fbpx

W końcu wzięłam się za siebie! – o mojej wyboistej drodze do zdrowia

Myślałam, że nigdy nie przyjdzie ten dzień. Odkładałam go z tygodnia na tydzień i z miesiąca na miesiąc. Czas mijał, dni uciekały, a moje kilogramy absolutnie nie chciały mnie opuścić. Aż któregoś dnia przeczytałam coś, co zmieniło moje życie.

Zadziałało jak kubeł zimnej wody na głowę.

Wcześniej uważałam, że nie mam nadwagi, lubię siebie i swoje ciało. Nie przeszkadzały mi dodatkowe centemetry tu i ówdzie. Owszem, mogłabym ważyć mniej 10 kilogramów, ale wysiłek, który miałabym w to włożyć byłby nie współmierny do efektu. Kiedy się odchudzam jestem zwyczajnie NIESZCZĘŚLIWA. Odczuwam to ja, odczuwa to moja rodzina. Ja po prostu walczę, do tego jestem nerwowa i nie mogę na niczym się skupić.

I tak naprawdę mogłabym sobie żyć dalej z tą dodatkową 10 na wadze, ale stało się coś, co dosłownie wylało mi kubeł zimnej wody na głowę.

Chcesz też to sprawdzić?

Weź centymetr i zmierz się w talii. Kiedy zapytałabym Cię ile masz w obwodzie to podałabyś wynik około o 10 cm mniejszy. Tak jesteśmy skonstruowani. Ok, ja właśnie wtedy wzięłam centymetr i na luzie zmierzyłam się. To, co zobaczyłam dosłownie mnie zmroziło. Prawie 90 cm! Tyle to mają modelki w biodrach.

Dlaczego o tym piszę. To właśnie post pani dr. Katarzyny Świątkowskiej uświadomił mi, że jestem na prostej drodze to utraty zdrowia.

O co chodzi?

Każdy dodatkowy centymetr w talii powyżej 80 cm u kobiet i powyżej 94 cm u mężczyzn jest rakotwórczy i stanowi zagrożenie dla zdrowia.

Zmniejszenie obwodu, a co za tym idzie utrata wagi działa jak lek. Wiecie jak ta informacja na mnie zadziałała? Jakby ktoś się rozpędził i dał mi ogromnego kopa w zadek na rozpęd.

Skąd mam PCOS? Skąd mam insulinooporność? Już teraz wiem. Całe moje zdrowie zaczęło się sypać odkąd nie mogłam schudnąć po pierwszej ciąży. A później poszła lawina.

To było w listopadzie: wybrałam się do dobrego endokrynologa, który jest specjalistą w leczeniu insulinooporności. Dostałam dość kontrowersyjną dietę (jest dostosowana do mojej krzywej insulinowej), bo oprócz tego, że mam trzymać dietę o niskim IG, to mogę jeść 3 razy dziennie. Czyli zero podjadania. Funkcjonuję tak od listopada i się już przyzwyczaiłam. Nie jestem nawet głodna pomiędzy posiłkami. Widzę, że dobrze na mnie to działa, a kilogramy i centymetry powolutku lecą.

Lekarz zalecił lekkie ćwiczenia (w insulinooporności duży wysiłek powoduje wyrzuty insuliny, więc nie jest wskazany), więc zaczęłam też ćwiczyć, a muszę się Wam przyznać, że tego nie znoszę. Nie odczuwam żadnych endorfin, ani przyjemności, więc zaczęłam się oszukiwać. Na TV włączam serial, a na dole stawiam telefon z ćwiczeniami i 45 minut mija, nie wiem nawet kiedy. Staram się ćwiczyć przed posiłkiem (takie zalecenia lekarza).

Ostatnio też namówiłam męża na kupienie orbitreka, bo chciałam go zachęcić żeby też zaczął ćwiczyć. To działa! Oglądamy seriale, czytamy książki, a przy okazji ćwiczymy. Orbitrek stoi na środku pokoju, więc cały czas się upomina o trening. Jak tylko mam wolne pół godzinki, to wsiadam i jadę. Wybieram mało obciążające treningi, bo w moim przypadku nie są wskazane.

Dieta

Dietę trzymam mniej lub bardziej, ale zawsze mam ją z tyłu głowy. Lekarz dał mi jasno do zrozumienia – jeżeli dojdę do konkretnej wagi jest szansa, że insulinooporność się cofnie. Ja o to właśnie walczę! Zgrabna sylwetka to akurat dla mnie fajny efekt uboczny, natomiast ja chcę być zdrowa. Wiem, że dieta może mnie wyleczyć.

Biorę również leki i suplementy diety z witaminami, które regulują gospodarkę hormonalną. Kiedyś zaleciła mi je moja immunolog. Teraz na rynku jest np. Ovarin, który wspomaga utrzymanie prawidłowej gospodarki hormonalnej. Zawarty w nim inozytol, witamina B6, witamina D3 pomagają w walce z PCO. Dlaczego właśnie inozytol jest pomocny? Jest wewnątrzkomórkowym przekaźnikiem sygnału insulinowego. Wiele badań wykazuje, że występowanie insulinoopornści u kobiet z PCOS powiązane jest z niedoborem inozytolu. W przeciętnej diecie mamy tylko 1 g, a potrzebujemy go 3 razy więcej.

To teraz napiszę Wam jeszcze o jednej motywacji do ćwiczeń. Jakiś czas temu mój mąż kupił książkę ” W zdrowym ciele zdrowy mózg”

po jej przeczytaniu dosłownie dostałam powera do ćwiczeń codziennych. Miałam ostatnio gorszy czas, wszystko mnie denerwowało, miałam dziwne uczucie niepokoju – widziałam, że coś się dzieje, a nie wiedziałam co. Po przeczytaniu książki już wiedziałam, co się dzieje. Moje ciało przez codzienny brak sporej dawki ruchu zaczęło kumulować stres w mięśniach. Byłam spięta, nerwowa i nie wiedziałam jak mam sobie z tym poradzić. Zaczęłam regularnie ćwiczyć i to wszystko minęło! Ćwiczenia bardzo pomagają na stres i widziałam efekt juz po pierwszym tygodniu.

Wiem, że łatwo nie jest, ale naprawdę chciałabym zrobić wszystko żeby być zdrowa. Nie ukrywam, że trochę też się cieszę, że mój brzuch przestaje przypominać ten ciążowy (co jest charakterystyczne przy insulinooporności i po tym poznałam, że mogę ją mieć). Daleka droga przede mną, ale kiedy mam tak jasny cel przed sobą to jest mi łatwiej.

Do podzielenia się moimi doświadczeniami zaprosił mnie Ovarin.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i szukacie motywacji do bycia zdrowym kliknijcie „Lubię to”.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czarna lista zabawek – czyli zabawki, które doprowadzają rodziców do szału

Dziś post z lekkim przymrużeniem oka – poniżej lista podarków, które powodują, że rodzicielstwo jest jeszcze trudniejsze.

Kiedy moje dzieci dostają coś takiego lub mnie ogarnie jakieś zamroczenie i sama kupię zabawkę, która przyprawia mnie o dreszcze, mam 3 strategie:

  • przyjmuję z uśmiechem i dziękuję za gest (w myślach mam różne scenariusze unicestwienia tego przedmiotu)
  • próbuję przechwycić zanim wprawne, dziecięce oko je zauważy i wrzucam na samą górę szafy
  • kiedy sama coś kupię i później tego żałuję to po chwilowej fascynacji staram się dany dystraktor schować, a czasem pozwalam na zbyt szybkie zużycie i wyrzucenie (oh, ja niedobra;) Z wielką satysfakcją np. odkurzyłam cały piasek kinetyczny

Poniżej moje „ukochane” podarki, które staram się zabrać jak najszybciej z pola widzenia dzieci.

1. Instrumenty muzyczne: trąbka, flet, cymbałki, perkusja, pianinko …….. (miejsce na Wasze narzędzie tortur).

Umówmy się 2-3-4-5-6-letnie dziecko, które nie ma nic wspólnego z muzyką nie będzie nam grało preludium e-moll Chopina, a nawet nie wymęczy „wlazł kotek na płotek”. Będzie waliło, dęło, dmuchało ile sił w maleńkich płuckach i niekoniecznie do kolacji, ale często o bladym świcie.

Jedyny prawdziwy instrument, który naprawdę dobrze brzmi, nawet jak gra dwulatek to dzwonki Mat max TUTAJ. Myślę, że rodzice mają dość różnych dźwięków wydawanych przez dzieci i nie warto im dokładać kolejnych, tych kakafonicznych.

2. Gwizdek

Kupiłam kiedyś i ja, jak typowy amator. Po dosłownie 30 sekundach pożałowałam. Małe to to, a tyle ma pary w płucach, że w życiu bym się nie spodziewała. Skończyło się na tym, że gwizdek niespodzianie się „zgubił”. Naprawdę, wyleciał z wózka na placu zabaw i zapomniałam go podnieść. Mam nadzieję, że nie znalazło, go inne dziecko (jeśli tak, to przepraszam Cię rodzicu).

3. Slime

Nie mam pojęcia jaka mną ogarnęła ciemnota, że sama, z własnej nieprzymuszonej woli kupiłam mojemu dwulatkowi powszechny i bardzo lubiany slime. W sklepie były autka, puzzle i inne mniej inwazyjne zabawki, a ja kupiłam mu właśnie to. Zabawa była przednia, robił z niej jajka, liny, odbijał jak piłeczkę, aż kiedyś slime zginął. Po dwóch dniach znalazłam go na moim nowiutkim, zamszowym Timberlandzie… Czy mam opisać swoje emocje? %^&%&**^* – mniej więcej tak by to wyglądało.

4. Kakafonia dźwięków i kolorów, czyli plastik fantastik, który często ma w nazwie „edukacyjny”.

No cóż by tu rzec, tak popularne w hipermarketach zabawki są często mordęgą dla domowników. Te same komputerowe piosenki, trzeszczące głośniki i zmutowane głosy śpiewających, nie mają zbyt wielu walorów edukacyjnych, a do tego zabierają przestrzeń, bo małe to one nie są. Pierwsze co, zawsze robię: zaklejam głośnik, mam nawet takie specjalne plastry, które jeszcze lepiej tłumią dźwięk. Jeżeli mimo tego tuningu rypią dalej, to są na mojej liście „do schowania na wieczne zapomnienie”.

5. Piasek kinetyczny

Zaszczytne miejsce na mojej liście zajmuje piaseczek. Piaseczek, który daje tyle radości dzieciom, a u mnie powoduje gęsią skórkę. Mieliśmy w sumie dwa opakowania – na jedno sama się szarpnęłam i przez zęby cedziłam do siebie podczas sprzątania „po co ja to kupiłam???”, a drugie dostaliśmy od znajomych. Juleczkowi zajęło rozniesienie go po całym domu około 45 minut.

„Niestety” nie dało się go zagnieść z powrotem, więc z niemałą satysfakcją wciągnęłam go odkurzaczem. A tak serio, to jest naprawę świetna zabawka, ale wg mnie trzeba mieć sporą kuwetę na niego i przy małym dziecku siedzieć non stop – inaczej będziecie mieli Saharę w całym mieszkaniu.

Ciastolina też „spoko” – nie wiedziałam, że da się ją wetrzeć w dywan i kanapę.

6. Kosmetyki dla najmłodszych

Przecież 5-latka sama już wykona sobie makijaż i pomaluje paznokcie. Nigdy nie kupujcie tego swoim, ani cudzym dzieciom. To jest jakaś mordęga – często mają fatalne składy i uczulają. No i jak wytłumaczyć dziecku, że mama się maluje, a dziecko nie musi?

7. Brokat sypki

Brokat jest jak igły z choinki, wychodzi spod szafy jeszcze w czerwcu. Kupiłam go 6-latce i cierpliwie ścierałam z półek, podłogi i z twarzy. Nawet u młodszego na głowie znalazło się pół opakowania. Jakim cudem? Nikt nie wie. Ale hit to był wtedy, jak młodszy wysypał tego cuda pół opakowania do szuflady z talerzami i sztućcami. Zmywarka średnio dała radę 😉

8. Zabawki, które mają jakieś 100000000000 elementów

Czasem są takie, które mają po prostu ich tyle, że jak leżą na dywanie to absolutnie nie da się tego sprzątnąć. A zgubisz jeden (co trudne nie jest) i już nie da się tego złożyć. U nas najczęściej elementy takich zabawek znajduję: w kwiatkach, u mnie w torebce, w butach, a nawet w WC!

9. Mały szajsik za 5 zł

Zabawki dodawane do gazetek, do słodyczy, do zestawów w restauracjach… wszędzie to później się wala. A najgorzej coś takiego zgubić – niby nic, a jednak skarb. Dodatkową właściwością jest ogromna awaryjność, częsta przy pierwszym użyciu. A później 50 takich masz w domu i znaj jego współrzędne, bo przecież potrzebne jest na już!

Rodzicu, dodaj coś od siebie:) Kliknij „lajka” i udostępnij go swoim znajomym – niech wiedzą co jest u Was zakazane:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

No to chlup! – najzdrowsza multiwitamina i do tego naturalna

Często szukamy preparatów z dobroczynnymi probiotykami, a zapominamy o tych naturalnych. Sama staram się przemycać je w diecie, ale nie zawsze mi to wychodzi. Dziś chciałabym Wam napisać o mocy zakwasów naturalnych, czyli o probiotycznej naturalnej bombie witaminowej.

Do napisania tego wpisu zaprosiła mnie Rodzinna Olejarnia Olini, która obok zimnotłoczonych olejów roślinnych, o których pisałam Wam tu: Olej z czarnuszki od niedawna ma w swojej ofercie również zakwasy.

Jak to możliwe, że możemy dbać o odporność, stosując odpowiednią dietę?

Odpowiedź jest bardzo prosta: odporność płynie z jelit i ze zdrowej mikroflory, a to właśnie probiotyki mają ogromy wpływ na jej dobrostan. Pozwalają zadbać o odpowiednią ilość i jakość bakterii w jelitach, a co za tym idzie w bezpośredni sposób wspomagają odporność.

Oprócz tych, które możemy kupić w aptece w buteleczce lub kapsułkach mamy również kiszonki. W ostatnim czasie przeżywają swój wielki powrót, ze względu na właściwości zdrowotne:

  • Kapusta kiszona (czytajcie zawsze etykiety: KAPUSTA KWASZONA to nie jest pełnowartościowy produkt). Pod wpływem bakterii kwasu mlekowego Lactobacillus plantarum kapusta fermentuje. Kiszona kapusta jest lepiej przyswajana i zawiera więcej witaminy B12, B6 i PP, niż świeża. Witamina C w kapuście kiszonej jest bardzo dobrym środkiem zapobiegającym przeziębieniom.
  • Ogórki kiszone (tak samo jak wyżej: Ogórki KWASZONE nie są dobre) Podczas procesu kiszenia w ogórkach zwiększa się zawartość witamin B2, B3, B6, B12, PP. Wpływają one pozytywnie na poprawienie działania układu nerwowego i koncentrację. Bakterie kwasu mlekowego, namnażane w czasie kiszenia poprawiają trawienie i likwidują toksyny.

Codzienne jedzenie kapusty kiszonej i ogórków może być uciążliwe, dlatego ja szukałam zakwasów, które mogę pić kiedy chcę.

Nie mam miejsca w kuchni na wielki 5- litrowy słój na zrobienie własnego zakwasu, a poza tym bałabym się, że coś zrobiłam nie tak. Stwierdziłam, że wolę zaufać profesjonalistom i zakwas kupić.

Po zakwas z buraków warto sięgnąć:

w ciąży – ze względu na bogactwo witamin, minerałów, a przede wszystkim kwasu foliowego i biodostępnego żelaza- w trakcie i po antybiotykoterapii – sprawdzi się jako osłona i wsparcie 
po grypie żołądkowej, biegunce, zatruciu pokarmowym – pozwoli odbudować florę bakteryjną 
przy przeziębieniu, osłabieniu i w rekonwalescencji po chorobach – działa wzmacniająco
przy anemii i obniżonym poziomie żelaza – źródło dobrze przyswajalnego żelaza – pozwala bez skutków ubocznych poprawić wyniki

Dlaczego zakwas z buraków jest prozdrowotną bombą przeczytacie poniżej – ma:

  • cynk, potas, magnez, fosfor, wapń
  • dobrze przyswajalne żelazo – pomaga podczas anemii
  • kwas foliowy – niezbędny w ciąży
  • mnóstwo witamin z grupy B, a także witaminy A, C, K, E, PP
  • kobalt – niezbędny minerał w procesie tworzenia czerwonych krwinek 
  • rzadko występujące mikroelementy – lit, cez, rubid 
  • flawonoidy, karotenoidy, beta alaninę
  • laktobakterie, powstałe w trakcie fermentacji, które odbudowują naturalną florę bakteryjną jelit

Zakwas z buraków ma wspaniałe właściwości, o których nie miałam pojęcia. Wiedziałam, że zawiera probiotyki i może być pomocny w leczeniu anemii, ale o TYCH wszystkich „mocach” nie wiedziałam.

Drugi zakwas, do którego namówiłam dzieci to zakwas z kapusty. Nie chcą jej jeść, ale zakwas im nieźle wchodzi. Zakwas z kapusty, trochę mi przypomina w smaku ogórki, więc jest to znany smak.

Po zakwas z kapusty warto sięgnąć:

podczas infekcji – jako bogate źródło witaminy C i mnóstwa innych witamin i mikroelementów

w trakcie i po antybiotykoterapii – sprawdzi się jako osłona i wsparcie

 – po grypie żołądkowej, biegunce, zatruciu pokarmowym – pozwoli odbudować florę bakteryjną 

przy problemach z włosami, paznokciami i skórą -źródło dobrze przyswajalnej, organicznej siarki, która ma świetny wpływ na ich stan

Zakwas z kapusty ma:

  • fitoncydy, które działają bakterio- i grzybobójczo oraz są niezastąpione w leczeniu wielu schorzeń
  • witaminy K, E, C, B1, B2, B3, B6, B12
  • potas, sód, wapń, fosfor, żelazo, srebro, ołów, nikiel, tytan, molibden
  • antocyjany, beta-karoten, błonnik (nierozpuszczalnego)
  • siarkę – korzystnie wpływa na wygląd włosów, skóry i paznokci
  • duże ilości antyoksydantów, karotenoidów, glukozynolanów, polifenoli
  • rzadko spotykaną witamina U, która ma działanie przeciwzapalne
  • laktobakterie, powstałe w trakcie fermentacji, które odbudowują naturalną florę bakteryjną jelit

Z kolei jego właściwości wg mnie skupiały się głownie na probiotykach, a ma ich o wiele więcej. Możecie przeczytać o nich TUTAJ.

Ja zakwasy piję codziennie, zazwyczaj jeden i drugi przed posiłkiem około 100 ml.

Na pewno interesuje Was, czy zakwasy można podawać dzieciom i w jakiej ilości?

Pozwolę sobie zacytować Małgorzatę Jackowską, dietetyk i specjalistkę żywienia dzieci:

„Jak wprowadzać zakwasy do diety dzieci?
Odpowiada dietetyk, specjalistka żywienia dzieci Małgorzata Jackowska
Moim zdaniem zakwasy warto zacząć wprowadzać do diety maluchów po 1. roku życia.

W drugim roku życia, ze względu na zawartość soli, nie należy przesadzać z ich ilością i warto zakwas włączyć do diety jako składnik posiłków. 
Starsze dzieci mogą dostać zakwas na łyżce lub do picia.

W drugim roku życia łyżka stołowa dodana do zupy lub kaszy (podanej np z sosem warzywnym) będzie dobrym wstępem do tego, żeby włączyć zakwas do diety dziecka. Dodaj go już na talerzu, nie do gotowania. Dzięki temu zakwas nie straci swoich cennych właściwości pod wpływem temperatury a układ pokarmowy dziecka będzie miał czas żeby przyzwyczaić się do nowego produktu.
Kiedy Twój maluch przywyknie do zakwasu w swojej diecie, zaakceptuje jego smak i będziesz wiedzieć, że dobrze go toleruje, to można zacząć podawać zakwas na łyżce albo do wypicia z małego kubeczka. 

Propozycja dawkowania u dzieci:

– w drugim roku życia można stopniowo wprowadzać 1-2 łyżki dziennie, zaczynając od małej ilości.
– po drugim roku życia można zwiększyć ilość podawanego zakwasu do 4-5 łyżek dziennie jak Twoje dziecko go polubi i będzie dobrze tolerować.

Jak widzicie warto pić zakwasy i wspomagać się w tym okresie chorobowym. Są źródłem nie tylko dobrych bakterii probiotycznych, ale wielu witamin. Nasze babcie wiedziały, co robiły i bardzo mnie to cieszy, że zakwasy i kiszonki wracają do łask.

Jeżeli macie chęć również wypróbować ich supermoc, to przygotowałam Wam rabat na wszystkie produkty Olini: -10% na hasło NEBULE10 ważny do 5 marca.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Moje hity ostatnich miesięcy, czyli nebule poleca

Wiem, że lubicie takie wpisy zbiorcze, dlatego dziś przygotowałam dla Was wpis z gadżetami i rzeczami. Są to przedmioty codziennego użytku których używam i myślę, że są warte polecenia.

Zaczynamy

1. Turban do włosów Thermocap

Dostępny TUTAJ

Już nie wyobrażam sobie bez niego życia. Używam go nie tylko do aktywacji maseczek i olejów, które nakładam przed myciem, ale również do osuszania włosów po zwykłym myciu. Ręcznik spadają, zsuwają się, a ten turban trzyma się znakomicie. Dzięki niemu przestałam suszyć włosy suszarką Lilce, wystarczy, że jej założę ten turban po myciu, a później trochę odczekamy i włosy są już prawie suche.

2. Szczotka do włosów Wet brush

Dostępna TUTAJ

Porzuciłam już Tangle teezer na rzecz tej genialnej szczotki. Jak sama nazwa wskazuje, jest to szczotka do rozczesywania na mokro. Mam bardzo wrażliwy skalp i dzięki temu nie czuję żadnego ciągnięcia. Używam jej też do rozczesywania włosów dzieciom – powoduje mniejszy dyskomfort w czasie tego niezbyt lubianego zabiegu.

3. Suszarka do włosów Fox

Dostępna TUTAJ

Przez ostatni czas czułam, że stan moich włosów się pogarsza. Nie wiedziałam dlaczego, bo dbałam o nie jak zawsze. Aż fryzjerka zapytała mnie, ile lat ma moja suszarka do włosów. Obliczyłam i wyszło na to, że 7. Powiedziała, że to może by przyczyna, bo suszarki, które mają już kilka lat mogą palić włosy. Poleciła mi ją fryzjerka.

Jest to profesjonalna suszarka używana w salonach fryzjerskich. Mam ją niedługo, ale już widzę poprawę. Ma dobre ustawienia nawiewu ( ja suszę chłodnym) i specjalne nakładki. Ma też jonizację, która wygładza włosy. Polecam ją bardzo 🙂

włącznik powietrza ciepłego i zimnego

4. Młynek do kawy

Dostępny TUTAJ

Dodam, że nigdy nie mieliłam w nim kawy, bo nie do takiego przeznaczenia go kupiłam;) Mielę w nim np. siemię lniane do koktajli (źródło kwasów omega 3), mielę też ksylitol na cukier puder, robię bułkę tartą. Nasz jest zwykły, ale działa bardzo dobrze i szybko mieli (a to ważne żeby nie podgrzewać siemienia dodatkowo, bo traci wartości).

5. Garnek do gotowania na parze

Dostępny w dobrej cenie TUTAJ

To już kolejny nasz garnek w takim stylu. Używałam go do gotowania warzyw przy rozszerzaniu diety (nie są tak rozgotowane jak z wody i łatwiej je złapać w ręce), używam i teraz. Za co uwielbiam? Mogę zrobić cały obiad w jednym garnku: na dole kasza w wodzie, po środku kotleciki, a na górze warzywa. Dania są zdecydowanie lepsze niż gotowane, bo mają więcej smaku. Nie lubię mikrofali i często podgrzewam dania właśnie na parze – super sposób. Jak będziecie kupować taki sprzęt to nie kupujcie dużego – szybciej się nagrzewa mały i szybciej się gotuje.

6. Dzbanek z sitkiem na dole

Podobny dostępny TUTAJ

Nasz kupiliśmy w Holandii rok temu i uważam, że jest genialny! Ma bardzo gęste sitko i dzięki temu ani jeden kawałek herbaty nie wpada do szklanki. Do tego jest bardzo efektowny. Nawet jak robię dzieciom Rooibos to absolutnie nic się nie wkradnie do szklanki.

7. Herbata Blanca tea

Dostępna online i stacjonarnie w Odette

Raz w miesiącu idę z Julem na długi spacer do Odette po herbaty. Naprawdę już inne mi zupełnie nie smakują – te są takie świeże, delikatne – jest mnóstwo do wyboru. Tym razem kupiłam owocową dla dzieci i zieloną z ananasem dla siebie.

8. Butelka Pura duża

Dostępna TUTAJ

Mam ją już długo i uwielbiam. Nie kupujemy wody pitnej i używamy filtrowanej z lodówki, więc jak gdzieś wychodzę to biorę Pura. Można myć ją w zmywarce – cały czas wygląda jak nowa. Dobrze trzyma temperaturę i jestem z niej bardzo zadowolona.

9. Zmiękczające chusteczki Lenor do suszarki

Dostępne TUTAJ

Przyznaję jestem od nich uzależniona. Kocham świeży zapach i miękkość jaką zostawiają na praniu. Przestałam używać płynu do płukania, tylko do suszarki dorzucam jedną chusteczkę. Mam je też rozłożone w szufladach – dają lekki, ale bardzo przyjemny zapach.

10. Mały głośnik Sony

Dostępny TUTAJ

Już jakiś czas temu szukałam sprzętu grającego do pokoju dzieci. Kupiłam ten głośniczek i jest świetny – bardzo dobra jakość dźwięku. Można podłączyć go kabelkiem do mp3 lub przez Bluetooth np. telefon.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i chcecie takie posty z poleceniami to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

W końcu przejrzałam na oczy

Całe życie marzyłam o tym żeby nosić okulary. Nie wiem dlaczego, ale kojarzą mi się z atrybutem mądrości. Natomiast mój wzrok od zawsze był sokoli i nigdy nie miałam żadnych wskazań do noszenia okularów. Jednak ostatnio zauważyłam, że coś się dzieje.

Partnerem dzisiejszego wpisu jest marka MUSCAT.

Ubytki wzroku i słuchu pojawiają się stopniowo, dlatego często tego nie zauważamy. Czasami jest też tak, że jeżeli jedno oko zaczyna potrzebować wsparcia, to drugie je kompensuje i dlatego ciężko nam zauważyć, że coś jest nie tak.

Jak ja to zauważyłam?

Dużo czasu spędzam ostatnio przed komputerem i któregoś dnia ze zmęczenia zamknęłam jedno oko. Aż się zdziwiłam, że prawe oko widzi rozmazane litery, zjeżdżające do dołu. Zamykałam jedno oko i otwierałam drugie, robiłam to kilka razy i widziałam, że coś jest nie tak. Kiedy patrzę dwoma na raz jest w miarę ok, ale jak optometrysta założył mi okulary, to dopiero zobaczyłam, że jednak źle widzę bez nich.

Dlaczego wybrałam się do optometrysty, a nie do okulisty?

Od pół roku chodzimy do wspaniałego specjalisty na ćwiczenia oczu z Lilą. Żaden okulista nie miał już pomysłu, co możemy zrobić żeby poprawić mięśnie gałek ocznych i konsultowaliśmy się u wielu specjalistów, przez chwilę nawet nosiła okulary terapeutyczne, straszono nas nawet operacją. Aż w końcu trafiliśmy na optometrystę, który po specjalistycznych badaniach zalecił terapię, która po 3 m. przyniosła poprawę w wynikach o połowę!

Dlatego właśnie zamiast do okulisty, poszłam do optometrysty, który wg mnie zdecydowanie lepiej dobiera okulary niż okulista. Po serii badań (nawet bez atropiny) usłyszałam, że mam lekki astygmatyzm w jednym oku i małą wadę. Jak tylko optometrysta założył mi dopasowane soczewki to aż powiedziałam WOW. Nieźle mój mózg i drugie oko musiały to kompensować. Dostałam szczegółową receptę i zaczęłam poszukiwania oprawek idealnych.

Okulary muszę nosić tylko do pracy przy komputerze i do czytania. Nie chciałam wydawać fortuny na oprawki, bo i tak będę je nosić tylko w domu, więc szukałam czegoś ciekawego, ale w dobrej cenie. Aż jedna z Was podpowiedziała mi, żebym zobaczyła polskie okulary MUSCAT.

Nie lubię przepłacać, więc stwierdziłam, że wypróbuję polskie, ręcznie robione oprawki.

No i mam! Oprawki są świetnie zrobione, lekkie i pasują do wielu stylizacji. Zamówienie przebiegło szybko i bez problemów.

Model na zdjęciach to Ellis Dark Havana

Dowiedziałam się też, że MUSCAT właśnie stworzył okulary dla dzieci KLIK i poprosiłam ich o użyczenie modelu Ellis dziecięcego żeby Wam pokazać. Pamiętam jak sama szukałam okularów dla dzieci i nie było nic ciekawego do wyboru. Tak więc Julek pokazuje Wam pierwszy dziecięcy model MUSCAT-ów. Cudne są! Lekkie i elastyczne, a do tego nie są infantylne.

Możecie wybrać dwie ścieżki: przymierzyć oprawki w salonie lub zamówić domową przymierzalnię – na stronie wybieracie 5 oprawek do przymiarki i MUSCAT bez żadnych kosztów wysyła je Wam do domu – DOMOWA PRZYMIERZALNIA KLIK

Wybór oprawek nie był prosty, bo modele są dość uniwersalne i wiele z nich mi się podobało. Po 5 dniach odesłałam domową przymierzalnię i zamówiłam właściwe okulary. Myślę, że jest to bardzo ciekawy i innowacyjny projekt. Możecie zajrzeć na stronę MUSCAT i zobaczyć, jakie inne modele są dostępne.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Co zrobić żeby dzieci lepiej spały?

Przy dwójce dzieci widzę bardzo proste zależności – zrobię coś innego niż zawsze i one już śpią niespokojnie. Przerwanie wieczornych czynności lub przesunięcie rutyny przekłada się w widoczny sposób na jakość snu. A czasami  zapewniam im wszystko, czego potrzebują, a one budzą się kilka razy w nocy.

Dziś chciałbym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami o śnie dzieci i opisać nasze sposoby na spokojny sen. Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie marka Haus & Luft – producent zaawansowanych oczyszczaczy powietrza.

Co możemy zrobić żeby zapewnić dzieciom spokojny sen?

1. Jaki dzień, taka noc

Nie wiem czy też widzicie tę zależność, ale im bardziej intensywny dzień z dużą dawką emocji tym bardziej niespokojna noc. I mimo, że mogłoby się nam wydawać, że głębokość snu jest wprost proporcjonalna do zmęczenia, u dzieci zależność ta się nie sprawdza. Układ nerwowy musi odreagować intensywny dzień, dlatego też dzieci często budzą się w nocy.

2. Odpowiednio przygotowana sypialnia

Specjaliści twierdzą, że idealną temperaturą do spania jest 18-21 stopni. Nie dobrze śpi się w zbyt gorącym pomieszczeniu. Dzieci bardzo dobrze radzą sobie z wychłodzeniem, natomiast z przegrzaniem już nie. Rekomendowana temperatura zapewni naszym pociechom spokojniejszy sen.

3. Przewietrzenie sypialni przed spaniem

10 minutowe wietrzenie pokoju, pozwoli na wymianę powietrza i pozbycie się wilgoci. Jednak w dni takie jak teraz – kiedy normy zanieczyszczenia powietrza są znacznie przekroczone – nie otwieramy okien. Jest to bardzo kłopotliwe, bo w czystym powietrzu śpi się zdecydowanie lepiej.

Jak sobie z tym radzić? Sposób jest tylko jeden – wstawić oczyszczacz do sypialni. Same zwróciłyście mi uwagę, że jeden oczyszczacz nie działa na całe mieszkanie, więc w pokoju dzieci pracuje teraz oczyszczacz Haus & Luft.

Oczyszczacz jest wyposażony w technologię OxyFrisch – unikatowy system 5-stopniowej filtracji powietrza zapewniający, że skuteczność jego oczyszczenia sięga 99,8%. Z dodatkowych funkcji ma jonizację i lampę UV, która zabija wirusy, bakterie i drobnoustroje. Model, który mamy HL-OP-20 jest wydajny na 50 metrach kwadratowych.

Ma wbudowany czujnik zanieczyszczeń i na trybie AUTO włącza się na odpowiedni program. Oczyszczacz idealnie nadaje się do pokoju dziecięcego, bo ma blokadę panelu – żadne małe paluszki nie będą przełączać naszych ustawień, a do tego ma pilot – możemy obsługiwać go z odległości. Jest cichy, a filtry wymienne nie kosztują majątku. Jeżeli szukacie dobrego oczyszczacza to sprawdźcie Haus & Luft – to marka, która specjalizuje się właśnie w oczyszczaczach.

4. Nakrywać, czy nie nakrywać

Dzieci mają różne potrzeby jeżeli chodzi o temperaturę, potrafią spać kamiennym snem nawet, jak są odkryte. Nam wydaje się, że na pewno jest im zimno, więc je nakrywamy, a czasem efekt jest zupełnie odwrotny. Dzieci śpią niespokojnie po nakryciu. Jeżeli Wasze dzieci lubią ciepło, to może warto kupić śpiworek do spania, jest bezpieczniejszy niż kołdra i daje nam pewność, że maluch spędzi całą noc pod przykryciem.

5. Odpowiednia dieta bogata w kwasy Omega 3

Omega-3 (ALA, EPA, DHA) nie są wytwarzane przez nasz organizm, więc musimy je dostarczać w diecie lub poprzez suplementację. Znajdują się one w tłustych rybach morskich i algach morskich. Ok, zróżnicowana dieta z rybą 2 razy w tygodniu jest wszędzie zalecana. Jednak mało kto zwraca uwagę na fakt, że kwasy omega-3 giną przy obróbce termicznej, więc smażona, gotowana czy grillowana ryba, którą podajemy dzieciom ma naprawdę niewiele tych dobroczynnych kwasów.

Trzeba by było podawać dzieciom surowiznę, a tego chyba każdy rodzic się boi. Dlatego warto pomyśleć o suplementacji. Dotychczas przeprowadzono sporo badań na temat wpływu DHA na sen TUTAJTUTAJ i ogólne funkcjonowanie. Osoby, które brały udział w badaniach czuły się znacznie lepiej, a do tego miały lepszą koncentrację i spokojniejszy sen.

6. Rytuały

Czyli czynności następujące po sobie wpływają znacząco na poczucie bezpieczeństwa dzieci. Im bardziej przewidywalny wieczór i rytuały, tym spokojniejszy sen. Warto zwracać na to uwagę, bo dzięki temu dzieci wiedzą, co następuje po czym i daje im to ogromny spokój, który przekłada się później na sen.

7. Zasłanianie i odsłanianie okien

Kiedy zasłaniamy okna na czas drzemki w dzień to wydziela się więcej melatoniny, czyli hormonu snu i przez to organizm jest zdezorientowany wieczorem kiedy faktycznie jest czas snu. Ja nie zasłaniam okien i widzę, że wieczorem kiedy już powoli przygaszamy światła to dzieci zaczynają ziewać. Latem, kiedy słońce wstaje dość wcześnie zaciągam zasłony typu black out żeby wydłużyć wydzielanie melatoniny i wydłużyć.

8. Lekki posiłek przed snem

Często rodzice wpadają w taką pułapkę, że dzieci się budzą w nocy bo są głodne. Maluchy oczywiście są i nie należy im tego odmawiać, bo mają małe żołądki i szybko trawią. Ale często myślimy, że sycąca gęsta kasza spowoduje, że dzieci będą dłużej spały. A czasami efekt jest odwrotny – kaszki „na dobranoc” pełne cukru i innych wypełniaczy powodują problemy z brzuszkiem. A przez to dzieci niespokojnie śpią. Po kilku epizodach przestałam nawet serwować dzieciom na kolację smażone placuszki, czy naleśniki. Zdecydowanie lepiej u nas sprawdzają się lekkie rzeczy.

9. Ciepłe światło i brak ekspozycji na ekrany na 2 h przed snem

Zimne światło typu LED powoduje hamowanie wydzielania melatoniny, czyli hormonu snu. Warto zwrócić na to uwagę i zamienić źródło światła w sypialni. To samo dotyczy oglądania bajek.

10. Czytanie książek przed snem

Nie wiem czy wiecie, ale czytanie książek dzieciom uspokaja je i wprowadza łagodnie od stanu pobudzenia do snu. Głośne czytanie powoduje, że dzieci rozluźniają się, schodzi z nich całe napięcie z dnia i mogą spokojnie spać.

11. Osoba, która jest blisko dziecka

Jeżeli nie pozwalamy dzieciom płakać, szybko reagujemy na pobudki, jesteśmy blisko i nie stosujemy treningów snu tym dziecko będzie spokojniejsze i nauczy się spać spokojniej. Niektóre dzieci dopiero po 3 roku życia śpią długo i bez pobudek (a niektóre nawet po tym czasie niespokojnie śpią). Zdecydowanie łatwiej jest mieć akceptującą osobą blisko siebie i wiedzieć, że możemy na nią liczyć niż być zdanym na siebie.

Każdy z nas chciałby spać spokojnie w nocy. Czasem jednak potrzeba trochę więcej wysiłku, a czasem tylko czasu żeby dzieci zaczęły przesypiać noce. A bywa, że mimo wszystkich sposobów już o 1 kursuję między jednym pokojem, a drugim i nie mam pojęcia dlaczego. Widzę za to jedną tendencję: w weekend dzieci wstają najwcześniej!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Bunt dwulatka – dlaczego u jednych dzieci występuje, a u innych nie

Bunt dwulatka niektórym rodzicom spędza sen z powiek. Dziecko dopiero skończyło roczek, wchodzi właśnie w drugi rok, a już jest jedną nogą w owianym złą okresie swojego życia, czyli strasznym buncie dwulatka.

Zaczyna się okres „ja siam”, większa chęć do eksplorowania świata i nauka wielu rzeczy (często na raz). Dlaczego ten bardzo intensywny czas nazywany jest buntem?

Wikipedia podaje, że „bunt dwulatka” objawia się:

„Najczęstsze objawy buntu dwulatka to:

  • notoryczne używanie słowa Nie! (ewentualnie Daj!), nawet w sytuacjach pozornie sprzyjających dziecku,
  • skrajne reakcje na zakazy – wściekłość, niekontrolowane rzucanie się, krzyk, bicie,
  • rzucanie i plucie jedzeniem, rozlewanie płynów przeznaczonych do picia, odmowa jedzenia,
  • rysowanie lub malowanie po ścianach, książkach i innych zakazanych powierzchniach,
  • silne zainteresowanie gniazdkami elektrycznymi, kablami, koszem na śmieci, wyrzucaniem jego zawartości oraz innymi sferami, do których dostęp jest limitowany przez rodziców za pomocą zakazów,
  • wymaganie natychmiastowej realizacji wszystkich pragnień,
  • rozbudowa codziennych rytuałów (sekwencji działań) od których nie może być odstępstw, chyba że na życzenie dwulatka,
  • sprzeczne zachowania, np. niszczenie przedmiotów (zabawek), a następnie płacz z powodu ich zniszczenia,
  • nieustanna walka z rodzicami na każdej płaszczyźnie, okazywanie chęci samodzielnego działania (Ja sam!).”

Ten opis jest krzywdzący i robi z dzieci małe potworki.

Tak sobie to czytam i mam tylko jeden wniosek – tak dzieci w tym wieku uczą się być po prostu bycia człowiekim. A my im często nie dajemy.

Jak spojrzymy na chwilę na wcześniejszy okres, kiedy właściwie dziecko jest zależne od nas w 100 %, to wyraźnie widzimy, że to my nie pozwalamy mu na więcej. Jednego dnia są maluszkami, a dosłownie za chwilę chcą wszystko robić sami. My często jesteśmy zafiksowani na spełnianiu ich potrzeb, że nie potrafimy wyczuć tego momentu, kiedy dziecko powoli od nas będzie się uniezależniać.

Dwulatki, nie są straszne – uczą się jak być ludźmi.

Bardzo często najbliżsi nie dają dzieciom realizować ich potrzeb. Uważają, że są na coś za mali i z tego mogą wynikać wzmożone trudne zachowania.

To dlaczego u niektórych dzieci jest bunt dwulatka, a u innych nie?

Mam bardzo prostą odpowiedź. Rodzice dzieci, które wg nich mają bunt dwulatka po prostu dali się złapać w pułapkę. Uwierzyli w to, a to tylko mit powtarzany z pokolenia na pokolenie. Ich myślenie wygląda w ten sposób:

„Moje dziecko ma bunt dwulatka, a ja muszę z nim walczyć. Codziennie muszę spierać się o ubieranie, o mycie, o ciągłe mówienie”nie” Już nie mam na to siły.”

Pamiętacie powiedzenie A. Stein?

„Jeżeli z czymś walczysz, dajesz temu siłę”

  • Jeżeli dziecko mówi „Nie”, to uczy się swojej odrębności i podejmowania samodzielnych decyzji.
  • Kiedy reaguje histerią na zakaz to dlatego, że nie pozwalamy poznawać mu świata.
  • Rzucanie rzeczami, plucie, bicie – nie potrafi inaczej wyrażać swoich emocji. Nie powie „Mamo, jestem zły, bo nie trafiłem piłką” tylko rzuci nią prosto w szybę. Zrozumienie własnych emocji zajmie im trochę czasu, ale przez nazywanie ich zrobi to szybciej. Pisałam o tym w Pozwólcie dzieciom płakać
  • Jeżeli interesuje się powszechnie niedozwolonymi rzeczami to tylko dlatego, że są niezwykle interesujące, bo nie są znane. Dzieci są bardzo ciekawe świata i musimy im na pozwolić eksplorować świat w bezpieczny sposób.
  • Jeśli wszystko musi być „na już” i „teraz” to dlatego, że tak małe dzieci nie mają poczucia czasu. Jedna minuta trwa prawie jak godzina. Widać to bardzo dobrze np. w grze w chowanego. Nie potrafią wytrzymać, że ich ktoś znajdzie, bo wydaje im się, że to trwa bardzo długo.
  • Tak bardzo tutaj pasuje. My walczymy z „buntem”, a dziecko z nami, bo nie pozwalamy mu się NORMALNIE rozwijać.
  • To, że dzieci lubią powtarzalność i rytuały jest związane z poprzednim punktem. One dają mu niesamowite poczucie bezpieczeństwa. Pamiętajcie, że nie mają poczucia czasu, nie znają się na zegarku. Funkcjonują na podstawie czynności, które występują po sobie. Co by było gdyby nam ktoś zabrał zegarek, kalendarz i nie widzielibyśmy co będziemy robić za godzinę albo jutro? Powtarzalność organizuje zdezorganizowany układ nerwowy i jest bardzo potrzebna.
  • Niszczenie rzeczy, a później płacz z tego powodu jest spowodowany silnymi emocjami. Dziecko w tym wieku ma wszystkie emocje na wierzchu. O ile zadowolenie jest spowodowane faktycznie takim stanem, to reszta: zmęczenie, przestymulowanie, bezradność, smutek, złość, rozczarowanie, strach, zazdrość wyraża się krzykiem i płaczem.
  • Pamiętajcie, żeby wychować zdrowe emocjonalnie dziecko to musimy zaakceptować i pozwalać wyrażać im wszystkie emocje. Próbujmy razem z dzieckiem pomóc mu zrozumieć co się z nim dzieje, a nie je tłumić lub mówić, że „nie wolno płakać”.
bunt dwulatka - grafika pokazujące emocje

Dlaczego więc niektóre dzieci nie mają buntu dwulatka?

Bo ich rodzice w niego nie wierzą. Za to wiedzą, że ten czas (od około 18 m do 36 m) jest bardzo ważnym okresem w życiu dziecka. To czas kiedy:

  • dzieci mają ogromną potrzebę autonomii – dopiero się tego uczą i jeżeli im na to nie pozwolimy to nie będą w stanie czuć, że mają wpływ na własne życie
  • muszą nauczyć się dochodzić do celu własną drogą, która bardzo często różni się od tej, jaką my sobie wyobrażamy. Pomocne są sytuacje kiedy widać od razu efekt pracy, bez żadnych nagród. To doskonała okazja do wzmacniania poczucia własnej wartości.
  • dziecko w tym wieku jest jedną wielką emocją. A, że nie ma emocji dobrych lub złych – wszystkie są dobre – nawet te, które wiążą się z awanturą w sklepie spożywczym (wtedy tak na to nie patrzymy;) Ale z perspektywy czasu spójrzcie na te wszystkie wybuchy w taki sposób: moje dziecko nie tłumi emocji, to że je nazywamy pozwala je zrozumieć.

Dzieci, które nie muszą o to walczyć, są o wiele bardziej spokojne. Potrafią się łatwiej koncentrować. Kiedy nie są hamowane ciągłym „nie wolno” rozwijają się bardziej harmonijnie, bo zgodnie z ich potrzebami. My odpowiadamy na ich potrzeby, a one zaczynają odpowiadać na nasze. Tę współpracę bardzo dobrze widać między dzieckiem i rodzicem. To właśnie dlatego dzieci rodziców, którzy nie wierzą w żaden bunt, go zwyczajnie nie mają.

p.s. Gdybym miała iść tym tropem i mówić o moich potrzebach to właśnie przechodzę przez bunt 34-latki. Uczę się mówić „nie” kiedy nie mam na coś ochoty, walczę o swoją niezależność i prawo do snu (z kotłującą się dwójką obok mnie.

Tu macie Książki dla najmłodszych wspierające rozwój mowy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dobra cena i super jakość – czy to możliwe?- nowa marka dla dzieci

Niewiele jest rzeczy na rynku dziecięcym, które są prawdziwymi perełkami i do tego są w dobrej cenie. Zazwyczaj za świetną jakość płaci się bardzo dużo, a my rodzice często chcemy wszystko co najlepsze dla naszych dzieci, więc staramy się wybierać właśnie takie rzeczy.

Jednak czasami zdarzają się prawdziwe skarby i jak wiecie, często je na blogu pokazuję. Dziś też chcę Wam opisać genialną markę dla dzieci, na którą trafiłam na początku tego roku.

Byłam w Tesco i chwyciłam pierwszy płyn z brzegu, bo nie znałam tej etykietki. Zaczęłam czytać, wąchać, spojrzałam na cenę i stwierdziłam, że wypróbuję. To był płyn do kąpieli, który robi mega pianę, a przy tym ma bardzo dobry skład i nie wysusza skóry. W końcu zrobiłam dzieciom kąpiel z pianą! Ale była zabawa! Do tej pory nie używałam płynu do kąpieli, bo zazwyczaj mają PEG-i, barwniki itd. To było to widoczne od razu na skórze dzieci. Tym razem był efekt wow i do tego ta cena.

Dziś chcę Wam pokazać markę Fred&Flo, która zaprosiła mnie do współpracy.

Fred&Flo to nowa marka kosmetyków, którą znajdziecie w Tesco (jest też dostępna online). Oferta jest bardzo szeroka, bo są tam: płyny do kąpieli, żele do mycia ciała i włosów, szampony, kremy, waciki, chusteczki nawilżane, ręczniczki bawełniane, a nawet pieluszki.

Filozofia marki jest prosta – delikatne i naturalne składy, które są dobre dla delikatnej skóry dziecka. Kosmetyki są bez PEG-ów, barwników, olejów mineralnych, a pH jest neutralne dla skóry. Do tego, co dla mnie jest bardzo ważne, są testowane dermatologicznie.


Czy można stworzyć świetny produkt w dobrej cenie? Można.

Mamy kilka ich produktów i używamy cały czas. Podobają mi się też objętości butelek, bo największe są nawet po 500 ml czyli wystarczą nam na długo i nie będziemy musieli za chwilę kupować następnego. Kosmetyki delikatnie pachną i mają dość zwartą konsystencję, czyli zużycie ich jest niewielkie. Wystarczy tak naprawdę niewielka kropla żeby umyć całe ciało.

Tak samo jest z kremami i balsamami, szybko się wchłaniają i nie zostawiają lepkiej skóry.

W ofercie też znajdziecie chusteczki nawilżane, pieluszki i pieluchomajtki. Chusteczki są u nas w użyciu codziennie i chyba na długo z nami zostaną. Delikatnie usuwają zanieczyszczenia ze skóry i zostawiają ją czystą i delikatnie nawilżoną. Mamy też pieluszki, których używamy już tylko na noc i bardzo dobrze się sprawdzają. Porównałbym jej nawet do bardzo znanej marki premium.

Lubię Wam polecać właśnie takie rzeczy: super jakość i do tego bardzo dobra cena. Myślę, że niewiele jest takich produktów na rynku, więc jak tylko będziecie w Tesco to zajrzyjcie na półkę z asortymentem dla dzieci. Wszystkie produkty tej marki wraz z cenami możecie obejrzeć pod tym linkiem KLIK. 

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i chcecie więcej takich poleceń, to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie go na Facebooku – znajomi Wam podziękują.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Bidon stalowy B.box – nowość na rynku

  • GADŻETY
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [7]

Bidon stalowy B.box mamy już kilka tygodni i muszę stwierdzić, że jest jednym z ulubionych. Dziś napiszę Wam o nowości, która jest warta polecenia.

Zacznę od tego, że inny bidon tej marki był u nas użytkowany dość długo i uważam, że to najlepszy model dla malutkich dzieci. O jego wszystkich zaletach możecie przeczytać w tym wpisie Bidon dla dzieci, a najtaniej jest dostępny TUTAJ

Później nadszedł czas na termobutelkę Pura, o której pisałam PURA. 

Niestety jakiś czas temu zgubiliśmy naszą butelkę i postanowiłam przetestować inny bidon stalowy.

Akurat nie dawno na rynku pojawił się nowy produkt, więc postanowiłam Wam o nim napisać.

bidon stalowy
bidon stalowy

możecie go kupić TUTAJ

B.box Bidon stalowy – zalety:

  • jest bardzo pojemny – ma 350 ml, co wystarcza Julkowi na dłuższy czas
  • temperaturę ciepłą trzyma do 5 h (sprawdzone, nawet na zewnątrz)
  • nawet jak wlejemy coś gorącego to butelka nie jest ciepła ( ma podwójne ścianki)
  • temperaturę zimną utrzymuje 7 h
  • nawet małe dziecko jest w stanie go zamknąć lub otworzyć – przycisk lekko się naciska
  • nie przecieka po zamknięciu
  • jest wykonany ze stali, silikonu i polipropylenu (nie zawiera BPA, ftalanów i PCW)
  • ma bardzo wygodny uchwyt do noszenia lub zaczepienia
  • dół bidonu jest powleczony polipropylenem żeby się nie obijał
  • łatwo się rozkręca i można go myć w zmywarce
  • byłoby idealnie gdy był niekapkiem, ale nie ma tej funkcji, bo jest dla starszych dzieci.
bidon stalowy

Z racji tego, że jest wykonany z bardzo trwałych materiałów (i jeżeli go nie zgubimy) możecie używać nawet kilka lat. Jeżeli szukacie czegoś trwałego, to zwróćcie uwagę na ten produkt.

Bidon jest dostępny w różnych kolorach TUTAJ

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak zachęcić dzieci do mycia zębów?

  • ZDROWIE
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [14]

Niby to takie oczywiste, że trzeba myć zęby, a jak się okazuje większość dzieci tego nie wie. Im młodsze dziecko tym bardziej jest mu trudno to zrozumieć. Co w takim zrobić jeżeli dzieci nie chcą tego robić?

Przerabiałam ten problem z jednym i z drugim dzieckiem. W pewnym wieku zwyczajnie odmawiali mycia zębów i trudno nam było pilnować prawidłowej higieny jamy ustnej, kiedy przy każdej ingerencji słyszeliśmy wyraźny sprzeciw.

Nie chcieliśmy myć zębów na siłę, bo uważam, że daje to zupełnie odwrotny efekt. Używanie przemocy nie spowoduje, że dziecko polubi daną czynność, a wręcz odwrotnie – jeszcze bardziej nie będzie jej lubiło.

W tym kontekście bardzo pasuje mi powiedzenie Agnieszki Stein

„Kiedy z czymś walczysz, dajesz temu siłę”

Czyli kiedy siłą staramy się coś zrobić dziecku, to opór staje się jeszcze większy i dlatego nie ma to najmniejszego sensu. Musimy to zaakceptować i znaleźć inną ścieżkę.

Dziś chciałabym poruszyć problem mycia zębów u dzieci, a do podzielenia się doświadczeniami zaprosił mnie Acidolac Dentifix Kids.

U starszej córki niechęć do mycia zębów pojawiła się około 3 roku życia – każda próba była wyzwaniem i trudno nam było dbać o zęby. Na kontrolę do stomatologa chodziliśmy wtedy bardzo często, bo bałam się, że próchnica pojawi się na zębach. Metody jakie wtedy stosowałam to:

  • puszczanie piosenek z telefonu o myciu zębów „Szczotka, pasta…”
  • czytanie książek o myciu zębów np. Tupcio Chrupcio
  • mycie zębów razem

Niestety nic nie pomagało na dłużej, wciąż mycie zębów było nieciekawe, nudne. Stwierdziliśmy, że może też chodzić o szczoteczkę. Taka elektryczna jest zdecydowanie ciekawsza i to był strzał w dziesiątkę.

Szczoteczka soniczna dla dzieci dosłownie uratowała nas przed próchnicą, bo w końcu bez żadnych sprzeciwów myliśmy zęby. Do tego dołączyła jeszcze aplikacja, której można nawet używać ze szczoteczką manualną. Od tamtej pory nie mamy żadnych problemów u starszej z zębami.

U Julka problem z myciem zębów pojawił się o wiele wcześniej, bo około 18 miesiąca życia. W tym wieku jest to dość naturalny etap, bo po pierwsze:

  • dzieci nie rozumieją dlaczego muszą myć zęby
  • nie lubią ingerencji w jamie ustnej
  • poprzez swoje „nie!” rozwijają poczucie własnej wartości i w tym wieku bardzo często je ćwiczą
  • jest to nudne (bez żadnych wspomagaczy)

Napiszę Wam teraz czego próbowaliśmy żeby zachęcić go do mycia zębów:

  • odwracanie uwagi – np. mycie zębów przy oknie
  • śpiewanie piosenek
  • puszczanie piosenek z you tube
  • dawanie wyboru, które dziecko rozumie przez szanowanie jego odrębności : w kubku dwie szczotki i może sobie wybrać, którą myjemy
  • zadawanie pytań zamkniętych: „kto Ci dziś myje: mama czy tata?” „Najpierw Ty myjesz, czy najpierw ja?” „Myjemy zęby na podeście czy w wannie?”
  • zastosowanie neuronów lustrzanych: kiedy myłam mu zęby kucając przy nim to też otwierałam buzię i on mi w tym czasie mył zęby
  • aplikacja z telefonu o myciu zębów
  • wspólne mycie zębów (dzieci często nie widzą, że my te zęby tez myjemy, bo chodzimy później spać)
  • zmiana szczotki na elektryczną

Wszystko to spowodowało, że Jul naprawdę się przekonał. Dodatkowo zastosowałam moc rytuałów, do których on sam mnie doprowadził. Zaczęliśmy myć zęby zawsze po kąpieli i zawsze w tym samym miejscu (siedząc na zamkniętym sedesie). Już po kilku dniach jak wyjechaliśmy do babci sam się upomniał, że teraz mycie zębów na sedesie 😉

Przez to, że nie naciskaliśmy, staraliśmy się oswajać to ten opór zniknął. Myje zęby bardzo chętnie i bez najmniejszych problemów, a nawet czasem sam się upomina, bo ja mogę zapomnieć.

Nie ma cudów, dzieci muszą wiedzieć dlaczego trzeba myć zęby i im to tłumaczyć. Pomocne są tez różne zabawy, które stosujemy żeby zobrazować sytuację np. po zjedzeniu czekolady zęby są brązowe.

Możecie tez zrobić taką pomoc jak my – wydrukować obrazek zębów, włożyć do koszulki i razem rysować jedzenie, które dziś zjedliśmy. Na koniec dać starą szczotkę i razem je umyć.

Dajcie znać, jak u Was z myciem zębów i profilaktyką próchnicy. Pamiętajcie, że zawsze jest łatwiej zapobiegać niż leczyć.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej