fbpx

Jak (nie) schudnąć 10 kg?

Czyli rozterki Matki Polki fitnesowej

Przychodzi taki czas, że coś by się chciało w sobie zmienić. W moim przypadku nałożyły się 2 newralgiczne momenty – Nowy rok – jak większość oraz zmiana kodu z przodu, czyli combo motywacyjne. „To już nie żarty”- pomyślałam i najnormalniej na świecie wzięłam się za siebie.

Nie było by w tym pomyśle nic trudnego, gorzej jak zwykle jest z realizacją. Kiedy już zjadłam ostatnie kostki czekolady z postanowieniem „Od jutra się odchudzam”, a potem jeszcze 5, bo przecież od jutra się odchudzam – nadszedł ten dzień.

Wstałam rano uśmiechnięta i zadowolona. Powoli nasypywałam kawę i myślałam jaki mieć gry plan? Pierwszy punkt – 0 (słownie zero) słodyczy. Ale jak to zrobić jak w szafce obok jest jeszcze sterta słodyczy z Lilkowej paczki od Mikołaja. No przecież nie wyrzucę. Przekładam wszystko w najdalszy zakamarek szafki i zastawiam poppingiem z amarantusa w myśl zasady „Co z oczu, to z serca”.

Dieta? Jaka dieta?

Hmm… szukam czegoś w lodówce. Podchodzi Lilka i przez moje nogi zagląda i krzyczy „Baaaaton, tam jest. Daj mi”. Ups. Mleczna kanapka z  paczki od M. Trudno, daję jej, ale z wielkim zaciekawieniem patrzę i mówię „Liluś, ale Ty nie lubisz przecież czekolady”. Nic to nie działa, ma na nią chęć.

Trudno, na obiad zrobię soczewicę i bilans się wyrówna. Siedzę naprzeciwko jej i patrzę jak je. Po chwili odchodzi i mówi, że już nie chce. I tak leży sobie samotna Mleczna kanapka w ilości więcej niż pół. Stoję i patrzę na nią. Sprawdzam na opakowaniu ile ma kalorii. Odliczam zjedzoną część, wychodzi tyle co dwa jabłka.

Najwyżej nie zjem tych jabłek. No przecież jej nie wyrzucę! Zjadam z wielką przyjemnością i małymi wyrzutami sumienia.

Nadchodzi wieczór, trzeba wziąć się również za ćwiczenia. Sposób najprostszy i co najważniejsze skuteczny. Polubiam znów Ewę Ch. na Facebooku (kiedyś już ją lubiłam, ale później wkurzały mnie te chude laski po metamorfozie, więc odlajkowałam). Przepraszam się, więc z nią szczerze i odpalam Youtube.

Zaczynamy

Przybiega zaciekawiona Lilka. „Mama, tańczysz?” i robi to samo co ja obok. Nie mogę ze śmiechu patrzeć na Ewę… Uff poszła, no to znów power. „Dasz radę”- słyszę, ale chyba jednak nie dam.

Endorfinki nie spływają, bo znów podbiega Lilka i przechodzi mi pod nogami, bo przecież robię tunel. Czekam tylko na te 4 ostatnie słowa. Robię tak na pół gwizdka i czekam. Jest!

„Jestem z Ciebie dumna”

ja z siebie też.

Postanawiam poszukać czegoś poza domem. Może siłownia lub fitness. Bieganie odpada, bo pogoda nie sprzyja. Znajduję ciekawe miejsce obok nas. Przeglądam ofertę zajęć: ABT, TBC – nic mi to nie mówi. Bliższe mi skróty to: BLW, AZS, WNM, RB. Tamte muszę wyguglować. 'Fat burner”- nazwa mówi sama za siebie. Decyduję się na nie – dawno nie paliłam.

Zbliża się godzina wyjścia i oczywiście mam odwieczny problem każdej kobiety. Ale serio nie mam co na siebie włożyć. Decyduję się na t-shirt czarny h&m mama do karmienia piersią – z daleka wygląda trochę fitnessowo i spodnie dresowe, w których chodziłam na ćwiczenia w ciąży.

Wyciągam z czeluści szafki stare adidasy. AAA – najgorzej, nie mam się w co spakować.

Mam trzy opcje:

a)plecak męża, z którym chodził kiedyś grać w piłkę

b) torebka foliowa – totalna wtopa

c) torby wózkowe.

Wyciągam torbę  Beaba i pakuje moje rzeczy. W międzyczasie jeszcze wyciągam z bocznej kieszonki – pampersa w rozmiarze 3 i żel na ząbkowanie.

Idę! A właściwie lecę. Czuję wolność. Słucham muzy na full i przechodzę na czerwonym świetle (z dzieckiem zawsze czekam na zielone, ekhm). Wbiegam lekko spóźniona na siłownię i doznaję szoku. Ja w dresie, adidasy okazały się za małe po 2 latach (ah ta ciąża), a wszystkie laski wyglądają jak Ewa Ch. Piękne leginsy (obcisłe, kolorowe i dobrane kolorystycznie do karnacji) staniki sportowe we fluorescencyjnych kolorach, a na to luźny tiszert oczywiście znanych firm na A., N, R. A ja jak sierota w tych dresach.

Do tego większość ćwiczy z rozpuszczonymi włosami (?). No cóż, jak się ostatni raz było na siłowni 10 lat temu to i moda się lekko zmieniła. Wycisk był niezły – 3 dni miałam zakwasy.

Kolacja po powrocie.

Ja jem sałatkę z łososia lekko skropioną oliwą, a dziecko moje pyszny świeżutki chlebek z masłem i żółtym serem. Siedzę naprzeciwko jej i patrzę z zazdrością. A właściwie to pożeram wzrokiem jej kanapkę, a w ustach czuję smak wędzonego łososia.

To nie fair. Ale nic straconego, może zostawi kawałek na 2 gryzki. Nagle, odchodzi od stołu. Ja już sięgam ręką po kanapkę, ona się odwraca i mówi: „Mama, ale nie zjesz mi kanapki?”. Czar prysł.

Przedwczoraj patrzę na grafik i myślę, które zajęcia wybrać. Zumba nie dla mnie, Body pump – co to jest? Ok, idę. Ale najpierw jemy obiad. Mówię do męża: „Ale mi się nie chce…” „A na co idziesz?”- pyta „Sztangi”- odpowiadam „To nie idź”, „Ok, przekonałeś mnie”- odpowiadam z uśmiechem.

 *zbieżność postaci jest nieprzypadkowa, to ja Matka Polka Fitnesowa

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Kącik do czytania

Jak już pewnie wiecie jesteśmy w trakcie urządzania pokoiku naszej 2-latki. Staram się, aby był ciekawy pod względem estetycznym jak i rozwojowym. Zależy mi na tym, aby był przede wszystkim dla niej. A nie stworzony wg zdjęcia na Pintereście.

Obserwuję ją codziennie i wymyślam ciekawe, ergonomiczne rozwiązania tak aby pokój był dostosowany do jej potrzeb.

Jednym z ważnych miejsc jest niewątpliwe strefa do czytania i wyciszania się. Początkowo myślałam o foteliku, jednak po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw wybrałam dużą, miękką poduchę.

Można na niej odpocząć, poczytać, poprzytulać się. Mieścimy się tam we dwoje i jest nam bardzo wygodnie. Na foteliku zmieściła by się tylko Lilka, a tak korzyść jest obopólna.

W gabinetach SI, przedszkolach można często trafić na worki sako. Taka poducha je może godnie zastąpić, a dodatkowo stymulować zmysł dotyku.

DSC_5329
DSC_5336
DSC_5337
DSC_5361
DSC_5368
DSC_5364
DSC_5370
DSC_5381
DSC_5384
DSC_5388
DSC_5413
DSC_5405
DSC_5416
DSC_5417

Poducha na specjalnie zamówienie Maylily

A tu w temacie wnętrzarskie z nowego domu Inspiracje, tu post na temat Wykończenie domu a tu Kolory ścian

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

One

  • RODZICE
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [35]

Poznałyśmy się na studiach. Każda z nas chciała się kształcić w tym samym kierunku. Mimo, że po roku miałyśmy wybór specjalizacji to i tak trafiłyśmy do tej samej grupy. Co nami kierowało?

Pewnie brak zdolności matematycznych. Typowe humanistki. Oraz miłość do języka polskiego i w pewnym stopniu do zagadnień medycznych. Tak dokładnie było ze mną. Podczas oglądania z wypiekami na twarzy „Ostrego dyżuru” zamykałam oczy kiedy pojawiała się krew lub zwykła strzykawka.

Jednak miłość do ludzi i chęć pomagania innym zwyciężyła. Rozpatrywanie przypadków, stawianie diagnozy, często trudna terapia, małe sukcesy- to mnie motywowało. Dlatego zostałam logopedą. Pewnie z podobnych przyczyn i ONE znalazły się na tych studiach! Dzięki Bogu!

Bo bez nich to byłyby najnudniejsze 5 lat w moim życiu. Wspólne wypady po zajęciach lub podczas 😉 Pierwsza praca. Problemy. Szczęścia. Rozterki. Bez rodziny w Warszawie było mi naprawdę ciężko. Dzięki nim wracałam po weekendzie  w domu z uśmiechem na twarzy.

Pierwsze pytanie:

„Anka, w domu byłaś?”

„Tak, a co?”

„A, bo zaciągasz po białostocku…”

Kochane.

Po studiach jeszcze bardziej się zżyłyśmy. Spotykałyśmy się praktycznie co weekend. Z facetami lub bez. Co ciekawe, byłyśmy na różnych etapach życia już wtedy, a i tak znajdywałyśmy wspólny język.

Telefony o 22 „Zaręczyłam się”, „Rzucił mnie”, „Jestem w ciąży”- tylko nas do siebie zbliżały.

Przeżywałyśmy razem każde wydarzenie: śluby, porody, pogrzeb.  Życie.

Wiele osób mi mówiło, że jak urodzę dziecko to wszystko się zmieni. Nie będę miała czasu na nic. Na spotkania m.in. z przyjaciółmi. Zwłaszcza z tymi, którzy nie mają dzieci. Wiele przyjaźni rzeczywiście przepadło.

Zostały najbardziej trwałe. Dlaczego?

Bo tego bardzo chciałam. Zależało mi tak mocno, że byłam gotowa do poświęceń. Mimo tego, że tylko ja miałam (w tamtym czasie) dziecko to rozumiałyśmy się i tak. Przyjaźń również wymaga poświęceń i starań.

Pamiętam, jak Lilka miała 2 miesiące i chciałyśmy się spotkać (same) to dziewczyny umówiły się ze mną w kafejce po drugiej stronie ulicy żebym nie traciła czasu w korkach pomiędzy karmieniami. Same również były zajęte, ale potrafiły w tak empatyczny sposób pójść mi na rękę. Zapytacie pewnie, dlaczego nie zaprosiłam ich do domu. BO TO NIE JEST TO SAMO.

Potrzebowałam być z nimi sama.

Do tej pory bardzo to pielęgnuje. Owszem spotykamy się teraz z dziećmi, ale to nie jest to samo. Ja wiem, że wiele rzeczy się w życiu zmienia. Przewartościowujemy pewne sprawy. Ale trzeba mieć taki wentyl. Kiedy idę z nimi, nikt mnie nie szarpie za nogę, nie oblewa sokiem. Spuszczam całe powietrze i później wracam naładowana pozytywną energią jak nigdy.

Gdybym nie miała przyjaciółek to pewnie chodziłabym do psychoterapeuty.

Owszem lubię poznawać nowych ludzi, jestem bardzo kontaktowa i towarzyska. Traktuję je jednak jak znajomości. Wydaje mi się, że potwornie trudno w dzisiejszych czasach o prawdziwą przyjaźń. Nikt nie ma czasu, ciężko się zgrać, często poświęcamy więcej wolnego czasu na czyjeś prywatne życie niż na swoje. Instaprzyjaźnie, przyjaźnie blogerów- podchodzę do nich z rezerwą.

Nie znasz mnie, prawdopodobnie nigdy mnie nie poznasz, a jednak tu jesteś, poświęcasz swój wolny czas.

A teraz zamknij klapę od laptopa lub wyjdź z przeglądarki w Twoim smartfonie i zadzwoń do swojego przyjaciela/ przyjaciółki, z którym masz wiele wspomnień.

Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with m3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with f2 preset
Processed with VSCOcam with m5 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with m3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with m5 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with t1 preset
Processed with VSCOcam with m3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with f2 preset
Processed with VSCOcam with f2 preset
Processed with VSCOcam with b5 preset
Processed with VSCOcam with c1 preset
1636185cfb829563ce5b43065f4ea754
f1bad7e10403b4eabe240ece0ff873b7

www.pinterest.com

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Drzwi do przeszłości

  • ZABAWKI
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [20]

Chyba się starzeję, za 9 dni wkraczam w 4 dekadę życia i stałam się bardzo sentymentalna. Trochę przez blog, trochę przez dziecko. Kiedyś usłyszałam zdanie, które daje mocno do myślenia:

„Dzieci mamy po to żeby na nowo przeżywać życie”.

Dokładnie tak mam. Dzięki Lilce moje wspomnienia z dzieciństwa wracają. Niektóre są tak wyraźne jakby to było to wczoraj. Myślę, że widać to na blogu np. Tamte podwórko

Kiedy byłam jeszcze małolatą najbardziej podobały mi się prezenty modne. Takie, które były na topie (albo w Bravo;) i wszyscy je mieli. Obdarowujący mieli ze mną bardzo łatwe zadanie, bo wystarczyło pójść do sklepu i kupić. Teraz jak już mam wszystko, to najbardziej cieszą mnie rzeczy unikatowe. Pojedyncze egzemplarze lub bardzo rzadkie okazy.

Dlatego tak bardzo podobają mi się rzeczy handmade.

A już najbardziej na świecie jestem zakochana w drewnianych, ręcznie robionych zabawkach.

Lilki dziadek właśnie coś takiego jej stworzył w prezencie! Nazywam tę skrzynkę „Małym włamywaczem”, bo polega na otworzeniu wszystkich zamków. Doskonały materiał do ćwiczeń małej motoryki. A i ciekawe miejsce na skarby.

DSC_5250
DSC_5254
DSC_5264
DSC_5259
DSC_5265
DSC_5276
DSC_5283
DSC_5285
DSC_5286
DSC_5291

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

10 rzeczy, których nie mogę podarować dziadkom

Ale jeżeli miałabym magiczną różdżkę lub lampę Alladyna wyczarowałabym dziadkom takie prezenty:

1. Zdrowie – jego nigdy za wiele. Do tego kartę „Bez kolejki” do przychodni.

2. Czas na odpoczynek i pasję. Tak, ten czas, który zawsze odkładacie na później.

3. Uścisk ich mamy

4. Możliwość spotkania się ze starymi znajomymi sprzed wielu lat 

5. Dużo wcześniejszą emeryturę

6. Teleportację – ot, w 2 sekundy z południa i wschodu Polski na kawkę do wnuczki i drewniane ciastka

7. Przetwory na zimę, które robią się same. Wciskamy przycisk plus owoce/warzywa i gotowe. Same też się zanoszą do piwnicy.

8. Nie musieć – wydaje mi się, że starsi ludzie są o wiele bardziej obowiązkowi i dużo rzeczy robią, bo tak trzeba

9. Cofnięcie czasu – do dowolnego momentu

10. Spełnienie marzeń – bo jak nie teraz to kiedy?

A Wy co byście dodali od siebie?

zobaczcie też wpis Prezenty dla babci i dziadka

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

To nie jest zwykły karton…

  • ZABAWKI
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [10]

Wyrzucacie kartony? Jeżeli tak to przestańcie! Pozbawiacie dzieci wspaniałej zabawy…

My dziś zrobiłyśmy całkiem niezły domek:)

Jak to zrobić?

anigif

Potrzebujemy:

  • mocną taśmę
  • bibułę (do tapetowania)
DSC_5220
DSC_5224
DSC_5230
DSC_5231
DSC_5239

A tu inne pomysły z Pinterest:

Na pewno będziemy robić pralkę. Tylko czekam na odpowiedni karton.

001b6d980f7d2f23f4cad679edeaed30
c60c2786d16a572f478d50aed60218e0
deef91d80261e2464b6308b4326fbdc4
e4ace065b2f0861722d9aa229d098890

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Czy nie za bardzo skupiam się na dziecku?

Dzień świstaka. Wstajemy, piję kawę, robię śniadanie, wyjmuję naczynia za zmywarki, zmywam, nastawiam pralkę, zbieram pranie i je segreguję, ścielę łóżka, doprowadzam mieszkanie do ogólnego ładu, w międzyczasie puszczam wpis z wczoraj, zaglądam na Instagram, rozwieszam pranie, wstawiam następne itp itd.

Kto z nas tak nie ma?

Niektórzy tylko o innych godzinach, po pracy +/- inne obowiązki.

Co w tym czasie robi Lilka?

Asystuje mi! Wyciąga naczynia ze zmywarki, przy każdej podanej rzeczy mówi „prrrose”. Z ogromnym zaciekawieniem obserwuje mój każdy ruch dlatego muszę być bardzo ostrożna (z detergentami, ostrymi narzędziami, włączaniem pralki). Czasami na chwilkę odchodzi żeby zająć się sobą i znów wraca i kropka w kropkę mnie kopiuje.

Później nadchodzi czas kiedy pokazuję jej  pomoce i z prędkością światła znów się ulatniam. Towarzyszę jej mentalnie, rzadko kiedy fizycznie. Jeżeli nie jest sama w stanie czegoś zrobić to delikatnie jej podpowiadam, jeżeli nadal nie jest rozwiązać tego problemu- odkładamy pomoc na półkę.

Skończył się czas kiedy 12 h na dobę leżałam z nią na dywanie z przerwami na wizytę w toalecie i jej drzemkę.

Teraz jest etap działania i nabywania nowych czynności praktycznych.

Rzadko kiedy tak najnormalniej w świecie się z nią bawię. Kiedy jestem zajęta, krzątam się po domu, mam zajęte ręce i stoję (!) Lilka zajmuje się sama sobą. Albo prosi mnie o jakieś zadanie lub robi coś w swoim pokoju. Kiedy tylko na chwilę usiądę i nie daj Boże wezmę telefon do ręki moje dziecko na mnie wisi. Wchodzi na głowę, dosłownie. Ciągnie mnie za szyję i szarpie za włosy. Pewnie tego też w jakimś stopniu potrzebuje. Czegoś w rodzaju siłowanek. Ale często mówię głośne i wyraźne: „Nie!” jeżeli nie mam na to ochoty.

Na Konferencji Bliskości podczas panelu dyskusyjnego  poruszyłam właśnie ten temat. Czy będąc rodzicem bliskościowym  jest „zdrowo” cały czas skupiać się na dziecku? Gdzie jestem ja i moje potrzeby? Która z nas na prośbę dziecka nie leci na łeb na szyję, przeskakuje górę prania żeby podnieść dziecku nożyczki, bo spadły?

Wynikła z tego bardzo ciekawa dyskusja.

Przytoczyłam ten artykuł jednej z prekursorek rodzicielstwa bliskości.  Doszłyśmy do takich wniosków, że to każdy rodzic powinen nałożyć granice dla siebie, a nie dla swojego dziecka i je szanować.

Coraz częściej za Montessori próbuję odróżnić potrzeby od zachcianki i to ułatwia mi reakcję.

Kiedyś ludzie mieli o wiele mniej czasu wolnego. Właściwie od rana do nocy czymś byli zajęci. Teraz żyjemy w takich czasach, że uważamy, że  i tak mamy go mniej, a tak chyba nie jest. Pamiętam jak dziś, że mój dziadek pracował od rana do nocy. My za nim biegaliśmy i wybieraliśmy mu pszenicę z wiadra.

Nikt się z nami nie bawił tak jak w dzisiejszych czasach. Myślę, że to wychodzi na dobre, bo uczy wielu przydatnych w dorosłym życiu umiejętności, a jednocześnie wzmacnia poczucie własnej wartości. Mimo tego, że jestem jedynaczką to „daję radę” i wiele razy słyszałam, że nie zachowuję się tak jakbym nie miała rodzeństwa.

Nie idę za nią krok w krok i próbuję odczytywać jej potrzeby.

Na placu zabaw spokojnie patrzę jak ktoś jej wyrywa zabawkę. Nie nazywam każdego grymasu twarzy uczuciem. Przytulam kiedy potrzebuje i kocham.

Niektórzy mówią, że jestem pod tym względem wyluzowana, a mi się wydaje, że normalna. To inni przesadzają…

*na zdjęciu dziecko moje zastane w piżamie, tutu i skrzydłach czyta sobie atlas i nazywa budowle świata

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Pomysły na własnoręczny prezent na Dzień Babci i Dziadka

  • PREZENTY
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [36]

W tym roku nie idziemy na łatwiznę i robimy prezenty same.

Wykonanie to świetna zabawa z dzieckiem, a i na Dziadkach zrobi wrażenie.

Przepis na masę plastyczną:

  • pół kubka odżywki do włosów
  • kubek mąki ziemniaczanej
  • ewentualnie barwniki spożywcze
DSC_5178

Ja musiałam naszą podsypywać jeszcze mąką żeby nie kleiła się do rąk.

Całość dokładnie mieszamy, wałkujemy, wąchamy, dotykamy, gnieciemy w rękach, robimy placki, kulki itp.

Jak się znudzi odbijamy rękę lub stopę dziecka. Całość przyozdabiamy: brokatem, cekinami, kaszą, koralikami. Wszystko zależy od inwencji dziecka.

DSC_5181

Na koniec można pomalować farbami.

Możecie zrobić odciski w masie solnej. Wtedy można zrobić dziurki, przewlec tasiemkę i powiesić na ścianie.

Przepis na masę solną:

  • szklanka mąki,
  • szklanka soli,
  • 125 ml wody

Miłej zabawy:)

DSC_5187
DSC_5189
DSC_5190
DSC_5196
DSC_5202
DSC_5206
DSC_5210

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Kreatywnie? – Nie…koniecznie!

Wszędzie słyszymy: „Rozwijaj wyobraźnię dziecka, niech będzie kreatywne!”.

W dzisiejszych czasach prawie wszystkie firmy stawiają na tę umiejętność. Psychologowie twierdzą, że  można się jej nauczyć. Podstawą jej jest wyobraźnia. Rozbudowana wyobraźnia stymuluje kreatywność. Prawda!

Czy rzeczywiście jest to tak ważne u dzieci?

Będziecie zaskoczone, ale odpowiedź brzmi: „Nie!”, a wręcz może przeszkadzać… Wiem, trudno jest w to uwierzyć, ale takie są fakty. Prześledźmy w takim razie rozwój dzieci od 0 do lat 6.

Najciekawsze zabawy zawsze opierają się na realu. Rzeczywiste przedmioty wpływają  na rozwój poznawczy. Dziecko nie jest w stanie nauczyć się jakieś umiejętności jeżeli samo nie przetestuje tego na własnej skórze. Przykład: dziecko prosi  żeby pokazać jak otworzyć szufladkę po biurkiem. Tłumaczę, ono przetwarza i jeżeli nie przetestuje tego rozwiązania nie będzie potrafiło tego zrobić. Wiadomo również nie od dziś, że najszybciej dzieci uczą się angażując wiele zmysłów w tym samym czasie.

Dzieci w tym wieku nie myślą abstrakcyjnie.

Komunikaty rozumieją dosłownie. Najszybciej rozumiane są konkrety.

Jak w takim razie pobudzać twórcze myślenie? Metoda M.Montessori ma na to odpowiedź. Tylko i wyłącznie wprowadzając dziecko w świat realny. Już dwulatek jest w stanie zadawać pytania „Dlaczego?” „Jak to się robi?”. Jest ciekawe tego co widzi, tego co je otacza. Czynności życia codziennego są o wiele ciekawsze i pobudzają do myślenie. Nie znam dziecka, którego nie zainteresowałaby np. pielęgnacja kwiatów. Podlewanie, spryskiwanie, wycieranie wacikiem listek po listku jest bardzo fascynujące, a do tego pobudza myślenie.

Jednak, aby mogło samodzielnie poruszać się w otaczającym świecie musi mieć podstawy. To co jest znane i empirycznie doświadczone nigdy nie budzi strachu. Stłuczony dzbanek, rozlana woda nie budzi obaw, jeżeli dziecko wie co z tym trzeba zrobić. Negatywne doświadczenia pomagają oswoić strach. Pozwólmy dziecku zadecydować co w tej sytuacji należałoby zrobić. Dzieci nauczą się radzenia sobie tylko podczas realnych sytuacji, a nie tych wyobrażonych, hipotetycznych.

Na postawie tych bazowych doświadczeń dopiero dzieci są w stanie zrozumieć świat wyobrażony, czasem magiczny.

Ale i tak zawsze podstawą powinien być konkret. W edukacji Montessori w późniejszym wieku mogą dotknąć planet (małych modeli), pobudzając swoją wyobraźnię są w stanie zrozumieć funkcjonowanie wszechświata.

I tak zawsze najłatwiej będzie im zrozumieć opierając się na konkrecie. Cała metoda M. Montessori opiera się na realu, dzięki temu łatwiej jest dzieciom zrozumieć np. tabliczkę mnożenia czy system dziesiętny. Zwykły system edukacji właśnie „liczy” na dziecięcą wyobraźnię, przez co jest to o wiele trudniejsze

Czy zatem w dziecięcym świecie jest miejsce na baśnie, magię i zjawiska fantastyczne? M.Montessori odnosiła się do takich zjawisk z ogromną rezerwą. Umysł w tym wieku jest bardzo delikatny i to co np. w książce jest nierealne może być przyjęte przez dzieci w odmienny sposób, ponieważ nie będzie umiało tego empirycznie doświadczyć.

Na swojej drodze często spotykam dzieci zanurzone za bardzo w świecie fantastycznym. Przychodzą do przedszkola prowadzonego tą metodą i zupełnie nie potrafią się odnaleźć, bo czym dla nich jest słuchanie szumu muszli lub chodzenie po elipsie w porównaniu z Lordem Vaderem czy kucykami Pony, walkami i wybuchami? Jest zupełnie nieatrakcyjne. Układnie brązowych schodów bez efektu wybuchów i strzelania nie zaspokaja jego potrzeb.

Niestety utwierdzanie dziecka w fantastycznym świecie nie służy jego rozwojowi.

Jeżeli czytamy dzieciom bajki gdzie zwierzęta mówią, samochody mają przyjaciół, a świnki zjeżdżają na sankach  to warto ustalić razem, które elementy są wymyślone, a które nie. W przyszłości w odpowiednim momencie użyje tej wiedzy i z łatwością wykorzysta w trudnym dla niego momencie.

Kiedyś  słyszałam mądre zdanie: „Lepiej jest dziecku czytać książki niż puszczać ich ekranizacje, bo umysł dziecka tylko podczas słuchania nie wyobrazi sobie niczego, co by przerosło jego wiedzę o świecie.” Podczas oglądania filmów nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy pokazany fantastyczny stwór nie przerośnie jego wyobrażeń, co później może powodować lęki.

W takim razie na jakie książki się decydować? Na takie, które nie mają wątków fantastycznych. Najciekawsze (przynajmniej dla mojej 2-latki) są takie, gdzie bohaterami są dzieci, które mają różnego rodzaju przygody.

To moje propozycje, które się u nas sprawdziły i polecam je innym rodzicom.

Serie:

1. Wiosna, Lato, Jesień, Zima na ulicy Czereśniowej wyd. Dwie Siostry

images (1)

2. Basia i Franek wyd. Egmont lub w całości Wielka księga Basi i Franka

images (2)

3. Seria o Eli wyd. Zakamarki

images (3)-horz

4. Tosia i Tymek wyd. Egmont – obecny hit (tłumaczenie Wandy Chotomskiej)

pobrany plik (1)-horz

5. Ela i Olek wyd. Zakamarki

pobrany plik (6)-horz

6. Kotek, Piesek wyd. Zielona sowa – must have jeżeli macie  w domu zwierzęta

pobrany plik (14)-horz

7. W przedszkolu – wyd. Czarna Owieczka

440160260

8. Jabłonka Eli – wyd. Zakamarki

pobrany plik (5)

9.Lato Stiny wyd. Zakamarki

pobrany plik (11)

9. O zimie wyd. Zakamarki

pobrany plik (12)

9. W podróży czas się nie dłuży – wyd. Debit (obrazkowa)

pobrany plik (13)

10. Płaszcz Józefa wyd. Format

pobrany plik (16)

11. Fala – wyd.Mam

pobrany plik (17)

Jeżeli znacie książki, w których zwierzęta nie mówią i nie ma świata fikcyjnego proszę o wpisanie tytułu w komentarzu.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Słodkich snów

  • GADŻETY
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [16]

Jak już pewnie wiecie od grudnia Lilka ma swój pokój. My eksmitowaliśmy się do salonu. Powoli myślimy nad zaaranżowaniem jej przestrzeni.

Od dłuższego czasu szukam w  internecie  różnych rzeczy do jej pokoiku. Zależy mi żeby koncepcja była spójna i zgodna z zasadami przystosowanego otoczenia wg pedagogiki M.Montessori.

Staram się nie zaglądać na Pinterest, a indywidualnie stworzyć niepowtarzalne wnętrze, które będzie JEJ! Będzie stworzone tak, aby jak najbardziej umilić przebywanie w nim oraz ułatwić samodzielne funkcjonowanie. Przestrzeń nie jest duża, dlatego zadanie jest nieco utrudnione. Pomysłów mam wiele. Kilka projektów jest już w realizacji, ale wciąż szukam ciekawych ergonomicznych rozwiązań.

Podczas poszukiwań niebanalnych dodatków trafiłam na niesamowitą pościel. 

Mumla zauroczyła mnie totalnie i stwierdziłam, że idealnie wpasuje się w nasze wnętrze. Pościel jest cudowna! Miękka i bardzo przyjemna. Również da oka. Jest dwustronna przez  może być świetnym rozwiązaniem dla osób lubiących zmiany.

Kilka słów o samodzielnym spaniu w swoim pokoju… Nie spodziewałam się, że Lilka tak szybko się do tego przyzwyczai. Przesypia całe noce, przychodzi do nas około 7.

Pytałyście mnie czy mamy łóżko czy materac. M. Montessori proponowała sam materac aby dziecku ułatwić wchodzenie, schodzenie i zminimalizować ryzyko upadku.

U nas te rozwiązanie by się nie sprawdziło, bo mamy zimną podłogą. Dodatkowo Lilka uwielbia wędrować po łóżku, więc ciężko by było jej z materaca się nie sturlać.

Co do samego łóżka…

Nie jestem z niego zadowolona. A wręcz mnie denerwuje. Druty wbijają się w plecy podczas czytania, nie da się założyć na nie blokady… Jeżeli znajdę coś godnego uwagi to rozważę zmianę.

Te zdjęcia to już tylko wspomnienia… Lilka przestaje spać w dzień! Blogu pisz się sam:)

DSC_5131
DSC_5126
DSC_5132
DSC_5142
DSC_5149
DSC_5150

Pościel – Mumla Confetti z prześcieradłem

Krzesełko- Les Gambettes

Lampka Beaba

Książki – Jabłonka Eli, Kwiaty Eli – Zakamarki

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Kiedy do logopedy?

  • LOGOPEDIA
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [48]

Coraz częściej dostaję od Was e-maile z prośbę o radę – kiedy do logopedy? Często Wasze wątpliwości dotyczą rozwoju mowy. Nie jestem w stanie zdiagnozować dziecka przez internet, ale Wam po tej lekturze będzie łatwiej podjąć decyzję, czy to jest już odpowiedni moment.

Każde dziecko rozwija się w indywidualnym tempie. Nie porównujmy dzieci do siebie.

W dzisiejszym poście postaram się jak najbardziej wyczerpująco odpowiedzieć na pytanie „Kiedy warto udać się do logopedy?”

Niezależnie od wieku:

  • miało lub ma problemy z odruchem ssania (noworodki, które mają trudności z chwyceniem brodawki w sposób prawidłowy oraz jedzeniem i przełykaniem)
  • ma wygórowany odruch wymiotny
  • ma problemy z odgryzaniem, żuciem oraz połykaniem różnorodnych pokarmów
  • wykazuje dużą nadwrażliwość jamy ustnej ( nie lubi mycia zębów, dotykania obrębu warg, wizyt u dentysty z powodu nadwrażliwości)
  • ma skrócone wędzidełko podjęzykowe lub wydaje Ci się, że może mieć nieprawidłowo zbudowany aparat artykulacyjny
  • nie słyszy dźwięków
  • nie dąży do kontaktu z ludźmi
  • nawykowo oddycha przez usta
  • chrapie
  • ma przewlekłe infekcje uszu
  • bardzo mocno się ślini ( nie dotyczy ząbkujących dzieci)
  • podejrzewamy wadę zgryzu
  • głos jest słaby, zachrypnięty lub o zabarwieniu nosowym
  • Twoje dziecko będzie dwujęzyczne i nie wiesz w jakim języku do niego mówić
  • nagle przestaje mówić (np. w konkretnych sytuacjach)

Jeżeli odczytujemy dane dla dziecka 3-letniego, to najpierw przeczytajmy punkty znajdujące się powyżej

Niemowlę:

  • ma obniżone napięcie mięśniowe
  • nie zwraca uwagi na dźwięki  w okolicach 4-5 miesiąca
  • nie gaworzy w okolicach 6 miesiąca
  • nie reaguje uśmiechem na twarz mamy w okolicach 6 miesiąca

W wieku 12 miesięcy:

  • nie wraca uwagi na głośne dźwięki
  • nie kojarzy przedmiotów z otoczenia dziecka z ich nazwą
  • nie pojawiają się pierwsze sylaby oraz pierwsze proste wyrazy
  • nie wykazuje zainteresowania mową werbalną
  • nie używa gestów
  • nie dąży do komunikacji, nie nawiązuje kontaktu wzrokowego

Zapraszam po Ksiażki dla najmłodszych wspierające rozwój mowy

W wieku 24 miesięcy:

  • nie naśladuje dźwięków otoczenia (onomatopeje) 18m – 24m
  • nie wypowiada kilku krótkich wyrazów ( „daj”, „mama”, „tata”, „baba”)
  • nie wypowiada samogłosek: a, e, i, o, u, y
  • nie wypowiada spółgłosek: p,b,m,t, d, n
  • nie reaguje na proste polecenia („Gdzie lala?”, „Daj misia”)
  • między 2 a 3 rokiem życia nie wypowiada prostych zdań
  • notorycznie wkłada przedmioty do buzi
  • ssie kciuk, wargę, rękaw

Tu znajdziecie więcej informacji na temat Rozwój mowy dziecka do 2 roku życia

W wieku 36 miesięcy:

  • podczas artykulacji wsuwa język między zęby
  • nie wypowiada głosek „ś”, „ź”, „ć”, „dź”
  • nie konstruuje zdań złożonych
  • nie widać przyrostu ilościowego słownictwa
  • zniekształca głoski np. głoska „r” jest wymawiana jak „r” francuskie

W wieku 4 lat:

  • mowa wciąż jest niewyraźna
  • upraszcza grupy spółgłoskowe ( „jete”- „jeszcze”)
  • zamienia głoskę „k” na „t” i „g” na „d”- („piłta”- „piłka”, „dołąb”- „gołąb”)
  • zamienia głoski z szeregu syczącego „s”, „z”, „c”, „dz” na szereg ciszący „ś”, „ź”, „ć” „dź”- („ziupa”- „zupa” „sianki”- „sanki”
  • mówi bezdźwięcznie „fota”- „woda”, „tom”- „dom”
  • zamienia głoski „w” i „f” na „b” i „p”- „wazonik”- „bazonik”
  • nie wymawia poprawnej głoski „l” (wciąż zamienia na „j” „jajka”- „lalka”)
  • nie buduje zdań
  • nie buduje zdań pytających
  • nie potrafi opowiedzieć co widzi na obrazku
  • zacina się

W wieku 5 lat:

  • zamienia głoski szeregu syczącego „sz”, „ż”, „cz”, „dż” na głoski szeregu syczącego „s”, „z”, „c”, „dz” („safa”- „szafa”)
  • nie rozróżnia podobnych do siebie wyrazów „tomek”- „domek”
  • nie buduje dłuższych wypowiedzi
  • nie dzieli słów na sylaby

W wieku 6 lat:

  • nie wymawia prawidłowo wszystkich głosek (dąży się do tego, aby przed rozpoczęciem szkoły dziecko nie miało już żadnych wad wymowy, bo one niestety utrudniają naukę czytania i pisania)
  • nie wymawia głoski „r”
  • nie buduje złożonych wypowiedzi
  • nie potrafi powiedzieć na jaką literę zaczyna się wyraz

Zapraszam też na obszerniejszy wpis Jak wspomagać rozwój mowy

i koniecznie zobaczcie Badania słuchu

Mam nadzieję teraz już trochę rozjaśniłam odpowiedź na pytani kiedy do logopedy!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Hart ducha żeby hartować

  • DZIECKO
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [30]

Dziś pogoda byle jaka. Lekko na plusie, buro i ponuro. Lilka spogląda przez okno i wypatruje dzieci. Na próżno.

Dzieci w taką pogodę nie wychodzą na podwórko, przynajmniej u nas. Siedzą w domu i  wchodzą rodzicom na głowy. Dosłownie.

W placówkach montessoriańskich wychodzi się na zewnątrz do -10 stopni.

Często ta informacja podawana rodzicom na zebraniu wprawia w ich osłupienie, a nawet wznieca protest. „Jak to? W taki ziąb? Poprzeziębiają się tylko. Po co?” -słychać w tylnych rzędach.

A po to żeby się hartować. Po to żeby doskonalić samoobsługę. Powodów jest wiele. Często samo ubieranie  trwa dłużej niż sam pobyt na zewnątrz. Samodzielne smarowanie buzi kremem często dla niektórych jest bardziej przyjemne niż jeżeli robi to Pani.

Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie.

Moja znajoma ostatnio mi opowiadała, że dzieci jej koleżanki w Skandynawii śpią w wózkach na podwórku do -10. Ten fakt w ogóle mnie nie zdziwił. Ale myślę, że takie praktyki nie przeszłyby w Polsce. Może i by ktoś się odważył, ale byłby bohaterem u Jaworowicz.

W okresie zimowym często wspominam moje ferie u babci na wsi. Nie mieliśmy wiatroodpornych i woodopornych kombinezonów ani kremów do twarzy, a radziliśmy sobie świetnie. 3 pary rajstop plus sztruksy dobrze trzymały ciepło. Kurtki po starszym rodzeństwie sięgały do kolan i lepiej chroniły przed zimnem. Na podwórku potrafiliśmy być aż do zmroku. Po kilka godzin tarzać się w śniegu. Jeździliśmy w za dużych łyżwach po zamarzniętym jeziorze. Graliśmy w hokeja zwykłymi patykami. Za krążek służył nam zaschnięty krowi placek. Mieliśmy tylko jedne sanki, dlatego dziadek wypychał nam nylonowe worki po nawozach sianem, związywał i tak ślizgaliśmy się jak na bobslejach (prędkość podobna). Wracaliśmy przed zmrokiem z bordowymi policzkami do domu. Przed wejściem miotłą każdy zgarniał z siebie grudy śniegu przymarznięte do ubrań. Wtedy szybko wskakiwaliśmy na ścianówkę i grzaliśmy ręce ciepłą herbatą. Na podwórko chodziliśmy codziennie!

I trochę mnie dziwi to niewychodzenie na podwórko jeżeli termometr wskazuje temperaturę niższą niż 10 st na plusie.  Nie będę rozpisywać się o przegrzewaniu, bo to już było.

Z roku na rok, ubieram Lilkę coraz lżej, bo coraz więcej się rusza.

Grunt to ubranie trzymające ciepło, porządne buty i czapka.

A sama sobie kupuję coraz cieplejsze ubrania, bo jestem zmarźluchem. Elegancki płaszczyk i pantofelki zamieniłam na pikowany „śpiwór” z futrem i Emu.

DSC_4328
DSC_4356
DSC_4336
DSC_4345
DSC_4805
DSC_4807
DSC_4815
DSC_4827
DSC_4850
DSC_4853
DSC_5049
DSC_5040
DSC_5055
DSC_5060
DSC_5063
DSC_5086
DSC_5089
DSC_5095
DSC_5096
DSC_5102
DSC_5106

Aż zasnęła:)

Moje Podlasie:

DSC_5108
DSC_5110
DSC_5115

 Tej zimy w końcu zdecydowałam się na porządny śpiwór do wózka. Bardzo żałuję, że dopiero teraz, bo jest od urodzenia, a nam wystarczy jeszcze na następną zimę. Ekstremalnie ciepły Lodger

Buty Mrugała – tu 

Sanki baranie rogi – Allegro

Panterowa czapa – sale H&M

*na zdjęciach moje siostry cioteczne i jeden brat 🙂

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Gdzie byliśmy jak nas nie było…

  • DZIECKO
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [1]
DSC_4617
DSC_4632
DSC_4727
DSC_4715
DSC_4748
DSC_4749
DSC_4767
DSC_4764
DSC_4879
DSC_4892
DSC_4906
DSC_4912
DSC_4971
DSC_4979
DSC_4996

DSC_5021
DSC_5020
DSC_4997
DSC_4999

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Co mnie łączy ze Stevem Jobsem?

Dzisiejszy post kiełkował w mojej głowie od kilku miesięcy. Postanowiłam wszystko spisać i podzielić się moimi spostrzeżeniami.

Kiedy dzieci po raz pierwszy mają do czynienia z zaawansowaną technologią? Zazwyczaj już kilka miesięcy po przyjściu na  świat. Pierwsze kontakty Lilki z tego typu sprzętami odbyły się około 6-7 miesiąca życia. Tak, tak dobrze czytacie, nie pomyliłam się.

Na rozdrażnienie – Elmo’s song

Na znudzenie – Mahna mahna

Dla rozrywki – Kaczuszki

Iphone nie krzywi zębów, nie rozleniwia języka i nie jest tak uzależniający jak smoczek.

To próby idealizacji naszych czynów.

Potem przyszedł czas na TV-pudło. Kto by chciał oglądać bajki kiedy lecą reklamy… Na niektórych kanałach pasmo reklamowe dłuższe niż niejedna bajka. Oh, jaka była radocha! Dziecko moje z rozdziawioną buzią oglądało reklamę kociego żarcia i przebojowych warzyw Bunduelle.

Około 12 miesiąca stwierdziliśmy, że to idealny czas na bajeczkę. Lilka pokochała miłością wielką Świnkę na literę P. oraz rosyjską Maszę. Jako ambitni rodzice puszczaliśmy tylko oryginalne wersje językowe. Dalsze części przygód tych dwóch postaci zgraliśmy na tablet.

Zgodnie twierdziliśmy, że bajka dobrana do wieku i oglądana przez odpowiedni czas nie zrobi jej krzywdy. Tak też było! Ba, Lilka nawet uczyła się języków. „Krasota” z ust 1,5 roczniaka to nie lada wyczyn. Z biegiem czasu na bajkach zbudowaliśmy też wieczorny rytuał. Bajka- analogiczne do dawnej dobranocki, kolacja, kąpiel i spać. Nam to pasowało, a i dziecko było zadowolone.

Problemy się zaczęły przed ukończeniem 2 r.ż.

Lilka zmieniła się nie do poznania. Z wesołej i rezolutnej dziewczynki stała się rozdrażnioną i płaczliwą przylepą. Pobudki w nocy z ogromnym płaczem i niemożność uspokojenia jej przez godzinę dała nam do myślenia. Zaczęliśmy szukać przyczyn tej zmiany w zachowaniu.

Dodatkowo w ciągu dnia nie mogła sobie znaleźć miejsca. Ewidentnie byłą przebodźcowana przez bajki. A wydawać by się mogło, że 20 min oglądania nie może tak zmienić dziecka. Podjęliśmy decyzję, że nie będziemy jej puszczać bajek oraz ograniczyć oglądanie telewizji do minimum. Problem  zniknął.

Wiem, uznacie mnie za kosmitkę. Zdaję sobie  z tego sprawę, że w dobie komputeryzacji dziecko bez dostępu do tableta, smartfonu i telewizji może wydawać się dziwne. Argumenty, że trzeba od małego uczyć obsługi urządzeń elektronicznych do mnie nie przemawiają.

To nie jest trudne, a wręcz banalne.

W swoim czasie nauczy się obsługiwać odpowiednio dany sprzęt. Nie tylko moje spostrzeżenia są w tej sytuacji adekwatne. Dr Dimitri Christakis z Uniwersytetu w Waszyngtonie zwraca uwagę na zwiększone problemy z koncentracją w wieku 7 lat, jeśli dziecko przed 3 r.ż. oglądało telewizję (źródło – świetny tekst).

Czy takie zabawy edukują? Moim zdaniem nie. Wolę żeby Lilka kolorowała kredką niż mazała placem na tablecie. Zdaję sobie sprawę jak taka zabawa jest uzależniająca. Mam takie samo podejście jak Steve Jobbs, który nie dawał swoim dzieciom Ipadów i Iphonów do zabawy.

Myślę, że gdybym teraz pokazała córce grę na tablecie to wiem, że mówiłaby  niej całymi dniami i błagałaby mnie o dostęp. Chcę się tego ustrzec przez jak najdłuższy czas.

Tak sobie jeszcze o tym myślę, na ile niektóre z bardzo popularnych zaburzeń mamy na własne życzenie. W książce „Bojowa pieśń tygrysicy” autorka pisze, że chińskie dzieci nie mają ADHD, dysleksji czy dysgrafii…

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]