fbpx

Kocham, nie chwalę

  • DZIECKO
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [89]

 

Tak jak pisałam Wam w poście Montessori a Rodzicielstwo Bliskości jedną z zasad pedagogiki stworzonej przez Marię Montessori jest niestosowanie kar i nagród.

My w domu od samego początku również stosujemy tę zasadę.

Pewnie bardzo Was to zdziwi, bo macie teraz przed oczami Lilkę, która pewnie pierwszy raz zrobiła jakąś czynność  (dziś np. na Insta wrzuciłam filmik jak pierwszy raz rysuje kółka) i mnie z kamienną twarzą siedzącą obok. Byłam dumna, a jak! Pewnie zapytacie dlaczego jej nie pochwaliłam?

Z prostej przyczyny. Gdybym ją pochwaliła, biła brawo, krzyczała „Super, Liluś”, dała buziaka w nagrodę itp. Lila najprawdopodobniej dziś by już nie narysowała żadnego kółka, kropki, nic. Ona zrozumiałaby to w ten sposób: „Narysowałam jakieś kółka, trudne to było, ale się udało. Mama bije mi brawo, cieszy się ogromnie, bo to najpiękniejsze  (jak dotąd) kółka jakie narysowałam. Skoro mama tak mnie chwali to już nie muszę się starać.

Albo narysuje inne byle jakie i tak się będzie cieszyć”. Często dzieci w takiej sytuacji robią coś i czekają na „brawo”. Robią coś tylko po to żeby dostać naklejkę, pieczątkę, buziaka. Nie ćwiczą nowej czynności dla siebie.

Robią to tylko dla nagrody.

Uwierzcie mi, tak jest! Dzieci są wówczas zewnątrzsterowne, podatne na wpływ innych ludzi, ciężko im samodzielnie podejmować decyzje. Brak kar i nagród pobudza w dziecku wewnątrzsterowność. Dziecko polega na własnych opiniach, jest pewniejsze siebie, ma własne cele. Reasumując, chwaląc dziecko to my sterujemy jego zachowaniami.

Pamiętajmy też, że brak nagrody jest dla dziecka karą. A jak to wygląda w praktyce? Kiedy zupełnie nie mogę wytrzymać żeby ją pochwalić nazywam spokojnie daną czynność: „Tak, narysowałaś kółko”, a w wyobraźni biję brawo, podskakuję ze szczęścia i wrzeszczę w niebogłosy: „Lila, narysowałaś kółko!!! Najpiękniejsze kółko jakie w życiu widziałam”.  

p.s. Kiedyś któraś z Was mnie pytała jak pracuję nad tym, że Lilka tak długo skupia uwagę na danej czynności. To jest również jedna ze składowych. Niedawno w jednej z kafejek dla mam widziałam mamę z chłopcem. On wrzucał klocki do sortera, a mama siedziała obok. Wrzucił jeden klocek, patrzył na mamę. Mama biła brawo i tak w kółko. On wrzucał te klocki tylko po to żeby dostać brawo, a nie żeby doskonalić tę umiejętność.

Komentarze

    Ja często nie wytrzymuję i pękam i chwalę a potem się gryzę w jęzora, nie jest to łatwe to co robisz ale ważne!

    Powiem Ci szczerze, ze na poczatku mojej pracy w placówce Mintessori było mi bardzo ciezko. Dzis juz do tego przywyklam. Ale najlepszy jest moj maz, który czasami mowi w stylu: ” Lila, świeeeee(tu sie orientuje, ze chce pochwalić) świeeeeci słońce 😉

    Mnie tak wychowano. Mam bogate życie wewnętrzne i zajmuje się własnymi sprawami, samodoskonaleniem. Natomiast mam także głębokie poczucie, że jestem niewidzialna. Dziwię się kiedy ktoś kogo nie widuje na co dzień mnie poznaje. Że niby po czym odróżnia mnie od innych? Czuję się naturalnie kiedy się mnie z kimś myli. Chociaż przez to poczuci,e że cokolwiek zrobię to i tak na jedno wychodzi obiektywnie rzecz ujmując wypadam trochę ekstrawagancko.
    Reasumując: zyskałam na rozwoju osobistym, a straciłam na relacjach międzyludzkich. Mam problem z angażowaniem się w projekty grupowe.

    Albo ujmę to inaczej: mam silne poczucie własnej wartości, bo wiem ile potrafię ale mam problem z oszacowaniem swojej wartości w oczach innych.
    Przykład: ktoś mi powie – ale masz krzywo obciętą grzywkę! Odpowiem – ale masz niebieskie oczy. (Pełna odpornośc na oczekiwania)
    Przykład 2: chłopak mówi przed wyjazdem – jesteś taka wspaniała, nie wiem jak wytrzymam bez Ciebie te pare dni… Odpowiem: – No przecież takich ja to wszędzie na pęczki. Tam gdzie jedziesz też…no może w innym kolorze ha ha. (I dopiero po minie widzę, że coś zepsułam)

    Piszę to wszystko dlatego, że uważam, że jak matka się gryzie w język by zaprzeczyć swoim uczuciom to też tworzy dziecku nieprawdziwy obraz świata. Przez takie wychowanie dziecko coś zyska, coś straci, ale na pewno straci na relacji z matką. I jak ta powie kiedyś po latach – zawsze byłam z Ciebie bardzo dumna. To usłyszy – tak, czemu? (Bo zabrzmiało to w uszach jak – czosnkowe lody są dobre na paznokcie)

    Bardzo mądrze napisane. Sporo czytam na temat dzieci, ich rozwoju, metod wychowania. Cześć z tych wiadomości wcielam w życie, ale zawsze, absolutnie zawsze zdaje się na to co podpowiada mi serce oraz intuicja. Jestem człowiekiem bardzo szczerym wobec każdego, a najszczerszym wobec dzieci i nie wyobrażam sobie udawać przed nimi niczego. Potrafię przy nich płakać i potrafię skakać pod sam sufit. Potrafię powiedzieć, że jestem smutna lub zła przez ich zachowanie i potrafię zachwalać każdą pojedynczą, najdrobniejszą czynność. Popełniam błędy i nad nimi pracuje, ale tego jednego nigdy nie zmienię. Synek jest jeszcze zbyt mały, ale córka nie ma jeszcze 3 lat, a ja już od dawna rozmawiam z nią jak z najlepszą przyjaciółką. Razem się cieszymy z sukcesów bardzo mocno i razem przeżywamy problemy i porażki. Nie stosuje kar na zasadzie „karnego jeżyka”, raczej nie stosuje nagród materialnych. Jeśli chce coś dać daję. Kary są słowne na zasadzie „zrobiłaś to źle. Tak nie wolno” itp. i nagrody też są słowne, też są brawa, uściski. Córka pomimo tego że jako niemowlę i później małe dziecko była niepewna, przesadnie ostrożna, bardzo zdystansowana teraz jest odważna, pewna siebie i otwarta, a już kiedy ja jestem obok wie że może wszystko! Bardzo dziękuję za Twój komentarz bo jest taki rzeczowy, przytomny i szczery. Po przeczytaniu wpisy na blogu za całym szacunkiem dla autorki, nie mogłam uwierzyć że mamy robią to dzieciom, że jest to powszechne, uznane za „fajne” i nie niosące więcej szkody niż pożytku.

    Czy naprawdę nie można być w tym wszystkim człowiekiem i pochwalić, kiedy dziecko zrobi coś lepiej niż dotychczas? Gdy ktoś się stara i próbuje przewyższyć swoje umiejętności zasługuje na zauważenie i docenienie (nie stricte nagrodę)

    Muszę przyznać ze z takimi umiejętnościami jesteśmy daleko w lesie. Nie wiem z czego to wynika. Ciagle obserwuje swoje dziecko i widzę kiedy jest na coś gotowy a kiedy nie. Sorter służy właśnie do rzucania klockami. Wcześniej myślałam ze w koło siebie ma za dużo innych zabawek które go być może rozpraszają. Ale nie. To nie to. U niego to jeszcze nie ten etap i już. To na temat skupiania sie.
    Co do chwalenia:) piękny wpis:) ja chwale:) ty sie tego nauczyłas w nas siedzi to zakorzenione ze trzeba chwalić:)))
    A mąż twój mnie rozłożył na łopatki:)))))))

    Widocznie Feliks ma teraz na cos innego okres sensytywny. Obserwuj i podsun jakies podobne zabawki. Lila obecnie ma fazę na kształty i ma wsystawione prawie same zabawki, ktore sa związane z ksztaltami.

    A jak to wygląda z karami?
    Bo ja jak mam przed oczami siostrę moją 3letnią i widzę jak bawi sie psem.( celowo nie piszę z psem gdyż on robi za zabawke-kule do kregli) to po 30 zwroceniach uwagi i tłumaczeniu a nawet zabraniu psa (ktory niestety jest mobilny i moze go po chwili przechwycic) nie mamy pomysłu co zrobić.

    Wiesz, u nas tez nie jest tak, ze pozwalam Lilce na wszytsko. Nie stawiam granic, ale jej cały czas pokazuje. Dzieci uczą sie przez doświadczanie i tak nie mowie „Lilka, nie wybiegaj na ulice”. Tylko tłumacze: Lilu zobacz, auto po ulicy jedzie szybko. Ludzie chodzą po chodniku. A małe dzieci chodzą przy ulicy za rękę. Daj mi rękę. Tak trzymam Cie za rękę, bo obok jest ulica itp itd. Ona ma 18 miesięcy i to rozumie. Mysle, ze jakby 3-latce tłumaczyć te granice, a nie tylko zakazywać z pewnością bu zrozumiała. Żyjemy w swiecie gdzie juz granice zostały dawno ustalone. Naszym zadaniem jest wlasnie ich pokazywanie.

    Staram się…ale nie zawsze mi wychodzi…bo to takie naturalne i szczere z mojej strony bo te umowne „kółka i kwadraty” naprawdę są na danym etapie najpiękniejsze na świecie! 🙂
    Przyznaję się bez bicia…zdarza mi się chwalić…

    Mama Synalka nie dołuj się, ja też ciąglę pękam z dumy (na głos), gdy tylko zauważę nowe umiejętności, ba fanfary mi z buzi lecą 🙂

    Naturalne w sensie że moje pochwały aż same wyrywają się z ust.
    Ty „bijesz brawo w wyobraźni” a ja po prostu robię to 🙂
    Bo tak krzyczy w danym momencie moje matczyne serce! 🙂

    No, nie wiem… moi rodzice chyba wychowywali mnie nieświadomie w duchu tych zasad i dzisiaj mam do nich przeogromny żal, że nigdy nie potrafili mnie docenić, że wszystko czego dokonałam nie zasługiwało nawet na głupie „jestem z ciebie dumna”. Nie usłyszałam tego NIGDY a nie powiem powodów dostarczałam sporo. Zawsze słyszałam, że dobre oceny nie zasługują na uznanie, bo „jeśli się nauczyłam i dostałam 5 to ta piątka jest dla mnie nagrodą i słów pochwały nie trzeba”. I właśnie to jest jeden z tych powodów dla których nie jestem w stanie ich pokochać i jedyne co czuję to, to że zmarnowali mi dzieciństwo i na mnie nie zasługiwali. Z tego powodu mam zamiar chwalić moje dziecko, chwalić i mówić mu że jestem z niego dumna cały czas, żeby nie musiało w wieku 20 lat robić rachunek sumienia i tłumaczyć sobie, że brak słów „jestem z ciebie dumna” nie oznacza, że moja mama tego nie czuje (chociaż powiem szczerze, że raczej sobie to wmawiam). No, ale to wasze dziecko i wychowujecie je jak chcecie. Może Lili wam podziękuje, kto wie (byłoby ekstra i tego wam życzę). Ale warto czasami spojrzeć na jakiś temat z drugiej strony:)

    Dzieki bardzo za ten komentarz. Wiesz wydaje mi sie, ze Twoi rodzice nieświadomie przegieli w druga strone. Ja Lilki nie chwale za to co robi tylko jaka jest. Z pewnością wiele razy powiem jej, ze jestem dumna, ze ja podziwiam za ogół, a nie za konkretna rzecz jaka zrobiła.

    Własnie ja czytając tego posta miałam myśli, ze co jak to dziecko będzie się kiedyś czuło jak anonim powyżej? Szczerze mnie rodzice wychowywali tak, że zawsze byłam chwalona, ale nie za byle pierdołę tylko jak naprawdę coś osiągnęłam. Mama mi zawsze wtedy mówiła, ze jest ze mnie dumna i dziękuję jej za to. Z drugiej strony zawsze mi mówiła, ze uczę się dla siebie i nigdy nie uczyłam się np. na piątkę, żeby dostać a to pochwałę od rodziców….po prostu pochwała to był miły dodatek i tyle. Niby takie nic, a czasem dla dziecka sporo znaczy…tak jak piszesz trzeba umieć to wyważyć!

    Zapewne tak jest jak piszesz, no ale my to w ogóle jakaś wybitnie dysfunkcyjna rodzina jesteśmy:). W życiu najważniejszy jest zdrowy rozsądek i umiar. Pochwała czy duma jest niezbędna to tego żeby wiedzieć, że to co się robi ma sens i dla kogoś jest ważne. Może rzeczywiście stwierdzenie „jesteś bardzo zdolna” jest lepsze od „ładnie ułożyłaś puzzle”, zostaje na dłużej w pamięci… Chyba będę tutaj wracać żeby nie przegiąć z moimi dziećmi w drugą stronę:)
    Pozdrawiam.

    a moze nie „jestem z ciebie dumna”a ” mozesz byc z siebie dumny”-to wspaniale buduje poczucie wlasnej wartosci

    Wlasnie nad tym sie zastanawialam. Ostatnio czytalam o tym w jednej z ksiazek i czy wlasnienie 'przegnie’ sie w druga strone. Mi bylo by przykro mimowszystko… ja chwale, choc staram sie nie przesadzac. U mojej 14 lat mlodszej sios przesadzilismy z pichwalami i teraz nie musi sie uczyc na bierzaco, bo na dzien przed i tak zapamieta i w sumie poki co tak jest…

    W pełni zgadzam się z Pani poglądem. Dzieci które nie są chwalone przez całe życie poszukują uznania w oczach innych. Rodzic jest pierwszym recenzentem zachowań dziecka – pochwała jest sygnałem, ze kierunek jego działania jest dobry, pożądany. Mój mąż wychowywany był według zasad – nie chwalimy. Do dziaiaj czuje się niewidzialnym człowiekiem i „szaleje” z radości koedy ktoś doceni jego pracę. Relacje z rodzicamia raczej chłodne i pomimo upływu wielu lat i tak zabiega o ich uznanie i akceptację. Ja z kolei przeciwnie – bylam często i dużo chwalona. Ja i moje rodzeństwo odnieśliśmy duże sukcesy (z własnej, wewnętrznej motywacji), mamy fajne rodziny i jesteśmy wyluzowanym, spokojnymi ludkami. Chwalmy dzieci! Ps. Maria Montesori nie wychowywała swojego dziecka – może lepiej nie ufać na ślepo całej jej teorii wychowania?

    Ja mam chyba tak jak większość matek pogląd, że moje dziecko jest najpiękniejsze, najmądrzejsze itd. Jeśli chodzi o chwalenie, to wydaje mi się, że nie przesadzam w tej kwestii. Mój Jurek bardzo lubi bawić się sam, chodzić po mieszkaniu, po trawie na spacerze. Gdy coś robi ja to komentuję czasami mówię mu, że to czy tamto zrobił dobrze/ świetnie/ super. Nie byłabym raczej w stanie zupełnie wyzbyć się chwalenia go. Ale z drugiej strony rozumiem to, o czym piszesz, że pochwały mogą stać się dla dziecka większym motorem do działania niż jego wewnętrzna ciekawość, czy chęć poznawania świata. Staram się więc znaleźć swój „złoty środek”.

    no no dobrze, że An nam uzmysłowiła, żeby w przesadę nie popadać:) i tak dziś już ze dwa razy powiedziałam : ” śliiiiii” co kiedyś brzmiałoby „ślicznie” ;D

    Rzeczywiscie w terapii jest inaczej, bo tego inaczej nie mozna nazwać. Jestescie teraz w domu terapeutami Zuzi. Jezeli chcecie pracowac nad tym mozecie mowic np. „Tak, powiedziałaś auto” dodatkowo jeszcze wzmacniacie to nowe słowo przez powtórzenie.

    Warto jest chwalić, bo dziecko potem chce to powtarzać. Ale nie wiem. Mnie się tak może tylko wydaję. Ale wydaję mi się, że dziecko jak się go pochwali jest radosne i chętne by powtarzać tę czynność. Nie mówię tu o karmieniu go słodyczami czy wychwalaniu nad niebiosa, bo to może być przesadzone

    An. Twój blog jest zdecydowanie moim ulubionym – pozwolę sobie na małą polemikę:
    Chwalę swoje dziecko z ogromną przyjemnością i w zamian otrzymuję również wiele pochwał: a najbardziej lubię ten komplement: „mamusiu jesteś dziś piękna jak ja :D” (dziecko docenia, że się umyłam, uczesałam, podkreśliłam oko i zmieniłam poplamione od gotowania ciuchy 😉 kocham chwalić moje dziecko, bić brawo i skakać z radości – radość jest dla dziecka również motywacją – uczy się, że jego postępowanie ma wpływa na otoczenie i wywołuje emocje i że swoim postępowaniem może sprawiać radość drugiemu człowiekowi.
    Czy mama nie cieszy się, gdy dziecko zjada ugotowany przez nią obiad i mówi: „mamusiu, ale pyszną zupkę dziś ugotowałaś” – po takich słowach mam ochotę, mimo zmęczenia, ugotować jeszcze dziesięć innych dań!!! Moje dziecko obsypuje mnie komplementami i tworzymy sobie takie małe kółko wzajemnej adoracji 🙂 Brak nagrody to kara – słusznie! Nie będę się cieszyć i skakać z radości, jeśli dziecko zrobi coś niewłaściwego – przecież inaczej nie zorientuje się, że powinno postąpić inaczej.
    To jest tak, jakby mężowie nie obsypywali nas komplementami, bo jeśli zaczną, to nie będziemy już ładnie wyglądały, prały, sprzątały, gotowały, pracowały, wychowywały dzieci, rozwijały etc. Czy pochwały nie uskrzydlają? 🙂 Świetny blog An. pisz pisz pisz, bo bardzo dobrze to robisz!!! 🙂 Pozdrawiam serdecznei!!! Ania 🙂

    Haha, ale mnie tu nachwalilaś:) no taki komplement jak Ty tez bym chciała usłyszeć! Moja nie musi mowic czy dobry obiad ugotowałam, sama widze. Jak nie zje to znaczy, ze jej nie smakuje ( ostanio makaron w sosie pomidorowym z cieciorka).

    Wiesz, to jest tak trudne, bo z jednej strony ja sama lubie i nienawidzę byc chwalona. Nie umiem przyjmować komplementów. I najabardziej jestem szczęśliwa jak sama sobie pomyśle:” Anka! Dalas rade! Brawo”. Wtedy wiem, ze ten osad jest w 100% szczery”.

    P.s. Odpisze Ci jeszcze na Twój poprzedni komentarz. Na metodę Domana (ajpon chciał mi zmienic na metodę Romana:) juz jest chyba za pozno dla Twojej Zochny. Ona juz pewnie jest na etapie, ze czasami odpoznaje litery (nazywa jakas pojedyncza literę). A Doman uczy „odczytywać” całościowo, traktuje wyraz pisany jako obraz. Na Waszym etapie polecałbym szorstki alfabet. Jak bedziesz zainteresowana to wysle Ci instrukcje. A teraz pewnie i tak coś piszecie. To dam Ci jedną radę. Jezeli cos piszesz to zawsze używaj pisma pisanego (takiego jak w 1 klasie podstawówki), bo jezeli zacznie czytać litery pisane to bez problemu przeczyta tez drukowane. A jezeli najpierw beda drukowane, to pozniej czeka ja jeszcze nauka alfabetu pisanego.
    Pozdrawiamy!
    P.s. 2 jak torba?

    Bardzo prosze o rade z tym szorstkim alfabetem . 🙂 POzdrawiam
    Basia

    Ad.1. Komplementy
    Z komplementami jest jak z ludźmi – są szczere i nieszczere – takie życie 🙂 podobno my, Polki, mamy problemy z przyjmowaniem komplementów – jak ktoś pochwali czyjąś bluzkę, to się zaczyna wyjaśnianie – że to z ubiegłej kolekcji i wogóle się gniecie itd… Ja też lubię komplementy, czasem mam syndrom jak opisany powyżej, ale świadomie z nim walczę, za komplementy szczere dziękuję i się cieszę a za nieszczere tylko dziękuję – sama należę jednak do osób szczerych i nie rozpływam się w pochwałach na temat czyjegoś starego wyciągniętego swetra, ale nie potrafię milczeć, kiedy mi się coś podoba 🙂

    Ad. 2. Alfabet
    Masz rację – wyrazy już zaczynałyśmy literować – czyli metoda się u nas zdeaktualizowała – pobawimy się z alfabetem pisanym – będę bardzo wdzięczna za instrukcję 🙂
    Torba dotarła – jestem zachwycona!!! Nawet pudło, w które była zapakowana było wyperfumowane 🙂 jest dopracowana w najmniejszym szczególe, zamówię jeszcze drugą parę uchwytów 🙂 będzie idealna na długie spacery z Zosią, na wypady do sklepów, wyjazdy za miasto, no i do pracy też ją wezmę 🙂 rewelacyjna gabarytowo i gatunkowo, ogólnie super 🙂

    Przepis bardzo prosty. Idziesz do Piotra i Pawła i na ekopolce znajdujesz cieciorkę w sosie pomidorowym:)

    A ja nie do końca się z tym zgodzę ;-p ale oczywiście specjalistką w tej dziedzinie nie jestem – uważam, że UMIARKOWANE chwalenie jest wskazane.

    Moi rodzice mnie chwalili jak zrobiłam coś dobrze – wiadomo, że nie zwoływali wszystkich żeby mi brawo bili ale zwyczajne powiedzenie – Kinia super, bardzo ładnie, o super dostałaś piątkę z fizyki/matematyki (której była moją piętą achillesową). Dla mnie to wystarczyło i dawało motywację do dalszej pracy do dalszej nauki. I nie robiłam tego dlatego żeby dostać kolejne „brawa” tylko to dawało mi poczucie że ktoś docenia to że siedzę po 5 godzin nad całkami i że ktoś zauważył że jakoś udało mi się je przyswoić – dawało mi to takiego kopa – dałaś radę teraz to zobacz dasz radę następnym razem, Lilę chwalę i doceniam słownie – mówię czasem właśnie „brawo Lila ułożyłaś puzzle” – jej się to podoba i dalej ćwiczy – układa nawet jeśli akurat nie powiem że super ułożyła, nie wygląda mi to na układanie puzzli tylko po to żeby usłyszeć pochwałę. Widzę że kiedyś nie mogła skupić wzroku na tych puzzlach dłużej niż sekundę teraz może siedzieć i je układać i układać.

    Podsumowując przyjęłam zasadę – wg. moich rodziców (którzy uważam, że dobrze mnie wychowali) że nie można przesadzać ani w jedną stronę a ni w drugą. Moim zdaniem takie nie chwalenie w ogóle może zostać później przez dziecko odebrane jako jej/jego nie docenianie i moim zdaniem może skutkować takimi zimnymi relacjami typu: moja mama to nigdy nie powiedziała że zrobiłam coś super.

    / kika1983

    a w ogóle to jak tu zrobić żeby się zalogować bo ciągle muszę się podpisywać ;-p /kika1983

    Dla mnie to troche naciagana teoria. Dla dziecka zachwyt i duma w oczach rodzica to tez pochwala, tyle ze nie wyrazona w sposob werbalny. To zeby dziecko chcialo uczyc sie i zdobywac nowe umiejetnosci dla siebie osiagniemy budujac jego poczucie wartosci, podsycajac ciekawosc na codzien.

    Zreszta ja syna chwale i nie widze by byl zewnatrzsterowny. Jest bardzo samodzielny, umie zachecic rowiesnikow do wspolnej zabawy, tworzy im scenariusze zabaw i nie ma problemow z podejmowaniem decyzji. Jest wrecz bardzo zdecydowany:-)

    Jako córka psycholożki zawsze myślałam, że nie ma nic gorszego niż bycie córką psychologa lub nauczyciela, ale widzę, że bycie córką pedagoga to również ciężki kawałek chleba…

    Moim zdaniem trzeba najpierw poznać swoje dziecko.
    Wnerwia mnie kiedy teściowie biją brawo i skaczą pod niebo z radości bo Młoda narysowała kreskę (WTF????!!!!????). Chwalimy Młodą, ale z umiarem. Nie za wszystko, nie za byle co. Staram się chwalić bardziej wysiłek niż efekt, choć często zbyt emocjonalnie podchodzimy do sprawy.
    Do czego zmierzam….
    Są dzieci, dla których pochwała jest równoznaczna z osiągnięciem szczytu starań – skoro chwalą, to więcej się wysilać nie muszę, tak jak piszesz. Ale sa też dzieci, dla których pochwała jest zachętą, motywacją do dalszego „starania się”. Kwestia charakteru dziecka i przede wszystkim – sposobu chwalenia. Chwalić wysiłek i zauważać efekt.
    Co do systemu kar i nagród… Staram się Młodej nie karać, ale też wie, że pewne zachowania mają swoje konsekwencje (co dla niektórych już jest karą samą w sobie…). A nagrody? Cóż, wolę, żeby motywacja do robienia pewnych rzeczy była wewnętrzna a nie zewnętrzna. Więc raczej nie dostaje nagrody za np. dobrze zjedzony obiad… Ale też odpowiednia pochwała (np. zachowania, o które walczymy od jakieś czasu) jest rewelacyjną nagrodą dla niej.

    Ja nie zgadzam się z tą pedagogiką, co więcej, na zachodzie szkoły Marii Montessori robiły furorę dwadzieścia lat temu, teraz odchodzi się od tej metody. Sama znam kilkoro dzieci, które ukończyły szkoły Montessori, miały problem we współczesnym świecie, przede wszystkim z własną samooceną, z wykorzystaniem nabytych umiejętności w życiu itp. Teraz odchodzi się od tej metody. Owszem, niektóre elementy tej pedagogiki, zwłaszcza nastawione na współdziałanie, wzajemną pomoc, uczenie się od innych i indukcyjne są godne uwagi. Ale tylko elementy, a nie całość. Do mnie bardziej przemawia pedagogika korczakowska. Uwaga na temat pracy czy osiągnięcia, szczera i konstruktywna tylko motywuje. Schemat myślenia dziecka przedstawiony przez Ciebie jest tylko jednym z wielu możliwych. Lepiej opierać się na indywidualnym charakterze malca, jego wieku i związanych z tym prawidłowościami niż z góry określoną taktyką.

    Na pewno dużo jest racji w tym co napisałaś, ale…kłóci się to z moimi odczuciami 😉 Jak mnie coś zachwyci, to okazuję to odpowiednim czynem lub słowem. A gdy Lil była mała i robiła coś nowego, to brawo też biłam.
    Przeciwna jestem natomiaast wychowaniu na zasadzie nagród i kar typu: wisi tablica i za zjedzenie owoca dostajesz +, a za złe zachowanie -. O to to nie!
    Uważam, że brak pochwał może mieć negatywne skutki w przyszłości, tak jak napisał to pierwszy Anonim.
    Uważam też, że sposób wychowania który opisujesz w tym poście jest zbyt trudny to zrealizowania (w Pl jest naprawdę mało placówek tego typu, jest to mało spotykane) i może przynieść dużo szkód. Dlaczego?
    I jeden, i drugi rodzic postępuje w ten sam sposób – super. Przyuczysz babcię do takiego postępowania – super. Dziecko chodzi do przedszkola montesorri – super. Znów mamy to samo postępowanie. Dziecko idzie do szkoły montesorri – super. Gorzej jak okaże się między czasie, że idzie do „normalnej” placówki (przyczyny są różne: przeprowadzka, brak kasy, itp.). Tam panują już inne reguły. Pomińmy szkołę. Weźmy pod uwagę otoczenie, jakże różne, z którym dziecko będzie się spotykało. Jest świadkiem rozmowy, gdzie inny rodzic chwali swoje dziecko. Myślisz, że nie nasuną mu się pytania „dlaczego mama mnie nigdy nie chwali?…robię to gorzej?…jestem gorszy?!!”. Fajnie jak Cię zapyta dlaczego nigdy nie chwalisz, ale…wtedy będziesz mu tłumaczyła zasady montesorri? 😀 Najgorsze jest to, że może nie zapytać. Zamknąć się w sobie, odsunać od bliskich.
    Ja to tak odbieram…

    A co myslisz np. o biciu brawo jak dziecko zrobi siku nocnika? Wiesz co to moje chwalenie jest inne i wydaje mi sie, ze lepiej bedIe dla dziecka kiedy przyniesie mi obrazek a ja zamiast mowic, bardzo ładny rysunek powiem ” podoba mi sie jak użyłas żółtego”. Typ rodzicielstwa jaki wybraliśmy w żaden sposob nigdy nie da jej odczuć, ze jest gorsza. To rodzicielstwo pełne miłości, przytulania, zauwazania drobnostek.

    Jako autorka pierwszego komentarza anonimowego (trzeba było się jakoś podpisać, mam za swoje) nie do końca zgodę się z panią, pani An. i ze stwierdzeniem „typ rodzicielstwa jaki wybraliśmy w żaden sposób nie da jej odczuć, że jest gorsza” – mniej więcej to samo usłyszałam od mojej matki, kiedy kiedyś wygarnęłam jej, że mnie nigdy nie potrafiła docenić. Ona też twierdzi, że nigdzie nie popełniła błędu, że wychowałaby mnie znowu tak samo, że wszystko było cacy super, a to że milion nocy przepłakałam myśląc jak bardzo jej nienawidzę, jest chorym wymysłem mojej wybujałej wyobraźni, bo mnie się american dream marzyło i naoglądałam się obrazków „rozpuszczonych bachorów”. Skąd pani wie co czuje Lila? Rodzicom często wydaje się, że robią dobrze, a skutek jest zgoła odmienny. Na nieszczęście dopiero za wiele lat dowie się Pani czy Lila będzie wdzięczna czy rozgoryczona. Nie chcę napisać, że będzie czuła złość do Pani, ale proszę nie zakładać, że będzie mega usatysfakcjonowana. I nie do końca rozumiem jak można jednocześnie zauważać drobnostki a z drugiej strony nie chwalić czy wyrażać zachwytu. Dla mnie to nie do połączenia.

    Nie jestem żadna Pani:) wiesz, tak jak juz pislam wyżej mowie lilce ze jestem dumna, ze ja podziwiam. Po prostu nie bije brawo i nie krzycze super. To tyle:)

    Aha. Czyli jednak Pani chwali, bo początkowo wywnioskowałam, że ta metoda opiera się na zupełnym braku pochwał i podziwiania i dlatego wywołało to we mnie reakcję alergiczną razem ze wstrząsem anafilaktycznym. No tak. Chwalić z głową.

    Chodzi o to, że nie chwali się dokonań w stylu korzystanie z nocnika, rysunek, samodzielne ubranie się. Dziecko samodzielnie dąży do takich umiejętności. Można powiedzieć dziecku „bardzo Cię kocham, jesteś mądra, ładna i bardzo zdolna” bez okazji. Ale ja osobiście to w ogóle nie lubię „stosowania teorii” w życiu

    A powiedz jak udaje Ci się wdrożyć dziadków Lili w taki pomysł na wychowanie. Czy oni też „stosują się do tych zasad”, że się tak wyrażę?

    Lila niestety widzi sie z dziadkami bardzo rzadko. Ale rzeczywiscie zdarzalo sie, ze bili brawo. A Lilka juz tak ma zakorzenione, ze jej to nie zbilo z tropu. Mało tego, lilka bije brawo jak ktos skonczy śpiewać/ tańczyć czyli w adekwatnej sytuacji.

    Moja mama to chyba miała Montessori we krwi…nie często byłam chwalona, wiem, że mama była ze mnie dumna, ale oszczędzała w pochwałach, a także biciu brawa. Po takich doświadczeniach sama postępuje inaczej. Biję brawo, klaszczę i cieszę się z sukcesów Mikołaja i robię to naturalnie, gdybym tego nie robiła to nie byłabym sobą, tłumiłabym tą radość jaką mi dają Jego osiągnięcia. Oczywiście nie przeginam w żadną stronę, nie jestem też za cukierkiem za zjedzony obiad. Mnie tych „braw” trochę brakowało i nie chcę potem tak, jak ja teraz z moją mamą po prawie 30 latach „przegadywać” tych wszystkich sytuacji z moim dzieckiem, bo coś jednak mi zostało, jakaś zadra w sercu. Poza tym obserwując zachowania ludzi dookoła (place zabaw, piaskownice i inne miejsce z rodzicami, babciami i nianiami) to z ręką na sercu nie poznałam jeszcze nikogo, kto by chociaż miał odrobinę w sobie ducha Montessori i myślę, że nasze społeczeństwo nie dorosło jeszcze do tego typu zachowań i jak napisała Million Feet jak wszyscy dookoła stosują się do tych zasad (wiem jak ciężko to przychodzi np. babciom) dziecko chodzi do żłobka, przedszkola, a potem szkoły Montessori to ok, ale przecież na podwórku będzie bawiło się z dziećmi i ich rodzicami nie – monte to może przyjść taki moment, że Lila zapyta dlaczego Jej nie pochwaliłaś za to, że upiekła super fajny tort z piachu, a inne mamy mówiły do swoich pociech, że to było super cudne. Takie jest moje zdanie na ten temat;-)

    Chyba wiem, o co Hani chodzi. Rzeczywiście, to trochę tak jak w Stanach – tam osoby, które nie mają auto afirmacyjnej postawy, nie są tolerowane i na pewno mają trudniej (bo szarych myszek nikt tam z kąta nie wyciąga). U nas to też chyba idzie w tym kierunku…Czytałam kiedyś komentarz pewnego socjologa do „biadolenia” dziennikarzy, że oto rośnie nam pokolenie jedynaków i jak to będzie im trudno kiedyś, bo nie potrafią współpracować itp. I ten socjolog zauważył, że przecież oni będą tworzyć społeczeństwo jedynaków (tzn. będzie ich większość) i że to oni będą narzucać normy społeczne. I – paradoksalnie – trudniej może być właśnie tym, którzy „rozpieszczonymi” jedynakami nie są. Przyznam, że wizja lekko przerażająca, ale daje do myślenia…

    Haniu, dziekuje Ci to bardzo cenny komentarz. Zawsze jest mi przykro jak ktos ma negatywne skojarzenia z dziecinstwem. A nie uważasz tez, ze to jak wychowali Ci rodzice (a myślałaś, wtedy ze to złe) stworzyło Cie taka jaka jestes? Czyli wlasnie fajna babka, z jajem, ktora nie przejmuje sie opiniami innych?
    A co do przykladowego tortu z piachu. Jak Lila robi taka babę to ja mowie najcześciej: ” lilu zrobilas wielka babkę, przyklepalas, zdjelas foremke, napracowałas sie. Zrobimy jeszcze jedna?” Osobiście nie uwazam, ze takimi słowami ja krzywdze.

    Jezu, żeby teraz nie bylo, że bardzo mnie skrzywdzili, miałam cudne dzieciństwo!! Właściwie to przegadywanie zaczęła Mama i to Ona mi uświadomiła, a najpierw pewnie też sobie, że mało mnie chwaliła. Dlatego za każdym razem jak pochwalę Mikołaja, a Ona jest przy tym to chwali mnie za to:) No reasumując tak, jak napisałaś źle ze mną nie jest:)

    Ja złapałam się na biciu brawo właśnie na nocniku. Co prawda korzystamy z niego od jakiegos 8 msc życia jednak nie mogę wyjść z podziwu….moja córka zna nocnik tak jak 2,5 letnie dzieci i nie mogę tego opanować. Na początku to było nieświadome wiadomo czekaliśmy na to i było bravooo kiedy się pojawiło. Ale teraz pękam z dumy i czuje dumę gdy przy znajomych padnie”siusiu”:) Może nie było by tak gdybym nie zaobserwowała problemów znajomych ktorych 2 letnie dzieci reagowały na nocnik histeriá, płaczem lub ucieczką. Chciałam ją oswoić….poza tym.Ekonomia, ekologia, wygoda.
    Trochę zboczyłam z tematu ale ja chwalę też córkę tłumacząc… Przed nami teraz „wymuszanie” co zaszczepiła moja mama… Ja w delegacji …przyjezdzam i widzę tupiącą Lilę….Szok. Nie jestem pedagogiem ale psychologiem….dlatego Aniu gdybyś miała czas chętnie poczytam o tym na Twoim blogu.:) Czy dzieci potrafią manipulować??? Jak postępować w takiej sytuacji?? Czy to już bunt dwulatka:)???
    Pozdrawiamy

    No ale przeciez ucieczka czy placz na widok nocnika u dwulatka to nie jest problem tylko bardzo typowe, normalne zachowanie adekwatne do wieku.

    Mamo Lilki Twoj komentarz pozostawił u mnie malutki niesmak. Dlaczego chcesz sie chwalić przed innymi, ze Twoja córeczka zalatwia potrzebę fizjologiczna? Nie rozumiem takiego postępowania. Teraz obserwuje taki „trend” w prześciganiu sie… A moje dziecko to w wieku 8m to… A moje to robiło juz w wieku 6 m. Przykre to dosc, bo traktujemy dosc przedmiotowo. Byłam kiedys tez świadkiem sytuacji w parku, kiedy chłopiec zasikal spodnie, bo tak był zajęty zabawa. Tato do niego poszedł i powiedział: zasikales spodnie, nie bedzie brawo…. Temu chłopcu było bardzo przykro, bo nie dosc, ze sam czuł, ze ma mokre spodnie to jeszcze tato go ukarał przez brak nagrody.

    Jako pedagog codziennie w pracy mam okazję oglądać efekty „nieumiejętnego” chwalenia, znacznie gorsze moim zdaniem od braku motywacji do uczenia się- to jest nieadekwatna samoocena. Dziecko wchodzące do grupy rówieśniczej z przeświadczeniem, że jest najpiękniejsze, najmądrzejsze, ma najlepsze zabawki, konfrontuje się z przykrą rzeczywistością. W takiej sytuacji jego samoocena spada z poziomu bardzo wysokiego na bardzo niski. A przecież zawsze spotka się kogoś, kto ma w życiu lepiej i tego nie unikniemy. Dlatego najlepiej budować adekwatne poczucie własnej wartości poprzez konkretne chwalenie i komunikaty typu: „podoba mi się, że podzieliłaś się zabawką z X, dziś zapięłaś sama guzik, jesteś dobra w tym i tym, ale trochę słabiej radzisz sobie…”, odnoszące się do tu i teraz. Ileż razy słyszałam od dzieci w pracy „ja wszystko wiem, wszystko umiem zrobić!”. A czy my wszystko umiemy zrobić? Ja nie i nie uważam, że istnieje potrzeba, żeby moje dziecko tak o sobie myślało. A „super”, „brawo”, „ale ładnie”? Co to oznacza dla dziecka? A może oznacza to: „Kiedyś namalowałam ładny obrazek i mama powiedziała super. Dziś namalowałam brzydki i też powiedziała super. Czy mama kłamie?”
    Pozdrawiam:) Marta

    An. na początek nudny wtręt dyplomowanego socjologa – zewnątrzsterowność/wewnątrzsterowność to poważna koncepcja socjologiczna, która jest nieco bardziej skomplikowana niż sprowadzanie tego li tylko do chwalenia lub nie . W dużej mierze odnosi się do kultury, w której żyjemy (konsumpcyjnej, mówiąc w skrócie). „Styl życia”, „mody”, „trendy” zastąpiły – w zachodnich społ. – autoteliczne wartości. Tak naprawdę – w swojej masie – jesteśmy społeczeństwem „zewnątrzsterownym”. Tyle nudnego wykładu, sorki.
    Co do chwalenia/karania – też się zgadzam. I też przerobiłam Stein;) Myślę, że to „zdanie odrębne” komentujących wynika z tego, iż zrównują chwalenie z dowartościowaniem dziecka. Otóż w tej koncepcji (to chyba Juula, bo chyba nie Stein?) chwalenie, często powierzchowne, jest zastąpione prawdziwym zainteresowaniem rodzica, tym co dziecko robi. Np. dziecko rysuje – a my naprawdę skupiamy się na ty, co i jak robi. Rozmawiamy. Możemy mu powiedzieć, co wyszło mu dobrze („o, ten dom naprawdę przypomina nasz, ma tyle samo drzwi! I firanki podobne”), a co gorzej („tu chciałeś chyba namalować wiatrak?, to wymaga precyzji – prawda? Choć obejrzymy zdjęcia wiatraków w albumie”). To realne zainteresowanie, a nie: jednym okiem w telewizor, a drugim – „tak, tak pięknie rysujesz, brawo”. I tyle. Tak rozumiem to, co pisze Stein.
    Mam materiał poglądowy w rodzinie – dziewczynkę, której babcia za „literki” stawiała oceny (same szóstki). Przeglądałam kiedyś ten jej zeszyt, a ona dumna: „ciocia nie patrz na pismo, patrz na oceny!” Dodam, że do tego „pisania” trzeba ją było wołami zaciągać;)
    Dlatego my (z mężem) też staramy się nie chwalić. I oczywiście nie karać. Ale równie ważne (i bardzo trudne) jest dla nas autentyczne wyrobienie w sobie „braku oczekiwań” wobec Tymka. Nie musi być najlepszy na podwórku, najszybszy, najsprawniejszy. Nawet nie musi najlepiej mówić i najwięcej czytać (hehe;) To dopiero jest trudne wyzwanie dla rodzica. I to – moim zdaniem – stworzy z niego wolnego człowieka. Wolnego od naszych „chceń”, a potem od tego, czego „oczekują” od niego inni ludzie – w przedszkolu, szkole, pracy. Taka szczepionka na zewnątrzsterowność i manipulację. Może się przyjmie;)

    Zgadzam sie z Toba, ze samym brakiem pochwal( a właściwe nagród) nie uksztaltujemy wewnatrzsterownego człowieka. Ale jednego jestem pewna, ze wlasnie to moze pomoc w budowaniu własnego ja.
    A co do przykładu, niestety znam takich wiele. Stein duzo zaczerpnela od Montessori to fakt:)

    O super! Zaraz odpale. Dominika, a jak Wy z Nina? Bijecie brawo? Mam koleżanki z pracy, ktore nie stosują tych metod w domu. Daj znac jak konferencja. Moze jakies njusy?

    Nie, ja tego nie czuję. Widzę jaki mój syn jest szczęśliwy kiedy mówię mu że jestem z niego dumna i biję mu brawo. I widzę że to w żaden sposób nie zakłóca jego rozwoju. On sam z siebie ciągle doskonali swoje umiejętności i rozwija nowe. A uznanie w naszych oczach tylko buduje jego pewność siebie.

    Troche sieę z tobą nie zgodze Jako dziecko nigdy nie byłam chwalona, zawsze bylo cos nie tak Rodzice byli obojetni nawet jak zrobilam cos dobrze i naj lepiej ze wszystkich Zawsze mi brakowalo tych dwoch slow „jestesmy dumni” Mysle że dlatego mam niska samoocene Dlatego ja moje dzieci chwale Nie bije brawo i nie skacze z radosci przy kazdym narysowanym traktorku ale zawsze powiem ze fajnie narysowany ze swietne polaczenie kolorow I nie widzę w tym m c zlego

    Dokładnie! Uwaga niewartościujaca to jest cos co sama stosuje. Nie oceniam tylko opisuję co widzę. Ja nie mowię jej, ze cos zrobiła zle. ” Jestem z Ciebie dumna” tez kilka razy padło z naszych ust. To jest cos zupełnie innego.

    A możesz polecić dobrą literaturę o RB? na początek coś (chociaż dziecko mam już prawie 2,5 letnie). I coś o Montessori, plizzzz 🙂 zaintrygowało mnie to podejście bardzo!
    podziękowała 🙂
    Kasia

    Mnie moja matka też nigdy nie chwaliła i mam jej to za złe, bardzo chciałam usłyszeć, chociaż raz,że zrobiłam coś dobrze. Nawet w podstawówce, wygrywając konkursy nie usłyszałam pochwały. Dziecko lubi być chwalone, w ten sposób wzmacnia się jego system wartości,czuje się lepsze i żadne teorie tego nie zmienią.Lubimy miłe słowa,pochwały,kiedy ktoś szczerze mówi: pięknie wyglądasz.Kiedy mąż mówi mi,że np. ciasto wyszło mi wyśmienicie to mnie chwali i czuję się z tym wspaniale. Wychowanie bez kar i nagród wg. mnie jest mrzonką:). Owszem jest różnica pomiędzy machinalnym ” ale super” a prawdziwym zainteresowaniem sprawami dziecka. Na swoim przykładzie powiem,że pokazując mamie swoje prace plastyczne, chciałam usłyszeć” brawo,pięknie” a nie;” tu ci to niebo trochę nie wyszło i kolory jakby tak można lepiej dobrać…, pokażę ci w albumie jak to może wyglądać”, normalny cios poniżej pasa dla dziecka… Najlepiej z czasów dzieciństwa wspominam ojca, który nie skąpił mi pochwał, ale tez nie stosował kar. Jednakże moje przywiązanie do niego z powodu właśnie pochwał, czasu mi poświęcanego, wspólnych zabaw nie pozwoliło mi nigdy na to by coś konkretnego zbroić, czy celowo zle się zachować.

    No dobra. Przyznam szczerze, że pierwsze słyszę, ale przyznaję rację, bo sama zaobserwowałam. Mam pytanie: jak się wycofać z chwalenia, skoro robiłam to przez ostatnie 4 lata?

    A ja mogę prosić coś więcej o metodzie Domana? Mam nadzieje dobrze napisałam. Moja mała skończy trzy latka. Próbowaliśmy literek ale oprócz 'o’ żadnej nie pamięta. Chciałabym zacząć uczyć ja czytać po polsku ponieważ mieszkamy w Norwegii i juz niedługo zacznie uczyć się czytać po norwesku. Zależy mi na polskim.

    To prawda trzeba chwalić to jakim się człowiekiem jest a nie co się zrobiło. Podchodzę podobnie do chwalenia dzieci,chociaż muszę przyzna, że zdarza mi się dziewczyny pochwalić, ale one się nie zrażają tylko dodaje im to więcej motywacji. Fakt nie bije brawa za byle co, bo wtedy dziecko nie robi czegoś dla siebie tylko dla tych braw czy słów akceptacji. Należy znaleźć złoty środek i postępować tak by rozwój dzieci był harmonijny. Co do karania, uważam że nie ma idealnej kary są tylko rodzice którzy nie potrafią sobie poradzić z zachowaniem dzieci. Stawianie do kąty,karny jeżyk nic nie wniosą jeśli z dzieckiem nie porozmawiamy nie wytłumaczymy konsekwencji. Mówmy do dziecka obrazami a to będzie działać, pokazujmy że my mamy czapkę i ono też powinno ją założyć. Super post:)

    Jako mężczyzna chcę dodać, że, moim zdaniem, dla syna usłyszeć od ojca słowa „Jestem z ciebie dumny” oznacza akceptację jego męskości. Są to najważniejsze słowa dla syna(!), bo budują jego poczucie męskości. Syn podświadomie potrzebuje zapewnienia, że jest wartościowym mężczyzną, a męskość może nadać tylko inny mężczyzna (kobieta nigdy nie nauczy syna jak być mężczyzną). Ja nigdy nie usłyszałem (i już nie usłyszę) od ojca takich słów, a to powoduje ogromne spustoszenie w poczuciu własnej wartości i w poczuciu męskości. Wychodziłem z tego latami, a i do końca życia będę miał gdzieś w sobie ten brak docenienia przez ojca. Dlatego, jeśli macie synów, to powiedzcie swoim mężom/partnerom, żeby mówili im po jakimś dużym sukcesie: „Jestem z ciebie dumny”. Kiedyś wasi mężczyźni wam podziękują.

    Zastanawia mnie, że teraz gdy tak wiele mówi się o tym jak ważne jest, aby uczyć dzieci przeżywać i adekwatnie wyrażać emocje (szkodliwość komunikatów typu „nie płacz, przecież nic się nie stało”, „nie wolno się złościć” itp.) jednocześnie propaguje się metodę wychowania gdzie rodzic tak ewidentnie przeczy własnym uczuciom (w środku skacze ze szczęścia a na zewnątrz kamienna twarz). Jak dla mnie to jest dziwne. Dzieci przeciez uczą się naśladując nas, rodziców a radość jest tak pozytywną rzeczą że warto się nią dzielić 🙂

    Ps. Na gruncie psychologii zostało już dowiedzione, że kary nie działają (nie mylić kary z konsekwencjami) a nagrody są skuteczne tylko gdy są rzadkie i niesystematyczne. Czyli nagradzanie za wszystko jest równie nieskuteczne jak karanie. Bardziej motywują nagrody niematerialne takie jak pochwały i wyrażenie uznania niż nagrody rzeczowe (nawet cukierek). W tym ostatnim przypadku rzeczywiście może dojść do zmiany motywacji z wewnętrznej na zewnętrzną, co de fecto ją osłabia.

    dostrzegam duże zalety takiej koncepcji- nie chwalenia. natomiast myslę też o ograniczeniach. wiem, że normalny jest pierwotny narcyzm, który pokazuje się właśnie w taki sposób, że dziecko poszukuje aprobaty, zachwytu nad sobą matki. jest to NATURALNA POTRZEBA DZIECKA . przechodzimy później tzw wtórny narcyzm w wieku adolescencji jest to wówczas także normalne. natomiast w życiu dorosłym patologiczny narcyzm osobowościowy wynika właśnie z rany narcystycznej CZYLI Z BRAKU AFIRMACJI NAD DZIECKIEM ZE STRONY MATKI, ALBO POCZUCIEM DZIECKA, ŻE TEJ AFIRMACJI NIE BYŁO I TO ROZUMIE SIĘ W KATEGORIACH DEFICYTU NIE DO NADROBIENIA i możesz mieć swietnie zorganizowane życie, swietnie sobie radzić w pracy, zarabiać duuużo pieniędzy i mieć najpiękniejsze kobiety 🙂 i tak jesteś do niczego i tak będzie ci całe życie czegoś brakować. RYZYKOWNA GRA:) czasem w tym byciu mamą bardziej wolę pójść w stronę naturalnego instynktu niż zintelektualizowanej teorii, a instynkt mi podpowiada, żeby się cieszyć wprost gdy mojemu dziecku coś się uda. a potem tak czy inaczej… za pomocą tzw. internalizacji obiektu jako osoby dorosłe cieszymy się tak jak nasze mamy z naszych osiągnięć i jesteśmy z siebie dumni właśnie dlatego, że one by były. nie jesteśmy być może tacy zupełnie wewnątrzsterowni 🙂 ale nigdy przecież tak zupełnie nie jesteśmy bo żyjemy w jakiejś kulturze i nie używamy widelca do czesania włosów.

    Myślę, że mądre chwalenie i uwaga nieoceniajaca- a taką stosuje, w pełni zaspokoja jej porzeby. Nie musze bić brawo ani zachwycać się każdym bohomazem. Umiar we wszystkim jej wskazany.

    Guzik prawda. Po pierwsze są dzieci i dzieci oraz rodzice i rodzice. Jeśli mówię do mojej ośmiolatki „posprzątałaś pokój – teraz szybko wszystko znajdziesz no i tyle tu miejsca! Możesz być z siebie dumna – tak jak ja jestem z Ciebie!” To na 100% posprząta kolejny raz bo: będzie jej się to kojarzyć z czymś miłym – poczuciem zadowolenia z siebie. To ni e jest rozpuszczanie, to nie jest tez puste chwalenie”Super czysty pokój” ale kompletnie nie zgadzam się z tym, że mówimy „tak posprzątałaś”. Dziecko musi znać metę. Znać ścianę ,granice dobra i zła, kierunek w jakim ma się rozwijać, tak rysujesz kółka, idzie Ci coraz lepiej, za chwilę będziesz mogła rysować trudniejsze figury. Przez całe życie żyłam bez mety i jestem chorą perfekcjonistką. Tak jak w innym tekście o chwaleniu „Uczyłaś się, to masz piątkę, co w tym dziwnego?”, albo: „W dorosłym życiu będziesz codziennie taki egzamin zdawała”, lub: „To świetnie. Weź teraz śmieci wyrzuć”. Lub zwykłe milczenie. Chwalimy wyznaczając kierunek. Może nie „Super” ale „super – idzie ci coraz lepiej rób tak dalej” na pewno trzeba powiedzieć.

    Gdy parę tygodni temu przeczytałam ten wpis i komentarze pod nim pomyślałam sobie, że chociaż wychowanie bez kar i nagrod wydaje się sensowne to takie nie chwalenie jest już grubą przesadą. Też przypomniało mi się moje dzieciństwo i to, że praktycznie nigdy nie byłam chwalona przez matkę, i wiele razy czułam do niej o to żal. Pomyślałam sobie, że skrzywdzicie w ten sposób Lilę, że chwalenie jest ważne. Aż nie zaczęłam na serio czytać książki Kohna „Wychowanie bez kar i nagród”. Nie brałam kompletnie pod uwagę faktu, że poza tym, że nie byłam chwalona to moja mama stosowała standardowe metody rodzicielskie czyli miłość warunkową, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Zwłaszcza jeden fragment wprawil mnie w osłupienie „Rodzice, którzy w dzieciństwie otrzymywali zbyt mało miłości nieobwarowanej żadnymi warunkami, mylnie rozpoznają problem i zakładają, że ich cierpienia brały się z braku pochwał. Zatem nie szczędzą nieszczęsnego „Wspaniale!” własnym dzieciom i w ten sposób kolejne pokolenie nie otrzymuje tego, czego naprawdę potrzebuje.”. Chyba żadna książka nie wywarła na mnie takiego wrażenia. Lila ma szczęście, że trafiła na tak świadomych i zaangażowanych rodziców. Pozdrawiam. Miłego dnia!

    Dziękuję Ci za ten komentarz, u nas wlasnie tak jest. Rodzicielstwo, które jest pełne uwagi i zrozumienia dla małego człowieka nie potrzebuje warunkowania przez nagrody (nawet te słowne). Postępujemy tak juz prawie 4 lata i widzę, że to naprawdę ma sens. Wiele rzeczy Lilka robi dla siebie, a nie tylko po to żeby dostać nagrodę słowną. Dzięki temu ma też naprawdę wysokie poczucie własnej wartości, które nie jest w żaden sposób warunkowane.
    Pozdrowienia

    Chciałabym wiedzieć Nebule – Ania dlaczego powstrzymujesz się od pochwalenia swojej córci?
    Jesper Juul w swojej książce „Twoje kompetentne dziecko Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?” bardzo sensownie wytłumaczył jak odpowiedzieć dziecku, które np. biegnie ze swoim rysunkiem do mamy. Twierdzi, że tak naprawdę dziecko potrzebuje uwagi i o tę uwagę zabiega. I nie na każdym kroku należy chwalić, Należy tylko pokazać dziecku, że w danym momencie jesteśmy z dzieckiem i kochamy je za to, że jest, a nie co zrobił. Raz dany przekaz np. pięknie namalowałeś” spowoduje, że dziecko z nami zaczyna współpracować i właśnie oceny swojej pracy się domaga.
    Trudne to jest i wymaga niesamowitej pracy własnej, aby zmienić postępowanie wobec dziecka. Myślę, że najważniejszym jest zmiana optyki w postrzeganiu dziecka. Polecam.
    Nie zrezygnuję jednak z okazania dziecku pochwały i powiedzeniu jaka jestem dumna z niego, kiedy będę tak czuła.

    Absolutny brak logiki 🙁 szkoda, dzieci bez pochwał, z rodzicem z kamienną twarzą (jak tak można…?) to zachowanie wbrew naturze, brak satysfakcji dla dziecka, brak rozwoju. I potencjalnie spore problemy emocjonalne w przyszłości (u terapeuty na kozetce: Moja mama nigdy nie powiedziała: brawo! umiesz już sama jeżdzić na rowerze. Na pewno się bała, że będę wsiadać na rower tylko dla pochwały, a nie dlatego, że lubię ruch i wyścigi z innym dziećmi). Brak logiki? no właśnie. Dzieci tak nie postępują. Gdzie was tego uczą?

    Ja byłam chwalona przez rodziców. Do tej pory moja mama potrafi mnie pochwalić pomimo że mieszkamy osobno i mam już 33 lata. Nie widzę w tym nic złego i tak samo chwalę swoje dziecko. Naturalnym jest cieszenie się z sukcesów swojej pociechy. Nie widzę nic złego w tym. Mój syn ma obecnie 3,5 roku i często przybiega do mnie z uśmiechem na twarzy- mamo mamo zobacz … sam zrobiłem.
    A gdyby Wam w pracy ktoś powiedział – świetna robota i dostalibyście za to premię to odmówilibyście jej przyjęcia? Czy zmotywowałoby Was to do pracy…

    Hm, fakt faktem minęło już trochę czasu, za równo od ostatniego komentarza, jak i tym bardziej od wpisu, ale jako 18 latek w sumie świeżo po urodzinach, z raczej nie chwalącą rodziną, również pozwolę sobie na wypowiedź w tym temacie.
    Generalnie u mnie w rodzinie był I nadal jest dość spory nacisk na naukę, wyniki itd. Kiedy byłem mały miałem sporo talentów i zajęć, przykładowo uwielbiałem grać w szachy czy też rysować/malować. O ile na początku życia w wieku powiedzmy do 6-7 lat pochwały w sumie nie były mi potrzebne, o tyle z czasem potrzebowałem ich, więcej uwagi, więcej poczucia, że jednak robię coś dobrze (nie oszukujmy się, rodzina, a w szczególności rodzice są dla dziecka przez dłuuugi czas dosłownie jak Bóg).
    W całym życiu, pochwała od mamy czy usłyszenie ,,jestem z Ciebie dumna” było jak jakieś święto. Szczerze mówiąc przez 18 lat mojego życia usłyszałem to może z 10 razy jeśli nie mniej.
    Były natomiast kary szczególnie w okresie szkolnym. Dla matki oceny mają ogromne znaczenie. ,,Mamo dostałem 5+”. ,,Dlaczego nie 6?” Jeśli 4, czemu nie 5, 5- czemu nie 5, itd. Teraz twierdzi, że mówiła to dla żartów, co nie zmienia faktu, że było to dla mnie okropne.
    Zostając jeszcze przy szkole, od 4 do 6 klasy miałem paski na świadectwie. Nigdy jednak na hali w której było zakończenie roku szkolnego, nie zobaczyłem jakiejś dużej radości na twarzy mamy. Bardziej było to na zasadzie ,,No i dobrze, tak ma być.” Co śmieszniejsze, każdego roku powtarzała mi że paska mieć nie będę. Doczekała się w gimnazjum. Nie było.
    A oprócz szkoły? Sprzątanie, jakaś pomoc w domu, brak pochwał czasem jakieś dziękuję, ale jeśli zobaczy że coś jest źle zrobione, zaraz zaczyna się gadanie… z resztą, suma summarum czego bym nie zrobił, i tak wychodzi na to, że to ona robi wszystko a ja jej w ogóle nie pomagam. I tak to się kręci w sumie od lat.
    Moje relacje z rodziną szczególnie z matką są raczej chłodne, na razie w miarę poprawne, ale na szczęście nie przejmuje się już jej krzykami obrażaniem mnie czy brakiem pochwał, jednak był czas, w którym było to dla mnie bardzo ważne, bardzo bolało jej zachowanie, No i oczywiście zostawiło ślad w psychice i samoocenie prawdopodobnie do końca życia.
    Pozdrawiam wszystkich czytających ^^.

    Co za przykry wpis. Aż mi szkoda tych dzieciaków, które malują setny raz kółko, a mama tłumi w sobie szczerą, radosną pochwałę, bo przeczytała, że nie można chwalić. Pochwały sprawiają, że u dzieci zaspokajana jest potrzeba uznania. Motywują do działania, a nie odwrotnie. Trzeba tylko robić to z głową, chwalić szczerze i od serca. Nie przesadzać z ilością na siłę. Dla mnie ten wpis jest krzywdzący i szkodzący.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej