Rozwój dziecka

Czy leżaczki szkodzą dzieciom?

Leżaczek niemowlęcy – jaki ma wpływ na rozwój dzieci? Czy warto go kupić, czy też lepiej omijać z daleka? Rozmawiam dziś z Agnieszką Słoniowską – mgr rehabilitacji, terapeutą NDT-Bobatht, terapeutą Integracji Sensorycznej, trenerką Masażu Shantala, a prywatnie mamą czwórki dzieci.


Anna Trawka: Czy istnieją badania na temat wpływu leżaczków na rozwój dziecka? Tak jak kiedyś masowo dzieci chodziły w chodzikach, to teraz siedzą w leżaczkach.

Agnieszka Słoniowska: Może nie tyle są potrzebne badania, a obserwacja dziecka. Rodzic powinien obserwować swoje dziecko – jak wygląda napięcie mięśniowe w stopach i dłoniach, jak leży na twardym podłożu (np. na macie piankowej), a jak ono się zmienia kiedy włożymy je do leżaczka, czyli na miękkie podłoże.

A.T.: Jakie są to różnice?

A.S.: Różnica jest taka: jeżeli leżymy na twardym podłożu – ono daje informację dla tułowia gdzie ono się znajduje i wtedy odpowiednie mięśnie napinają tułów czyniąc go stabilnym i dają bazę dla ruchów kończyn. W drugim przypadku tą bazą jest leżaczek. Dziecko nie musi wykonywać żadnej pracy w centrum ciała i dziecko napięcie mięśniowe buduje na obwodzie.

A.T.: Jakie są tego objawy? Jak rodzic może to zobaczyć?

A.S.: W postaci zaciskania rąk, spinania, ściągania palców stóp w dół. Stopa, która dobrze się porusza to jest tzw. stopa pływająca, która porusza się spontanicznie we wszystkich kierunkach. Natomiast stopa dziecka, które przebywa w leżaczku jest stopą często obciągniętą w dół albo skrajnie zgiętą do góry. Nie jest to stopa luźna. Żeby luz był w stopie musi być aktywność w centrum ciała.

A.T.: Czy rodzic bez wykształcenia w kierunku fizjoterapii jest w stanie to zauważyć?

A.S.: Myślę, że nie. Jeżeli ja bym pokazała te różnice to pewnie tak. Jednak bez takiego instruktażu rodzic nie wie, że nie jest to prawidłowy wzorzec. Rodzic najcześciej widzi, że dziecko kopie nogami i nawet się cieszy z tego powodu, że dziecko nauczyło się bujać w leżaczku. Tymczasem dziecko nauczyło się huśtać mięśniami zginającymi i prostującymi nogi, nie wiedząc nic o swoim tułowiu. Siedząc w leżaczku tułów nie wymaga koordynacji mięśniowej. Stelaż leżaczka przejmuje kontrolę za dziecko. Rodzic często się z tego cieszy, że dziecko nauczyło się kopać, ale kiedy przełoży dziecko na twarde podłoże to jest zdziwiony, że już tego nie potrafi. Przykleja wtedy ręce, nogi do podłoża i nie wie co ma z nimi zrobić, bo musi ich używać żeby stabilizować tułów.

A.T.: Czyli później każde położenie powoduje płacz i frustrację? Dzieci przez leżaczki nie lubią później leżeć na podłodze np. na brzuchu?

A.S.: Tak, a na brzuchu to już zdecydowanie. Dziecko siedząc w leżaczku nabiera przekonania, że jego głowa jest przez kogoś lub coś zawsze trzymana. Nie jest odpowiedzialne za pracę głowy, przy czym w leżaczku jest położona ona najwyżej i dziecko więcej widzi. Przez to, że się buja prawie cały czas to dostarcza sobie wiele bodźców wzrokowych – tak jak na huśtawce. Obraz jest lekko zawirowany i nie może fiksować wzroku na konkretnych przedmiotach.

A.T.: A w pozycji na brzuchu na macie napięcie mięśniowe rozkłada się zupełnie inaczej?

A.S.:W momencie kiedy dziecko jest na brzuchu to musi samo dźwignąć głowę, co więcej – musi wypychać ręce przed ciało napinając mięśnie brzucha. A dziecko leżąc w leżaczku nie ma możliwości napiąć mięśni brzucha. Rodzic sam może spróbować czy jest to wykonalne próbując wstać z miękkiego leżaka mając np. książkę w ręku. Jest to zwyczajnie niemożliwe. Na miękkim podłożu nie da się pracować mięśniami brzucha.

A.T.: A co z czworakowaniem?

A.S.:Leżaczek również opóźnia pozycję czworaczą. Wszystko to rozbija się o wzorzec podciągania i pchania:

pchanie: wyciąganie rąk przed twarz, napinanie brzucha i stanie na całych stopach np. podczas stania przy ścianie. Jeżeli ją pchamy rękami to  stopy będą stały mocno na ziemi i jeżeli dzieci stosują ten wzorzec to są dobrze skoordynowane np. później wstają z pozycji „na misia” lub opierając się o coś.

Dzieci, które większość czasu spędzają w leżaczku  wstają przez podciąganie. Czyli przez przyciąganie rąk do ciała, zaciskanie dłoni. W efekcie stają na palcach lub mają bardzo szeroko rozstawione stopy.

A.T.: Jakie ma to konsekwencje dla dalszego rozwoju?

A.S.: Jeżeli dziecko staje przez pchanie to wtedy buduje się baza w centrum, która jest niezbędna do rozwoju małej motoryki. Dziecko czuje że stoi twardo na ziemi – dosłownie i w przenośni, bo równowaga w ciele korzystnie wpływa na poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego. A jeżeli dziecko rozwija się przed podciąganie (do siadu, do stania) to wciąż pozostaje w odruchach pierwotnych i one uniemożliwiają dziecku dalszy rozwój np. koordynację oburęczną, umiejętność pisania, koordynację wzrokowo-ruchową. Możemy powiedzieć że dziecko nie staje na nogi, a pionizuje się dzięki rękom. Kontrola postawy oparta na informacji płynącej z kończyn górnych upośledza ich funkcje np. Ma to wpływ na dalsze życie: dzieci mają napięte mięśnie karku, szybko męczą się im oczy podczas czytania. To wszystko utrudnia również obuoczne widzenie,  patrzą raz jednym raz drugim okiem. Powstają również zezy ukryte. Niestety, niewłaściwa pielęgnacja w okresie niemowlęctwa ma wpływ na gotowość szkolną

A.T.: Te wszystkie deficyty „wychodzą” w szkole i wtedy rodzice zgłaszają się do terapeutów?

A.S.: Dokładnie, a my musimy przerobić cały rozwój motoryczny od początku. Zamieniamy wzorce podciągania na pchania. Znowu uczymy pozycji czworaczej, stabilizacji obręczy, wyciągania rąk nad głowę, siedzenia bez podpierania głowy i bez potrzeby ciągłego poruszania się na krześle. Rodzice na początku często zaprzeczają diagnozie, bo ich dziecko wygląda na bardzo sprawne, ruchliwe. Lubi się wspinać, być ciągle w ruchu.

A.T.: A to nie dobrze?

A.S.: Nie, bo ma zły wzorzec. To wszystko wykonuje kończynami, a nie tułowiem. Jak poprosimy dziecko, żeby stanęło w czworakach i np. podniosło jedną rękę do góry (po pierwsze wiele z tych dzieci nie potrafi przyjąć takiej pozycji, bo narzekają, że boli je nadgarstek albo łokieć), a już oderwanie jednej ręki od podłoża i wyciągnięcie jej z wyprostowanym łokciem jest niemożliwe. To jest właśnie paradoks, bo te dzieci wydają się być świetnie rozwinięte.

A.T.: Dzieci, które przebywają w leżaczkach bez blokady bujania są ciągle w ruchu. Czy ma to jakiś wpływ na dalszy rozwój?

A.S.: Żeby prawidłowo rozwijała się koordynacja wzrokowo-ruchowa dziecko potrzebuje stabilnego, nieruchomego podłoża. Aby dziecko rozwinęło koordynację ręka-oko czyli np. sięgnęło po rzecz, która je interesuje musi najpierw ZAFIKSOWAĆ, zatrzymać wzrok na danym przedmiocie. Jeżeli dziecko cały czas jest w ruchu spowodowanym bujaniem leżaczka to ta fiksacja jest znacznie opóźniona i dziecko będzie sięgać po przedmioty o wiele później.

A.T.: A co z koordynacją oburęczną, która jest niezbędna w dalszym rozwoju?

A.S.: Dziecko, które siedzi w leżaczku nie jest w stanie używać obu rąk na raz. Nie da rady badać swojego pępka, kolan, stóp obiema rękoma na raz. Jest w stanie dotknąć tylko prawą ręką prawego kolana i nic więcej.  Pasy również uniemożliwiają przekraczanie linii środka ciała, która jest niezbędna do dalszego rozwoju. Te wszystkie trudności wychodzą później kiedy np. musi zapiąć sobie guziki, nawlec sznurówkę do buta, jeść sztućcami lub też pisać w szkole. Do tego potrzebna jest koordynacja oburęczna. Te czynności są uwarunkowane pielęgnacją już w wieku niemowlęcym.

A.T.: A co z tymi dziećmi, które siedziały w leżaczkach, ale rozwijają się prawidłowo?

A.S.: Wiele dzieci, które przebywało w niemowlęctwie w leżaczku wychodzą na prostą. To są te dzieci, które  oprócz leżaczka spędzały czas również na podłodze, w chuście, w wózku na brzuchu, były prawidłowo noszone,  a ok. 2 roku życia były motywowane  do bardzo intensywnego treningu ruchowego i mogą nadrobić zaległości. Niestety większość rodziców korzysta z dobrodziejstw cywilizacji i dzieci jeżdżą w wózkach do 3, 4 roku życia i nie są w stanie wyrównać tych deficytów. Coraz częściej spotykam dzieci wyręczane w samoobsłudze, nie wdrożone do obowiązków domowych.  Bezsprzecznie,  codzienne praktyki w postaci zamiatania, odkurzania, składania ubrań, skarpetek czy wreszcie wiązania butów są  doskonałą bazą ruchową dla prawidłowego rozwoju.

A.T.: Agnieszko, a jest jakiś bezpieczny czas, w którym dziecko może przebywać w leżaczku? Wiem, że rodzice często się nimi ratują kiedy nie mają już siły nosić marudzące niemowlę. Ten czas szybko leci z 20 min robi się godzina.

A.S.: Jestem zdania, że specjaliści POWINNI rodziców informować o zagrożeniach, a rodzic ma sam zadecydować mając już tę wiedzę. Ja rodzicom nigdy nie zakazuję niczego, ale informuję, że jeżeli muszą korzystać z leżaczka to żeby było to rzeczywiście 20 minut dziennie (a nie 40, czy godzina) i żeby od razu po wyjęciu dziecko przebywało na podłodze. Najważniejsza w rozwoju jest różnorodność: dzieci powinny przebywać trochę na rękach, trochę w chuście, na podłodze, w wózku itd. Trzeba zachować zdrowy rozsądek. NIEBEZPIECZNE jest kiedy dziecko spędza czas wyłącznie: w chuście lub w leżaczku albo jest stale na rękach i to w jednej, i tej samej pozycji..

A.T.: Dlaczego?

A.S.: Bo otrzymuje dwie narzucone z zewnątrz rodzaje stabilizacji. Chusta daje przepiękną stabilizację, dziecko czuje siebie w kontekście rodzica, czuje bliskość. Później wkładamy je do leżaczka i jest tam przeszczęśliwe, bo nie musi dużo pracować. Wystarczy, że lekko ruszy nogą i już się kołysze, ma bardzo dużo bodźców wzrokowych. Leżaczek świetnie karmi wzrok. Jeżeli są to tylko dwa środowiska i jest w końcu położone na podłodze musi się zmierzyć samo ze sobą, to często powoduje bardzo dużą frustrację. Jest oczywiste, że oglądanie kurzu pod kanapą jest znacznie mniej atrakcyjne niż krajobraz z nad barku rodzica.

A.T.: Czyli najlepsza jest podłoga?

A.S.:Najlepsza jest różnorodność i w jej ramach również aktywności podłogowe. Wtedy  umożliwiamy dziecku rozwój samodzielności. Dziecko, które ma władze nad swoim ciałem  ma kompetencje do tego by uczyć się słuchać swojego ciała, swoich potrzeb, rozpoznawać emocje.  Dzieci sprawne ruchowo znacznie lepiej radzą sobie w sytuacjach stresujących, łagodniej przechodzą okres lęku separacyjnego. Pomagamy dziecku uczyć się samodzielności i prawidłowo interpretować informacje ze swojego ciała: ”Masz kompetencje do tego żeby czuć siebie. Masz władzę nad swoim ciałem.”

A.T.: Czyli jak najlepiej się bawić z dzieckiem na podłodze?

A.S.: Kiedy dziecko zaczyna marudzić to najczęściej się nudzi. Warto z dzieckiem bawić się jego własnym ciałem, a nie od razu sięgać po stymulujące zabawki. Pokazać dziecku gdzie ma kolana, a gdzie stopy. Próbować się turlać, czy też dociskać stawy. Doskonałą formą stymulacji jest masaż, spontaniczny, może być przez ubranie, czy tez na gołe ciało, dłonią, pluszaczkiem, czy każda inną zabawką. Pamiętając o różnorodności również w tempie i sile dotyku z pewnością będziemy korzystnie wpływać na rozwój malucha.

Większość zabawek stymuluje tylko wzrok, a to właśnie ten zmysł jest najsłabiej rozwinięty. Tak naprawdę to dotyk  i ukł. przedsionkowy są najlepiej rozwinięte. Lepiej jest używać tych zmysłów w zabawach. A my wkładając dziecko do leżaczka i owszem stymulujemy zmysł przedsionkowy, ale z różnorodnością  ruchu ma to niewiele wspólnego. chcemy je spacyfikować żeby jak najmniej czuło i ruszało się, a na dodatek karmić wzrok, który jest niedojrzały. Przez to przestymulowujemy dziecko i ono zapomina o swoich kompetencjach dotykowych i ruchowych, z którymi się rodzi.

A.T.: Pytanie na koniec: czy używanie leżaczków zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia onanizmu dziecięcego?

A.S.:Pas na kroku, zarówno w leżaczkach jak i fotelikach może stymulować krocze. Dzieci z obniżonym napięciem mięśniowym w centrum ciała mogą stosować onanizm jako formę poznania/czucia  własnego ciała, gdyż ich bazowe napięcie jest niewystarczające do kształtowania prawidłowego schematu ciała. Krótko mówiąc- dziecko spinając mięsnie miednicy może wreszcie poczuć ten obszar. Z tego samego powodu te same dzieci mogą mieć potrzebę gryzienia i ściskania przedmiotów, ludzi – dopiero wtedy czują mięśnie żuchwy, rąk.

AT: Bardzo dziękuję za  rozmowę.

Ten wpis jest źródłem wielu bardzo ważnych informacji na temat używania leżaczka. Nigdzie indziej w sieci nie znajdziecie tak rzetelnej wypowiedzi w tym temacie. Dlatego mam do Was prośbę o kliknięcie „Lubię to” oraz udostępnienie TUTAJ. W ten sposób dotrze do jak największej ilości osób. 

Agnieszka Słoniowska oprócz terapii prowadzi również warsztaty dla rodziców (przyszłych rodziców) na temat pielęgnacji neurorozwojwej i masażu Shantala. Warto obserwować jej profil klik

Ten wpis ma 20 komentarzy

  1. M.

    Doskonały wpis! Gratuluję! Ludzie mocno się dziwią za każdym razem jak słyszą, że wychowałam dwoje dzieci bez leżaczka i na podłodze. 🙂 pozdrawiam!

  2. markdottir

    Dziękuję. Okazuje się, że pani Agnieszka prowadzi warsztaty niedaleko mnie. I mam kolejny problem z głowy (skąd wytrzasnąć zaufanego rehabilitanta, który przypomni nam prawidłowe noszenie, odkładanie i pielęgnacje noworodka, bo do pani, która była u nas po urodzeniu Madame kontakt nam zaginął).
    I tylko 1 pytanie mam: od kiedy kłaść dziecko na podłodze: od pierwszego dnia w domu? Na brzuchu, na plecach? Kurcze, już nic nie pamiętam.
    Dla Madame miałam i leżaczek i huśtawkę… jaj! Na razie leżą w piwnicy. Chyba trzeba by wyjąć i sprzedać. 😉

    • Joanna

      Twarde podłoże nie musi oznaczać podłogi chyba że chcemy umożliwić dziecku większy obszar do obserwacji ale to ma sens dopiero od ok 3 m.ż. Wystarczy twardy materac. Na brzuchu należy kłaść niemowlę, gdy kontroluje głowę tzn. samodzielnie unosi nad podłoże. Oczywiście w pierwszych miesiącach życia nie zostawiamy dziecka samego w ułożeniu na brzuszku. Jeśli nie kontroluje głowy a układamy w ten sposób to należałoby dopilnować,aby mniej więcej równy czas leżało ułożone z głową zwróconą w prawą i lewą stronę. Pozdrawiam.

  3. justyna

    nie mama leżaczka, ale czasem synka wkładam do fotelika samochodowego.
    Ciekawe jak to sie ma do leżaczków jaka jest różnica( nie chodzi tylko o samo bujanie).
    I w ogóle ciekawa jestem czy podróżowanie kilka godzin w foteliku ma jakiś negatywny wpływ na rozwój.

  4. Olgacecylia

    Wow, jestem w szoku! Nie miałam pojęcia, że leżaczek w nadmiarze może powodować takie problemy. Dziękuję za ten tekst!

    My po leżaczek sięgnęliśmy dopiero, kiedy dziecko zaczęło się turlać. Używamy, kiedy trzeba na moment malucha unieruchomić dla jego własnego bezpieczeństwa, na przykład podczas brania prysznica (przez nas, oczywiście). Ale znam dzieci, które w leżaczkach spędzają długie godziny, a nawet w nich śpią… Nie mówiąc już o sytuacjach traktowania fotelika samochodowego jak zamiennika gondoli, leżaczka i łóżeczka… :-/

    Twoje dzieci korzystały z leżaczka?

  5. dmz2

    Przefantastyczny i bardzo ważny artykuł. Bardzo dużo się dowiedziałam, o wielu rzeczach nie miałam pojęcia. Dziękuję za tę wiedzę. 🙂

  6. Karola

    Jestem mama dwójki( wkrótce trójki) dzieci. Czy słyszałaś o kołsko-huśtawce Memola? Planuję ją kupić dla trzeciego dziecka . Ale po przeczytaniu tekstu nie jestem już taka pewna czy to odpowiedni wybór…

  7. Ania

    Ciekawy artukul. Ale mysle, ze w tym wszystkim wazny jest umiar. Mam 2 corki i mialam lezaczek babybjorn. Uzywalam go, jak gotowalam obiad w kuchni. Dziewczyny dostawaly do reki kopysc, lub inne lyzki i akcesoria ktore nadawaly sie do analizy organoleptycznej, siedzialy sobie i razem gotowalysmy. Do zabaw sluzyla nam mata na podlodze. I uwazam, ze i bez tego lezaczka, ktory musialy sobie same obslugiwac machajac nogami, i bez maty nie poradzilabym sobie. Za jakis czas na pewno pojawia sie art. dlaczego noszenie nie jest dobre,mimo ze teraz jest na to moda. Ja np nie lubilam zadych nosidel jak gotowalam – duzo bezpieczniej bylo w lezaczku. Lub wozku – tam tez czasem sobie lezaly kolo mnie. Kilkumiesieczym dzieciom nudza sie pozycje i trzeba im zapewnic czas na brzuchu, czas na pleckach, czas w pionie jak nosimy bo ciekawscy chca popatrzec w lustro albo pochodzic i z nami porozmawiac. Lezaczek tez jest fajny. Ba – uwazam ze ten nasz to byl najlepszy wynalazek na swiecie! Dodam tez, ze moje dzieci nie mialy zadnych probelmow z napieciem – bylam z nimi u osteopaty po ich urodzeniu. Moze historia bylaby inna gdyby mialy takie problemy. Ale przeslanie do wszystkich mlodych mam mam takie – wszystko z umiarem i lezaczki sa ok! No i lezaczek od pierwszego dnia – tez kiepski pomysl. Ale 3 mies. dziecko bedzie sie swietnie bawilo przez chwile.

  8. Sasanka

    Bardzo interesujący wpis, z zaciekawieniem przeczytałam. Mamy leżaczek i korzystamy sporadycznie – np. gdy jem śniadanie. 7-miesięczna Lusia zdecydowanie preferuje przebywanie na piankowej macie lub po prostu na podłodze, gdzie ma większe pole manewru wszelakiego. Bawimy się też na piłce gimnastycznej. Dowiedziałam się od fizjoterapeuty, że balansowanie na piłce bardzo pozytywnie wpływa na rozwój motoryczny malucha, dostarcza bodźców, ćwiczy równowagę. Spotkałam się kilka razy z fizjoterapeutą i przyznam, że o chuście i nosidłach owszem, usłyszałam, ale o leżaczku nic. Tym chętniej przeczytałam ten artykuł.

  9. chcesztowiedziec.blogspot.com

    Doskonały artykuł!

  10. ann

    a co z dziećmi, które z jakichś przyczyn odmawiają leżenia? i to od samego początku? tylko ręce, noszenie, bujanie, pion… moje tak mają i mają pewne problemy rozwojowe, choć nie takie znowu straszne. ale wydaje mi się, że nie tyle to noszenie spowodowało problemy, co problemy, które były od początku spowodowały niechęć do leżenia.

  11. edyta

    W artykule byla wspomniana mata piankowo. Czytałam, iz sa rakotworcze. Nawet te z najwyższej polki. Nawet w technologii EVA.

  12. Sylwia

    Hmmm… Oczywiście można korzystać z różnych wynalazków, ale wszystko z umiarem! Nasza córka sama zdecydowała, że nie chce przebywać w leżaczko-bujaczku. Jest mega aktywna i nudziło ją leżenie. Nie wytrzymała dłużej jak 5-10 min a nogi i ręce ciągle pracowały. W wieku 5 m-cy już samodzielnie siadała a przed ukończeniem 6 m-ca zaczęła raczkować. Przebywała sporo na macie i dywanie. Jednak sądzę, że rozwój w większej mierze jest sprawą indywidualną a leżaczek może mieć niewielki wpływ. Pozdrawiam serdecznie!

  13. Monika

    Nie rozumiem, leżaczek jest be a chusta ok? Przecież w chuście dziecko również nie musi zbyt dużej pracy wykonywać więc co jest w tym dobrego poza bliskością z rodzicem oczywiście? Chyba że źle zrozumiałam artykuł. I jeszcze jedno pytanie, czy bujanie jest złe ? Również w kołysce, takiej z normalnym twardym materacem? A co z bujaniem w wózku?

    • Nebule-Ania

      Najważniejsza jest różnorodność. W chuście dziecko przybiera bardzo zdrową dla stawów biodrowych pozycję żabki.

  14. Iza

    Aniu, czy to samo dotyczy hamakow typu Amazonas koala?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *