fbpx

Boso czy w kapciach? Jak dzieci powinny chodzić po domu?

„Załóż kapcie” – to chyba jedna z najpopularnieszych próśb skierowanych do dzieci. A czy faktycznie kapcie są niezbędne? Jak mądrze podejść do tego tematu?

Poprosiłam specjalistkę Agnieszkę Krajewską – mgr fizjoterapii, mgr pedagogiki specjalnej, terapeuta NDT Bobath, terapeuta integracji sensorycznej żeby wypowiedziała się na ten temat.

Jak rozwija się stopa dziecka?

Stopa dziecka przygotowuje się do swojej funkcji już w okresie płodowym w brzuchu mamy, kiedy to dziecko daje o sobie znać poprzez kopnięcia w różnych kierunkach.

Pierwsze miesiące życia również przygotowują dziecko do chodu na przykład dzięki aktywności tak zwanych „mostków”.  W pozycji małych mostków, które występują zazwyczaj między 4-5 miesiącem życia w leżeniu na plecach maluch podnosi miednicę w górę dzięki czemu doświadcza obciążania pięty. Pierwsze kroki powinny być zaobserwowane między 10 a 18 miesiącem życia.

Przy jakichkolwiek obawach wynikających z opóźnień rozwojowych  należy skonsultować się ze specjalistą, ponieważ każde dziecko rozwija się indywidualnie. Zgodnie z koncepcją NDT Bobath – jedną z wiodących metod terapii neurorozwojowej należy pamiętać aby każdemu małemu pacjentowi „dać czas” na indywidualne osiąganie kolejnych kamieni milowych. 

boso czy w kapciach

Kiedy kupić pierwsze buty?

Tematyka bucików u dziecka powinna zacząć budzić wątpliwości co do zasadności zabezpieczania lub pozostawiania stopy bosej dopiero w momencie udoskonalenia funkcji chodu. Dopóki dziecko nie wykształci w pełni dobrze tej funkcji lokomocji warto zrezygnować z obuwia.

Boso czy w kapciach po domu?

Najlepszym warunkiem dla rozwoju zdrowej stopy dziecka będzie chód boso, lub też jeśli podłoga jest zimna lub śliska – skarpety antypoślizgowe.

Warto zwrócić uwagę na rozmiar skarpety – zbyt ciasna będzie powodowała podwijanie paluszków w trakcie chodu.

W przypadku jakichkolwiek wątpliwości rodzica czy przyjęty wzorzec chodu oraz stopa dziecka nie wymagają dodatkowego zabezpieczenia ortopedycznego warto udać się do fizjoterapeuty dziecięcego.

Prawidłowo rozwijająca się stopa dziecka powinna już od pierwszych prób pionizacji pozostać bez obuwia. Dzięki temu maluch uczy się swobodnego przenoszenia ciężaru ciała i obciążania stopy w różnych kierunkach.

Czy kapcie i buty utrudniają prawidłowy rozwój stopy?

Naturalnym etapem jest nauka chodzenia na palcach, która doskonali reakcje równoważne. Poza tym dziecko odbiera wrażenia z receptorów czucia powierzchniowego, a tym samym eksploruje i zdobywa świat. Podczas stawiania kroków nóżki dziecka aby utrzymać stabilizację naprzemiennie napinają poszczególne mięśnie stopy. Taki trening nie byłby możliwy w przypadku stopy ubranej w bucik. 

Dzieci które biegają boso rzadziej przewracają się, ponieważ mają lepiej wykształcone reakcje równoważne. Buty krępują ruch stopy, utrudniają stawianie pierwszych kroków co może powodować trudności w chodzeniu a tym samym zniechęcenie dziecka do podejmowania prób lokomocji.

W przypadku dzieci nadwrażliwych dotykowo chodzenie boso nie będzie komfortowe, ponieważ zbyt duża ilość bodźców dotykowych nie będzie dobrze tolerowana. Warto wtedy zwrócić się do terapeuty integracji sensorycznej w celu potwierdzenia tych przypuszczeń. Dziecko z nadwrażliwością dotykową nie będzie tolerowało faktury podłogi czy też nierówności podłoża dlatego niezbędne będą skarpety lub kapcie z miękką podeszwą. 

Jakie kapcie do przedszkola?

W związku z powyższym nasuwa się pytanie: jakie obuwie powinno nosić dziecko w żłobku/przedszkolu? Dobry bucik powinien być wykonany z elastycznej podeszwy i zginający się w 1/3 długości, a przy tym lekki,  przewiewny z cholewką do kostki dziecka. 

O dobrych kapciach do przedszkola napisałam wpis: kapcie do przedszkola i szkoly

Co zrobić jeżeli podejrzewamy u dziecka wadę stóp?

Najlepiej zbadać dziecko u lekarza ortopedy lub skonsultować u fizjoterapeuty dziecięcego. W przypadku nieprawidłowości stopy oraz przy  zaburzonym wzorcu chodu niezbędne będą dodatkowe środki typu: ortezy, buty ortopedyczne, wkładki do butów lub bandażowanie stopy.  Każdy sposób usprawniania dziecka oraz pomocy ortopedycznych powinien być indywidualnie dobrany do potrzeb dziecka po konsultacji z fizjoterapeutą. 

Krzesło na zdjęciach krzesło NOMI

A Wasze dzieci jak chodzą po domu? Bo moje boso.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Interaktywne książki, które pokochają Wasze dzieci

Pamiętam jak kilka lat temu interaktywne książki robiły furorę wśród dzieci (i dorosłych też)! Zadania do wykonania były zabawne i wprowadzały nowy element do czytania.

Zacznę od tego, że takie interaktywne książki są idealne do wspierania rozwoju mowy:

  • angażują dzieci do pokazywania, a nazywanie świetnie wpływa na rozwój mowy
  • uczą rozumienia i wykonywania poleceń
  • motywują do komunikacji
  • zachęcają do wypowiadania wyrażeń dźwiękonaśladowczych

Dziś chciałbym Wam pokazać dwie świetne książki, które z dziką, wręcz zwierzęcą radością, objęłam patronatem Nebule.

„Ta książka jest psem” – Lorenzo Clerici, wyd. Nasza Księgarnia

Tu jest dostępna „Ta książka jest psem

Jeżeli Wasze dzieci lubią psy, albo wręcz się ich boją to koniecznie zajrzyjcie do tej książki. Ta książka jest psem, a my możemy się z nim bawić. Nadajemy mu imię, głaszczemy, a nawet rzucamy mu piłeczkę.

Ta książka jest psem - przód okładki

Książka jest bardzo zabawna i pokazuje, jak zachowują się psy. Dzięki niej dzieci będą miały namiastkę zwierzaka w domu, a przy okazji trochę się o nim dowiedzą.

Ta książka jest psem - przykładowa strone środka

Książka jest napisana prostym i zrozumiałym językiem dla dzieci. Gwarantuję, że kiedy ją przeczytacie dziecku, to za chwilę powie żeby czytać jeszcze raz. Do tego ilustracje są charakterystyczne i po kilku razach, dzieci będą mogły same ją wykonywać zadania.

Ta książka jest psem - przykładowa strone środka
Ta książka jest psem - przykładowa strone środka
Ta książka jest psem - tył okładki
„Ta książka jest psem” patronat nebule

„Ta książka jest kotem” – Silvia Borando, wyd. Nasza Księgarnia

Tu jest za to dostępna „Ta książka jest kotem

Tym razem mamy wesołego kotka, który lubi pieszczoty. Zadania do wykonania są różne: drapanie, dmuchanie, klaskanie. Dzieci będą miały mnóstwo zabawy z tym zwierzakiem.

Ta książka jest kotem - przód okładki

Dzięki tej książce dzieci będą mogły poznać zachowania kotów i nauczyć się ich pięlęgnacji.

Ta książka jest kotem - przykładowa strona

Ta interaktywna książka jest przystosowana dla młodszych dzieci i to one będą z niej najwięcej czerpały.

Ta książka jest kotem - przykładowa strona
Ta książka jest kotem - tył okładki
„Ta książka jest kotem” – patronat nebule

Dla jakiego wieku są te książki: według mnie mogą już być dla dzieci od 18 m.ż. do 4 roku życia (chociaż kiedy czytam je Julkowi to nasza 7-latka też zawsze przybiega) i się kłócą kto będzie drapał kotka!

My się nie byliśmy w stanie zdecydować i głaszczemy i czochramy na zmianę oba sierściuchy, a wy jesteście team kot, czy team pies?

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Odkąd odpuściłam sobie te 10 rzeczy, to moje macierzyństwo stało się piękniejsze

Tak, przyznaję bez bicia, miałam zadatki na idealną Mamę, która ma czysty dom, ułożone włosy i dwudaniowy obiad na stole. Wystarczył jeden dzień żeby mój plan legł w gruzach, a kolejne lata w ogóle nie przypominały moich perfekcyjnych założeń.

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, bo wtedy zostałam mamą po raz pierwszy.

Wolałam spryskać włosy suchym szamponem i jeść mrożone pierogi niż słuchać jak płacze moje dziecko. Nie żałuję żadnej z tych decyzji, a do tego każdy kolejny rok weryfikował plany bycia „IDEALNĄ MAMĄ”

Dużo się zmieniło przez te 7 lat i cieszę się, że dziś mogę je podsumować – może niektórym mamom pomoże też w odpuszczeniu i zaoszczędzę im wyrzutów sumienia.

Do podzielenia się moimi doświadczeniami zaprosiła mnie marka Hortex

1. Dom to nie muzeum

Tu żyją ludzie, więc to normalne, że widać ich ślady. Jak ja się frustrowałam, kiedy po kilkugodzinnych porządkach już po chwili nie było śladu… Trochę mi zeszło aż odpuściłam latanie na ścierce każdego dnia. Po pierwsze odpuściłam sprzątanie w ciągu dnia. Wszystkie zabawki ogarniamy razem na koniec dnia. Nie ma sensu o 16 zbierać wszystkich klocków, skoro i tak za godzinę znów będą na podłodze.

2. Proste i szybkie gotowanie

Każdy rodzic chciałby żeby jego dziecko jadło różnorodnie i do tego ze smakiem. Tymczasem im więcej wysiłku wkładałam w przygotowanie dania, to mniej go ubywało z talerza. Wiele razy (myślę, że z 347) moje dzieci odmówiły nawet spróbowania. Mimo tego, że zawsze ich zachęcamy chociaż do jednego kęsa, to często nie da się ich przekonać. Dlatego odpuściłam wymyślne gotowanie i pierwszym kryterium wyboru dania jest pytanie: „Czy dzieci to zjedzą?”

A co zapytacie kiedy nawet lodówka już pusta a świadomy rodzic chciałby zaserwować swoim latoroślom pełnoprawny, wartościowy posiłek? Tylko żeby był bez środków konserwujących. Aaa, no i zdrowo no i warzywa (nieważne, że jest środek zimy). Wolny od GMO! No i najważniejsze zostawiłam na koniec – oprócz spełnienia tych wszystkich kryteriów – jeszcze taka przysłowiowa truskawka na torcie – żeby był smaczny:):):) Ha, na to też mam receptę – patrzcie uważnie, tu podrzucam FILM INSTRUKTAŻOWY

3. Mam zawsze koła ratunkowe

Kiedy odpuściłam sobie bycie perfekcyjną, to zaczęłam bardziej się skupiać na prawdziwych problemach i zaczęłam tworzyć plany awaryjne. Czyli na przykład, kiedy jestem na zakupach to kupuję lizaki dla dzieci i wkładam do torby na „czarną godziną”. I kiedy wydaje mi się, że nic nie mam żeby zająć dzieci w kolejce to wtedy wyciągam zapomniane lizaki.

A kiedy wsiadam z dziećmi do pociągu – trzymam takie czary z laminatora w maminym zanadrzu:

https://www.facebook.com/bmshkola/videos/1056064528084920/

4. Odpuściłam prasowanie codziennych ubrań

Pamiętam te nieprzebrane stosy prania, które czekały na prasowanie i moją frustrację kiedy wieczorem wolałabym obejrzeć serial na kanapie niż surfować na desce. Pomogła mi zmiana myślenia oraz proste tricki, dzięki którym przestałam tonąć w stertach do wyprasowania. Mniej obrotów w pralce + mniej prania w bębnie + rozwieszenie od razu lub wrzucenie do suszarki = prasowanie codziennych ubrań z głowy.

5. Nabrałam dystansu do siebie i odpuściłam

Kiedyś byłam osobą, która bardzo źle znosi krytykę i bywało tak, że nie potrafiłam się zdystansować. Brałam to wszystko za bardzo do siebie. Myślę, że macierzyństwo wpłynęło na mnie w taki pozytywny sposób, że zostałam mistrzynią dystansu. Potrafię teraz śmiać się z siebie w serdeczny sposób i odpuszczać różne sprawy, o które kiedyś piekliła bym się na darmo w nieskończoność.

6. Przestałam udawać, że wszystko ogarniam i zaczęłam prosić o pomoc

Bardzo ważny punkt w moim macierzyństwie. Kiedy ktoś mnie pytał, czy potrzebuję pomocy, to zawsze dziękowałam i mówiłam, że świetnie daję sobie radę. Oczywiście daleko mijało się to z prawdą, a ja byłam sfrustrowana. Kiedy zostałam mamą po raz drugi – postanowiłam nie być Zosią Samosią i dać sobie przyzwolenie, że mogę nie ogarniać. Proszenie o pomoc nie jest porażką, tylko normalną sytuacją. Bądź mądrzejsza – mi stanowczo za długo zajęło, zanim do tego doszłam.

7. Przestałam słuchać rad

Potakuję i puszczam mimo uszu. Wiem doskonale, czego chcę dla siebie i dzieci. Od nadmiaru „dobrych rad” boli czasem głowa, więc polecam odpuścić.

8. Porzuciłam książkowe metody wychowawcze

Podążam za moimi dziećmi, a na ich akurat temat jakoś nikt nie napisał jeszcze nawet najkrótszej broszurki. Żadna, nawet najmądrzejsza naukowa metoda w 100% nie nadaje się do wykorzystania w domu. Zrozumienie tego zajęło mi trochę czasu, ale kiedy odrzuciłam je wszystkie to zrobiło mi się łatwiej i lżej.

9. Zostałam swoją własną przyjaciółką

Widzę ją codziennie w lustrze i uśmiechamy się do siebie. Już nie jestem dla niej niemiła. Tylko wspieram w razie potrzeby i przytulam w myślach znacznie częściej niż kiedyś.

10. Zamiast ciągle myśleć o innych i ich potrzebach, zaczęłam myśleć o sobie

Dzieci, mąż, praca, dom – a gdzie jestem ja? Kiedy odpuściłam trochę to pojawiła się u mnie spora przestrzeń dla siebie. Korzystam z niej coraz częściej i mi się to podoba. Więcej spełnionych moich potrzeb, to więcej zasobów dla dzieci. Kiedyś rozsypany ryż na podłodze potrafił mnie zagotować w sekundę, a teraz włączam odkurzacz i bez mrugnięcia okiem sprzątam.

Dajcie znać, co Wy odpuściliście:)

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i macie takie same przemyślenia, to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis swoim znajomym – podziękują Wam.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Mój szybki makijaż – tricki i sposoby, które stosuję

  • URODA
  • 6  min. czytania
  •  komentarze [4]

Kto ma rano więcej niż 10 minut na makijaż? Ja nie mam, dlatego od kilku lat maluję się tak samo i zajmuje mi to mało czasu. Pod wpisami pojawiła się prośba o wpis na temat makijażu i dziś pokażę Wam, jak to robię i czego używam.

Zacznę od tego, że w ciągu 7 dni, z których składa się tydzień jestem umalowana max 5 razy. Lubię siebie bez makijażu i kiedy mam taki dzień, że nie mam spotkań, czy też nie robimy zdjęć to się nie maluję.

Kiedyś byłoby to niemożliwe, bo miałam kiepską cerę, a teraz jest naprawdę ładna i uważam, że wcale tak dużo nie potrzebuję.

Cały makijaż możecie też dziś obejrzeć na Instastories.

W dni kiedy się nie maluję używam tylko filtra UV (stosuję pielęgnację z kwasami), kremu nawilżającego lub kremu BB dla wyrównania kolorytu i to wszystko. Obecnie moim ulubieńcem jest Clinique iD – jest to świetny produkt, bo sami go do siebie dobieracie.

Najpierw wybieracie bazę: macie ich aż 5 do wyboru

A później wg Waszych potrzeb dobieracie wkład z aktywnym koncentratem

Ja używam teraz Clinique iD z bazą nawilżającą i leciutkim kryciem Dramatically Different™ Moisturizing BB-Gel (butelka moro) i mam wkład pomarańczowy z z Aktywnym Koncentratem na Zmęczenie.

Mój makijaż dzienny

Kiedyś popełniałam mnóstwo błędów, ale wynikały one z mojej niewiedzy. Dziś wiem już więcej i podzielę się nimi z Wami.

Przez wiele lat pod podkład nie nakładałam kremu nawilżającego, bo miałam rozszerzone pory. Wydawało mi się, że taki krem spowoduje mocniejsze przetłuszczanie się skóry twarzy. A tymczasem nie wiem czy wiecie, że rozszerzone pory to objaw skóry odwodnionej. I odkąd zaczęłam ją mocno nawilżać, to zmniejszyły mi się pory! Kiedyś używałam też podkładów matujących i to też był błąd, przez to twarz wyglądała bardzo płasko i nie odbijała światła.

Teraz: zawsze pod podkład używam nawilżenia. Teraz jest to Clinique iD i dopiero na to podkład.

Wiem, że makijażystkom może się jeżyć włos na głowie, ale nie używam gąbek i Beauty blenderów. Wszystko nakładam palcami, bo jest mi tak wygodniej i nie musze później nic czyścić – tylko myję ręce.

Podkład

Od roku używam nawilżającego podkładu Even Better Refresh i uważam, że jest genialny – naprawdę widzę większe nawilżenie i nie mam żadnych suchych skórek, które kiedyś mi się zdarzały w okolicy nosa. Mam kolor WN04 Bone. Podkład trzyma się do wieczora i cały czas czuję, że skóra jest przyjmnie nawilżona.

Korektor pod oczy

Mam dość mocne cienie pod oczami (taka moja uroda) i używam korektora. Przez jakiś czas używałam Collection 2000, ale któregoś dnia zauważyłam, że mam o wiele większe zmarszczki pod oczami i zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak się dzieje. Sama doszłam do wniosku, że ten korektor jest za ciężki.

Zbierał mi się w zmarszczkach mimicznych i wyglądałam jakby mi przybyło lat. Ponad rok temu zmieniłam korektor na o wiele lżejszy, ale z dobrym kryciem. Od roku używam Airbrush Concealer i jest idealny – właśnie mi się skończyło pierwsze opakowanie, więc jest wydajny. Dobrze kryje, rozjaśnia cienie i nie zbiera się w zmarszczkach. Mam kolor Fair cream

Makijaż oczu

Zanim zorientowałam się, że mam opadające powieki to minęło trochę czasu i popełniłam mnóstwo błędów makijażowych – łącznie z obrysowywaniem całego oka czarną kredką (kto tak nie robił?;)

Wcześniej nakładałam cień na powiekę i po kilku godzinach cień miałam zrolowany. Kiedy zaczęłam używać bazy pod cienie, to moje życie się zmieniło;) Cienie przestały się rolować i zniknął efekt tłustej powieki, a tusz do rzęs pozostawał na miejscu. Od lat używam bazy Urban Decay.

Czyli zaczynam od bazy na powiekę, a później przechodzę do cienii.

Kiedyś miałam duże paletki z cieniami, ale zauważyłam, że na 12 kolorów zawsze używam … dwóch. Uznałam, że bez sensu kupować takie duże zestawy, bo później muszę je wozić i zajmują dużo miejsca. Bardziej ekonomicznie jest kupić dwa duże cienie i tak od ponad roku mam swoich dwóch ulubieńców.

Te cienie są świetne, bo się nie osypują przy nakładaniu i dobrze się trzymają na powiece

W porównaniu z cieniami z palety Naked wygrywają dwa razy!

Jasny perłowy cień Cream pop – lekko opalizuje i odbija światło, a dzięki temu oko wydaje się większe. Nakładam go palcem, bo wtedy lepiej trzyma się powieki.

A drugi to Cocoa Pop – jest ciemny i świetnie nadaje się do powiększania oka. Nakładam go pędzelkiem i rozcieram.

tak wyglądają swatche

Na kursie makijażu nauczyłam się, że opadającą powiekę maluje się na otwartym oku – dzięki temu coś na nim widać, a oko się powiększa. Super patent!

Mam też jeden pędzelek do rozcierania cienia (makijażystki nie śmiejcie się ze mnie;) Pędzelek Real Techniques

Kreska na oku

Od lat maluję też kreskę na powiece – mam słabe rzęsy, a nie chcę sobie doczepiać, więc maluję kreskę. Dodam, że nie umiem tego robić i często kreski wychodzą mi inne, ale się tym nie przejmuję, bo wiem, że tylko ja to widzę;)

Kiedyś kreski malowałam ściętym pędzelkiem i cieniem, ale od kilku lat robię to eyelinerem w pisaku. Ostatnio kupiłam z Bourjois, ale po miesiącu mi się rozdzielił na pół (strasznie słabe) i teraz mam eyeliner Clinique Pretty Easy Liquid Eyelining Pen. Rysuje nim się bardzo łatwo i trzyma się na oku cały dzień! Nawet na opadającej powiece.

Tusz do rzęs

Bardzo lubię wodoodporne maskary, bo mam dość wrażliwe oczy, a do tego nie odbijają się na górnej powiece. Obecnie mam High Impact Waterproof Mascara i sprawdza się super. Wcześniej miałam Diorshow, ale zostawiał mi „pieczątki” na powiekach.

Brwi

Brwi też mam liche, więc raz w miesiącu chodzę na hennę. Jak zaczyna mi się zmywać, to podkreślam je żelem do brwi Benefit.

Bronzer i rozświetlacz

Na koniec używam zawsze bronzera w takie miejsca jakby padało na mnie słońce, czyli na górę czoła, kości policzkowe, nos i żuchwę. Długo używałam Nars laguna, ale wkurzało mnie to, że kiedy jest go mniej to mi się kruszył i nie nadawał się do użytku. Teraz mam True Bronze Pressed Powder Bronzer – delikatnie bronzuje i odbija światło – ma drobinki.

Od niedawna używam też rozświetlacza, korzystając z patentu mojej przyjaciółki nakładam go palcem na kości policzkowe, nos i na łuk kupidyna (nad ustami). Nałożenie rozświetlacza w tym miejscu powiększy usta i będą wydawały się wyraźniejsze (znacie ten trick?)

Ja naprawdę używam rozświetlacza tym palcem, wybaczcie 😉

Usta

To już pewnie wiecie, że mam swoją ukochaną pomadkę i właściwie tylko jej używam. To Dramatically Diffrent Lipstick kolor 28 romantizice, która pasuje chyba wszytskim. Jest nawilżająca, delikatna i do tego ma chłodny pigment, który powoduje, że zęby wydają się bielsze.

Tak wygląda na ustach bez filtra

Ta wygląda mój makijaż, który robię od kilku lat. Zajmuje mi to nie więcej niż 10 min.

A ja mam dla Was bardzo fajną ofertę, jeżeli w dniach 23-25.02 zamówiciie dopasowany do Was Clinique iD to moją ukochaną pomadkę (Dramatically Diffrent Lipstick kolor 28 romanticize) dostaniecie gratis. Kod do wpisania: nebule

Darmowa dostawa jest od 119 zł i nie łączy się z innymi ofertami na stronie.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” na Facebooku i udostępnijcie go swoim znajomym – może też chętnie skorzystają.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

„Dlaczego nie da się żyć bez pieniędzy?” – czyli pierwsze kroki po świecie finansów dla dzieci

Za to kocham prenumeratę! Nawet nie musiałam się fatygować do księgarni. Po świetnej pierwszej części o telefonach komórkowych, z niecierpliwością oczekiwałam na kolejną. Drugi tom serii „Zakład, że tego nie wiesz?” jest o pieniądzach…

Niedawno przeczytałam w odmętach internetu pytanie, które dotyczyło programów socjalnych. Kobieta pisała, że słyszała szokującą rzecz i nie wie czy to prawda, ale podobno takie programy są finansowane z naszych podatków! 😉

Gdyby w dzieciństwie miała szansę przeczytać drugi tom serii „Zakład, że tego nie wiesz? Dlaczego nie da się żyć bez pieniędzy?”, miałaby większy ogląd świata. Dlatego nasze dzieci już od wczesnych lat muszą wiedzieć czym są pieniądze i wszystko, co się z nimi wiąże.

Wehikuł czasu, to byłby cud…

Żyjemy sobie w erze nowych technologii, korzystając z urządzeń, o jakich się nie śniło naszym przodkom. A wyobraźcie sobie, że mamy wehikuł czasu i możemy przenieść się do dalekiej przeszłości, zabierając, co chcemy, powiedzmy walizkę do 32 kg, jak do samolotu.

Co weźmiecie ze sobą, by w owych czasach zostać bogaczami? Jak wykorzystacie swoją wiedzę i umiejętności? Pamiętajcie, nie ma internetu, dostęp do książek właściwie nie istnieje, wielu z dzisiejszych materiałów jeszcze nie odkryto. Czy Wasza wiedza pozwoli na osiągnięcie bogactwa?
Wiecie, co ja bym zrobiła? Zabrałabym 32 kg złota i byłabym głosicielem nowego porządku finansowego.

Zanim bowiem ludzkość doszła do (nadal niedoskonałego) systemu finansowego, minęły tysiące lat. Mam podejrzenie, że szerzenia zasad świadomego rodzicielstwa nie sprawiłoby, że stałabym się bogata… Obawiam się, iż z większym prawdopodobieństwem, spalono by mnie na stosie?

Kto z nas nie marzył, aby pieniądze rosły na drzewach, albo żeby można było płacić kamieniami?

Marzenia ściętej głowy… a nie! Wyobraźcie sobie, że okazuje się, że pieniądze w pewnym sensie jednak rosną na drzewach – są zrobione z papieru. Szkoda, że nie sprecyzowałam tych marzeń,  bo nie do końca o to mi chodziło?  Były jednak takie czasy, że płacić można było:

  • krowami,
  • muszlami,
  • solą,
  • bronią,
  • pierścieniami,
  • kamieniami RAI.

Dzieci, po przeczytaniu książki, będą zachwycone, że ich pomysł z kamieniami, nie jest taki niemądry, jak sądzą współcześni dorośli. Po prostu spóźniły się z nim kilkanaście wieków?.

Od barteru do niewidzialnych pieniędzy

Początkiem jednak był barter, czyli wymiany towarów bez użycia pieniędzy.

I to właśnie od historii powstawania systemu finansowego rozpoczyna się drugi tom serii „Zakład, że tego nie wiesz? Dlaczego nie da się żyć bez pieniędzy?”. Nie da się bowiem mówić o pieniądzach, bez zrozumienia jak to wszystko się kształtowało.

Podróżując więc przez wieki historii, jesteśmy hodowcami bydła na Bliskim Wschodzie, sklepikarzami w Sardis, chińskimi kupcami jedwabnymi, rzymskimi bankierami, poborcami podatkowymi (tfu) króla Henryka I, londyńskimi więźniami, a w końcu Izaakiem Newtonem! Uff… a to nie koniec naszej wędrówki, bo po krótkiej wizycie we współczesności, przenosimy się w przyszłość.

A tam to się dzieje!

Mamy niewidzialne pieniądze! Chwileczkę… właściwie to już je mamy, prawda?

Książka zabiera dzieciaki w podróż przez wieki pokazując im, jak dawniej posługiwano się pieniędzmi, jak je tworzono, wprowadzano do obiegu i… fałszowano.

 Ta opowieść wciąga do nieznanego świata i pokazuje kształtowanie się świata finansów, na poziomie odpowiednim dla dzieci.

Proste odpowiedzi na trudne pytania

„ Dlaczego nie da się żyć bez pieniędzy?” to nie tylko historia. W książce poruszane są najważniejsze mechanizmy ze świata finansów. Dzieci dowiedzą się:

  • czym jest inflacja;
  • po co nam kredyty;
  • co to jest kryzys finansowy;
  • dlaczego kryptowaluty to przyszłość.

A czy Wy wiecie, czym jest pieniądz fiducjarny? Zapytajcie dzieci, po lekturze tej książki.

To dopiero drugi tom z serii „ Zakład, że tego nie wiesz?”, ale już po pierwszej części wiedziałam, że będzie to nasz hit. Nie myliłam się! Polecam Wam prenumeratę, która zawiera 25 tomów, poruszających wiele ciekawych tematów, jak na przykład: dlaczego nie da się żyć bez czystej wody, grawitacji czy robali.( Bez robali? Doprawdy wydaje mi się, że całkiem nieźle bym sobie poradziła? ).

W prenumeracie macie znacznie taniej, bo jeden tom kosztuje zamiast 14,99 zł – 11,99 zł i dostajecie fajne prezenty, które pozwalają przeprowadzać eksperymenty, czy prowadzić obserwacje. Każdy kolejny tom wychodzi w co drugi czwartek. Pojedyncze tomy możesz zamówić w saloniku. Trzeci tom będzie o tym dlaczego nie można żyć bez… kupy. Już się nie mogę doczekać?

Jak Wam się podoba ta seria? Widziałyście pierwszy tom „Zakład, że tego nie wiesz”? Oczywiście nie mogę zakończyć tego wpisu bez mądralińskiego pytania? Zatem, czy wiecie, co kupiono pierwszy raz przez internet i zapłacono za to wirtualnie? Będziecie zaskoczone.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

? Audiobooki dla dzieci – 15 najlepszych tytułów ?

Audiobooki dla dzieci to świetna sprawa! Ze względu na chorobę lokomocyjną, to jedyne czym możemy próbować zająć dzieci w podróży. Jeżeli gdzieś się wybieramy to zawsze mamy coś nowego w zanadrzu. Choć ze względu na upodobanie dzieci do słuchania ulubionej bajki po wielokroć – słuchawki dla nich to też dobra opcja. Natomiast co ciekawsze tytuły włączamy też w domu.

Dziś przygotowałam Wam wpis z najciekawszymi i ukochanymi tytułami.

Table Of Contents

Choć książki dzieciom czytam sama, to oprócz podróży audiobooki są świetnym rozwiązaniem na jesienne wieczory, czy zmęczenie rodziców? Przygotowałam Wam listę 15 sprawdzonych audiobooków, które możecie śmiało puszczać dzieciom. A nawet sami podsłuchiwać ?

Zanim jeszcze przejdę do audiobooków dla dzieci to przypomnę o płycie, którą współtworzyłam i uważam, że jest genialna dla dzieci. Nadaje się idealnie do słuchania podczas podróży, ale możecie też ją włączać w domu. Są tam piosenki dla dzieci i słuchowisko.

Najfajniejsze jest w nich to, że piosenkarz śpiewa imię Waszego dziecka i tym samym bardzo angażuje – to dlatego dzieci tak kochają Dubi

Płyta, podobnie jak moje książki, powstała by wspierać rozwój mowy. Tu znajdziesz więcej na jej temat: piosenki dla dzieci z imieniem Twojego dziecka

A tu kupicie ją w komplecie z książką dla dzieci „Poznaję świat języka z Dudu i Bibi

audiobooki dla dzieci; zdjęcie płyty "Poznaję świat języka z Dudu i Bibi"
audiobooki dla dzieci
audiobooki dla dzieci

Edit – odkryłam ostatnio dobra źródło audiobooków! Po więcej szczegółow zapraszam do wpisu – Audiobooki. Tam poczytasz jak odmieniły moje życie. Jeśli używasz Storytel – dodaję linki – będziesz mogła dany tytuł od razu wrzucić sobie na półkę. A jeśli nie używasz – możesz za darmo spróbować:)

a teraz już czas na:

Audiobooki dla dzieci – TOP 15:

1. Bzdurki, czyli bajki dla dzieci (i) innych”, A. Andrus

Artur Andrus wziął się za pisanie bajek – czy to się mogło udać? I to jak! Stare postaci z bajek, jak Czerwony Kapturek czy Jaś i Małgosia, są już znudzone powtarzalnością ich historii, więc czas wymyślić inne. Absurd, gra słowem i inteligentny humor – polecam słuchać w czasie długich podróży. Ubawią się nie tylko dzieci, ale także i Wy. Nie ma nudy?

A czyta to nie kto inny, jak sam Artur Andrus – już jest śmiesznie, prawda?

Dostępny tutaj —>„Bzdurki, czyli bajki dla dzieci (i) innych”, A. Andrus

2. Pięciopsiaczki”, W. Chotomska

Wanda Chotomska czyta swoją opowieść o pięciu uroczych szczeniaczkach, które wprowadzają do domu chaos – jak to maluchy. Ileż jest z nimi roboty! Autorka w swoim stylu przeplata prozę, z uroczymi wierszykami, uzmysławiając dzieciom, jak dużo pracy jest, gdy ma się jedno małe zwierzę, za co dopiero pięć! Jest to też historia o odpowiedzialności za żywe stworzenia.

Dostępny tutaj —>„Pięciopsiaczki”, W. Chotomska

3. „Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty? Historyjki dla ciekawskich dzieci.”, P. M. Schmitt, C. Dreller

Mamooo, a dlaczego kamień jest twardy? A czemu truskawki muszą być czerwone, a nie niebieskie? A skąd się bierze trawa? Idę o zakład, że znacie to. Ta książka pozwoli Wam odciążyć się od części z tych pytań, jednocześnie zaspokajając ciekawość dzieci. A wszystko to zebrane jest w 22 historie, które opowiada Anna Rusiecka.

Dostępny tutaj —>„Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty? Historyjki dla ciekawskich dzieci.”, P. M. Schmitt, C. Dreller

4. „Jaś i Janeczka”, A. M. G. Schmidt

Gdyby zapytać Julka – to numer 1 jeśli chodzi o audiobooki dla dzieci. Może dlatego, że był na karnawale w Eindhoven, a Jaś i Janeczka to klasyka literatury holenderskiej:) Para uroczych pięciolatków – tytułowi Jaś i Janeczka – łobuzują, poznają świat, zadają wiele pytań. Prosty język, idealny dla maluchów, opisuje ich przygody, zabawy, spory i codzienne życie. Cała opowieść to kilka tomów zabawy dla młodszych dzieci. A czyta Jarosław Boberek….

Ten audiobook jest też fajny do włączania na wieczór i usypiania

Dostępny tutaj —>Jaś i Janeczka tom 1

Dostępny tutaj —>Jaś i Janeczka tom 2

Dostępny tutaj —>Jaś i Janeczka tom 3

5. „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek”, J. Bednarek

Moda na skarpetki nie do pary nie przyszła znikąd. Ona zrodziła się z w wyniku powszechnie zachodzącego procesu znikania skarpetek podczas prania. Znacie to, prawda? A wiecie, dlaczego skarpetki znikają? Niektórzy mówią, że to „syndrom kłaka”, a tymczasem… no cóż posłuchajcie, razem z dziećmi, co się dzieje ze skarpetkami, które giną nam z oczu. Okazuje się, że wiodą bardzo ciekawe żywoty. A o wszystkim opowie Wam Anna Wodzyńska.

Dostępny tutaj —>„Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek”, J. Bednarek

6. „Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkę”, S. Peltoniemi

Tym razem, to nie dziecko pragnie mieć psa, ale pies marzy o posiadaniu dziewczynki. Urocza, ciepła i zabawna opowieść o perypetiach psiaka, który postanowił spełnić swoje marzenie. Historia dla wszystkich dzieci, które chcą mieć psa, ale także dla tych, które kochają zwierzęta. Książkę czyta Artur Barciś.

Dostępny tutaj —>„Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkę”, S. Peltoniemi

7. „Dzieci z Bullerbyn, A. Lindgren

Jako ośmioletnia dziewczynka sama czytałam tę książkę i byłam zachwycona. Do szkoły szłam udając, że jestem Lisą. Wyobrażałam sobie, że skaczę przez strumienie i boso biegnę po trawie. Te wspomnienia zawsze wywołują uśmiech. Jaką wtedy miałam wyobraźnię! Ile radości wzbudziła książka o przyjaciołach z małej wioski, którzy, jak wszystkie dzieci mają swoje małe i wielkie sprawy. Niezwykle aktualna, a czytana przez Edytę Jungowską, wzbudza nawet dziś wiele pozytywnych emocji. Czyż mogłabym jej nie podsunąć moim dzieciom? No way!

Dostępny tutaj —>„Dzieci z Bullerbyn, A. Lindgren

Storytel —> „Dzieci z Bullerbyn” – audiobook

8. „Wiersze Pana Kleksa”, J.Brzechwa

Tak naprawdę są to wiersze Jana Brzechwy, które czyta Piotr Fronczewski. To absolutna klasyka. Pan Kleks opowiada więc o kwoce, która chciała nauczyć wszystkich kultury, o leniu, którego pracy nikt nie dostrzegał, czy o dzikim dziku, przed którym trzeba zmykać na drzewo. Myślę, że już wiecie, jakie wiersze czyta Pan Kleks – znamy je wszyscy.

Dostępny tutaj —>„Wiersze Pana Kleksa”, J.Brzechwa

9. „Miś zwany Paddington”, M. Bond

Jeśli sądzicie, że nie jest łatwo żyć wychowując gromadkę dzieci, to poznajcie państwa Brown. Lata temu, na stacji Paddington, spotkali oni bowiem misia, który przybył z Peru. Od tej pory ich życie diametralnie się zmieniło i nic już nie było takie, jak przedtem. A życie Brownów wywróciło się do góry nogami. Jeśli Wasze dzieci lubią Kubusia Puchatka, to pokochają także uroczego Paddingtona. Książkę czyta Artur Barciś.

Dostępny tutaj —>„Miś zwany Paddington”, M. Bond

Storytel —> po angielsku „Paddington” – audiobook

10. „Basia i taniec”, Z. Stanecka, M. Oklejak

Jeśli Wasze dzieci nie znają jeszcze serii książek o Basi, to koniecznie musicie to nadrobić. Basia, jak każda dziewczynka ma swoje marzenia, pomysły i fochy. Tym razem marzy, by zapisać się na taniec. Podobnie jak jej mama. Ta książka, oraz cała seria o Basi, pomaga dzieciom zmagać się ze słabościami i wyjaśnia im skomplikowane reguły, które rządzą światem. Pozwala im też oswoić sytuacje, które wydają się potencjalnie straszne. W książce jest sporo ironii, kierowanej do rodziców – z pewnością znajdziecie ją między wierszami. Przyznam, że bywało, że śmiałam się do łez, a dzieciaki nie rozumiały dlaczego?. Czyta Maria Seweryn.

Dostępny tutaj —>„Basia i taniec”, Z. Stanecka, M. Oklejak

Storytel —> „Basia i taniec” – audiobook

11. „Opowiadania do chichotania”, R. Piątkowska

Choć książeczka kierowana jest do dzieci w wieku 3-7 lat, tytuł zobowiązuje i także rodzice ubawią się przy słuchaniu tych opowiadań. A są to zabawne historyjki, opowiadane przez przedszkolaka, którego interesuje wszystko. Szuka on odpowiedzi na pytania, których my dorośli byśmy nie zadali. Nawet nie wpadlibyśmy na to, żeby o to pytać. No bo, która z Was zastanawia się o czym śni pies? A opowie o tym, kto? Oczywiście Artur Barciś!

Dostępny tutaj —>„Opowiadania do chichotania”, R. Piątkowska

Storytel —> „Opowiadania do chichotania” – audiobook

12. „Opowiadania dla przedszkolaków”, R. Piątkowska

I znowu Artur Barciś czyta opowiadania, których tym razem bohaterem jest Tomek, chłopiec, który ma kilka lat i niezwykłe pomysły. Przygody rezolutnego przedszkolaka są zabawne i pouczające jednocześnie. Na kanwie sukcesu pierwszej części książki, pojawiły się kolejne z tej serii – przedszkolaki będą zachwycone. Dzieci co chwilę krzyczą: to prawda! Tak właśnie jest!

Dostępny tutaj —>„Opowiadania dla przedszkolaków”, R. Piątkowska

Storytel —> „Opowiadania dla przedszkolaków” – audiobook

13. „Afryka Kazika”, Ł. Wierzbicki

Sama jestem zaskoczona, że ta pozycja trafi na top 15 audiobooki dla dzieci, ale i Lila i Julek po prostu ją uwielbiali! Kazimierz Nowak, w latach 1931 -1936 przemierzył całą Afrykę pieszo, rowerem, konno i czółnem. Gdy kilkadziesiąt lat później odnaleziono materiały z tej wyprawy, powstała relacja z podróży, a na jej podstawie opowiadania dla dzieci, które zapierają dech w piersiach. Wszystkie przygody z tej książki są oparte na rzeczywistych wydarzeniach, które miały miejsce w czasie tej fascynującej podróży. Dzieciaki poszerzają horyzonty, nawet nie wiedząc, że to robią. Te niezwykłe opowieści czyta Artur…. a nie, bo Jacek Kawalec?.

Dostępny tutaj —>„Afryka Kazika”, Ł. Wierzbicki

Storytel —> „Afryka Kazika” – audiobook

14. „Słuchowiska. Kraina uważności”, A. Pawłowska

Tym razem dzieci przeniosą się do wyjątkowej Krainy Uważności. Tam znajdą spokój, ciszę i wsłuchają się w siebie wśród dźwięków natury i muzyki. Odkryją, czym są emocje takie jak złość, nuda czy brak poczucia własnej wartości. Nauczą się technik uważności. Bardzo kojąca książka, także dla dorosłych.

Dostępny tutaj —>„Słuchowiska. Kraina uważności”, A. Pawłowska

15. „Co to znaczy…?”, G. Kasdepke

Lila po tacie uwielbia wszelkie gry słowne, dlatego w kategorii audiobooki dla dzieci – jej nagrodę oczywiście otrzymuje „Co to znaczy…?”. A czy Wasze dzieci wiedzą, co znaczy czuć do kogoś miętę, albo mieć kiełbie we łbie? Ta książeczka to zbór opowiadań, które w zabawny sposób wyjaśniają, co oznaczają popularne związki frazeologiczne. I znowu mamy naukę poprzez zabawę – to lubię!

Dostępny tutaj —> „Co to znaczy…?”, G. Kasdepke

Na koniec pokażę Wam świetny magnetofon, który kupiłam dzieciom – właśnie do słuchania płyt i muzyki z mp3. Mamy go od roku i wszyscy bardzo lubimy.

Ma przyciski odpowiednie do małych paluszków i łatwo go obsłużyć. Ma wejście na pendriva i na kabelki.

Można go kupić TUTAJ

A jak dla odmiany będziecie chcieli coś pooglądać – tu macie fajne, miłe i edukacyjne – Najlepsze bajki HBO GO

tutaj Najlepsze bajki na Netflix

a tu Edukacyjne bajki dla dzieci

Macie swoje ulubione audiobooki dla dzieci, które polecacie? Bardzo jestem ciekawa, czego słuchają Wasze dzieci.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Świadome rodzicielstwo to nie sielanka – 7 porad jak nie dać się zwariować

Jeżeli macie w oczach skaner cukru, jednym spojrzeniem potraficie ocenić ile poliestru jest w dziecięcej skarpecie, a na zakupach najpierw patrzycie na skład, a dopiero później na cenę, to najprawdopodobniej jesteście świadomymi rodzicami.

Do podzielenia się moimi doświadczeniami zaprosiło mnie Auchan

Kim jest świadomy rodzic?

Obudzony w środku nocy wyrecytuje trzy zdrowe zamienniki cukru

Kiedy widzi na ulicy dziecko w wisiadle w duszy się gotuje i wzywa wirtualny MOPS

Zapala mu się lampka „odłóż to na półkę” kiedy widzi SLS na butelce płynu dla dzieci

świadomy rodzic wybiera warzywa

Tak, przyznaję – ja też jestem świadomym rodzicem. Chcę jak najlepiej dla moich dzieci, więc interesuje mnie wszystko związane z ich zdrowiem, rozwojem, otoczeniem. Czasami sama się z siebie śmieje, kiedy spędzam kilka TYGODNI (!) na szukaniu najlepszej butelki (bo musi mało ważyć, żeby nie była z plastiku, nie rozlała się w plecaku, dobrze się myła w zmywarce)

Ale czasami już mam dość! Kiedyś mi się śniło, że weszłam do sklepu i kupiłam pierwszy lepszy serek dla dzieci. Nie czytałam składu, nie patrzyłam na ilość cukru, nie zauważyłam nawet żelatyny wieprzowej w składzie;) Po prostu podeszłam do lodówki i wzięłam produkt. Normalnie koszmar!;)

I tak sobie zaczęłam myśleć, że bycie świadomym rodzicem to jest mój styl wychowawczy. Lubię czytać, dociekać, porównywać i wybierać zawsze najlepszą opcję. Ale nie ukrywam, że jest to czasami trud i znój.

Mam wrażenie, że nasi rodzice mieli trochę łatwiej

Wyboru produktów właściwie nie było, nie musieli wertować blogów w poszukiwaniu bidonu idealnego, który wspiera rozwój aparatu artykulacyjengo, tylko do 5 roku życia dawali dzieciom krowie mleko z butli ze smokiem. To, że dziecko miało później wadę wymowy i zgryzu traktowali jako coś normalnego, a nie konsekwencję swoich wyborów.

Kiedy chcieli mieć najlepszej jakości warzywa, czy mięso, jechało się na wieś do wujka Zdziśka, a on ze swoich (niekontrolowanych i bez żadnych atestów) upraw, dostarczał im pomarszczoną marchew. Nie musieli znać oznaczeń chowu, bo wszystkie jaja były od kurek szczęśliwych z wolnego wybiegu.

Podobno ludzki mózg lubi, kiedy maksymalnie ma 3 rzeczy do wyboru. To co ma powiedzieć rodzic, który codziennie dokonuje takich wyborów. Przyznam, że często jestem tym już zmęczona, ale podobno to też jest objaw świadomego rodzicielstwa.

produkty spożywcze w koszyku świadomego rodzica

„Mleko zaśluzowuje” – „Kasza odśluzowuje”, , jesteśmy bombardowani natłokiem informacji i czasami już sami nie wiemy, co mamy zrobić. Szum informacyjny jest duży i my się w tym zaczynamy gubić. Świadomi rodzice są też zmęczeni właśnie dlatego – ciągle słyszą różne komunikaty: a to wyniki najnowszych badań, a to fakty i mity. Myślę też, że niektórzy z nas mogą mieć niewielkie FOMO (fear of missing out, czyli lęk o to, co nas może pominąć).

Chcemy być wystarczająco dobrymi rodzicami, więc staramy się nadążać za tym wszystkim. Ale czy się da? Według mnie nie i trzeba to przyjąć ze świadomością.

Czasami jestem już zmęczona wytycznymi, badaniami i najnowszymi wynikami z Pubmedu. Co wtedy robię?

1. Wyłączam się i bazuję głównie na intuicji.

Po prostu: kiedy czuję natłok informacji to się odcinam. M.in. dzięki temu kilka lat temu przestałam oglądać TV.

2. Korzystam też ze sprawdzonych źródeł i produktów

które są lokalne i znane. Pisałam Wam już wcześniej, że robię zakupy w Auchan, bo tam wystarczy, że znajdę produkty z logo „Pewni dobrego” i wiem, że są świeże, przebadane (np. pod obecność pestycydów) i z lokalnych gospodarstw. Ostatnio pojawiło się sporo nowych produktów, więc zakupy mam ułatwione. Tak jak bałam się kupować łososia, to teraz mam sprawdzonego w Auchan.

3. Trzeba znaleźć umiar nawet w umiarze

To powiedzenie naszej pediatry. Nie przejmuję się tym, że mimo wielu świadomych wyborów zdarzy mi się popełnić błąd. To jest normalne i daję sobie do tego prawo.

4. Enough is enough

Nieświadomie stosuję tę metodę od urodzenia. „Wystarczy” jest dla mnie lepsze niż „perfekcyjne”, dzięki temu oszczędzam sobie wiele frustracji (i czasu).

5. Wszystko jest dla ludzi

Tylko zależne jest od dawki. Woda w ogromnej ilości też może być trucizną. Dlatego wolę uczyć dzieci, że chipsy można wybrać w zdrowszej formie i to jest ok.

6. Poleganie na autorytetach i szukanie inspiracji

Przyznam, że mam w sieci kilka sprawdzonych miejsc, gdzie zaglądam raz na jakiś czas żeby przeczytać o ciekawostkach (np. Czytaj skład, Mataja i Pan Tabletka). Ufam im i wiem, że jak oni coś polecają to możliwe, że i u mnie się sprawdzi.

Korzystam też z różnych przepisów żeby móc szybko przygotować obiad. Polecam Wam wpis u Ilony z obiadami bez mięsa KLIK.

7. Kupuję te same produkty od wielu lat

Mam bazę wielu produktów, które zawsze mam w domu i często je kupuję. Wtedy nie muszę skanować etykiety w poszukiwaniu syropu glukozowo-fruktozowego i mączki świętojańskiej w śmietanie. Tu inspiracje na 10 produktów które zawsze mam w domu.

Bycie świadomym rodzicem może nie jest łatwe, ale daje ogrom satysfakcji. Mam wpływ na to jak żyję i jak rozwijają się moje dzieci.

Mam też do Was prośbę – jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” na Facebooku i udostępnijcie go swoim znajomym, podziękują Wam.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

10 błędów popełnianych przy nebulizacji. Jak poprawnie ją wykonywać? (FILM edukacyjny)

  • ZDROWIE
  • 8  min. czytania
  •  komentarze [14]

Nebulizacja jest jedną z najpopularniejszych metod leczenia górnych i dolnych dróg oddechowych. Jednak nie każdy wie, jak poprawnie ją wykonać. Ja też przez długi czas działałam intuicyjnie i jak się okazuje -popełniłam masę błędów.

Pod koniec ubiegłego roku zostałam zaproszona przez markę Teva do stworzenia filmu edukacyjnego. Pod okiem specjalistów i Prof. Alergologii Adama Sybilskiego zebrałam wszystkie najważniejsze informacje, o tym jak prawidłowo wykonać nebulizację.

A na samym końcu tego wpisu znajdziecie stworzony przez nas film edukacyjny, o tym jak poprawnie zrobić nebulizację.

Dziś napiszę Wam o najczęstszych błędach, ale też pokażę rozwiązanie, czyli instruktaż.

nebulizacja – 10 najczęstszych błędów:

Chciałabym się skupić tutaj tylko na nebulizacji lekiem. Jeżeli robimy nebulizację solą fizjologiczną to te wskazania nie są tak rygorystyczne. A jeżeli mamy dawkę z lekiem to musimy przestrzegać niżej wymienionych zasad, bo leczenie nie będzie skuteczne.

Zdjęcia z konferencji „Odetchnij z TEVA”

1. Nebulizacja – wybór sprzętu

Jest to jeden z kluczowych błędów, popełniany często nieświadomie. Wybór nebulizatora jest ważny, jak wybór komputera. Jeżeli wybierzemy kiepski model, to leczenie nie będzie efektywne. Dlatego warto go kupić jeszcze zanim dziecko zachoruje. W przeciwnym razie będziemy szukać czegoś na szybko, nie zapoznając się z parametrami.

Na co zwrócić uwagę:

  • Przepływ powietrza jest istotny, gdyż cykl oddechowy jest różny u dzieci w różnym wieku, mają różną pojemność płuc/ pojemność wdechową. Trzeba również zaznaczyć, że jest to istotne dlatego, że podanie leku jest tylko we wdechu. Im dłuższy wdech tym więcej leku dotrze do płuc i tam zostanie.
  • Niedostosowanie przepływu do wieku powoduje utratę leku w procesie nebulizacji – podaż aerozolu jest większa niż zdolność małego pacjenta do jego przyjęcia. 

Dzieci do lat  4 powinny używać nebulizatora z przepływem 4 litry powietrza/ minutę.

Dla dzieci w wieku od 4-12 lat zalecany przepływ to 8 litrów/ minutę,

A dla dzieci powyżej 12 roku życia powyżej 10 litrów/ minutę. 

  • Warto zwrócić uwagę na to jakiej wielości cząsteczki generuje nebulizator. Frakcja drobnocząsteczkowa (2-4 µm) wyrażona jest w %.  Określa jaki procent objętości aerozolu jest zdolny do przenikania do drobnych oskrzeli i najlepszej depozycji. Im parametr wyrażony jest wyższym procentem, tym lepiej. FPF powinno być większe niż 65%.
  • Ostatni parametr to pojemność martwa. Wyrażona jest w ml i informuje, ile leku wlanego do nebulizatora nigdy nie zostanie wykorzystana do wytworzenia chmury aerozolu, tym samym objętość rezydualna powinna być jak najmniejsza. Co ważne przestrzeń martwa powinna każdorazowo zostać dopełniona lekiem. 

Chcę jeszcze dodać kilka faktów (ważnych przy wyborze nebulizatora), których dowiedziałam się pod Prof. Sybilskiego:

  • maska nie powinna mieć otworów bocznych lub powinny być jak najmniejsze
  • maski używamy tylko do 3 roku życia, a później nebulizację robimy przez USTNIK (lek pokonuje wtedy krótszą drogę i nie osadza się w nosie) – jak kupujecie nebulizator zwróćcie uwagę na to, czy jest tam też ustnik
  • nie kupujcie nebulizatorów ze smoczkiem – najwięcej leku osadza się w płucach przy wdechu, kiedy dziecko ssie smoczek dołączony do inhalatora (tego pojemnika na lek) to oddycha głównie nosem
  • jeżeli macie więcej niż jedno dziecko od razu zamówcie dodatkowy inhalator (pojemnik na lek), maseczkę lub ustnik
nebulizacja - ustnik nebulizatora

2. Nebulizacja – technika

Zapomnijcie o przykładaniu końcówki bez ustnika do twarzy dziecka. Ja też myślałam, że jak dziecko ma chociaż w pobliżu twarzy końcówkę inhalatora to nebulizacja będzie wykonana poprawnie. Otóż nie! Oddalenie ustnika lub maseczki powoduje straty leku, więc leczenie nie jest skuteczne. Jaka jest prawidłowa technika nebulizacji:

  • jeżeli robicie to pierwszy raz to trzeba dziecko z nebulizacją i nebulizatorem oswoić. Możecie pozwolić dziecku obejrzeć nebulizator, włączyć, wyłączyć. Możecie też zrobić nebulizację na sobie lub pokazać dziecku filmy na YT dzieci, które też to robią. Jest to bardzo ważne, bo jeżeli dziecko nie będzie współpracowało to możliwe jest nieprawidłowe podanie leku
  • jeżeli dziecko płacze to w ogóle nebulizacja nie ma sensu. Wyłączcie wtedy nebulizator. Lek wtedy nie dociera tam gdzie trzeba
  • terapia powinna być prowadzona w przypadku małych dzieci (< 3 roku życia) przez pełną, zamkniętą, miękka, szczelną maskę (bez dużych otworów bocznych, ale z obecnym zaworem wydechowym).  Jest to o tyle ważne, że w trakcie nebulizacji lekiem, duża ilość leku „ucieka” właśnie tymi dziurami.  Maseczka powinna szczelnie przylegać do twarzy dziecka. Pomoże to zarówno zminimalizować stratę leku, ale także uchroni przed niepotrzebną ekspozycją skóry twarzy i spojówek na lek. 
  • dzieci powyżej 3 roku życia powinny mieć nebulizację przez ustnik (lek pokonuje krótszą drogę i nie osadza się w nosie)
  • dziecko powinno być w pozycji siedzącej, a głowa lekko uniesiona (jeżeli dziecko jest w pozycji półsiedzącej to zaciska górne drogi oddechowe i zmniejsza się przestrzeń tchawicy)
  • komora (inhalator) powinna być w pozycji pionowej
przykład nebulizacji

3. Zakłócenia w trakcie nebulizacji

  • nie rozmawiaj z dzieckiem w czasie nebulizacji
  • kiedy dziecko płacze wyłącz nebulizator (oddech jest wtedy płytki i lek nie dociera do płuc)
  • gdy w czasie nebulizacji pojawi się kaszel, duszność, niepokój, to należy zabieg przerwać i wyłączyć kompresor, aby uniknąć starty leku
  • oddalenie maski lub ustnika od twarzy dziecka o 1 cm powoduje stratę leku nawet o 50%

4. Przedłużanie czasu nebulizacji

Gdy cały płyn z inhalatora zostanie zużyty wyłącz kompresor. Zwróć też uwagę żeby całkowity czas nebulizacji nie przekraczał 3-4 min. Dłuższy czas może powodować coraz gorszą współpracę dziecka

5. Udrażnianie nosa przed nebulizacją

Jeżeli dziecko ma zatkany nos, to nie udrażniaj/ nie oczyszczaj go przed nebulizacją. Celem nebulizacji jest dostarczenie leku do krtani, czy też oskrzeli, a przez usta lek ma krótszą drogę do pokonania i unika się niepotrzebnego deponowania leku w nosie. 

6. Zapominanie o umyciu twarzy dziecka i wypłukaniu ust

To bardzo ważny punkt, o którym nawet czasami lekarze zapominają. Zapamiętajcie! Po zakończonej nebulizacji TRZEBA przemyć dziecku twarz (oczy też) i wypłukać buzię. Jeżeli dziecko jest małe i nie umie wypluć płynu, to trzeba dać mu wodę do popicia.

7. Nie oklepywanie po zakończonym zabiegu

Po nebulizacji trzeba dziecko oklepać. Najlepiej położyć dziecko u siebie na kolanach (jedno kolano wyżej, drugie niżej) – tak aby głowa była niżej niż pupa. Jedną ręką przytrzymujemy dziecko za bark. Z drugiej ręki robimy łódkę (rynienkę) i zdecydowanym ruchem oklepujemy od dołu do góry. Oklepujemy w szybkich seriach: 1-2-3 przerwa. Taki zabieg powinien trwać około 3 min.

8. Nebulizacja – rozcieńczanie leku solą fizjologiczną

Nie zaleca się rozcieńczania leku solą fizjologiczną, gdyż nie wiadomo jakie właściwości będzie miał powstały aerozol, może to obniżać ilość dostarczonego leku, a także wydłużać czas nebulizacji, co z kolei może być przyczyną gorszej współpracy dziecka i osłabiać efekt zabiegu. 

nebulizacja na modelu

9. Niedbanie o nebulizator

Aby nebulizator dobrze działał i podawał prawidłową dawkę leku trzeba o niego dbać.

  • po zakończonej nebulizacji trzeba umyć komorę inhalatora zgodnie z instrukcją załączoną do sprzętu
  • trzeba również umyć i zdezynfekować maskę lub ustnik, bo w pozostałym roztworze mogą się namnażać drobnoustroje
  • jeżeli z nebulizatora korzysta więcej niż jedna osoba (np. drugie dziecko jest chore) najlepiej mieć dwa podpisane zestawy: maseczka+inhalator (ta część do której się wlewa lek) lub ustnik+inhalator
  • jeden nebulizator nie służy też całe życie, trzeba go raz na 1-2 wymienić

10. Nerwowa atmosfera w czasie nebulizacji

Tak jak mówię w filmie: Tylko spokój nas uratuje.

Jeżeli będziemy spokojni, to i dzieci będą lepiej współpracować. Dlatego w wolnej chwili dokoładnie obejrzyjcie film edukacyjny, który Wam przygotowałam i stosujcie wszystkie porady, a wtedy leczenie przebiegnie szybciej i sprawniej.

P.S. Profesor Adam Sybliski na konferencji przytaczał badania, z których wniosek płynął taki, że nebulizacje puszczane przy bajce są najskuteczniejsze, bo dziecko jest spokojne przez ten czas (3-4 min) i jest największa szansa, że nie będzie strat leku. Link do badań TUTAJ

Poniżej możecie obejrzeć efekt naszej pracy, czyli film edukacyjny, z którego się dowiecie jak prawidłowo zrobić nebulizację.

Jeżeli obejrzeliście film i dowiedzieliście się nowych rzeczy, kliknijcie „Lubię to” na Facebooku i udostępnijcie ten post znajomym – podziękują Wam

EDIT – Po opublikowaniu wpisu – zarówno w komentarzach na mediach społecznościowych jaki i tutaj – pojawiły się różne wątpliwości, pytania, zarzuty. Nie jest moją intencją generowanie ruchu na takich medialnych burzach. Zebrałam więc wasze pytania i poprosiłam organizatorów konferencji o odpowiedź na najczęściej pojawiające się wątpliwości. Jednym celem jest dostarczenie nam wszyskim wiedzy, która jest świeża, zgodna z najnowszymi badaniami i rekomendacjami. Nie będę odnosić się tu do zarzutów w stylu „a ja jestem lekarzem a ty nie”. To nie ja przygotowywałam te rekomendacje, tylko szacowne grono ekspertów. Firma, która przygotowała tę konferencję, pofatygowała się by po prostu, by za pomocą kanałów nebule.pl – dotrzeć do rodziców w całym kraju. Za czasów naszych rodziców, nikomu się o nebulizacji nie śniło. Prawidłowe metody aplikowania leków nie miały jak się rozpowszechnić i utrwalić. Nawet wśród lekarzy.

Nebulizacja – pytania czytelników

Oto komentarze i rekomendacje do przesłanych przez was pytań:

Najwięcej pytań dotyczy rozcieńczania – publikacje, które wyjaśniają skąd rekomendacja, żeby tego nie robić to m.in. publikacja prof. Pirożyńskiego – guru nebulizacji w Polsce i za granicą.

W skrócie: podanie leku z nebulizatora pneumatycznego oznacza, że:

1. Część mieszanki zostaje w pojemniku nebulizatora (objętość martwa) i nie jest przetwarzana w aerozol, a nie mamy wiedzy czy w tej objętości jest lek czy sól fizjologiczna, czy ich mieszanka i w jakiej proporcji. Więc może się zdarzyć tak, że z takiej mieszanki większość przetworzona w aerozol to sól a lek został w nebulizatorze, czyli nie podaliśmy odpowiedniej ilości leku.

2. Jak mieszamy ciecze, to nie wiemy jakie właściwości fizyczne będzie miała taka mieszanka. Może się zdarzyć tak, że cząsteczki obu cieczy się połączą i stworzą tak dużą cząsteczkę, która nie ma szans spenetrować do dolnych (wąskich) dróg oddechowych i zostanie na języku i w krtani a do oskrzeli nie dotrze.

PS. Lekarze zalecają rozcieńczanie, bo ich na studiach mało uczą o nebulizacji jako zabiegu, podobnie jak kwestia doboru inhalatora nie jest poruszana na studiach medycznych.

Nebulizacja – inhalatory siateczkowe

Odnośnie inhalatorów siateczkowych/ membranowych o których również mowa:

komentarz czytelnika: „a mi jednak bez rozcieńczania siateczka zapycha sie i lek nie leci z solą tez czesto sie zapycha i rozwaliłem tak juz dwa inhalatory. Membranowe moim zdaniem w ogole sie nie nadają do leków.

No właśnie w tym przypadku, jak Pani rozcieńcza lek to z siateczki leci sam rozcieńczalnik, a nie lek. Skoro po nalaniu leku nie ma aerozolu, to znaczy że nebulizator jest niewłaściwy do tego leku. Leki mają różną budowę – różną wielkość cząstek -> są takie które są za duże na siateczki dlatego nie ma pary. I co ważne => tanie siateczki są zwyczajnie kiepskiej jakości i się szybko zapychają i zwykle nie da się ich wyczyścić. Są dobre siateczkowe (omron, phillips, pari). Właśnie dlatego póki co FDA zaleca stosowanie dla sterydów wziewnych (Nebbud) tylko nebulizatora pneumatycznego -> bo jest najlepiej przebadany i każdy, nawet tani wytworzy aerozol.

Nebulizacja a oklepywanie

Ad pani Kamila – fizjoteraputa, która pisze iż oklepywanie jest błędem ->

oklepywanie to jedna z podstawowych technik rehabilitacji dróg oddechowych szczególnie u małych dzieci i jest we wszystkich rekomendacjach. Bo są tez inne techniki, np. nauka kaszlu i odkrztuszania, ćwiczenia oddechowe,  ale u małych dzieci, które fizjologicznie nie są w stanie odkrztuszać, bo nie mają jeszcze odruchu kaszlu, są one nie do zastosowania… a u starszych dzieci (7+) zaleca się stosowanie inhalatorów ciśnieniowych, a nie nebulizatorów, m.in. dlatego ze potrafią już koordynować oddech.

Powtórzę tylko to co ujęłam na wstępie do wpisu – za organizacją konferencji, wysiłkiem włożonym w przygotowanie zarówno edukacyjnego filmu jak i recenzją tegoż wpisu stoją lekarskie autorytety pod okiem Prof. Alergologii Adama Sybilskiego

Treści opracowane na podstawie publikacji prof. Michała Pirożyńskiego, prof. A, Emeryka, Prof. A.Sybilskiego + konsultowane z prof. Sybilskim.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

„Zakład, że tego nie wiesz” – czyli jak wzbudzić w dzieciach chęć do zdobywania wiedzy

Gdy byłam małą dziewczynką, lubiłam oczekiwać na przyjemności. Na wakacje, na urodziny, na weekendy. Samo to oczekiwanie dawało mi równie wiele radości, co jego finał. I przyznam się Wam, że nadal mi to zostało. Lubię planować przyjemności, dlatego, że miło mi się żyje w oczekiwaniu na nie. 

Jednym z najmilszych oczekiwań dzieciństwa było wypatrywanie moich ulubionych gazetek. Zaczytywałam się w czasopismach dla dzieci i z niecierpliwością czekałam na każdy kolejny numer. Mieliście swoją ulubioną gazetkę?
Moje dzieci zaraziłam podobną radością oczekiwania na przyjemności i uznałam, że fajnie było by zaprenumerować im coś.

zakład że tego nie wiesz 1sza strona okładki

Zakład, że tego nie wiesz

I tak trafiłam na serię „Zakład, że tego nie wiesz?” wydaną przez Edipresse pod patronatem Uniwersytetu Dzieci i telewizji Da Vinci. Przeczytaliśmy pierwszą część z 25 tomowej kolekcji i… cóż przepadliśmy wszyscy. 

Dlaczego nie da się żyć bez…

Pierwsza część serii nosi tytuł „Dlaczego nie da się żyć bez telefonu komórkowego?”. Odważnie, jak na książkę dla dzieci, no bo chwila – czy ja chcę, żeby moje dzieci myślały, że rzeczywiście się nie da żyć bez tego urządzenia. Taka myśl zaprzątnęła mi głowę w pierwszym momencie, ale przecież to prawda – nie da się funkcjonować bez telefonu na co dzień. Owszem, kiedyś było inaczej, ale w dzisiejszym świecie, telefon jest nieodzownym elementem w niemal każdym aspekcie życia, i nie ma co zaklinać rzeczywistości. Moje obawy zostały szybko rozwiane przez fragment dotyczący zagrożeń, jakie niesie za sobą zbyt duże przywiązanie do najpopularniejszego urządzenia.

Książka jest pełna kolorowych, zabawnych obrazków, a całość jest napisana w sposób przystępny dla dziecka, i bardzo zabawny – także dla rodziców. Uwielbiam tak podaną wiedzę. 

Dzieci nie trzeba nakłaniać do poznawania świata – dzięki takim książkom rodzi się wewnętrzna motywacja do zdobywania wiedzy, rozbudza się ich ciekawość. 

A ciekawostek jest tu mnóstwo i przyznam, że sama nie wiedziałam:

  • jak działa bateria w telefonie czy ekran dotykowy;
  • skąd wzięła się nazwa „komórka”;
  • dlaczego SMS ma 160 znaków, a Tweet 140;
  • o co rywalizował Edison z Bellem;
  • dlaczego w Japonii większość telefonów jest wodoodporna.

A Wy wiecie?

Autorzy w ciekawy sposób przeprowadzają czytelnika przez historię powstania telefonów komórkowych – dzieci będą zaskoczone ich pierwszymi modelami, które przypominały cegły, a ogromne baterie trzeba było nosić w walizce. Pamiętam to – jestem stara? Hmm… wolę myśleć, że rewolucja telekomunikacyjna przebiegła wyjątkowo szybko. ?

Ile radości, tyle wiedzy

Kolejne tomy kolekcji (w sumie 25 tomów) dostępne są w prenumeracie, z którą dostaniecie dodatkowe bonusy w postaci:

  • zestawu do przeprowadzenia eksperymentu,
  • pojemnika do obserwacji gleby, roślin, owadów.

Dodatkowo w prenumeracie zapłacicie za każdy tom 11,99 zł, zamiast ceny regularnej 14,99 zł. 

zakład że tego nie wiesz - inne części
Prenumeratę możecie zamówić tutaj:  Zakład, że tego nie wiesz…
zakład że tego nie wiesz - tył okładki

A kolejne części zapowiadają się równie ciekawie, bo dowiecie się dlaczego nie można żyć bez pieniędzy, internetu, bólu, ekstremalnej pogody, grawitacji, elektryczności czy… kupy. Serio, serio. Czuję, że ta właśnie część będzie hitem wśród dzieci. ?

Pierwszy tom możecie kupić już od 6. lutego w super cenie 6,99 zł. Kolejne będą dostępne co dwa tygodnie, w kioskach, salonikach prasowych, a także w Empiku. Ja polecam prenumeratę. Nie trzeba pamiętać, kiedy wychodzi kolejny tom, i mamy pewność, że uda się zebrać wszystkie części. No i to cudowne oczekiwanie. Recenzja drugiego tomu o pieniądzach tutaj.

Na koniec zagadka dla Was: czy wiecie, co przedstawiała pierwsza fotka, która została przesłana telefonem komórkowym?

I nie, nie były to koty. ?

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!