fbpx

Najciekawsze produkty Targów Kids Time 2018

  • GADŻETY
  • 6  min. czytania
  •  komentarze [16]

W tym roku, w końcu udało mi się dojechać na Targi Kids Time, które odbywają się co roku w Kielcach. Znalazłam tam wiele ciekawych rzeczy, o których napewno niedługo będzie głośno. A Wy dowiecie się o nich jako pierwsi. 

Mnóstwo stoisk, a na nic cały ogrom rzeczy, które mają służyć dzieciom i ich bliskim. Nie ukrywam, że targi zrobiły na mnie ogromne wrażenie, bo jeszcze nigdzie nie widziałam aż tylu ciekawych rzeczy, które z pewnością w niedługim czasie zrobią furorę. Udało mi się też odwiedzić znane mi marki, z którymi współpracuję od dawna i zamienić kilka słów.

Przechodząc do konkretów.

Dziś zaprezentuję to, co zwróciło moją uwagę na Targach i jestem pewna, że w tym roku będzie o nich głośno.

Grimm’s Woodentoys

Przechadzałam się spokojnie wśród stoisk na targach i nagle w oddali zobaczyłam charakterystyczną, kolorową tęczę. Nie ukrywam, że trochę przyspieszyłam, bo wydawało mi się, że to słynna tęcza Grimm’s. Okazało się, że miałam rację. Od marca świetne, drewniane zabawki tej niemieckiej marki będą  powszechnie dostępne w Polsce. Ogromnie mnie to cieszy i już nie mogę się doczekać.

Zabawki będzie można kupić w różnych sklepach. Dam Wam znać, jak tylko się pojawią.

Sensoryczne zabawki dla najmłodszych Dolce

Zainteresowały mnie te zabawki, bo mają sporo sensorycznych elementów, ale w umiarkowanym stopniu. Widziałam kilka naprawdę fajnych, miękkich zabawek i myślę, że będą bardzo ciekawe.

Gryzaki Oli & Carol

Soczyste, miękkie i kolorowe gryzaki wykonane z kauczuku i malowane naturalnymi farbami. Niezmiennie mnie zachwycają i jakbym mogła wybrać jeden, to nie mogłabym się zdecydować.

Dostępne są w różnych formach i kolorach w sklepie Muppetshop

Tierpuzzle – najpiękniejsze puzzle jakie widziałam

Piękne, kartonowe puzzle dla starszych dzieci. Można później używać ich do innych zabaw. Absolutnie skradły moje serce!

Domek dla lalek Lottie

Lilka ostatnio bardzo dużo bawi się małymi laleczkami Lottie i wypatrzyłam, że już niedługo pojawi się do nich taki piękny, drewniany domek.

Parking Plan toys

Wypatrzyłam go dla Julka. Wygląda świetnie, a do tego nie jest ogromny. Jest już dostępny TUTAJ

Magiczny piasek Angel sand

Moje dzieci obecnie przechodzą fascynację piaskiem kinetycznym, więc na targach zwróciłam uwagę na podobne produkty. Absolutnie zachwycił mnie ten aksamitny piasek, który jest przemiły w  dotyku. Już zamówiłam dla dzieci zestaw z zamkiem KLIK i z piaskownicą KLIK

Zabawki z korka Elou

Moją uwagę przyciągnął ciekawy design i materiał, z jakiego wykonane są te klocki. Są twarde, a jednocześnie lekkie. Zapowiadają się świetnie. Będą dostępne w kwietniu.

Nowości Janod

Czekam również na nowości znanej i lubianej przez nas marki Janod. Będzie sporo ciekawych rzeczy takich jak np: elektryczne pianinko, czy nowe gry i zabawki edukacyjne.

Retro seria Moulin roty

Lubię taki retro design i jestem ciekawa nowości z tej marki. Widziałam ciekawe gry i drewniane układanki w kształcie domku.

Symfonia B.toys 13 elementów

Tak! Znów będzie dostępna stara wersja symfonii, o której pisałam obszerny wpis: Dyrygentem być. Jest to zabawka genialna, która służy nam już kilka lat.

Nowości Skip hop

Jak zwykle marka Skip hop będzie miała nowości, na które warto zwrócić uwagę. Mi wpadło w oko kilka ciekawych rzeczy.

Dwustronna mata do zabawy (z drugiej strony jest bardziej stonowana i będzie się nadawała dla mniejszego dziecka). Później może służyć jako dywan. Powierzchnia bardzo łatwo się czyści i jest ciekawą alternatywą dla dywanu. Dostępna już TUTAJ

Gryzak z płytką, który wkłada się do lodówki i długo trzyma zimno

Butelka z dzióbkiem dla starszych dzieci

Nowe wzory Skip hop ZOO

Nietoperz, lama, leniwiec i słoń <3

Organizer na brzeg wanny żeby dziecko nie wylewało wodę

Nowy organizer na wózek z zapięciem i bardziej eleganckim lookiem

(już się na  niego czaję, bo mam poprzednią wersję i uwielbiam)

Fotelik Avionaut AeroFIX RWF 0-17,5kg

Polski fotelik, który pozytywnie przeszedł szwedzki Plus Test (WOW!). Do tego jest w całości produkowany w Polsce. Mam nadzieję, że uda nam się go przetestować i dam Wam znać o naszych odczuciach. Zapowiada się rewelacyjnie.

Foteliki rowerowe Bobike

Na swoje urodziny dostałam stylowego Holendra, więc teraz szukałam fotelika na rower. Na targach wpadłam na Bobike i bardzo mi się spodobały.

Krzesło rosnące z dzieckiem Cybex Lemo

Wygląda bardzo ciekawie i pasuje idealnie do nowoczesnych wnętrz.

Nowa kolekcja butów Bobux

Kolekcja, która jest po prostu przepiękna! Jest już dostępna w sklepie: Bobux

Udało mi się również zobaczyć kilka modeli z kolekcji zimowej – w końcu Bobux będzie miał ocieplany wełną merynosów model na rzepy!

Nowa kolekcja mękkich kapci Superfit z oddychającą podeszwą.

Te wzory 🙂

Kalosze Ducksday

Wyglądają bardzo ciekawie i to chyba na nie zdecyduję się na wiosnę

Polska marka czapek Pupill

Odkryłam też polską markę, która szyje dziecięce czapki. Przyciągnęły mnie stonowane kolory, a kiedy ich dotknęłam to przepadłam. Już wiem, że zamówię dzieciom właśnie te czapki na wiosnę i lato. Niesamowicie miękkie, fajnie uszyte i w atrakcyjnych cenach. Dostępne TUTAJ

Bugaboo Fox

Nowy wózek Bugaboo, który zapowiada świetnie. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze go przetestować. Pierwsze wrażenia były znakomite: prowadzi się jedną ręką, składa w jednej części i do tego ma sporo nowych funkcji.

Wózek już niedługo będzie dostępny w sklepie Muppetshop

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

10 ciekawostek o rozwoju dzieci, o których nie przeczytasz w żadnym poradniku dla rodziców

Gdyby do każdego dziecka była dołączona instrukcja obsługi, to nasze rodzicielstwo byłoby zdecydowanie prostsze. Jednak wydaje mi się, że wtedy mogłoby być też naprawdę nudne, bo byłoby bardzo przewidywalne. A tak rodzicielstwo jest niekończącą się wędrówką, czasem po zielonym, pachnącym lesie, a czasem po dżungli amazońskiej w czasie pory deszczowej.

Jest wiele poradników dla rodziców, które zawierają informacje o rozwoju dzieci. Jednak nikt nie odważył się jeszcze spisać TYCH najciekawszych, które my, rodzice pamiętamy do końca życia.

1. Twoje dziecko ma trzecie oko

Jeżeli masz dziecko między pierwszym, a drugim rokiem życia (a niektóre egzemplarze nawet i później) to poproś je żeby spojrzało na Ciebie przez rolkę po papierze toaletowym/lunetę/kalejdoskop. Jaka będzie Twoja mina, kiedy przyłoży ów rekwizyt pomiędzy dwoma gałkami ocznymi? Ja się uśmiałam! Trzecie oko, jak nic!

A tak naprawdę jest to objaw jeszcze nieustalonej lateralizacji oraz ćwiczeniu czynności symetrycznych takich jak chodzenie. Każdy z nas ma dominujące oko i dopiero po 2 roku życia dzieci będą częściej wybierać jedno oko. Ten proces trwa aż do 6 roku życia (a niektóre źródła mówią, że nawet dłużej).

2. Dzieci mają 6 zmysł kiedy chwalimy się innym

Wystarczy napomknąć znajomym, czy też rodzinie, że nasze dziecko (niepotrzebne skreślić):

  • śpi w swoim łóżeczku
  • zasypia samo na noc
  • nie wstaje o 5 rano
  • nie chorowało od pół roku
  • jest wesołe i uśmiechnięte

To możecie być PEWNI, że ono to słyszy, bo na 100% już dzisiejszej nocy będzie: płaczliwe, zaśnie na nas i nie będzie można go przenieść do swojego łóżka, o 2 w nocy okaże się, że ma 39 stopni gorączki i wstanie o 5 rano. A wszystko w piątek wieczorem, bo dzieci najczęściej chorują na weekend, kiedy nie ma dostępu do lekarza i umówiłaś się z przyjaciółką. (Amerykańscy naukowcy powinni przeprowadzić badania na ten temat).

3. Nie budzi ich sąsiad z wiertarką udarową za ścianą, a jak tylko usiądziesz na kanapie i ona lekko zaskrzypi…

Nie wiem co to za zmysł, ale jest szczególnie wyczulony u tych najmniejszych. Kiedy rodzic w końcu wszystko ogarnie i chce posadzić swoje umęczone członki na wygodnej kanapie to prawdopodobieństwo pobudki wzrasta o 80%, a jeżeli dzierży w dłoni z filiżankę aromatycznej kawy to wzrasta już do 100%. Co to za instynkt?

Czyżby atawizm, kiedy nasze dziecko interpretuje nasze kocie, pozbawione gwałtowności ruchy jako skradającą się zwierzynę do jaskini? Że za 3,2,1 sekund otwiera oczy?

4. Zabawką za milion monet pobawi się najwyżej 10 minut, a wacikowi kosmetycznemu wyzna miłość i będzie chciało z nim spać.

Im bardziej rodzic się stara wywołać radość na dziecięcej twarzy drogą zabawką, tym efekt będzie bardziej mizerny. Tyle wysiłku, a pieseczek na baterie leży w kącie z łapami do góry. A wystarczy powiedzieć: „To moje płatki! Są mi potrzebne” i zostawić na chwilę dziecko w łazience. Nie minie 10 sekund, a już pulchna łapka sięgnie po okrągłe cudeńko.

Tak samo jest z różnymi drobiazgami, które z pozoru mogę nam się wydawać nieciekawe. Jednak dzieci odnajdą ich drugie dno.

Zabawki są nudne
O ten żeton kłócili się 40 minut 😐
Zabawa, nie zabawki
Małe tornado
Poważne zabawy

5. Kiedy krzątasz się po domu i w końcu usiądziesz żeby złapać oddech – to po ilu sekundach będziesz miał dziecko na głowie/przy nodze/na kolanach?

Obstawiam, że po 10 i to szybko liczonych. Dzieci mają ten dar, że potrafią wyczuć kiedy nasze ciało dotyka fotela, kanapy, a nawet podłogi. Nie będę wymieniać toalety, bo to przecież oczywiste. Nie ma czytania, nie ma herbaty picia jest zabawa i wygłupy z lekko ociężałym rodzicem.

6. Kolor kubka lub talerza może zrujnować dzień

Żaden mądry poradnik nie uczy rodziców, jak przewidywać gusta ich pociech, szczególnie z rana, kiedy jeszcze niezbyt w dobrych humorach siedzą przy stole. Wydawać by się mogło, że maleńkie auto na talerzu nie zostanie zauważone przez rozespane oko 5-latki, dla której jedyny właściwy kolor to „elzowy”. Nic z tych rzeczy, nie ten talerz, nie ten dzień, nie ta mama i idzie kula śnieżna, która nabiera na prędkości i na koniec uderza biednego rodzica prosto w twarz.

7. Potrzeby fizjologiczne ZAWSZE są komunikowane w najmniej pożądanych sytuacjach

Wielu rodziców już się w tym temacie wyedukowało, zapominają o tym tylko nowicjusze. Każdy rodzic przed wyjściem z domu (szczególnie zimą) pyta dziecię: „Chcesz siku?”. Odpowiedź pada „tak” lub „nie”, ale z doświadczenia wiem, że i tak nie ma to wpływu na dalszy rozwój wydarzeń. No więc mimo tego, że dziecię już w toalecie nawet było, to jak mu założysz niekończący się ciąg:

rajstopyspodniekurtkirekawiczkiczapkiszalikibuty. To i tak albo tuż po wyjściu lub chwilę po tym usłyszysz: „Mamo, chce mi się…” I już nawet nie musi kończyć, bo ja już to WIEM i krew mnie zalewa. Już nie wspomnę o sytuacjach kiedy jesteśmy np. w restauracji i dzieci się bawią 40 minut w oczekiwaniu na jedzenie i kiedy ono wreszcie przychodzi to co słyszę: „Mamo, chce mi się…” A sytuacje najbardziej hardcorowe, o których nie przeczytasz w żadnym poradniku to wyjście samemu z dwójką dzieci, kiedy jedno patrzy Ci głęboko w oczy i mówi: „Mamo, chcę mi się…” A mi właśnie wtedy chce się… wyć!

8. Najlepszy czas na rozmowy egzystencjalne jest wtedy…

kiedy jest 5 rano albo jesteś pod prysznicem albo jesteś w toalecie albo suszysz włosy (?!?!). A kiedy siedzimy wieczorem przy kolacji to jakby amnezja je dopadła i wszystkie te SUPER WAŻNE SPRAWY, które NAPRAWDĘ nie mogą poczekać aż wyjdę z łazienki, odchodzą w zapomnienie.

9. Kiedy dziecko w końcu zasypia, to stoisz i myślisz sobie, że jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi

Ale tylko do pierwszej pobudki. Przy drugiej już tak nie myślisz. A przy trzeciej to…

A jak już  w końcu zaśnie to jeszcze przeglądasz jego zdjęcia na telefonie. Dlaczego nie piszą o tym w poradniku dla rodziców?

10. W żadnym poradniku nie przeczytasz też o syndromie pieluszkowym

Po pierwsze, kiedy tylko zmienisz dziecku mokrą pieluchę, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że za dosłownie chwilkę będziesz zmieniać drugi raz, tylko z o wiele cięższym ładunkiem.

A Wy co byście dodali?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Wózek na dużych kołach – Dubatti one – recenzja

  • WYPRAWKA
  • 5  min. czytania
  •  komentarze [6]

Wózek na dużych kołach nie musi być toporny, ciężko się składać i zajmować pół bagażnika Waszego samochodu. Dziś chciałabym Wam pokazać wózek, który testowaliśmy od prawie roku.

Dubatti to nowa marka z Holandii to marka, która niedawno weszła na polski rynek i już zjednała sobie wielu miłośników. Holendrzy potrafią robić wózki, bo i nasz Bugaboo pochodzi stamtąd i malutki Easywalker, który przyszedł właśnie do testów. Śmiem twierdzić, że naprawdę im to wychodzi.

wózek na dużych kołach

Czym się różni Dubatti one od wszystkich naszych poprzednich wózków?

Jest to wózek na dużych kołach, który poradzi sobie w lesie i na wertepach, a jednocześnie wciąż ma wiele zalet tzw. małych wózków.

Jak wiecie od maja 2016 używamy Bugaboo bee 3 . Ma wiele zalet, ale i kilka wad, bo jak wspominałam, nie ma wózków idealnych, a przynajmniej ja na taki (jeszcze) nie trafiłam. Bugaboo bee jest wózkiem miejskim, więc na wertepach, dziurach, polnych piaszczystych drogach radzi sobie średnio. Jedzie, ale trzeba użyć sporo siły żeby go pchać.

Dubatti one to wózek na dużych kołach, które dosłownie suną po każdej nierówności. Wszystkie koła są pompowane i to czuć wyraźnie w czasie prowadzenia, podbijania i jechania po dziurach. Bez najmniejszych problemów da się nim jechać nawet po tzw. kocich łbach.

wózek na dużych kołach

Jakie są największe zalety tego wózka?

GONDOLA

  • duża i głęboka gondola – wymiary materacyka 74×32 cm, boki gondoli są dość wysokie, więc dziecko jest dobrze chronione przed wiatrem
  • regulowana wysokość gondoli i siedziska (około 4 cm różnicy) – świetny patent dla wysokich rodziców, którzy nie chcą mieć wózka na wysokości swoich kolan. Mam również wrażenie, że ten wózek jest właśnie stworzony dla wysokich osób.
  • pokrywa gondoli dobrze chroni przed wiatrem, odpinana jest na zamek i dzięki temu jej nie zgubimy
  • ten wózek na dużych kołach bardzo dobrze amortyzuje wszystkie wstrząsy, więc dziecko w gondoli jest całkowicie bezpieczne

STELAŻ

  • możliwość personalizacji stelaża, koloru siedziska, pokrycia rączek sprawia, że każdy wózek wygląda inaczej. Możemy sobie wybrać taki kolor, jak się nam podoba
  • stelaż wózka jest bardzo stabilny, przez co ten wózek na dużych kołach jedzie dobrze po nierównościach
  • dwa rodzaje kół: mniejsze miejskie i większe, pompowane do jazdy po wymagającym terenie. My akurat mieliśmy tylko te drugie i znakomicie zdały egzamin nawet na Starym mieście w Warszawie
  • mimo tego, że jest dość spory to się świetnie prowadzi – koła są bardzo skrętne (z możliwością blokady) i dobrze się podbijają na dłużej wyciągniętej rączce
  • rączka składa się teleskopowo od 80 cm do 105 cm- można ją złożyć i wjechać wózkiem pod stół
  • na rączce znajdują się uchwyty na torbę, których jeszcze nigdy nie widziałam w innych wózkach. Możemy zawiesić na rączce zwykłą torebkę bez żadnych dodatkowych zaczepów, a nie będzie nam zjeżdżać
  • hamulec jest łatwo dostępny, uruchamia się go nogą
  • na dole jest mały kosz na zakupy, zamykany na magnes
  • bardzo szybko i bez problemu się składa. Jeżeli macie mały bagażnik, to możecie bez problemu odmontować koła.
  • rama składa się do małych rozmiarów i wchodzi nawet do mojego, małego bagażnika.

SIEDZISKO

  • siedzisko kubełkowe, którego wysokość można regulować, na najwyższym dziecko siedzi prawie tak wysoko jak w Stokke Explory, jest to dość wyjątkowe
  • siedzisko jest dość standardowych rozmiarów (podobnie jak w Cameleonie) i ma 96 cm, a samo oparcie około 50 cm. Siedzisko jest dość głębokie i dzięki temu dziecko, jest dość mocno schowane przez wiatrem, czy zimnem
  • siedzisko jest obracane w obie strony
  • regulacja odchylenia jest 4-stopniowa i przechodzi bardzo płynnie
  • pasy w siedzisku są pięciopunktowe i możne je zamontować na dwóch wysokościach
  • świetnym pomysłem jest wykończenie podnóżka, które bardzo łatwo się czyści
  • przy siedzisku jest pałąk, który można odczepiać z dwóch stron i zostawić wpięty tylko po jednej (nie da się go zgubić)

DODATKOWE AKCESORIA:

Genialnym gadżetem do tego wózka jest torba XXL na zakupy – idealnie zastępuje kosz na zakupy pod spodem. Torbę montuje się na rączce, mamy do niej dostęp w każdej chwili. Jest z siatki, więc wszystko widać. Po środku jest suwak, który dodatkowo ułatwia użytkowanie. Są jeszcze różne akcesoria takie jak: śpiworek, parasolka, torba, koła miejskie.

wózek na dużych kołach

CZY WÓZEK MA JAKIEŚ MINUSY?

Uważam, że nie ma wózków idealnych, a przynajmniej ja na taki jeszcze nie trafiłam i w każdym wózku znajduję jakieś niewielkie minusy, które sama bym poprawiła. Jest to moja recenzja, więc jak przy każdym wózku, który testowaliśmy chcę pisać o moich odczuciach. Jakie minusy ma Dubatti?

Po pierwsze niewielki kosz na zakupy, do którego mieści się folia przeciwdeszczowa, pieluchy i chusteczki. Ale kiedy zamówiłam torbę XXL to ten problem właściwie przestał istnieć i wszystkie rzeczy mam pod ręką. Druga kwestia to dość krótka budka, którą porównałabym do Joolza. Przy Bugaboo wypada dość blado. Mogłaby być trochę dłuższa. My od rażącego słońca ratowaliśmy się ustawieniem siedziska, bo tylko w pozycji leżącej budka nie chroniła przed ostrymi promieniami. W innych pozycjach było ok.

wózek na dużych kołach

Wózek na dużych kołach, który sprawdzi się w każdym terenie

WYMIARY I WAGA

Waga wózka:

  • stelaż z kołami – 9 kg
  • siedzisko – 3 kg
  • gondola – 3,5 kg

Wymiary wózka na terenowych kołach:

Stelaż z siedziskiem:

  • szerokość– 61cm; długość – 84cm; wysokość – 101/105cm, 12 kg.

Stelaż z gondolą:

  • szerokość– 61cm; długość – 84cm; wysokość – 101/105cm 12,5 kg.

Stelaż z kołami złożony:

  • szerokość– 61cm; długość – 93cm; wysokość – 30cm 9 kg.

Stelaż złożony bez kola:

szerokość– 53cm; długość – 81cm; wysokość – 15cm 4,5 kg.

Wymiary wózka z miejskimi kołami:

Stelaż z siedziskiem:

  • szerokość – 61cm; długość – 84cm; wysokość – 101/105cm, 11 kg.

Stelaż z gondolą:

  • szerokość – 61cm; długość – 84cm; wysokość – 101/105cm 11,5 kg.

Stelaż z kołami złożony:

  • szerokość – 61cm; długość – 93cm; wysokość – 30cm 8 kg.

Stelaż złożony bez kola:

  • szerokość – 53cm; długość – 81cm; wysokość – 15cm 4,5 kg.

Wózek możecie kupić i obejrzeć w sklepie Muppetshop

Zdjęcia: Kasia z http://travelicious.pl

poprzedni wpis z kategorii wózki to Lekka spacerówka rozkładana na płasko

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Świetna książka o dzieciach dla dzieci

Najsłynniejsze holenderskie 5-latki znów zawitały na dziecięce półki! Dziś chciałabym Wam pokazać książkę ściśle związaną z Holandią, z której właśnie wróciliśmy.

Właśnie wróciliśmy z naszego wyjazdu do Eindhoven i na fali zauroczenia tym krajem napiszę dziś o książce, po którą specjalnie pojechałam na dzień przed wylotem. Chciałam żeby dzieci mogły czytać ją w czasie pobytu i jednocześnie chłonąć atmosferę Holandii.

Jeżeli z literaturą dziecięcą jesteście za pan brat, to pewnie kojarzycie Julka i Julkę wyd. Hokus pokus. Niestety nakłady dawno się wyczerpały, książki na aukcjach internetowych wzbiły się do nieba, a czytać coś trzeba. Kiedyś wypożyczyłam jedną Lilce z biblioteki, ale to jest taka książka, którą warto mieć w domu.

Niedawno Wydawnictwo Dwie siostry odkupiło prawa do tej książki i tak mamy: Jasia i Janeczkę

Cieszę się z tego powodu bardzo, bo w końcu jest dostępna dla szerszego grona. Z niderlandzkiego przełożyła je Maja Porczyńska-Szarapa, która dorastała w Holandii i zna ich kulturę od podszewki. Byłam bardzo ciekawa tego tłumaczenia i się nie zawiodłam.

Autorką jest Annie M.G. Schmidt, która została nawet nagrodzona ze tę serię nagrodą Hansa Christiana Andersena i otrzymała ją z rąk samej Astrid Lindgren. Całość dopełniają świetne ilustracje Fiep Westendorp, której kreska jest doskonale znana wszystkim Holendrom.

Co takiego mają w sobie te książeczki, że wszyscy je tak kochają? 

To szereg zabawnych, krótkich historyjek o dwójce dzieci, mieszkających w sąsiedztwie. Czytając je, ma się wrażenie, że cała akcja dzieje się tuż obok. Autorka pozostawia czytającemu do własnej interpretacji wiele sytuacji i właśnie dlatego dzieci tak je lubią. Nie komentuje swoim dorosłym głosem i dzięki temu książki mają tyle uroku.

Bohaterowie posługują się językiem 5-latków – prostym i zrozumiałym, a jednocześnie pełnym wielu zabawnych point. Wiele razy podczas czytania dosłownie wybuchaliśmy śmiechem.

Jaś i Janeczka są podobni do wszystkich dzieci na świecie – lubią się bawić i psocić. Czasami się pokłócą, a później godzą. Mają szalone pomysły i ciekawe spostrzeżenia. Nie mają większych problemów i ich beztroskie dzieciństwo tak bardzo przypomina moje.

Uwielbiam taki rodzaj opowiadań dla dzieci, bo pozbawione są fikcji literackiej. Dzięki temu dzieci tak bardzo je lubią.

Książki według mnie nadają się już dla 3-latków, ale z racji tego, że nie ma kolorowych ilustracji to rodzic za pierwszym razem powinien się do niej przekonać, a później odpowiednio dziecku przeczytać. Ta seria jest również idealna do samodzielnego czytania dla starszych dzieci.

Pierwszy tom jest już dostępny w sprzedaży i jeżeli nie macie poprzedniego wydania, to zachęcam Was gorąco, bo warto!

Dostępna TUTAJ

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Zabawki w podróży – małe i niedrogie skarby, które zajmą dzieci na długo

  • GADŻETY
  • 5  min. czytania
  •  komentarze [12]

Zabawki w podróży mam w każdej kieszeni – w plecaku w wersji, a w torebce są schowane małe przekąski. Wychodzę z założenia, że zabierając je ze sobą, kupuję święty spokój, który potrzebny jest każdemu. Dziś pokażę Wam rzeczy, które zabraliśmy w podróż samolotem do Holandii.

We wcześniejszym wpisie pokazywałam Wam nasze ulubione rzeczy, które najczęściej zabieramy do samochodu lub na wyjście do restauracji, a dziś zdradzę kilka fajnych trików, które mogą przydać się w podróży samolotem lub pociągiem.

Dużo moich propozycji znajdziecie tu: Czym zająć dzieci w restauracji

Nie ukrywam, że kupiłam je też trochę dla siebie, bo dawno nie leciałam samolotem i chciałam zająć czymś głowę i ręce, a do tego wiedziałam, że bez tych rzeczy byłoby ciężko.

Mam też kilka zasad, którymi się kieruję wybierając dane rzeczy:

  • żadnych zabawek dźwiękowych – w samolocie, czy pociągu nie jesteśmy sami, więc myślę również o komforcie jazdy innych podróżujących. (np. wczoraj w samolocie leciała dziewczynka z dzwonkiem w ręku i powiem Wam, że do tej pory mi dzwoni w uszach)
  • żadnych brudzących zabawek – nie chcę mieć nic co pobrudzi mnie, dzieci i jeszcze siedzenia
  • wybieram rzeczy małe i najlepiej płaskie żeby nie zajmowały dużo miejsca  w bagażu
  • kupuję rzeczy niedrogie, których nie byłoby szkoda po zgubieniu lub zniszczeniu
  • ustalam w głowie przybliżoną kolejność dawania zabawek lub przekąsek. Na koniec zostawiam NAJWIĘKSZE rarytasy, które mogą uratować od wybuchu wielkiego płaczu (u nas to lizak i tablet, a nawet wzięłam awaryjny smoczek, którego od dawna już nie używamy)
  • rzeczy daję pojedynczo – nie pokazuję wszystkiego na raz

Zabawki w podróży, które zajmą małych i dużych

zabawki w podróży

Znikopis Goki

Duży kosztuje 5 zł! TUTAJ Mały kosztuje 2,50 zł TUTAJ

Kartonowa tabliczka z pisakiem jest świetnym pomysłem na podróże! Sprawdziły się genialnie w samolocie, bo bawiliśmy się w rysowanie, kalambur  i pisanie liter. Znikopisy są płaskie, więc zajmują bardzo mało miejsca. To idealna zabawka w podróży.

Playmobil Figures do składania

Figurka do składania dla chłopca kosztuje 7 zł TUTAJ, a dla dziewczynki TUTAJ

Kupiłam je już trochę wcześniej i wrzuciłam w otchłań szafki. Figurki świetnie się sprawdziły, bo nie dość, że są małe i tanie – to zajęły dzieci na długo. Samo złożenie zajęło prawie pół godziny. Julowi oczywiście musiałam pomóc, ale później już sam ją rozkładał i składał.

Spirograf Gollnest & Kiesel

Genialna zabawka za 5 zł TUTAJ. Świetne narzędzie do tworzenia kształtów. Wystarczy, że mamy długopis i kartkę. Po powrocie do domu Lilka cały czas z nim pracuje, więc tym bardziej mnie to cieszy, że mój pomysł się sprawdził.

Naklejki

Naklejki zawsze zajmują dzieci! Kupuję je najczęściej w Biedronce (pisałam Wam o dostępności w mojej grupie na Facebooku ) Tnę ja na mniejsze kawałki i zabieram w prawie każdą podróż. Dzieci naklejają je na siebie, na fotel, na kartki. Dużo jest możliwości, a praktycznie nie zajmują miejsca.

Zabawki Melissa&doug

Uwielbiam tę serię i tym razem zamówiłam takie kreatywne propozycje.

Wielorazowe kolorowanki wodne to nasz hit! Dostępne w różnych wersjach TUTAJ

zabawki w podrozy

Melissa&doug zdrapywanka

Mamy też zdrapywankę, dzięki której dziecko może uczyć się rysować.

Wielorazowe naklejki Aladine

Super pomysł, bo naklejki są wielorazowego użytku i dzięki temu wystarczą na bardzo długo!

Djeco Eduludo z naklejkami

Różne wersje dostępne TUTAJ

Uwielbiam tę serię z Djeco, bo oprócz fajnej zabawy zapewnia sporo wiedzy w praktyce. Tu wersja dla najmłodszych z kształtami.

Welwetowe kolorowanki Djeco

Dostępne w różnych wzorach TUTAJ

Fajny pomysł na kolorowankę, bo po jej uzupełnieniu mamy obrazek dotykowy. Jest ciekawą propozycją również dla mniejszych dzieci, bo nie da się w niej wyjść za linię (kolor czarny jest wypukły).

Cienkie książki do czytania i książki z zadaniami

Przed wyjazdem często zamawiam jeszcze takie książki, które nie będą zajmowały dużo miejsca w bagażu, a zajmą dzieci chociaż na trochę.

Charlie i Lola wyklejanka: TUTAJ

Różne rzeczy np. z Tigera

Dzieci uwielbiają takie rzeczy np. latarka reklamowa, czy też breloczek z wyjmowanymi elementami. Poniżej składana słomka do picia za 8 zł, która świetnie radzi sobie jako klocki.

Klocki, które zajmują mało miejsca

Zawsze się przyda torebka z klockami. Nasze kupiłam na Węgrzech, ale równie fajne są te z Marionexu TUTAJ lub Korbo TUTAJ

Przekąski

Mam też pod ręką przekąski, których zjedzenie trochę zajmuje. Moje dzieci ze słodyczy lubią najbardziej płatki śniadaniowe, które nie są mocno słodkie i mają dobry skład. Lubią płatki Milzu i kupuję je prawie kartonami;) Jeżeli ich nie znacie to są TUTAJ i TUTAJ

Wsypuję je w domu każdemu do woreczka (oddzielnego).

a tu macie całą listę: Zdrowe przekąski dla dzieci

Lubią też rodzynki lub żurawiny w małych opakowaniach

Wszystkie te rzeczy spakowałam do plecaka, który świetnie nam później służył przez cały wyjazd. Ma bardzo dużo kieszonek, gdzie poukrywałam wszystkie skarby dla dzieci. Ma też pasek i może służyć jako torba. Posiada zaczepy na wózek, więc można go bez problemu przyczepić. Czuję, że będzie z nami przez kilkanaście następnych wyjazdów, bo sprawdził się znakomicie.

Plecak z akcesoriami (przewijak, opakowanie termoizolacyjne na butelkę, dodatkowe kieszonki, zaczepy na wózek) Lassig Goldie Glam Label TUTAJ

Na wyjeździe testowaliśmy też nową malutką spacerówkę Easywalker Buggy XS. Bardzo mnie zaskoczył a tu już jego recenzja – Lekka spacerówka rozkładana na płasko

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Zabawy dla dzieci z klamerkami – 10 pomysłów

Zabawy dla dzieci w domu szybko się nudzą, dlatego dziś przygotowałam Wam kolejną porcję inspiracji, jak ciekawie spędzić czas. Tym razem głównym narzędziem są klamerki do bielizny – zwane też spinaczami. Mi osobiście lepiej znana jest ta druga nazwa, ale nie ma to najmniejszego znaczenia.

Pewnie wielu z Was ma je w domu i niekoniecznie ich używa. A to szkoda! Pewnie nie wiecie, że wielu terapeutów w gabinetach ma właśnie spinacze. Ja również w mojej sali do terapii SI miałam taki zestaw i bardzo często go używałam. Jest to FANTASTYCZNE narzędzie do wzmacniania pracy mięśni nadgarstka. Dziecko naciskając na obie części spinacza i aktywuje mięśnie dłoni. Jest to również doskonałe ćwiczenie chwytu pęsetkowego, który jest później bardzo potrzebny do wielu czynności.

Jeżeli będziecie kupować specjalnie spinacze to wcześniej sprawdźcie, czy nie trzeba bardzo dużo siły do otworzenia. Dla małych dzieci może być trudno używać takich.

Idealne by były takie w kolorach: czerwonym, zielonym, żółtym i niebieskim. Dostępne za 2,50 TUTAJ

Nasze błękitne są z Ikei, a niebiesko-zielone z Rossmanna.

Przechodzimy do pomysłów na zabawy dla dzieci

Przypinanie spinaczy do ubrania.

Szczególnie warto umieścić je na ramionach, bo dzięki temu, że dziecko będzie zmuszone użyć drugiej ręki – przekroczy linię środka swojego ciała. Jest to bardzo istotne w kształtowaniu się schematu ciała. Ćwiczenia linii środka mają za zadanie stymulować do nawiązywania nowych połączeń nerwowych między obiema półkulami mózgowymi. Przekraczanie linii środka jest też ważne w przyszłej nauce pisania.

Przypinamy dziecku spinacze, a ono ma je zdjąć. Im dziecko jest starsze tym można tę zabawę modyfikować np. mając kolorowe spinacze poprosić je o zdjęcie konkretnego, możemy również poprosić o zdjęcie z prawej ręki lub lewej, albo powiedzieć kolor spinacza po angielsku. Zawsze dostosowujemy instrukcję do umiejętności dziecka. Lubię zabawy dla dzieci, które mają też walory edukacyjne.

zabawy dla dzieci

Przypinanie spinaczy do miski, talerzyka lub koszyka

Ta zabawa jest genialna w swojej prostocie. Do środka wrzucamy garść spinaczy i pokazujemy dziecku, że można je przypinać. Dziecko jednocześnie ćwiczy siłę mięśni nadgarstka, chwyt pęsetkowy, rotację dłoni i koordynację wzrokowo-ruchową. Tak, właśnie pracując z takim niepozornym spinaczem z kilka złotych. Zabawy dla dzieci ze spinaczami bawią i uczą.

Łączenie spinaczy w konstrukcje

Spinaczy można też używać jak klocków. Można z nich tworzyć rozmaite konstrukcje

zabawy dla dzieci

Sortowanie kolorów

Najlepiej by było żebyście mieli spinacze w podstawowych kolorach: żółty, czerwony, niebieski i zielony. My akurat takich nie mamy i nigdzie w okolicy nie mogłam takich kupić. Ale, to nic straconego – użyliśmy tych dwóch. Białe pudełko pomalowałam farbą po bokach (można też okleić papierem kolorowym) i włożyłam do środka spinacze.

Pokazujemy, dziecku nazywając kolory, jak się ja sortuje: kolor ma odpowiadać spinaczowi. Jest to bardzo prosta zabawa, dzięki której Wasze dzieci szybko nauczą się kolorów.

Przenoszenie małych rzeczy spinaczem

Potrzebujemy:

  • 2 małe miseczki postawione najlepiej na tacy
  • spinacz
  • małe, miękkie przedmioty do przenoszenia (piórka, małe pomoniki)

Zadaniem dziecka jest przenoszenie za pomocą spinacza przedmiotów z jednej miski do drugiej.

Uwielbiam obserwować ten stan skupienia na twarzy dzieci

Malowanie spinaczami

Potrzebujemy:

  • spinacze
  • różne materiały: pomponik, folia bąbelkowa, folia aluminiowa, piórka i co tam jeszcze macie w domu
  • farby i kartka

Świetny pomysł na malowanie różnymi fakturami, nie ukrywam, że przy tej aktywności Jul bawił się najlepiej.

zabawy dla dzieci

Przypinanie spinaczy do wieszaka

Potrzebujemy:

  • wieszak z cienką rurką na dole
  • spinacze

Pokazujemy dziecku, jak przypinać spinacze do wieszaka. Ta zabawa jest o tyle fajna, że dziecko nie siedzi przy stoliku, tylko wykonuje pracę całego ciała: kuca, robi skłon i się podnosi.

zabawy dla dzieci

Przypinanie spinaczy do sznurka

Jak za starych dobrych czasów:) Starszym dzieciom możecie dać dodatkowo małe kawałki materiału do przypięcia, a młodsze zadowolą się samą czynnością przypinania. Ja przywiązałam jeden koniec sznurka wyżej, dzięki temu zrobiliśmy mini zjeżdżalnie dla spinaczy.

Sortowanie kolorów z patyczkami kreatywnymi

Patyczki kreatywne dostępne TUTAJ 

Zadaniem dziecka jest przyporządkowanie spinacza do koloru patyczka.

Zabawa z przewożeniem spinaczy

To właśnie tę zabawę proponowałam najczęściej dzieciom na terapii SI. Jadąc na deskorolce miały pozbierać spinacze i przywieźć je w określone miejsce np. do koszyka lub przypiąć do sznurka. Jest to doskonałe ćwiczenie na obręcz barkową i wzmacnianie mięśni grzbietu.

Możecie również bawić się w przewożenie spinaczy np. jeździkiem czy pchaczem.

Paleta kolorów ze spinaczami

Pomysł na pracę, które wymaga wcześniejszego przygotowania, ale naprawdę warto. Niewielkim kosztem możecie zrobić taką pomoc:

Jak ją zrobić opisałam tu: Prace domowe

a tu macie jeszcze inne Zabawy dla dzieci w domu i jeszcze Pomysły na zabawy z dziećmi w domu

Koniecznie dajcie mi znać tutaj lub na Facebooku, czy spodobał się Wam ten wpis i zamierzacie skorzystać z moich pomysłów.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Żadnego smogu nie było i nie ma! To zwykła ściema

  • ZDROWIE
  • 8  min. czytania
  •  komentarze [34]

„- Wyjąć Julka! Wyspałaś!”

„- Wyjąć z łóżećka, juś”

Unosisz ciężkie od snu powieki. Patrzysz na wyświetlacz – wciąż łudząc zmysły, iż wszechobecna szarość oznacza środek nocy i pobudzony synek da się spacyfikować zapachem rodzicielki. Jest 7.07. Podejmujesz próbę mobilizacji wciąż śpiących partii mięśni, jeszcze nie do końca wiesz na jakim jesteś świecie, a już coś Ci nie pasuje. Tego burego dnia też tak miałam. Naprawdę rzadko kłócę się z moim mężem, ale tym razem atmosfera jest gęsta od samego rana. Nie pomaga nawet aromatyczna kawa, której rano potrzebuję bardziej niż podmuchu powietrza.

Trzymam w ręku parujący kubek z pobudzającym płynem. Wyglądam przez usmolone okno i widzę, że dziś jest znów ten dzień. Można siekiery wieszać. Ot i moje spacerowo-dzieciowe plany odlatują niniejszym z głośnym sykiem w siną dal.

Mówią: „Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednia odzież”.

Niestety, to powiedzenie się w Polsce zdezaktualizowało.

Co ja mam odpowiedzieć dziecku, które stoi pod drzwiami i prosi: „Spacel, Mamo, juś! MAMO! Tejaz!”

„Przepraszam synku, ale mamy tak trujące powietrze, że niestety musimy zostać dziś w domu.”

Nie tak sobie wyobrażałam moje wyśnione macierzyństwo! Każdy rodzic ma wiele problemów, ale żeby jeszcze musiał się dodatkowo zamartwiać o „morowe powietrze”, które duszącym smrodem wypełnia cały świat się za oknem?

To mnie martwi, wkurza, doprowadza do szału! To mi się nawet śni!

Tego dnia, jak zwykle zostaję z dziećmi w domu i próbuję animować towarzystwo różnymi propozycjami edukacyjno-rozwijającymi w duchu Montessori. 10.45. Koniec pomysłów. Mieszkanie wygląda jakby przeszło przez nie stado małp, a nie dwójka przeciętnie, z siatkę centylową rozwiniętych i wcale nie hiperaktywnych dzieci w wieku 2 i 5.

Jak dotrwać do 20.30 nie wychodząc z domu? Są właśnie takie dni, kiedy naprawdę odliczam nie godziny i nie minuty, a sekundy do przyjścia męża z pracy. Zamknięta w czterech pomazanych kredkami ścianach bez możliwości wyjścia na zewnątrz, z telefonem w ręku nerwowo sprawdzam na aplikacjach, czy może łaskawie PM2.5 i PM10 straciły na mocy.

Mąż wraca z pracy. Po całym dniu „siedzenia w domu” (bo siedzeniem tego bym nie nazwała) jestem tak wściekła na to, że nie mogę wyjść z dziećmi chociaż przed blok na godzinę, że wystarcza naprawdę niewiele.

To typowa środa – mąż zabiera wtedy dzieci na 2 h i jadą dla przygody, celowo metrem do centrum na angielski. Tego dnia, mimo że wszem i wobec  – wszelkie media trąbią „Ogłaszamy warszawski alarm smogowy!” – mój mąż wcale nie zamierza porzucić swego rutynowego planu i sam się o to prosi, uruchamiając mnie prowokacyjnym:„ – Przesadzasz!”

Odbiera moje wmurowanie jako brak rzeczowych argumentów, pogrąża się z prędkością ponaddźwiękową:

„- I do tego dramatyzujesz jak rozhisteryzowana nastolatka”

„Całe życie, jak żyję, był smog, a nagle teraz się o nim niby zrobiło głośno, to zwykła ściema” – próbuje argumentować mój nieświadomy zbierającej się nad nim gęstej chmury burzowej małżonek. Oczywiście, że był, ale nigdy nie było tak źle. A właściwie to jest coraz gorzej. Bardzo dobrze, że jest głośno o smogu i powinno być jeszcze głośniej. Może w końcu po rozdmuchaniu tematu, osiągniemy masę krytyczną i przyjazny klimat by zadziałać.

„Smog nie jest tak szkodliwy żeby AŻ nie wychodzić z domu” – tym argumentem próbuje mnie przekonać – mój wykształcony w kierunkach humanistycznym mąż. Ja tę dawkę chemii „łyknęłam” już jakiś czas temu. Niestety, jego wiedza na ten ten temat jest znikoma, bo kiedy go pytam o pyły zawieszone, benzo(a)piren i ich wpływ na zdrowie, to nie ma bladego pojęcia o co kaman. Ale na szczęście jest osobą, która nie opiera się wiedzy i nie sprzecza z faktami.  Posyłam mu kilka linków do poczytania. W końcu dziś będzie samotnie i bez mojego słodkiego towarzystwa spędzał szare, długie i nudne wieczorne godziny. Foch!

„Bez przesady, nie musimy specjalnie się bronić przed smogiem”– nadal nie jest do końca przekonany, że maski i oczyszczacze faktycznie działają. Oczywiście, że aktywnie pomagają – filtry węglowe bardzo dobrze oczyszczają powietrze i pozwalają nam oddychać pełną piersią. Ech, żeby tak mogły w tym samym czasie równie skutecznie oczyszczać duszną od kłótni małżeńskiej atmosferę! No cóż, na to się ma szczęście ma inne sprawdzone sposoby i sposobiki….

Wiem, że on naprawdę ma w nosie ten temat.

Na szczęście jest osobą, która lubi czytać i wiem, że jak już opadną emocje, przestudiuje skrupulatnie artykuły i badania, które mu wysyłam. Znam go na tyle że na początek podeśle mi link do swojego ulubieńca Korwina, który powie: „ Żadnego smogu nie było i nie ma! Jest to zwykły spisek wszelkiej maści lobbystów!”. Ale jestem pewna, że po rzetelnym obadaniu tematu, kiedy już nie będzie tylko szukał kontrargumentów, byleby nie wyszło że się myli… cicho i pod nosem przyzna mi rację.

Zasypiam wieczorem niespokojna – całym dniem na chacie zmordowana. Prześladowana przez uporczywą myśl, że nie wyobrażam sobie naszej przyszłości w kraju, gdzie czyste powietrze to luksus, którego nawet nie można sobie kupić.

W końcu zmęczona pojedynkiem z myślami odlatuję w szaro-burą przestrzeń.

Sen jest przedziwny. Tak realny! Jednocześnie przerażający…

Budzę się w super nowoczesnym mieszkaniu, całym z błyszczącego szkła i lśniących luster. Wyglądam za okno i zupełnie mnie nie dziwi wszechobecny smog. Interaktywny wyświetlacz pomiaru smogu, radośnie na jaskrawo-czerwono pokazuje stan alarmowy. Sprawdzam kontrolki na oczyszczaczu powietrza. Upewniają mnie, że w mieszkaniu powietrze jest krystalicznie czyste.  Podlewam przestarzałym zwyczajem antysmogowe rośliny na parapecie i pędzę sobie zaparzyć poranną kawuchę.

W domu otaczają mnie dziwne przedmioty, które przypominają gadżety z filmu science-fiction. Pralka, która sama selekcjonuje pranie wg koloru i sposobu odświeżania. Komoda, która po wrzuceniu do dolnej szuflady sterty wysuszonego prania – sama selekcjonuje, składa, prasuje i przesuwa wszelkie części garderoby do odpowiednich szuflad. Sama jestem zdziwiona moim nowym apartamentem i wiem, że to nie są moje czasy. Sprawdzam Aj-fona XXS i okazuje się, że jest rok 2030, a ja nadal mam tyle lat co teraz, a moje dzieci 2 i 5, czyli nadal siedzę w pieluchach.

Najbardziej zastanawia mnie fakt, że zupełnie nie przejęłam się, tym że powietrze na zewnątrz jest tak beznadziejnie zanieczyszczone

Do tego da się przyzwyczaić? Możliwe, skoro ludzie od 20 lat nic z tym nie zrobili…. Sprawdzam na aplikacji, że dziś, czyli 31.01 w Warszawie jest dzień bez samochodu, czyli po mieście mogą się poruszać tylko pojazdy Solarnej Komunikacji Metropolitalnej im. ministra Szyszko. Jak zwykle wybieram mój preferowany środek transportu, czyli własne nogi. Właśnie kończą nam się filtry do masek, więc do Stacji Antybenzo(a)pirenowej naginam na moim składaku.

Później wybieram się z dzieckiem na spacer, oczywiście odpowiednio przygotowana. Przed samym wyjściem szukam, jak zwykle, po wszelkich zakamarkach naszego przenośnego oczyszczacza do wózka, który pozwala małym dzieciom, w swoich bezpiecznych pokrywach oddychać świeżym powietrzem. Huncwoty są za małe by chodzić w maskach, a to one właśnie potrzebują spacerów najbardziej. Biorę też dla niego smoczek (ja zdeklarowana logopedka…). Wiem, że kiedy dziecko trzyma go w buzi to oddycha przez nos – a wtedy powietrze też jest trochę czystsze.

Do swojego nosa wsuwam moje nieodłączne filtry, z którymi się nie rozstaję oraz designerską maskę z filtrem HEPA

Zabezpieczeni przez te we wszystkie gadżety wychodzimy z domu na spacer. Moim telefonem z nadgryzioną gruszką mierzę laserowo poziom pyłów w powietrzu i jest porównywalny do 30 piętra, na którym mieszkamy. Na ulicach od dawna nikogo nie dziwi fakt, że ludzie chodzą w maskach i w założonych filtrach w nosach. Niektórzy mają nawet fikuśne biżuteryjne filtry, które stały się hitem na ulicach. Dziewczyny noszą takie nawet z diamentami. Dzieci, które są za małe na maski jeżdżą w wózkach z pokrywami, a w środku mają małe przenośne oczyszczacze powietrza.

Chociaż tego dnia normy są przekroczone parokrotnie, nikt się tym absoutnie nie przejmuje. Ludzie starają się przejść z punktu A do punktu B w możliwie jak najszybszym czasie żeby nie przebywać długo na zewnątrz. Naprawdę nikogo nie dziwi smutny portret Warszawy w masce antysmogowej. Każdy ma ją, jak przyszytą na twarzy. Tak jak kiedyś kochałam to miasto, to teraz naprawdę ciężko żywić do niego ciepłe uczucia.

Nie kocham Cię już.

Większość klimatycznych kamienic zastąpiły bardziej efektowne wysokie wieżowce, które skutecznie uniemożliwiają przepływ powietrza w mieście. Wszędzie szaro i ponuro od osadzającego się pyłu.

Nagłówki gazet: Polska najbardziej zanieczyszczonym krajem świata.

Wieczorem jest coraz gorzej. Wtedy nigdy nie zabieram ze sobą dzieci.

smog zdjęcia
smog warszawa

„- Wyjąć Julka! Wyspałaś!”

„- Wyjąć z łóżećka, juś”

Unoszę ciężkie od snu powieki. Mój łapiący ostrość wzrok pada na męża. Siedzi z nosem w telefonie i acz niechętnie ale jednak sprawiedliwie przyznaje, że niestety miałam rację. Przeczytał w nocy raporty i wyniki badań. Oddycham z ulgą, że stoimy po jednej stronie wobec wspólnego wroga. Podnoszę się z łóżka, sprawdzam kontrolki na oczyszczaczu powietrza, nawadniam rośliny antysmogowe i pędzę sobie parzyć kawę. Mam nieodparte poczucie deja vu…

Wpis powstał z premedytacją i rozmysłem

a współudział należy do marki Electrolux – producenta oczyszczaczy. Nasz model oczyszczacza to EAP450 – pogromca pyłów zawieszonych i innych świństw, które wiszą w powietrzu. Ma filtr HEPA, który skutecznie zatrzymuje tablicę Mendelejewa w środku. Nie trzeba go nosić po mieszkaniu, bo bez problemów ogarnia 103 m2. Właściwie jest bezobsługowy, bo na trybie automatycznym sam wykrywa zwiększone zanieczyszczenie i wtedy zaczyna mocniej pracować. Z nim możemy spać spokojnie, bo nawet nie słychać go w trybie nocnym.

Naprawdę niesamowite jest tych kilkadziesiąt sekund tuż po wejściu do domu, kiedy powietrze na zewnątrz śmierdzi spalenizną, a w domu czuć świeżą bryzę. Powinno być odwrotnie, ale cóż żyjemy takich czasach, że oczyszczacz powietrza stał się podstawowym produktem AGD w mieszkaniu.

Ma tylko jeden minus – nie oczyszcza atmosfery po małżeńskiej kłótni;)

Pomysł i realizacja własna

Zdjęcia Justyna Duszak

Makeup Kasia Opolska

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]

Dziecko nie powie Ci, że gorzej słyszy. Kiedy powinieneś zbadać dziecku słuch?

  • ZDROWIE
  • 8  min. czytania
  •  komentarze [1]

Dziecko nie powie Ci: „Mamo, wiesz chyba gorzej słyszę.” Nieważne, czy będzie miało 5, czy 15 lat. Nawet dorośli często nie zauważają, że gorzej słyszą. Dzieje się tak dlatego, że najczęściej słuch traci się  stopniowo, bardzo powoli. W dzisiejszym wpisie przeczytacie o wszystkich sygnałach (często niepozornych), dzięki którym powinna nam się zapalić lampka alarmowa i powinniśmy odwiedzić specjalistę oraz wykonać badania słuchu.

Zmysł słuchu zaczyna się kształtować już w życiu płodowym. Co słyszy dziecko w brzuchu mamy? Okazuje się, że całkiem sporo. Bicie serca mamy, jej głos, przepływającą krew, pracę narządów wewnętrznych,  ale także dźwięki spoza maminego ciała np. muzykę, głos taty. Przeprowadzono wiele badań, które potwierdzają, że po urodzeniu dzieci preferują te dźwięki, które pamiętają z okresu płodowego. Szybciej się przy nich uspokajają lub zaczynają intensywniej ssać smoczek.

Zdarza się jednak tak, że ten proces nie przebiega prawidłowo. Około 2-4 dzieci na 1000 noworodków rodzi się z wrodzonymi wadami słuchu [1]. Od 2002 roku w Polsce działa Program Powszechnych Przesiewowych Badań Słuchu u Noworodków, co w praktyce oznacza, że każde dziecko po urodzeniu ma przeprowadzone badanie słuchu.

Jeżeli wynik badania jest wątpliwy, bądź występują inne czynniki ryzyka (np. konieczność zastosowania po urodzeniu leków potencjalnie mogących uszkadzać słuch) do książeczki dziecka zostaje wklejona żółta naklejka i jest to sygnał, że badania należy powtórzyć, a stan słuchu bacznie obserwować.

Mimo badania słuchu

Natomiast jeżeli podczas badania przesiewowego wynik jest prawidłowy to do książeczki zdrowia jest wklejona naklejka w kolorze niebieskim, ale…. to nie zwalnia rodziców z obowiązku obserwowania słuchu u swoich dzieci!

Należy bowiem pamiętać, że uszkodzenia słuchu mogą się rozwijać stopniowo i mogą pojawić się w każdym wieku – dlatego niezmiernie ważne jest zachowanie czujności przez rodziców.

Lekarze biją na alarm. Przesiewowe badania słuchu prowadzone na terenie Warszawy, którymi objęto ponad 20 tys. dzieci z klas I i VI  wykazały, że aż 10 % dzieci ma różnego rodzaju problemy ze słuchem, a 33 % skarży się na stałe lub okresowe szumy uszne.

Jest to bardzo wysoki odsetek. Dodatkowe, zatrważające informacje przyniosła analiza ankiet wypełnianych przez rodziców uczniów –  ponad 60% rodziców dzieci, u których wynik badania przesiewowego słuchu był nieprawidłowy, nie zauważyło problemów ze słuchem u dziecka [2]. 

Dlaczego obserwowanie tego, jak słyszy dziecko jest ważne?

Przede wszystkim sprawnie działający słuch umożliwia dzieciom rozwinięcie mowy. Wszelkie uszkodzenia słuchu, każde stałe lub okresowe pogorszenie słyszenia może ten proces opóźniać, utrudniać, a w skrajnych przypadkach go całkowicie uniemożliwiać.

Krytyczny okres dla rozwoju mowy, czyli czas kiedy ta umiejętność rozwija się najintensywniej to czas do 2-3 roku życia. Dlatego też tak ważna jest wczesna diagnoza i wdrożenie odpowiedniego leczenia, które może zapobiec trwałemu uszkodzeniu słuchu, a jeśli jest ono nieodwracalne zaopatrzenie dziecka w odpowiednie urządzenia wspomagające słyszenie np. aparaty słuchowe lub implanty ślimakowe i zapewnienie intensywnej rehabilitacji może umożliwić normalny rozwój i równy start w życiu.

Temat jest bardzo ważny, bardzo aktualny i jak pokazują różne badania powszechny. Dlatego też dla czytelników Nebule przygotowałam w ramach przypomnienia i edukacji małą ściągę. Kiedy powinna Wam się zapalić „czerwona lampka” i kiedy warto wybrać się z dzieckiem do audiologa lub laryngologa oraz wykonać badanie słuchu.

Reakcje na dźwięki

Możliwe sytuacje:

  • dziecko nie reaguje na dźwięki
  • dziecko nie reaguje na własne imię
  • dziecko nie rozumie kierowanych do niego poleceń
  • dziecko podgłaśnia telewizor, radio
  • dziecko często dopytuje
  • dziecko nasłuchuje jednym uchem

To są sytuacje, które powinny zaniepokoić rodzica i skłonić go do postawienia sobie pytania „czy moje dziecko dobrze słyszy?”. Oczywiście głębokie uszkodzenie słuchu jest łatwiejsze do zauważenia, natomiast przy mniejszych niedosłuchach, kiedy dziecko część dźwięków słyszy ta ocena jest zdecydowanie trudniejsza.

Czasami zdarza się też tak, że rodzice zaprzeczają własnym podejrzeniom, negują sugestie ze strony innych osób. Posługując się zestawem prostych pytań, możemy sprawdzić czy nasze dziecko osiąga umiejętności w zakresie słyszenia, które są charakterystyczne dla danego wieku. W tym przypadku również pamiętamy o tym, że każde dziecko rozwija się w swoi tempie. Jeśli jednak na przynajmniej dwa pytania odpowiedź jest negatywna bądź wątpliwa powinniśmy się skontaktować z lekarzem i udać na badania słuchu.

Do 3 miesiąca życia

Około 3 miesiąca życia dzieci zaczynają głużyć (gruchać). Jest to czynność odruchowa, nie związana ze słyszeniem – głużą również dzieci z głębokim niedosłuchem. Najczęściej dzieci głużą w sytuacji gdy są zadowolone i mają zaspokojone wszystkie potrzeby, a produkowane dźwięki przypominają głoski: k, g, ch. W tym okresie dziecko zaczyna reagować uśmiechem na Twój widok. Swoje emocje wyraża płaczem i gruchaniem.

Sprawdź, czy Twoje dziecko:
– budzi się przy głośnych dźwiękach?
– reaguje przestrachem lub mruży oczy słysząc głośne dźwięki?
– od ok. 2 miesiąca reaguje na Twój głos, uspokaja się, uśmiecha się, gdy Cię słyszy?

4-6 miesiąc życia

Około 6 miesiąca życia niemowlę zaczyna gaworzyć – świadomie, pod kontrolą słuchu, naśladuje dźwięki przypominające mowę: samogłoski, spółgłoski, sylaby. Barwą głosu potrafi wyrażać swoje emocje, np. zadowolenie, niezadowolenie. Dzieci z głębokim uszkodzeniem słuchu nie gaworzą!

Sprawdź, czy Twoje dziecko:
–  zwraca głowę w kierunku źródła dźwięku – np. głosu, zabawek dźwiękowych, szczekającego psa?
–  reaguje na zmiany Twego głosu?
–  budzi się z lekkiego snu, gdy ktoś mówi?
–  gaworzy?

7-12 miesiąc życia

Dziecko zaczyna łączyć sylaby w większe grupy. Używa dźwięków naśladujących mowę do wyrażania emocji czy potrzeb. Zaczyna różnicować usłyszane słowa, dostosowując do nich swoje reakcje – zaczyna reagować na swoje imię, rozumie proste polecenia i zakazy. Pod koniec pierwszego roku życia może wypowiadać słowa ze zrozumieniem.

 Sprawdź, czy Twoje dziecko:
–  zwraca się w kierunku źródła dźwięku – głosu, grającej zabawki, itp.?
–  słucha, gdy się do niego mówi?
–  reaguje na swoje imię?
–  rozumie proste słowa, np. „mama”, „oko”, itp.- zwraca się w kierunku nazywanych osób, przedmiotów     lub pokazuje je palcem?
–  rozumie proste polecenia i zakazy – „nie wolno!”, „chodź tutaj” itp.?
–  powtarza sylaby (gaworzy)?
–  używa dźwięków naśladujących mowę, by zwrócić na siebie uwagę?
–  próbuje naśladować głosy zwierząt?
–  próbuje naśladować głośność i rytm Twojego głosu?

13-24 miesiąc życia

To czas w którym następuje intensywny rozwój mowy, zarówno pod kątem jej rozumienia, jak i tworzenia wypowiedzi. Dziecko opanowuje podstawowy zasób słów określających osoby i przedmioty ze swego otoczenia. Stopniowo poszerza zasób słownictwa, zaczyna spontanicznie łączyć elementy swego słownika w kombinacje dwuwyrazowe.

Sprawdź, czy Twoje dziecko:
– rozumie proste polecenia i pytania, np.: „gdzie jest twój but”, „chodź”, „podaj piłkę”?
– umie pokazywać części ciała?
– naśladuje głosy zwierząt?
– kołysze się w rytm muzyki?
– lubi zabawy-rymowanki, np. „idzie rak…”, „tu sroczka kaszkę warzyła”?
– wypowiada kilka do kilkudziesięciu słów?
– próbuje składać po dwa słowa, np.: „chodź pa-pa”, „am nie”?

źródło: www.wosp.org.pl

Dzieci starsze

– Często proszą o powtórzenie, co się do nich mówi

– Przekręcają słowa, które do nich mówimy

– Kiedy są tyłem nie słyszą cicho mówionych wyrazów

– Używają tylko jednego ucha (należy rozróżnić, czy nie z powodu silnej lateralizacji)

– Nie widać przyrostu ilościowego słownictwa

– Długo przekręcają wyrazy, bo mogą je niewyraźnie słyszeć

– Przynoszą gorsze stopnie

– Nauczyciele skarżą się, że nie uważają na lekcjach

– Nie wiedzą, co jest zadane, nie słuchają poleceń

– Mają trudności ze zrozumieniem rozmowy przez telefon kiedy nie widzą osoby mówiącej

– Skarży się na brzęczenie, szumy i świsty – niestety jest to rzadkie, bo dziecku ciężko wyodrębnić, czy dźwięk nie pochodzi z zewnątrz.

Mowa

Możliwe sytuacje:

  • dziecko nie mówi wcale
  • dziecko mówi bardzo mało
  • dziecko mówi niewyraźnie
  • dziecko krzyczy

No właśnie – dziecko nie mówi i kiedy powinniśmy się tym faktem zaniepokoić? W logopedii posługujemy się pewnymi normami rozwojowymi i od dziecka w konkretnym wieku oczekujemy konkretnych umiejętności w tym zakresie. We wpisie Kiedy do logopedy znajdziecie normy dla danego wieku.

Pamiętajmy jednak o tym, że każde dziecko rozwija się indywidualnie i być może potrzebuje trochę więcej czasu na opanowanie danej umiejętności niż jego rówieśnicy. Jeżeli jednak jest cokolwiek, co wzbudza obawy jeśli chodzi o rozwój mowy Waszego dziecka – nie mówi wcale, mówi mało, mówi niewyraźnie, krzyczy – to najlepszym rozwiązaniem jest wybrać się na wizytę do logopedy. On oceni czy w przypadku danego dziecka możemy jeszcze poczekać, czy są pewne przesłanki do podjęcia dalszego postępowania.

Taka wizyta powinna odbywać się w przyjemnej i miłej atmosferze.

Ocena różnych umiejętności (reakcji na dźwięki, rozumienia i produkcji mowy) powinna mieć formę zabawy. W sytuacji kiedy mowa nie rozwija się prawidłowo skierowanie dziecka na badania słuchu powinno być jednym z pierwszych zaleceń, ponieważ w bardzo prosty i szybki sposób możemy znaleźć źródło problemów albo je wykluczyć i szukać innej przyczyny tego stanu.

Czasami konieczne jest również odbycie dodatkowych badań i konsultacji np. z psychologiem, neurologiem, terapeutą SI, ale będziecie mieć pewność, że zrobiliście wszystko, żeby pomóc Waszemu dziecku.

Podsumowując – nie dajcie sobie wmówić „ to chłopiec, a wiadomo chłopcy zaczynają mówić później” (patrzcie na Julka :)), „jeszcze się rozgada”, „Ty, wujek, dziadek też długo nie mówiliście”, „dajmy mu czas do 4 r.ż.”, „krzyczy, bo wszystkie dzieci w tym wieku krzyczą” – to są mity, które mogą uśpić czujność rodzica i doprowadzić do zbagatelizowania pierwszych objawów gorszego słyszenia, bądź też innych zaburzeń rozwoju. Także, jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości wybierz się do logopedy i zrób dziecku badanie słuchu.

Problemy zdrowotne

Możliwe sytuacje:

  • ma częste katary i infekcje górnych dróg oddechowych
  • zdarzają się infekcje uszu
  • podejrzenie alergii
  • przerośnięte migdałki podniebienne / przerośnięty migdałek gardłowy

Jedną z najczęstszych przyczyn gorszego słyszenia u małych dzieci są często nawracające infekcje górnych dróg oddechowych, a w ich konsekwencji wysiękowe zapalenie ucha. Nawet podczas zwykłego kataru wydzielina może pojawiać się nie tylko w nosie, ale również w gardle i uchu środkowym.

W tej sytuacji w przestrzeniach, które powinny być wypełnione powietrzem, pojawia się płyn, który utrudnia przewodzenie dźwięków, a w konsekwencji dziecko gorzej słyszy. Rodzice często nawet nie podejrzewają, że maluch ma wysiękowe zapalenie ucha, bo choroba przebiega bez gorączki i bez bólu.

Ważne jest zatem, aby pediatra obejrzał uszy dziecka, nawet podczas „zwykłej” infekcji i wydawać by się mogło – banalnego kataru. Podczas takiego badania lekarz może wykryć początki choroby i skierować dziecko do specjalisty (audiologa, laryngologa), który dobierze odpowiednie leczenie (farmakologiczne, operacyjne). Dzieci mające tendencję do nawracającego wysiękowego zapalenia uszu powinny pozostawać pod stałą opieką specjalisty.

Prawidłowa pielęgnacja

Zapobieganie chorobom uszu to również prawidłowa pielęgnacja. Pogorszenie słyszenia może być spowodowane zatkaniem przewodu słuchowego przez woskowinę. Do czyszczenia uszu absolutnie nie wolno stosować patyczków, które tylko upychają woskowinę, a dodatkowo bardzo łatwo doprowadzić do podrażnienia przewodu słuchowego.

Mycie uszu należy ograniczyć do przemywania małżowiny za pomocą wody i palca. W przypadku dzieci, które mają tendencję do nadmiernego produkowania woskowiny trzeba się skonsultować z lekarzem, który pomoże dobrać odpowiedni preparat do czyszczenia uszu. Podczas kąpieli czy zabaw w basenie nie musimy specjalnie chronić małych uszu – ważne, aby potem dokładnie osuszyć je ręcznikiem, wcześniej delikatnie przechylając głowę dziecka na bok.

Każda mama pewnie nie raz usłyszała radę „załóż mu czapeczkę, bo zawieje uszy” – można ją włożyć między bajki.

Oczywiście należy zakładać dzieciom czapki dla ochrony przed zimnem, ale zapalenia uszu wynikają najczęściej z niedoleczonych katarów i innych infekcji, a nie z powodu wiatru.

To co wpisuje się w działanie profilaktyczne to również ochrona przed hałasem.

Dla uszu niemowlaka najlepsze są ciche, spokojne dźwięki. Unikajmy zatem bardzo głośno grających zabawek, a w zamian zaproponujmy spokojne śpiewanie albo cichą pozytywkę. Jest wiele sytuacji podczas których dzieci narażone są na hałas – podczas przebywania w żłobku, przedszkolu, szkole. Negatywnie na stan słyszenia wpływa również głośne słuchanie muzyki (zwłaszcza za pomocą słuchawek, które wkłada się do ucha).

W takich sytuacjach może dochodzić do przewlekłego urazu akustycznego, podrażnienia lub uszkodzenia komórek słuchowych i o ile na początku są one w stanie się regenerować to jeśli ta sytuacja pojawia się często może prowadzić do trwałego uszkodzenia słuchu. Dlatego też, kiedy możemy zadbajmy o stonowane otoczenie akustyczne. Unikajmy hałasu, a w ekstremalnych sytuacjach (np. głośny koncert) rozważmy zastosowanie słuchawek ochronnych.

Podsumowując chciałabym jeszcze raz zaznaczyć, że najważniejsza jest profilaktyka – obserwuj swoje dziecko, dbaj o całkowite wyleczenie chorób, także tych z pozoru błahych infekcji i prawidłowo pielęgnuj uszy dziecka. Jeżeli zauważysz jakiekolwiek niepokojące objawy powiedz o nich pediatrze – niech skieruje Was na badania słuchu. Warto wspomnieć, że badania słuchu są całkowicie bezpieczne i bezbolesne, mogą być przeprowadzone w każdym wieku. Wczesne wykrycie pogorszenia słyszenia i wdrożenie odpowiedniego leczenia, może uchronić Twoje dziecko przed trwałym uszkodzeniem słuchu oraz umożliwić mu prawidłowy rozwój. 

Autorką wpisu jest Joanna Ćwiklińska – surdologopeda, terapeuta miofunkcjonalny, pedagog specjalny. Pracuje w Klinice Rehabilitacji w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu, Międzynarodowej Szkole Europejskiej oraz Centrum Diagnozy i Terapii Supramedica. Zajmuje się diagnozą i terapią logopedyczną dzieci, młodzieży oraz osób dorosłych. Autorka i współautorka publikacji z dziedziny szeroko pojętej surdologopedii.  Autorka kursu on line „Przesiewowe badania logopedyczne”.

A tu artykuł autorki na temat Wędzidełko – wszystko co musisz wiedzieć.

Zapraszam też na wpis Rozwój mowy dziecka oraz po Książki wspierające rozwój mowy

[1] „Audiologia kliniczna” M. Śliwińska-Kowalska, Łódź 2005

[2] „Hearing Screening Program in Scholl- Age Children in Western Poland” Skarżyński P.H. i in., The Journal of International Advanced Otology 7(2) 194-200

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[instagram-feed num=4 cols=4 showheader=false showfollow=false showbutton=false]