fbpx

Świetna bawialnia edukacyjna w stylu Montessori

  • MIASTA
  • 5  min. czytania
  •  komentarze [8]

Już nie raz i nie dwa pisałam Wam, że nie przepadam z salami zabaw. Więcej: tutaj Dlaczego wolę zabrać dziecko do muzeum niż na kulki? Moje stanowisko w tej sprawie się nie zmieniło. Jednak odkryłam dwa miejsca, które są absolutnie genialne i bez wahania zabieram tam dzieci (4,5-latkę i roczniaka). O jednym już pisałam Klockownia. Kto jeszcze nie był w Klockowni to niech koniecznie się wybierze.

A dziś o tym drugim, bliskim mojemu sercu. W Warszawie powstała niedawno (chyba jedyna w Polsce) bawialnia edukacyjna w stylu Montessori.

Specjalnie piszę „w stylu”, bo jednak aby była zgodna w pełni z pedagogiką Marii Montessori to musiałaby spełniać kilkanaście warunków, których nie da się zrealizować w ciągu godziny. Jednak, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, że takie miejsce powstało w Warszawie i mam nadzieje, że będzie ich więcej.

Umówiłam się tam z moją przyjaciółką i dwójką jej dzieci w czwartkowe przedpołudnie. Byłam bardzo ciekawa i jechałam tam z wielką nadzieją.

Bawialnia edukacyjna w stylu Montessori Salawamama

To miejsce, które powstało z pasji. Widać to na każdym kroku – przepiękne pomoce, przystosowane otoczenie i przede wszystkim podejście do dziecka oraz rodzica. Nasze dzieci spędziły tam naprawdę świetny czas. Lilka 40 minut pracowała w kąciku wodnym, a później zajęła się innymi rzeczami. Julian również znalazł tam interesujące pomoce dla siebie. Warto się tam wybrać żeby nawet zobaczyć i się przekonać (lub też nie).

Bawialnia znajduje się w niedużym lokalu i na raz może tam przebywać maksymalnie 6 dzieci. Wynika to przede wszystkim  z  szacunku do pracy dzieci. Kiedy jest ich więcej… zaczyna się chaos. Pani Kasia jest niezwykle pomocna, można zadawać jej pytania, prezentuje również pomoce oraz zajmuje się utrzymaniem porządku.

Na półkach znajduje się MNÓSTWO pomocy, książek, zabawek dla dzieci od 0 do 10 lat. Sale są dwie (dla młodszych i starszych dzieci) i w każdej z nich są odpowiednie strefy. Myślę, że można nawet odwiedzić bawialnię żeby podpatrzeć różne możliwości jak przystosować otoczenie w domu oraz zainspirować się do ich wprowadzenia.

Przed wizytą najlepiej jest napisać lub zadzwonić do Pani Kasi i zapytać ile dzieci w danym czasie będzie przebywać w bawialni. Kiedy jest ich za dużo to dzieci nie skorzystają i będą się tylko irytować.

W Salawamama odbywają się również zorganizowane zajęcia – warto się dowiedzieć.

Muszę jeszcze napisać dwie ważne sprawy: nie warto tam zabierać dziecka zmęczonego, głodnego itd. będzie tylko się irytować i nie skorzysta w ogóle z pomocy. Na miejscu nie można kupić przekąsek, więc weźcie coś z domu. Rodzice mogą zamówić kawę lub herbatę.

Druga sprawa: czas – niektóre dzieci już nawet po godzinie mogą mieć dość i jest to zupełnie normalne zjawisko, bo ich koncentracja uwagi się skończy.

Informacje praktyczne

  • zadzwońcie lub napiszcie przed wizytą do Pani Kasi
  • weźcie coś do przebrania, bo jest dużo pomocy z moczeniem się i brudzeniem
  • zabierzcie coś do jedzenia
  • możecie wziąć kapcie na zmianę
  • link do SALAWAMAMA TUTAJ

Sami zobaczcie jakie świetne są pomoce. Jeżeli coś Wam wybitnie się spodoba to piszcie, spróbuję podać nazwę skąd pochodzi dana rzecz;)

SALA DLA MNIEJSZYCH DZIECI (0-3 lata)

SALA DLA STARSZYCH DZIECI

Myślę, że taka sala zabaw jest świetną alternatywą dla typowych pstrokatych i plastikowych bawialni. Dziecko ma okazję obcowania z równymi materiałami. Przy okazji rodzic może zobaczyć jak dziecko odnajduje się takich warunkach.

Salawamamę mogą też odwiedzać dzieci, które przygotowują się do adaptacji przedszkolnej. To świetny pomysł żeby w taki sposób powoli wkraczać w grupę dzieci z rodzicem u boku.

Strona bawialni znajduje się TUTAJ 

Adres: Grzymalitów 11 m 15 A

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„Montessori? Jestem na NIE”

Pojawiło się kilka ciekawych pytań na temat Montessori, na które udzieliłam  odpowiedzi.

„Jak to jest z dziećmi, które spędziły lata przedszkolne w filozofii Montessori, a potem idą do zwykłej szkoły. A nawet takie, które całą podstawówkę zrobiły w Montessori, a potem muszą zmierzyć się z normalnym liceum. Są jakieś badania, statystyki na ten temat?”

oraz bardzo podobne:

„Moje pytanie: jak dziecko nie chwalone, nie karane, pracujące samo przy stoliku poradzi sobie w życiu? Czy nie będzie zbyt odizolowane od reszty dzieci gdy zetknie się z „normalną” szkołą?”

Pedagogika Marii Montessori jest dostosowana do każdego dziecka. Została stworzona na potrzeby pracy z dziećmi upośledzonymi. Maria Montessori bardzo szybko zauważyła, że ta metoda sprawdza się również u dzieci w normie intelektualnej. Dzieci doskonale potrafiły dostosować się do zasad, które panowały w Casa dei Bambini. Wolność oraz brak kar i nagród spowodowały rozwój motywacji wewnętrznej wśród wychowanków.   W dzisiejszych czasach coraz częściej się na ten temat mówi i rodzice, którzy nawet nie ukończyli żadnych kursów bardzo intuicyjnie nie używają kar i nagród, czyli w przypadku szkoły ocen.

Z ogromnym zainteresowaniem obserwuję reformy edukacji. Pamiętam jeszcze jak w klasach 1-3 były oceny (bez niedostatecznej). Od dłuższego czasu są to oceny opisowe. Bardzo podobnie jest w systemie nauczania wg pedagogiki Montessori. Panuje błędny obraz tej metody. Dzieci same opracowują materiał wg programu i zgłaszają się na „zaliczenie” tego zakresu wiedzy. Są również karty pracy, które dzieci uzupełniają w czasie pracy własnej, więc przygotowywane są również pod tym kątem. Liczę na to, że w szkołach tradycyjnych w ciągu najbliższych lat zostaną zniesione prace domowe- tak jest w systemie Montessori. To czy sobie dziecko „poradzi” jest wypadkową wielu cech i umiejętności. Myślę, że rodzaj placówki przedszkolnej nie ma tu najmniejszego wpływu. A to rodzice najczęściej tym się przejmują. Dzieci mają niesamowitą zdolność do adaptacji. Zwrócę jeszcze uwagę na fakt, że naprawdę niewielu rodziców, którzy zapisują dzieci do placówek Montessori stosują tę metodę w domu. A i tak dzieci świetnie sobie radzą.

„Po czym poznać prawdziwe przedszkole/żłobek montressori od takiego, które nazwę metody stosuje głównie jako chwyt reklamowy?”

Polecam bardzo obszerny wpis na ten temat: Czy to prawdziwe Montessori

„Dzwoneczek zwiastujący ciszę, i same drewniane zabawki, układanki, zamki, guziki ect. Jestem jak najbardziej na NIE, nie podoba mi się ta metoda nauczania, wychowywania dzieci”

Metoda M.Montessori od wielu lat ma swoich zwolenników, jak i przeciwników. Wiele wątpliwości na temat tej pedagogiki pojawia się przede wszystkim z niewiedzy. Wszystkie elementy doskonale się uzupełniają i razem współgrają. Co z tym dzwoneczkiem? W przedszkolach tradycyjnych Panie mają również swoje sposoby aby odgraniczyć następne aktywności: klaszczą w dłonie, puszczają muzykę lub nawet używają gongu. Jest to niewerbalny sposób aby zwrócić uwagę na nauczyciela oraz oddzielić jedną aktywność od drugiej. Tak samo jest z dzwonkiem w szkole.

„Same drewniane zabawki, układanki, zamki, guziki etc. „- zabawki (zwane w Montessori pomocami edukacyjnymi) na półkach różnią się znacznie od tych, które możemy znaleźć w przedszkolach tradycyjnych. Rodzice mogą mieć pewność, że są to pomoce przemyślane i służą rozwojowi jakiejś funkcji.  Jednak w placówkach Montessori znajdziecie również bardziej standardowe zabawki takie jak: kuchnia do gotowania, klocki, lalki bobasy, książeczki.

Tutaj chciałabym również zwrócić uwagę na to, że metoda Marii Montessori nie jest metodą wychowywania dzieci. Wg mnie jest to dość ryzykowne- całościowe stosowanie tej metody w domu, a ostatnio jest dość modne. Nie ma żadnych badań na ten temat. Warunki panujące w placówce są zdecydowanie inne. Owszem, można kilka elementów z powodzeniem stosować, ale cała metoda jest bez wątpienia do wykorzystania w przedszkolach i szkołach.

Moje pytanie do konsultacji:-) Mam 7 letnią Córeczkę. Pedagogikę Montessori niestety odkryłam dosłownie kilka miesięcy temu- żałuję ogromnie. Zagłębiając się w jej założenia tym bardziej doświadczam żalu i wyrzutów sumienia, że nie miałam okazji więcej wcielać jej w codzienność przy dotychczasowym wychowywaniu Córci, choć intuicyjnie niektóre jej przesłanki również udawało mi się realizować, jednak zupełnie nieświadomie i nie aż w takim zakresie jak zrobiłabym to dziś. Mieszkam w niewielkim mieście i nie ma tu niestety ani jednego przedszkola Montessori. Doświadczenia z przedszkola publicznego mamy baaardzo dalekie od ideału, niestety. Czy mam więc jakąkolwiek szansę nadrobić jeszcze te zaległe lata przedszkolne w dalszej pracy rodzicielskiej z Córcią zgodnie z pedagogiką Montessori? Czy mam szansę choć trochę zniwelować skutki nieodpowiednio prowadzonej pracy z dziećmi w przedszkolu, której doświadczyła moja Córcia? Pocieszam się, że choć te pierwsze lata życia są bardzo istotne i niezwykle ważne, to jednak nasza pamięć w późniejszym życiu nie sięga aż tak daleko. Często zaczyna się ona właśnie od początków lat szkolnych, dlatego teraz chciałabym już bardziej świadomie nadrobić to co było. I w sumie ogromnie liczę tu na pocieszenie od Pani Ani i otrzymanie nadziei co mogę robić dalej od dziś…”

Droga Mamo, pamiętaj proszę, że Montessori nie jest metodą wychowywania dzieci. Skup się na przyszłości i budowaniu bliskiej relacji z Córką. Obojętnie jak. Najważniejsze żeby to było zgodne z Twoim sercem i potrzebami dziecka. Jeżeli masz chęć zgłębić metodę Montessori to polecam książkę: Odkrycie dziecka

„Mnie bardzo interesuje temat pochwał, a raczej ich braku w duchu Montessori, i jak się powstrzymać przed ciągłym „super, świetne” gdy samo ciśnie się na usta.”

Myślę, że najłatwiej jest się postawić w roli dziecka i pomyśleć czy samo „super, świetnie, cudownie” by zadowoliło mnie jeżeli napracowałbym się po uszy. Co by mi to dało? A co jeżeli zrobiłbym rysunek byle jak, a mama lub tata użyłaby uniwersalnego i pasującego do wszystkiego „super, świetnie, cudownie”?

Na początku mojej ścieżki zawodowej również miałam z tym problemy. Pomogło mi opisywanie danej czynności. Jeżeli np. dziecku po długich próbach w końcu udało się założyć but i przyszło do mnie pokazać swoją nową umiejętność, najczęściej używałam opisu: „Sam założyłeś but” lub „O, narysowałaś czerwony domek z kominem”. Czasami kiedy dziecko pomaga mi w domu i zrobi coś o co poproszę  zamiast „super, brawo, świetnie” mówię zwyczajne „dziękuję”. Myślę, że to wystarczy.

„A ja właśnie chciałabym zapytać o przedszkole Montessori. Chciałabym do takiego posłać córkę, ale nie jestem pewna czy zróżnicowanie wiekowe dzieci w przedszkolu to na pewno dobry pomysł już dla 2,5-latki. Kiedy byłyśmy na dniach otwartych czterolatek ofuknął moją córkę, że akwarium nie wolno dotykać i ona (jak rzadko) stanęła jak wryta i nie widziała co zrobić. Czy taki maluch poradzi sobie ze starszymi dziećmi, czy nie stanie się „najsłabszym ogniwem” grupy, tym który się podporządkowuje starszym dzieciom? Córka jest bardzo rezolutna, otwarta, chętnie wchodzi w relacje z innymi, ale nie wiem czy to nie za wcześnie na takie połączenie ze starszakami… byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź.”

Jest to jedno z najbardziej popularnych pytań odnośnie pedagogiki Montessori. Maria Montessori dążyła do naturalności w każdym aspekcie. Tak jak w społeczeństwie – rzadko kiedy będziemy pracować tylko z rówieśnikami – stworzyła model grupy mieszanej wiekowo. Zadbała również o to żeby w grupie znalazły się również osoby niepełnosprawne, które żyją w każdym społeczeństwie.

Grupa mieszana wiekowo ma być jak rodzina. Najpierw dziecko wchodzi do grupy jako najmłodsze. Ma możliwość uważnego obserwowania starszych dzieci i nauki od nich. Dzieci starsze pomagają tym najmłodszym. Za rok to ono będzie starsze i odnajdzie się w innej roli. Będzie miało okazję przebywać z dziećmi najstarszymi i najmłodszymi. Tylko w grupach montessoriańskich mają taką możliwość.

Zróżnicowanie wiekowe w grupie wg mnie jest bardzo korzystne. Przede wszystkim dla dzieci, które idą pierwszy rok do przedszkola. Wchodzą do grupy, która funkcjonuje już kolejny rok. Adaptacja przebiega wtedy łagodniej ponieważ przykładowa 30 trzylatków nie płacze z tęsknoty za mamą. Uważam również, że przebywanie ze starszymi dziećmi ma bardzo pozytywny wpływ na rozwój mowy. Dzieci obserwują uczą się słownictwa, którego prawdopodobnie nigdy nie usłyszałyby od rówieśnika.

Dziękuję bardzo za wszystkie pytania i zainteresowanie

Zapraszam też do wpisu „Metoda Montessori w domu – co nam się sprawdziło a co nie”

Anna Trawka – pedagog specjalny, nauczyciel Montessori z  kilkuletnim doświadczeniem w pracy w przedszkolach prowadzonych Metodą Marii Montessori, Logopeda, Terapeuta Integracji Sensorycznej, Autorka książek dla dzieci

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Rodzicu, porzuć wszystkie teorie i bądź szczęśliwy!

Długo się zastanawiałam czy napisać ten post. Kiełkował we mnie zdanie po zdaniu, a całe frazy powoli układały się w całość. Może Wam się to wydać dziwne, że na blogu, który ma wiele słów kluczowych- bardzo dobrze wyszukiwanych przez wyszukiwarki takich jak: „metoda BLW”, „metoda M.Montessori”, „metoda symultaniczno-sekwencyjna”, „Rodzicielstwo Bliskości”, „Integracja Sensoryczna” „metoda Karpa” powstanie kiedyś taki wpis.

Dostaję od Was wiele wiadomości na różne tematy. Niektóre dotyczą wychowania, inne zaś sklepu, w którym kupiłam Lilce rajstopy. Często pytacie mnie o bardzo ważne kwestie takie jak np. wybór przedszkola lub prosicie o radę odnośnie rozwoju Waszego dziecka. Dziękuję, że macie do mnie zaufanie i liczycie się z moją opinią.

A ja? No cóż najczęściej udzielam jednej odpowiedzi. „Zrób tak jak podpowiada Ci matczyne serce, tak żeby było Ci wygodnie, tak żebyś nie musiała pożyczać pieniędzy na czesne, tak żebyś miała czas pobawić się z dzieckiem w domu, tak żebyś mogła cieszyć się i wiedzieć, że nie zrobiłaś czegoś wbrew sobie.”

Rodzice nie czują się kompetentni żeby zająć się własnym dzieckiem

Rodzice w dzisiejszych czasach są niepewni siebie. Często są oderwani od rodziny, która mieszka setki kilometrów od miejsca zamieszkania. Nie mają wsparcia, pomocy i są zwyczajnie zagubieni. Dostają 3,5 kilogramowe dzieciątko w szpitalu bez załączonej instrukcji obsługi.

Nic nie jest już proste, a rady, które docierają do nich nie są przepuszczane przez filtr zaufania. Nikt nie wie co jest najlepsze dla mojego dziecka, ale ja też do końca nie jestem tego pewna.

„Moja mama nie potrzebuje dobrych rad”

Lubię słowa A. Stein „Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski”. Kiedyś to matki i babki mówiły młodym matkom jak postępować z malutkim dzieckiem. Jednak kiedy te więzy rodzinne się rozluźniły- takie rady i uwagi młode matki traktują jako atak na ich umiejętności i przekonania.

Na każde słowa dotyczące naszego dziecka i naszym metod reagujemy alergicznie. Gdyby ta zażyłość i kontakt zostały w bardzo bliskim stopniu, inaczej byśmy do nich podchodziły.

Pamiętam siebie z tego czasu. Niepewną, rozdrażnioną, poszukującą „złotego środka”. Naczytałam się poradników i miałam w głowie jakiś plan działania. To była właśnie ta brakująca instrukcja, której nikt nie załączył do mojego nowonarodzonego dziecka, a reklamacji w tej kwestii nie uwzględniano.

Moje dziecko płakało często, długo i bardzo intensywnie, a ja czasami razem z nim. Szukałam antidotum na moje problemy i je szybko odnajdywałam.

Metoda uspokajania dr. Karpa

Noworodek płacze? Nie może zasnąć? Jest na to metoda!- 5 zasad uspokajania dziecka. Czytałam książkę z zapartym tchem i oglądałam filmiki instruktażowe na youtubie.

Genialne – działa! A tak naprawdę to samo pewnie poradziłaby mi moja mama, która takie metody zna od swojej mamy.

Rodzicielstwo Bliskości

Tak, później przyszedł czas na Rodzicielstwo Bliskości- cudowna teoria. Karmienie piersią, noszenie i bliskość. Miałam wyrzuty sumienia, że nie możemy stosować tej metody w całości i czułam się gorsza od innych matek, bo nie potrafiłam spać z niemowlęciem w jednym łóżku.

Czułam, że nie spełniam wszystkich zasad teorii RB i to już chyba coś innego. A gdzie mój rozum wtedy był? Nie wiem. Ale bardzo łatwo było można mnie wpędzić w poczucie winy i bycia „złą matką”. Apogeum nastąpiło wtedy kiedy próbowaliśmy dziecko „otruć” mlekiem modyfikowanym tylko po to żeby mogła 5 godz przespać w nocy ciągiem. Ja- egoistka- siedziałam zapłakana na kanapie w drugim pokoju, a mąż próbował nasze dziecko oszukać. W mojej głowie kłębiły się tylko myśli, że dla własnej wygody podaję mieszankę. Myślę tylko o sobie, a nie o moim dziecku.

Tak sobie teraz myślę, że gdybym nie przeczytała tych wszystkich poradników byłabym szczęśliwsza. Poradniki, teorie i metody wyparły skutecznie mój instynkt. Wyrugowały go i zastąpiły wyrzutami sumienia. W połączeniu z hormonami to jak koktajl Mołotowa.

Czułam się niepewnie i tylko wspomaganie się różnymi badaniami naukowymi pomagały mi „nauczyć się swojego dziecka”.

BLW

Później przyszedł czas na rozszerzanie diety oczywiście Metodą BLW. Cała metoda jest świetna- nie ukrywam, jednak moje ortodoksyjne podejście dziś mnie przeraża. Jak mogłam być taka zero jedynkowa?  Przez to wiele razy moje wyrzuty sumienia były głębokie jak przedwojenna wanna. Przecież nic się stanie jak raz na jakiś czas podasz dziecku słoik.

To było wówczas NIE DO POMYŚLENIA, bo przecież to nie jest metoda BLW, którą stosujemy. Śmiać mi się chce jak sobie pomyślę o moim dawnym toku rozumowania. Dałam się złapać w pułapkę bycia świetną matką, która stosuje wszystkie metody wychowawcze i pielęgnacyjne. Trochę luzu na pewno by mi pomogło.

Integracja Sensoryczna, metoda Marii Montessori …

Również moje wykształcenie naznaczało mi jakąś ścieżkę. Jednak tutaj nie dałam się aż tak ponieść, bo ani Integracja Sensoryczna, ani metoda Marii Montessori, a już tym bardziej logopedia nie są metodami wychowania.

Dają jakieś narzędzia, z których możemy korzystać i się na nich opierać. Ale w żadnym wypadku podążać ślepo i bezrefleksyjnie. Nawet ja – specjalista w tych 3 dziedzinach oddzielam wychowanie córki od moich przekonań zawodowych.

Nikt na tym by dobrze nie wyszedł, a powodowałoby tylko frustrację i złość. Od stosowania tych metod są specjaliści po kursach i odpowiedniej praktyce. Wiem, że są bardzo interesujące i wspierają rozwój dziecka. Jednak, proszę Was nie przeginajcie.

Wpływ oglądania bajek na rozwój dziecka

Dostałam niedawno meila od czytelniczki, która pyta mnie od jakiego wieku można puszczać  dziecku bajki, bo literatura mówi o 7 r.ż. Inni piszą, że nie można (ABSOLUTNIE) do 3 r.ż. Serio? A kto tak powiedział lub napisał? Amerykańscy naukowcy?

Owszem telewizja w nadmiarze jest szkodliwa. Ale nie dajmy się zwariować. Na pocieszenie dodam, że wolałam Lilce dać Elmo song na telefonie niż podać jej smoczek kiedy podczas podróży autem płakała w niebogłosy.

Apeluję do Was o zdrowy rozsądek i podejście. Gwarantuję Wam, że jeżeli przestaniecie się zastanawiać, a będziecie postępować wg tego jak Wam serce podpowiada będziecie szczęśliwsi. Docenicie to, że dziecko poznaje litery w taki sposób jak chce, a nie dana metoda się nie sprawdza. Frustrację i nerwy zastąpi radość i świeżość.

Nie musicie znać wszystkich metod, teorii i filozofii aby być dobrymi rodzicami. 

W razie wątpliwości i problemów zawsze możecie zwrócić się do specjalisty. Nie musicie nimi się stawać nawet jeżeli Wasze dziecko ma wyzwania rozwojowe.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak nauczyć dziecko porządku?

„Porządek”, „sprzątanie”, „odnoszenie rzeczy na miejsce”- to terminy, które wielu rodzicom podnoszą mocno ciśnienie. Niektórzy już dawno wyluzowali w tym temacie, a inni próbują egzekwować.

W dzisiejszym poście będziecie zdradzam metody stosowane przez nas.

Większość teorii, które dziś tu zaprezentuję jest zaczerpnięta z pedagogiki M. Montessori. Okres sensytywny na porządek trwa od urodzenia do 4,5 roku życia. Jeżeli do tego czasu nie nauczymy dziecka tych czynności lub nie zapewnimy im odpowiednich bodźców bardzo trudno będzie nam je później egzekwować.

Zacznę od początku, czyli od samego procesu przygotowywania otoczenia dla dziecka. Pisałam o tym we wpise Przystosowane otoczenie.

Przystosowane otoczenie do wieku dziecka jest niezbędna podstawą. Bez tych elementów dziecko będzie miało duże utrudnienie.

Jak ma odłożyć zabawkę na miejsce skoro półka jest wysoko?

Gdzie ma powiesić swoją kurtkę lub ręcznik skoro nie ma wieszaczka na wysokości jego rąk?

Jak ma wygodnie pracować skoro stół sięga mu po samą brodę?

Moje wskazówki dotyczące nauki porządku od małego kiedy mamy już przystosowane otoczenie.

1. Mniej znaczy więcej

łatwiej jest zapanować nad porządkiem kiedy rzeczy jest mało. Ciężko jest  powiedzieć ile tych zabawek powinno być, ale powinniście odczuwać pewien niedosyt. Kiedy wchodzicie do pokoju i macie wrażenie, że zabawek jest za dużo. To dla Waszych dzieci jest tego 2 razy za wiele. Dziwicie się, że dziecko nie chce sprzątać klocków? Ma ich 100, więc pewnie dlatego. 30 klocków nie sprawiłoby takiej trudności. Warto się nad tym zastanowić kiedy dziecko odmawia sprzątania.

2. Jakość

zwracajmy uwagę na jakość kupowanych zabawek. Naprawdę lepiej jest mieć dosłownie 10 porządnych rzeczy na półce niż 100 byle jakich.

3. Dostosowanie do wieku

w pokoju powinny się znajdować zabawki/pomoce dostosowane do wieku dziecka. Bez sensu jest trzymać na półkach stare sortery, grzechotki, proste układanki kiedy nasze dziecko już interesuje się literami. Takie otoczenie jest mało stymulujące i często dzieci się nudzą.

4. Brak odciągaczy uwagi

zabawki interaktywne, grające nie wnoszą wiele do rozwoju dziecka, a często rozpraszają od prawdziwej pracy.

DSC_5558-horz
DSC_5556
DSC_5561
DSC_5562
DSC_5564
DSC_5563
DSC_5553

5. Organizacja otoczenia

zabawki lepiej jest trzymać na małych tackach lub w koszykach niż w pudełkach kartonowych (chyba, że opakowanie jest niezbędne np. puzzle). Zwróćcie uwagę na te dwa zdjęcia. Po lewej stronie te same pomoce w pudełkach, a po prawej wyłożone i ładnie wyeksponowane. Taki sposób prezentacji jest bardzo atrakcyjny dla dziecka i daje od razu sygnał do tego, że to jest jej miejsce. Nie ma też trudności z posprzątaniem pomocy na miejsce.

Dodatkowo podczas przenoszenia dzieci ćwiczą równowagę i grację.

6. Podział pokoju na strefy:

  • strefa odpoczynku – łóżko i w niedalekim zasięgu półka z książkami. Pisałam o tym w poście Miejsce do spania
  • strefa pracy przy stoliku- obok mamy półkę z łatwo dostępnymi akcesoriami przydatnymi do pracy przy stoliku. W biurku jest również szuflada na odpowiednie rzeczy. Na stoliku nie powinno stać za dużo rzeczy, najlepiej żeby było puste.
DSC_5565
DSC_5537
  • strefa półek z pomocami- dostosowane do wzrostu dziecka, aby bez problemy mogło zdjąć pomoc i ją odłożyć
DSC_5559
  • dywan do pracy i zabawy – Montessori stosowała małe dywaniki rozwijane przy każdej pracy na podłodze. U nas się ta metoda nie sprawdziła. Stwierdziłam, że nie będę wprowadzać żadnych sztuczności, a taka wydawała mi się praca na dywaniku rozwijanym za każdym razem. Taki sposób sprawdza się w przedszkolach kiedy jest dużo dzieci i ciężko jest odgraniczyć miejsce na podłodze. Mamy dywan, który leży w centralnej części pokoju. Tam Lilka najczęściej bawi się na podłodze. Co jest fajnego w takim dywanie? Żeby wziąć nową rzecz dziecko musi odłożyć poprzednią, bo nie będzie miejsca na dwie.
DSC_5567

7. Pozbywamy się worów  z zabawkami

wbrew pozorom pudełka na zabawki, pojemniki i skrzynie utrudniają wprowadzanie porządku. Aby coś znaleźć trzeba wysypać wszystko na podłogę. Taki model porządkowania nazywa się upychaniem.

8. Wymienianie zabawek/pomocy raz na jakiś czas

Ja robię podmianę raz na około 3 tygodnie. W tym czasie dziecko jest  w stanie znudzić się proponowanymi aktywnościami lub je przyswoić. Obserwujmy dziecko, jeżeli wciąż korzysta  z jakiejś zabawki- zostawmy ją.

9. Przykład

do niczego nie zmuszamy. Pokazujemy tylko, że miejsce tej rzeczy jest tutaj. Kiedy dziecko prosi- pomóżmy mu. Nie grozimy, że oddamy je innym dzieciom i „nie wyrzucamy zabawek do kosza”.

10. Zwróćmy uwagę na funkcjonalność

Im dziecko chętniej z czegoś korzysta to znaczy, że jest dobrze dostosowane. Jeżeli setny raz nie odwiesiło swojego ręcznika na miejsce to zastanówmy się jaka jest tego przyczyna. Może wieszak jest zły lub sznureczek do zawieszenia za krótki.

Tak to wygląda w teorii. Nie myślcie, że dzięki tym wskazówkom Wasze dziecko nagle zacznie trzymać sterylny porządek w pokoju. Jest to proces długotrwały, ale z pewnością przyniesie dużą satysfakcję w przyszłości.

Aby zobrazować kontrast między teorią, a praktyką weszłam minutę temu do pokoju Lilki i zrobiłam zdjęcie tego co tam zastałam.

DSC_5647

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 zabaw bez zabawek

  • ZABAWKI
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [29]

„Zabawa! Nie zabawki!” to motto mojego dzisiejszego posta.

Chcę pokazać, że ćwiczenia praktycznego życia to świetna zabawa, a zarazem nauka. Ten dział w pedagogice Montessori jest mocno rozwinięty.

Dlaczego takie ćwiczenia?

  • w czasie pracy z przedmiotami użytku codziennego dziecko uczy się najprostszych czynności, które my-dorośli wykonujemy w życiu codziennym.
  • zaspokaja swoją ciekawość
  • naśladuje dorosłych
  • uczy się organizacji miejsca pracy. Widzi, że się coś rozsypało lub rozlało. Wie jak to posprzątać.
  • doskonali czynności manualne
  • ćwiczy koncentrację
  • ćwiczy planowanie ruchów
  • zaspokaja wewnętrzną potrzebę aktywności
  • nie potrzebuje nagród- efekt w postaci przesypanej kaszy  jest wystarczającym potwierdzeniem celowości działania
  • wzmacnia poczucie wartości „Ja też umiem robić tak jak mama i tata”

Skąd są te rzeczy, które prezentuję w dzisiejszym poście? Ze sklepu Gospodarstwa domowego. Pewnie większość z nich macie w domu. Mi zależało, aby te przedmioty były małe i idealnie pasowały do ręki dziecka. Celowo przy każdym punkcie wpiszę cenę jaką za nie zapłaciłam.

1. Przekładanie szklanych kulek do szklanego naczynia (dodatkowy efekt dźwiękowy).

DSC_8063
DSC_8070

Taca – 5 zł

Kulki małe – 5 zł (Sklep wszystko za 5 zł)

Drewniana łyżeczka – 1,43 zł Gosp. dom

Miski – domowe zasoby

2. Przekładanie dużymi drewnianymi nożycami pomponików

DSC_8078
DSC_8076

Nożyce do ogórków 5,30 zł Gosp. Dom.

3. Przesypywanie kaszy z dzbanka do szklanki

DSC_8133
DSC_8082

Dzbanek 9,47 zł Gosp. Dom.

Szklanka- domowe zasoby

4. Przelewanie wody

DSC_8088
DSC_8095

Lejek 1,70 Gosp. Dom.

Butelka- domowe zasoby H&M

5. Przekładanie kaszy czerpakiem

DSC_8099
DSC_8101

Czerpak drewniany 96 groszy Gosp. Dom.

Talerz na jajka 3,47 zł Gosp. Dom.

6. Kolorystyczne sortowanie spinaczy

DSC_8123

Spinacze 3,70 zł Gosp. Dom.

7. Tarcie jabłka

DSC_8124
DSC_8125

Tarka 5,40 zł Gosp. Dom.

Łyżka, miska zasoby domowe

8. Czyszczenie łyżki pastą do zębów (najlepsza by była metalowa taca)

DSC_8116
DSC_8117
DSC_8119

Drewniana szczotka z prawdziwym włosiem 3,50 Gosp.Dom.

Miętowa pasta do zębów pobudza zmysł węchu

9. Wkładanie do solniczki drucików kreatywnych

DSC_8106
DSC_8110

Solniczka 1,97 zł Gosp. Dom.

Druciki kreatywne Paper concept 5 zł

10. Malowanie pianką do golenia i czyszczenie ściągaczką do szyb

DSC_8136
DSC_8146

Ściągaczka do szyb 3,47 zł Gosp. Dom

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej