Gadżety dla dzieci

Czym zająć dzieci w restauracji i podróży? Moja TOP lista mini gadżetów.

Jak widzicie nosi nas po świecie. Często podróżujemy i od zawsze ciężko jest nam usiedzieć w domu. Myślę, że to dobrze, bo dzieci mają wtedy dużo więcej możliwości. Nie wiem, czy u Was też tak się dzieje, ale moje dzieci z każdego wyjazdu wracają z nową umiejętnością i to nas ogromnie cieszy. Jeździmy wszędzie, mamy dziadków w różnych stronach Polski. Często wybieramy się na weekendowe wycieczki, a na początku roku czeka nas lot samolotem.

Jak to robimy, że podróże to przyjemność, a nie płacz i zgrzytanie zębami, kiedy jedziemy już piątą godzinę? Mam kilka sposobów, którymi się z Wami dziś podzielę.

Na każde wyjście z domu jestem zawsze przygotowana, czy idziemy na pocztę, do sklepu, czy do restauracji. W mojej torbie, kieszeni w kurtce, czy też w wózku zawsze mam jakiegoś asa, którego wyciągam kiedy zaczyna być gorąco, czyli np. jest długa kolejka, jest dużo ludzi w restauracji i trzeba czekać.

Moje dzieci najczęściej marudzą, kiedy zaczynają się nudzić i zawsze najpierw czekam na ich kreatywność (a nuż znajdą sobie coś, co zajmie je na kilka minut), a jeżeli nic takiego nie ma to wtedy: TADAM! Wyciągam coś z mojej sekretnej skrytki. Uprzedzę jeszcze pytanie, tej rzeczy nie daję już w domu i dzieci nie widzą, że mam TO w torbie, tylko daję to jako: super, mega, sekretną zabawkę kiedy już jest TEN moment. Często wymyślam też jakieś wycudowane historyjki żeby dodać jeszcze trochę magii, bo wiem, że nic już więcej nie mam i to ostatnia rzecz, która może pomóc. Czasem mówię cichutko:

„Liluś, podejdź to coś Ci powiem na uszko” i wtedy szepczę „Idź do wózka, rozsuń ten mały zameczek i tam coś dla Ciebie schowałam”.

To naprawdę działa, a taka mała „głupotka” potrafi zaciekawić dzieci na naprawdę długi czas.

Aha! Dodam jeszcze, że ja mam radar na takie rzeczy i kiedy np. jestem w jakimś sklepiku wynajduję takie rzeczy na „kiedyś”. Chowam to i zostawiam właśnie na wyjścia, wyjazdy itd.

Podzielę jeszcze na miejsca, w którym my tych rzeczy używamy, wtedy trochę Wam to ułatwi.

Podróż samochodem

Z racji bezpieczeństwa oraz choroby lokomocyjnej u córki używamy tylko kilku rzeczy w samochodzie. Nie możemy niczego czytać, ani oglądać, więc nasz zestaw samochodowy wygląda często tak.

Audiobooki

Na każdy wyjazd wypożyczam z biblioteki lub kupuję (w ostateczności) coś nowego. Lilka ich słucha kiedy Junior śpi (bo jego jeszcze nudzą). Mamy taką opcje w aucie, że możemy przełączać głośniki, więc nastawiamy na jej stronę i możemy spokojnie jechać.

Muzyka

Uwielbiamy dobre nuty w aucie i zawsze coś u nas gra. Na długie wyjazdy mam nowe przeboje, bo poprzednie już są osłuchane Od dłuższego czasu jest to:

” Muzyka z Pana Kleksa” dostępna TUTAJ

„Melorymki” dostępna TUTAJ

Ania Broda „A ja nie chcę spać” TUTAJ

DUBI, czyli piosenki z imionami dzieci. Udało nam się zamówić wersję zmieszaną (jedna piosenka z imieniem Lili, druga z Julkiem). Pisałam o nich TUTAJ

Oraz hity: Ram zam zam zam, Macarena oraz oczywiście Despacito

Naklejki

To mój  bezpieczny must have. Jak widzę je np. w dykoncie za 2,99 to biorę ich 10 i wrzucam do szafy. Później tnę każdy zestaw na 5 i wrzucam do torby. Dzieci naklejają na siebie, na fotelik, a ubrania itd. Z uwagi na Juniora zapędy do jedzenia wszystkiego wybieram dla niego te większe.

Głupotki ze sklepów lub stacji

I teraz tak, nie kupuję ich zazwyczaj podczas postoju, bo dzieci się szybko uczą i wtedy przy każdym postoju będą prosić o kupienie jajka, czy też innej głupotki. A tak, jak kupię wcześniej to mam też czas żeby wywalić cukierki, które w smaku są tak obrzydliwe, że nikomu bym ich nie dała. Jeżeli się zdarzy, że coś akurat mi wpadło na szybko w oko, podczas płacenia za benzynę, to i tak daję dopiero w czasie jazdy. Super sprawdzają się też gadżety reklamowe np. mała latareczka.

Zabaweczki, które zajmują na długo

Moja starsza uwielbia takie rzeczy i potrafi nimi bawić się naprawdę długo. Jednak muszę je dozować w aucie, bo wiem, że mogą wzmagać chorobę lokomocyjną. Najlepiej jest żeby dziecko patrzyło przez okno.

Poniżej pudełeczko z gumkami, które się rozkłada na części pierwsze. Kupiłam je dawno temu w Tigerze za 8 zł i trzymałam na wyjazd. Sprawdził się znakomicie!

Słone paluszki

Ile razy nas uratowały w aucie! Zawsze mam je gdzieś w torbie lub pamiętam o kupieniu przed podróżą. Mało tego, przeczytałam też gdzieś, że mają właściwości antywymiotne, więc na chorobę lokomocyjną będą jak znalazł.

Małe zabawki na inne sytuacje

Do walizki często wrzucam też w małych woreczkach strunowych po kilka klocków. Mogę się one sprawdzić w samolocie lub w restauracji. Z doświadczenia wiem, że mniej znaczy więcej. Wiem, że mniejszą ilością klocków (i kiedy nie ma nic innego) będą bawić się o wiele dłużej, a do tego łatwiej jest ich upilnować. Najczęściej biorę po 10, wtedy proszę Lilkę o sprawdzenie i policzenie, czy wszystkie są.

Moje hity to:

Magformers

dostępne TUTAJ

Obszerny post o nich KLIK

Joinks

dostępne TUTAJ

Obszerny post o nich KLIK

Squigz

dostępne TUTAJ

Obszerny post o nich KLIK

Mini książeczki z zadaniami

Często zabieram je do restauracji lub wrzucam na szybko do walizki. Ratują w czasie nudy:)

Zagadki CzuCzu TUTAJ

Fiszki Grajki TUTAJ

Gazetki

Gazetka dla dzieci zajmuje  bardzo mało miejsca, a przydaje się w wielu sytuacjach. Jest coś do poczytania, do kolorowania i rozwiązywania.

Kalejdoskop

Lunetę – kalejdoskop zamówiłam przed ostatnim wyjazdem i naprawdę zajęła dzieci na długo. Lilka uwielbia takie rzeczy i potrafi z taką zabawką przechodzić cały dzień. Wymyśla różne rzeczy, że jest np. piratką 🙂 Tyle zabawy za 12 zł!

Dostępny TUTAJ

Auta

Jul to rasowy wielbiciel aut przeróżnych. Nie miał nic porządnego (tylko jakieś 3 po siostrze), więc mu kupiłam taki zestaw! Mąż się lekko wzruszył, bo jedyny samochodzik jaki miał w dzieciństwie to był właśnie niezniszczalny Matchbox. Bardzo Wam polecam, bo jakość jest genialna, a niektóre elementy są ruchome. Mam te auta teraz wszędzie: w kieszeni, w torbie, w organizerze…

Zestaw dostępny TUTAJ

No i w końcu trafiłam też na śmieciarkę! Fajna, nieduża i szybko jeździ. To ostatnio ulubione auto Juniora.

Dostępna TUTAJ

Lusterko samochodowe

Ostatnio rozpadło nam się lusterko, które służyło przez 5 lat i w poszukiwaniu czegoś nowego trafiłam na lusterko Benbat. Zapina się je bardzo mocno na oparciu (na klamry zatrzaskowe) i zaciska pas. Lusterko po włączeniu delikatnie gra i wyświetla twarz ludzika. Całość jest sterowana pilotem. Co prawda rodzic ma to obsługiwać, ale Jul miał tak świetną zabawę przy używaniu pilota, że bardzo nam się spodobał ten gadżet.

Dostępne TUTAJ

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” na moim profilu na facebooku: https://www.facebook.com/nebuleblog/

Ten wpis ma 15 komentarzy

  1. Magdalena

    Świetny ‚timing’ tego wpisu. Zgadzam się całkowicie z tym wyciaganiem asa z rękawa – bezcenne w sytuacjach podbramkowych. Też zawsze staram sie mieć coś takiego! aktualnie jesteśmy w podróży z 2 dzieci w podobym wieku do Twoich, więc nowe pomysły mile widziane. Za nami 2 loty po ok. 10h wiec asów trochę musiałam mieć 😂 u nas świetnie się sprawdził niewielki woreczek lego (kreatywność syna w budowaniu wzrosła diametralnie dzięki temu) i 6m liny wspinaczkowej(!) dzięki za wpis, będę korzystać w drodze powrotnej😀 pozdrawiam

    • Nebule-Ania

      OOO:) i jak taki lot? w porządku?

      • Magdalena

        Spoko, jak się człowiek (rodzic) przygotuje i w odpowiednim momencie wyjmie, a to nową (cienką acz treściwą) książeczkę a to naklejki, autka lub przekąskę. Tak jak piszesz we wpisie zresztą 😀 gorzej z roczniakiem, który akurat chodzić się nauczył i nie usiedzi. Polecam nocne loty w miare możliwości i tzw. ‚Basinet seat’ – więcej miejsca na podłodze nawet jeśli nie korzysta się z łóżeczka. Ale wiadomo takie długie loty z małymi dziećmi są męczące.

  2. Marta

    Super propozycje, skorzystamy bo czekają nas 5godzinne podróże. Poprosiłabym jeszcze o Twoje typy audiobooków bo nie wiem co dla mojej 3,5 latki wziąć na początek.

  3. Kasia

    Luneta- rewelacja, też z niej korzystamy! Córka dostała na urodziny usztywniany notes a w nim wodne kolorowanki z dołączonym pisako-pędzelkiem do którego nalewa się ciut wody i można malować. Na odwrocie napisane było że to zestaw właśnie podróżny 😉 kolorowanki po wyschnięciu wody wysychają i są do ponownego użycia więc gdy się znudzi (bo maluje je non stop od dwóch dni 🙂 ) na pewno schowam na czarną godzinę 😉 aaa ostatnio na zakupy marketowe moja 5latka zabiera pluszaka i sadza go w koszyku jak dziecko – ma niezłą frajdę i zakupy idą gładko!

  4. Monika

    Fajne pomysły! U nas hitem jest kierownica. Synek sobie wymysla, ze goni nas plicja albo ten przed nami to zlodziej. Gdy mąż hamuje to on tez na swojej wciska guzik stop. Bardzo przydatna rzecz 🙂 audiobooki tez, ale wkolo te same: afryka kazika i poczytaj mi mamo. Nie chce sluchac niczego innego
    Jeszcze sprawdzają się pacynki na palce z ikei. Zajmują nie wiele miejsca ( wystarczą dwie) a zabawy z nimi, ze ho ho 😉

  5. Dagmara

    Nam wiosną zeszłego roku przytrafiła się ponad 18godzinna podróż (najdłuższy przelot bez przerwy około 10 godzin) z dwójką dzieci (wówczas 5 i 2 lata). Uratowały nas książeczki z naklejkami, najlepiej wszelkiego rodzaju ubieranki oraz gry karciane (piotruś, uno). Dla młodszej sprawdziło się też play doh (przy czym na fotelu polecam rozłożyć jednorazowy przewijak ;). Z kolei hitem lotnisk, gdzie też spędziliśmy nieco czasu, była guma do skakania i dmuchana plażowa piłka – zajmują mało miejsca i rozładowują nagromadzoną podczas przelotów energię 🙂 No i oczywiście żelki na start i lądowanie. Do dziś reakcją moich dzieci na plan kolejnych podróży samolotem jest „Będą żelki!!!” 🙂 PS póki co, podróże i pokazywanie dzieciom różnorodności świata to chyba moja ulubiona część rodzicielstwa i jedno z najlepszych doświadczeń, jakie mogę im podarować.

  6. Kamila

    Ja mam jeszcze portfel dla mojego dziecka ze starymi kartami, bo lubi je wyjmowac i wkladac 🙂 magformersy też super się sprawdzają – dziękujemy za polecenie. Teraz może czas na muzykę jakąś 🙂

  7. Paulina

    Mam pytanie. Jakie audiobooki możesz mi polecić dla 4 łatki. Ala również mq chorobę lokomocyjna to moze i nam pomoga podróżować. Nie wiem tylko od czego zacząć żeby ja zainteresowac

    Pozdrawiam
    Paulina

  8. Markdottir

    Wiesz co jeszcze jest mega – notesik-zdrapywania. Kupiłam na aliexpresie za pare złotych. Ma czarne kartki i rysik, którym sie drapie, a pod spodem jest kolor. Madame uwielbia.
    Ja zawsze zabieram w podróż samochodem jakaś książkę Tulleta. 😉

  9. Hanka

    U nas jedyna osoba majaca problem z podroza jestem JA 🙂 do auta biora dzieci co chca, do samolotu zabieram kredki, a na lotnisku kupuje gazetki. Mlodsze dziecko nie usiedzi :/ wiec trzeba z nim pochodzic, czasem przespimy 😛 ja zwlaszcza 😀
    Dopiero kolo 30 zaczelam zle znosic jazde samochodem, uwielbiam pociagi 😀 autobusy sa ok i samoloty „przejda” 😉

    Ogolnie mam tak duuuuzo wokol siebie <3 coz mi wiecej potrzeba 😉
    Czasem ludzie tlumacza, ze to dla dzieci, a tak naprawde dla niektorych dzieci najlepsza wycieczka jest ta do babci czy kuzynki <3

    Czytasz teksty przed publikacja?

    • Nebule-Ania

      To ja mam odwrotnie, dopiero teraz lubię podróże autem, bo też miałam chorobę lokomocyjną.

      Teksty czytam nawet i 3 razy, ale często jest to o 23 kiedy padam na twarz, więc jakieś byki mogą się zdarzyć;)

  10. Ania

    U nas zawsze numerem jeden są książki – w sytuacjach „stacjonarnych” (tzn. restauracja, kolejka u lekarza itd.) papierowe, a w czasie jazdy samochodem w formie audiobooków. Choć do tej pory staraliśmy się unikać podróży dłuższych niż 3-4 godziny, żeby chłopcy przynajmniej połowę przespali 🙂 Staram się też unikać w samochodzie zabawek, bo zawsze, ale to zawsze komuś coś spadnie i jest problem. Za to w podróż pociągiem zabrałam cały plecak nowych książek, naklejek i różnych drobiazgów 🙂 Tutaj faworytami są Tiger, Hoplik i Edukatorek (w Hopliku jest nawet taka kategoria jak „Małe rzeczy, dużo radości”).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *