fbpx

Czy Twoje dziecko tak siedzi?

Siad W

Siad W, siad między piętami, „siad żaby” tak nazywana jest pozycja, w której dzieci lubią spędzać czas podczas zabawy na podłodze. Coraz częściej widzę, że rodzice nie zwracają na to uwagi. Czy słusznie?

Na moje pytania odpowiada Agnieszka Słoniowska- fizjoterapeuta, Terapeuta NDT-Bobath,  PNF, SI, trener Shantala Special Care. Agnieszka prowadzi stronę internetową www.fizjoterapia.waw.pl

Dlaczego dzieci tak siadają?

 Powodów siadu W jest kilka:

 Często jest to kwestia wzorca jaki daje rodzic.

Niejedna mama, do której przychodzę do domu w związku z problemem ruchowym dziecka siada na podłodze obok niego właśnie w taki sposób. Dzieci w swoim rozwoju często szukają rozwiązań ruchowych obserwując swoich opiekunów.

Najczęstszym jednak powodem jest słaba stabilizacja posturalna ciała dziecka ( osłabione napięcie mięśni brzucha, a podniesione napięcie w grzbiecie). Zazwyczaj jest to konsekwencja rozwoju dziecka w pierwszych miesiącach życia na miękkim podłożu. Jeśli dziecko jest kładzione czy sadzane stale na kanapie, łóżku, leżaku, czy poduszkach to nie ma możliwości wzbudzić odpowiedniego napięcia mięśni brzucha. 

Aby wykonywać takie ćwiczenia- charakterystyczne dla prawidłowego rozwoju niemowlęcia- należy mieć pod sobą twarde podłoże.

Jeśli maluszek uczy się przetaczania czy siadania na  miękkim podłożu to pracuje samymi mięśniami grzbietu – rodzice to obserwują i mówią, że dziecko się chętnie odgina. 

Nierównomierna praca mięśni klatki piersiowej powoduje, że niemowlę ma trudność w utrzymaniu pozycji leżenia na boku i nie rozwija się dostatecznie umiejętność rotacji w tułowiu. Powyższe zaburzenia są powodem opóźnienia w rozwoju reakcji równoważnych.

Im lepsza równowaga w naszym ciele tym mniejszej potrzebujemy płaszczyzny podporu. Dzieci rozwijające powyższy wzorzec – odgięciowy,  mając słabą równowagę, szukają sposobów na poszerzenie tej płaszczyzny w czasie stania – rozstawiając szeroko nogi i koślawiąc stopy, a w siadzie poprzez rozstawienie nóg na zewnątrz miednicy i tym samym biernie ją stabilizując.

– powodem może być również obniżone napięcie mięśniowo- więzadłowe w całym ciele. Wtedy dzieci od początku w rozwoju preferują szeroką podstawę i będąc na etapie czworaków szybko się męczą i sadzają pupę między nogi, a nie na pięty lub z boku właśnie z powodu zbyt szerokiego rozstawienia nóg.

U dzieci ze skrajnie niskim napięciem, np.u dzieci z Zespołem Downa możliwy jest taki siad nawet prosto z leżenia na brzuchu przy mocno odwiedzionych kończynach dolnych. (przez tzw.  gimnastyczny „ sznurek”)

Kiedy zacząć się tym martwić (kiedy jest to normą a kiedy patologią?)

 Normą jest wtedy gdy siad W jest jednym z kilu sposobów siadania przez dziecko. Niepokoić powinno rodzica każde zachowanie, w którym pojawia się ograniczenie różnorodności. Jeśli dziecko siada również „po turecku”, w siadzie bocznym na jedną i na drugą stronę oraz na piętach to nie ma czym się niepokoić.

Jeśli natomiast siad pomiędzy stopami jest dominującym sposobem utrzymywania sylwetki w zabawach przypodłogowych wtedy warto pokazać dziecko fizjoterapeucie, który odnajdzie przyczynę i pomoże zapobiec kolejnym konsekwencjom głównego problemu.

Jakie mogą być skutki takiego siadu?

Siad W należy rozpatrywać głównie jako objaw jakiegoś innego problemu, a nie jako czynnik szkodzący sam sobie. Jeśli dziecko będzie odpowiednio stymulowane z uwzględnieniem powodu, dla którego preferuje taką pozycję preferuje to nie powinno zaszkodzić.

Niestety jeśli dziecko  często siada w ten sposób to stopy nie są odpowiednio stymulowane (dotykają podłoża krawędzie, a nie podeszwa), często wręcz nasila rotację stopy do środka lub na zewnątrz- w zależności jak dziecko w siadzie układa stopy.

Utrzymywanie miednicy pomiędzy stopami wpływa również na ograniczenie rotacji w tułowiu co warunkuje rozwój obustronnej koordynacji i umiejętności przekraczania osi ciała podczas  sięgania po zabawki. To z kolei ma przełożenie na sprawne działanie gałek ocznych- co później się może objawić zaburzeniami ortoptycznymi.

No i wreszcie pozycja miednicy w tym siadzie narzuca ułożenie wyżej znajdujących się elementów- kręgosłupa, obręczy barkowej  i głowy. Kręgosłup przypłaci to słabymi mięśniami posturalnymi i dziecko  będzie się garbić a przy nawet niewielkiej asymetrii w okresie wzmożonego wzrostu dziecko narażone będzie na skoliozę.

Ustawienie głowy zaś warunkuje rozwój aparatu żucia i mowy. Aparat artykulacyjny ma znacznie utrudnione warunki rozwoju gdy głowa nie jest ustawiona osiowo a w tym przypadku najczęściej jest „zawieszona” w barkach w tyłopochyleniu.

Jak motywować do siadania w sposób prawidłowy?

 Po pierwsze warto zadbać o dobre warunki do rozwoju dla dziecka od maleńkości, a więc nie (o ironio) miękkie łóżko rodziców na czas aktywności niemowlęcia lecz mata piankowa, lub karimata na podłodze.

Pozwolić dziecku zdobywać kolejne umiejętności w swoim czasie. Nie wolno również sadzać na siłę dziecka, które samo jeszcze nie siada z czworaków ani nie prowadzać za rączki tego, które samo nie chodzi.

Kiedy dziecko już samo siada, dobrze jest zachęcać je do siadania nie tylko takiego zwykłego- prostego ale równie często do siadu bocznego z podporem na jednej ręce i z obiema nogami skierowanymi w stronę przeciwną niż ręka podporowa. Oczywiście warto to robić na obie strony, zwłaszcza że do momentu aż dziecko nie rozwinie w pełni skoordynowanego chodu (ok 18 m-ca) nie powinna się pojawiać ani prawo ani leworęczność.

Jej obecność raczej przemawia za asymetrią  w ciele dziecka. Poza tym kiedy sadzamy dziecko sobie na kolanach to warto to robić tak by nie przejmować na siebie całego ciężaru dziecka ( by się o nas nie opierało) lecz by musiało samo trzymać wyprostowaną sylwetkę . Najłatwiej to osiągnąć sadzając dziecko bokiem do siebie- i wtedy może być blisko nas lub tyłem, ale na końcu swoich złączonych kolan z jego nóżkami też wyprowadzonymi do przodu tak by nas nie obejmowało stopami.

Jak dziecko już jest chodzącym i biegającym maluchem to warto zaopatrzyć się w taki mały stołeczek łazienkowy i uczyć siadania na nim. Im starsze dziecko tym wyższy taboret. Chodzi o to by w stawach biodrowych i kolanowych zachowane były kąty proste, a stopy były oparte  o podłoże. W tej pozycji dziecko odpychając się stopami od ziemi może budować odpowiednie napięcie posturalne i przeciwdziałając sile grawitacji, ustawiając osiowo całe ciało.

Taka pozycja jest pozycją aktywną i umożliwia dziecku trwanie w gotowości do wykonania dowolnej czynności zarówno rękoma w każdym zakresie, głową oraz uczy płynnego przenoszenia ciężaru ciała wzdłuż stopy (tzw. przetoczenie) w trakcie np. sięgania po coś przez dziecko, nie mówiąc już o rozwoju reakcji równoważnych .

 Jak powinno siedzieć dziecko na podłodze?

Przede wszystkim na różne sposoby. Może to być siad boczny, o którym mówiłam wcześniej, może być też siad płaski (ważne by nóżki nie były mocno wyprostowane, a lekko ugięte w kolankach i stopach co będzie świadczyło o dobrej równowadze).

W żłobkach i przedszkolach preferują siad skrzyżny, który nie jest najszczęśliwszym. Po pierwsze z tego powodu że dominuje (zaburza różnorodność), po drugie  ustawia miednicę w skrajnych pozycjach (przodo- lub tyłopochyleniu) co wcale nie rozwija równowagi, której cechą jest umiejętność pozostawania nie w skrajnych pozycjach a w pozycji pośredniej.

Generalnie podłoga nie jest najlepszym miejscem do siedzenia dla człowieka więc im szybciej nauczymy dzieci siadać na stołeczkach tym lepiej.

Co robić jeżeli są już widoczne skutki takiego siadu?

Jak najszybciej go zmienić na bardziej aktywny i pracować nad problemem, który przyczynił się do wybrania właśnie takiego a nie innego siadania.

zobaczcie też wpis Stopy dziecka

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ciasto mojej mamy

  • PRZEPISY
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [17]

Przyjeżdżam do mamy, a tam jak zawsze pachnie drewnem i świeżym ciastem. Tak też było i tym razem. Już w progu krzyczę: „Mamuś, ale jestem na diecie!” (jasne;)). A mama na to, że to nie jest ciasto, tylko tak wygląda. „Samo zdrowie”- dodaje, a ja już kroję pierwszy kawałek.

Dziś sprzedam Wam przepis na ten smakołyk- idealny na weekend! A wykonanie super proste!

Składniki:

  • 1 kg jabłek
  • 1/2 soku z cytryny
  • rodzynki 2-3 łyżki
  • 1 szklanka płatków owsianych

Kruszonka:

  • 150 g mąki pełnoziarnistej (ja użyłam gryczanej)
  • 100 g cukru trzcinowego
  • wanilia lub cukier waniliowy
  • 100 g zimnego masła
  • orzechy (raz robiłam z mieszanką arachidowych i płatów migdałowych, a dziś z włoskimi)

Zaczynamy!

DSC_8163
DSC_8167
DSC_8174

Jabłka myjemy, obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy na ósemki

DSC_8175

W międzyczasie odnosimy pomocnika, który zasnął podczas jedzenia jabłek

DSC_8186
DSC_8187
DSC_8189

Jabłka kroimy na małe kawałki. Rozgrzewamy patelnie i dodajemy łyżeczkę masła. Jak się rozpuści wsypujemy jabłka, posypujemy rodzynkami i skrapiamy sokiem z cytryny. Dusimy do miękkości.

DSC_8193

Formę do pieczenia smarujemy masłem i posypujemy płatkami.

DSC_8197

Robimy kruszonkę- mąkę, masło, cukier i wanilię mieszamy w misce i kroimy nożem. Rozdrabniamy palcami, aby nie było dużych grudek.

DSC_8204

Do kruszonki dodajemy pokruszone orzechy

DSC_8210

Na płatki wykładamy masę jabłkową i posypujemy kruszonką. Piekarnik nastawiamy na 180 st. i pieczemy przez 45 min.

DSC_8225

Smacznego!

p.s. Ciepłe ciasto najlepiej smakuje z gałką lodów waniliowych:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Być dziewczynką

  • DZIECKO
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [25]

Kiedy w 20 tygodniu ciąży dowiedziałam się, że moje dziecko będzie dziewczynką ucieszyłam się szalenie. Z chłopca prawdopodobnie cieszyłabym się tak samo mocno. Było to dla mnie zupełnie obojętne.

Wracając do domu wstąpiłam do sklepu i kupiłam tą pierwszą rzecz dla maluszka. Była to sukienka w kolorze szarym. Nie mogłam zupełnie zwizualizować sobie mojej przyszłej córki ubranej w róż.

Ja sama nienawidzę tego koloru i uważałam, że różowy to stan umysłu, a nie  tylko ubranie. Od samo początku broniłam się przed czymkolwiek różowym. Nawet skarpetki kupowałam na dziale chłopięcym. Wolałam mieć wszystkie ubranka w uniwersalnych kolorach i wzorach. Niejednokrotnie Lilka była nazywana przez obcych „ładnym chłopczykiem”.

Często po wejściu do sklepu łapałam się na tym, że oglądam typowo chłopięce ubrania. Zupełnie nie wiem skąd mi się wzięła ta różofobia.

Sama raczej nie chodziłam w sukienkach i unikałam jak ognia różowego koloru.

Lilka właśnie skończyła 30 miesięcy, a ja wczoraj przeszłam samą siebie i z własnej woli kupiłam jej adidasy w tym kolorze. Wszystko się zmienia. Moje dziecko nie jest już dzidziusiem, a dużą dziewczynką.

Domaga się sukienek i noszenia korony. Im więcej falbanek i brokatu tym lepiej. Kiedy u Lenki miała okazję przymierzyć księżniczkowe buty na obcasie widziałam, że ze szczęścia świecą jej się oczy. Widzę, że ma większą potrzebę bycia dziewczynką.

Nie przeszkadzam, nie zabraniam. Patrzę na nią i się uśmiecham, bo widzę, że jest szczęśliwa. I co z tego, że wyobrażałam ją sobie w jeansach i koszuli w kratę kiedy ona woli falbanki i róż?

DSC_7981
DSC_7986
DSC_7990
DSC_7993
DSC_7999
DSC_8004
DSC_8005
DSC_8007
DSC_8015
DSC_8019
DSC_8023
DSC_8033
DSC_8036
DSC_8046
DSC_8052
DSC_8062

Absolutnie cudowna spódniczka Dolly dla Lilki i lalki (komplet)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wiosenne nowości książkowe WYNIKI KONKURSU

Mam zaszczyt pokazać Wam coś na co sama długo czekałam. Na polski rynek właśnie weszła seria książek o… MASZY I NIEDŹWIEDZIU.

Jako, że bajek już nie oglądamy to bardzo cieszy mnie fakt, że możemy teraz czytać o przygodach rezolutnej dziewczynki i jej przyjaciela.

Pierwsza z nich to zbiór opowiadań „Wielka kolekcja bajek o przygodach Maszy i niedźwiedzia”

DSC_8278
DSC_8279
DSC_8280
DSC_8282

Powiem Wam szczerze, że jeszcze nigdy nie widziałam takiego zafascynowania jedną książką. Od tygodnia innenabytki  z biblioteczki mogłyby nie istnieć jest tylko Masza i niedźwiedź.

Druga pozycja to książka z zagadkami i naklejkami „Masza i niedźwiedź- skarbczyk filmowy”. Wg mnie dla trochę starszych dzieci 3+

DSC_8283
DSC_8284
DSC_8286
DSC_8287

Oraz dwie mniejsze książeczki, w których jest jedno opowiadanie „Podrzutek” i „Pierwsze spotkanie”. Trzymam je na podróż na Wielkanoc;) (update z dziś- już nie, L. je znalazła)

DSC_8289
DSC_8290

Mamy jeszcze jedną nowość- absolutne zaskoczenie! Kolorowankę o Basi i żółwiu Kajetanie: „Gdzie jest Kajetan?”. Jak tylko ją zobaczyłam to skradła moje serce. Utrzymana w kolorystyce biel-czerwień-czerń pobudza zmysł wzroku. Nie ma w niej konkretnych zadań, dlatego dziecko może tworzyć w niej to co mu się podoba.

DSC_8291
DSC_8292
DSC_8294


DSC_8295
DSC_8296
DSC_8297
DSC_8298

Wszystkie książki – wydawnictwo Egmont

Razem z wydawnictwem Egmont przygotowałam Wam rozdanie. Do wygrania 5 zestawów książek:

  • „Masza i niedźwiedź – pierwsze spotkanie”
  • „Księga zabaw – wiosenne spotkanie”
  • „Masza i niedźwiedź – koloruj i naklejaj”

Zasady są proste. W komentarzu wpisujemy swój adres e-mailowy i wyrażamy chęć udziału w rozdaniu. 1 kwietnia wylosujemy 5 szczęśliwców. Powodzenia!

Typic (19)

OTO WYNIKI:

Odezwę się do Was niebawem!

Processed with Moldiv

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Prezenty od Zająca

  • PREZENTY
  • < 1  min. czytania
  •  komentarze [4]

W różnych regionach panują różne zwyczaje podczas Wielkanocy. W moich okolicach dzieciom daje się niewielkie upominki związane tematycznie z tym świętem.

Oto moje typy:

Typic (20)

1. Kubeczek Belle and Boo

2. Puzzle Djeco – tutaj

3. i 4. Króliczek Maileg i kubek na jajko

5. Portfel kura Djeco

6. Talerz OMM design (jest też miska) – tutaj

7. Kubek z kurami Rice

8. Crayon Rocks – sojowe kredki w pięknym woreczku

a tu macie późniejsze inspiracje na Prezenty od zajączka

Dla starszych dzieci znalazłam bardzo fajną pozycję:

„Teoś i Wielkanoc”– słuchowisko dla dzieci

wydawnictwo Warto – tutaj

teos-i-wielkanoc

Jeśli wciąż wam mało – tu macie wpis, który opisuje jak najlepiej dopasować Prezenty do wieku dziecka, a tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2020

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Salonowe rewolucje

Wiele razy Wam wspominałam, że aby stworzyć Lilce pokój przenieśliśmy się do salonu. Stwierdziliśmy, że takie rozwiązanie będzie dla wszystkich najkorzystniejsze.

Duża sypialnia, w której tylko spaliśmy i nie korzystaliśmy w ciągu dnia stała się dziecięcym pokojem, a my zaanektowaliśmy salon. Takie rozwiązanie doskonale nam się sprawdza, ale potrzebuje kilku małych poprawek.

W salonie obecnie stoi nasze ogromne łóżko z materacem i chociaż jest najwygodniejsze trochę utrudnia dzienny pobyt w tym pokoju.

Razem z  moja przyjaciółką Kasią – architektem wnętrz, autorką bloga Make new home próbujemy przearanżować nasz salon tak, aby spełniał funkcje sypialni, jak i pokoju dziennego.

Obecnie salon wygląda tak:

image1 (3)
image2
image3
image4

Kasia, wysłuchała moich potrzeb i stworzyła projekt przyszłego ustawienia mebli.

11032047_10206306654254802_516416157_o

Priorytetem jest zamiana łóżka. Mąż bardzo długo oponował, że za nic w świecie nie zamieni łóżka z materacem kieszeniowym na kanapę. Dlatego zaczęłam szukać odpowiedniego rozwiązania, czyli kanapy z materacem do spania. Na rynku jest dostępnych kilka ciekawych modeli.

image3 (1)

1. Ikea

2. Ikea

Oraz kanapy mniej oczywiste

image2 (1)

1. Karup z materacem gryka-kokos

2. Colpus Innovation z materacem kieszeniowym

Ciekawi jesteście, którą wybraliśmy? Za jakiś czas pokażę nasz wybór na blogu.

A teraz jeszcze kilka inspiracji z Westwing, gdzie szukam niebanalnych dodatków do naszego mieszkania.

image1 (4)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 zabaw bez zabawek

  • ZABAWKI
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [29]

„Zabawa! Nie zabawki!” to motto mojego dzisiejszego posta.

Chcę pokazać, że ćwiczenia praktycznego życia to świetna zabawa, a zarazem nauka. Ten dział w pedagogice Montessori jest mocno rozwinięty.

Dlaczego takie ćwiczenia?

  • w czasie pracy z przedmiotami użytku codziennego dziecko uczy się najprostszych czynności, które my-dorośli wykonujemy w życiu codziennym.
  • zaspokaja swoją ciekawość
  • naśladuje dorosłych
  • uczy się organizacji miejsca pracy. Widzi, że się coś rozsypało lub rozlało. Wie jak to posprzątać.
  • doskonali czynności manualne
  • ćwiczy koncentrację
  • ćwiczy planowanie ruchów
  • zaspokaja wewnętrzną potrzebę aktywności
  • nie potrzebuje nagród- efekt w postaci przesypanej kaszy  jest wystarczającym potwierdzeniem celowości działania
  • wzmacnia poczucie wartości „Ja też umiem robić tak jak mama i tata”

Skąd są te rzeczy, które prezentuję w dzisiejszym poście? Ze sklepu Gospodarstwa domowego. Pewnie większość z nich macie w domu. Mi zależało, aby te przedmioty były małe i idealnie pasowały do ręki dziecka. Celowo przy każdym punkcie wpiszę cenę jaką za nie zapłaciłam.

1. Przekładanie szklanych kulek do szklanego naczynia (dodatkowy efekt dźwiękowy).

DSC_8063
DSC_8070

Taca – 5 zł

Kulki małe – 5 zł (Sklep wszystko za 5 zł)

Drewniana łyżeczka – 1,43 zł Gosp. dom

Miski – domowe zasoby

2. Przekładanie dużymi drewnianymi nożycami pomponików

DSC_8078
DSC_8076

Nożyce do ogórków 5,30 zł Gosp. Dom.

3. Przesypywanie kaszy z dzbanka do szklanki

DSC_8133
DSC_8082

Dzbanek 9,47 zł Gosp. Dom.

Szklanka- domowe zasoby

4. Przelewanie wody

DSC_8088
DSC_8095

Lejek 1,70 Gosp. Dom.

Butelka- domowe zasoby H&M

5. Przekładanie kaszy czerpakiem

DSC_8099
DSC_8101

Czerpak drewniany 96 groszy Gosp. Dom.

Talerz na jajka 3,47 zł Gosp. Dom.

6. Kolorystyczne sortowanie spinaczy

DSC_8123

Spinacze 3,70 zł Gosp. Dom.

7. Tarcie jabłka

DSC_8124
DSC_8125

Tarka 5,40 zł Gosp. Dom.

Łyżka, miska zasoby domowe

8. Czyszczenie łyżki pastą do zębów (najlepsza by była metalowa taca)

DSC_8116
DSC_8117
DSC_8119

Drewniana szczotka z prawdziwym włosiem 3,50 Gosp.Dom.

Miętowa pasta do zębów pobudza zmysł węchu

9. Wkładanie do solniczki drucików kreatywnych

DSC_8106
DSC_8110

Solniczka 1,97 zł Gosp. Dom.

Druciki kreatywne Paper concept 5 zł

10. Malowanie pianką do golenia i czyszczenie ściągaczką do szyb

DSC_8136
DSC_8146

Ściągaczka do szyb 3,47 zł Gosp. Dom

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

BibLILOteczka – książka pianino?

  • ZABAWKI
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [15]

Od dłuższego czasu myślałam o pianinku dla Lilki.  Z racji tego, że miejsca u nas jest jak na lekarstwo to nawet takie zabawkowe zajmowałoby za dużo przestrzeni. Kiedy przeglądałam ofertę Usborne ta książka jako pierwsza wpadła mi w oko. Niestety była wtedy niedostępna. Na szczęście niedawno znów się pojawiła w sprzedaży.

Jest przepięknie wydana, a do tego dźwięki wychodzące z pianinka są przyjazne dla ucha. Ilustracje trafiają w mój gust w 100%. No i przede wszystkim zajmuje bardzo mało miejsca.

Nawet ja, totalne beztalencie muzyczne umiem na nim zagrać. Jest kilka znanych i lubianych przez nas melodii: „Oda do radości”, „Old Macdonald”, „Twinkle, twinkle little star”, „Row your boat”, „Panie Janie”  i inne

Lilka radzi sobie bardzo dobrze. Dyktuję jej po kolei kolory, które ma naciskać, a ona malutkim paluszkiem tworzy muzykę. Wspaniałe!

DSC_7956
DSC_7960
DSC_7962
DSC_7965
DSC_7967
DSC_7969
DSC_7972

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Magnetibook – moje odkrycie

Zabawki magnetyczne już od jakiegoś czasu goszczą u nas w domu. Mamy ich dosłownie kilka, ale jedną z ulubionych jest zdecydowanie Magnetibook od Janod. Pierwszy raz trafiłam na niego w kafejce dla dzieci Guzik w Rzeszowie.

Lilka siedziała na kanapie i przebierała chłopca i dziewczynkę zamiast bawić się na drewnianym placu zabaw. Bardzo mnie to zdziwiło, bo zazwyczaj nie chce schodzić z takich atrakcji. Rzeczywiście- ta zabawka ma coś takiego w sobie, że nie da się skończyć jej układać.

Od ponad miesiąca ma już swojego Magnetibooka i uwielbia przebierać dziewczynkę. Całość jest zamknięta w przepięknym pudełku. 34 magnesy dają pole do popisu wyobraźni. Można je układać wg wzoru lub puścić wodze fantazji i stworzyć własne kreacje.

My często wymyślamy tym postaciom imiona i dopowiadamy historię. Jej kompaktowy rozmiar nadaje się na podróże.

DSC_7332 — kopia
DSC_7323
DSC_7335 — kopia
DSC_7346 — kopia
DSC_7339
DSC_7342
DSC_7343
DSC_7344
DSC_7345

Magnetibook Janod

Jeżeli i Wam wpadł w oko Magnetibook to zaglądajcie na nasz Fanapage KLIK <—– Będę miała dla Was niespodziankę

Post powstał w ramach cyklu:

Typic (10)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Gdybym urodziła się 5 lat temu…

…, a nie 30 to jakby wyglądało moje życie?

Pod jednym względem byłoby o 100% lepsze.

Ale może zacznę od początku. Byłam dzieckiem bardzo płaczliwym i wrażliwym. Większość zdjęć jakie mam z dzieciństwa wygląda mniej więcej tak: siedzę pod stołem i płaczę.

Teraz już nie pamiętam powodów moich smutków, bo w głowie mam najwięcej tych miłych wspomnień. Jako 5-6 latka byłam bardzo ruchliwa. Prawie cały wolny czas wykorzystywałam bardzo aktywnie. Biegałam po podwórku i intensywnie korzystałam z dobrodziejstw placów zabaw. W tamtym właśnie okresie zaczęło być widać moje problemy.

Miałam bardzo duże zaburzenie równowagi. Właściwie codziennie podczas podwórkowych eskapad zaliczałam potoczną „glebę”, a przedwczorajsze strupy nie zdążyły się nawet zagoić. Miałam kolana zdarte do gości. Jak ktoś patrzył na mnie z boku to miał wrażenie, że zaczepiam się o własne nogi.

Pamiętam, że tuż przed wakacjami jak miałam 7 lat mama zapisała mnie na kolonie.

Bardzo się cieszyłam z wyjazdu nad morze. Zbliżał się dzień wyjazdu, a ja tuż przed klatką schodową wywinęłam takiego orła, że znów strupy nie miały szansy się zagoić. Mama podjęła decyzję, że na kolonie pojadę dopiero jak chociaż trochę rany się zagoją. Bardzo rozpaczałam z tego powodu.

Kolejnym moim problemem była bardzo silna choroba lokomocyjna. Jazda ze mną to był koszmar. Podczas jednej krótkiej przejażdżki musiałam wysiadać kilka razy aby zwrócić zawartość żołądka. Później dostawałam już magiczną tableteczkę na „A” i zazwyczaj przesypiałam podróż.

Koszmarem również była dla mnie jazda pociągiem, ale nie z powodu nudności. Jak wysiadałyśmy na stacji później trzeba było zmierzyć się ze schodami nad torami, które między każdym schodkiem miały prześwit. Innej drogi nie było. Szłam po nich i kurczowo trzymałam się maminej spódnicy. Tak bardzo się bałam. Te schody śnią mi się do tej pory.

W szkole nie miałam większych trudności poza ortografią i pismem.

Moja mama szybko zauważyła problemy i baaardzo dużo ze mną pracowała w domu. Nawet dziś pamiętam, że tak nie lubiłam tych ćwiczeń, że wrzucałam zeszyty z dyktandami za szafę i udawałam, że się zgubiły. Gdyby nie praca mojej mamy prawdopodobnie byłabym dziś dysortografem i dysgrafem.

Na lekcjach było mi bardzo trudno wysiedzieć. Miałam sporo uwag w dzienniczku. Niemożność ruchu kompensowałam sobie „gadaniem na lekcjach” i huśtaniem się na krześle, co nie wiązało się z niezbyt przychylną uwagą pani nauczycielki. Odliczałam sekundy do dzwonka na przerwie i korzystałam jak najbardziej tylko się dało. Któregoś dnia tak wyrwałam, że rozmawiająca w drzwiach nauczycielka włożyła mi palec do oka i przecięła paznokciem źrenicę.

To oczywiście była moja wina, bo „latam jak szalona”. Całe szczęście, że podczas przerw można było wychodzić na podwórko i biegać do woli. Tam mogłam wyładować potrzebę ruchu.

Tak wyglądało moje dzieciństwo.

Każdy dzień to była próba oszukania zmysłów, rekompensowania w układzie nerwowym. Gdybym urodziła się 5 lat temu, a nie 30 to teraz chodziłabym na intensywną terapię Integracji sensorycznej. Byłoby mi łatwiej się uczyć i zapanować nad swoim zmysłami.

Zdiagnozowano by pewnie silną podwrażliwość proprioceptywną i nadwrażliwość przedsionkową, niepewność grawitacyjną. Wtedy byłam tylko niezdarą, która zaczepia się o własne nogi.

Jak to wygląda teraz? Niestety, wiele z tych zaburzeń zostało mi do dziś i najnormalniej na świecie utrudniają mi życie. Mam ogromny lęk wysokości i nadwrażliwość przedsionkową. Nie jestem w stanie nawet patrzeć jak Lilka kręci się na karuzeli. Została mi niestety dysgrafia mimo przepisanych 50 zeszytów. Nauczyłam się już z tym żyć, a dodatkowo mam w domu dorosłego z potworną nadwrażliwością słuchową.

Kiedy ktoś zarzuca, że Integracja sensoryczna to moda i sposób na wyciągnięcie pieniędzy od zdesperowanych rodziców to niech przeczyta mój tekst. Bardzo się cieszę, że wiele rodziców gdzieś usłyszy o istnieniu SI i szuka pomocy. Może te dzieci będą miały większego farta niż ja.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej