fbpx

Bunt dwulatka – dlaczego u jednych dzieci występuje, a u innych nie

Bunt dwulatka niektórym rodzicom spędza sen z powiek. Dziecko dopiero skończyło roczek, wchodzi właśnie w drugi rok, a już jest jedną nogą w owianym złą okresie swojego życia, czyli strasznym buncie dwulatka.

Zaczyna się okres „ja siam”, większa chęć do eksplorowania świata i nauka wielu rzeczy (często na raz). Dlaczego ten bardzo intensywny czas nazywany jest buntem?

Wikipedia podaje, że „bunt dwulatka” objawia się:

„Najczęstsze objawy buntu dwulatka to:

Ten opis jest krzywdzący i robi z dzieci małe potworki.

Tak sobie to czytam i mam tylko jeden wniosek – tak dzieci w tym wieku uczą się być po prostu bycia człowiekim. A my im często nie dajemy.

Jak spojrzymy na chwilę na wcześniejszy okres, kiedy właściwie dziecko jest zależne od nas w 100 %, to wyraźnie widzimy, że to my nie pozwalamy mu na więcej. Jednego dnia są maluszkami, a dosłownie za chwilę chcą wszystko robić sami. My często jesteśmy zafiksowani na spełnianiu ich potrzeb, że nie potrafimy wyczuć tego momentu, kiedy dziecko powoli od nas będzie się uniezależniać.

Dwulatki, nie są straszne – uczą się jak być ludźmi.

Bardzo często najbliżsi nie dają dzieciom realizować ich potrzeb. Uważają, że są na coś za mali i z tego mogą wynikać wzmożone trudne zachowania.

To dlaczego u niektórych dzieci jest bunt dwulatka, a u innych nie?

Mam bardzo prostą odpowiedź. Rodzice dzieci, które wg nich mają bunt dwulatka po prostu dali się złapać w pułapkę. Uwierzyli w to, a to tylko mit powtarzany z pokolenia na pokolenie. Ich myślenie wygląda w ten sposób:

„Moje dziecko ma bunt dwulatka, a ja muszę z nim walczyć. Codziennie muszę spierać się o ubieranie, o mycie, o ciągłe mówienie”nie” Już nie mam na to siły.”

Pamiętacie powiedzenie A. Stein?

„Jeżeli z czymś walczysz, dajesz temu siłę”

bunt dwulatka - grafika pokazujące emocje

Dlaczego więc niektóre dzieci nie mają buntu dwulatka?

Bo ich rodzice w niego nie wierzą. Za to wiedzą, że ten czas (od około 18 m do 36 m) jest bardzo ważnym okresem w życiu dziecka. To czas kiedy:

Dzieci, które nie muszą o to walczyć, są o wiele bardziej spokojne. Potrafią się łatwiej koncentrować. Kiedy nie są hamowane ciągłym „nie wolno” rozwijają się bardziej harmonijnie, bo zgodnie z ich potrzebami. My odpowiadamy na ich potrzeby, a one zaczynają odpowiadać na nasze. Tę współpracę bardzo dobrze widać między dzieckiem i rodzicem. To właśnie dlatego dzieci rodziców, którzy nie wierzą w żaden bunt, go zwyczajnie nie mają.

p.s. Gdybym miała iść tym tropem i mówić o moich potrzebach to właśnie przechodzę przez bunt 34-latki. Uczę się mówić „nie” kiedy nie mam na coś ochoty, walczę o swoją niezależność i prawo do snu (z kotłującą się dwójką obok mnie.

Tu macie Książki dla najmłodszych wspierające rozwój mowy

Komentarze

    Moja córka jest właśnie w tym trudnym okresie ale wydaje mi się, ze jestesmy rodzicami którzy na duzo pozwalają w sensie, że córeczka mi pomaga w praktycznie każdej czynności w domu jeśli jest tylko tym zainteresowana (daje jej odkurzacz czy pozwalam wstawiać pranie- oczywiście wszystko robię sto razy wolniej ale jej zaangażowanie jest niesamowite;)) dlatego zastanawiam się skad bierze się gryzienie (do ktej pory uważałam, ze to ten paskudny bunt) , gryzla tylko mnie ale zdarzyła się dzisiaj sytuacja, że ugryzła kolegę w żłobku. Kiedy tłumaczę jej, że tak nie można robić zazwyczaj nic sobie z tego nie robi a nawet przekręca to w zabawę co jest dla mnie bardzo frustrujace. Może masz jakieś rady jak tego typu zachowania zatrzymywać?

    Kiedys gdzies przeczytalam, ze w taki sposob niektore dzieci pokazuja, ze nas kochaja. U nas dopiero cierpliwosc, tlumaczenia pomogly.

    Aniu, może dodasz jeszcze taki wpis jak wspierać dwulatka? Mój Tymek uwielbia rzucać swoim bidonem i nie dlatego że coś mu nie wyszło… nagle mu się przypomina i jebut! Rzuca gdzie bądź… mam też problem z tym, że on nie ma potrzeby samodzielnego rozbierania się i ubierania. Trzeba go zachęcać, jednocześnie szybko się denerwuje i rezygnuje. Jak mu pomóc? Powinnam się tym niepokoić? Widzę też że nie potrafię nazywać jego uczuć, że często brakuje mi cierpliwości i dodatkowo jeśli mam gorszy dzień, wybuchem zupełnie nieadekwatnie do sytuacji. Może możesz coś doradzić? Pozdrawiam ciepło i dziękuję za Twoje cenne wpisy ❤

    Jesli mozna. ☺ Mam juz starsze dzieci, ale o Ile dobrze pamietam to wlasnie w tym czasie zgubilismy mnostwo rzeczy, zwlaszcza czapek. 😛 bo to taki okres kiedy rzucanie jest fajne. Jakis nowy etap, kolejna umiejetnosc.
    Jesli chodzi o ubieranie to ja bym obserwowala i poczekala, az powie: nie, ja sam. I wtedy wspierala.

    Kiedys zwrocono mi uwage: ja wszystkie moje wnuki ubieralam n.a. Dzieki gorze I po kolei schodzili na dol.
    Fajnie, ze moja znajoma miala czas, ale wiem, ze cierpliwosc, pomoc, wsparcie w tym temacie owocuja na przyszlosc, gdy nawet starsze dziecko pomoze ubrac sie mlodszemu, albo gdy podczas ubierania sie dziecka my mozemy cos zrobic. Gorzej ja k t ma sie uparciucha jak u nas, ze wlozy buty jak ma humor, a jak nie ma to tylko wyznaczona przez niego osoba. :/

    Co do cierpluiwosci to niestety nie pomoge. ? nad czym ubolewam. Tata alkohik, mama duzy nerwus i gdy sobie to jakos zaczelam ukladac to znow problemy z cukrem, hormonami i to, ze musze zwracac us ave na to co, kiedy w jakiej ilosci zjadam, bo to rowniez ma wplyw na mnie. Wiec staram sie pracowac nad soba wewn.i zewn.
    Co mi czasem pomaga, otrzezwia to swiadomosc, ze moja zlosc, brak cierpliwosci do mnie wroca, ze ma ogromny wplyw na dzieci.

    Pouczający wpis. Chetnie przeczytałabym jeszcze o zmianach w zachowaniu dziecka około 6-letniego, czyli „ja jestem najważniejsza”, „nie słucham rodziców, bo nie muszę”, urządzam ataki histerii (w tym to przypomina „bunt 2-latka”), chcę sama decydować o sobie itd. Właśnie mam w domu teraz taki mix- syn 2 lata i 4 mies. oraz córka prawie 6-letnia. I ostatnio jej zachowanie się zmieniło na takie jak opisałam wyżej. Martwiłam się, ale przeczytałam, że to kolejny etap w rozwoju… Czy u swojej córki też zaobserwowałaś taką zmianę? Jest się czym martwić?

    Oj tak, to też normalny etap, u nas bardzo wyraźny i też go obserwuje. Czasem nawet z dwulatkiem nie mamy takich dyskusji;)

    Nie do konca sie zgodze – u nas corka wychowywana w duchu RB, Montessori, BLW i inne pochodne. Byla kiedys bardzo samodzielna a ‚bunt’ juz trwa i trwa, ona ma juz 3 latka i jest mniej samodzielna i ogarnieta niz jak miala 1,5 roku (serio)…

    To też jest jakiś etap. Ja w takich sytuacjach myślę sobie, że byłoby o wiele trudniej gdybym nie podążała za dzieckiem od samego początku.

    Świadomość rodzica na temat rozwoju mózgu dziecka naprawdę pomaga zrozumieć dlaczego jego zachowanie wygląda tak a nie inaczej. Mnie bardzo pomogła książka „Zintegrowany mózg zintegrowane dziecko”- bardzo dziękuję za polecenie mi tej książki:)))

    Nie wiem co jest nie tak z ta książką ale mam wrażenie że z jednej strony zawiera same banały a przez większość czasu jest reklamą tej książki (ciągle czytam że z tej książki tyle się dowiem i czytam… czytam..). Dawno żadna książka mnie tak nie zirytowała. Chciałbym już dobrnąć do końca żeby się przekonać czy jednak coś tam jest jak się samodzielnie regulować a nie tylko o tym czytać (że inni to robili i że im wyszło)

    Niesamowite jest to, jak każdy inaczej odbiera (nawet tę samą książkę). Bo ja ja przeczytałam bardzo szybko, wiele się nauczyłam i uważam, ze to najbardziej przydatna książka w moim macierzyństwie.

    Ja z kolei kompletnie nie zgadzam się z tym wpisem. Czy wychowywanie bez zasad staje się tak bardzo popularne? Napisała Pani, ze widocznie tez ma bunt 34latka tylko Pani wie, co jest dobre, a co złe i zna pewne normy ogólne. 2 latek mało wie o świecie i jeśli my rodzice- nie przekażemy mu pewnych zasad, co wolno, czego nie wolno, co jest dobre, a co złe tylko pozwolimy mu na to, na co ma ochotę to na świecie będzie jeszcze gorzej niż do tej pory. Później nie ma co się dziwić, ze tyle zła nas otacza jeśli taki spoko wychowywania jest popierany w Internecie.

    Czy ja gdzieś napisałam, że nie ma zasad, granic? Oczywiście, że są często narzucone odgórnie. Nie o tym jest ten wpis.

    Zgadzam się, że to pojęcie buntu jest w naszych głowach, ale jednocześnie nie jest to łatwy okres w życiu rodziny (choć pewnie można zapytać, który jest łatwy w takim razie hehehe). Staram się podążać za córką (teraz 23miesiące) i wiem że jej zachowania, które dla mnie mogą być niewygodne wynikają z chęci poznania świat i siebie, albo nieumiętności poradzenia sobie z zalewającymi ją emocjami, dlatego kiedy widzę, że rozlewa wodę czy sok to proponuję zabawę kubeczkami w wannie, a jak chce grzebać w śmieciach to czytamy książkę o śmieciarce itp. ale najtrudniejsze dla mnie są takie sytuacje, kiedy naprawdę nie mogę jej na coś pozwolić (bicie, zabawa jakimś niebezpiecznym przedmiotem) albo coś jest po prostu niemożliwe (np. sklejenie przekrojonego już banana, odkręcenie czegoś co się nie odkręca czy nakarmienie misia w telewizorze) i jej żal i frustracja są tak wielkie, że czasami płacz doprowadza ją do wymiotów, a nie pozwala się utulić. I absolutnie nie chodzi o to że się pobrudzi, czy ktoś nas oceni, po prostu serce mi się kraje jak widzę, że coś tak bardzo przeżywa. Ale może to jest właśnie dla mnie praca domowa, żeby nauczyć się akceptować także te trudne emocje, że nie wszystko można „rozwiązać” i czasami trzeba ich po prostu doświadczyć.

    A mnie bawi to, że zaprzecza się faktowi że coś takiego jak bunt 2 latka istnieje.
    To tak jakbym sobie stworzyła wpis o tym, że nie ma czegoś takiego jak problem z karmieniem piersią. Bolą Cię brodawki? Dziecko nie ssie? Frustruje Cię że mleko przecieka przez biustonosz? Nie możesz znieść pobudek co 2h w nocy i karmienia co 15 minut? Prawdopodobnie nie rozumiesz, że to wszystko to normalne problemy laktacyjne!
    A to, że niektóre kobiety i dzieci nie mają problemów z karmieniem się prawdopodobnie wynika z tego, że jesteś bardziej cierpliwa i rozumiejąca lub znalazłaś odpowiedź na problemy dziecka (terapia sensoryczna, podcięcie węzidełka).
    Jeżeli Twoje dziecko nie przeszło spektukalrnego buntu, to wcale nie musi być wynik braku kar i nagród i tego, że w bunt nie wierzysz. Może po prostu „spektukalarne” wkurzenia nie są częścią jego temperamentu? Ja mam dwoje (za chwilę troje) dzieci. Nasz syn przechodzi fazę złoszczenia bardzo intensywnie. Nie są to epizody, a dość regularne zachowanie od kilku miesięcy. Zaczęło się około 2 roku życia i gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, że on byłby zdolny do takich złości nie uwierzyłabym, bo był maksymalnie pogodny i raczej spokojny wcześniej. Czy coś zmieniło się w jego otoczeniu, czy my się zmieniliśmy w podejściu do niego i jego starszej siostry? Czy pojawiły się nowe stresory? Nie zidentyfikowaliśmy. A mimo to potrafi wyć z powodu najmniejszej bzdurki. Tupać nogami, krzyczeć, próbować nas bić. A takich zachowań i wzoru reakcji nie obserwuje ani u mnie, ani u męża, ani u siostry. Widzę, że ma ogromną potrzebę samodzielności i wspieram ją jak mogę, ale to że nie potrafi sobie poradzić z faktem że jeszcze nie piszę literek jak jego siostra, mimo naszych tłumaczeń go przerasta. Widzę, że ma dużo większą agresję fizyczną z powodu frustracji, niż kiedykolwiek widziałam u jego siostry. Kopie zabawki, meble, próbuje je niszczyć. A ma dużo ruchu. Oczywiście po chwili złości wycisza się, czasem nawet mówi że się zasmucił albo przeprasza, ale ewidentnie frustracje jakie przeżywa są ogromne i nigdy nie zgodzę się z twierdzeniem, że bunt jest odpowiedzią na narzucane ograniczenia. Nie zaprzeczajmy, że temperamenty są różne. Jeśli pójdziemy w najprostszy i najstarszy podział, to chyba oczywiste że flegamtyk i choleryk różnie będą przechodzić frustracje bez względu na to kto ich będzie otaczał…

    Chyba nie do końca się wyraziłam jasno. Moje dzieci przejawiają takie zachowania wciąż i w wieku 6 lat i w wieku 2 lat i ja nie traktuje tego jako buntu. Mało tego, uważam, że traktowanie i nazywanie ich buntem powoduje w nas rodzicach chęć walki z tym. Mi od zawsze pomaga traktowanie takich trudnych zachowań jako normalnych, niezbędnych do rozwoju. Takie myśli i spostrzeżenia pozwalają nie oszaleć kiedy zmieniam talerz trzeci raz lub negocjuje na podłodze przez 40 min.

    Ja również się nie zgodzę, chociaż sadzę, że to jedna z tych kwestii, w której żadna strona nie przekona innej. Emocje, bunty, złość są zarówno u dwulatka, jak i u starszych dzieci – ok. Ale po co zaprzeczać temu, że w wieku 18-36 miesięcy sporo dzieci przechodzi bunt dwulatka? Przecież to nie jest stygmatyzowanie żadne. Zamiast się upierać, że nic takiego się nie dzieje, może właśnie wspierać w sposobach reakcji na to (czyli walczyć nie z określeniem „bunt dwulatka”, tylko z poczuciem rodziców, że to coś, z czym muszą walczyć/zwalczyć u dziecka). Nie dysponuję żadnymi szeroko zakrojonymi badaniami, więc mogę mówić na podstawie osobistych doświadczeń (moich dzieci, dzieci znajomych, tego, że w internecie całe mnóstwo rodziców ma ten sam problem). Moja córka przechodziła bunt dwulatka i tyle. Możemy to nazwać trudnym czy naturalnym okresem, spoko 🙂 Ale przechodziła. Teraz ma cztery lata i oczywiście czasem ma napad złości, wpada w histerię itp., ale to jest bez porównania z buntem, który przechodziliśmy, gdy miała trochę ponad dwa lata. Jasne, uczyła się emocji, samodzielności, stawiania granic. Nikt jej tego nie zakazywał, nie czuliśmy, że musimy ją jakoś zwalczyć itp. Miała emocje, to je wyrażała. Ale jako rodzina odczuliśmy ten czas bardzo ciężko, głównie dlatego, że mamy też starszego od niej o rok synka, który najbardziej cierpiał na tym, że przez 28/30 dni nie udawało się wyjść normalnie na spacer, mieliśmy kompletnie zepsute wakacje (histerie córki i napady złości o wszystko, uniemożliwiające przebywanie gdziekolwiek wśród ludzi), nie udawało się robić niemal nic, bo wszystko było dla córki be. Czy w tej sytuacji, gdybym przeczytała, że to wcale nie bunt dwulatka, i dzieci rodziców, którzy akceptują ten naturalny okres w rozwoju, lepiej to znoszą? Hahahahaha. Nic, tylko rzucić komputerem o ścianę 🙂 Może warto jednak nie wmawiać rodzicom głupoty, tylko uznać, że jednak znają własne dzieci i potrafią rozpoznać u nich ten właśnie etap rozwoju, i udzielić im wsparcia? Byłoby miło 🙂

    Tylko jak nie mówić ciągle 'nie wolno'. Za dużo używam tego sformułowania, ale na prawdę mam już dość:bicia i popychania młodszego brata, wchodzenia na wysokie krzesła barowe w kuchni (dwa razy wizyta na sor), łażenia po parapecie itp. Tak bardzo nie chce mówić 'nie wolno'. Ale nie zawsze mam cierpliwość tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć:(

    Teraz niestety wielu rodziców tłumaczy sobie niepożądane zachowania dziecka buntami. Nie robią z tym kompletnie nic twierdząc, ze to bunt. To minie. Bunt 2 latka, 3 latka itd itp. i tak można do śmierci. Po co się przejmować skoro to normalny etap. To nic, że później takie dziecko idzie do przedszkola i leje inne dzieci
    Może po prostu potrzebna jest konsekwencją rodzica od początku , a nie budzenie się w wieku 3-4 lat, że coś jest nie tak. Najpierw jest pozwalanie na wszystko bo przecież to tylko dziecko, on/a jest jeszcze mały/a. To jest mały człowiek i bardzo szybko się rozwija i dużo rozumie mimo, że nie potrafi jeszcze nic powiedzieć. Jest duża różnica pomiędzy ograniczaniem dziecka , a pozwalaniem na wszystko. Wyznaczanie granic pomaga dziecku odnaleźć się w społeczeństwie. Nie wyobrażam sobie żeby dziecko mnie biło czy plulo na mnie albo biło inne dzieci bo nie może czegoś dostać ale skoro niektórzy od początku pozwalają dziecku na wszystko, na to żeby dziecko o wszystkim decydowało w domu i wokolo, idą do sklepu i kupują wszystko dziecku żeby tylko nie płakało, na wakacjach , na zakupach dają dziecku telefon żeby tylko nie plakalo. No niestety takie czasy. Niektórzy źle zrozumieli wspieranie rozwoju z totalnym przyzwoleniem dosłownie na wszystko. Przecież to rozwój ? znam taki przypadek rodziców . Jak trzylatek zażyczy sobie że masz zejść z fotela bo chce tam położyć zabawki to masz zejść bo inaczej rzuci w Ciebie autkiem. Nie no świat zwariował.
    Teraz jest tak. Rodzice nie mogą podnieść głosu na dziecko bo nie daj Boże ucierpi , a dwulatki biją, kopia i dra się w niebo głosy.
    I żeby nie było. Mam dzieci. Od początku spędzam z nimi dużo czasu. Bawimy się, razem gotujemy, razem sprzątamy (a raczej starają się sprzątać) dzieci 6 i 2 latka. Nie bylo żadnych wymyślonych buntów. Wiadomo są sytuacje sprzeciwów , są płacze ale to są po prostu emocje jak każdego normalnego czlowieka. Dużo z nimi rozmawiam od poczstku, ale gdy przesadzą jestem stanowcza i konsekwentna (bez żadnych klapsów oczywiście) . Jak ja slysze jak mamusia do synusia mówi Krzysiu kochanie nie wolno bic a Krzysiu dalej okłada mała dziewczynkę to mi ręce opadają. Miłym głosikiem. Nie no jeszcze pogłaskać po główce bo Krzysiu biedny się na coś zdenerwował i musiał dać upust swoim emocjom. Co z tego że to 2 letnie dziecko. Nie ma prawa nikt nikogo krzywdzić i to powinna być podstawą której się uczy dziecka . Szacunku

    jak ja dziekuje za ten wpis! Czytając punkty na wstępie, pisałas o moim synku! I tak bardzo mi to pomogło, bo teraz wiem, ze to etap. Rozwoj. Bardzo, bardzo mi ulzylo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

%d bloggers like this: