fbpx

Nie spodziewałam się, że ten problem będzie dotyczył również mnie

Może jest to Twoja historia, a może Twojej przyjaciółki? Hektolitry wylanych łez w poduszkę, mnóstwo pieniędzy wydanych na wizyty lekarskie i to uczucie pustki, które najbardziej dopada wieczorem.

Do podzielenia się moją historią zaprosił mnie Inofem, który codziennie wspiera kobiety w walce o zdrowie i marzenia

Zawsze chciałam mieć dwoje dzieci. To był mój plan na przyszłość: skończyć studia, znaleźć ciekawą pracę, spotkać kogoś wyjątkowego i zostać mamą. Mamą dwójki.

Po kilku latach można powiedzieć, że wszystko w moim życiowym excelu się układało, bo już miałam męża, 1 dziecko i pracę, która dawała mi mnóstwo satysfakcji.

Wszystko według mojej życiowej checklisty

Zostało tylko jedno do spełnienia i wydawało mi się to tak OCZYWISTE – moje dziecko będzie miało rodzeństwo. Jestem jedynaczką i to marzenie było jednym z głównych w moim życiu.

Pewnego dnia rano mocno mnie zemdliło i od razu poczułam ten przyjemny ucisk w żołądku, że to NA PEWNO to. Wszystko układa się po mojej myśli, a ja jestem w drugiej ciąży. Pobiegłam podekscytowana do apteki po test i oczywiście wymalowały się piękne dwie kreski. Czułam ogromną radość, a jednocześnie wiedziałam, że tak właśnie miało być.

Mój plan idzie znakomicie. Oczywiście, szybko na kalkulatorze ciążowym szybko wyliczyłam datę porodu, różnicę wieku między dziećmi i wszystko układało się tak idealnie.

ZA IDEALNIE.

Jeden dzień przed usg genetycznym poczułam lekki ból brzucha, poszłam do toalety i zobaczyłam lekkie różowe plamienie. Zrobiło mi się gorąco, słabo, a kropelki zimnego potu spłynęły po mojej skroni. Szybko pojechałam do szpitala, siedziałam kilka godzin wśród ciężarnych kobiet głaszczących swoje brzuchy, a dźwięk KTG dudnił mi w głowie.

W końcu weszłam do gabinetu. Położyłam się i usłyszałam słowa, które przez kolejne 2 lata śniły mi się po nocach:

“Przykro mi, ale serduszko przestało bić w 8 tygodniu”

Jak to??? Przecież wszystkie badania były idealne, dbałam o siebie, nie piłam nawet kawy i masakrycznie bolała mnie głowa. Nie brałam leków przeciwbólowych, bo przecież to może zaszkodzić! A może to przeziębienie, które miałam? TO JEST NIEMOŻLIWE!

Kolejne dni pamiętam jak przez mgłę.

Cały czas zadawałam sobie pytanie: dlaczego ja? Co się stało, przecież wszystko było w porządku.

Smutek został ze mną i dopadał w dziwnych sytuacjach. Patrzyłam z nienawiścią na kobiety w ciąży. Czułam się odarta z marzenia, które żyło w mojej głowie.

Kilka miesięcy później poczułam, że jestem gotowa znów spróbować. Lekarze mi powtarzali, że to się zdarza 1 raz na 6 ciąż. “Proszę się nie przyjmować, brać kwas foliowy i tyle”.

Z ogromną ostrożnością i z tłumionym entuzjazmem podeszłam do pozytywnego testu zrobionego tuż przed Wigilią. Nie było tej radości, ekscytacji, tylko strach. Już wtedy czułam, że coś jest nie tak, bo nie miałam żadnych typowych objawów ciążowych, a betaHCG rosła bardzo powoli. Moje obawy potwierdziły się na chwilę przed wyjazdem na święta.

“Nie bije serce, poronienie zatrzymane”

Wtedy już nie płakałam, patrzyłam pustym wzrokiem w ścianę.

I chociaż lekarz mówił “To się zdarza”. To ja wiedziałam, że dwie straty z rzędu nie mogą być przypadkowe. Całe święta leżałam w łóżku i czytałam fora internetowe. Szukałam kobiet takich jak ja, które chcą spełnić swoje marzenie, a coś stoi na przeszkodzie. Dość szybko trafiłam na termin “poronienia nawykowe” (czyli powtarzające się) i “niepłodność wtórna” (czyli niemożność powtórnego zajścia w ciążę).

Oba terminy mnie dotyczyły, bo pierwszą ciążę miałam totalnie bezproblemową, a później wystąpiły komplikacje. Musiałam tylko znaleźć przyczynę, co się zmieniło i uniemożliwia donoszenie ciąży.

Znalazłam lekarza, który powiedział żeby nie czekać do 3 poronienia tylko już zacząć działać. Dostałam długą listę badań do wykonania. Zrobiłam je bardzo szybko, bo czułam, że zadaniowe podejście służy mojemu zdrowi psychicznemu i co najważniejsze – DAJE NADZIEJĘ.

Z plikiem wyników stawiłam się u lekarza – diagnoza była bardzo prosta: Insulinooporność i PCOS, czyli zespół policystycznych jajników. Jak się okazuje, w moim przypadku spowodowały one obniżenie jakości komórek jajowych i dlatego tak trudno było mi utrzymać ciąże.

Wszystko złożyło się całość – po pierwszej ciąży zostało mi 10 dodatkowych kilogramów, których w żaden sposób nie mogłam zrzucić. Ciągle chciało mi się spać, miałam otyłość brzuszną i trudności z koncentracją. Wydawało mi się, że tak się czują wszystkie mamy, a nie, że jest to insulinooporność.

Z gabinetu wyszłam z całą listą zaleceń i receptą na leki.

Wyszłam też z nadzieją, że się uda.

Jaki był plan?

  • poprawa gospodarki cukrowej i insulinowej (dieta o niskim Indeksie glikemicznym, ruch o średniej intensywności –> cel: zrzucenie 10 kilogramów i polepszenie wyników)
  • lek na insulinooporność: metformina
  • poprawa równowagi hormonalnej – lekarz polecił mi Inofem, czyli suplement diety z mio-inozytolem i kwasem foliowym

Tak jak dwie pierwsze punkty wydawały mi się dość jasne, to po wyjściu z gabinetu szukałam więcej informacji o inozytolu. Jak się okazało inozytol jest ważnym składnikiem środowiska pęcherzykowego i badania naukowe potwierdzają, że jego wyższy poziom w płynie pęcherzykowym poprawia jakość komórek jajowych.

Dotarłam też do badań naukowych, które jasno pokazują, jak inozytol wpływa na poprawę wyników u osób z PCOS i insulinoopornością. Dodatkowo ten składnik pomaga uwrażliwić tkanki na działanie insuliny, a co za tym idzie pomaga walczyć z nadwagą. Oprócz tego obniża cholesterol i reguluje ciśnienie krwi.

Wszystkie badania były tak obiecujące, że od razu wprowadziłam zmiany. Zaczęłam się więcej ruszać, uczyłam się zasad diety z niskim indeksem glikemicznym, brałam metforminę i piłam sumiennie Inofem z mio-inozytolem.

Po 3 miesiącach schudłam 10 kilogramów, powtórzyłam badania i poszłam do mojego lekarza. Naprawdę nie spodziewałam się, że dokładnie 12 tygodni wystarczyło aby tak mocno poprawiły się wyniki, a ja czułam się o wiele lepiej. Pilnowałam diety i dużo się ruszałam – miałam cel i to on dodawał mi siłę w chwilach zwątpienia.

Po miesiącu od wizyty trzymałam w ręku pozytywny test ciążowy. Pamiętam to uczucie do dziś: pomieszanie ogromnej radości ze strachem, ale i nadzieją.

Mówią, że do trzech razy sztuka. W moim przypadku, gdybym sama sobie nie pomogła to wcale nie byłoby szczęśliwego zakończenia za 3 razem. A dzięki temu się udało!

Wiele kobiet nawet nie wie, że mają insulinooporność i PCOS. Dlatego tak ważne jest mówienie i pisanie na ten temat. Warto mieć tego świadomość i badać się. Bo jedno i drugie utrudnia zajście i donoszenie ciąży. A można odpowiednią dietą, aktywnością i suplementacją sobie pomóc.

Komentarze

    Piękny i na pewno trudny dla Ciebie post ❤️ ale bardzo potrzebny 🥰

    Miałam ten sam problem ale mnie inofem niestety nie pomógł… 8 lat i nic… Więc to nie jest tak że na każdego działa.

    Ja niesety też mam dwa poronienia za sobą, to były pierwsze starania o dziecko. Wtedy najbardziej bałam się, że nigdy nie zostaje mama, że jestem jakaś wybrakowana. Trzecia ciąża zakończona sukcesem, ale okupiona ogromnym stresem i łzami do samego końca. Ja niesety pomimo wielu badań nie znalazłam przyczyny tych poronień, więc i podczas czwartek ciąży dalej czułam lęk. Na szczęście jestem mamą dwóch fajnych chłopaków,a czas zaciera te smutne i ciężkie wspomnia

    Dziękuję Aniu za podzielenie się Twoja historia.. Musiało to nie być dla Ciebie łatwe, jednakże cieszę się że masz Lilkę i Julka❤️

    Wysylam Ci Wielkie ❤ za dzielenie się swoimi przeżyciami! Tak dużo par się tego wstydzi, a szkoda, bo tobjuz chyba większości osób dotyczy. Mnie również, chociaż obyło się bez poronienia, ja po prostu nie miałam owulacji . Finalnie mam 2 córki z dzieła przypadku, jak już sobie darowalam wszystkie leki. Przy drugiej ciąży okazało się, że naturalnie mam ewolucję koło 30tego dnia cyklu. Jak ktoś pyta zawsze opowiadam, bo uważam, że to ważne, żeby temat problemów z zajściem w ciążę stał się jak opowiadanie o katarze, nikt nie czuł się gorszy i wytykany w rodzinie ♥️

    Moja historia jest dokładnie taka sama, pierwsza ciąża idealna, następnie 2 poronienia samoistne i szukanie przyczyn. U mnie wyszło IO oraz niedoczynność tarczycy. Po miesiącu od rozpoczęcia leczenia zaszłam w kolejną ciążę 🙂 Aktualnie 19 TC, póki co wszystko dobrze❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Bądź z nami na bieżąco
Dołącz do nas na Facebooku
NEBULE NA FACEBOOKU
Możesz zrezygnować w każdej chwili :)
close-link