fbpx

Jak (nie) odpoczywa mama?

  • KOSMETYKI
  • 8  min. czytania
  •  komentarze [29]

Jak tam Mamy, odpoczęłyście na wakacjach? Jeżeli i Wam po takim pytaniu rysuje się na zmęczonej twarzy nerwowy uśmiech, to ten wpis jest dla Was. Co to znaczy „odpoczynek” w słowniku kobiety, która ma na głowie dom, dziecko, pracę, męża, czasem nawet jakieś zwierzę domowe? Czy „odpoczynek mamy” jest oksymoronem, w którym jeden wyraz przeczy drugiemu i odwrotnie? 

W ubiegłym tygodniu byłam sama z dziećmi i kiedy wrócił mój mąż, poszłam załatwić kilka spraw. Tak naprawdę chciałam pobyć chwilę sama, a przy okazji odebrać przesyłkę na poczcie.

Przede mną stało 5 osób. Każdy z nich miał swoje sprawy i czekał cierpliwie w kolejce. Pan, który stał na samym początku wyciągnął z przepastnej, niebieskiej torby, którą ostatnio podrobił Balenciaga około 120 listów.

Pani przede mną aż uniosła wzrok ku mrugającym jarzeniówkom i głośno westchnęła. A ja w duchu aż poskoczyłam z radości: „Yeeeessss, dodatkowe 20 minut dla mnie” i wyciągnęłam z torby ulubioną gazetę, do której nie miałam czasu zajrzeć od tygodnia.

Czas niestety leciał za szybko, a Pani w okienku kończyła stemplować przesyłki. Podeszłam do okienka, wyjęłam awizo. Byłam już tak padnięta, że ledwo widziałam na oczy, ale nie pomyliłam tego papierka z receptą. Pani przyniosła moją paczkę i podała mi blankiet do podpisania.

Imię, nazwisko i data.

Z pierwszymi poradziłam sobie bez najmniejszego problemu, bo gdybym tego automatyzmu nie dała rady napisać, to już bym prosiła o telefon na pogotowie z podejrzeniem udaru. Ale kiedy przyszło mi napisać datę, to autentycznie miałam pustkę w głowie. Zaczęłam liczyć, dodawać, odejmować.

Miałam rozładowaną moją pamięć zewnętrzną, mój mózg, który zawsze mam pod ręką (czyt. telefon). Zakłopotana zapytałam Panią w okienku: „Który dziś?”. Pani rzuciła tylko: „Ósmy”. Zaczęłam kreślić ósemkę, miesiąc jakoś ogarnęłam – bez przesady, aż tak źle ze mną nie jest. Następnie napisałam „20..” i tu się zatrzymałam.

Zmarszczyłam brew, spojrzałam do góry, głośno westchnęłam. Nie uwierzycie, poziom mojego zmęczenia sięgnął zenitu, bo do jasnej Anielki nie byłam w stanie, przez dłuższą chwilę przypomnieć sobie, czy jest rok 2007 czy 2017. Aż mi się gorąco zrobiło! W końcu przywołałam rok urodzenia Juniora i wtedy już wiedziałam. Ale to co działo się ze mną przez tamte chwile przeraziło mnie na dobre.

Podobno jest tak, że jeżeli jesteś rodzicem i na koniec dnia nie czujesz zmęczenia to robisz TO źle!

czytaj: jesteś złym, leniwym rodzicem i najpewniej Twoje dzieci od rana do nocy oglądają bajki

Tamten dzień był wyjątkowy, bo dosłownie dałam z siebie WSZYSTKO dzieciom, pracy i mężowi. Nic nie zostawiłam dla siebie.

To błąd, który popełnia wiele mam. Tak bardzo chcemy wszystkich wkoło zadowolić, że nic lub prawie nic nie zostawiamy dla siebie. Dlaczego?

Nie da się dbać o innych, nie dbając o siebie.

Zgadzacie się? Nie mam nawet myśli przesadnego dbania o wygląd. Tylko takiego ogólnego bycia dla siebie dobrą. Macie z tym problem? Ja już nie mam.

Pamiętacie mój wpis o wrażliwych dzieciach? Każda z Was była zdziwiona ostatnim punktem. Przytoczę go:

13. DBANIE O SIEBIE – wiem, że zabrzmi jak banał, ale rodzice małych wrażliwców MUSZĄ  bardziej dbać o siebie. Kiedy to tylko możliwe muszą mieć szansę na odreagowanie, zrelaksowanie, odpoczynek i czas dla siebie. Bez tego nie będą w stanie reagować na taki ładunek emocji od dzieci.

Wiele z Was napisało mi, że są zdziwione, dlaczego to jest tak ważne.

Czy Wy też oddajecie dzieciom ostatni kawałek ciastka, mimo tego, że zjadły przed chwilą swoje?

Czy zostawiacie swoje sprawy żeby pomóc dziecku? Jesteście na każde zawołanie?

Spełniacie potrzeby, prośby, zachcianki?

Jesteście przy dziecku kiedy ma świetny humor i kiedy od samego rana wszystko jest na „NIE”?

Ja też i gdybym nie miała czasu na regenerację nie byłabym w stanie być tą uśmiechniętą Mamą, którą zawsze chciałam być. A nie tą sfrustrowaną, którą denerwuje własne dziecko. 

Jak w takim razie odpoczywa Mama?

Spędza sama weekend w SPA, pije drinki z parasolką i ma więcej niż godzinę dziennie na czytanie książki.

Do spa na weekend wolę pojechać z rodziną i znaleźć tam trochę czasu dla siebie:)

YYY, osobiście nie znam takiej Mamy.

Już dawno doszłam do wniosku, że taki wyjazd nie jest dla mnie, chociaż w sferze marzeń wielu kobiet tak to właśnie wygląda. Tak sobie wyobrażają ODPOCZYNEK.

Myślę, że nie ma co aż tak wyolbrzymiać swoich oczekiwań. Chyba, że naprawdę o czymś takim marzycie to ok. Jednak utożsamianie odpoczynku absolutnego z takim właśnie wyjazdem może być frustrujący, że w swoim matczynym życiu nic „tylko dla Was” nie czeka.

Ja też kiedyś wpadłam w taką pułapkę myślenia pt. „Ja nic nie mam z życia”.

„Shantaram” może przeczytam za dwa lata;)

Tylko się dołowałam. Przeglądałam fotki Mam  w sieci i popadałam w frustrację, że np. ta z Nebule była tam i siam i nawet kawkę w hamaku było dane jej wypić i gazetę poczytać. A moja kawa już lodem się skuła. Albo jak ona te pazury ma zawsze na najmodniejszy kolor zrobiony i nawet nie odpryśnięty? A ja nie mam niani i na 3 h na manikiury i pazikiury pójść nie mogę, a Shantarama czytam już drugi rok.

Wtedy usiadłam i stwierdziłam, że coś jest nie tak. To nie może być, że jestem utyrana, sfrustrowana i wiecznie zmęczona! Nie tak miało wyglądać moje macierzyństwo! Nie chcę żeby taką pamiętały mnie moje dzieci.

Na kartce wypisałam, co w moim życiu jest tylko moje. Co sprawia mi przyjemność i dodaje powera? Jak odpoczywam? Co robię dla siebie?

W poszukiwaniu czasu dla mnie zapisałam się nawet na siłownię. Uznałam, że skoro nie mogę znaleźć czasu dla siebie to go sobie zwyczajnie kupię. Jednak po dwóch wizytach stwierdziłam (po raz kolejny), że to nie jest moja bajka i tylko bym się wpędzała w kolejne poczucie winy, kiedy mam iść na trening, a mój mąż musi zostać w pracy. To nie dla mnie.

Zaczęłam ćwiczyć w domu. Każdą drzemkę Juniora przeznaczam na pracę, więc nie mogę w tym czasie ćwiczyć. Uzgodniłam więc z mężem, że 3 razy w tygodniu będzie zabierał dzieci sam na podwórko. Do tej pory chodziliśmy razem, bo to naprawdę fajny czas kiedy możemy być we czwórkę. Jednak uznałam, że bardziej potrzebuję tego czasu tylko dla siebie. Z resztą to tylko 40 minut.

Wkręciłam się również w samodzielne robienie paznokci hybrydowych. Dzięki temu mam piękne paznokcie przez 10 dni, a sam proces ich robienia relaksuje mnie i pozwala odpocząć od codziennych spraw. W trakcie malowania słucham podcastów, webinarów lub filmików na youtube.

Zauważyłam również, że im bardziej czynność, którą wykonuję jest tematycznie oddalona od dzieci tym lepiej wypoczywam. 

Jak wiecie jestem też kosmetycznym freakiem. Uwielbiam testować nowości, czytać recenzje i szukać kosmetyków idealnych. Każdy dzień rozpoczynam od pielęgnacji. Nie mam dużo czasu, a czasem prawie w ogóle, więc stawiam na moje pewniaki, które nie zabierają dużo czasu. Naprawdę widzę zależność – im bardziej dbam o siebie i więcej czasu poświęcam własnej osobie to jestem bardziej cierpliwa i miła dla innych.

Często rano nie mam nawet jak się wykąpać, bo wolę się porządnie wyspać niż wstawać przed wszystkimi. Dlatego np. po śniadaniu wstawiam krzesło do karmienia z Juniorem w środku do łazienki i on mi towarzyszy podczas kąpieli. Samego nie mogłabym go zostawić, bo ma obecnie fazę „Na Kukuczkę” i w 8 sekund jest w stanie wejść na stół.

Te moje codzienne czynności są formą oczyszczenia.

W tym terminie zawiera się nie tylko OCZYSZCZANIE zewnętrzne, ale również duchowe. To, że sobie przecieram rano i wieczorem twarz płynem micelarnym wpływa na mnie relaksująco. Mam czas dla siebie (chociaż to 2 minuty) i oddam go później innym z uśmiechem. A nie wiecznym grymasem, że: „Nawet nie mam się jak wykąpać”.

Zmywam makijaż jak dzieci siedzą w wannie lub się bawią. Tonizuję skórę twarzy chwilę po tym.  Krem wklepuję jak wsuwają śniadanie. Rozczesuję włosy jak na chwilę przysiądą poczytać książki. Wydaje się, że to są tylko minuty i w tym czasie nie da się odpocząć jak w SPA w weekend, ale kiedy zsumujemy z całego tygodnia te wszystkie czynności tylko dla siebie, to wyjdzie podobnie. Naprawdę!

A przy okazji dbam o swoją skórę, która z wiekiem stała się bardziej wymagająca. Często kobiety (w tym Mamy) o tym zapominają! Dla mnie to było ODKRYCIE: jeżeli nie zmyję dobrze makijażu, nie użyję toniku to ten krem, który tak sumiennie wklepuję pod zmęczone powieki zwyczajnie nie zadziała na 100%!

Dobre oczyszczanie to ponad 50% sukcesu. Tonik pozwala naszej skórze wrócić do prawidłowego funkcjonowania. przywraca jej naturalne pH, które woda kranowa zwyczajnie zaburza. Całkiem nieświadomie utrudniałam sobie kolejne kroki pielęgnacji. Ale teraz już wiem:)

Dlatego od niedawna moja mała wielka pięlęgnacja wygląda tak: 

  1. Mikrozłuszający żel peeling do mycia twarzy tołpa dermo face, sebio. – pierwszy raz mam żel, który dobrze dobrze myje skórę i delikatnie złuszcza naskórek.
  2. Złuszczająca pasta – maska do mycia twarzy tołpa dermo face, sebio – używam jej dwa razy w tygodniu, na wieczór. Nakładam kolistymi ruchami i zostawiam na kilka minut. Jest genialna, bo skóra po niej jest świetnie oczyszczona.
  3. Normalizujący płyn micelarny do mycia twarzy tołpa  dermo face, sebio. – doskonale zmywa makijaż i zanieczyszczenia ze skóry. Zwęża pory i zostawia odświeżoną skórę gotową do następnego kroku.
  4. Tonik- serum 2w1 tołpa dermo face, physio. Lekko nawilża skórę, przywraca jej właściwe ph i świetnie przygotowuje skórę na nałożenie kremu.

Jak widzicie, to tak niewiele, a może pomóc w dbaniu o siebie.

Chwilka na kawę i parę przeczytanych zdań pozwalają mi odpocząć i być myślami gdzieś indziej. Jednocześnie zakładam sobie, że mogę tego nie dokończyć.

Same powtarzanie sobie, że może się uda, nie powoduje takiej złości jak ktoś mi przerwie w połowie. Zdarzyło mi się chodzić np. z pomalowanymi paznokciami na jednej stopie przez dwa dni, bo akurat nie miałam jak dokończyć.

Jeżeli też tak masz, to wiedz, że inne Mamy mają podobne dylematy. Próbują rozciągać dobę, która nie jest z gumy i walczą z czasem. Lubię też mój tryb „oszczędzania energii”. Włączam go, kiedy wiem, że przed mną jest ciężki dzień.

Do napisania tego wpisu zachęciła mnie marka tołpa, która zwraca uwagę na z pozoru tak banalną czynność, jaką jest oczyszczanie skóry twarzy. A to kluczowy krok w codziennej pielęgnacji.

Czasami popełniamy błędy, z których sobie nawet nie zdajemy sprawy. Warto ten temat eksplorować. Razem chcemy Was zachęcić do pogłębienia tego tematu i naprawy codziennych rytuałów oczyszczania. Więcej na ten temat przeczytacie TUTAJ

Mam dla Was również niespodziankę od marki tołpa – wyjątkowy rabat „nebule17”  -20% na zakupy na stronie tolpa.pl

Kod nie łączy się z innymi promocjami i kodami rabatowymi w ramach jednego zamówienia. Kod jest ważny do 23.09.2017 r.

*wpis powstał w ramach współpracy z marką tołpa

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Odpoczynek z dziećmi? To możliwe

Pamiętacie swoje wakacje z przed okresu kiedy zostaliście rodzicami? Ja tak, ale jak przez mgłę. Tak sobie czasami przypominam jak leżałam na hamaku na karaibskiej plaży… Ile ja bym teraz dała za taki relaks. Chociaż jeden dzień żeby móc odpocząć tak w pełni. Poczytać książkę kilka godzin bez przerwy, porozmawiać z mężem przy kolacji, a nawet wziąć długi prysznic… Ale wróć! Jestem mamą i taki odpoczynek muszę  na razie zostawić w sferze marzeń.

Pamiętacie mój wpis Wakacje z dzieckiem – nie mylić z odpoczynkiem? I teraz tak sobie myślę, kiedy mam już dwoje dzieci, że się myliłam. Odkąd jest nas czworo o ten zwykły codzienny odpoczynek jest coraz ciężej. W pewnym momencie stwierdziłam, że w ogóle nie odpoczywam. Frustrowało mnie to, że nie mogę usiąść w spokoju i poczytać bo:

  • Julek się budzi
  • Lilka chce czytać, rysować, układać puzzle itd.
  • Zasypiam z książką w ręku po 3 stronach, bo jestem tak zmęczona

Doszło nawet do tego, że naprawdę mnie to denerwowało.

I wtedy coś mnie tknęło. Uświadomiłam sobie, że tak będzie przez kilka następnych lat i postanowiłam, że coś zmienię w tym kierunku. Większość problemów rośnie w naszych głowach i im bardziej zastanawiamy się nad czymś tym jest gorzej.

Postanowiłam nauczyć się odpoczywać z dziećmi. Brzmi niemożliwie? Też tak myślałam.

Przewartościowałam wiele spraw w mojej głowie. W ciągu dnia jest wiele momentów kiedy naprawdę odpoczywam, a to dlatego, że zmieniłam myślenie.

Było to tak proste, że aż sama nie mogę się nadziwić, bo wcześniej żyłam w dość dużym chaosie. 

Po pierwsze zamieniłam w głowie „muszę” na „chcę”. Przez to nie mam poczucia, że się z czymś tak bardzo nie wyrabiam, ale też nie czuję presji. Do zmiany myślenia zainspirował mnie genialny artykuł Małgorzaty Musiał- jeżeli nie czytaliście zajrzyjcie tutaj. Zmuszanie się do czegoś naprawdę robi w naszej głowie wiele złego. Czujemy się jak niewolnice własnego życia. To jest niby tak mało, ale jednak dużo. Spróbujcie i Wy! Kiedy nam coś się chce to i entuzjazm mamy większy.

Znany Wałęsizm zamieniłam na:

„Nie muszem, ale chcem.”

To jak z tym odpoczynkiem?

Po pierwsze zmieniłam definicję słowa odpoczynek.

Kiedyś to było leżenie brzuchem do góry i największym problemem było wybranie dania na obiad czy koloru drinka, a teraz odpoczynek to dla mnie: brak prac domowych i brak projektów zawodowych (w tej chwili). Specjalnie nie piszę „obowiązków”. Bo ja  już nie muszę.

Chcę ugotować dobry obiad albo wyciągam pierogi z zamrażarki od teściowej albo kupuję obiad w barze mlecznym. Tak samo z pracą. Wybieram tylko te projekty, w które wierzę w 100 %. Stwierdziłam, że za szkoda jest mi czasu żeby robić rzeczy „letnie”.

Przestałam też odkładać wszystko na czas kiedy dzieci zasną. Naprawdę jest tak niewiele takich chwil kiedy jestem w  wolniejsza. Nie mogę wszystkich rzeczy  robić kiedy dzieci zasną- doba by była wtedy za krótka. A ja lubię spać. Miałam dosyć 10 pobudek młodszego i wzięłam go do łóżka.

Wiecie co zrobiłam?

  • Przestałam robić kilka rzeczy na raz. Godzina takich czynności wyczerpuje znacznie bardziej niż robienie tych rzeczy oddzielnie. Dzięki temu mój mózg odpoczywa np. prasowanie bez telewizora i telefonu w zasięgu ręki
  • Jestem tu i teraz. Nie myślę za bardzo o tym co będzie za tydzień, bo z dziećmi to nigdy nie wiadomo.
  • Spróbuj wyłączyć wifi na dobę- zdziwisz się ile masz czasu.
  • Robię bardzo proste obiady i dania. Coś co zajmuje ponad 15 min to za dużo. Kupiliśmy też jakiś czas temu multicooker i on mi bardzo ułatwia gotowanie.
  • Mniej ubrań (do prania, suszenia, prasowania i układania)
  • Mniej rzeczy, chociaż przy dwójce znów jest ich więcej, ale już myślę o tym żeby znów zrobić Magię sprzątania
  • Praca w ciągu dnia jak młodszy śpi, a starsza w przedszkolu.
  • Korzystanie z momentów np. kiedy młodszy obudzi się z pierwszej drzemki jest wyjątkowo wypoczęty i to jest właśnie jego czas. To wtedy najdłużej bawi się sam ze sobą na macie. Wykorzystuję ten czas dla siebie. Później prawie cały czas potrzebuje mamy, więc bawimy się razem w dalszej części dnia.

A kiedy odpoczywam?

No właśnie… Kiedy siedzę z dziećmi na dywanie, nie rozwieszam prania, nie zajmuję się innymi rzeczami… to jest właśnie ten czas. Wyłączony telewizor i radio pomagają mi naładować akumulator, a telefon leży na stole w kuchni. Spróbujcie robić jedną czynność na raz i naprawdę poczujecie różnice.

Korzystam z każdego momentu. Kiedy widzę, że Jul ma dobry humor (ostatnio rzadko i codziennie od 16.30 do 19.00 go nosimy), a Lilka ma chęć i siedzi przy nimi to robię kawę, czytam chociaż jeden artykuł w gazecie- cokolwiek- dla siebie.

Częściej też wychodzę bez dzieci (niż jak miałam jedno dziecko). Bardziej dbam o siebie, bo wiem, że tego potrzebuje moja głowa. Czasem wyjdę na manicure, czasem z przyjaciółkami do kina. Ostatnio nawet zaczęłam ćwiczyć w domu, a w tym czasie oglądam serial (2w1, a i tak odpoczywam).

Nie wiem jak to możliwe, że kiedyś miałam z tego powodu wyrzuty sumienia.

Zazdroszczę trochę tym rodzicom, którzy mieszkają  blisko Dziadków. Chciałabym wyjść również z samym mężem. Ale myślę, że jeszcze trochę czasu musi minąć i nam się uda.

Jakiś czas temu moje przyjaciółki wpadły na pomysł żeby wyjechać bez mężów z samymi dziećmi. My trzy i czwórka dzieci w wieku od 3 m do 4 lat. Pojechałam sama z dwójką dzieci do ukochanej Białowieży i naprawdę chciałabym móc napisać, że odpoczęłam;) Wyzwaniem nawet było zrobienie zdjęć. Ojcowie to największy skarb!

Zatrzymaliśmy się znów w klimatycznej Wiejskiej Zagrodzie Podlasie

20160928-dsc_0226
20160928-dsc_0167
20160928-dsc_0177
20160928-dsc_0189
20160928-dsc_0218
Zdjęcia z farmy Kupała koło Hajnówki
20160929-dsc_0259
20160929-dsc_0240
20160929-dsc_0250
20160929-dsc_0280
20160929-dsc_0265
20160929-dsc_0298
20160929-dsc_0292
20160929-dsc_0291
20160929-dsc_0288
20160929-dsc_0342
Puszcza Białowieska
20160929-dsc_0364
Plac zabaw w Białowieży
20160929-dsc_0406
20160929-dsc_0435
20160929-dsc_0437
20160929-dsc_0439
Krem z buraków z malinami i koziem serem mmmm
20160929-dsc_0451
20160929-dsc_0453
Bliny gryczane z łososiem – pycha!

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Jestem inną mamą

Jak to jest być mamą dwójki dzieci? Czy to jazda bez trzymanki rodem z internetowych memów, czy może sielanka i spokój? W dzisiejszym wpisie napiszę o moich odczuciach. Co mnie zaskoczyło i jak sobie  z tym poradziliśmy oraz czym się martwię (jak przystało na mamę).

Wiele razy sobie wyobrażałam jak to będzie. Dwójka dzieci to zawsze więcej o jedno. Czyli z matematyki wynikałoby, że to dwa razy więcej obowiązków, dwa razy więcej uwagi i dwa razy mniej czasu dla mnie.

Takie myśli miałam kiedy byłam już na końcówce ciąży. Martwiłam się bardzo, jak pogodzę to wszystko razem. A kiedy drugie dziecko było na świecie okazało się, że macierzyństwo po raz drugi to… bułka z masłem.

Skąd takie optymistyczne wnioski? 

Teraz zupełnie inaczej patrzę na moje  pierwsze macierzyństwo. Byłam zestresowana, mało pewna siebie i wszystko konsultowałam z dr. Google. Kiedy porzuciłam wszystkie teorie i zaczęłam być szczęśliwym rodzicem przeżyłam katharsis. Tak bardzo tego potrzebowałam! Wniosek był jeden:

Nie ma jednej właściwej drogi rodzicielstwa. Im szybciej to zrozumiesz tym lepszym rodzicem będziesz

Pamiętam siebie z tamtego czasu. Wszystko było czarno-białe. Jeżeli BLW to nigdy nie karmię łyżeczką. Płakałam kiedy raz podaliśmy mm. Nienawidziłam smoczka w buzi mojego dziecka, a bez niego ssało kciuk.

Moje macierzyństwo przypominało raczej plan na kartce, którego nie realizowałam w całości i mnie tylko frustrowało. Tak bardzo pozwoliłam na to, żeby mój instynkt macierzyński wyparły różne teorie i poglądy, że autentycznie byłam nieszczęśliwa i nie do końca się realizowałam w byciu mamą.

Jakie miało być macierzyństwo po raz drugi?

Miałam tylko jeden plan. Chciałam żeby było zupełnie inne niż pierwsze. Niczego nie planowałam (a to dość trudne  w moim przypadku) i czekałam co mi przyniesie życie. Nie zamierzałam robić niczego wbrew sobie. I to było najlepsze co mogłam zrobić.

To normalne, że stresujemy się nowymi zadaniami, ale nie pozwólmy żeby ten strach nami kierował.

Mało tego, doszłam do wniosku, że nasze zachowania przechodzą na dzieci.

Spokojna mama to spokojne dziecko.

Potwierdziła to nawet znajoma fizjoterapeutka, która twierdzi, że przyczyną wzmożonego napięcia mięśniowego może być stres. Kiedy nerwowo reagujemy na zachowania dziecka, bo np. płacze, to dzieci odbierają nasze frustracje przez skórę.

Teraz dopiero to widzę. Moje całkowicie inne podejście owocuje naprawdę pogodnym usposobieniem dzieci. Zarówno młodszego, jak i starszego.

Poza tym przy drugim dziecku jest o wiele łatwiej.

Mi dosyć dużo trudności sprawiało karmienie piersią. Mimo tego, że nie miałam dużych problemów to wciąż miałam wątpliwości czy robię to dobrze. Dodatkowo trzymałam nieistniejącą dietę matek karmiących i to mnie bardzo frustrowało, bo dosłownie na nic sobie nie pozwalałam.

Od tamtego czasu moja wiedza na ten temat jest o wiele większa. Tym razem poradziłam sobie bez najmniejszych problemów i nawet nawał mnie ominął.

Przy Lilce miałam też sporo wątpliwości co do pielęgnacji (podnoszenie, kąpanie, noszenie itd.) Efektem naszych błędów pielęgnacyjnych było wzmożone napięcie mięśniowe i asymetria. Mój stan wiedzy wcale się nie zmienił. Nie chciałam tych błędów powtarzać przy młodszym dziecku dlatego jak byłam jeszcze w ciąży zrobiłam kurs w tej tematyce, który otworzył oczy na wiele kwestii.

Jestem inną mamą

Każdemu mówię, że jestem zupełnie inną osobą niż byłam cztery lata temu.

Przy Lilce nie mogłam się doczekać każdego następnego kroku milowego. Chciałam żeby już zaczęła chodzić, mówić i jeść stałe pokarmy. A przy młodszym delektuję się każdą chwilą, bo już wiem, że ten czas tak szybko mija i nigdy nie wróci.

Chciałabym żeby jak najdłużej był taki malutki i ode mnie zależny. Zdaję sobie z tego sprawę, że jak przyjdzie czas to również będę wspierać jego samodzielność, ale teraz cieszę się z każdej chwili.

Ludzie najszybciej uczą przez praktykę i tak właśnie pierwszy egzamin z macierzyństwa już zdałam. Na podstawie naszych doświadczeń przy pierwszym dziecku udało nam się szybko dojść do wprawy.

Dzięki temu, że mamy cały know how jest o wiele łatwiej. Nie muszę zastanawiać się po kilka razy zanim coś zrobię.

A najbardziej jestem szczęśliwa kiedy idę z młodszym do przedszkola po Lilkę. Ona zbiega ze schodów i nawet na mnie nie patrzy. Leci do Niego, śmieje się od ucha do ucha i „guga”, a on nie pozostaje jej dłużny.

Naprawdę nie spodziewałam się, że macierzyństwo po raz drugi tak pozytywnie mnie zaskoczy i dopiero teraz dam z siebie wszystko to, co chciałam.

_mg_0924

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

„Mamo, kup mi to”- jak uniknąć męczących tekstów na zakupach spożywczych

W ubiegłym tygodniu pisałam o moich „live hacks” czyli sposobach na ułatwienie i organizację życia codziennego. Takie metody często się sprawdzają jeżeli zrobimy z nich nawyk i po jakimś czasie rzeczywiście możemy uznać je za skuteczne. Dziś chciałabym Wam napisać o moim kolejnym ułatwiaczu życia, przez który mam więcej wolnego czasu dla siebie oraz tracę mniej nerwów.

Przyznam Wam szczerze, że kiedyś uwielbiałam robić zakupy. Miałam cały swój rytuał z tym związany. Lubiłam przygotowywać listy zakupowe, wyszukiwać w internecie wykwintne przepisy kulinarne i poznawać nowości. Następnie spisywałam bardzo skrupulatnie wszystkie potrzebne składniki i z taką gotową ściągawką wybieraliśmy się we dwójkę w weekend na zakupy.

Mój mąż, z tego co wiem, jest ewenementem-  uwielbia zakupy spożywcze i mimo tego, że ma gotową listę to, musi przejść przy każdej półce i zobaczyć, czy nie ma czegoś nowego, co mogłoby nam posmakować.

Ja jestem zadaniowcem i rzadko kiedy kupuję coś spoza listy i nie mam chęci na długie, „romantyczne” spacery wśród sklepowych półek. Dlatego często w sklepach się rozdzielamy. Ja biegam i w myślach odhaczam kolejne pozycje z kartki, a on chodzi, wybiera, ogląda i analizuje. Dzięki temu mieliśmy zrealizowaną listę zakupową oraz kilka ciekawych nowości do wypróbowania.

A jak jest odkąd mamy dziecko? 

Obydwoje biegamy jak opętani po markecie i wrzucamy rzeczy na oślep. Często mamy podwójne egzemplarze jakiegoś produktu, bo obydwoje go lubimy, ale przy komunikacji ograniczającej się do „Nie możemy tego kupić”, „To jest niezdrowe”, „Jeszcze chwilę, wytrzymaj” nie możemy się porozumieć. Jest w tym sporo uroku, bo tylko naprawdę nasz rytuał weekendowy się zmienił o jakieś 180 stopni i przyjemności odnajdujemy w innych czynnościach z Lilką niż zakupy spożywcze.

Po 15 minutach w zatłoczonym markecie mam ochotę uciekać. Ilość bodźców docierających do mnie przekracza moje możliwości i po bardzo krótkim czasie staję się nerwowa i mało przyjemna. Jeżeli muszę jeszcze walczyć o prawie każdy produkt „z reklamy” i szerokim łukiem omijać półki z  kolorowymi słodyczami to mam serdecznie dość. Kiedyś wybraliśmy się w Rzeszowie bez Lilki na zakupy. Mimo tego, że był jeden dzień przed Wigilią i w hipermarkecie panował chaos i hałas zupełnie nam to nie przeszkadzało. Powiedzieliśmy o tym szwagrowi, który ma 3 dzieci i zaśmiał nam się w twarz: „Zakupy bez jednego dziecka?”:)

Mali konsumenci nie ułatwiają zakupów i o ile czasami udaje nam się zażegnać kryzys długimi pertraktacjami i małymi przekupstwami to często widzę matki, które nie są w stanie sobie poradzić z krzyczącymi i płaczącymi dziećmi. Wtedy porozumiewam się z nią spojrzeniem: „rozumiem Cię doskonale”, a do akcji wkraczają sklepowi Pedagodzy- obserwatorzy, w których oczach to Ty jesteś zawsze ta zła. Wiedzą lepiej wszystko, nawet to, że roczne dziecko chce Snickersa- a Ty wyrodna matka nie chcesz mu kupić.

Zakupy nie są już dla mnie/nas przyjemnością. A są obowiązkiem, który wymaga od nas nie lada gimnastyki.

Dlatego raz na jakiś czas robimy duże zakupy spożywcze w internecie. Odkryliśmy tę metodę, kiedy mieszkaliśmy na 5 piętrze w kamienicy na warszawskim Żoliborzu. Winda dojeżdżała na 4 piętro, a później wnosiliśmy jeszcze jedno piętro wyżej zakupy. Kiedyś dostawca pół żartem pół serio powiedział nam, że im wyżej ludzie mieszkają tym więcej zgrzewek wody zamawiają.;)

DSC_4413
Czwartek, godzina 22.45- robię zakupy
DSC_4704
Piątek, 8.30 rano- kończę zamawiać

Wróciliśmy do tej metody znów odkąd mamy dziecko. Czy mam wymienić plusy, bo minusów nie jestem w stanie dostrzec.

  1. Zakupy robię wg listy – wpisuję każdy produkt w wyszukiwarkę i od razu go znajduję- nie muszę krążyć po sklepie i szukać np. płatków jaglanych.
  2. Mogę je robić o każdej porze dnia i nocy, nie ograniczają mnie godziny otwarcia sklepów. Najbardziej lubię robić zakupy w nocy, kiedy Lilka już śpi, a ja z kubkiem herbaty mogę spokojnie zrealizować moją listę.
  3. Nikt mnie nie pyta o tysiąc rzeczy i nie błaga o lizaki przy kasie.
  4. Zakupy mogę zacząć dziś, a skończyć jutro jeżeli nie mam wystarczająco dużo czasu.
  5. Kupując w zaufanym i sprawdzonym sklepie, wiem, że produkty zawsze będą świeże, a mrożonki nie będą rozmrożone- co się niestety zdarzało po 3-godzinnych rodzinnych zakupach.
  6. Nie muszę nic ważyć, ani nawet o tym pamiętać (a często o potrzebie zważenia dowiadywałam się przy kasie, kiedy już miałam chęć stamtąd uciekać)
  7. Mogę na spokojnie przeczytać skład każdego produktu, a nie dowiadywać się o różnych „truciznach” już w domu
  8. Po skończonych zakupach mogę dokładanie porównać listę z zawartością wirtualnego koszyka. A nie liczyć,  na to, że chyba włożyłam masło i dopiero przy rozpakowywaniu zorientować się, że czegoś nie ma.
  9. Noszenie toreb, a właściwie ciągnięcie ich do domu. Nie mamy parkingu podziemnego i z naszego miejsca musimy przejść spory kawałek. Przy zakupach internetowych nie muszę się o to martwić. Zakupy są dostarczane pod mój próg
  10. Przypomnijcie sobie jak pakujecie zakupy przy kasie: ja wrzucam jak leci, bo jestem w trakcie bardzo ważnych pertraktacji na temat kupienia Tic taców i często znajduję kostkę do WC razem z warzywami. Zakupy zrobione w markecie internetowym dostawca przywozi posegregowane. Produkty, które  mają być w lodówce są w jednej reklamówce, a chemia jest oddzielnie. To bardzo duże ułatwienie!
DSC_4443
Sobota, 7.40 rano, mam zakupy u siebie

Mamy jeden taki sklep

z którego usług korzystamy już od dawna i jesteśmy bardzo zadowoleni. Więc kiedy Frisco zwróciło się do mnie z zapytaniem o recenzję, zgodziłam się od razu, bo korzystam z zakupów już przez długi czas i mogę śmiało polecić innym. Dlaczego tam?  Sposób w jaki zamówienie jest kompletowane jest zupełnie inny.

Ten sklep internetowy nie ma swojego hipermarketu stacjonarnego dlatego wszystkie świeże produkty są często pakowane już u dostawców. Właśnie dlatego, że stawiają na najwyższą jakość- wybrałam już dawno ten sklep. Dodatkowo zachęcają konkurencyjne ceny, w porównaniu z innymi marketami spożywczymi, właśnie z tego względu, że nie mają sklepu stacjonarnego.

Pełna usługa zakupów jest dostępna na terenie Warszawy i okolic, a poza tym obszarem obsługuje ich firma kurierska. Jednak produkty świeże w tym przypadku są wyłączone z oferty, bo bardzo dbają o jakość usług.

DSC_4455-2
DSC_4460

Spodobał Ci się ten wpis? Daj mi znać zostawiając komentarz lub klikając „Lubię to” na profilu https://www.facebook.com/nebuleblog/ Dziękuję

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!