Blog parentingowy dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
My

Bez babci i dziadka w wielkim mieście

Kiedy 11 lat temu wysiadałam z pociągu PKP na stacji Warszawa Centralna z całym uczniowskim dobytkiem nie zdawałam sobie sprawy jak zmieni się moje życie. To tu, w stolicy planowałam spędzić kolejne 5 lat. Nie przewidziałam jednak, że zostanę tu prawdopodobnie na zawsze- Warszawa stanie się moim domem, a moje dziecko  przyjdzie tu na świat.

Będąc singielką zupełnie się nie zastanawiałam nad tym tematem. Owszem, dość często jeździłam do domu i faktycznie bardzo to lubiłam. Jednak największa potrzeba przebywania z rodzicami pojawia się wtedy kiedy na świecie pojawiają się dzieci.

Kiedyś była to naturalna kolej rzeczy. Wychowywanie się wielopokoleniowej rodzinie w jednym mieście było normą. Pamiętam jak moja mama zostawiała mnie na kilka dni u dziadków- byłam niewiele starsza od Lilki.

Teraz, kiedy procent migracji wewnętrznej w Polsce jest bardzo wysoki i często zostawiamy gniazdo rodzinne na rzecz edukacji lub pracy w innym mieście jest nam trudniej. Coraz częściej dzieci są widywane w miejscach gdzie jeszcze 20 lat temu było to nie do pomyślenia. Seans w kinie dla rodziców i dziecko śpiące w foteliku obok- to już norma. Dzieci na koncertach dla dorosłych to również powszechny widok. Cywilizacja wychodzi nam na przeciw. Kiedyś takie miejsca były zakazane i dzieci były tam niemile widziane. Niektórzy idą nawet o krok dalej i zabierają dzieci na imprezy.

My, tzw. słoiki nie mamy wyjścia. Jesteśmy z dziećmi cały czas. Nie mamy pomocy kochanej babci kiedy dopadnie choroba lub zwyczajnie chcemy wyjść z mężem wieczorem. Ja też chodzę z Lilką np. na pobieranie krwi  kiedy mąż jest w delegacji.

Czy myślałam o tym 11 lat temu wyciągając torby z zatłoczonego pociągu? NIE! Miałam wtedy zupełnie inne priorytety.

Jest to zupełnie normalne, że młodzi rodzice potrzebują czasu tylko dla siebie, dla ich związku. Chociaż nasze dziecko jest absolutnie cudowną istotą mamy chęć przekazania jej w ręce kogoś innego i normalnego wyjścia razem wieczorem. Ba! To nawet nie musi być randka. Pamiętam jak około 1,5 roku temu zostawiliśmy Lilkę z dziadkami, a sami udaliśmy się na zakupy spożywcze. Mimo tego, że był to jeden dzień przed Wigilią i w sklepach panowała gorączka przedświąteczna. To były najspokojniejsze i najprzyjemniejsze zakupy w życiu. Nie przeszkadzały nam kolejki, 30- osobowa kolejka do kasy i zacinające się kolędy z głośnika. Chodziliśmy po sklepowych alejkach za ręce i uśmiechaliśmy się do siebie. Nikt nie szarpał nas za nogawki, nie strącał produktów z półek i na widok lizaków przy kasach nie robił awantury 100-lecia. Wtedy zapaliła nam się lampka, że tak bardzo tego potrzebujemy- 0ddechu, bycia tylko dla siebie.

No i jak mamy tę obietnicę realizować tu w domu kiedy żadnej babci nie ma? Kiedy jest czas dla nas? 

Zdarzało się nam uśpić Lilkę w wózku i iść wtedy do restauracji.

Często chodzimy do kawiarni, w której Pani zajmuje się dziećmi, a my siedzimy i pijemy kawę przez 2 h.

Co zrobiliśmy kiedy dostaliśmy zaproszenie na wesele bez dzieci? Był to dla nas ogromny problem, ale jednak udało się zorganizować opiekę.

Kiedy tylko przyjeżdżamy do dziadków to już w aucie sprawdzamy repertuar kin i teatrów. Tuż po zaśnięciu Lilki wymykamy się na randki.

Tak bardzo doceniamy te chwile i wciąż mamy niedosyt. Zupełnie nie wiem jak inaczej to zorganizować i bardzo zazdroszczę osobom, które dziadków mają na co dzień.

A Wam jak to idzie?

 

Ten wpis ma 62 komentarzy

  1. Misako

    Po tygodniu w Warszawie wiedziałam, że to moje miejsce na Ziemii. Uwielbiam to miasto. Teraz mieszka tu i mój brat, więc wizyty dziadków też częstsze. Mamy mnóstwo znajomych i przyjaciół, z którymi jakby co możemy córkę zostawić. Do restauracji nie lubie z moją 2 latką chodzić, bo mija się to z celem dla którego tam się udaje- relaks. Ale jest mnóstwo innych miejsc, które odwiedzamy. To miasto to możliwości i cieszę się, że tu ją urodziłam 😉 choć jestem słoikiem czuje się warszawiakiem.

    • Nebule-Ania

      Ja też bardzo lubię to miasto i nie wyobrażam sobie powrotu. My chyba będziemy też testować inne rozwiązania. Dziadkowie raczej nas nie odwiedzają, to my często jeździmy.

      • Kacha

        Aniu, wyjdę na marudę, ale niektórzy tu czekają na kontynuację cyklu Warszawa Dzieciom 🙂 Jak już tak o tej Warszawie sobie rozmawiamy:D Przetestowałam już większość Twoich rad i wszystko trafione w 100%. Pozdrawiam!

      • Nebule-Ania

        Ok, to biorę się do pracy. Porzuciliśmy ten cykl, bo nie było nas w weekendy;)

  2. Io

    My przy drugiej ciąży zdecydowaliśmy się na remont i wprowadzenie się do domu moich rodziców na osobne piętro, z osobnym wejściem. Żyliśmy tak jak wy do tej pory i to było nie normalne. Teraz pomagamy sobie na wzajem.MAMY OGRÓD! Życie z dziećmi w wielkim mieście to dla wszystkich męczarnia.

    • Nebule-Ania

      Ja akurat lubię tu mieszkać, mamy wszędzie blisko i już nie chyba bym nie podjęła decyzji o powrocie. Może na starość:)

  3. Księżniczka w kaloszach

    Dokładnie tak samo jak Wam, mimo, że babcia najbliższa 28 km dalej. Wyjście we dwoje wymaga mega ekwilibrystyki a dziadkowie blisko nie są gwarantem pomocy i opieki.

  4. Agata

    Nie idzie….mieszkamy w Warszawie rok i stwierdzam, że jak nie uda mi się ściągnąć dziadków tutaj to wracamy do Trójmiasta! 😉 A co to za kawiarnia, gdzie można pić kawę, a pani się zajmuje dzieckiem?

    • Nebule-Ania

      Poważnie o tym myślicie? Na Twardej jest Mama, Tata i Ty. Opiekunka jest od 14 do 20 w dni powszednie i w weekendy. Tylko dopiero od września:)

      • Agata

        Ja myślę, mąż nie chce o tym słyszeć 😉 Ale on tu ” robi karierę”, a ja pracuję w domu – i chyba najpierw to muszę zmienić …

      • Nebule-Ania

        To są tak trudne decyzje, nie podejmuje się ich pod wpływem chwili. Nam jest tu bardzo dobrze, tylko do dziadków tęskno. Teraz jeszcze jak Lilka nie chodzi do przedszkola to często jeździmy na dłużej.

  5. Ulissima

    Witam w klubie 🙂 My jesteśmy bez dziadków pod ręką, z tym że w małym mieście. I cieszę się, że nie tylko ja chodzę z dzieckiem na pobranie krwi!pozdrawiamy słonecznie

    • Nebule-Ania

      Ja byłam nawet kiedyś z Lilką u ginekologa:)

      • Ulissima

        Ja na razie tylko u „rodzinnego”, który zresztą moją Ulkę już zna i ma dla niej nawet przygotowane naklejki 🙂

      • markdottir

        Ja do tej pory pamiętam przerażone oczy młodej pani doktor internisty, kiedy wparowałam do gabinetu z niemowlakiem. Odetchneła z wyraźna ulgą, kiedy wytłumaczyłam, ze ja jestem pacjentem, a Madame po prostu nie miałam z kim zostawić. A pobieranie krwi to masakra. Ja sama źle to znaoszę, a z histeryzującym dzieckiem do kompletu to juz w ogóle… 😉

      • Magdalena

        mi sie tez to zdarzylo 🙂

  6. Ania

    Dziadkowie mieszkają blisko i to jest super. Dziadkowie mogą widzieć na codzień jak ich wnuki rosną i to jest świetne. Oczywiście pomagają nam bardzo. Jednak mamy świadomość, że mają swoje sprawy i staramy się nie nadużywać ich dobroci 😉 ja też z niemowlakiem wielokrotnie chodziłam do lekarzy 🙂

  7. Agnieszka Mylifestyle

    Życie we dwoje z dzieckiem w Warszawie czy innym większym mieście bez dziadków to nie problem. Staje się to problem ogromnym wtedy gdy zostajesz sama z dzieckiem. Samotne mamy w W-wie to dopiero hardkor… mnie to niestety spotkało i chwilowo pożegnałam się z Warszawą, chociaż cholerne tęsknię…

  8. maryja

    a gdzie taka kawiarnia, w której pani zajmuje się dzieckiem przez 2 godziny?

  9. Nel

    A my co weekend mamy wolne? Zachary ma rok i od 3 miesięcy weekendy spędza z moimi rodzicami w ich domu na wsi:) jak muszę cos załatwić w tygodniu to też najcześciej moja mama bierze wolne w pracy i zabiera go do siebie:) moi rodzice mieszkają 15 min od Warszawy?

  10. Ewelina

    Ja mieszkałam 6 lat w Warszawie, byłam o krok od kupna mieszkania na kredyt, kiedy mój obecny mąż mi się oświadczył było mu wszystko jedno gdzie będziemy mieszkać, ale mnie oświeciło, że nie kręci mnie Warszawa na stałe, że nikt mi nie pomoże kiedy będę miała dzieci, pamiętam widok 12-13 latków palących papierosy pod blokiem- przeraziło mnie to- nie był to jedyny i najważniejszy powód ale te dzieci „dały” taki impuls do myślenia czy ja chcę tu mieszkać. Od 5 lat mieszkamy na wsi- na początku było strasznie trudno się przyzwyczaić do tego że nie mam Blue City pod ręką i nie mogę wyskoczyć po bluzkę po pracy, ale dalismy radę- ja dałam radę. Mama bardzo mi pomaga przy dziecku i taka pomoc jest nie oceniona,wróciłam do pracy, nie wiem co to niania ( obca osoba w domu) mamy świeże powietrze, zieleń lasy- to co kocham. Do miasta blisko, a do Warszawy też często jeździmy- na zakupy, do znajomych, oczywiście z dzieckiem, do teatru na przedstawienia dla dzieci, na różne imprezy typu dzień dziecka mikołajki itd.

  11. Ania

    Mieszkam w małej wiosce z moja mama i babcia w moim rodzinnym domu Ciężko się czasami dogadać, o remont, zakupy a nawet co na obiad Mama baz problemu zajmie się naszymi synami gdy się wybieramy na randkę Podoba mi się duże miasto (najbliżej mamy do Opola), że jest więcej możliwości co do nauki dzieci, żeby gdzieś wyjść wieczorem, ale nie zamienilabym dużego domu z ogrodem, podwórkiem i sadem na małe mieszkanko

  12. radoSHE

    Mamy tak samo. Można się przyzwyczaić, a na pewno przełamać wewnętrzne bariery w zabieraniu dziecka wszędzie. Człowiek staje się duuużo bardziej elastycznym rodzicem;) Ale gdy jedziemy do dziadków do Krakowa to już tydzień wcześniej mamy ustalony cały grafik wieczornych spotkań ze znajomymi, cudownie spokojnych zakupów w zatłoczonych CH, kin, teatrów i innych takich bezdzietnych rozrywek. Na jakieś dwa tygodnie ładuje mi to baterie 😉

    • Ewelina

      My mamy osobne piętra i osobne mieszkania, Każdy żyje na własny rachunek, mamy dobre relacje. Dodam że teraz na wsi też jest więcej możliwości niż jak ja byłam dzieckiem. W mojej gminie prawie w każdej wiosce jest bezpieczny plac zabaw z prawdziwego zdarzenia. Powstają świetlice finansowane z UE, dzieci mogą chodzić na różne zajęcia są też żłobki, prywatne przedszkola, nianie też znajdą pracę na wsi 😉 Nie no super jest po prostu 🙂

  13. karolina

    a taka sytuacja że dziadkowie pod ręką ale i tak wszędzie chodzisz z dzieckiem? ja tak mam. sama nie chcę dziecka wciskać, babcia inicjatywy nie wykazuje, pomoc tylko w naprawdę ekstremalnych sytuacjach. zaliczam z dzieckiem dentystę, ginekologa, regularnie pobrania krwi etc.

  14. Mela

    Poruszyłaś bardzo ważną kwestię. My mamy podobnie jak Wy, tyle tylko że mieszkamy w Krakowie, a Rodziców mamy 60 i 120km od siebie. Za 3 miesiące kończy się mój urlop macierzyński – właśnie biję się z myślami, dużo rozmawiamy z Mężem jak zorganizować opiekę dla naszej córeczki. W grę nie wchodzi żłobek, opcja niani (obcej osoby), której mam oddać swoją pensję też jest kiepska. Zawożenie Helenki do Dziadków mieszkających 60km na 2-3 dni i spędzanie nocy bez niej to równie kiepska perspektywa….Oboje z Mężem pracujemy na uczelni – to z jednej strony daje więcej elastyczności niż praca w korpo, ale z drugiej – nie mamy wpływu na swoje grafiki. Miałam nadzieję przez urlop macierzyński ruszyć z doktoratem, ale nie ma na to najmniejszych szans…Helenka od 3 miesiąca nie śpi w ciągu dnia (może 30 minutowa drzemka do południa), energie czerpię z kosmosu, jest nocnym ssakiem, bo w dzień czasu na jedzenie nie ma. Jesteśmy w niej zakochani, cieszymy się nią i poświęcamy jej wiele czasu, ale przez to brakuje czasu na nas samych. Dlatego tak chętnie jeździmy do moich Rodziców…w te weekendy możemy pospać dłużej, pobyć razem, wyskoczyć do sklepu bez niej, poczuć spokój – bo nasze dziecko jest szczęśliwe jak nie wiem u Dziadków z ciociami… Dzisiejszy świat oferuje nam wiele, ale i wysyła bardzo wiele sprzecznych komunikatów. Czuję to w szczególności myśląc o tym czy zostać w domu z Helutą, wycofać się z życia zawodowego na najbliższe 2 lata, zanim pójdzie do przedszkola, czy jednak kuć żelazo póki gorące czyli walczyć o szybkie skończenie doktoratu, choć wiem że perspektywy na zatrudnienie po nim są marne…:( Przez cały rok akademicki, tuż po porodzie chodziłam na zajęcia z dodatkowego, anglojęzycznego programu studiów doktoranckich – było to ogromnie trudne dla mnie, dla nas, a przede wszystkim być może dla córki – gdyby nie Mąż i opatrzność, że zajęcia wypadały wieczorami, gdy Mąż był po pracy, nie wiem czy dałabym radę…:( Jeszcze czuję ten stres pomieszany z zażenowaniem, gdy wychodziłam w trakcie zajęć żeby nakarmić, bo dostałam smsa albo jakimś cudem słyszałam płacz dziecka, gdzieś daleko w korytarzach kampusu. Zostanę w domu żeby być mamą 100%, będę w oczach wielu kurą domową, utrzymanką męża. Pójdę do pracy, będę jeździć na konferencję, prowadzić zajęcia wieczorami – będę wyrodną matką, bo nie utulę do snu swojego dziecka. Helenka jeździ z nami wszędzie. Na konferencje, na imprezy do znajomych jeśli są wczesnym popołudniem(niestety większość bezdzietna, więc totalnie nie rozumie co znaczy pora snu dla dziecka i rutyna i jak kończy się przeciągnięcie jej – mówią: ale przecież możesz ją uśpić u nas…. Tak, z pewnością – nasze dziecko chłonie wszystko i uwielbia ludzi, więc w życiu nie zaśnie, ale potem to odreagowuje po powrocie do mieszkania). Podsumowując, bo strasznie to chaotycznie napisałam: ciężko być Mamą z ambicjami w dużym mieście bez dziadków. i pisząc o ambicjach mam na myśli bycie Mamą jaką chciałoby się mieć i Mamą, która jest zadowolona ze swojej pracy w której może się realizować… Pozdrawiam serdecznie!

    • Boso

      Mela przepraszam,że pozwalam sobie tutaj w komentarzach na pociągnięcie Twojego wątku. Ja mam podobnie tylko ,że jestem po trzech kierunkach studiów bez doktoratu ale z mgr no i mieszkam tysiące km od moich rodziców i całej rodziny. Mieszkamy z mężem w kawalerce nad garażem przy teściach, którzy mają dom z ogrodem. Ich pomoc coraz mniej mi odpowiada i podejście do wychowania zwracania uwagi dziecku i nasze randki np z mężem już mnie nie cieszą z powodu myśli o córeczce i o coraz większej nieufności do teściowej. Nie miałam możliwości rozwinąć skrzydeł tutaj za granica bo byłam w ciązy w wielkim mieście bez prawa jazdy, które na szczęście teraz już kończę. Mimo to nie mam czasu na rozwój, a przynajmniej nikt mi w tym nie pomaga ani nie wspiera. Czuję się ze się wypalam. A ambicji było tyle. Staram się to jakoś rekompensować , ale jest to trudne na 28 m kwadratowych.
      Trzymam za Ciebie kciuki no i nie rezygnuj. Ja też byłam mega zakochana i jestem wciąż w mojej Córuni , która ma już 2 lata i 3 miesiące, ale czuję się wypalona i nie mam ochoty na kreatywne myślenie szczególnie,że widzę jakie skutki niesie ze sobą przebywanie córki w domu dziadków. Brak skupienia uwagi , brak rutyny, skoki rozwojowe…..to wszystko przyjdzie. Nie rezygnuj z własnego rozwoju. Nigdy. To moja rada. Może w ogóle bez sensu….mnie nie było stać na to by się przemóc i do tej pory nie wiem czy zdecyduję się córkę gdzieś indziej oddać.Tylko ,że ja jestem nauczycielem na papierze. ..

  15. marta

    sposobów jest kilka – zawsze można dziecko z kimś zostawić. Są opiekunki (studentki z wielodzietnych rodzin czasem lepiej znają się na dzieciach niż my), są znajomi, czasem jakaś dalsza rodzina, którzy mają podobne problemy i można z nimi się taką przysługą „wymienić”. Ja też ostatnio siedziałam z pewnym maluchem (spał cały czas). Mam masę znajomych którzy nie rezygnują z życia kulturalnego, towarzyskiego mając np 2 dzieci, ba! w tym gronie jest też samotna matka (2 dzieci). Ograniczenia siedzą w głowie.

  16. Ania

    Ograniczenia siedzą tez w kieszeni. Niania to konkretny wydatek. Nie mówiąc już o nianiacu nieslownych, które Cię wystawiają do wiatru. My sobie radzimy w ten sposób, że nasze życie kulturalne umarło. Chodzimy tylko tam, gdzie da radę nasza 3latka. Odpadają wyjścia wieczorne, kina, teatry. Bardzo mi tego brakuje. Od września robię kolejne podejście do znalezienia sensownej niani, która nie weźmie fortuny…

    • Nebule-Ania

      Ja mam straszne opory przed zatrudnieniem niani i byłaby to ostatni mój pomysł. My zaczynamy lekko angażować dalszą rodzinę, która jest tu na miejscu. Mam też przyjaciółki, które mają na razie malutkie dzieci. Ale jak tylko trochę podrosną to może będziemy opiekować się nimi na zmianę:)

      • Ania

        Niestety, nie mamy kompletnie żadnej rodziny w promieniu kilkuset kilometrów. Mamy znajomych z dziećmi, ale wszyscy zarobieni po uszy. Mam wrażenie, że w Warszawie wszyscy żyją, by pracować ? przyjaciele zostali daleko.

  17. M.

    Mieszkamy razem z moją mamą w moim domu rodzinnym. Może ze dwa razy w przeciągu 4 lat było tak, że prosiłam mamę, żeby została na noc czy wieczorem z mlodzieżą. Postanowiłam po prostu, że to ja jestem etatową mamą i mieszkanie z babcią nie bedzie dla mnie pretekstem do zostawiania dzieci. Na zasadzie – moja mama swoje dziecko juz wychowała. Zreszta jak babcia mieszka z wnukami to tez nie jest aż tak za nimi stęskniona zeby walczyć i chcieć chwil „sam na sam”. Do tego babcia pracuje jeszcze normalnie na etacie.
    My dostosowaliśmy życie w 300% do dzieci. Jestesmy domatorami, wiec nie czujemy problemu w braku samotnych wieczorów. Poza tym po całym dniu opieki nad dziećmi (jedno w przedszkolu a drugie w domu) jedyne o czym marzę to kubek gorącej herbaty w piżamie na fotelu z książka 😉
    No i zgadza sie, wszelkiego rodzaju wizyty u lekarzy (nawet ginekologa) odbywają sie w towarzystwie dziecka. Wtedy niezastąpiona jest Peppa Pig na smartfonie 😉

    • Nebule-Ania

      Jasne zgadzam się. My zawsze zostawiamy śpiącą już Lilkę. Nie chcemy również sprawiać kłopotu, ani jej stresować. A my przed pojawieniem się dziecka prowadziliśmy bardzo bogate życie towarzyskie i teraz nam tego brakuje.
      A z tymi bajkami, to też u nas tak jest:)

    • Olivka

      Oo jak milo poczytac,ze jest ktos na tym swiecie jak i my:) w 300% popieram i podpisuje sie pod tym. Czas z dziecmi jest dla mnie boski, a. Wieczorem ksiazka, dobre jedzenie, czas na fotelu w ogrodzie,film.Uwielbiam. Zycie nocne,towarzyskie juz przestalo nas tak krecic,wczesniej sie wyszalelismy:) Czas dzienny z dzieckiem jest czyms cudownym, moze tez dlatego, ze nigdy na zakupach corcia nie robi afer i nie ciagnie za spodnice;)) a czas we dwoje wieczorny jest piekny.pozdrawiam wszystkie strony w komentarzach:)

  18. Marta

    Nie tylko wyjazd powoduje że dzieci wychowują się bez pomocy dziadków. Moi rodzice już nie żyją, a rodzice męża.. cóż… Chciałabym by moje dzieci spędzały czas z dziadkami nie tylko chodzi tu o opiekę, a przede wszystkim o obecność. Do tego jednak trzeba chęci. A ich brak

  19. pola

    U nas babcie, dziadki, pradziadki, „ciocie i wujki” sa na codzien. Nie ma dnia zeby ktos nie zawital. Natomiast bardzo odczuwam brak takich miejsc gdzie mozna pojsc z dzieckiem. Niby sa, ale jakos tak na byle jak. Restauracja z kacikiem dla dzieci a obok ze sciany wystaja kable, plac zabaw gdzie zamiast piachu czarna ziemia. Choc i tak mam wrazenie ze pomalu jest coraz lepiej. A ja w stolicy 2 lata wytrzymalam i ucieklam. Jakos mnie to warszawskie zycie przeroslo…

  20. Marta

    U nas przez pierwsze trzy lata był dramat 🙁 Przeprowadziliśmy się do Gdańska.
    Zero znajomych! Dziadkowie w innym kraju! Po tym jak Pani która u nas sprzątała nas okradła, było ciężko zaufać komukolwiek jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi.
    Jednak znaleźliśmy rozwiązanie 😉
    Z partnerem założyliśmy przedszkole (otwarte też w nocy) dla takich rodziców jak my.

    • Nebule-Ania

      To rzeczywiście mieliście przeżycia.
      Hmmm przedszkole całodobowe? W Warszawie też jest takie- budzi skrajne emocje:)

      • Marta

        Jest wiele osób, które wypowiada się negatywnie o takiej formie opieki nad dziećmi.
        Ja przemilczę ten temat, bowiem wiem, że los może zmusić do wielu decyzji o których w danym momencie życia nie jesteśmy nawet w najgorszych koszmarach sobie wyobrazić.
        Przedszkole całodobowe to za dużo powiedziane, w ofercie naszej placówki jest możliwości zostawienia dziecka na noc, jednak nie więcej niż dwie noce. To bardziej forma doraźnej opieki, a nie hotel.
        Mój maluch chodził do przedszkola gdzie raz w miesiącu organizowane były tzw. nocki, przyznam szczerze, że cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród rodziców 🙂

  21. Marta - domowybajzel

    My mamy dziadków, babcie, ciocie i wujków na codzień. I nie wyobrażam sobie innej możliwości. Nie przez wzgląd na opiekę nad dzieckiem, bo od tego są rodzice, ale z uwagi na samą obecność. Bardzo zależy mi na tym, żeby Mateusz pamiętał dziadków, miał z nimi dobry kontakt i żeby dziadkowie mieli okazję poznać i nacieszyć się wnukiem. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, kiedy syn zostawał z kimś bez nas. Wszędzie zabieramy go z sobą. I chociaż czasami nachodzi nas myśl, by wyjechać z tej naszej mieściny (za lepszym, karierą, pieniędzmi), to szybko uświadamiamy sobie, że to nie dla nas. Nie wiem, jak nam się życie ułoży, ale póki dziadkowie są na świecie, chciałabym być blisko. I nie oszukujmy się, kiedyś to oni będą potrzebowali naszej opieki. I wtedy co? Rzucić całe to wielkomiejskie życie, które budowało się latami? Żałować, że tak mało czasu miało się dla dziadków? Że syn ich nie zna? To nie dla nas. Jest jak jest, ale przynajmniej z mamą widuję się często, z teściową kawę mogę wypić kiedy chcę, a Mati dziadków ma na codzień. Chyba nie nadaję się do życia w wielkim mieście, z dala od rodziny ;))

  22. Karolina

    Aniu, czy mogłabys się odnieść do tego artykułu: http://www.bognabialecka.pl/index.php/artykuly/porady-wychowawcze/92-co-daje-dziecku-przedszkole. Bo z niego wynika, ze przedszkola to samo zło…

  23. Ania

    Mogłabym podpisać sie pod każdym słowem tutaj,jadąc do rodziców mamy czas dla siebie ,kiedys jechalismy nawet po to żeby sie wyspać .W tym tygodniu mała została na wsi u dziadków ,ona odpocznie od tego miasta ,my niby od niej ale pustka jest straszna .Albumy ze zdjęciami poszły w ruch ,ratuje mnie fakt ze moge wszystko pozałatwiać na spokojnie ,nawet przejść sie do sklepu i cos kupic .Mysle ,że mały odpoczynek jest bardzo zdrowy dla rodzica jak i dla dziecka;)pozdrawiam

  24. Dzieciakiija

    Taki wrażliwy i prawdziwy temat poruszyłaś. My również daleko od dziadków, sami we Wrocławiu. Ktoś tu już napisał, że posiadanie dziadków blisko nie jest gwarancją opieki nad dzieckiem. „Nasi” dziadkowie są bardzo zajęci i trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby znaleźli chęć i siłę do opieki nad dzieckiem. Nie potrafię jeszcze zatrudnić na takie okazje niani, nie umiem zaufać obcej osobie. Dlatego też wszędzie dzieci zabieram (również tak jak ty do ginekologa). Dla mnie nie jest problemem brak opieki nad dzieckiem ale brak wyrozumiałości otoczenia. Nie wszyscy lubią w siedzieć w kinie czy restauracji obok rodziny z dzieckiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że płaczący maluch może być uciążliwy dla otoczenia. Staramy się wychodzić w miejsca przyjazne dzieciom albo dawać sobie „wolne” nawzajem. Myślę też, że dzieci rosną i zamiast marudzić i narzekać może po prostu cieszyć się z ich przywiązania, to się skończy szybciej niż myślimy.

    • Nebule-Ania

      Zgadzam się, nie wszyscy patrzą przychylnie na dzieci.Ja też mam takie poczucie, że ona tak krótko będzie dzieckiem. Ale raz na miesiąc lub dwa chciałabym wyjść z mężem.

  25. Anna

    Aniu, podpisuje sie śmiało pod wszystkim co napisałaś 🙂 dziś tez byłam z córeczka na pobraniu krwi :)) w okresie wakacyjnym – kiedy córka nie chodzi do przedszkola – zawozimy ja do babci i dziadka na wakacje – max tydzień 😉 bardzo lubię ten „wolny czas”, ale dłużej niż tydzień bez dziecka nie wytrzymam 😉 zwykle zabieram coreczke wszędzie – była nawet na wieczorze panieńskim mojej siostry 🙂 moj maz jest co chwile w delegacji, wiec mogę liczyć tylko na siebie – ogólnie jest super, duet mama – córka jest fantastyczny – ale jakos na kolejne dziecko trudniej sie zdecydować – wyobraź sobie ze zabierasz dwójkę do tego ginekologa ;)) mam wrażenie ze na wsi z dziadkami u boku miałabym juz pięcioro dzieci 😉 pozdrawiam serdecznie! Ania

  26. alexanderkowo.pl

    Aniu ja też mieszkam bardzo daleko od rodziny, a przez rok byłam z dzieckiem sama, pracując na etacie i było ogromnie ciężko, ale nie wyobrażam sobie, żebym mogła wrócić do rodzinnej miejscowości.

  27. markdottir

    Po pierwsze: też nie wyobrażam sobie mieszkania „na wsi”. Uwielbiam swoją szufladę „w wielkim mieście.” 🙂 My oboje jesteśmy słoiki krótkodystansowe – przeprowadziliśmy się do miasta z bliskiego podwarszawia. Do moich rodziców mamy 15 min samochodem, ale… 😉 Zawsze jest jakieś „ale”. 😉
    Moi rodzice pracują. Jak mamy sytuację podbramkową, to poratują, ale nie nadużywamy tej możliwości. Do teściów musimy się przebić przez całą Warszawę, poza tym – z różnych względów – nie zostawiłabym Madame samej u teściów. Dodatkowo ona długo była niezostawialna, a i mi się z nią trudno rozstać. Nie wyobrażam sobie wakacji bez dziecka. Nie wyobrażam sobie zostawienia mojej córki z nianią. Czasami wychodzimy gdzieś wieczorem sami, ale nie za często. Czasem mi tęskno do takich wyjść, ale generalnie nie jesteśmy zbyt imprezowi i to „raz na jakiś czas” nam wystarcza. 😉
    Oboje pracujemy, dodatkowo mąż często wyjeżdża, więc ja też mam doświadczenia w wizytach lekarskich z dzieckiem, kiedy nie da się tego załatwić inaczej, robimy razem zakupy itp. Z wyboru chodzimy razem po knajpach, zwiedzamy, podróżujemy.
    Przyznam, że teraz, kiedy pracuję, a Madame jest w przedszkolu – łatwiej jest mi tak wszystko zorganizować, żeby bez niej załatwić lekarza czy zakupy. Jak byłam na macierzyński – wszystko robiłyśmy razem.

  28. Sylwia

    Aniu. Z dziadkami nie zawsze jest tak samo. My mamy dwie pary dziadków blisko siebie, bardzo nam pomagają min zostaja z małą kiedy jesteśmy w pracy i nie mam odwagi prosić ich aby zostali z nią wieczorami 🙁

  29. Katjuszka

    Rozumiem Cię doskonale, bo i u nas jest prawie identyczna sytuacja! Do Warszawy pojechałam za mężem, wtedy jeszcze nie mężem. Nie rozumiem związków na odległość więc spakowałam walizkę i jestem. Już ponad cztery lata. Warszawę uwielbiam, i nie wiem jak mogłabym żyć gdzie indziej. Odkąd jesteśmy rodzicami, czasami jest nam źle z faktem, że Dziadkowie mieszkają ponad 200 kilometrów od nas. Nie mamy ich na wyciągnięcie ręki, a w kryzysowych sytuacjach często ratują nas Przyjaciele. Randki? Wyczekane i zaplanowane, kiedy przyjeżdża jedna Babcia lub druga. Lubię je jeszcze bardziej! Czuję się jak nastolatka!

    Pozdrawiam!

  30. mancipi

    teatralny wrocław http://www.wteatrw.pl/index.php/teatr-dla-rodzicow
    Wrocław-prawie 3 lata temu ki pojawiło się dziecko zmieniające świat rodziców (jeszcze na 2 dni przed porodem wyskoczyłam ze szpitala na premietę Bonda). Kino w nosidełku zaliczaliśmy, gdy na moje pytanie telefoniczne okazało sie że nie ma czegos takiego jak seanse z dzieckiem, teraz już są takie opcje. Jako wyrodni rodzice czesto chodziliśmy gdzieś z młodym, do 2 lat zazwyczaj było ok, na domówki zazwyczaj zapraszaliśmy do nas.
    A na wesela z zasady chodzimy bez dziecka, tylko wtedy już oddajemy dziadkom oddalonym o 70 km
    Teraz jest ich dwoje i już nie jest łatwo, póki co mamy za sobą 1 domówkę a jutro idziemy do restauracji-plan zabrac wózek i uśpic dzieci w drodze do…

  31. Agata

    U nas podobnie, chociaż jedna babcia jest blisko, ale pracuje i średnio się dogadujemy. W sytuacjach naprawdę podbramkowych lub wymarzonych (np. sprawa w sądzie lub koncert Depechów) babcia przybywa do nas z daleka. W sytuacjach codziennych – identycznie jak u Was. Ostatnio jedno dziecko z babcią zostało, a to młodsze na kolanach u notariusza godzinę spędziło. Za nic i nigdy nie przeprowadziłabym się tylko z powodu wygody i dziadków blisko. W tym roku po raz pierwszy to starsze dziecko pojechało do babci na 6 dni (jejku, jedno małe dziecko w domu to ocean wolnego czasu), ostatnio zaczęłam korzystać z pomocy studentki dwa razy w tygodniu na kilka godzin – wtedy tylko z jednym dzieckiem (w wózku) jestem w stanie załatwić większość spraw, od września przedszkole – może uda mi się nawet zdrzemnąć podczas drzemki tego młodszego dziecka… Do kina nie chodzę, chyba że na filmy dla dzieci – i tylko z tym starszym. Zaległości dla dorosłych odrabiamy na dvd. Książki czytam nocami, ale jestem najszczęśliwsza na świecie. Bo żyję swoim życiem. choć akurat rodzice daliby nam żyć po swojemu, to w koło babcie, ciocie itp. wtrącałyby się na 100% natarczywie. A tak na odległość jest w pewnym sensie wygodniej. I przede wszystkim wszędzie jest blisko – no właśnie. Czasem bywa ciężko, ale za to jacy jesteśmy dzięki temu zżyci! Nieocenione. 🙂 A dziadkowie są przez dzieci bardzo ukochani i wytęsknieni. I myślę, że w perspektywie kilku lat będą świetnymi kompanami do wspólnych wakacji. Co do spotkań towarzyskich i kawiarń, restauracji itp. – dopóki najmłodsza jest jeszcze mała, to przerzuciliśmy się na pikniki z kocem, spotkania towarzyskie u nas w domu lub u znajomych. Czasem bierzemy jedzenie na wynos, bo żadna to przyjemność siedzieć z półroczną wierciochą i nadętym czterolatkiem (czasem i tak bywa). Ale od pół roku byliśmy co najmniej kilkanaście razy gdzieś (wystawy, muzea, reatauracja, kawiarnia, pikniki – itp) w tym na wakacjach. Tyle że mniej intensywnie i dostosowane do dzieci. Nie narzekam. Podczas wakacji w tym roku była z nami babcia, za to nei było taty przez cały czas (bo remonty itp.),. W związku z tym teraz czuję się rozpuszczona i muszę od nowa przystosowywać się, że jednak babci nie ma na co dzień. W każdym razie rozumiem, doceniam i tylko osoba, która tak właśnie ma, jest w stanie w pełni zrozumieć o co chodzi, że o 21 zasypiasz na stojąco. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *