahaha słodko musi wyglądać to „pa buźka pa” 😀

      Tak mi się przypomniało jeszcze odnośnie nasłuchiwania przez L…
      Nie pamiętam o czym gadaliśmy, ale mąż powiedział, że ma jaja. Lil to powtórzyła i teraz na pytanie co ma tata odpowiada: jaja 😀 Dopiero jak po chwili zwróci na Niego uwagę, to zauważa, że On coś innego ma i to nazywa hahaha 😀

  6. Million Feet

    Hmmm. Ja mówię „nic się nie stało”. Gdy przewróci się i już obie widzimy, że nie zrobiła sobie krzywdy, nie porwała ubrania, nic…no właśnie „nic się nie stało” 🙂 To złe?
    No chyba, że chodzi bardziej o to, że się dziecko wywraca, płacze bo boli zdarte kolano, a wtedy ktoś mówi, że nic się nie stało…

    • Anonymous

      Ja tez mowie ” nic się nie stało” gdy Antek przewróci się, spojrzy w moją stronę i widzę, że w zasadzie sam zastanawia się czy coś się stało, często wówczas podnosi się i leci dalej….
      Ja dodałabym jeszcze jeden tekst zasłyszany niedawno na roczkowej imprezie, babcia do Julka ” nie pij tyle bo się opijesz”
      N.

    • An.

      Ja nic nie mowie, czekam na reakcje.

    • An.

      I w razie potrzeby działam.

  7. pinezki

    Muszę to udostępnić, wiesz? 🙂 Muszę, bo się uduszę 🙂 Napisałaś wszystko to, co ja nie raz staram się przekazać mojej rodzinie.

    • An.

      A prosze bardzo:) ja sie boje z taka artylerią wprost do ludzi przemawiać. Dobrze, ze tu moge:)

  8. Emma

    Amen!! Wspaniały tekst! 🙂

  9. Hafija

    Jak się wywróci to najczęściej pytam czy się chce przytulić 🙂

  10. pat

    Ja też mówię Zuzi „nic się nie stało”. To chyba jednak zależy od sytuacji, tak jak Milion Feet napisała. Za każdym razem dodaję, że trzeba patrzeć pod nóżki.
    Szwagier swojej 8 letniej córce nie otworzył prezentu komunijnego takiej domowej trampoliny, bo stwierdził, że nabije sobie guza i się spoci. Maskara. A nasz, skacze, spada i jest luz. Jeśli czegoś nie doświadczy to się nie nauczy. Oczywiście w granicach rozsądku 🙂

  11. mama-granda

    Świetnie napisane ! 4- 6 moje ulubione punkty!

  12. Anonymous

    taki duzy chlopak a ma smoczek.. a chlopak ma np. roczek….

  13. My dream Home

    Świetny tekst. Szkoda, że nie mamy wpływu na to co mówią inni do naszych dzieci, choć po przecztaniu zdałam sobie sprawę, że czasmi sama się zapominam w niektórych sytuacjach i gadam głupoty

  14. Karolina Johansson

    Z tym straszeniem dzieci czarną Wołgą czy babą jest śmieszne i straszne jednocześnie. Moje dziewczyny są już za „dorosłe” na takie numery ale nigdy mi do głowy nie przyszło żeby je komuś gdzieś oddawać, nawet w żartach czy w ramach postraszenia/ doprowadzenia do pionu. Mam za to koleżankę która notorycznie straszy swoją czterolatkę „dziadem” a ta w ogóle się nie przejmuje, bo dziad faktycznie nigdy jeszcze nie przyszedł :)))

    Z listy spraw wkurzających dodałabym jeszcze metody wychowawcze babć i dziadków, którym wydaje się że dziecko pod nieobecność rodzicielki można rozpuścić jak pański bicz. A dzieci niegłupie i potem opowiadają. Moja młodsza, przypomniała sobie niedawno jak to babcia serwowała jej „kakałko w buteleczce” przed snem. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że w tym czasie intensywnie walczyliśmy rodzinnie o zmianę nawyków żywieniowych i „futrowanie” dzieci cukrem. Nic mamusi i tatusiowi kochana nie opowiadaj… to będzie nasza tajemnica…

  15. Justyffa

    A co można powiedzieć dziecku które nagminnie wdrapuje się na szklany stolik i wpycha jedzenie do gniazdek (wszystkie pozabezpieczane, ale kto wie…), ulubioną zabawą natomiast jest wrzucanie do włączonego piekarnika (mama coś wkłada, to dlaczego ja nie mogę?). Czasem człowiek nie ma siły na dziecko, albo pomysłu na to o co spytać innego rodzica, a spytać wypada (żeby nie było że zazdroszczę dziecka, że jestem nieuprzejma, że się nie interesuję). Nie mając dziecka, nie znając się na dzieciach, trudno zadawać inne pytania niż „a ładnie je” tudzież „śpi”? Mnie osobiści wkurza podtykanie wszystkiego dziecku pod nos (a nuż coś zje). Jak będzie głodne, przyjdzie i pokaże. Teściowa twierdzi że jestem wyrodną matką. Może i jestem, ale moja 15 miesięczna córka nie była przeze mnie bezmyślnie bujana (do snu), nie zmuszam jej do jedzenia (z głodu nie umrze, jak chce coś – pokazuje albo mówi). A na okazywanie miłości i nauczenie nowych smaków jest tysiące sposobów. To ma być zabawa, przyjemność. Dla mnie i dla niej. Ps. Brokuła mi wyrywała z rąk i wyrzucała, żebym nie jadła, bo jej nie smakuje 😉

  16. olga i okolice

    ja jako 11 dopisałabym : „ale bekasa” ;D
    jako 12 dodałabym, coś co nagminnie słyszę ostatnio chodząc z Bru po dworze, od starszych i mądrzejszych;) pań : RĘCĘ MU ZMARZNĄ BEZ RĘKAWICZEK (kurde nie wiedziałam;)
    a co do grzeczności mojego malca- to mnie rozśmiesza ,a nawet robi przyjemnosć, kiedy teściwa mówi, że Bru był grzeczny. Fajnie, że ktoś myśli, że moja kluska w wieku 16 miesięcy(ba- od urodzenia;) potrafi sterować zachowaniem wg takich kategorii 😉 HAHAHAHAHA

    • An.

      Wiesz, ale to chyba u nas ta jest tylko! Kiedyś w tiwi ogladalam wywiad z Francuzem mieszkającym w Polsce i mowil, ze tylko w PL zwracają mu uwagę, ze dziecko nie ma czapki/rękawiczek. We Francji nikt nigdy by sie nie odważył.

    • Anna Stanowska

      Hah ja bym nie odważyła się wyjść z dzieckiem bez czapki i rękawiczek na mróz 20st. We Francji takich nie ma. W Anglii też tak jest a najniższa temperatura to 0 st.

  17. olga i okolice

    p.s. kiedyś pewna Pani postraszyła mną swoje dziecko, więc powiedziałam, że ja nikogo nie zabiorę i nie zyczę sobie, by mną straszyć.

    • An.

      Oj bo Ty taaaaaka strszna baba jesteś;)

    • ewelka

      dokładnie!!! jeszcze jak pracowałam, to mną niekiedy rodzice straszyli dzieci i też powiedziałam, że ja nikogo nie zabiorę i proszę mną nie straszyć dziecka. Ale rodzice robią tylko głupi uśmiech, no cóż…

  18. Ania JM

    Oj tak…. Mnie się zdarza, że mówię ” nic się nie stało” ale w zależności od sytuacji. Jak się przewróci i nie płacze obracam w żart – o złapałaś zająca. Jak placze , pytam „przytulić?” ale jak przypadkowo, wyciągając książkę zrzuci dwie inne to tłumacze, że nic się nie stało i że rozumiem je frustrację, ale to nie jest powód do płaczu. Wierz mi, że czasem niestety trzeba pokazać dziecku, że nie wszystko jest powodem do nerwów czy płaczu. Nie wyznaczamy jej kiedy ma płakać kiedy nie, staram się pokazywać, że w pewnych sytuacjach można się zachować inaczej aniżeli płakać.

    Co do” co się mówi” – zgodzą się i się nie zgodzą. Nie lubię jak ktoś mówi do dziecka „powiedz ŁADNIE dziękuje” czy inne proszę…my między sobą mówimy do Młodej „co się mówi?” nigdy przy osobach trzecich. Przy innych pytam ” powiesz dziękuję? Bo zobacz dostałaś zabawkę i byłoby miło…..” nie nalegam, czasem mówi, czasem nie. Mnie najbardziej rozpieprzają pytania obcych ” a kochasz mamusię tatusia”? ” a kogo bardziej wolisz?”…. No, żesz #$&&%#& co to ma być!?

    • An.

      No właśnie, niczego nie należy robić wbrew sobie. Nie wiem czy to wlasnie dlatego, ze nic nie mowie jak Lilka się wywroci, a czekam na reakcje jest naprawdę mało placzliwa. Jak placze po upadku to wiem, ze naprawdę coś ją boli.
      ” a kochasz mamusię tatusia”? ” a kogo bardziej wolisz?”…. rece opadaja

  19. agn_k

    Mądre słowa.

    A najbardziej wkurza mnie to: „Nie biegaj bo się spocisz/upadniesz/pobrudzisz spodnie”. Kurdeee… Raz widziałam jak babcia zabraniała wejść na plac zabaw, bo dziecko się pobrudzi. A raz, jak w kawiarni matka uderzyła dziewczynkę, bo ta bawiąc się na chodniku wybrudziła sobie białą sukienkę. :-/ Kilka przykrych słów ode mnie usłyszała, ale czy to coś pomogło… Nie ma to jak ubrać dziecko na biało, pić kawkę z koleżanką i puścić dziecko samopas na ulicę, a potem bić, bo brudne. :-/

  20. Anonymous

    ile lat ma Twoje dziecko, że poruszasz takie kwestie?
    najlepiej uczyć dziecko żeby rozmawiało z obcymi i otwierało drzwi jak będzie starsze.

    • An.

      Moje dziecko ma 15 miesięcy, ale dyplom pedagoga mam o wiele dluzej, wiec pozwolę sobie na pisanie takich tekstów, zeby wlasnie uświadomić takie osoby jak Ty, drogi Anonimowy, ze zastraszanie dziecka nie jest dobra metoda wychowawcza.

  21. kamila rajchel

    Ja bym jeszcze dopisała punkt dla mam którym to wydaję się, że posiadanie jednego dziecka to zbyt mało żeby cokolwiek wiedzieć na temat wychowania… Nie raz usłyszałam tekst: A ty to masz jedno dziecko to ty g**no wiesz… Ja mam dwoje to się znam! A do tego „udało” ci się grzeczne to dziecko! Nie! Ja swoje dziecko kocham i dlatego jest grzeczne a do tego traktuje je poważnie, rozmawiam, tłumacze,… Kwestia wychowania a nie „udania czy nieudania”.

  22. Anonymous

    O rany, ludzie nie popadajcie w paranoje!! Punkt o straszeniu jak najbardziej trafny. Nie rozumiem rodziców którzy w ten sposób „psują” swoje dzieci. Później się dziwią, że ich pociecha nie bierze na serio tego co mówią, no bo po co jak i tak mama, tata to kłamczuchy. Ale co złego w mówieniu do dziecka „nic się nie stało”?!?! No a jak faktycznie NIC się nie stało?! Jak dla mnie raczej dziecko powinno odróżniać sytuacje niewygodne od tych złych! A już na pewno pozwolić dziecku na to, aby samo poradziło sobie ze swoją frustracją w sytuacjach, w których nasza pomoc nie do końca jest potrzebna. Nie będzie Cię zawsze przy dziecku, np. w przedszkolu. I co wtedy zrobi jak stanie oko w oko z prawdziwym problemem, a Ciebie nie będzie obok? Domyślam się, że wpadnie w histerię. Co do zwrotów grzecznościowych, to lekka przesada… Oczywiście zgodzę się z tym, że dziecko uczy się przede wszystkim z obserwacji. Ale nie zwracanie uwagi 4,5.6 latkowi etc. aby wchodząc do sklepu powiedziało „dzień dobry”, uważam za wychowawczą porażkę. Nie można dawać dziecku wyboru w tej kwestii- chcesz to mów, a jak nie masz ochoty to nie…Czyli co dżentelmen od przypadku do przypadku?! Przecież nie chodzi tutaj o wybór zabawki, tylko o wpojenie pewnych zasad dobrego wychowania. Dziecko traci grunt pod nogami jak nie ma wyznaczonych zasad, granic, a to jest bardzo ważne. Na pewno można dać wybór w bardziej błahej kwestii, takiej jak np. dzisiaj chcesz założyć różowe czy niebieskie rajstopy? Również uważam, że nie powinno się do niczego zmuszać dziecka, ale powiedzenie „daj buzi babci”, która z pewnością kocha najmocniej swojego wnuczka/wnuczkę, nie jest niczym deprymującym. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie będzie kazał dziecku w poczekalni do lekarza wycałować wszystkich po kolei. Chodzi o babcie, która po rodzicach jest 3 najważniejszą osobą w życiu dziecka (o ile nie ma rodzeństwa). Myślę, że przede wszystkim powinna nas WKURZAĆ przemoc stosowana wobec dzieci, a nie to czy ktoś zapyta „czy ładnie zjada”? Więcej luzu, on też się udziela dziecku. Kochajcie, szanujcie, bądźcie cierpliwi i wyrzućcie telewizor (to do rodziców, którzy pozwalają dziecku oglądać „bajeczki” przez cały piękny dzień), a będziesz mieć najszczęśliwsze dziecko na świecie! Pozdrawiam:)

    • Ania

      Chyba jesteśmy w mniejszości, ale Twój tekst jest kwintesencją moich przemyśleć po przeczytaniu tego posta.
      Większość problemów jest tak sztucznie rozdmuchana, że aż się śmiałam na głos.
      Zgadzam się tylko z jednym punktem, apropos straszenia. I na tym bym skończyła 🙂

      I z jednej strony we wstępie jest o wtrącaniu się osób trzecich a w dalszej części krytyka rodzica, mhm….

  23. Polly Charm

    Jestem bardzo przeciwna tekstom typu: idź no dzieci, no nie wstydź się, no dalej itd. bo wiem, że ja miałam odruch wręcz odwrotny, buntowniczy i mam tak do dziś, a na nie wstydź się dostaję dreszczy. Jednak będę często mówić do mojego Julka że nic się nie stało jeżeli uważam że nic się nie stało, nie chcę by Go ogarnęła totalna znieczulica czy coś, ale ja miałam zawsze karę za wiele rzeczy, za zgubione 2 złote, za tróję, za bałagan, za spóźnienie i teraz martwię się jak połamię kredkę. Zdrowe podejście by mi się bardzo przydało dlatego nie chciałabym, żeby Julek się martwił jak niechcący porwie książkę czy zepsuje zabawkę. No i może to inaczej jak ma się chłopca bo serio nie chcę żeby Julas był mazgajem i płakał jak się w coś uderzy czy się przewróci dlatego też mówię, żeby nie płakał i że nic się nie stało….

  24. Zatracając się

    Święte słowa. Jak dobrze, że powstał ten tekst… Byłam kiedyś z mężem u dentysty i była tam mała dziewczynka z mamą – płakała bo bała się – nic dziwnego, ja też najchętniej bym się rozpłakała, jeśli tylko miałoby to w czymś pomóc. I ta mama mówi do córki – nie płacz, bo zaraz Cię ten pan zabierze. Mąż się wkurzył i zapytał czemu Pani mną straszy swoje dziecko? A do dziecka, żeby się nie bała, bo nikt jej od mamy nie zabierze.

  25. Gagatkowa Mama

    W zasadzie się zgadzam.
    Jak słyszę straszenie to mam ochote wrzeszczeć i tupać. Przypadek taki miałam: sąsiadka straszy dziecko wszytskim (ha a potem zdziwiona, że moja Agu nie boi się psów, a jej ucieka, że moja córka to jest odważna). Do meritum: pod blok podjechał radiowóz z policjantem i ta do swojej córki: zaraz zabierze Cię policjant. Ten zatrzymał się, upomniał ją, speszyła się. jednak jak straszy tak straszy. kiedyś przechodzimy obok i ona: bo cie zostawie (!!!) moja Agu zaczęła płakać 🙁
    Czasem mówię, że nic się nie stało albo nie płacz, gdzies to mam strasznie zakorzenione w głowie i jak już powiem że się nie stało to dodaje: a może stało?
    Czasem też mówię, nie wchodź, bo spadniesz. staram sie tak ie mówić, bo to ma jakąś moc sprawczą 🙂
    Jedyne co mam wątpliwości do tego powiedz dziękuje czy do widzenia. Więc mówię. Choć moje dziecko ostatnio nie mówi do widzenia tylko baj baj (nie mam pojęcia skąd to wzięła).

    A co do dobrych rad to ostatnio Agu usnęła mi na sankach (ok. 15) i pani z wielkim wyrzutem stwierdziła, że to dziecko zaraz zamarznie. Toem jakbym miała się w mgnieniu oka teleportować.

    I moje pytanie hit: karmisz/karmi Pani zadawane przez wszystkich kto tylko się nawinął 🙂

  26. LAURA & MAMA

    Zgadzam się. A „Grzeczne” dziecko to tylko stan świadomości dorosłego. Tak gdzieś wyczytałam. Dla każdego znaczy co innego

  27. Anita

    Genialny wpis! Czytałam go już jakiś czas temu, dzisiaj znowu i niezmiennie mnie zachwyca. Sama prawda i esencja „dobroci” z ust dorosłych

  28. Kasia

    Dodałabym jeszcze „daj mu się pobawić, przecież ci nie zje” – jako wymuszacz podzielenia się swoją ulubioną zabawką (tutaj zresztą można by całą serię podobnych tekstów wypisać). Nagminne jest też nadawanie etykiet przez lekarzy: „ależ z ciebie beksa” – a nikt z nich nie pomyśli, że dla małego dziecka, które nie potrafi mówić, płacz jest sposobem na okazanie braku zgody na badanie/mierzenie pulsu/kłucie igłą.

  29. markdottir

    Moje grzeszki: „nic się nie stało” „ostrożnie” i „nie płacz”. Na swoją obronę dodam, ze Madame negocjacje o wszystko zaczyna od beku. Taki czas… 😉 Za to bardzo staram się pilnować, żeby nie mówić, ze była grzeczna, tylko, ze grzecznie się zachowała”.
    Ja miałam 2 sytuacje, w którym zupełnie obcy ludzie chcieli mi pomóc „poradzić sobie z dzieckiem” sugerując, ze jak nie będzie grzeczna to ja zabiorą. Masakra.
    A w przedszkolu Madame pani-ciocia, która mówiła, ze „nic się nie stało” i „dziecko było grzeczne” nie przeszła okresu próbnego. 😉

  30. ewelka

    Ostatnio taka sytuacja. Jesteśmy w sklepie. Naprzeciwko nas młody ojciec z wózkiem, w wózku 2 letnie dziecko, a za nim żona z nieco starszym. Dziecko w wózku płacze. A ojciec do dziecka: „Zamknij ryja, powaliło cie na dekiel?” A matka: „czemu płaczesz, tu jest mamusia” eee… rozdziawiłam gębę ze zdziwienia i szoku :O Miałam nadzieję, że ta kobita powie coś temu chłopu, a tu rybka. Ale w sumie nie ma się co dziwić, pewnie się go bała , bo wyglądał, jakby miał zaraz komuś przyłożyć.
    HAHAHA pkt 4 wymiata 😀

  31. Zaneta

    A tekst teściowej koleżanki czyli babci do 2,5 letniej wnuczki: „mama jest niedobra bo zaprowadza Cię do przedszkola” Dziewczynka zaczyna przygodę z przedszkolem i jak to bywa na początku kolorowo nie jest, a ta do niej takie hasło rzuciła.. no w szoku byłam

  32. Victoria na poziomie.eu

    Myślałam, ze tylko ja jestem jakaś stuknięta, że tak przejmuję się tym co mówimy do dziecka! Ostatnio daję Małej sałatę, a moja mama siedzi i mówi „bleee, fuj, jak królik”… Albo, gdy się uderzyła, podniosłam córkę, tulę ją i nagle słyszę: „Rady sobie z nią nie dasz jak się tak będziesz nad nią litować”. Do Twojej listy można dopisać jeszcze „wszystkie słowa, które dyskredytują rodzica/potępiają stosowane metody. Niedawno pisałam u siebie na podobny temat: http://napoziomie.eu/malyczlowiek/zla-matka/ i wiele z tych tekstów tak jak Ty nie uznaję. Nie wiem co to za mentalność, żeby dziecko wychowywać na twardziela,a potem być zaskoczonym, że panuje znieczulica.

  33. Zanna

    I jeszcze co mnie drażni: a zobacz jaka M. jest grzeczna a Ty jesteś taki niegrzeczny… W efekcie po kilku takich zwróceniach uwagi to „niegrzeczne” dziecko nie chce już podejść i bawić się z naszą M.

  34. Mara

    Och Boże jak sie z tym całym tekstem zgadzam !!!! Można o tym dyskutować godzinami – jak dziecko sie wysyła na placu zabaw do zabawy lub do dzieci a ono sobie patrzy , obserwuje ( robi tak naprawde bardzo wiele ) i swietnie sie w tym czasie ‚bawi’ . Albo no nie płacz juz !!! I naprawde stado innych rzeczy które sami nigdy byśmy nie chcieli usłyszeć !!!! U nas jedynie po przewrotce musi byc powiedziane moze nie – że nic sie nie stało na zasadzie po co ten lament , ale musza byc oględziny czy naprawde nic sie nie stało – i córka sama sie pyta !!!! Dzieki za dobry tekst

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *