Wychowanie

Nie mów przy dziecku, że się odchudzasz!

Po świątecznym obżarstwie i jedną nogą w nowym roku często podejmujemy decyzję o zgubieniu kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu kilogramów. W styczniu czujemy już lekki powiew wiosny i tak naprawdę to ostatni dzwonek żeby zacząć myśleć o zmianach. Przyznaję się, że sama co roku myślę o tym żeby w końcu zgubić kilka centymetrów tu i ówdzie.

Należę do osób, które niestety tyją nawet jak spojrzą w stronę ciastka. Wystarczy nawet, że przez kilka dni nie pilnuję zdrowego jedzenia i już mam dodatkowy kilogram na wadze. Pierwszy raz w swoim życiu byłam na diecie około 10 lat temu. Bardzo szybko doszłam do wymarzonej wagi, ale równie szybko kilogramy wróciły. Stosowałam popularną wówczas dietę Dukana. Drugi raz odchudzałam się przed ślubem –  również bardzo szybko schudłam. Później zaszłam w ciążę, więc o żadnych dietach nie było mowy. 8 miesięcy po porodzie znów wzięłam się za siebie i zrzuciłam nadliczbowe kilogramy (dietą i ruchem).

2 lata temu moja lekarka zdiagnozowała u mnie insulinooporność i w związku z tym również musiałam przejść na dietę. Wtedy również odkryłam przyczynę moich problemów z wagą. Tak naprawdę od tego czasu do końca mojego życia powinnam stosować dietę o niskim indeksie glikemicznym. Jednak karmienie piersią mnie powstrzymuje przed ograniczeniem cukrów w diecie. Od niedawna staram się jednak nie jeść produktów, które podnoszą mocno glikemię (np. kasza jaglana, ryż, owoce). Jednak boję się zastosować dietę w pełni. Zamierzam jednak w końcu zrzucić pociążowe kilogramy lekką dietą i ruchem.

To tyle o mojej historii.

Ten wpis ma być jednak o czymś innym.

Pamiętam jak kiedyś byłam sama z Lilką w domu i ubierałam się. Założyłam koszulę, która wisiała w czeluściach szafy i nie mogłam jej dopiąć na brzuchu.  Spojrzałam na siebie w lustrze z politowaniem i wypaliłam do siebie z automatu: „Ale jestem gruba. Muszę w końcu coś ze sobą zrobić”. Lilka była kilka metrów ode mnie, ale widocznie usłyszała, bo już przed kąpielą pokazała na swój malutki brzuszek i nazwała go grubym. Później kilka razy przed lustrem podnosiła bluzkę i klepała się po swoim „grubym” brzuchu.

Nie zdawałam sobie sprawy jak łatwo możemy zaszczepić dzieciom odchudzanie, diety, zaburzony wizerunek swojego ciała. Skoro dziecko obserwuje mamę, która wg niego jest piękna, a nazywa siebie „grubą” to znaczy, że i ze mną może być coś nie tak.

Dzieci obserwują nas na każdym kroku. Kiedy byłam na diecie przed ciążą Lilka doskonale wiedziała, że się odchudzam. Nie musiałam wtedy nic nawet mówić. Nie myślałam wtedy, że ona to rozumie i to wie.

Żyjemy w takich trudnych czasach, kiedy prawie wszyscy są na diecie. Bardzo dużą wagę przykłada się do wyglądu i każdy chce być piękny.

W naszym dzieciństwie tego nie było. Przerażają mnie 9-latki, które są na diecie i zwyczajnie nie chcę żeby moja córka również poddała się tej modzie. Dlatego przed zaczęciem mojej kolejnej już diety zapytałam specjalistkę o to jaki to może mieć wpływ na dzieci.

Zapytałam Zuzannę Antecką – psychodietetyk, autorkę bloga o pozytywnym żywieniu dzieci Szpinak robi bleee (<-klik), co myśli na ten temat.

Anna Trawka: Skąd biorą się zaburzenia odżywiania?

Zuzanna Antecka: To niezwykle złożona kwestia. Nie da się wskazać jednej prostej przyczyny. Jak w większości chorób i zaburzeń powstają one na skutek interakcji predyspozycji osobniczych (genów, cech charakteru, temperamentu), działań środowiska (sposobu, w jaki funkcjonuje rodzina, znajomi, wpływ mediów itp.), czynników społecznych.

Zaburzenia odżywiania to zazwyczaj reakcja na jakąś trudną sytuację. Sposób radzenia sobie z nią. Bardzo rzadko są przypadkowym efektem dążenia po prostu do idealnej sylwetki. Na pewno przyczyny są znacznie głębsze i ogromną rolę odgrywają tu relacje rodzinne. Szczególnie jeśli zaburzenia odżywiania rozwijają się w dzieciństwie czy młodości. Te same problemy w rodzinie, w relacjach, z akceptację samego siebie mogą wywołać u dzieci różne zaburzenia – uzależnienia, depresje czy właśnie zaburzenia odżywiania.

A.T.: Czy my mając małe dzieci mamy wpływ na to jak będą jadły w życiu dorosłym?

Z.A.:Oczywiście. Najtrwalsze nawyki żywieniowe kształtują się już w pierwszych latach życia naszych dzieci. Wtedy przyzwyczajamy je do konkretnych smaków, uczymy schematu posiłków, pokazujemy, jakie znaczenie i jakie funkcje pełni w naszym życiu jedzenie. Przekazujemy nasz sposób myślenia o jedzeniu.

Realny wpływ na to, co jedzą nasze dzieci mamy jedynie przez ok. 10 pierwszych lat ich życia.

Potem dzieci coraz częściej podejmują samodzielne decyzje żywieniowe, więcej posiłków spożywają poza domem. Wtedy, można powiedzieć, zbieramy żniwo naszej wcześniejszej pracy. Jeśli udało nam się ukształtować u dzieci dobre relacje z jedzeniem, dobre nawyki żywieniowe, to w przyszłości będą one same podejmować mądre decyzje, jeść dobrze. To jest nasz wpływ pośredni na odżywianie naszych pociech. Na pewno jako nastolatki czy osoby dorosłe będą miały jeszcze okresy, gdy to jedzenie będzie lepsze lub gorsze, ale ta baza nawyków żywieniowych z dzieciństwa jest czymś, do czego z łatwością wrócą.

A.T.: Czy dziecko obserwujące odchudzającego się rodzica może mieć w przyszłości większe skłonności do zaburzeń odżywiania?

Z.A.:Jedna negatywna uwaga, krótkotrwała dieta, czy rozsądne odchudzanie się nie wywoła od razu u naszego dziecka zaburzeń odżywiania. Tak jak wspomniałam, zaburzenia odżywiania mają znacznie bardziej złożoną przyczynę. Ale z pewnością nasze dorosłe relacje z jedzeniem, stosunek do własnego ciała i stosowania diet mogą mieć wpływ na rozwój nadwagi czy zaburzeń odżywiania u dzieci.

Badania pokazują, że w rodzinach, w których unika się negatywnych uwag na temat wyglądu ciała (swojego, dziecka, innych osób), zaburzenia odżywiania pojawiają się rzadziej. Co ciekawe znaczenie ma również to, w jaki sposób jadamy posiłki. Ogromną wartością jest po prostu jedzenie posiłków wspólnie, rodzinnie. Okazuje się, że w rodzinach, których członkowie jadają razem, zaburzenia odżywiania są rzadsze.

Na pewno dziecko widzi i słyszy znacznie więcej niż nam się wydaje. Nasze uwagi dotyczące naszego ciała, naszego sposobu żywienia (np. “za dużo zjadłam”, “ale się objadłam”, “te słodycze są takie tuczące”, “ale mam brzuch wielki po tych chipsach”) wpływają na to, jak o własnym ciele myślą nasze dzieci. Pamiętajmy, że dzieci postrzegają nas w sposób wyidealizowany. Stawiają nas za wzór i po prostu naśladują nasze zachowanie.

U malutkiego dziecka to może być właśnie “klepanie się po grubym brzuchu”, u nastolatki już restrykcyjna dieta odchudzająca.

A.T.: Jakie są niepokojące  sygnały?

Z.A. Na pewno nadmierne zaabsorbowanie wyglądem własnego ciała. Krytyczny jest tutaj okres dojrzewania. Ciało nastolatków drastycznie się zmienia, jest to dla nich wyjątkowo trudne w dzisiejszych czasach, kiedy promowany ideał piękna (przynajmniej kobiecego) bardziej podobny jest do dziecięcej sylwetki niż figury dojrzałej kobiety. Jeżeli my, rodzice, nie pomożemy dziecku zrozumieć tych zmian, patrzeć w sposób krytyczny na to, co przedstawiają rówieśnicy i media, nie ukształtujemy pozytywnego obrazu własnego ciała u dziecka, to w okresie dojrzewania może ono zwrócić się właśnie w kierunku tzw. niezdrowych metod kontroli wagi. To mogą być np. intensywna aktywność fizyczna, omijanie posiłków, regularne pozostawianie jedzenia na talerzu, gwałtowne przejście na wegetarianizm, napady objadania się, restrykcyjne diety.

Im więcej rozmawiamy z dzieckiem, im baczniej się mu przyglądamy, tym łatwiej będzie nam dostrzec te sygnały alarmowe. Nie bagatelizujmy nawet zwykłego powiedzenia “Ale grubo w tym wyglądam”. Wykorzystajmy to jako pretekst na temat rozmowy o lubieniu własnego ciała. Zamiast proponować dietę w odpowiedzi na słowa “Muszę schudnąć”, usiądźmy i pogadajmy o zmianach w nawykach żywieniowych rodziny, które pozwolą nam wszystkim być zdrowszym.

A.T.: Jakie zdrowe nawyki żywieniowe wdrażać od początku?

Z.A.:Można by wymienić ze 100 dobrych nawyków żywieniowych, które warto ukształtować u naszego dziecka. Ale warto mieć świadomość, że to, co dzisiaj uznawane jest za zdrowe, za 20-30 lat może już nie być polecane w żywieniu. Dietetyka to dziedzina wiedzy, która bardzo mocno się rozwija. Dlatego ja polecam trzymać się zasad, które się zawsze sprawdzą i tak naprawdę tłumaczą niemal każdą decyzję żywieniową.

Te zasady to: umiar, różnorodność i proporcja

.

To dokładne przeciwieństwo tego czym są zaburzenia odżywiania. Nauczmy dzieci, że jedzenie ma być owszem smaczne, ale jest po prostu jedzeniem. Nie pełni roli pocieszacza i wypełniacza czasu. Jedzmy posiłki wspólnie, przy stole, bez telewizora. To ma znacznie większe znaczenie niż to, co na ten posiłek podamy.

A.T.: Czy zabraniając dziecku jedzenia słodyczy nie zrobimy efektu odwrotnego (zakazanego owocu)?

Z.A.:Umiar należy mieć we wszystkim, również w zakazie. Akurat zakaz jedzenia słodyczy najprawdopodobniej sprawi, że nasze dziecko zacznie pożądać ich jeszcze bardziej. Choć oczywiście zdarzają się przypadki, gdy silna restrykcja w zakresie jedzenia słodyczy jest konieczna. Zamiast zakazywać musimy nauczyć nasze dziecko jeść słodycze z umiarem.

Ukształtować u niego dobre relacje ze słodyczami, to znaczy, by traktowało je jak zwykłe jedzenie, nie sposób na nudę, smutki czy złości.

Pokażmy również, że inne pokarmy też mogą być smaczne. Tu znowu – ogromna rola naszych własnych relacji ze słodyczami. Jeżeli my nie radzimy sobie z ich jedzeniem, jemy zbyt dużo, na zmianę rezygnujemy i objadamy się, nie potrafimy jeść ich z umiarem i sięgamy po nie w przypływie emocji, to obawiamy się, że w ten sam sposób reagować będą nasze dzieci. I tu leży tak prawdziwe źródło problemów ze słodyczami u dzieci. W naszym dorosłym lęku i w naszych własnych problemach związanych z jedzeniem słodkich produktów.

Jasne, dzieci kochają słodycze. Oczywiście, że sprawy nie ułatwiają spece od reklamy wmawiający nam i naszym pociechom, że batonik to idealne rozwiązanie na drugie śniadanie i wszystkie smutki ani producenci żywności wciskający cukier do każdego możliwego produktu z napisem “dla dzieci”. Ale jeśli my pokażemy dzieciom, że ze słodyczy można mądrze i bezpiecznie korzystać, to będą to wiedziały przez resztę swojego życia 🙂

A.T.: Jak w takim razie zrzucić zbędne kilogramy i nie zrobić dziecku krzywdy?

Z.A.:Wszystko zależy tak naprawdę od punktu wyjścia. Nie ma nic złego w tym, by chcieć schudnąć. Nie ma nawet nic złego w tym, że uważamy nasz brzuch za zbyt duży i chcielibyśmy mieć mniejszy. Problem w tym, jak o tym mówimy i z jakiego powodu chcemy dokonać tych zmian. Klasyczny sposób odchudzania zakłada taki schemat:

nie lubię siebie, czuję się grubo – chcę schudnąć – jak schudnę, wreszcie siebie zaakceptuję. Zatem odchudzamy się z nienawiści do własnego ciała.

Z mojego doświadczenia wynika, że odchudzanie jest skuteczne jedynie wtedy, gdy za punkt wyjścia przyjmiemy miłość do naszego ciała, akceptację. Wtedy schemat będzie wyglądał mniej więcej tak:

dbam o siebie, moje ciało jest dla mnie ważne – czuję, że moja waga, źle wpływa na funkcjonowanie mojego ciała – chcę to zmienić – zmieniam nawyki żywieniowe.

Jeżeli pokażemy naszemu dziecku taki sposób myślenia, na pewno nie zaszkodzimy mu swoim odchudzaniem. Bo dbanie o własne ciało, akceptacja go, mimo różnych wad, które nam nie odpowiadają, jest naprawdę wspaniałym nawykiem. Uczmy dzieci kochać swoje ciała, dbać o nie, również poprzez dobre żywienie i zdrową aktywność fizyczną.

A.T. Bardzo dziękuję za rozmowę.

A Was zapraszam do obserwowania bloga Szpinak robi blee i fanpage na Facebooku

Jeżeli spodobał się Wam ten post kliknijcie „Lubię to” na moim fanpage’u TUTAJ 

Ten wpis ma 6 komentarzy

  1. Alicja - o chłopcu i

    Wpis o podobnej tematyce pojawił się u mnie w ostatnim tygodniu… postanowiłam rzucić wszystkie diety i poszukać równowagi w żywieniu ( i właśnie za to słowo pochwaliła mnie pani Zuzanna w komentarzu )… moj szesciolatek nie podzielil sie ze mna czekolada, bo sie odchudzam – to daje do myślenia … i znowu dochodzimy do trudności jakie stoją przed współczesna kobieta, łączenie ról …. mamy, kobiety , żony … jest coś jeszcze – nasza Polska mania chudości ….

  2. justyna

    ja karmie 3 miesiąc i normalnie to mogła bym jeść cukier lyzka. Mam niesamowita ochotę na słodkie. Zjadłam ostatnio tabliczkę czekolady na raz i miałam ochotę na więcej.

  3. Geny po ojcu

    Bardzo ciekawy tekst, jestem aktualnoe na etapie rozszerzania diety naszego synka, wybrałam metode BLW, mam nadzieje że sie uda i nie bedziemy mieli niejadka????
    A jeśli chodzi o ocene rodziców oczami naszych maluchów, to prawda dla nich jesteśmy najpiękniejsi????????????

  4. Magda

    „…Ale jeśli my pokażemy dzieciom, że ze słodyczy można mądrze i bezpiecznie korzystać, to będą to wiedziały przez resztę swojego życia ????”

    Mądry post, lecz jeszcze fajniej by było, gdyby napisano tak konkretnie: ile słodyczy i jak często można podać dziecku, by uznać to za bezpieczne… Mój synek chętnie jadłby deser codziennie. Kiedyś stosowaliśmy metodę „słodycze tylko w niedzielę”, lecz siłą rzeczy – a to jakiś prezent, a to urodziny, czy jakaś inna okazja w środku tygodnia – trudno było mi wytłumaczyć kiedyś dwu – a teraz już trzylatkowi takie odstępstwa i utrzymać restrykcyjny plan. Nie podaję dziecku słodkich jogurtów, gotowych deserków, batoniki tylko zbożowe, „zdrowy” lizak, czasem piekę coś na ksylitolu, lecz zawsze trafi się ktoś, kto poczęstuje syna cukierkiem, bądź innym badziewiem… i przyznam, że sama nie wiem, co mu w takiej sytuacji powiedzieć. Czy mówić dziecku wprost,że takie słodycze są niezdrowe?

    • Nebule-Ania

      Każdy powinien sam ustalić „ile” to jest wsytarczająco. Mi już weszło to w nawyk, sama raczej nie kupuje (ale zdarza się, że w sklepie Lilka mnie bardzo prosi o coś to ulegam, ale jest to może raz w miesiącu). Mamy trochę zdrowych słodyczy i nimi się ratujemy;)

  5. Ania

    Moja córka po narodzinach bardzo szybko zaczęła tyć. Przez ponad rok karmiłam naturalnie, więc nikt się tym nie przejmował. Później zdiagnozowano u niej niedoczynność. Pomimo, jak uważaliśmy, zdrowej diety wciąż tyła (mając 104 cm ważyła 24,5kg..). Zdecydowaliśmy ruszyć do dietetyka. Odstawiliśmy gluten, mleko krowie i produkty mleczne, cukier. Wprowadziliśmy zdrowsze nawyki (np. regularne posiłki). Efekt był natychmiastowy. Historia jest o wiele dłuższa, ale odnośnie wpisu najważniejsze jest to, w jaki sposób córka dostosowała się do nowych zasad – praktycznie bezproblemowo. Zmiany dotyczą oczywiście nas wszystkich. Dużo rozmawialiśmy z nią o zdrowiu, dobrym samopoczuciu itp. Od czasu do czasu chodzimy też z nią na „świadomowe zakupy”, kiedy uczymy się, jakie zdrowe przekąski możemy wrzucić do koszyka (czekolada gorzka z dużą zawartością kakao, koktajl owocowy, sezamki z miodem). Nie wyeliminowaliśmy słodkości, bo tak jak zostało wspomniane, za kilka lat dziecko może się rzucić w ich wir. Uczymy umiaru i dobrych wyborów. Jest tak wiele fajnych alternatyw, że nie ma czego żałować. Ograniczenia, okazuje się, są w naszych głowach. Dzieci zaś mają niezwykłe zdolności adaptacji do nowych sytuacji 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *