fbpx

Nasza mleczna droga i jej koniec

  • DZIECKO
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [37]

Nasza mleczna droga niedawno dobiegła końca. Przestałam karmić Lilę jak miała 15,5 miesiąca. Trochę czasu musiało minąć zanim byłam gotowa na napisanie tego posta.

Dlaczego? Bo jest to dla mnie sprawa bardzo intymna. Nie byłam mamą karmiącą
publicznie z podciągniętą bluzką na środku galerii handlowej.


Zacznę może od początku.

Będąc w ciąży moje podejście do kp było dość ambiwalentne. Wiedziałam, że jest to najlepsze dla
matki i dziecka, ale nie przykładałam do tego większej uwagi. Myślałam nawet, że jeśli się nie uda to trudno. Natomiast
wiedziałam od początku, że to jest sprawa tylko między mną, a moim dzieckiem. Już w ciąży kupiłam nawet laktator żeby móc
odciągać mleko na wyjścia. Kiedy urodziłam Lilę w szpiatlu dostałam ogromne wsparcie laktycyjne, co myślę, że jest
podstawą. Jeżeli bym tego wsparcia nie otrzymała pewnie karmiłabym butelką. Te chwile była naprawdę ciężkie…

Kiedy miałam jeszcze  mało mleka, a Lila była bardzo głodna i całą noc płakała poszłam do pielęgniarki żeby może ją dokarmiła.
Pielęgniarka podała jej mleko sondą, po palcu żeby nie zaburzać odruchu ssania. W końcu Lila przespała 2 h. Później już
było lepiej, chociaż i bolało i pojawiły się zapalenia piersi. Kochałam to.

Kochałam karmić moją córkę.

Doceniałam to ogromnie było to zdrowe, wygodne, tanie. Same plusy! Jedynie spanie (z raczej nie spanie) w nocy pozostawiało wiele do życzenia.
Lila była ssakiem nocnym. Niestety nie umiałam jej karmić przez sen i za każdym razem aż nie zasnęła ja też nie spałam.
Pomagało karmienie na fotelu. Lila zjadała naprawdę dużo i zasypiała na dłużej. Jak karmiłam ją na leżąco w łóżku to ssała
chwilkę i zasypiała. Za godzinę powtórka.

Nie powiem, ciężko było. Jak trochę podrosła to 2-3 karmienia nocne to były
absolutne minimum. A zdarzało się nawet 6 pobudek:/

Na początku naszej mlecznej drogi zakładałam sobie, że będą ją karmić
do tego momentu, aż będzie jadła tak dużo stałych pokarmów, że nie będę musiała jej podawać mleka sztucznego. Tak też się
stało, myślę, że w dużej mierze dzięki BLW. Od około roku Lila jadła coraz więcej i wtedy zaczęłam myśleć o delikatnym
odstawianiu.

Dużo czytałam na ten temat i się przygotowywałam. Nie chciałam, aby była to trauma dla niej i dla mnie. Na forum mam długodystansowych w kp przeczytałam kilka rad, które zastosowałam.

Pierwsza: ograniczyłam karmienia poza domem.


Z resztą przyszło to dość naturanlnie. Lila jest dzieckiem bardzo społecznym. Jak są inne dzieci to o mnie praktycznie
zapomina. Druga rada: „Nie proponuj, nie odmawiaj”. W ciągu dnia miałyśmy wtedy jeszcze 2-3 karmienia. Kiedy prosiła

odczekiwałam chwilę i ją karmiłam. Wiadomo, że jeżeli ogranicza się podaż to popyt rośnie;)

Trzecia rada: karmiłam ją po
jedzeniu, czyli nie doprowadzałam do sytuacji kiedy jest bardzo głodna i jedynym posiłkiem była pierś. Najpierw chociaż
trochę „buły”, poźniej „ćića”.

Rada czwarta: karmiłam ją tylko w jednym miejscu- w sypialni, na leżąco, na łóżku. A co
się działo w nocy? Lila jadła tak ok 2-3 razy.  Jadła to za dużo powiedziane. Ssała 2-3 minuty i zasypiała. Pozostawało jedno karmienie wieczorne. Myślę, że bardziej rytualne niż z głodu, bo zawsze była po kolacji i kąpieli, zasypiała przy piersi. Kiedy stwierdziliśmy z mężem, że to jest już ten moment postanowiliśmy, że odstawiamy.

Wiem, to strasznie brzmi. Ale naprawdę chciałam przespać chociaż jedną noc od 2 lat (cierpiałam na bezsenność w ciąży). Nakarmiłam Lilę ostatni raz po kąpieli, głaskałam ją, napawałam się chwilą i starałam się zapamiętać tę chwilę na zawsze.

Później długo płakałam…

I poszłam spać na kanapę. Mąż stał na warcie. Lila obudziła się chwilę po 1, ale poprzytulał ją i zasnęła. Na dobre wstała o 5, pobawili się i znów zasnęła. Ja wszystko słyszałam z mojej wygnańczej kanapy. Bardzo, ale to bardzo się obawiałam jej reakcji jak mnie zobaczy rano.

Wyobrażałam sobie, że podbiegnie i będzie prośić o „ćića”. Serce by mi pękło na milion kawałków gdybym musiała jej mówić „Nie ma mleczka”, mimo tego, że miałam i to w ogromnych ilościach. Na szczęście Lila nie poprosiła. Mało tego, sprawiała wrażenie, że wie o co chodzi i to koniec jakiegoś etapu. W ciągu dnia nie poprosiła mnie ani razu! Wieczorem musieliśmy zmienić rytuał i usypialiśmy ją na podłodze.

Trwało to dość długo, bo padła ze zmęczenia chyba po 1,5 h. Następne wieczory były coraz lepsze. Teraz usypia po ok 15-20 min UWAGA w swoim łóżeczku. Stało się to po tym jak napisałam post, że kupujemy większe łóżko:) Śpi do rana. Ok 4-5 budzi się, biorę ją do naszego łóżka i dosypiamy do 7. Od tamtego czasu je ogromne ilości jedzenia. Obecnie wygasł już u niej definitywnie odruch ssania.

Cieszy mnie to bardzo, natomiast z ogromnym sentymentem wspominam czas naszego kp.  Znalazłam jedno ze zdjęć z tego okresu, a mam ich 2 🙂

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Siedemnaście

  • DZIECKO
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [21]

Dziś kończysz siedemnaście miesięcy. Niby mało, ale ja już nie pamiętam kiedy Cię nie było na świecie. Uwielbiam  kiedy rano (po 7:) budzisz mnie wtykając palec w oko i wymieniasz „oko”, „oko”, „pip”- nos, „kocik”-kolczyk, „kocik”-kolczyk. Siadasz na łóżku i tak zaczynamy dzień. Jemy wspólne śniadanie. Nigdzie nie musimy się spieszyć. Każde Twoje nowe słowo wywołuje u mnie uśmiech. Twoja ciekawość świata sprawia, że przestaję myśleć o wszystkim przyziemnym.

Otwieram szufladę z bielizną, Ty podbiegasz i krzyczysz „wooooow, woooow” jakby to były najprawdziwsze skarby świata. Zakładasz skarpetę na rękę, udajesz psa i mnie straszysz. Ja oczywiście udaję, że się boję. Wdrapujesz się wszędzie, stół nie jest dla Ciebie granicą. Drżę kiedy się wspinasz wyżej i wyżej, ale wiem, że inaczej się nie nauczysz. Ostatnio jak usłyszysz muzykę wyjmujesz mi wszystko z rąk i ciągniesz na „parkiet”. Tańczymy.

Jak już usypiasz recytujesz litanię /pisownia orginalna/: „babcia”, „dziadzik”, „jamnik”, „pićia”- pizza… Uwielbiam te chwile tak bardzo, że aż boję się… Za tydzień będziesz starsza tylko o te 7 dni, a mi się będzie wydawało, że o 7 miesięcy.  

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

A za tydzień o tej porze

  • DZIECKO
  • < 1  min. czytania
  •  komentarze [11]

Za tydzień o tej porze będę biegała w kółko po domu, zbierała rzeczy, ubierała Lilkę, robiła kanapki. W jednym bucie pewnie będę szukała telefonu i drugą ręką dopychała Lili śniadaniówkę. Za tydzień o tej porze zaczynamy nowy etap. Lila idzie do żłobka, a ja wracam do pracy. Na szczęście jestem w komfortowej sytuacji i Lila będzie pracować ze mną. Na jakiś czas rezygnuję z etatu terapeuty i będę opiekunką w naszych montessoriańskich maluchach.

Bardzo się cieszę, że mam taką możliwość, ale i tak jestem pełna obaw. Widzę u Lilki gotowość do żłobka i to mnie napawa optymizmem, że będzie dobrze. Tam gdzie są dzieci ja mogę nie istnieć. Na razie jest to zabawa równoległa, ale z pewnością to się niedługo zmieni. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Trzymajcie za nas kciuki!

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

BibLILOteczka – Jest tam kto?

Bardzo lubię książki interaktywne. Ale nie chodzi mi o te dźwiękowo- świecąco-pobudzające. Lubię kiedy coś z książką trzeba zrobić. Tak jak już w klasyku „Naciśnij mnie”.

„Jest tam kto?” zagościła u na sponad miesiąc temu i ciągle jest wyciągana z koszyka do czytania. Lili ją uwielbia, mało tego ja też ją uwielbiam! Myślę, że książka jest przeznaczona dla dzieci od około 12 miesięcy do 99 lat;) Twarde strony umożliwiają sprawne przerzucanie kartek, kolorowe, bardzo proste ilustracje przyciągają wzrok, a postaci na nich obecne są proste do wypowiedzenia.

A co jest najfajniejszego w tej pozycji? No to, że można pukać!!! Książka jest podzielona na 6 pokoi. Przed każdym znajdują się kolorowe drzwi (dodatkowo, nauka kolorów) i się do nich puka. Można mocno, można słabo. Jak kto chce;)

Anna-Clara Tidholm „Jest tam kto?”Wydawnictwo: Zakamarki

poprzedni wpis z cyklu BibLILOteczka

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

An. poleca

Prosiłyście mnie o podanie książek związanych mniej lub bardziej z tematyką Montessori i Rodzicielstwem Bliskości.
Oto mój spis:


– William Sears, Martha Sears – ” Księga Rodzicielstwa Bliskości
– Małgorzata Miksza „Zrozumieć Montessori
– Grazia Fonegger Fresco „Być rodzicami. Jak przygotować się na przyjęcie dziecka, a potem wychować je mądrze i z miłością”
– Maja Pitamic „Naucz mnie samodzielności”
– Agnieszka Stein „Dziecko z bliska
– „Poradnik  dla zielonych rodziców” – nie jest związany bezpośrednio, ale wiele zasad z tej książki stosujemy m.in. rozdział o rozszerzaniu diety (dość niestandardowy).

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Konik, z drzewa koń na biegunach…

  • ZABAWKI
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [25]

Najpierw nazywany był „i-o-i-o-i-o”, trochę później „pata” od patataj, a teraz jest już zwykłym „koniem”.  Przyjechał do nas ze wschodu, gdzie dał mu życie nasz Dziadek. Z kilku kawałków drewna stworzył, można rzec nowego członka rodziny. Tak, tak… Koń jest regularnie karmiony, pojony, a nawet noszony na rękach. Wozi nie tylko Lilę, ale również całe pluszowe towarzystwo.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Prace domowe #3

  • ZABAWKI
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [14]

Dziś pokażemy pomoc, do której wykonania potrzebujemy: pudełko, patyczki kreatywne (lub po lodach), duże nożyce. Zajęło to minutę, a Lila była zajęta przez pół godziny. Zauważyłam wczoraj, że zaczęła dopasowywać przedmioty ze względu na kolor i w następnym tygodniu zmodyfikuję poziom trudności tej pomocy.

Na pudło nakleję z papieru samoprzylepnego kółka, tak aby każdy patyczek był dostosowany kolorystycznie do dziury.

*Znawcy metody pewnie zapytają gdzie jest nasz dywanik;) Jest na długie liście zakupów do Ikei. Niestety nie jest nam po drodze. A tu inne nasze przykładowe Prace domowe

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Montessori, a Rodzicielstwo Bliskości

  • DZIECKO
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [27]

Ten post właściwie powinien mieć inną nazwę: „Montessori i Rodzicielstwo Bliskości”. Dlaczego? Obydwie metody mają wiele wspólnych mianowników, które spróbuje przytoczyć w tym poście.

Napiszę dość nietypowo, bo większość rodziców zazwyczaj najpierw dowiaduje się o RB, a dopiero później kiedy decydują się na zapisanie swojej pociechy do jakiejś placówki trafiają na metodę Marii Montessori.

U mnie było zupełnie odwrotnie.

O metodzie Montessori dowiedziałam się ponad 10 lat temu, będąc jeszcze na studiach. Już wtedy wzbudziła moje ogromne zainteresowanie. Kilka lat później zaczęłam pracować w przedszkolu montessoriańskim i wtedy miałam przyjemność zaznajomienia się z tą metodą. Od początku jest dla mnie metoda i-d-e-a-l-n-a. Kilka lat pracowałam w takich placówkach, aż urodziłam Lilkę. Wiedziałam, że tę metodę będziemy stosować również w domu.

Zapytacie pewnie, co na to mój mąż.

Otóż, podsunęłam mu do czytania kilka lektur, artykułów i wsiąkł tak samo jak ja. Któregoś dnia, jak Lilka miała chyba 3-miesiące trafiłam na artykuł o Rodzicielstwie Bliskości. Przeczytałam, przemyślałam i stwierdziłam, że my dokładnie wychowujemy córkę w duchu RB (jedynie z nią nie śpimy). Tak też stwierdziłam, że właśnie metoda Montessori ma wiele wspólnego z RB.Zacznę może od podstaw…

W Montessori nauczyciel jest jedynie przewodnikiem dziecka, to nie on jest najważniejszy. Dzieci traktuje się podmiotowo, a nie przedmiotowo. Wychowanie jest przed wszystkim naturalne. To dziecko pokazuje na co jest gotowe i wybiera do tego stosowne pomoce. Nic nie jest mu narzucane. W przedszkolach masowych często jest realizowany program według którego dzieci muszą się danych umiejętności uczyć.

W Montessori to dziecko decyduje, że jest na coś gotowe.

Przykładowo: 3-latek jeżeli ma chęć i wykazuje gotowość może uczyć się liter. Ważne jest wykorzystywanie tzw. okresów sensytywnych. Często w przedszkolach masowych są przegapiane takie momenty i takiemu dziecku później o wiele trudniej będzie przyswoić umiejętność, na którą okres sensytywny już minął. Następną kwestią jest zaufanie.

Nauczyciel ufa naturalnym instynktom i odruchom dziecka. Od samego początku używa się malutkich przedmiotów, porcelanowych dzbanuszków i innych pomocy, które w masowym przedszkolu/żłobku mogłyby być nie używane ze względu na pozorne niebezpieczeństwo. Szacunek, kolejna bardzo ważna sprawa.

Każdy do siebie odnosi się z ogromnym szacunkiem zarówno do osoby jak i pracy.

W czasie pracy własnej rozmawia się szeptem, nauczyciel jak coś mówi do dziecka zawsze kuca, aby być twarzą w twarz z dzieckiem. Kiedy dziecko jest zmęczone może udać się na drzemkę. Nie jest do tego zmuszane (moja trauma z przedszkola). Nie ma też kar, ani nagród. Nie ma pieczątek, naklejek i innych form nobilitacji pracy dziecka.

Właśnie ta wewnątrzsterowność pozwala wydobyć z dziecka jego własne zainteresowania, zachęca do pracy nad sobą (kiedyś napiszę jeszcze o tym post).Jak widzicie jest wiele cech wspólnych obu metod. Często rodzicie wychowujący dzieci w duchu RB boją się jak dziecko poradzi sobie w przedszkolu.

Placówki montessoriańskie są właśnie takimi miejscami gdzie te zasady są priorytetowe. Fajne prawda?

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Dobra noc?

  • DZIECKO
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [41]

Nadszedł ten moment kiedy zastanawiamy się nad kupnem większego łóżka dla Lili. Obecnie  Lila śpi dużo lepiej, rzadko się wybudza i tylko nad ranem ląduje u nas w łóżku. Marzy mi się takie łóżko dla niej, na którym mogłabym się położyć z nią i czytać książki przed zaśnięciem.

Obecnie usypiam ją na naszym  i przenoszę do jej łóżeczka jak zaśnie. Zależałoby mi jednak na tym żeby mogła się budzić w tym samym miejscu, w którym usnęła.

Zdecydujemy się chyba na szwedzkiego Sundvika. Macie go może?

IKEA

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

britisz

  • PODRÓŻE
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [22]

Wszyscy pewnie czekają na foty z wyjazdu. No to wrzucam. Uprzedzam, nie będzie tałer bridż, bakingam palas i soho strit. Te atrakcje już zwiedziliśmy wiele razy podczas poprzednich wyjazdów.

Polecieliśmy do naszych znajomych w odwiedziny i to z nimi spędzaliśmy większość czasu. Jeszcze raz dzięki! Tekstu mało, bo niestety Lil dopadło najgorsze… Niestety ma zapalenie płuc i pierwszy antybiotyk w życiu. Myślcie o nas ciepło, bo nie jest to lekki czas.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Londyn dzieciom

  • PODRÓŻE
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [26]

Jak pewnie wiecie jesteśmy obecnie na wyspach. Niestety nie na kanaryjskich, chociaz i tak nie jest źle jeżeli chodzi o pogodę. Najważniejsze, że nie ma śniegu. Nawet deszcz mi nie przeszkadza. Bardzo nam sie tu podoba. Większość miejsc jest przystosowanych do dzieci, a to najważniejsze. Kilka fot dla ciekawskich:

 A teraz ogromne wow. Zobaczcie jak wygląda tzw. parent’s room w galerii handlowej

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!