fbpx

6 rzeczy, których najbardziej nie lubię w rodzicielstwie

  • DZIECKO
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [10]

Też często czujecie, że jesteście złymi rodzicami? Wszędzie na zdjęciach widać uśmiechniętych rodziców, a wszyscy wiemy, że to nie jest możliwe żeby uśmiechać się zapinając dziecku pasy w foteliku. Prawda?

Życie rodzica nie zawsze jest tak idylliczne jak na zdjęciach z Instagrama. Oczywiście są wspaniałe momenty, które zazwyczaj uwieczniamy żeby o nich pamiętać w trudnych chwilach. Ale są też takie chwile, kiedy przewracamy oczami, zaciskamy zęby lub podnosimy wysoko brew. Ja też mam takie sytuacje, których nie lubię w rodzicielstwie i uważam, że to jest ok aby się nimi dzielić.

Mogę się założyć, że nie ma na świecie rodzica, który nie ma takich momentów. To jest zupełnie normalne.

A partnerem dzisiejszego wpisu jest marka MomMe, która wspiera rodziców w codziennych wyzwaniach i jestem z tym OK, żeby pokazywać, rodzicielstwo bez filtra.

Zacznę od moich najbardziej nielubianych sytuacji w kolejności najbardziej wytrącających mnie z równowagi

1. Choroby dzieci

Wystarczy, że usłyszę kaszlnięcie, prychnięcie lub lekko zaróżowione policzki i jestem już w trybie gotowości. Nic mnie tak nie wybija z rytmu, jak choroby. Na szczęście jest ich już coraz mniej i znacznie lepiej sobie z nimi radzimy. W top of the top moich stresów są choroby z wymiotami. Trochę ich przeżyłam i sporo pralek nastawiłam (ściany też kiedyś myłam).

2. Mycie głowy

Kiedy pytałam innych rodziców, czy ich dzieci lubią myć głowę i czy robią to bez żadnych problemów. Zgadnijcie jaka była odpowiedź? Tak, macie rację – ogólnie dzieci nie przepadają za tą czynnością, a większość jej nie znosi. Ja nadal mam coś takiego, że jak przychodzi dzień mycia głowy, to biorę głęboki wdech, staję na kolanach przy wannie (jak za karę), przygotowuje: ręczniczki, myjeczki i inne niezbędne akcesoria. Włączam wodę, daję wybór: sam moczysz, czy prysznic, a czy normalny strumień czy mgiełka. I naprawdę już mi się język plącze od ilości opcji – żeby tylko nikt NIE KRZYCZAŁ. Przerabiałam szampony, które szczypią w oczy (szybko to zauważycie, a nawet sąsiedzi usłyszą). Miałam też takie, których trzeba było wylać pół butelki żeby umyć włosy do pasa. Ale i tak najgorsze były te, które powodowały, że włosy były tępe w dotyku i o późniejszym rozczesaniu ich mogłabym napisać dramat. I trafiłam ostatnio na ideał – Wygładzający Szampon do włosów MomMe KLIK. Jak widzicie moje dzieci mają sporo włosów i ujarzmienie ich grzywy to zawsze było wyzwanie. A ten szampon jest idealny i odpowiada moim wymaganiom, czyli:

Z resztą sami zobaczcie, jak ładnie nawilża włosy:)

3. Smarowanie kremem z filtrem

Wdech – wydech. Stój spokojnie. Buzia do góry. I lecimy z kremowaniem. Nie zliczę ile razy przewróciłam oczami, ile razy przez zęby powiedziałam „Jeszcze chwilkaaa”. Nie wspominając o tym, że problemem dla dzieci jest samo ustanie w jednym miejscu przez minutę. A już nie odwracanie się, nie wystawianie języka to wyższa szkoła jazdy. Miałam tez różne kremy z filtrem, niektóre takie, że musiałabym użyć wałka malarskiego żeby równomiernie go rozprowadzić. Albo takie, że dzieci wyglądały jak mumie. W tym roku testowałam Ochronny Parasol do Słonka MomMe KLIK i uważam, że jest naprawdę fajny. Dobrze się rozsmarowuje, szybko wchłania i co najważniejsze nie zostawia białej powłoki, do której wszystko się lepi. Wypróbowałam go nawet na sobie i jest ok. Skład ma bardzo przyjemny i jest polecany od 1 dnia życia. Nic tylko kremować.

A tu łapcie kod rabatowy NEBULE na 15% rabatu ważny do 31.05.2021 – na cały asortyment produktów sklepu MomMe! (nie dotyczy zestawów)

4. Zapinanie pasów w foteliku

Wyobraźcie sobie sytuacje: ciemno, 3 siaty w ręku, deszcz pada, kurtki, zabłocone buty, jeszcze ktoś się uderzy przy wchodzeniu i jest dramat. Wciskam te pasy, luzuje, „szczypię” żeby sprawdzić naprężenie. Zapinam jakby miały w kosmos lecieć (czasem żałuję, że nie lecę). Idę na swoje miejsce, zapinam się i słyszę: Mamo, rozpiąłem się.

.

.

.

Ale i tak nic nie przebije przepinanie fotelików RWF z auta do auta. Ale o tym to Daniel mógłby napisać nawet na przykład elegię

5. Zakładanie czepka na basen

Kiedy piszę już sam nagłówek, to już mam ogrom emocji w sobie. I gdyby ktoś chciałby wymyślić mi najgorszą karę, to byłoby to zakładanie czepków dzieciom. Ja nie wiem, kto to wymyślił. O ile sobie w miarę łatwo jest go naciągnąć, to mam wrażenie, że dzieciom jest 10 razy trudniej. Zawsze, ale to zawsze jestem zgotowana po nakładaniu czepka

6. Czesanie włosów

To jest też moja trauma z dzieciństwa, bo sama tego nie znosiłam i było to dla mnie bardzo bolesne. Na szczęście nasza 8-latka już sama czesze długie włosy, a loczki młodszego rozczesuję tylko palcami po umyciu. Chociaż jeden stresujący moment za mną.

Jak widzicie, to jest zupełnie normalne, że nie lubicie czegoś i absolutnie nie świadczy to o tym, jakim rodzicem jesteście. Każdy z nas ma różne preferencje sensoryczne i naprawdę to nic złego. Jestem bardzo ciekawa, jakie TOP3 rzeczy są na Waszej liście. Napiszcie je w komentarzach żeby inni rodzice poczuli się lepiej, że nie są w tym sami.

Komentarze

    Zanim dopisze swoje to też myłam ściany najgorsza choroba jaką do tej pory przechodziliśmy to ta z wymiotami. Byliśmy wszyscy chorzy… ja dostaje ciśnienia jak mamy się rano ubierać. Ale nie że nie chcą chłopaki tylko starszy(8 lat) ma 10 pytań do, akurat wtedy jak zbieram rzeczy do wyjscia. A i druga sprawa to nie ma u nas „tato” tylko najczęściej „mamooooo” (moja wina wiem) i najczęściej jak zaczynam czytać książkę.

    Dzieki za ten spis. Dla mnie zdecydowanie numerem jeden zaraz obok chorowania (jestesmy w trakcie jelitowki – z g r o z a!) to alergia na bialko mleka krowiego, soje i jaja. wieczne czytanie etykiet, brak pomyslow na obiady, nie mowiac juz o tym ze na miescie to najbezpieczniejsza opcja sa frytki. Ale ponoc ma z tego wyrosnac. Czekamy, czekamy, czekamy 😉

    Polecam blogi z wegańskimi przepisami. My jemy mięso (choć nie dużo), ale przy alergii obu córek (mleko, soja, jaja, orzechy i banany) te przepisy to wybawienie. Można znaleźć naprawdę sporo pomysłów niekoniecznie opartych o soję. Polecam.
    Z alergią nauczyliśmy się żyć, bo łatwo odpuścić nie chce. Za to najmniejszy katar przyprawia mnie niemal o mdłości. U nas to symfonia narzekań i nasilenie wszelkich nadwrażliwości. 😩
    I wychodzenie z domu. Z maluchem i starszakiem to jak zorganizowanie wesela w pół godziny. 😆

    Top1: Oczywiście „mamo” , „mamo” , „mamo”. Ciagle „mamo.. ”
    Top2: Gonitwa z ubieraniem do wyjścia. Buty, apaszka, czapka, kurtka.. dobrze że mieszkanie male bo bym sporo kilometrów zrobila juz przed spacerem.
    Top3: Wciąż mysle co zrobić córce do jedzenia żeby było pożywne i nie jadla ciagle tego samego.

    1) Choroby…aktualnie jedno wymioty, drugie biegunka🙃
    2)Wymyślanie co ugotować, żeby było zdrowo, smacznie i żeby nikt nie wybrzydzał. Dzieci bez bmk, do tego ją z wieloma bez… i marudzacy mąż, który zje wszystko, co niezdrowe najlepiej, na resztę kręci nosem…
    3) Nienawidzę zmian pór roku, co się wiąże z przeglądem szafy, pudeł schowanych i szukaniem nowych ciuchów i butów 😣

    Och to moje top 3- jak ja tego nie cierpię.
    Rzygusie raz za nami, ale dalej czuje ten smród.
    Obiady i kolacja to drama-najgorsze jak później sama to jem 3dni bo dziecko powie że chce mleko (owsiane),A niemąż że to nie jego smaki 🤯
    Rzeczy zimowe dalej w szafie A za małe dla dzieci na stercie w „pierdolniku”.

    Ubieranie się na spacer ciągła gonitwa. Zanim wyjdziemy już jestem zmęczona.
    Do listy mogę dodać jeszcze mycie zębów.

    Rzyganie, ubieranie (i samodzielne rozbieranie zaraz po ubraniu) – nie rusza mnie.
    Dostaje hiolery jak mowia wszyscy na raz. Maz, dwojka dzieci 8+ i maluch 16mcy ktory akurat wyjatkowo duzo i wyraznie mowi.
    Wystarczy kwadrans takiego halasu i mam ochote wyskoczyc z balkonu albo ogluchnac.
    Raz na wkurzu zalozylam sluchawki robocze, zeby sie odciac, Nagle wszyscy zamilkli. Hm…

    O tak! alergia na soję! dramat… soja jest praktycznie wszędzie. Za mną 4 lata walki o poszukiwanie alergenu, który uczula, skóra dziecka to była jedna wielka rana, testy nie wykazały alergii. Podejrzenia różnych innych chorób (od atopowego zapalenia skóry, przez alergie na białko, reumatoidalne zapalenie stawów, po te najstraszniejsze, o których nawet nie chce myśleć). I nagle eureka! to „tylko” soja! Było to kilka lat temu. Wyrosło 🙂 Życie jest już normalne, ale na samą myśl mam ciarki.
    Znam to czytanie etykiet, sprawdzanie, obserwowanie. Trzymam kciuki! U nas minęło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

%d bloggers like this: