fbpx

Jak wspierać samodzielność dzieci?

„Ja siam”, „Siama” – codziennie słyszymy te słowa z ust dzieci. Jednak często nie traktujemy ich poważnie. Dlaczego? Boimy się bałaganu, spóźnienia, czy też niezbyt dokładnego wykonania tej czynności przez dziecko? Zapewne jest wiele powodów, a ja dziś postaram się Was przekonać, dlaczego warto przestać się tym przejmować i pozwolić dzieciom uczyć się świata.

Partnerem dzisiejszego wpisu jest marka Baby Dove, która wspiera mamy w ich codziennych wyzwaniach.

Oczywiście zdecydowanie łatwiej jest nam ubierać dzieci, myć im ręce, zakładać buty i czapki. Zajmie to nam mniej czasu, a przy okazji nie zachlapiemy całej podłogi w łazience. Jednak przyjdzie taki czas prędzej czy później, że zaczniemy od dzieci wymagać tego, żeby same się obsługiwały. Tylko, że wtedy jest już odrobinę za późno. Minie ten okres wrażliwy i niestety nie będzie to dla dzieci ani atrakcyjne, ani też rozwijające. Będzie za to nudne, a my z tego powodu będziemy się denerwować.

Pomóż mi to zrobić samodzielnie –

Maria Montessori

Gdybym mogła wybrać jeden cytat, który odzwierciedla moje macierzyństwo to byłoby właśnie to.

Samodzielność daje wolność, która jest niezbędna do rozwoju

Nie da się być ciągle zależnym od drugiej osoby i uczyć nowych rzeczy. Jest to podstawowa potrzeba małego człowieka.

Co daje samodzielność i dlaczego jest taka ważna?

Przede wszystkim buduje poczucie własnej wartości. Naprawdę w życiu jest tak niewiele czynności, których efekt widać od razu. Tak jest właśnie z samodzielnym ubieraniem się. Nawet to, że dziecko ściągnęło jedną skarpetę może być dla niego budujące. To właśnie wtedy uczy się, że ma moc sprawczą.

Wie, że ma wpływ na siebie i swoje otoczenie

Jest panem swojego ciała. Uczy się, że to co robię jest ważne i widzę efekt mojej pracy.

Dzieci poznają świat przez zmysły i to właśnie one pozwalają mu na budowanie swojej świadomości. Jest taki cytat, który jest niezwykle inspirujący:

„Czego nie ma w zmysłach, nie ma też w umyśle”

Maria Montessori

Codziennie, w każdej czynności staram się dostrzegać coś, co może moje małe dziecko SAMO zrobić. Czasem jest to wyrzucenie czegoś do kosza albo otworzenie. Te małe czynności, które moglibyśmy wykonać szybciej i sprawniej sami to DOSKONAŁA lekcja dla dzieci.

Myślę, że wielu rodziców robi to za dzieci tylko dlatego, że nie zdaje sobie z tego sprawy. Czasem się z tego śmieje, że utrudniam moim dzieciom życie, tylko dlatego żeby później miały łatwiej. Wymagam od nich wieszania, rozcinania, zdejmowania itd. Mogłabym to zrobić sama, ale po co.

Przestańcie wyręczać swoje dzieci

Spójrzcie na nie i pomyślcie, co może zrobić samo. To jest o wiele bardziej cenne niż zabawka, czy nawet książka. Taka samodzielna praca jest doskonałym ćwiczeniem dla zmysłów.

Jak ćwiczyć samodzielność

Jeżeli rano nie macie czasu na pozwolenie swojemu dziecku na samodzielne mycie, ubieranie itd. to poświęćcie na to czas o innej porze dnia. Fajnym pomysłem jest ustawienie kosza do zabawy w przedpokoju. Odkąd pamiętam moje dzieci bawiły się czapkami, szalikami, a nawet butami. Ćwiczyły najpierw zdejmowanie (jest zdecydowanie łatwiejsze), a później zakładanie. Możecie dać im większe czapki, takie łatwiej jest założyć.

Toaleta i dbanie o siebie

Warto też wykorzystać czynności pielęgnacyjne do nauki samodzielności. Takie z pozoru zwykłe mycie rąk jest  doskonałą lekcją, której nie zapewni im żadna zabawka.Myślenie przyczynowo-skutkowe, nauka na błędach, obserwacja, obustronna koordynacja, do tego stymulacja zmysłowa – to nie jest opis super drewnianej zabawki za kilkaset złotych. To opis mycia rąk.

Żeby wszystko przebiegło sprawnie i bez zbędnej naszej ingerencji warto przystosować otoczenie do wieku i umiejętności dziecka. U nas w łazience mamy taki zestaw:

  • lekki podest, które dziecko umie samodzielnie podnieść i postawić, a kiedy na nim stanie dosięga do mydelniczki i kranu
  • mydelniczka i na niej kostka myjąca
  • nisko wieszaczek i ręcznik z pętelką, którą dziecko jest w stanie zawiesić
  • mamy też nisko zawieszony uchwyt na szczoteczkę do zębów, ale pastę wyciskamy sami (pilnujemy aby to było ziarenko grochu)

Nie używamy mydła w płynie z kilku względów. Po pierwsze małemu dziecku jest ciężko wycisnąć, a po drugie zdecydowanie wolimy kostki myjące (nazywane też syndetami) od mydła. Czym się różnią?

Kostka myjąca Baby Dove nie jest mydłem, nie zawiera mydła. Ma kwaśne PH i odpowiada naszej skórze, która ma PH w granicach 4,5- 5,5. Do tego wzbogacona jest o 1/4 kremu nawilżającego, który nawilża skórę i zapobiega wysuszeniu. Zawsze w sezonie zimowym miałam suche dłonie od częstego mycia rąk ( którego bardzo pilnuję u siebie i dzieci) i one się skończyły, kiedy używamy tej kostki myjącej. Jest ogólnie dostępna w sieci sklepów Rossmann i kosztuje 3,99 zł.

A już nie wspomnę, że trzymanie kostki w rękach i jej obracanie w mokrych rękach jest lepszą zabawą i do tego wydłużającą mycie niż używanie mydła w płynie.

Zdaję sobie sprawę, że pozwolenie na samodzielne mycie rąk może się skończyć mokrą podłogą, zachlapanym lustrem, mokrym ubraniem, ale to jest tego warte. Dziecko widzi swoje błędy i następnym razem postara się je skorygować. Oczywiście za pierwszym (pierwszymi kilkoma razami) warto jest być w łazience i pokazać dziecku, jak to zrobić żeby było jak najmniej „strat”. Ja jeszcze nie wymyśliłam, co mogę zrobić żeby Jul nie odkręcał wody „na full”. Ale staram się tym nie stresować.

Tak samo jest z ubieraniem – to doskonała zabawa, w czasie której dzieci uczą się koordynacji, równowagi. Obszerny wpis o ubieraniu się i naszych sposobach przeczytacie TUTAJ. A ja Was zachęcam do wyluzowania i spojrzenia na wszystkie próby samodzielności dzieci, jako lekcji, z której nauczą się więcej niż z książki.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kolorowanka wodna – 10 najciekawszych kolorowanek

Kolorowanka wodna jest najciekawszą książką aktywizującą. Od 1,5 roku nie ma tygodnia, w którym moje dzieci nie malowałyby wodą. Przerobiliśmy bardzo dużo różnych książek i dziś chciałabym Wam je pokazać.

Kolorowanka wodna – co to jest i o co w niej chodzi

Nadal nie doszłam do tego, jak to jest zrobione, że dzięki samej wodzie dziecko może kolorować, ale uważam, że jest to genialny wynalazek i polecam ją każdemu dziecku.

Jakie są jej plusy?

  • kolorowanki wodne lubią nawet te dzieci, które nie lubią kolorować – naprawdę!
  • jeżeli Wasze dzieci nie przepadają za rysowaniem, kolorowaniem itd. to spróbujcie kolorowanek wodnych. Zdecydowanie łatwiej jest malować wodą niż kredkami, bo pędzelek lub mazak z wodą nie wymaga naciskania i przez to ręka się nie męczy. Według mnie kolorowanki wodne mogą być przydatne w terapii ręki, bo ruch jest lekki, płynny i nie trzeba napinać nadgarstka żeby wydobyć kolor
  • nie ma bałaganu po malowaniu
  • efekt jest natychmiastowy i zazwyczaj spektakularny, co bardzo wzmacnia poczucie własnej wartości
  • dzieci, które uważają, że nie potrafią rysować, malować itd. przy nich poczują się pewniej – właściwie nawet 1,5 roczne  dziecko pomaluje ją dokładnie
  • większość kolorowanek jest wielokrotnego użytku, czyli w duchu „zero waste”
  • format – kolorowanka wodna to świetna „zabawka” na podróż, do restauracji itd. wystarczy trochę wody i już możemy malować

Zazwyczaj do kolorowanek wodnych są dołączone:

  • wodne mazaki
  • wodne pisaki
  • pędzelki (wtedy trzeba  w domu nalać wodę do małego pojemnika)

A ja chcę Wam pokazać jeszcze inne możliwości, które wspomagają motorykę małą i koordynację ręka – oko. Myślę, że możne je zaproponować dzieciom, które już mają kolorowanki wodne i malowanie pisakami, czy pędzelkami już je znużyło.

Do tych zabaw rozkładam ręcznik na stole

Spryskiwacz z wodą – to genialny pomysł na szybsze kolorowanie wodą

Pipeta i naczynie z wodą obok

Wacik kosmetyczny i naczynie z wodą

Patyczek kosmetyczny i naczynie z wodą

Pomoponik i spinacz 

Jak widzicie jest mnóstwo możliwości, a teraz przechodzimy do kolorowanek wodnych. Zacznę od tych dla najmłodszych, a skończę na propozycjach dla starszych dzieci

Kupiłam ją TUTAJ – nie bójcie się tam zamawiać – wysyłka jest za darmo tylko czeka się na zamówienie około 2 tygodni. Kosztowała 35 zł.

Tak bardzo żałuję, że dopiero teraz ją kupiłam – jest absolutnie genialna, bo mogłaby być w użyciu od około 3 miesiąca życia. Dla takiego malucha niezwykle interesujące byłyby już same czarno – białe wzory. Książeczka ma miękkie, wypełnione pianką strony.

Tak naprawdę to jest książka do kąpieli – po zanurzeniu, ilustracje od razu nabierają barw. Kolory są bardzo intensywne. Ilustracje w niej są przepiękne. Po wyschnięciu znów można jej używać. Używamy jej na mnóstwo sposobów – wszystkie zdjęcia wyżej są właśnie z nią. Julek kładzie ją też na dnie wanny, staje ze spryskiwaczem i celuje.kolorowanka wodna     kolorowanka wodna

Kolorowanka wodna z flamastrem wodne pojazdy

Dostępna jest TUTAJ i kosztuje 15 zł, a jest rewelacyjna

są jeszcze takie wersje:

Zwierzęta z podwórka KLIK

Psotne kotki KLIK

Wesołe święta KLIK

Pamiętajcie tylko jedną rzecz – mazak odkręca się w drugą stronę;)

kolorowanka wodna

Kolorowanka wodna z Tigera

Kosztowała 10 zł i jest chyba najsłabszej jakości, porównując do pozostałych. Już po jednym użyciu karton się lekko ściera. Ale jeżeli potrzebujecie czegoś na szybko, to polecam sprawdzić.

Kolorowanka wodna Water wow Melissa&doug Gospodarstwo, Pojazdy, Makijaże

Najtaniej możecie je kupić:

Pojazdy TUTAJ

Makijaże TUTAJ

Tą czerwoną mamy 18 miesięcy – była kolorowana ze 100 razy i dopiero teraz trochę trudniej łapie kolor. Uważam, że jest świetna i to od niej zaczęła się miłość do kolorowanek wodnych. Jest nieduża, można ją zabrać w podróż i ma wiele ciekawych elementów do wyszukania.

Kolorowanka wodna jednokrotnego użytku Wodne kolorowanie

Kolorowanka wodna z postaciami z bajek. Kosztuje około 5 zł

Dostępna TUTAJ

Jest wiele różnych: z Maszą, ze Smerfami, Z Tomkiem

Nie ma do niej pędzelka lub pisaka, trzeba je przygotować.

Kolory może nie są bardzo nasycone, ale na początek jest bardzo fajna. Ja zamawiam zawsze kilka i zabieram w różne miejsca, albo na drobny upominek dla innego dziecka.

Kolorowanka wodna Usborne

Dostępna jest też TUTAJ

To już któraś z kolei, którą mamy. Zamawiam je TUTAJ (wysyłka jest za darmo). Jest wiele różnych rodzajów i robią ogromne wrażenie. Są jednokrotnego użytku, ale powstałe obrazki są tak piękne, że wieszamy na ścianach. Kolor jest bardzo mocny, a w zestawie mamy pędzelek. Kolorowanki mają przepiękne ilustracje i jeszcze nie znalazłam podobnych.

kolorowanka wodna

Kolorowanka wodna Water Wow Melissa&doug z lupą

Dostępna jest TUTAJ   (akurat jest w promocji) i wiem, że bardzo trudno ją dostać, więc naprawdę warto kupić.

To nowość, która jest w naszym domu od kilku dni i jest non stop w użyciu. Kolorowanka jest wielokrotnego użytku, a dołączona jest do niej lupa. Dziecko wykonuje różne zadania: labirynty, „znajdź różnicę”, a póżniej za pomocą lupy odnajdujemy ukryte elementy, których nie widać bez niej. Świetna zabawa i do tego nauka. Jeżeli nie macie pomysłu na prezent dla dzieci na urodziny lub na Mikołajki to warto ją kupić – jest wyjątkowa.

kolorowanka wodna

Mamy też drugą z postaciami ludzkimi i też jest świetna

dostępna TUTAJ

Kolorowanka wodna to świetna alternatywa dla farb, ale też dla zwykłych kolorowanek. Jeżeli jeszcze takich nie macie, to warto kupić.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Przeczytaj jeszcze raz i jeszcze raz – dlaczego czytanie tych samych książek powoduje, że dzieci są mądrzejsze

Chyba każdy rodzic to zna, a ja przynajmniej bardzo dobrze. Mam nawet taką listę książek, które jak widzę to mam ochotę uciekać. Jak można czytać non stop Pucia, Kicię Kocię, Ulicę Czereśniową? Na hasło „Jeszcze raz” mam ochotę wrzucić książkę za szafę. Jak się okazuje powinniśmy zacisnąć zęby i robić to dalej, bo… od czytania wciąż tych samych książek mózg dzieci rozwija się szybciej.

Szokujące, ale prawdziwe.

Kiedy wieczorem Wasze dziecko wybiera swoją ulubioną książkę, które pewnie możecie poznać po tym, że:

a) jest najbardziej zużyta i ma wymiętolone strony

b) ma ślady po zębach, rozlanej wodzie lub innych płynach

c) na widok, której przewracacie oczami

d) wszystkie powyższe

To tak naprawdę przygotowuje się do tego żeby odnieść sukces w późniejszym życiu?

Jak pokazują badania naukowe (KLIK) czytanie tych samych książek w kółko bardzo rozwija słownictwo. Chociaż nam się wydaje, że to wciąż te same wyrazy i czytanie tego po raz kolejny jest stratą czasu.

Dlaczego tak się dzieje?

Po pierwsze mózg ludzki potrzebuje powtarzania.

Inaczej uzna daną informację ze bezużyteczną i ją zapomni. Powtarzanie powoduje, że mózg myśli „To jest ważne, że Pucio mówi o tym, że mam się pospieszyć, bo Pani w przedszkolu czeka”. Zapamiętuje i dzięki temu, że to powtarzamy je nawet kilkanaście razy lepiej je zapamięta.

Czytanie tych samych książek spowoduje, że dzieci szybciej zaczną czytać.

Nie wiem, czy kojarzycie metodę globalnego czytania Glena Domana? Polega ona na tym, że nie uczymy dziecka liter, tylko ono odczytuje słowo jako obraz. Kojarzy daną zbitkę liter ze znaczeniem, które my czytamy dziecku.

Po kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu powtórzeniach dziecko, które nie zna liter wie, że tam gdzie jest napisane „kot” to ma przeczytać „kot”. Tak właśnie dzieje się przy wielokrotnym czytaniu tej samej książki. Warunkiem jest takie czytanie, aby dziecko dobrze widziało litery, a my możemy nawet śledzić je palcem.

Jeżeli czytamy dziecku wciąż to samo, to jest wielce prawdopodobne, że zacznie naśladować bohatera.

Dlatego warto kupować dzieciom wartościowe książki, a nuż im się spodoba lektura o sprzątaniu, zmywaniu, myciu zębów i ścieleniu łóżka. To jest tak samo jakbyśmy my uczestniczyli w inspirującym szkoleniu. Słuchamy, powtarzamy, a po powrocie mamy ogromną chęć zrobienia tego w domu.

Dostrzeganie szczegółów

Dzięki wielokrotnemu czytaniu tego samego tekstu możemy bardziej dokładnie dostrzegać szczegóły, których nie widzieliśmy za pierwszym razem. Mnie zawsze zadziwiają dzieci, które potrafią dostrzec tak zupełnie niewidoczny (na pierwszy rzut oka) element w książce.

Czytanie tej samej książki w kółko daje poczucie bezpieczeństwa

Jest jak ten kocyk, który możemy przytulić, gdy nam źle. Mózg bardzo szybko zapamiętuje miłe chwile, a te złe wymazuje. Jeżeli czytaniu towarzyszy atmosfera pełna miłości, zrozumienia to dziecko chce ją powtarzać wielokrotnie, bo jego mózg potrzebuje miłości do prawidłowego rozwoju.

Rozwija pamięć słuchową

Znacie to – czytacie i przez przepadek (lub specjalnie) zgubiliście słowo lub kilka słów z tekstu. A Wasze dziecko od razu daje Wam znać, że coś przegapiliście. Tak działa pamięć słuchowa, która jest niezbędna do późniejszej nauki.

Melodia wypowiedzi

Dzięki czytaniu tego samego tekstu dziecko też zapamiętuje ton Waszego głosu, melodię i nic dziwnego, że chce to powtarzać, bo kojarzy ją z czymś dobrym i rozwojowym.

Nasunęło mi się pytanie, dlaczego my często mamy tego dość?

Sprawa jest prosta – my już to umiemy i nasz mózg nie postrzega czytania tej samej książeczki po raz pięćdziesiąty jako atrakcyjnej – dlatego nas to nudzi. Dorośli czytają książki w innych celach i to, że po raz kolejny raz czytamy Kicię Kocię jest zwyczajnie nużące.

Zapytałam Was też na Facebooku i Instagramie o książki, które Wasze dzieci wałkują właśnie po kilkadziesiąt razy. Stwierdziłam, że fajnie jest zebrać je w listę.

Oto złota dziesiątka najczęściej powtarzających się tytułów, na które Wy już nie możecie patrzeć:

  1.  Seria o Puciu
  2.  Seria o Kici Koci
  3.  Seria o Tupciu Chrupciu
  4. Seria „Opowiedz mi mamo, co robią…”
  5. Książki Herve Tulleta
  6. Seria Ulica Czereśniowa
  7. Seria o Basi
  8. Seria Jano i Wito
  9. Seria o Albercie
  10. Idziemy na niedźwiedzia

Tak naprawdę nie jest ważne, jak dużo książek liczy Wasza biblioteczka. Jeżeli czytacie te same książki nawet po kilkadziesiąt razy to może mieć to większy wpływ na rozwój dziecka niż czytanie cały czas czegoś nowego. Dlatego następnym razem, jak dziecko przyniesie znów tą samą książkę to przypomnijcie sobie mój dzisiejszy wpis i pomyślcie, że czytanie dziesiąty raz Pucia sprawia, że Wasze dziecko będzie (jeszcze) mądrzejsze

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Krzesełko do karmienia – porównanie naszych 4 modeli

Krzesełko do karmienia to nazwa mebla, która moim zdaniem powinna być zmieniona. Kojarzy mi się z karmieniem dzieci i na podstawie tej funkcji tak je nazywamy. Bo kiedy myślimy o tym, jaki model wybrać (szczególnie na początku życia dziecka) to właśnie tym się kierujemy i trochę nas to zapędza w pułapkę. Ja zdecydowanie wolę nazwę: krzesło rosnące z dzieckiem, które niekoniecznie służy do karmienia.

I kiedy inaczej spojrzymy na ten mebel, możemy znaleźć coś naprawdę świetnego, co będzie nam służyło przez lata.

Dziś chcę porównać 4 krzesła, których używaliśmy i często mnie pytacie, które jest lepsze.

Krzesełko do karmienia - porównanie 4 modeli

od lewej:

Stokke Tripp Trapp, Kidsmill Grow Up!, Ikea Antilop, Nomi

Zacznę od tego, że kiedy 5,5 roku temu szukaliśmy krzesełka do karmienia, to na rynku było niewiele ciekawych modeli, dlatego po wielu radach uznaliśmy, że najpopularniejszy model Ikea Antilop to najlepszy pomysł z takich względów:

  • jest tanie
  • łatwe w czyszczeniu
  • składa się i możne je przewieźć
  • kawałek wchodzi pod stół z Ikea

I to by było na tyle. Nie widziałam żadnych wad tego krzesła, tylko same zalety. Jednak podczas użytkowania wyszło sporo minusów, których wtedy nie widziałam. Dziś Wam o nich napiszę:

IKEA Antilop – minusy

  • oparcie nie jest regulowane i kiedy dziecko jest małe, to doły kolanowe są w zgięciu, a plecy nie dosięgają do oparcia. Jedni używają poduszki z zestawu lub innej, a niektórzy nie używają niczego. Dzieci siedzą, bez oparcia, bo żeby dotknąć do niego plecami musiałyby się położyć, co jest niebezpieczne przy jedzeniu
  • nie ma podporu dla nóg i jest to niezdrowe
  • dziecko nie jest w stanie bezpiecznie do niego wejść i wyjść
  • kilka razy moje dziecko przycięło sobie skórę zapięciem, więc je odmontowaliśmy
  • nie wspomnę ile razu uderzyłam się w mały palec u nogi w wystającą nogę krzesła
  • nie da się go wsunąć pod stół i przez to zajmuje sporo miejsca

Nasza córka odmówiła siedzenia w tym krześle około 18 miesiąca życia. A ja z przyjemnością wrzuciłam je do komórki. Od tamtej pory jadła przy stole stojąc na kolanach. Widać, że było jej niewygodnie, bo po natychmiastowym jedzeniu od razu odchodziła od stołu. Nie siedziała na nim też jak coś chciała zrobić w kuchni.

Krzesełko do karmienia

Aż w końcu miałam dość i zdecydowałam się na flagowy produkt Stokke, czyli Tripp trapp. To było coś niesamowitego, bo różnica była ogromna. Zacznę od plusów, które spowodowały, że w końcu mogliśmy siedzieć przy stole dłużej niż 10 minut, a córka zaczęła też rysować przy dużym stole

Stokke Tripp trapp plusy

  • dopasowanie do postawy i wzrostu dziecka – to jest bezsprzeczny argument – naprawdę warto kupić takie krzesło rosnące z dzieckiem już na samym początku.
  • my akurat nie lubimy tacek, bo nigdy nie chciałam „izolować” dzieci od stołu. Od początku chciałam żeby jadły na stole tym, co my. Tripp trapp bez „baby seat” idealnie wchodzi pod stół.
  • samodzielne wchodzenie i schodzenie – to ogromy plus, bo dziecko od początku jest samodzielne i dajemy mu wolnosć
  • nie można się na im przewrócić do tyłu, ani się huśtać
  • na dole krzesła można stanąć i dosięgnąć do tego, co chcemy. Moje dzieci używają tej możliowści jak w kitchen helper
  • łatwość czyszczenia po jedzeniu

Minusy, które widzę po kilku latach użytkowania:

  • cena – jest zdecydowanie droższe, ale jest do 140 kg i rośnie razem z dzieckiem. Warto pomyśleć o nim jak o inwestycji w zdrowie, w relacje przy stole i później np. przy godzinach spędzonych przy biurku
  • regulacja – aby zmienić ułożenie podpórek, dziecko musi zejść z krzesła – trochę czasu i zachodu to zajmuje zanim znajdziemy odpowiednią wysokość
  • jeżeli nie przykleicie zabezpieczeń pod nóżki krzesła to porysuje Wam podłogę
  • moje dziecko nie jest w stanie samo się przysunąć do stołu – krzesło jest dość ciężkie i nie da rady tego sama zrobić
  • mamy krzesło w kolorze szarym i gdybym jeszcze raz się decydowała to wybrałabym naturalne, bo dość szybko odprysnęła nam farba w zetknięciu ze stołem
  • baby seat nie wchodzi całkowicie pod stół z Ikea o wysokości   i dziecko musi się nachylać

Krzesełko do karmienia Stokke Tripp trapp najtaniej kupicie TUTAJ

Stokke Tripp trapp  krzesełko do karmienia
Stokke Tripp trapp  krzesełko do karmienia
dziecko siedzi na Stokke Tripp trapp  krzesełko do karmienia

Właśnie dlatego kiedy urodził się Jul zdecywoałam, że spróbujemy krzesła innej marki, która być może okaże się lepsza. Wybór padł na holenderskiego producenta. Jest ono tańsze od Stokke i ma kilka świetnych udogodnień. Przedstawiam:

Kidsmill Grow up

Kidsmill Grow up kupicie TUTAJ

Zacznę od zalet:

  • ma niższą cenę, a jakość wg mnie jest podobna do Stokke
  • według mnie mniejszym dzieciom (do roku) jest wygodniej w Kidsmill, bo ma wyższe oparcie. Kilka razy się zdarzyło, że Jul mocno się odchylił do tyłu w Stokke. Na tym krześle jest pełne podparcie pleców.
  • jest niższe i bez problemu wchodzi pod stół
  • regulacja jest podobna, aby zmienić wysokość trzeba zdjąć dziecko, następnie przykręcić śrubki
  • siedzonko dla muchów, ma regulowany pas, a nie plastik jak w Stokke, według mnie jest to wygodniejsze dla muchów
  • krzesło ma z tyłu małe kółka i dziecko może samo się przysunąć i odsunąć od stołu
  • nie da się na nim przewrócić odchylając się
  • jest trochę mniejsze i w małej kuchni nie zajmuje dużo miejsca

Minusy:

  • tak jak przy Stokke, lekko starła się farba – gdybym to wiedziała, to wybrałabym kolor naturalny, który jest pociągnięty tylko bezpiecznym lakierem
dzieci na krzesełkach do karmienia
krzesełko do karmienia test

Tak wyglądają razem przy stole:

krzesełko do karmienia test

obydwa wchodzą pod stół

Dla porównania Antilop, którego nie używamy, ale wyciągnęłam go do zdjęć

krzesełko do karmienia porównanie

Jak widać, nie wchodzi pod nasz stół i mocno wystaje.

Ostatnie krzesło to Nomi by Evomove, nasz ostatni wybór do biurka. Co ciekawe, zaprojektował je Peter Osvik, który jest autorem projektu Tripp Trappa. Ma ciekawy design i świetnie wygląda w nowoczesnych wnętrzach. Poprzednie modele, które pokazałam są raczej klasyczne. Nomi  ma w sobie coś, co bardzo przyciąga oko.

Nomi by Evomove

Kupicie je np. TUTAJ

Zacznę od zalet:

  • to jest krzesło, które Lila bardziej lubi, a to już coś mówi. Twierdzi, że wygodniej jest jej na nim siedzieć.
  • najważniejsza zaleta – krzesło można wyregulować z dzieckiem, które na nim siedzi, dlatego tak idealnie dopasowuje się do ciała. Regulacja jest płynna, więc możemy je dopasować, co do centymetra
  • jest bardzo lekkie 4,9 kg
  • nowoczesny wygląd
  • Nomi w porównaniu z poprzednimi modelami wciąż wygląda jak nowe. Chociaż nie ma styczności z jedzeniem, ale wiele razy szorowałam je gąbką z niezmywalnych mazaków. Naprawdę jestem w szoku, że wciąż jest w takim stanie
  • przez to, że ma siedzisko i podporę na nogi nie wykonaną z drewna, jest trochę bardziej „miękkie” i odrobinę dopasowuje się do ułożenia dziecka. Drewniana noga jest wykonana z drewna bukowo- dębowego
  • dziecko jest w stanie samodzielne się przysunąć i odsunąć
  • dzięki wypustce dziecko może skorygować postawę przez odepchnięcie się
  • to jest krzesło  również dla aktywnych dzieci, którym ciężko jest wysiedzieć w normalnych i potrzebują dodatkowej stymulacji np. pocieranie stóp o wypustkę
  • utrzyma nawet rodzica do 140 kg

Wady:

  • chyba tylko cena, która jest dość porównywalna do Stokke
Nomi by Evomove
mogi dziecka na Nomi by Evomove
krzesełko do karmienia

Pamiętaj, jeżeli zależy Ci żeby twoje krzesełko do karmienia długo wyglądało jak nowe kupcie kolor naturalny.

Na rynku jest szeroki wybór w kategorii krzesełko do karmienia, których niestety nie miałam okazji przetestować. Napiszę Wam modele, a może sami ich używacie i napiszecie o zaletach i ich wadach.

Sefety 1 st Timba (258 zł)  więcej info TUTAJ

Hauck  Beta (269 zł) więcej info TUTAJ

Babydan danchair (489 zł) (do 40 kg ) więcej info TUTAJ

Childhome Lambda (489 zł) więcej info TUTAJ

Fillikid (215 zł) więcej info TUTAJ

ABC design Hopper (Składane!) (715 zł) więcej info TUTAJ

Cybex Lemo  (769 zł) więcej info TUTAJ

Geuther (769 zł) więcej info TUTAJ

Roba (289 zł) więcej info TUTAJ

A tu macie inspiracje na Pokój rodzeństwa

Na pewno też zapytacie o ubranka, w których są dzieci – to polska marka Pan Robak – zachwyciły mnie wzory i fasony. Jeżeli też chcecie poznać Pana Robaka, to mam dla Was rabat na -10 % ważny do końca października, na hasło nebule.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zabawki sensoryczne – od niemowlaka do starszaka

Dawno nie było u nas żądnego wpisu z zabawkami, a to dlatego, że całą wiosnę i lato spędziliśmy na podwórku. Teraz zaczyna się robić chłodniej, więc mamy kilka nowości zabawkowych. Dziś chciałabym się skupić na zabawkach sensorycznych, czyli takich, które pobudzają zmysły.

Najbardziej intensywnie poznają świat zmysłami małe dzieci, więc odwiedziłam moją przyjaciółkę i jej malutką córeczkę żeby pokazać Wam nowości.

Bardzo lubię powiedzenie Marii Montessori:

„Czego nie ma w zmysłach, tego nie ma w umyśle”

Zgadzam się z tym stwierdzeniem i od małego wybieram zabawki, które mądrze wspierają rozwój.

Jak wybierać zabawki sensoryczne?

U malutkich dzieci warto skupić się na stymulowaniu jednego, maksymalnie dwóch zmysłów. Zbyt duża ilość bodźców spowoduje, że dziecko zupełnie z tej zabawki nie skorzysta. A jak już skorzysta, to nie w taki sposób jakie jest jego przeznaczenie.

Pisałam już Wam w tym wpisie (Mata edukacyjna), że nie popieram mat edukacyjnych z wbudowanym pałąkiem. Według mnie lekko ograniczają możliwości dziecka. Zdecydowanie wolę inne formy zabawy.

Zacznę też od podłoża, na którym najwięcej przebywa dziecko. Najlepiej jak jest to twarda mata. Moja przyjaciółka ma matę Skip hop TUTAJ, w formie dywanu. Jest dwustronna i doskonale się sprawdza. Mniej się przyczepia do niej kurz i szybciej się składa niż puzzle. Dzięki przebywaniu na takim twardym podłożu, dziecko ma lepsze możliwości do rozwoju.

Mata wodna dla niemowląt – wynalazek bardzo prosty, a jakże efektowny

Bardzo podobną możecie kupić TUTAJ. Do środka nalewa się wody, a dziecko próbuje dotykać różne kształty, które unoszą się w środku na wodzie.

Zabawki dotykowe, z elementami dotykowymi

Takie zabawki stymulują zmysł dotyku, niektóre mają szeleszczące elementy. Dzieci często wkładają je do buzi doskonalą koordynację ręka- oko.

Poniżej Myszka Sigkid TUTAJ

Twarde gryzaki z uchwytami

Takie zabawki motywują dzieci do chwytania, a przy okazji mogą łagodzić swędzące dziąsła. U nas też gryzaki Little leaf długo były w użyciu. Mają łagodne kolory i zachęcają do przekładania w rączkach. Do tego produkowane są w Polsce z przyjaznych materiałów.

Gryzaki Little leaf TUTAJ

Lusterko sensoryczne

Nic tak nie działa na dzieci jak własne odbicie. Lusterko dla dzieci z małymi sensorycznymi wypustkami to fajny pomysł na przedłużenie czasu na brzuszku. Dzieci mogą obserwować swoją mimikę w odbiciu, a przy okazji chwytać  je dłońmi.

Lusterko Sigkid TUTAJ

Nie ma co ukrywać, że najlepszym kompanem do zabaw jest drugi człowiek albo własne ciało.

A wiadomo, że to jednak Twarz mamy jest najlepszą interaktywną zabawką sensoryczną:)

Chciałabym też Wam zaprezentować nową markę Rubbabu, która mnie zachwyciła.

Cała filozofia i historia marki jest naprawdę warta przedstawienia.

Rubbabu to indyjska marka wyjątkowych, ręcznie robionych zabawek, wykonanych ze 100% naturalnej pianki kauczukowej, rekomendowanych dla dzieci od 1 roku życia. Niezwykle miękkich, z aksamitną, przyjemną w dotyku powierzchnią. Ich żywe kolory i sprężystość sprawiają, że są fantastycznymi towarzyszami do zabawy, wspierającymi rozwój sensoryczny dzieci. Produkowane są ręcznie w rodzinnej fabryce w Indiach – jedynej manufakturze zabawek w tym kraju, która przestrzega zasad fair trade i zero waste.

Wszystkie zabawki stymulują rozwój dotyku – są aksamitne i wyjątkowo przyjemne w dotyku. Niektóre z nich np. piłki mają wypustki które dodatkowo pobudzają zmysły. Są miękkie i dzięki temu nawet rzucone do dziecka nie zrobią krzywdy. Kształty są opływowe i idealnie pasują do małych rączek.

Sę rekomendowane dla dzieci od 1 roku życia, ale Julek podzielił się nimi z młodszą koleżanką. W ofercie są piłki sensoryczne TUTAJ,  które mają bardzo soczyste kolory i ciekawe faktury.

Są też autka, samoloty, zwierzątka i pociągi. Kółka są miękkie i świetnie masują plecy rodzica (sprawdzone info;) TUTAJ

Wszystkie zabawki Rubbabu są barwione barwnikami spożywczymi i mają podobne kolory, może ich używać do nauki segregowania ze względu na jedną cechę.

Pokażę Wam jeszcze dwie zabawki dla starszaków, które są genialne! Szczególnie dla rodzeństwa, które rozsadza energia.

Pierwsze to obręcze Rubbabu,

U nas służą na mnóstwo sposobów i jest to chyba najchętniej zdejmowana z półki zabawka. Dostępne TUTAJ

Oprócz tego, że rzucają do celu, to grają we „frisbee”. Rzucają do siebie i celują w rękę. Zakładają na nogi i robią wyścigi. Julek często bierze jedno koło i udaje, że jest to kierownica, albo koło, które odpadło. Możliwości jest ogrom.

A druga to kręgle sensoryczne

Świetna zabawka na ćwiczenie koordynacji ręka – oko i zabaw z inną osobą. Kręgle są pięknie wykonane i do tego miękkie. Kula ma nawet dziurki, do których wkłada się palce. Jest to świetna zabawka, która rozwija zmysły i motorykę dużą. Myślę, że to dobry pomysł na prezent.

Dostępne są TUTAJ

Zabawki sensoryczne są fajnym pomysłem na wspieranie rozwoju przez zabawę. 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” i udostępnij go swoim znajomym – podziękują Ci.

Dzieci mają na sobie ubranka Mybasic i kacpie Soft Sole Bobux .

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Plac zabaw Pomiechówek – najpiękniejszy leśny plac zabaw na Mazowszu

Plac zabaw Pomiechówek, to miejsce, które musicie odwiedzić jeszcze przed zimą. Znajdziecie tam wszystko, czego dzieci potrzebują. Jesteśmy zachwyceni tym terenem i z pewnością nie raz tam wrócimy.

Plac zabaw Pomiechówek

O powstawaniu tego miejsca wiedziałam już od dłuższego czasu i bardzo liczyłam, że uda nam się je odwiedzić przed sezonem zimowym. Kiedy jeszcze zobaczyłam je u Kai to wiedziałam, że muszę je Wam pokazać abyście i Wy mogli się nim nacieszyć.

Park przy dolinie rzeky Wkry jest od dziś oficjalnie otwarty.

Jak tam dojechać?

Możecie oczywiście autem – dziś był mały problem z parkowaniem, ale myślę, że później już tak nie będzie. A teraz najlepsze: do Pomiechówka możecie pojechać pociągiem z Warszawy Gdańskiej. My na co dzień nie korzystamy z pociągów, więc taka wyprawa byłaby świetną przygodą. Park znajduje się bardzo blisko stacji kolejowej na ulicy Nasielskiej. Zobaczycie mały drewniany plac zabaw i to zanim jest ten właściwy – plac zabaw Pomiechówek.

Kilka wskazówek przed wyjazdem:

  • przygotujcie sobie jedzenie i napoje – jest mnóstwo przepięknych miejsc żeby usiąść i zjeść swój prowiant
  • możecie wziąć rowery
  • nie bierzcie hulajnóg ani rolek – nie pojedziecie tam nimi, bo droga jest dość nierówna
  • wózki z malutkimi kółkami średnio tam jadą
  • jeżeli macie, to weźcie ze sobą książkę Rok w leksie wyd. Nasza księgarnia z ilustracjami Emilii Dziubak

Miejsce jest naprawdę wspaniałe – warto nawet sobie zrobić wagary w tym tygodniu lub wczesniej wyjdźcie z pracy kiedy jest pogoda. Dziś było sporo ludzi, ale w tygodniu będzie luźniej.

Na każdym kroku czekają na nas edukacyjne wiaty z wielkimi liustracjami z książki Rok w lesie – możemy w nich się dowiedzieć różmnych rzeczy o życiu zwierząt.

Teren jest spory i przepiękny! Jesienne liście dosłownie mienią się promieniach słońca. Przechodzicie przez dwa urocze mostki i możecie się bawić.

Na początku jest miejsce, które jest przeznaczone na wodny plac zabaw.

Są też ciekawe konstrukcje do zabawy i wspinaczki.

Jest też długa tyrolka i duża drewniana karuzela.

Możecie też podziwiać modele ogromnych owadów, które zdobią plac zabaw Pomiechówek.

plac zabaw pomiechówek

W lesie znajdziecie też drewniane konstrukcje do wspinaczki.

A na końcy labirynty z rur.

plac zabaw pomiechówek

Możecie wracać na dwa sposoby:

Pierwszy to korony drzew! To jest niesamowity pomysł. Przechodzicie jak w parku linowym, ale bez żadnych przeszkód. Myślę, że na dwulatki by przeszły.

A drugie to przyjście przy rzece – bardzo urokliwe z miejscami na piknik.

Bardzo Wam polecam wycieczkę do Pomiechówka, bo to miejsce niezwykłe. Cieszę się, że powstało i mam nadzieję, że będzie się rozwijać. A jeżeli jeszcze Wam będzie mało, to możecie zajechać na pobliską farmę dyń do Wieliszewa.

A jeżeli szukacie czegoś w okolicy Powsina to pojedźcie Farma dyń

Dzieci mają na sobie ubranka Pan Pantaloni i buty Bobux

Ja: golf Zalando essientals, spódnica Risk, buty Balagan studio

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Co do śniadaniówki? 15 naszych propozycji na drugie śniadanie

Co włożyć do śniadaniówki dla dzieci, aby było smaczne, zdrowe, a do tego przygotowanie nie zajęło pół godziny. Na początku września wpadłam na pomysł, że codziennie rano sfotografuję  zawartość naszej śniadaniówki. Dziś mam dla Was nasze propozycje.

Jeżeli wpis Wam się spodoba to w każdym miesiącu mogę zrobić takie zestawienie.

Od pobudki do wyjścia mamy około 45 minut, więc nie bardzo mam czas na smażenie naleśników, czy też kaszę jaglaną. Z resztą u nas jest tak, że rano i tak dzieci jedzą owsiankę, jajko w chlebie, dobre płatki śniadaniowe z mlekiem, więc to, że ma kabanosy nie oznacza, że jemy je cały dzień. Pytałam też córkę, co do śniadaniówki wkładają inni rodzice, to mówiła najczęściej: sok, ciastka, kanapki, bułki. Zależy mi żeby miała coś pożywnego, a zarazem w miarę zdrowego. Później i tak w szkole ma obiad.

Śniadaniówka dla dzieci

przykładowa śniadaniówka dla dzieci

wafelki kukurydziane, pomidorki koktajlowe, kabanosy, woda do picia

śniadaniówka dla dzieci

pół bajgla, papryka, ogórek, paluszek serowy, do picia woda

śniadaniówka dla dzieci

gofry z moczonej niepalonej kaszy i banana (śniadania w 5 min) przepis, suszone żurawiny, jabłka w kawałkach, do picia woda

Jogurt Bakoma bio, winogrona, batonik zbożowy bez cukru z Rossmanna, do picia woda

śniadaniówka dla dzieci

szybkie racuchy z borówkami (przepis TUTAJ – w oryginale są z jabłkami, a ja je robię z prawie wszystkimi owocami), papryka, do picia woda

co do śniadaniówki

kanapka z chlebem gryczanym i dżemem śliwkowym, gruszka, zdrowe żelki ślimak Bob , do picia woda

nasza śniadaniówka dla dzieci ma fajną kieszeń na zamek na owoc

placki w śniadaniówce dla dzieci

Placki gryczane z łyżką smaku dynia i brzoskwinia Helpa (tutaj) (przepis jak na gofry z wpisu Szybkie śniadanie tylko usmażyłam na oleju kokosowym na patelni). Tym razem włożyłam gorące placki do pudełka Innobaby , zamknęłam w śniadaniówce termoizolacyjnej i Lila mówiła, że były cieplutkie.

co do śniadaniówki

Kanapka z chlebem żytnim i szynką, pomidorki kokatjlowe, banan, woda do picia

Babeczka z borówkami (klik przepis), papryka , banan, do picia woda

śniadaniówka dla dzieci

kanapka z chlebem gryczanym, masłem i miodem, suszone niesiarkowane morele i orzechy, jabłko w kawałkach i woda do picia

co do śniadaniówki

Paluszek serowy, papryka, gruszka, wafelki kukurydziane i woda do picia.

Chlebek bananowy z poprzedniego dnia (cudem został 😉 przepis TUTAJ

Jeżeli szukacie więcej inspiracji na szybkie i zdrowe przekąski to polecam Wam e-book Agnieszki z Mrs. Polka dot 

Z kodem NEBULE obniżycie cenę do 30 zł KLIK

A jeżeli szukacie zdrowych przekąsek, które możecie dorzucić dzieciom do śniadaniówki to polecam nowości z HELPA KLIK

Zapytacie pewnie o wszystkie pudełka i pudełeczka

Pudełka ze stalą Innobaby są ulubione – stal dłużej utrzymuje świeżość owoców, a jak włożymy do niego gorące placki i zamkniemy je w śniadaniówce z termoizolacją to naprawdę są ciepłe.

Mamy też pudełka Lassig na inne przekąski – są mniejsze i lżejsze.

śniadaniówka dla dzieci

Cały posiłek pakuję do śniadaniówki Penny scalan – dobrze trzyma ciepło, mieści całe śniadanie i jest łatwa w utrzymaniu czystości.

Butelka/ bidon Pura Kiki – pisałam o niej we wpisie Letni niezbędnik

A ty co byś dodała do wpisu śniadaniówka dla dzieci?

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i chcecie żebym kontynuowała ten cykl to kliknijcie „Lubię to” lub udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Urodzinowe inspiracje – tort, dekoracje i impreza

  • GADŻETY
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [7]

Kolejne urodziny już za nami i dziś chciałabym Wam pokazać kilka fajnych pomysłów, który możecie wykorzystać też u siebie. Co roku mam chęć na nowe, więc szukam ciekawych inspiracji już od początku września.

Co roku mamy taką tradycję, że w dzień urodzin na dzieci rano czekają balony i mały torcik, a świętujemy w weekend.

Poniżej już tort z imprezy 🙂

Zacznę od miejsca – w tym roku zorganizowaliśmy urodziny dość nietypowo. Impreza odbyła się muzeum Polin „U króla Maciusia”. W Warszawie jest sporo miejsc, które oferują przygotowanie takiego przyjęcia dla dzieci, a nam zamarzyło się właśnie tam. O samym miejscu, do którego możecie się wybrać prawie każdego dnia pisałam więcej tu: U Króla Maciusia

Temat imprezy był związany z Królem Maciusiem, więc dekoracjami staraliśmy się dopasować do motywu dworskiego. Zamówiłam przepiękne dekoracje z Meri meri 

Spinka korona TUTAJ

Muffinki zawsze robię  z TEGO przepisu i wychodzą obłędne!

W tym roku zamówiłam też pierwszy raz CUKSY. Napisała mi o nich czytelniczka (dziękuję!). Bardzo fajny pomysł na urodziny, czy inną okazję. A polega na tym, że zamawiamy krówki w spersonalizowanym papierku. Możemy dodać sam napis lub napis ze zdjęciem.  Jeżeli i Wam się spodobał ten pomysł to pamiętajcie żeby je zamówić odpowiednio wcześniej.

Czeka się na nie około 10 dni. Chciałam żeby Lila zabrała je do szkoły w dzień urodzin, ale nie doszły, bo za późno zamówiłam. Na szczęście mieliśmy jeszcze imprezę dla rówieśników i tam przyjęły się rewelacyjnie. One są przeeepyszne (ciągutki:)

Na zamku króla Maciusia

Co by było gdybyś został królem? Poznamy historię króla Maciusia bohatera książki Janusza Korczaka. Podczas imprezy postaramy się zbudować zamek, w którym zasiądzie na tronie król- solenizant. Zastanowimysię wspólnie, czy to fajnie jest być królem?

O samej ofercie urodzinowej możecie przeczytać TUTAJ. My zdecydowaliśmy się na urodziny z animatorami i było wspaniale – dzieci i rodzice byli zachwyceni! Po przywitaniu i kilku zabawach ruchowych zeszliśmy razem na wystawę żeby na własne oczy obejrzeć rekonstrukcję synagogi z Gwoźdźca i poszukać na niej ukrytych zwierząt. Później dzieci robiły stroje królewskie i hełmy. Na koniec wjechał tort i wszyscy zaśpiewali sto lat.

Mimo tego, że na stole były różne smakołyki, to dzieci były tak zajęte, że właściwie nie podchodziły do stołu.

Tort

Na Instastories prosiłam Was o polecenie tortów na zamówienie i kilka razy padała odpowiedź Niebieskiemigdały. Zamówiłam tort śmietanowy z malinami i crunchy w maślanej polewie w kolorze ombre (księżniczkowym). Ten tort był przepyszny! Gościom też smakował i wszyscy mnie pytali, gdzie go zamawiałam. Więc, mogę Wam polecić również. Odbiór jest przy Rondzie Daszyńskiego.

Świeczka (zimny ogien w kształcie cyfry jest TUTAJ lub TUTAJ), a pikery z księżniczkami są z Meri meri

Przekąski na imprezie:

A tak wyglądała impreza:

Dzieci zeszły na wystawę:

Zachwyt

Ktoś się zmęczył:)

Jeżeli szukacie ciekawego miejsca na zorganizowanie urodzin lub chcecie miło spędzić czas  z dziećmi to bardzo Wam polecam przestrzeń „U króla Maciusia”.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zrób coś dla siebie – małe przyjemności

Wszystko dla tych naszych dzieci kupujemy. Kolejne książki, zabawki i inne bardzo potrzebne rzeczy. A o sobie na końcu lub prawie na końcu myślimy. A to czasu nie mamy, a to szkoda pieniędzy na kolejną durnotkę – znam to dobrze. Chodzę od 5 lat w tym samym wełnianym płaszczu, a dzieciom już teraz mam wszystko na zimę. 

Dziś pod przykrywką tych małych przyjemnostek kryje się coś więcej. Dlaczego wszystko jest tutaj różowe. Z jednego powodu: jest październik. Rok temu w listopadzie miałam rutynowe usg piersi – wszystko ok – powiedział lekarz. Widzimy się za rok – jednak ja nie odpuszczam i badam się regularnie sama. Kilka miesięcy później dzwoniłam i szukałam terminu usg „na już”. Myślałam tylko o TYM, co wyczułam.

Chciałam mieć już spokój w głowie i poszłam prawie z marszu. Spodziewałam się najgorszego i autentycznie wstrzymałam oddech jak lekarz przyłożył głowicę. Zdziwił się, że sama wyczułam taką maleńką torbiel, która okazała się zupełnie nie groźna. Odetchnęłam z ulgą i w końcu moja głowa była wolna od tej myśli. Powiedziałam mojej znajomej o całej sytuacji – ona się wystraszyła i przez to poszła na usg. Lekarz szybko powiedział, że widzi coś niepokojącego, koniecznego do dalszej diagnostyki inwazyjnej …

Warto mówić o tym głośno, przypominać

Dlatego ja też dziś pod przykrywką tych różowości, które są symbolem walki z rakiem piersi proszę Was żebyście sprawdziły, czy przez ostatnie 12 miesięcy miałyście usg piersi. Jeżeli nie, zapiszcie się już dziś. Jak to zrobicie – powiedzcie o tym mamie, przyjaciółce. Im też się przypomni. Czas szybko leci i może nam się wydawać, że niedawno byłyśmy.

Niestety co 19 sekund jedna kobieta na świecie słyszy diagnozę rak piersi.

A teraz czas na małe przyjemności, bo nie samymi dziećmi kobieta żyje. Musi pamiętać też o sobie.

1. Mini kolekcja Risk made in Warsaw Purple Pink – po raz kolejny marka przystąpiła do Kampanii na rzecz Walki z Rakiem Piersi Estee Lauder Companies – z ich sprzedaży 20 % w październiku zostanie przekazana na  rzecz Ośrodka Nowotworów Dziedzicznych przy Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie. Piękna idea, piękny kolor i jak zwykle cudowne kroje. Primaballerina będzie świetnie wyglądać do czarnych rzeczy. Wiele razy mnie pytałyście o te spódnice. Mówię szczerze, zanim nie miałam Primy to nigdy nie chodziłam w spódnicy, a teraz chodzę non stop.

2. Serial Bold type – to takie moje małe guilty pleasure – oglądam, bo lubię silne kobiety i tematy związane z kobietami. Jedna z nich ma mutację genu BRCA1 i musi dokonać ważnych wyborów. Bardzo polecam na jesienne wieczory.

3. Serum Estee Lauder Advanced Night Repair  – świetne serum, ze sprzedaży którego marka odda 20% na badania nad rakiem piersi u kobiet z mutacją w genie BRCA1 prowadzone w Ośrodku Nowotworów Dziedzicznych przy Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie.

4. Segregator medyczny #jestemkobietą stworzony przez Nicole Sochacki, która jest jedną z kobiet, które wciąż nam przypominają żeby badać się regularnie. W końcu zamawiam segregator żeby mieć czarno na białym – kiedy ostatnio się badałam i jakie miałam wyniki.

5. Pomadka Velvet Bourjois – mam jedną w bardziej stonowanym kolorze, ale ta będzie idealna na ożywienie twarzy jesienią i zimą. Świetnie się trzyma, nie klei się i jest matowa!

6. Esencja odmładzająca Resibo – nowość z marki, którą bardzo lubię. Używam od kilku dni i uwielbiam – lekka, nawilżająca i napinająca skórę. Polubimy się na dłużej!

7. Portfel Kanken  – kultowa marka wypuściła nowość i kilka tygodni temu kupiłam większą wersję taką – sprawdza się świetnie i gdyby nie fakt, że od 1. 10 nie trzeba mieć przy sobie dowodu rejestracyjnego, to nawet nie myślałabym o mniejszym. Jednak nutka niepewności została zasiana i może się skuszę na wymianę.

8. Lakier Mardi Gras Semilac – bardzo okazjonalnie maluję paznokcie lakierami hybrydowymi, a jak już to tylko dlatego, że nie mogę znaleźć zamienników ukochanych kolorów. Tak jest z Mardi – to mój ulubiony kolor – świetnie wygląda do stonowanego ubrania ( szary golf + camelowy płaszcz).

9. Planer pełen czasu – wpiszcie tam koniecznie kolejne badania

10. Szalik Lindex  – gruby szal z akcentem różowym

11. Golf Lindex  – pokochałam miłością wielką golfy z merino lub kaszmiru. Sama mam taki (obeecnie w promo) i chodzę w nim non stop!

12. Pomadka Lipstick queen – w tamtym roku kupiłam miniaturkę i już zużyłam. Jest genialna, bo zmienia kolor na piękny lekki róż, długo się trzyma i świetnie nawilża.

To jak sprawdziłyście już datę ostatniego badania?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Książki dla starszaków – nowości w biblioteczce

Szaro już za oknem, a plac zabaw już tak nie zachęca do zabawy. Dziś przygotowałam Wam najfajniejsze książki, po które ostatnio sięgamy. Sporo się tego nazbierało – następnym razem postaram się dodawać wpisy po książek, żeby Wam nie kazać aż tak długo czekać.

Mam też do Was prośbę – jak klikacie, korzystacie albo zwyczajnie podoba się Wam to co tutaj robię, to kliknijcie „Lubię to”, to dzięki Waszemu jednemu kliknięciu każdy wpis może dotrzeć do większej liczby osób, a tak jest ukrywany na tablicach i wtedy nie wiem, czy mam dalej robić to co robię, czy zacząć pisać o kotach lub instaskandalach;)

Zaczynamy, bo długie wieczory przed nami

Kosmiczne dziewczyny, Libby Jackson, wyd. Wydawnictwo Kobiece

Dostępna TUTAJ

Ostatnio zapanowała moda na książki z krótkimi biografiami osób, które coś wniosły w historię tego świata. Myślę, żę jest to fajnie podana wiedza, z którą kiedyś dzieci się zetkną. Tym bardziej lubię książki o silnych kobietach. Ta książka była rownież ciekawa dla mnie, bo dowiedziałam się z niej więcej niż z lekcji w szkole. Polecamy dziewczynom i chłopakom.

Anatomia Natury, Julia Rothman, wyd. Entliczek

Dostępna TUTAJ

Pamiętacie „Anatomię farmy” – kompendium wiedzy dla dzieci o życiu na wsi? Teraz jest dostępna kolejna część z tej świetnej serii, z której dowiecie się wszystkiego o drzewach, roślinach, zwierzętach. Sporo informacji, ale podanych w przystępny sposób. Każdy dowie się czegoś nowego – nawet Wy. A całość zdobią przepiękne i bardzo szczegółowe ilustracje.

Lila w Paryżu, Peggy Nille, wyd. Olesiejuk

dostępna TUTAJ

Oh, jak my ją lubimy! Pewnie trochę też dlatego, że jest o Lili i Paryżu, do którego ciągle nam nie po drodze. Piękne ilustracje, ciekawa wyszukiwanka – a przy okazji krótki przewodnik po mieście. Często pojawia się w popularnym dyskoncie. Jest też druga część „Lila w podróży dookoła świata” TUTAJ

Kefir w Kairze, Michał Rusinek, wyd. Znak

dostępna TUTAJ

Oj lubimy Rusinkowe żarciki słowne. Poprzednie książki, a w szczególności „Wierszyki domowe” KLIK czytamy minimum raz w tygodniu. Zaskakujące porównania, pointy, czy zabawy fonetyczne sprawiają, że czytanie dla rodzica nie jest nudne. Za każdym razem sama się uśmiecham jak i jest to dla mnie dobra rozrywka. A w tym wydaniu, przy okazji, możemy poznać kawałek świata. Mam lekki niedosyt, bo wierszyki są zdecydowanie krótsze niż w poprzednich książkach.

Man Zou Chiny dla ciekawych, wyd. Dwie siostry

dostępna TUTAJ

Bardzo lubimy takie książki, z których można dowiedzieć się wielu ciekawych informacji. Mój mąż ma takie same zdanie i zwyczajnie odkłada książki, które „nic nie wnoszą”. Man zou, tak jak inne książki z tej serii zaciekawi i zaszczepi głód wiedzy. Jest pięknie wydana i zilustrowana. Jeżeli Wasze dzieci lubią uczyć się w ten sposób, to bardzo ją polecam.