fbpx

To lubię, czyli małe przyjemności dla mamy

Dziś pokażę Wam moje małe przyjemności, które w ostatnim czasie wprawiają mnie w dobry humor. Na moim blogu bardzo często pojawiają się rzeczy dla dzieci, a dziś chciałabym Wam polecić kilka fajnych rzeczy, których ostatnio używam.

Nie lubię kiedy mamy mówią: „W końcu matce też się należy” dlatego będę Was napastować o dbanie o siebie. Kiedyś na blogu były cykl miesięczny z takimi propozycjami – jadnak po narodzinach Julka lekko o nim zapomniałam. Mam chęć do nich wrócić.

A tak wyglądają moje małe przyjemności w ostatnim czasie.

1. W moim zestawieniu najlepszych seriali   nie było „Wielkich kłamstewek”, bo dopiero wchodził na ekrany. Jest to serial genialny, trzymający w napięciu i przyprawiający o ciarki na karku.

Całość jest absolutnym majsterszykiem i mam nadzieję na kolejne sezony. Kto jeszcze nie widział? Serial zrobił na mnie takie wrażenie, że sama piosenka z czołówki (Michael Kiwanuka) wprawia mnie w niesamowity nastrój. A o czym jest? O życiu matek, tajemnicach i idealnych (na pozór) rodzinach

2. Matowe pomadki w natarciu – uwielbiam taką formę, bo nie rozmazuje się na ustach i nie zostawia śladów. Nowość od Lancome Matte Shaker

3. Chipie Joseph Antracite – moje ulubione obuwie wiosenno-letnie. To moja trzecia para i absolutny must have spacerowy. Wyglądają jak zwykłe trampki, a noszą się wspaniale (nawet bez skarpetek) i do tego pachną gumą balonową.

Lubię je za to, że dobrze wyglądają do jeansów i marynarki lub letniej sukienki. Piorę je w pralce przynajmniej raz na tydzień i tylko nabierają fajnego, wypranego wyglądu. Pamiętajcie tylko, żeby zamawiać o rozmiar większe niż nosicie, bo numeracja jest zaniżona.

4. Pomada Hagi z olejem z rokitnika znów jest dostępna. Bardzo fajny, wszechstronny produkt. To mój ulubiony zapach – ma w sobie energię. Trochę ubolewam, że nie ma mniejszej, kieszonkowej wersji i pomada stoi na codzień w łazience.

5. Moja nowa torba Gwen od Mammania. Znudziły mi się typowe torby wózkowe i zapragnęłam mieć coś bardziej eleganckiego. Ta torba jest wprost idealna. Chodzę z nią codziennie.

Nie muszę przepakowywać się kiedy wychodzę sama bez dzieci. Nie jest zbyt duża, ale w środku bardzo pakowna i ma odpowiednio dużo przegródek (nawet kieszeń termoizolacyjną). Uwielbiam ją za nieoczywisty charakter. Są też inne kolory.

6. Zestaw startowy Semilac do robienia hybrydowych paznokci. Moja kuzynka zrobiła mi taki manikiur dwa razy i się zakochałam. Aaaa, no i specjalnie kupiłam najpiękniejszy kolor lakieru ever – Bisquit.

Minimum dziesięć dni bez malowania paznokci – genialne.

Wiem, że już wszyscy wypróbowali tego typu manikiuru w domu… A ja dopiero teraz;) Dostałam ten zestaw od męża i zamierzam go używać. Dam znać czy się sprawdzi.

7. Kolekcja dla mam i córek od Mohito od ubiegłego tygodnia jest w sklepach, a ja wciąż nie mogę się zdecydować co kupić mi i Lilce. Fajne, proste zestawy w rozmiarach dla mamy i córki.

8. Nowa książka Małgosi Musiał z dobrarelacja.pl musi stanąć na mojej półce. Treści tej autorki są bliskie mojemu rodzicielskiemu sercu i wiem, że pomogą szczególnie w trudnych chwilach. TUTAJ

„Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny Najważniejsza jest relacja z dzieckiem słyszą zewsząd rodzice. Ale jak ją pielęgnować, kiedy rano trzeba szybko wyjść do szkoły albo kiedy rodzeństwo zaczyna kłótnie o zabawki Jak zadbać o potrzeby całej rodziny, jeśli każdy ma inne oczekiwania, a doba tylko dwadzieścia cztery godziny „

9. Jestem bardzo ciekawa tych nowych pomadek do ust od Clinique Crayola, które są zainspirowane popularnymi na całym świecie kredkami. Uwielbiam takie soczyste kolory na ustach i z pewnością coś zamówię na lato.

10. Nowa książka Jesera Juula „Rodzic jako przywódca stada” TUTAJ Kolejną książka tego autora, którą chcę przeczytać.

„Cała władza w rodzinie należy do rodziców. Dzieci potrzebują przywództwa, ponieważ brakuje im jeszcze doświadczenia i siły wewnętrznej, żeby samemu decydować o sobie. Jak jednak korzystać z władzy rodzicielskiej, żeby nie ranić dziecięcych uczuć i nie naruszać ich granic?”

To moje ostatnie odkrycia.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Bycie mamą jest wspaniałe – to prawda! Ale bywa też trudne…

Gdyby ktoś mnie zapytał, co było największym zaskoczeniem w moim dotychczasowym życiu, to bez wahania i dosadnie odpowiedziałabym, że…

MACIERZYŃSTWO

Mogę śmiało powiedzieć, że to emocjonalny rollercoaster, na który świadomie wsiadłam, a mam przecież chorobę lokomocyjną.

W ciągu całego swojego życia nie przeżyłam tylu chwil radości i wzruszeń. Wiele razu czułam, że jestem najszczęśliwsza na świecie i mam siłę żeby przenosić góry. Nigdy bym się nie spodziewała, że tak bardzo wsiąknę w macierzyństwo.

O ile te pozytywne niespodzianki chyba każdy lubi, to jednak nie byłam przygotowana na wiele mniej przyjemnych spraw. Teraz tak sobie myślę, że to może i dobrze, że nikt mnie nie uprzedzał. Przyznaję, czasami macierzyństwo mnie przerasta i mam dość bycia zaangażowanym rodzicem.

Wiele razy pisałam Wam, że są takie dni kiedy cały wszechświat sumuje swoje siły przeciwko mnie. „Te dni” trwają u nas  już 20 dni. Kiedy już nawet nie wiem kto od kogo się zaraził i czym. Nie wiedziałam, że dzieci tak mogą chorować, a to podobno jest połowa statystycznej normy infekcji per dziecko per rok.

Bycie zaangażowanym rodzicem w dzisiejszych czasach jest bardzo modne, ale też trudne.

Rodzice chcą być świadomi wszystkich swoich wyborów i w pełni za nie odpowiedzialni. Każdy z nas chciałby wybierać wszystko co najlepsze dla swoich dzieci. Powiem Wam szczerze, że po prawie 5 latach takiego macierzyństwa jestem tym potwornie zmęczona. Chciałabym aż tak bardzo nie wnikać w to wszystko i lekko się zdystansować. Nie czytać o każdym leku, który podaję dziecku 100 stron na forum, czy też szukać i analizować każdy składnik kosmetyku, którego używam.

Obecnie jestem zdania, że za dużo to pochłania mojej energii i to przeinformowanie nie wpływa dobrze na moją głowę… Codziennie zmagamy się z dużymi i małymi problemami. Tylko mama wie, jak zagubiona mała laleczka potrafi zrujnować cały poranek albo nie ten kolor talerzyka wywołać wszystkie tłumione emocje z całego dnia. To właśnie my przejmujemy wszystko na siebie, a i tak bardzo często uważamy, żę nie dajemy z siebie wszystkiego.

Badania przeprowadzone prze markę Dove wśród mam z całego świata pokazują dość smutny wizerunek macierzyństwa.

Czujemy presję, dążymy do ideałów, porównujemy się, mamy wyrzuty sumienia, rozpamiętujemy długo sytuacje, mamy poczucie winy i można by było tak długo jeszcze wymieniać.

Dlaczego matki tak bardzo w siebie nie wierzą? Wątpią w swój instynkt i umiejętności… Myślę, że w dużym stopniu wpływ ma dążenie do ideału.

A ideałów przecież nie ma.

Mamy z kolorowych magazynów uśmiechają się do nas i udzielają dobrych rad. Ja im nie wierzę, a Wy? Jestem prawdziwą mamą z krwi i kości. Mam lepsze dni i gorsze, jak każdy. Ale też nie wstydzę się o tym mówić czy pisać. Nie lubię narzekać, ale jak już miarka się przebierze to poruszam te trudniejsze tematy na blogu.

Wiem, że od czasu do czasu chcecie również o nich poczytać, bo wtedy macie poczucie, że nie jesteście same z podobnymi problemami. Zdaję sobie  z tego sprawę.

Właśnie dlatego do współpracy zaprosiła mnie marka Dove. Nie chcieli matki idealnej, o wymiarach 90-60-90 miesiąc po porodzie. Tylko mnie – matki dwójki dzieci, pijącej litrami kawę i podjadającej ciastka.

Już teraz mogę Wam oficjalnie zdradzić, że ta popularna marka wprowadza linię kosmetyków dla dzieci Baby Dove do Polski, a ja miałam okazję przyjrzeć się im bliżej trochę wcześniej.

W ubiegłym tygodniu na konferencji prasowej opowiadałam o moim podwójnym macierzyństwie, które jak wiecie jest wspaniałe, ale również i trudne. Linia Baby Dove wychodzi do mam z pomocną ręką. Każdy kosmetyk jest przemyślany, bardzo dokładnie przebadany oraz przetestowany. Tak aby mamy, które dopiero zaczynają swoją przygodę z macierzyństwem nie musiały się jeszcze dodatkowo doktoryzować z wszystkich kosmetyków dostępnych na rynku.

Całe  moje wystąpienie możecie obejrzeć poniżej:

Misją Baby Dove  jest wspieranie Kobiet w nowej roli- Matki.

Na konferencji oprócz mojego panelu można było wysłuchać Pani położnej Anny Gorsiak, która mówiła o początkach pielęgnacji niemowląt. Wiadomo, że nie są one łatwe.

Zawsze myślałam, że najlepiej jest myć noworodki samą wodą. Jednak Pani Ania podważyła moją wiedzę na ten temat. Woda jest często twarda, dlatego trzeba dodać odrobinkę bardzo delikatnego płynu do kąpieli o ph 5,5, bo skóra noworodka ma wyższe ph (5,9).

Następnym gościem była dr Ewa Saniewska- dermatolog. Przedstawiła wszystkim gościom bardzo szczegółową charakterystykę skóry niemowlęcia. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak naprawdę skóra dziecka jest 5 razy cieńsza niż skóra dorosłego. A skóra głowy jest bardziej skłonna do podrażnień niż najbardziej sucha skóra u dorosłego.

Z tych wszystkich powodów powstało właśnie Baby Dove

  • kosmetyki są hipoalergiczne
  • nie szczypią w oczy
  • mają neutralne ph
  • bez mydła i SLS
  • można je stosować od pierwszych dni życia

Linia Baby Dove zawiera kosmetyki przeznaczone dla dwóch typów skóry:

dla skóry normalnej i suchej

a w niej: kostka myjąca o ph 5,5 Baby Dove Rich Moisture, Emulsja do mycia ciała i włosów Baby Dove Rich moisture, Szampon Baby Dove Rich Moisture, Pielęgnacyjne chusteczki Baby Dove Rich moisture, Balsam Baby Dove Rich moisture, Krem przeciw odparzeniom Baby Dove Rich moisture,

sensitive moisture

dla skóry wrażliwej, która nie zawiera substancji zapachowych (często powodują reakcje alergiczną) Ta linia jest zupełnie bezzapachowa,

a w niej: Emulsja do mycia ciała i włosów Baby Dove Sensitive moisture, Pielęgnacyjne chusteczki Baby Dove Sensitive moisture, Balsam Baby Dove Sensitive moisture.

Kosmetyki będą dostępne tylko w drogeriach Rossmann od 1 marca.

A Was zapraszam na fotograficzną relację z tego wydarzenia.

Tu prawie płaczę… 🙂

Zdjęcia Justyna Duszak

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Każdy ma prawo do szczęścia?

  • KSIĄŻKI
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [11]

W dzisiejszych czasach tak dużo się mówi na temat szczęścia. Od wielu lat filozofowie dywagują na ten temat, pisarze próbują zamknąć je w ciągu liter, artyści próbują nakreślić za pomocą pędzla, a zwyczajni ludzie po prostu dążą do szczęścia. Czasami są nawet oślepieni łuną połyskującego szczęścia gdzieś daleko. Każdy ma swoją teorię tego nie dającego się zmierzyć „szkiełkiem i okiem” uczucia. Ale czy warto walczyć za wszelką cenę i burzyć szczęście innych osób?

Dziś o książce, którą pochłonęła mnie na długie godziny, a ja wciąż nie mogę przestać o niej myśleć. 

„Nie oddam szczęścia walkowerem” najnowsza powieść Agnieszki Jeż i Pauliny Płatkowskiej

To powieść dla kobiet takich jak my. Po trzydziestce zaczynamy się głębiej zastanawiać nad sensem naszego życia, przewartościowujemy pewne sprawy i rzadziej myślimy o przeszłości. To jest też ten czas kiedy dzieci są już trochę odchowane, my wracamy na rynek pracy i zastanawiamy się co dalej.

Czy jestem szczęśliwa? – to pytanie zadaje sobie wiele kobiet, ale mało która potrafi odpowiedzieć na nie ze 100% pewnością.

20160416-DSC_6436

Przede wszystkim to piękna powieść o relacji dwóch kobiet, których losy splotło życie po raz pierwszy w szkolnej ławie. Później jak to w życiu bywa – ich losy rozeszły się w różne strony. Każdą z nich pochłonęło życie rodzinne i zawodowe. Zabrakło czasu (pewnie trochę też chęci) aby przyjaźń pielęgnować.

„… przyjaźń to relacja najwyższej próby. Nie łączy Cię z drugą osobą kod genetyczny, wspólny kredyt, powołane na świat potomstwo, poczucie obowiązku lub winy. To uczucie i cnoty z nim związane  w najczystszej postaci.” (str. 113)

Magda i Jagoda przypadkowo spotykają się podczas łowów w warszawskim second handzie. Wspomnienia i przygody jakie przeżyły kilkanaście lat temu powracają. Każda z nich ma już bagaż doświadczeń, a życie łączy ich losy na nowo. Niby takie same jak dawniej – jednak stoją na życiowym zakręcie i nie wiedzą, w którą stronę pójść. Wieloletnia przyjaźń tak łatwo na nowo odżywa, że nie pamiętają kilkuletniej przerwy.

Jak pogodzić swoje potrzeby z tym czego oczekują od nich inni?

Rodzina, praca zawodowa ustępują lekko uczuciom tak mocnym, że są gotowe na życiową rewolucję.

Powieść napisana jest dość nietypowo – to zapis e-mailowych rozterek przyjaciółek. Dzięki takiej formie, jako czytelnicy, możemy poznać lepiej bohaterki. W końcu łatwiej jest napisać co nam leży na sercu niż o tym powiedzieć. Bardzo żywa wymiana zdań (i myśli) wprowadza nas w umysły Magdy i Jagody. Obie dziewczyny są zawodowo związane ze słowem pisanym, więc ich wyznania czyta się z fascynacją. Trafne pointy i zabawne bon moty sprawiają, że książkę dosłownie pochłania się w całości.

Magda, mama 3-letniej Irenki, rozwódka i redaktor w czasopiśmie poznaje czarującego mężczyznę, który kradnie jej serce. Oczywiście nic nie jest proste ponieważ jej wybranek jest żonaty. Łamie własne przekonania i brnie w obietnicę szczęścia. Czy ona się spełni?

Jagoda, również mama chłopca i dziewczynki jest nieszczęśliwa w swoim małżeństwie. Mimo prób ratowania związku nie udaje jej się utrzymać przysięgi danej mężowi. Los ją łączy z dużo starszym mężczyzną, z którym będzie próbować odnaleźć pasję i miłość.

Obie bohaterki nie mają łatwo.

Z jednej strony życzymy im powodzenia i trzymamy za nie kciuki, a jednocześnie potępiamy. Podobno nie da się budować szczęścia na czyimś nieszczęściu… Czy jest to prawda? Obie mają dzieci, które jak papierek lakmusowy chłoną ich emocje i problemy.

„Dzieci to taki czuły barometr. Pokaż mi dziecko, a powiem ci jak wygląda jego dom rodzinny. Mój musi wyglądać źle…” (str. 84)

20160418-DSC_6454

Powieść Agnieszki Jeż i Pauliny Płatkowskiej nie jest łatwa i przyjemna – jakby się mogło wydawać. To historia słodko-gorzka, która wzbudza wiele emocji u czytelnika. Każda  z nas może w pewnym stopniu odnaleźć w ich kreacjach siebie. Bardzo podoba mi się forma – zapisy korespondencji sprawiają, że dosłownie siedzimy w głowach bohaterek i znamy ich prawie każdą myśl. To nowoczesna epistolografia, która w dzisiejszych czasach pomaga utrzymać przyjaźń na odległość lub kiedy nikt nie ma czasu na spotkania. Ja po lekturze wzięłam telefon i od razu zadzwoniłam do przyjaciółki. „Nie oddam szczęścia walkowerem” to powieść przede wszystkim o pięknej przyjaźni, która nie osądza, nie radzi i nie szufladkuje.

 „Nie oddam szczęścia walkowerem” Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska wyd. Czarna Owca, 2016 r. do kupienia tutaj

Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Czarna Owca

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Hello marzec!

Dziś kolejna dawka inspiracji – tym razem (pomimo śniegu za oknem) lekko wiosennych.

IMG_1802
  1. Żółte kwiaty od Miszkomaszko. Poprzednie lato przechodziłam w ich sukienkach. Wciąż są u mnie na topie.
  2. Chai Tiger czyli korzenny dodatek do kawy. Muszę je znów dopaść, bo chodzą za mną od dawna. Dostępne na Allegro.
  3. Nowy ekspres do kawy powoduje u mnie ciągłą chęć poszukiwania ciekawych filiżanek H&m home
  4. Tak, wiem, że jest marzec, ale już je zamówiłam, bo bałam się, że sprzątną mi je sprzed nosa. Świetnie wykonane z grubej skóry (wkładka również)
  5. Kosmetyki Yope dobra cena i dobra jakość bez SLS.
  6. Dawno nie czytałam nic związanego z wychowaniem dzieci, bo jakoś przestały do mnie przemawiać tego typu książki. Ta jest inna – nie ma  w nich po rad „rób tak” i „a, tak absolutnie nie rób”. „Świadome rodzicielstwo” to książka dla osób, które chcą się więcej dowiedzieć o sobie- polecana przez A.Stein i J.Juula. Już zamówiłam:)
  7. Pierwszą bransoletkę Mokobelle dostałam od moich przyjaciółek na urodziny. Mam chęć powiększyć kolekcję o jeszcze jedną.
  8. Banan-pietruszka-cytryna to mój ulubiony koktajl- jednak już mi się znudził. Długo szukałam książki z przepisami na Zielone koktajle. Zaraz wiosna, więc trzeba się przygotować.
  9. Trochę się boję, ale chyba zaryzykuję i kupię ekologiczny antyperspirant, który w końcu jest dostępny w Polsce. Schmidt’s
  10. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tyle fajnych polskich marek jest na rynku kosmetycznym. I te opakowanie! Moje dłonie po zimie są w opłakanym stanie, więc zamawiam krem do rąk Alba 1913

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!