Blog parentingowy dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej
Podróże

Zimowy weekend

Wczoraj wróciliśmy z Zakopanego. Spędziliśmy naprawdę ciekawy czas i mam wielką chęć opowiedzieć Wam jak tam było.

Kiedy rezerwowaliśmy hotel ponad dwa miesiące temu nie spodziewałam się, że na początku grudnia zastanie nas taka zima. Planowaliśmy wyjechać w środę na noc żeby dzieci spały, przespać się u znajomych w Krakowie i później ruszyć rano do Zakopanego. Kiedy zapakowaliśmy już wszystkie bagaże i mąż nosił je do auta, zaczął padać śnieg. Wiecie co się dzieje w Warszawie kiedy spadnie PIERWSZY DUŻY śnieg? Są gigantyczne korki! Do Krakowa jechaliśmy ponad 5h, dzieci co chwilę się budziły, do tego padał duży śnieg i jechaliśmy 30 km/h. Myślałam, że nigdy nie dojedziemy i zatrzymamy się na nocleg już w Katowicach. Grubo po północy dotarliśmy na miejsce. Lila oczywiście się wyspała w aucie i bawiła się do 2.

Rano nieprzytomni zjedliśmy śniadanie i wyruszyliśmy do Zakopanego – warunki na drodze były fatalne i powolutku turlaliśmy się do celu (zajęło nam to prawie 2h). Dojechaliśmy około 13 i poszliśmy do polecanej przez Travelicious.pl  Restauracji Zakopiańskiej. Od razu humory nam się poprawiły, bo jedzenie było przepyszne – takie jak lubię, czyli regionalne, ale  z nutką wariacji. Później namówiłam jeszcze znajomych żeby odwiedzili razem RZ i również byli zachwyceni.

Zatrzymaliśmy się w Rezydencji Nosalowy Dwór.

Zakochałam się w tym miejscu – wspaniały hotel przystosowany do potrzeb dzieci, a do tego z fajnym designem i atrakcjami. Wzięliśmy większy pokój, bo Julek ostatnio śpi ze mną i mąż ucieka wtedy do Lili. Kilka słów o hotelu – położony jest dalej centrum  i przez to nie ma się wrażenia, że jest się w Zakopanem;) Trafił nam się akurat pokój z widokiem na Nosal, a śniegu z godziny na godzinę przybywało coraz więcej. Hotel składa się z dwóch części połączonych przejściem na 3 piętrze.

Korzystaliśmy codziennie z basenu, a ja litrami piłam zimową herbatę. Pogoda na zewnątrz była cudowna – dużo śniegu (0,5 metra) a na termometrze w okolicach zera. Wydawać by się mogło, że w takich okolicznościach dzieci będą wniebowzięte. Nic bardziej mylnego. Pierwszego dnia Lilka wyszła z tatą i po 15 min chciała wracać do pokoju. A drugiego dnia kiedy wyszliśmy pozjeżdżać na sankach i jabłuszkach znudziła się po 10 minutach. Było mi autentycznie przykro, bo ja właśnie tak wspominam moje idealne ferie u babci. Dużo śniegu, zjeżdżanie na sankach itd. Przeciągnęłam ją tyle ile dałam radę i wróciłyśmy do hotelu. Szkoda, no! Lilka argumentowała, że nie lubi zimnych wakacji – woli te ciepłe.

W piątek była impreza urodzinowa mojego męża, który zaraz kończy okrągłe czter…naście lat – jak to mówi Lilka:) Impreza z dziećmi była bardzo fajna, wynajęliśmy animatorkę, która bawiła się z naszymi dziećmi aż prawie padły. Już nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na jakiejś imprezie, a co dopiero z niemowlakiem na rękach. Na szczęście udało nam się zorganizować to tak żeby i maluchy były przy nas.

W hotelu są dwie sale zabaw, które bardzo angażowały nasze dzieci. Lilka była również zachwycona mikołajkowymi zabawami z animatorkami. W niedzielę miało być spotkanie  z Mikołajem, które wyobrażałam sobie podobnie jak zabawy z animatorką. Kiedy Lilka już weszła do sali zabaw i czekała z dziećmi na Mikołaja, ja stałam na zewnątrz. Najpierw usłyszałam świąteczną muzykę, a  później pojawił się on. Za nim niesiono worki z prezentami dla dzieci… Tak, właśnie wtedy przyszło mi do głowy, że jednak można było przekazywać prezenty dla dzieci żeby Mikołaj wręczył je osobiście. Przez imprezę urodzinową i to wszystko co się działo nie dość się zorientowaliśmy się w temacie. Kiedy inne dzieci otwierały wypasione Hot Wheels Lilka dostała… cukierka. Poczułam się jak zła matka level PRO – Lilka była zrozpaczona. Ona już chyba zapomniała i czeka na jutrzejsze Mikołajki. Obiecałam jej kupienie pamiątek z Zakopanego i zrobiło się odrobinę lepiej.

Zapakowaliśmy bagaże i około południa wystartowaliśmy do Warszawy. Oczywiście byłam nastawiona na bardzo trudną podróż i nawet przesadziliśmy Lilkę do przodu. Jednak moje obawy okazały się bezpodstawne. Nie wiem jakim cudem, ale przejechaliśmy trasę Zakopane – Warszawa w 5h i 20 min z godzinną przerwą na obiad.

Oczywiście wyjechałam z ogromnym niedosytem, bo niestety nie miałam jak pochodzić po Zakopanem i jeszcze bardziej poczuć zimowy klimat.

Mam nadzieję, że niedługo znów nam się uda tam wyjechać i tym razem nie odpuszczę – wykorzystam ten czas na eskapady, bo jednak wyjazd z dwójką dzieci często bywa bardziej męczący niż życie codzienne w domu.

Zrobiłam niewiele zdjęć, bo chciałam jak najwięcej czasu spędzić z rodziną i paczką znajomych.

20161204-dsc_2408

20161204-dsc_2384

20161204-dsc_2382

20161204-dsc_2380

20161204-dsc_2376

Ten wpis ma 8 komentarzy

  1. Olga z okolic ;)

    Jak pięknie! Zachciało mi się zimy z prawdziwego zdarzenia 🙂

  2. Ola

    Wyjazdy planowane nie zawsze się udają. My wyjechaliśmy w sierpniu nad morze, wymarzone wakacje, czekałam cały rok. Było tak strasznie zimno! Podkoszulki z długim rękawem, ciepłe bluzy i na to kurtka wiatrówka. Plus owijanie się kocem na plaży. Jeden czy dwa dni dąło się w miarę rozebrać. Coraz deszcz. Byłam taka wkurzona, choć towarzystwo było wesołe a córka szczebiotała na okrągło z kuzynkami. Wróciłyśmy przeziębione, tydzień później leczyliśmy zapalenia oskrzeli. I tak to;) Ale najważniejszy był wspólnie spędzony czas i oderwanie się od rzeczywistości;)

    • Nebule-Ania

      Oj wiem co czujesz! Ja oczywiście mam dobre wspomnienia z tego wyjazdu jednak nie do końca sobie go tak wyobrażałam.
      Domyślam się jak byłaś wkurzona, człowiek cały rok czeka na urlop a tu zimno i leje…

  3. Kala

    Aniu piękne zdjęcia. Miejsce to jest cudowne. Byliśmy tam chwilę po jego otwarciu latem.Wtedy nie było jeszcze chłopców. Czerpaliśmy pełnymi garściami z atrakcji. Basen z wyjściem na dwor. A ten widok z restauracji na Giewont. Czy mają tam jeszcze taki regionalny wystrój? Aha wspomnienia wróciły. Pozdrawiam i dziękuję za przypomnienie cudownych chwil które tam spędziliśmy :*

  4. M.

    Bardzo cenię Twoje podejście do dzieci i jesteś w tej kwestii niedoścignionym dla mnie ideałem, jednak sprzeciwiam się zostawianiu dziecku decyzji czy jesteśmy na dworze czy nie. W tym sensie, że na wyjazdach nie ma mowy o byciu w pokoju hotelowym! Zakopane uwielbiamy i prawie cały czas spędzamy na dworze. Z przerwami na posiłki. Zima w Zakopanem jest piękna! My zawsze statamy się określać co kiedy robimy/ gdzie idziemy/ jaki mamy cel. Mamy jeden argument: siedzi się w domu, nie na wyjazdach :-). Byliście w „moich” okolicach 🙂 tam zawsze jest co robić ;).
    Mówisz, że Lila już zapomniała o nieudanym spotkaniu z Mikołajem – moje by bardzo długo przeżywały i pamiętały! One na Mikołaja czekają cały rok 😉

    • Nebule-Ania

      Dzięki za miłe słowa:)
      Niestety nic nie mogłam poradzić – Lilka płakała na mrozie i mówiła, że nie chce. Z tak małymi dziećmi nie damy rady jeszcze przebywać tyle na podwórku- szczególnie zimą.
      Mam nadzieję, że z roku na rok będzie lepiej.
      To mnie pocieszyłaś z tym Mikołajem… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *