fbpx

Rodzicu, porzuć wszystkie teorie i bądź szczęśliwy!

Długo się zastanawiałam czy napisać ten post. Kiełkował we mnie zdanie po zdaniu, a całe frazy powoli układały się w całość. Może Wam się to wydać dziwne, że na blogu, który ma wiele słów kluczowych- bardzo dobrze wyszukiwanych przez wyszukiwarki takich jak: „metoda BLW”, „metoda M.Montessori”, „metoda symultaniczno-sekwencyjna”, „Rodzicielstwo Bliskości”, „Integracja Sensoryczna” „metoda Karpa” powstanie kiedyś taki wpis.

Dostaję od Was wiele wiadomości na różne tematy. Niektóre dotyczą wychowania, inne zaś sklepu, w którym kupiłam Lilce rajstopy. Często pytacie mnie o bardzo ważne kwestie takie jak np. wybór przedszkola lub prosicie o radę odnośnie rozwoju Waszego dziecka. Dziękuję, że macie do mnie zaufanie i liczycie się z moją opinią.

A ja? No cóż najczęściej udzielam jednej odpowiedzi. „Zrób tak jak podpowiada Ci matczyne serce, tak żeby było Ci wygodnie, tak żebyś nie musiała pożyczać pieniędzy na czesne, tak żebyś miała czas pobawić się z dzieckiem w domu, tak żebyś mogła cieszyć się i wiedzieć, że nie zrobiłaś czegoś wbrew sobie.”

Rodzice nie czują się kompetentni żeby zająć się własnym dzieckiem

Rodzice w dzisiejszych czasach są niepewni siebie. Często są oderwani od rodziny, która mieszka setki kilometrów od miejsca zamieszkania. Nie mają wsparcia, pomocy i są zwyczajnie zagubieni. Dostają 3,5 kilogramowe dzieciątko w szpitalu bez załączonej instrukcji obsługi.

Nic nie jest już proste, a rady, które docierają do nich nie są przepuszczane przez filtr zaufania. Nikt nie wie co jest najlepsze dla mojego dziecka, ale ja też do końca nie jestem tego pewna.

„Moja mama nie potrzebuje dobrych rad”

Lubię słowa A. Stein „Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski”. Kiedyś to matki i babki mówiły młodym matkom jak postępować z malutkim dzieckiem. Jednak kiedy te więzy rodzinne się rozluźniły- takie rady i uwagi młode matki traktują jako atak na ich umiejętności i przekonania.

Na każde słowa dotyczące naszego dziecka i naszym metod reagujemy alergicznie. Gdyby ta zażyłość i kontakt zostały w bardzo bliskim stopniu, inaczej byśmy do nich podchodziły.

Pamiętam siebie z tego czasu. Niepewną, rozdrażnioną, poszukującą „złotego środka”. Naczytałam się poradników i miałam w głowie jakiś plan działania. To była właśnie ta brakująca instrukcja, której nikt nie załączył do mojego nowonarodzonego dziecka, a reklamacji w tej kwestii nie uwzględniano.

Moje dziecko płakało często, długo i bardzo intensywnie, a ja czasami razem z nim. Szukałam antidotum na moje problemy i je szybko odnajdywałam.

Metoda uspokajania dr. Karpa

Noworodek płacze? Nie może zasnąć? Jest na to metoda!- 5 zasad uspokajania dziecka. Czytałam książkę z zapartym tchem i oglądałam filmiki instruktażowe na youtubie.

Genialne – działa! A tak naprawdę to samo pewnie poradziłaby mi moja mama, która takie metody zna od swojej mamy.

Rodzicielstwo Bliskości

Tak, później przyszedł czas na Rodzicielstwo Bliskości- cudowna teoria. Karmienie piersią, noszenie i bliskość. Miałam wyrzuty sumienia, że nie możemy stosować tej metody w całości i czułam się gorsza od innych matek, bo nie potrafiłam spać z niemowlęciem w jednym łóżku.

Czułam, że nie spełniam wszystkich zasad teorii RB i to już chyba coś innego. A gdzie mój rozum wtedy był? Nie wiem. Ale bardzo łatwo było można mnie wpędzić w poczucie winy i bycia „złą matką”. Apogeum nastąpiło wtedy kiedy próbowaliśmy dziecko „otruć” mlekiem modyfikowanym tylko po to żeby mogła 5 godz przespać w nocy ciągiem. Ja- egoistka- siedziałam zapłakana na kanapie w drugim pokoju, a mąż próbował nasze dziecko oszukać. W mojej głowie kłębiły się tylko myśli, że dla własnej wygody podaję mieszankę. Myślę tylko o sobie, a nie o moim dziecku.

Tak sobie teraz myślę, że gdybym nie przeczytała tych wszystkich poradników byłabym szczęśliwsza. Poradniki, teorie i metody wyparły skutecznie mój instynkt. Wyrugowały go i zastąpiły wyrzutami sumienia. W połączeniu z hormonami to jak koktajl Mołotowa.

Czułam się niepewnie i tylko wspomaganie się różnymi badaniami naukowymi pomagały mi „nauczyć się swojego dziecka”.

BLW

Później przyszedł czas na rozszerzanie diety oczywiście Metodą BLW. Cała metoda jest świetna- nie ukrywam, jednak moje ortodoksyjne podejście dziś mnie przeraża. Jak mogłam być taka zero jedynkowa?  Przez to wiele razy moje wyrzuty sumienia były głębokie jak przedwojenna wanna. Przecież nic się stanie jak raz na jakiś czas podasz dziecku słoik.

To było wówczas NIE DO POMYŚLENIA, bo przecież to nie jest metoda BLW, którą stosujemy. Śmiać mi się chce jak sobie pomyślę o moim dawnym toku rozumowania. Dałam się złapać w pułapkę bycia świetną matką, która stosuje wszystkie metody wychowawcze i pielęgnacyjne. Trochę luzu na pewno by mi pomogło.

Integracja Sensoryczna, metoda Marii Montessori …

Również moje wykształcenie naznaczało mi jakąś ścieżkę. Jednak tutaj nie dałam się aż tak ponieść, bo ani Integracja Sensoryczna, ani metoda Marii Montessori, a już tym bardziej logopedia nie są metodami wychowania.

Dają jakieś narzędzia, z których możemy korzystać i się na nich opierać. Ale w żadnym wypadku podążać ślepo i bezrefleksyjnie. Nawet ja – specjalista w tych 3 dziedzinach oddzielam wychowanie córki od moich przekonań zawodowych.

Nikt na tym by dobrze nie wyszedł, a powodowałoby tylko frustrację i złość. Od stosowania tych metod są specjaliści po kursach i odpowiedniej praktyce. Wiem, że są bardzo interesujące i wspierają rozwój dziecka. Jednak, proszę Was nie przeginajcie.

Wpływ oglądania bajek na rozwój dziecka

Dostałam niedawno meila od czytelniczki, która pyta mnie od jakiego wieku można puszczać  dziecku bajki, bo literatura mówi o 7 r.ż. Inni piszą, że nie można (ABSOLUTNIE) do 3 r.ż. Serio? A kto tak powiedział lub napisał? Amerykańscy naukowcy?

Owszem telewizja w nadmiarze jest szkodliwa. Ale nie dajmy się zwariować. Na pocieszenie dodam, że wolałam Lilce dać Elmo song na telefonie niż podać jej smoczek kiedy podczas podróży autem płakała w niebogłosy.

Apeluję do Was o zdrowy rozsądek i podejście. Gwarantuję Wam, że jeżeli przestaniecie się zastanawiać, a będziecie postępować wg tego jak Wam serce podpowiada będziecie szczęśliwsi. Docenicie to, że dziecko poznaje litery w taki sposób jak chce, a nie dana metoda się nie sprawdza. Frustrację i nerwy zastąpi radość i świeżość.

Nie musicie znać wszystkich metod, teorii i filozofii aby być dobrymi rodzicami. 

W razie wątpliwości i problemów zawsze możecie zwrócić się do specjalisty. Nie musicie nimi się stawać nawet jeżeli Wasze dziecko ma wyzwania rozwojowe.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Prace domowe

  • ZABAWKI
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [7]

Dziś wpis z cyklu Prace domowe klik.

Ta pomoc uczy dziecko liczenia na konkretach. Przy okazji podczas pracy doskonali koordynację wzrokowo-ruchową, precyzję ruchów oraz koncentrację.

Potrzebujemy:

  • 10 kubków
  • fasola, kasztany lub szklane kulki
  • mała łyżeczka
  • pojemnik
  • taca

Zadaniem dziecka jest przeniesienie odpowiedniej liczby fasolek do kubków.

Pamiętajcie żeby kubki ustawić rosnąco od lewej do prawej oraz cyfry były pisane, a nie drukowane.

DSC_3548
DSC_3550
DSC_3551
DSC_3556
DSC_3563
DSC_3575
DSC_3585

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Prace domowe z wodą

Dziś prezentujemy prostą, a za razem bardzo wciągającą pomoc. Zabawy z wodą u nas zawsze wzbudzają najwięcej emocji. Często pod koniec już brakuje jej w pojemnikach, bo cała woda jest już porozlewana i powycierana. Takie prace uczą precyzji ruchów oraz doskonalą małą motorykę, a przede wszystkim zapewniają mnóstwo zabawy.

W przedszkolach montessoriańskich to właśnie kącik wodny cieszy się największym zainteresowaniem.

Dlaczego dzieci lubią wodę? Z wielu powodów- dostarcza wielu doznań sensorycznych, efekt pracy jest natychmiastowy i często rodzicie w domu zabraniają bawić się tym wspaniałym materiałem.

Czego potrzebujemy?

  • taca (bardzo ułatwia sprzątanie po tej zabawie)
  • 2 pojemników- najlepiej przezroczystch, aby wzmocnić efekt wizualny
  • barwnik spożywczy
  • woda
  • pipeta- można również wykorzystać strzykawkę
  • ścierka lub ręcznik papierowy do wycierania (nie robimy tego za dziecko)
DSC_7362
DSC_7361
DSC_7364
DSC_7363
DSC_7370
DSC_7371

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Prace domowe za 2 zł – Kolory

Dziś chciałabym Wam pokazać pomoc, którą zrobiłam inspirując się kolorowymi tabliczkami M. Montessori.

Wydaje mi się, że moja wersja jest trochę ciekawsza, bo dziecko przypasowuje odpowiedni kolor przez przypięcie spinacza (dodatkowo ćwiczy dłoń).

Czego potrzebujemy:

  • próbnik kolorów ze sklepu z farbami x2 (muszą być identyczne, aby odcienie się zgadzały)
  • drewniane spinacze (kupiłam zestaw 24 spinaczy za 1.99)
  • klej np. Wikol
DSC_2365
DSC_2367

Z próbnika kolorów wybieramy kolory jakie nas interesują. Dla mniejszych dzieci można zrobić wersję tylko z kolorami podstawowymi. Ja zrobiłam wariant rozbudowany (kolory plus ich odcienie). Dodatkowo zrobiłam wersję błyszczącą i matową dla koloru czarnego i białego.

Wycinamy i przyklejamy wzór na kartkę bloku technicznego. Jeżeli robimy bardziej podstawową wersję można zrobić wzór w kształcie koła.

Do spinaczy przyklejamy ich odpowiedniki.

Prezentujemy dziecku pomoc, idziemy robić kawę i cieszymy się chwilą dla siebie:)

Wersja podstawowa dla dzieci 18 m+

Wersja rozszerzona dla dzieci 2+

DSC_2374
DSC_2378
DSC_2385
DSC_2390
DSC_2400
DSC_2414
DSC_2415

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!