Blog parentingowy dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
Wychowanie

Moje dziecko nie jest niejadkiem!

Chociaż bardzo mało je.

Coraz częściej z bliższego i dalszego otoczenia słyszę komunikaty, że moje dziecko niewiele je. Zwłaszcza po wakacjach ze znajomymi kiedy mieliśmy porównanie z młodszym o pół roku chłopcem, który pochłaniał może 3 razy tyle co Lilka na każdy posiłek. A moja córka po 15 łyżkach mówiła, że już „brzuch jest pełny”. Każde dziecko jest inne, to moje motto. Nie należy ich porównywać.

Niedawno będąc u mojej mamy rozmawiałam z nią na ten temat, bo była wyraźnie zmartwiona faktem, że Lilka je jak wróbelek. Rzeczywiście je naprawdę mało i bardzo wybiórczo, ale nie jest niejadkiem.

I nigdy nie pozwolę żeby ją tak nazywać.

Wiecie dlaczego?

Z byciem niejadkiem jest tak jak z jąkaniem. Dziecko zacina się, bo ma zbyt dużo myśli na minutę, a aparat artykulacyjny nie jest w stanie wyprodukować tych wszystkich dźwięków. Jest to rozwojowe, czyli dziecko najprawdopodobniej z tego wyrośnie. Chyba, że to zacinanie nazwiemy jąkaniem i zaczniemy na nie zwracać uwagę. Mogę Wam zagwarantować, że jeżeli będziemy mówić do zacinającego się dziecka „nie jąkaj się”,  „nie zacinaj się”, „mów płynnie”. To właśnie wtedy przekazujemy dziecku, że ma problem i od wtedy naprawdę zacznie się jąkać.

 

Tak samo jest z byciem niejadkiem.

Czasami sobie myślę, że gdyby Lilka była dzieckiem rodziców, którzy nie myśleliby tak jak my, nie jadła by nic. Serio! Jadłaby pewnie najbardziej powszechne suche bułki. I to wszystko.

Nie popełniliśmy żadnych błędów, że mamy teraz taką sytuację. Rozszerzaliśmy dietę metodą BLW i miała możliwość próbowanie różnych smaków i faktur. Nigdy nie zmuszaliśmy do jedzenia.

Posiłek u nas w domu od zawsze nie służy tylko pochłanianiu pokarmów. Traktujemy ten moment wyjątkowo. Rozmawiamy, cieszymy się sobą, a przy okazji jemy. Nigdy nie puściliśmy bajki podczas jedzenia w domu, nie zabawialiśmy przy jedzeniu i nie zagadywaliśmy. W ciągu dnia też nie biegam za nią i nie pytam czy jest głodna i czy chce się jej pić. Chcieliśmy żeby nauczyła się kontrolować głód i pragnienie. A tylko w taki sposób może się tego nauczyć. Teraz umie doskonale odczytać swoje potrzeby. Wie kiedy chce jej się pić, a kiedy jest głodna.

Przez pewien czas nawet były w domu desery po obiedzie. Jednak szybko z nich zrezygnowaliśmy, bo zaczęliśmy zauważać, że zjada obiad tylko po to, żeby dostać deser. Uznaliśmy, że jest to bez sensu. Nie chcieliśmy żeby jadła obiad tylko po to żeby dostać deser. Postanowiliśmy nawet, że coś słodkiego dajemy niezależnie od pory posiłków.

Jedyna metoda jaka u nas się teraz sprawdza żeby dziecko zjadało odrobinę więcej jest totalne niezwracanie uwagi na jedzenie i jego ilość. Mam wrażenie, że im więcej się rozmawia na tematy jedzenia, łyżek, ilości tym je mniej, a nawet nic. Dzieci są bardzo mądre i zauważają szybko, że coś jest na rzeczy. Nawet jeżeli jakimś cudem Lilka zje wszystko z talerza (a było tak może 10 razy w życiu) to nigdy jej nie pochwaliłam, że „ładnie zjadła” ani nigdy nie powiedziałam, że cieszę się ze zjedzonego obiadu.

To nie działa w ten sposób.

Mówiąc w ten sposób uzależniamy dziecko od siebie i ono będzie jadło tylko po to żeby nas zadowolić lub nie będzie jadło właśnie dlatego, że nam na tym zależy  i nie może zaznaczać siebie.

W naszym kraju wciąż jedzenie kojarzy się z miłością. Matka karmiąc swoje dziecko i gotując dla rodziny przekazuje miłość. Często same matki stwierdzają: „Nie zjadło MI zupy”. Jak to „MI”? Trzeba oddzielić jedzenie od tego uczucia. Ono nie ma nic do rzeczy, a w przyszłości może powodować problemy. Uczucie po objadaniu się jest właśnie kojarzone z miłym samopoczuciem.

Naprawdę nie chcę żeby moje dziecko czuło się cudownie po zjedzeniu ogromnym ilości jedzenia. Dlatego postanowiliśmy świadomie oddzielać te dwa stany: pełnego brzucha i uczucia miłości.

Nie pozwólcie żeby ktoś nazywał Wasze dzieci niejadkami i sami też ich tak nie nazywajcie. To szufladka, etykietka, która bardzo szybko przylega do dziecka i bardzo trudno się jej pozbyć.

Zaburzenia odżywiania wg mnie zaczynają się w dzieciństwie i należy takim zachowaniom powiedzieć: „Nie!”

 

Ten wpis ma 21 komentarzy

  1. gosia

    Bardzo dziękuję za ten post umocnił mnie w moim podejściu, nie każę, nie zmuszam do jedzenia to moja jedna z zasad na to aby Tymek sam decydował co che i ile chce zjeść, wychodzę również z założenia iż jeśli ja np nie lubię oliwek to Tymkowi też coś może nie smakować, problem pojawia się kiedy jeździmy do dziadków i o ile dziadkowie mają takie samo podejście to już babcie nie i bywa bieganie z łyżką, zagadywanie, włączanie bajek, wykorzystywanie nieuwagi i wpychanie do buzi yhhh i jak to tłumaczyć babciom?

  2. Ania

    Sama jako dziecko byłam „niejadkiem” – pamiętam doskonale, co wtedy czułam, po prostu nie byłam głodna, nie miałam ochoty jeść lub rzeczywiście niewiele mi było trzeba, żeby się najeść. Czy dorosłych zmusza się, by jedli? Nie! Jakoś im ufamy, że sami wiedzą, ile trzeba zjeść (może czasem niesłusznie…) i dajemy wybór, akceptujemy, że mogą na coś nie mieć ochoty.
    Obaj nasi synowie jedzą „ładnie”, choć starszy (w wieku Lilki) ma ostatnio apetyt głównie na warzywa (no i na słodycze, wiadomo…) – na obiad zjada przede wszystkim surówkę, a na kolację warzywa, czasem z serem/wędliną/jajkiem, ale chleb na przykład bierze bardzo rzadko. Jasne, że wolałabym, żeby ugryzł choć ten kęs, bym miała pewność, że jego posiłek był lepiej zbilansowany, ale nie zamierzam go zmuszać, tak samo i jak i nie chciałabym, by ktoś zmuszał mnie do jedzenia czegoś, na co nie mam ochoty. Muszę tylko trochę popracować nad podejściem męża do tematu 😉

  3. M.

    U nas zawsze jadło się z dzieckiem/dziećmi. Nie stosowałam metody BLW, ale urozmaicałam posiłki. W zasadzie rzadko się zdarzało, żeby dwa razy było to samo na obiad. Gotuję raczej po polsku (co nie znaczy tłusto bo tak nie lubimy), zupa, drugie danie. Moje dzieci nigdy nie miały problemu z jedzeniem. Nigdy też w nie nie wpychałam. Jako małe dzieci jadły wszystko. Teraz (jako przedszkolaki) widzę, że zaczynają kręcić nosem. Nie zmuszam, ale staram się wybadać, dlaczego czegoś nie chcą jeść. Proponuję spróbowanie.
    Nigdy nie oddzielaliśmy posiłków naszych od dzieciowych. Mniej więcej po pierwszym roku życia dzieci zaczynały jeść to samo co my – wtedy modyfikowalam nasze posiłki, aby były odpowiednie dla dzieci. No i u nas w domu panują stałe godziny posiłków. To pomaga, bo zawsze wiem, kiedy dzieci będą głodne.
    Moje dzieci bardzo lubią domową kuchnię. Za to odmawiają jedzenia w restauracjach (tam im rzadko kiedy smakuje) co oczywiście nie stanowi dla mnie problemu a tylko sprawia, że jestem dumna mogąc sprostać ich smakom w domu :-). Pozdrawiam!

  4. Magda

    Nie rozumiem tego podejścia. Nie oceniam go źle, po prostu nie rozumiem. Nie widzę zagrożeń w cieszeniu się, że dziecko wszystko zjadło.

    • Monika

      Właśnie tego też nie rozumiem 🙂 Wydaje mi się, że pochwalenie dziecka, że ładnie zjadło obiad, czy że wszystko zjadło jest okej. Idąc tym tokiem nie powinniśmy też chwalić za 5 w szkole – żeby dziecko wiedziało, że uczy się nie dla nas a dla siebie i nie było później smutne, jak dostanie gorszą ocenę w obawie że nas nie zadowoli? Nie mam nic złośliwego na myśli, po prostu pytam, bo po raz pierwszy spotykam się z takim podejściem 🙂

      • Marysia

        Ja bym nie porównywała piątki w szkole do zjedzenia obiadu. Jedzenie jest sprawą z obszaru fizjologii, jest naturalne, apetyt to kwestia fizjologii, zjedzenie posiłku to nie jest żadne osiągnięcie (choć wiadomo, że serce matki się cieszy;) Czy Was mężowie chwalą za zjedzenie obiadku? ;P

        A co do ocen, to ja zawsze będę powtarzać swoim dzieciom, źe uczą się dla siebie, a nie dla piątek w dzienniku;)

      • Emilia

        Pochwały budują motywację zewnętrzną, a tymczasem warto, żeby jednak dziecko funkcjonowało kierując się wewnętrznymi potrzebami, chęciami i motywacjami. Zwłaszcza w tak fizjologicznej kwestii, jaką jest jedzenie oraz poczucie sytości i głodu. Chwaląc za zjedzony posiłek dajesz dziecku sygnał, że jak zje wszystko, to jest w porządku, a jak nie zje – to coś jest nie tak, bo nie zasługuje na pochwałę. Kwestia, co jest dla nas ważne: czy żeby dziecko samo sobie kontrolowało poczucie głodu i sytości i jadło dlatego, że jest godne i potrzebuje jedzenia, czy żeby jadło dlatego, że ktoś je za to chwali i w ilościach wyznaczonych przez tą pochwałę. Pochwały za zjedzony posiłek odbierają dziecku możliwość kontrolowania poczucia sytości, w efekcie czego z czasem może zacząć jeść nie tyle ile potrzebuje jego organizm do najedzenia się, ale tyle, za ile pochwali mama. I czuć się niezbyt komfortowo z tym, że nie zmieści mu się w brzuchu tyle jedzenia, ile potrzeba, żeby opróżnić cały talerz i zasłużyć na pochwałę. A to stwarza ryzyko, że nawet w dorosłym życu będzie miało poczucie, że ważne jest nie to, żeby zjeść tyle, ile potrzeba do poczucia się sytym, tylko żeby zjeść wszystko, co jest na talerzu. Co stanowi pierwszy krok do zaburzeń odżywiania.

        PS. Chwalenie za 5 i w ogóle oceny z naukę też uważam za niezbyt trafiony pomysł, ale to inny temat 😉

      • Nebule-Ania

        Jakby ktoś wyjął mi to z głowy;)dzięki za odp

      • Monika

        Nie demonizujmy chwalenia dziecka za zjedzenie obiadu czy kanapki 🙂 jako dziecko też byłam niejadkiem, i o zgrozo! moi rodzice mówili krótko i na temat „nie zjesz obiadu to nie idziesz na dwór” – a co jeszcze lepsze nie wyrządziło mi to żadnej krzywdy 🙂 nie było to właściwe podejście, ale w tamtych czasach wiele osób było tak wychowywanych i w większości nikomu drastycznie nie spadło poczucie własnej wartości, dlatego że mama raz pochwaliła a raz skarciła 🙂 Wyrośliśmy na normalnych, zdrowych ludzi, którzy dzisiaj jedzą, dlatego że są głodni, a nie żeby zasłużyć na pochwałę. Być może z psychologicznego punktu widzenia ma to wszystko rację bytu, ale myślę, że mimo wszystko najważniejszy jest zdrowy rozsądek 🙂 Jeśli chodzi o moje dzieci, nie wciskam na siłę, pozwalam im zgłodnieć, a jak któraś wyczyści talerz z uśmiechem na twarzy to spontanicznie chwalę 🙂 ta pochwała absolutnie nie jest dla nich motywatorem do kolejnego okazania mi pustego talerza 🙂 jedzą tyle ile mogą i mają ochotę i żadna pochwała nie sprawia, że nagle zaczynają jeść więcej. Nie uważam, żebym wyrządzała im w ten sposób krzywdę 🙂

  5. Asia

    Podobnie u nas, czy talerz po obiedzie pozostaje pusty (raczej sie nie zdarza) czy pozostaje nietknięty nie robimy z tego zagadnienia i nie komentujemy. Aniu, napisz proszę jak radzisz sobie z jedzeniem w przedszkolu, u nas panie przedszkolanki „zachęcają” do spróbowania „pysznego obiadku” a dodatkowo funkcjonuje koszmarny system pieczątek za zjedzenie obiadu.

  6. Sylwia

    Moje dziecko za kilka miesięcy skończy 4 lata. O ZGROZO! Ciągle pomagam mu w jedzeniu, nie chce jeść samodzielnie. Je bardzo niewiele i wybiórczo. Przez całą rodzinę nazywany „niejadkiem” 🙁 . Ale bardziej niż to martwi mnie jego brak samodzielności w jedzeniu.
    Masz jakieś pomysły jak to wypracować ?
    Pewnie gdyby poszedł do przedszkola problem rozwiązał by się po pewnym czasie sam.
    Ale niestety mieszkamy za granicą i tu do przedszkola pójdzie dopiero za rok.

    • markdottir

      Sylwio, ale karmisz, bo je Twoim zdaniem za mało?. Olej. Daj talerz, sztućce i pozwól samemu zdecydować ile zje. Jeśli nie jest chore, to się samo nie zagłodzi. Ja wiem, że to nie jest łatwe, ale spróbuj. Chociaż tydzień. 🙂
      Może jak będzie mogło samo wybrać talerz i sztućce to będzie chętniej jeść? Może sztućce ma niewygodne i nie lubi ich używać?
      Jecie wspólnie, czy dziecko je osobno / w innych godzinach?
      A może pomaganie (oczywiście będzie to bardziej bałaganienie) przy przygotowaniu posiłków pomoże?

  7. markdottir

    Bardzo mądry i potrzebny tekst.
    Ja byłam dzieckiem jedzącym jak wróbelek. Całe moje dzieciństwo (zwłaszcza u babci – wiadomo 😉 ) kręciło się wokół jedzenia: czy zjadła?, ile zjadła? Syropki na apetyt przysyłane z zagranicy w latach 80-tych, babcia biegająca za mną z łyżką, kary za niejedzenie i nagrody za jedzenie. Chowanie jedzenia za szafą i wymiotowanie po posiłku. W końcu znalazł się lekarz, który powiedział rodzicom, żeby mi dali spokój, z głodu nie umrę . I to zadziałało. Jak wszyscy odpuścili, to zaczęłam jeść normalnie. Serio, ale to było dopiero w połowie podstawówki.
    Dlatego też ja nie fiksuję się na (nie)jedzeniu mego dziecka wcale. Chcę, żeby nauczyła się sama kontrolować swój głód i nie chce, żeby jedzenie było dla niej pocieszaczem. Nie chce cukinii „bo tato nie je pomidorów, a ja cukinii”, niech nie je. Nie jedna cukinia na świecie. Wiadomo, trzeba się pilnować, bo czasem się wymknie, że „ładnie zjadła”. 😉
    Na początku było ciężko, bo jak moi rodzice już na moim przykładzie zrozumieli co i jak, to dziadkowie cały czas zachwycają się tym jak „ładnie” je moje dziecko i nie mogę ich od tego odzwyczaić. Ale chyba moja babcia też ma traumę po mnie, bo ona to taki typ włoski: jak dziecko buzią nie rusza, znaczy chore, więc ja chuda i jedząca jak wróbel wnuczka byłam jej osobistą porażką, bo przecież ludzie pomyślą, że babcia nie dba i nie kocha, prawda? 😉
    Poza tym mam wrażenie, ze często zapominamy jak mały jest żołądek dziecka i dziwimy się, że nie zjadło wszystkiego z talerza, a tam porcja jak dla dorosłego.

  8. Magda

    Popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy dotyczące karmienia dziecka :/ już od narodzin ciągłym moim zmartwieniem było to że córka nie je. A to nie chciała ssac piersi za chwile nie chciala juz z butli, pozniej nie chciala żadnej kaszki, zupki czy obiadku. Było latanie za nią z łyżką, było włącznie bajek i obiecywanie deserów. Dzisiaj Lilka ma 4 latka, nie zmuszam jej do jedzenia bo sama zauważyłam że im bardziej naciskam tym gorszy jest efekt. Dlatego staram się wrzucić na luz ( a bardzo mi ciężko) tylko że ona ma bardzo okrojona dietę- kanapka bez masła z szynka z indyka lub kurczaka, płatki z mlekiem, kotlety z kurczaka\ indyka, spaghetti, rosół, ryby i gulasz z kaszą gryczaną. I to jedyne co je. I co z tego ze mi i mężowi gotuje przerozne potrawy, proponuje Lilce zachęcam ja delikatnie to probowania. Ona uparcie je tylko te kilka potraw i tyle. Jak z tego wybrąć? Co zrobić żeby choć trochę chciala próbować innycj rzeczy? W przedszkolu jest to samo, je wybiorczo i w malych ilosciach a na sniadanie oczywoscie tylko suchy chleb. Pozdrawiam

  9. Aniao

    Bardzo ciężki temat dla mnie , gdyż jako dziecko byłam „napychana” przez babcie. Ja i mój straszy brat i obydwoje mamy duże problemy z utrzymaniem prawidłowej masy ciał! Wręcz mamy tendencje do tycia . A mój młodszy brat i siostra są szczupli, bo już była inna sytuacja , że mama sie nimi dłuźej zajmował do wieku prZedszkolngo. Ja tego nie pamietam ale podobno , nie można było opuścić stołu bez zjedzenia całego talerza kaszy manny. Niestety w mojej pamięci są urywki wspomnień jak siostra podczas posiłków (karmiona podczas wizyt babci ) ijest zmuszana do jedzenia , często prawie wymiotowała a ja wtedy jako ok 6 letnie dziecko płakałam , bo widziałam , że ona już nie chce, jest jej źle bo płacze 🙁 Teoria była taka , źe jak teraz się nie najje to zaraz znowu bedzie głodna o nie bedzie miała siły ma zabawę i że pora posiłku to trzeba zjeść wszystko ! .Dlatego nigdy nie chciałabym aby moje dziecko przez coś takiego przechodziło ! Jakiś czas temu przyłapałam się jednak , że sama zagaduje córkę aby zjdła wiecej i zachęcam do jeszcze jednego kęsa, gryza ale nie chce być taką matkà , którą w przyszłości dziecko bedzie odwiniało o swojà nadwagę ! Trzeba ma prawdę się kontrolować!
    Pozdrawiam

  10. Ola

    Bardzo pomocny tekst, ale co mam zrobić, jeśli moje dziecko ma niedowage? Nigdy nie zmuszałam Noni do jedzenia, a ona nigdy nie jadła dużo. Niedawno poszłam z nią do lekarza,okazało się właśnie ze jest za chuda. Po powrocie od lekarza moja rodzina uznała mnie za wyrodną matkę… Może jednak metoda niezmuszania do jedzenia nie jest dla wszystkich dzieci

    • Ala K.

      Problem w przyjmowaniu zbyt małej ilości pokarmów lub w wybiórczości jedzeniowej jest bardzo trudny dla rodziców. Jeszcze trudniejsze jest negatywne nastawienie otoczenia, i tego bliższego (dziadkowie, ciocie) i tego dalszego (panie w przedszkolu). Rodzice często spotykają się z naganą, zarzuca się im nieudolność wychowawczą, bierność, a nawet uległość wobec dziecka.

      Tymczasem rodzice w takiej sytuacji mogą zasięgnąć porady dobrego dietetyka, który pomoże zbilansować dietę dziecka, objaśni ile czego dziecko jeść powinno i jak często.

      Z drugiej strony problemy z żywieniem mogą mieć podłoże psychologiczne/ emocjonalne, przy czym nie oznacza to, że dziecko wychowuje się w patologicznej rodzinie!!! Warto poszukać psychologa dziecięcego zajmującego się problemami z żywieniem, który pomoże rodzicom odnaleźć przyczyny problemu oraz zaproponuje rozwiązania, które mogłyby przynieść poprawę sytuacji. Mogą to być na przykład zmiany w przyzwyczajeniach rodziny dotyczących posiłków.

      Sytuacji, gdy u dziecka stwierdza się niedowagę, nigdy nie należy bagatelizować. Wystrzegajcie się równocześnie „złotych” rad babć, cioć i innych osób, które nie mają kompetencji do ingerowania w Wasze i Waszych pociech kłopoty. To trudne, ale głowa do góry, Wasze dzieciaki są najważniejsze!

  11. Bunia 77

    Witam! Moje dziecko ma 10 miesięcy i karmię ją piersią. Jest to dla niej preferencyjna metoda. Nie chce zbytnio jeść innych rzeczy. Co w takiej sytuacji? Nie zachęcać? Nie namawiać? Za trzy miesiące pójdzie do żłobka, i co wtedy? Ma ktoś jakieś rady?

    • admin

      A zagląda Wam w talerze? Sadzacie dziecko przy posiłku z Wami przy stole?

      • Bunia 77

        O tak, jak najbardziej. Coś sobie zawsze wybierze. Pobawi się, pociumka i wyrzuci najczęściej. Podobnie, jak dam jej owoce do rączki. A jak próbuję nakarmić ją jakąś zupką, to zje kilka łyżeczek, jak się dobrze postaram i tyle. A pierwszą to jej muszę dobrym podstępem podać, jak krzyczy albo ziewa. Jak jej posmakuje to zje 3-5 łyżeczek i tyle. Ale to zawsze wymaga dużo starania, jakby to od niej zależało, to by nie jadła wcale. Martwię się, co będzie, jak ją zostawię w żłobku…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *