fbpx

Kocham Cię, dlatego idź własną drogą, moje dziecko – „Wychowanie bez wychowywania”, książka, którą powinien przeczytać każdy rodzic

Zwykle polecam Wam książki dla dzieci, ale jeśli się je ma (dzieci, nie książki😉), przydaje się czasem drogowskaz, jak z nimi postępować. Każdy z nas nosi go w sobie. Wypracowany został dzięki doświadczeniu życiowemu i wzorcom, przeniesionym z dzieciństwa. A z nimi bywa różnie.

Chcę Wam polecić książkę, która pozwala spojrzeć na wychowanie z zupełnie innej perspektywy. Przed Wami:

 „Wychowanie bez wychowywania” – Stefanie Stahl i Julii Tomuschat.

Ten wpis powstał dzięki i we współpracy z Wydawnictwo Otwarte

 Nie lubię słowa „poradnik”, dlatego powiem, że to raczej sposób na oddalenie się od swojego wzorca wychowania i spojrzenie na niego z perspektywy, a następnie powrót ze świeżym umysłem.

Zanim się jednak oddalicie, zaczytując się w książce, warto otworzyć swój umysł. Podejść z zaufaniem do treści. Wiecie, istniejemy w pewnych ramach, w których nas też wychowano, więc fajnie, jeśli niczym ludzie z platonowskiej jaskini wyjdziemy na światło i pozwolimy sobie na odkrycie nowego świata i spojrzenia na niego bez tego wewnętrznego krytyka. Tym razem w kontekście wychowywania dzieci. Być może już tam jesteście, a jeszcze o tym nie wiecie😊.

Przyznam, że zaintrygował mnie tytuł książki. Pomyślałam, że bliski jest mojemu podejściu do wychowania dzieci i podążaniu za nimi. Już przejrzenie spisu treści daje pewne pojęcie o tym, do czego zmierzają autorki w swoim przekazie i spojrzeniu na wychowanie.

Znajdziecie tam rozdziały:

  1. Rodzinne gniazdo i skrzydła dla rodziców i dzieci.
  2. Fundamenty życia: więź i autonomia.
  3. Więź i autonomia – jak zachować równowagę.
  4. Epicentrum – poczucie własnej wartości.
  5. Dziecko Cienia, Dziecko Słońca i Ja-dorosłe.
  6. Rodzinne gniazdo, które pozwala rozwijać skrzydła – towarzyszenie dzieciom.
  7. Ciepło rodzinnego gniazda – kluczowe znaczenie ma empatia.
  8. Skrzydła – jak pozwolić na autonomię i jak ją rozwijać.
  9. Dlaczego nigdy nie jest za późno na bycie lepszym rodzicem?

To, co mi się podoba w książce „Wychowanie bez wychowywania” to konkrety i to od samego początku. Już na pierwszych stronach poznacie fundamenty wychowania i życia w ogóle. Na tym opiera się cały proces, przez który musimy przeprowadzić dzieci, by wyrośli z nich szczęśliwi, samodzielni, ogarniający życie ludzie. I co ważne, nie będziecie czuć tej presji, która jest teraz powszechnie wywierana na rodziców. Wiecie, ta odpowiedzialność, która aż przytłacza. Nie ma tu magicznych, psychologicznych sztuczek, które musicie poznać, by stać się super rodzicem.

Wcale nie musicie być superrodzicami, by wychować szczęśliwe dziecko.

Najważniejsza jest więź i to na jej budowaniu warto się skupić. Nie mniej ważna jest autonomia, a więc potrzeba samodzielności. I to zbudowanie balansu na tej płaszczyźnie jest według autorek kluczem do wychowania człowieka.

Dlaczego polecam Wam akurat tę książkę o wychowaniu?

  • Ściągnie ona z Waszych ramion ciężar odpowiedzialności za każdy aspekt życia dziecka, uświadamiając, że jest ono autonomiczną istotą, której towarzyszymy w dorastaniu i ono naprawdę wyfrunie kiedyś w świat. Nie uchronimy go przed wszystkim, a to, co możemy to dawanie wsparcia i budowanie więzi, by czerpało siłę i otrzymywało wsparcie zawsze i bez względu na okoliczności.
  • Przestaniecie się też winić za swoje „porażki” wychowawcze i pogodzicie się ze sobą, okazując zrozumienie dla własnych błędów. A jeśli jesteście samodzielnymi rodzicami, dowiecie się, że nadal możecie wychować szczęśliwego człowieka. To duża ulga dla wielu ludzi, którzy wychowując dzieci, często zastanawiają się, jak zastąpić drugiego rodzica i czy to w ogóle robić.

„Wychowanie bez wychowywania”

Na koniec przytoczę Wam fragment, który dla naszego pokolenia – dla nas, jako rodziców, którzy czują się za wszystko odpowiedzialni, jest niczym balsam dla duszy:

„Może uspokoi cię stwierdzenie, że niemal wszyscy rodzice mają poczucie winy. Właśnie ci najbardziej świadomi odpowiedzialności, którzy naprawdę troszczą się o dzieci, często czują się winni. (…) drobne frustracje stopniowo przyzwyczajają dziecko do „prawdziwego życia” oraz że wystarczająco dobrzy rodzice przekazują mu wszystko, co jest potrzebne do radzenia sobie w świecie. Wystarczająco dobry! Naprawdę nie trzeba więcej.”[1]

Szczerze polecam Wam tę książkę, byście spojrzeli w głąb siebie i popracowali nad tym, co naprawdę ważne w wychowaniu. Żebyście poczuli się dobrze jako rodzice i weszli na ścieżkę rodzicielstwa swobodniejszego, bardziej pewnego siebie.

Dajcie znać, co sądzicie o „Wychowaniu bez wychowywania”. Bardzo jestem ciekawa, co jest dla Was odkrywcze i przełomowe w spojrzeniu na własne rodzicielstwo.

Książkę możecie znaleźć TUTAJ


[1] S. Stahl, J. Tomuschat, Wychowanie bez wychowania, wyd. Otwarte, Kraków 2021, s.116-117

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej