fbpx

„Montessori? Jestem na NIE”

Pojawiło się kilka ciekawych pytań na temat Montessori, na które udzieliłam  odpowiedzi.

„Jak to jest z dziećmi, które spędziły lata przedszkolne w filozofii Montessori, a potem idą do zwykłej szkoły. A nawet takie, które całą podstawówkę zrobiły w Montessori, a potem muszą zmierzyć się z normalnym liceum. Są jakieś badania, statystyki na ten temat?”

oraz bardzo podobne:

„Moje pytanie: jak dziecko nie chwalone, nie karane, pracujące samo przy stoliku poradzi sobie w życiu? Czy nie będzie zbyt odizolowane od reszty dzieci gdy zetknie się z „normalną” szkołą?”

Pedagogika Marii Montessori jest dostosowana do każdego dziecka. Została stworzona na potrzeby pracy z dziećmi upośledzonymi. Maria Montessori bardzo szybko zauważyła, że ta metoda sprawdza się również u dzieci w normie intelektualnej. Dzieci doskonale potrafiły dostosować się do zasad, które panowały w Casa dei Bambini. Wolność oraz brak kar i nagród spowodowały rozwój motywacji wewnętrznej wśród wychowanków.   W dzisiejszych czasach coraz częściej się na ten temat mówi i rodzice, którzy nawet nie ukończyli żadnych kursów bardzo intuicyjnie nie używają kar i nagród, czyli w przypadku szkoły ocen.

Z ogromnym zainteresowaniem obserwuję reformy edukacji. Pamiętam jeszcze jak w klasach 1-3 były oceny (bez niedostatecznej). Od dłuższego czasu są to oceny opisowe. Bardzo podobnie jest w systemie nauczania wg pedagogiki Montessori. Panuje błędny obraz tej metody. Dzieci same opracowują materiał wg programu i zgłaszają się na „zaliczenie” tego zakresu wiedzy. Są również karty pracy, które dzieci uzupełniają w czasie pracy własnej, więc przygotowywane są również pod tym kątem. Liczę na to, że w szkołach tradycyjnych w ciągu najbliższych lat zostaną zniesione prace domowe- tak jest w systemie Montessori. To czy sobie dziecko „poradzi” jest wypadkową wielu cech i umiejętności. Myślę, że rodzaj placówki przedszkolnej nie ma tu najmniejszego wpływu. A to rodzice najczęściej tym się przejmują. Dzieci mają niesamowitą zdolność do adaptacji. Zwrócę jeszcze uwagę na fakt, że naprawdę niewielu rodziców, którzy zapisują dzieci do placówek Montessori stosują tę metodę w domu. A i tak dzieci świetnie sobie radzą.

„Po czym poznać prawdziwe przedszkole/żłobek montressori od takiego, które nazwę metody stosuje głównie jako chwyt reklamowy?”

Polecam bardzo obszerny wpis na ten temat: Czy to prawdziwe Montessori

„Dzwoneczek zwiastujący ciszę, i same drewniane zabawki, układanki, zamki, guziki ect. Jestem jak najbardziej na NIE, nie podoba mi się ta metoda nauczania, wychowywania dzieci”

Metoda M.Montessori od wielu lat ma swoich zwolenników, jak i przeciwników. Wiele wątpliwości na temat tej pedagogiki pojawia się przede wszystkim z niewiedzy. Wszystkie elementy doskonale się uzupełniają i razem współgrają. Co z tym dzwoneczkiem? W przedszkolach tradycyjnych Panie mają również swoje sposoby aby odgraniczyć następne aktywności: klaszczą w dłonie, puszczają muzykę lub nawet używają gongu. Jest to niewerbalny sposób aby zwrócić uwagę na nauczyciela oraz oddzielić jedną aktywność od drugiej. Tak samo jest z dzwonkiem w szkole.

„Same drewniane zabawki, układanki, zamki, guziki etc. „- zabawki (zwane w Montessori pomocami edukacyjnymi) na półkach różnią się znacznie od tych, które możemy znaleźć w przedszkolach tradycyjnych. Rodzice mogą mieć pewność, że są to pomoce przemyślane i służą rozwojowi jakiejś funkcji.  Jednak w placówkach Montessori znajdziecie również bardziej standardowe zabawki takie jak: kuchnia do gotowania, klocki, lalki bobasy, książeczki.

Tutaj chciałabym również zwrócić uwagę na to, że metoda Marii Montessori nie jest metodą wychowywania dzieci. Wg mnie jest to dość ryzykowne- całościowe stosowanie tej metody w domu, a ostatnio jest dość modne. Nie ma żadnych badań na ten temat. Warunki panujące w placówce są zdecydowanie inne. Owszem, można kilka elementów z powodzeniem stosować, ale cała metoda jest bez wątpienia do wykorzystania w przedszkolach i szkołach.

Moje pytanie do konsultacji:-) Mam 7 letnią Córeczkę. Pedagogikę Montessori niestety odkryłam dosłownie kilka miesięcy temu- żałuję ogromnie. Zagłębiając się w jej założenia tym bardziej doświadczam żalu i wyrzutów sumienia, że nie miałam okazji więcej wcielać jej w codzienność przy dotychczasowym wychowywaniu Córci, choć intuicyjnie niektóre jej przesłanki również udawało mi się realizować, jednak zupełnie nieświadomie i nie aż w takim zakresie jak zrobiłabym to dziś. Mieszkam w niewielkim mieście i nie ma tu niestety ani jednego przedszkola Montessori. Doświadczenia z przedszkola publicznego mamy baaardzo dalekie od ideału, niestety. Czy mam więc jakąkolwiek szansę nadrobić jeszcze te zaległe lata przedszkolne w dalszej pracy rodzicielskiej z Córcią zgodnie z pedagogiką Montessori? Czy mam szansę choć trochę zniwelować skutki nieodpowiednio prowadzonej pracy z dziećmi w przedszkolu, której doświadczyła moja Córcia? Pocieszam się, że choć te pierwsze lata życia są bardzo istotne i niezwykle ważne, to jednak nasza pamięć w późniejszym życiu nie sięga aż tak daleko. Często zaczyna się ona właśnie od początków lat szkolnych, dlatego teraz chciałabym już bardziej świadomie nadrobić to co było. I w sumie ogromnie liczę tu na pocieszenie od Pani Ani i otrzymanie nadziei co mogę robić dalej od dziś…”

Droga Mamo, pamiętaj proszę, że Montessori nie jest metodą wychowywania dzieci. Skup się na przyszłości i budowaniu bliskiej relacji z Córką. Obojętnie jak. Najważniejsze żeby to było zgodne z Twoim sercem i potrzebami dziecka. Jeżeli masz chęć zgłębić metodę Montessori to polecam książkę: Odkrycie dziecka

„Mnie bardzo interesuje temat pochwał, a raczej ich braku w duchu Montessori, i jak się powstrzymać przed ciągłym „super, świetne” gdy samo ciśnie się na usta.”

Myślę, że najłatwiej jest się postawić w roli dziecka i pomyśleć czy samo „super, świetnie, cudownie” by zadowoliło mnie jeżeli napracowałbym się po uszy. Co by mi to dało? A co jeżeli zrobiłbym rysunek byle jak, a mama lub tata użyłaby uniwersalnego i pasującego do wszystkiego „super, świetnie, cudownie”?

Na początku mojej ścieżki zawodowej również miałam z tym problemy. Pomogło mi opisywanie danej czynności. Jeżeli np. dziecku po długich próbach w końcu udało się założyć but i przyszło do mnie pokazać swoją nową umiejętność, najczęściej używałam opisu: „Sam założyłeś but” lub „O, narysowałaś czerwony domek z kominem”. Czasami kiedy dziecko pomaga mi w domu i zrobi coś o co poproszę  zamiast „super, brawo, świetnie” mówię zwyczajne „dziękuję”. Myślę, że to wystarczy.

„A ja właśnie chciałabym zapytać o przedszkole Montessori. Chciałabym do takiego posłać córkę, ale nie jestem pewna czy zróżnicowanie wiekowe dzieci w przedszkolu to na pewno dobry pomysł już dla 2,5-latki. Kiedy byłyśmy na dniach otwartych czterolatek ofuknął moją córkę, że akwarium nie wolno dotykać i ona (jak rzadko) stanęła jak wryta i nie widziała co zrobić. Czy taki maluch poradzi sobie ze starszymi dziećmi, czy nie stanie się „najsłabszym ogniwem” grupy, tym który się podporządkowuje starszym dzieciom? Córka jest bardzo rezolutna, otwarta, chętnie wchodzi w relacje z innymi, ale nie wiem czy to nie za wcześnie na takie połączenie ze starszakami… byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź.”

Jest to jedno z najbardziej popularnych pytań odnośnie pedagogiki Montessori. Maria Montessori dążyła do naturalności w każdym aspekcie. Tak jak w społeczeństwie – rzadko kiedy będziemy pracować tylko z rówieśnikami – stworzyła model grupy mieszanej wiekowo. Zadbała również o to żeby w grupie znalazły się również osoby niepełnosprawne, które żyją w każdym społeczeństwie.

Grupa mieszana wiekowo ma być jak rodzina. Najpierw dziecko wchodzi do grupy jako najmłodsze. Ma możliwość uważnego obserwowania starszych dzieci i nauki od nich. Dzieci starsze pomagają tym najmłodszym. Za rok to ono będzie starsze i odnajdzie się w innej roli. Będzie miało okazję przebywać z dziećmi najstarszymi i najmłodszymi. Tylko w grupach montessoriańskich mają taką możliwość.

Zróżnicowanie wiekowe w grupie wg mnie jest bardzo korzystne. Przede wszystkim dla dzieci, które idą pierwszy rok do przedszkola. Wchodzą do grupy, która funkcjonuje już kolejny rok. Adaptacja przebiega wtedy łagodniej ponieważ przykładowa 30 trzylatków nie płacze z tęsknoty za mamą. Uważam również, że przebywanie ze starszymi dziećmi ma bardzo pozytywny wpływ na rozwój mowy. Dzieci obserwują uczą się słownictwa, którego prawdopodobnie nigdy nie usłyszałyby od rówieśnika.

Dziękuję bardzo za wszystkie pytania i zainteresowanie

Zapraszam też do wpisu „Metoda Montessori w domu – co nam się sprawdziło a co nie”

Anna Trawka – pedagog specjalny, nauczyciel Montessori z  kilkuletnim doświadczeniem w pracy w przedszkolach prowadzonych Metodą Marii Montessori, Logopeda, Terapeuta Integracji Sensorycznej, Autorka książek dla dzieci

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Rodzicu, porzuć wszystkie teorie i bądź szczęśliwy!

Długo się zastanawiałam czy napisać ten post. Kiełkował we mnie zdanie po zdaniu, a całe frazy powoli układały się w całość. Może Wam się to wydać dziwne, że na blogu, który ma wiele słów kluczowych- bardzo dobrze wyszukiwanych przez wyszukiwarki takich jak: „metoda BLW”, „metoda M.Montessori”, „metoda symultaniczno-sekwencyjna”, „Rodzicielstwo Bliskości”, „Integracja Sensoryczna” „metoda Karpa” powstanie kiedyś taki wpis.

Dostaję od Was wiele wiadomości na różne tematy. Niektóre dotyczą wychowania, inne zaś sklepu, w którym kupiłam Lilce rajstopy. Często pytacie mnie o bardzo ważne kwestie takie jak np. wybór przedszkola lub prosicie o radę odnośnie rozwoju Waszego dziecka. Dziękuję, że macie do mnie zaufanie i liczycie się z moją opinią.

A ja? No cóż najczęściej udzielam jednej odpowiedzi. „Zrób tak jak podpowiada Ci matczyne serce, tak żeby było Ci wygodnie, tak żebyś nie musiała pożyczać pieniędzy na czesne, tak żebyś miała czas pobawić się z dzieckiem w domu, tak żebyś mogła cieszyć się i wiedzieć, że nie zrobiłaś czegoś wbrew sobie.”

Rodzice nie czują się kompetentni żeby zająć się własnym dzieckiem

Rodzice w dzisiejszych czasach są niepewni siebie. Często są oderwani od rodziny, która mieszka setki kilometrów od miejsca zamieszkania. Nie mają wsparcia, pomocy i są zwyczajnie zagubieni. Dostają 3,5 kilogramowe dzieciątko w szpitalu bez załączonej instrukcji obsługi.

Nic nie jest już proste, a rady, które docierają do nich nie są przepuszczane przez filtr zaufania. Nikt nie wie co jest najlepsze dla mojego dziecka, ale ja też do końca nie jestem tego pewna.

„Moja mama nie potrzebuje dobrych rad”

Lubię słowa A. Stein „Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski”. Kiedyś to matki i babki mówiły młodym matkom jak postępować z malutkim dzieckiem. Jednak kiedy te więzy rodzinne się rozluźniły- takie rady i uwagi młode matki traktują jako atak na ich umiejętności i przekonania.

Na każde słowa dotyczące naszego dziecka i naszym metod reagujemy alergicznie. Gdyby ta zażyłość i kontakt zostały w bardzo bliskim stopniu, inaczej byśmy do nich podchodziły.

Pamiętam siebie z tego czasu. Niepewną, rozdrażnioną, poszukującą „złotego środka”. Naczytałam się poradników i miałam w głowie jakiś plan działania. To była właśnie ta brakująca instrukcja, której nikt nie załączył do mojego nowonarodzonego dziecka, a reklamacji w tej kwestii nie uwzględniano.

Moje dziecko płakało często, długo i bardzo intensywnie, a ja czasami razem z nim. Szukałam antidotum na moje problemy i je szybko odnajdywałam.

Metoda uspokajania dr. Karpa

Noworodek płacze? Nie może zasnąć? Jest na to metoda!- 5 zasad uspokajania dziecka. Czytałam książkę z zapartym tchem i oglądałam filmiki instruktażowe na youtubie.

Genialne – działa! A tak naprawdę to samo pewnie poradziłaby mi moja mama, która takie metody zna od swojej mamy.

Rodzicielstwo Bliskości

Tak, później przyszedł czas na Rodzicielstwo Bliskości- cudowna teoria. Karmienie piersią, noszenie i bliskość. Miałam wyrzuty sumienia, że nie możemy stosować tej metody w całości i czułam się gorsza od innych matek, bo nie potrafiłam spać z niemowlęciem w jednym łóżku.

Czułam, że nie spełniam wszystkich zasad teorii RB i to już chyba coś innego. A gdzie mój rozum wtedy był? Nie wiem. Ale bardzo łatwo było można mnie wpędzić w poczucie winy i bycia „złą matką”. Apogeum nastąpiło wtedy kiedy próbowaliśmy dziecko „otruć” mlekiem modyfikowanym tylko po to żeby mogła 5 godz przespać w nocy ciągiem. Ja- egoistka- siedziałam zapłakana na kanapie w drugim pokoju, a mąż próbował nasze dziecko oszukać. W mojej głowie kłębiły się tylko myśli, że dla własnej wygody podaję mieszankę. Myślę tylko o sobie, a nie o moim dziecku.

Tak sobie teraz myślę, że gdybym nie przeczytała tych wszystkich poradników byłabym szczęśliwsza. Poradniki, teorie i metody wyparły skutecznie mój instynkt. Wyrugowały go i zastąpiły wyrzutami sumienia. W połączeniu z hormonami to jak koktajl Mołotowa.

Czułam się niepewnie i tylko wspomaganie się różnymi badaniami naukowymi pomagały mi „nauczyć się swojego dziecka”.

BLW

Później przyszedł czas na rozszerzanie diety oczywiście Metodą BLW. Cała metoda jest świetna- nie ukrywam, jednak moje ortodoksyjne podejście dziś mnie przeraża. Jak mogłam być taka zero jedynkowa?  Przez to wiele razy moje wyrzuty sumienia były głębokie jak przedwojenna wanna. Przecież nic się stanie jak raz na jakiś czas podasz dziecku słoik.

To było wówczas NIE DO POMYŚLENIA, bo przecież to nie jest metoda BLW, którą stosujemy. Śmiać mi się chce jak sobie pomyślę o moim dawnym toku rozumowania. Dałam się złapać w pułapkę bycia świetną matką, która stosuje wszystkie metody wychowawcze i pielęgnacyjne. Trochę luzu na pewno by mi pomogło.

Integracja Sensoryczna, metoda Marii Montessori …

Również moje wykształcenie naznaczało mi jakąś ścieżkę. Jednak tutaj nie dałam się aż tak ponieść, bo ani Integracja Sensoryczna, ani metoda Marii Montessori, a już tym bardziej logopedia nie są metodami wychowania.

Dają jakieś narzędzia, z których możemy korzystać i się na nich opierać. Ale w żadnym wypadku podążać ślepo i bezrefleksyjnie. Nawet ja – specjalista w tych 3 dziedzinach oddzielam wychowanie córki od moich przekonań zawodowych.

Nikt na tym by dobrze nie wyszedł, a powodowałoby tylko frustrację i złość. Od stosowania tych metod są specjaliści po kursach i odpowiedniej praktyce. Wiem, że są bardzo interesujące i wspierają rozwój dziecka. Jednak, proszę Was nie przeginajcie.

Wpływ oglądania bajek na rozwój dziecka

Dostałam niedawno meila od czytelniczki, która pyta mnie od jakiego wieku można puszczać  dziecku bajki, bo literatura mówi o 7 r.ż. Inni piszą, że nie można (ABSOLUTNIE) do 3 r.ż. Serio? A kto tak powiedział lub napisał? Amerykańscy naukowcy?

Owszem telewizja w nadmiarze jest szkodliwa. Ale nie dajmy się zwariować. Na pocieszenie dodam, że wolałam Lilce dać Elmo song na telefonie niż podać jej smoczek kiedy podczas podróży autem płakała w niebogłosy.

Apeluję do Was o zdrowy rozsądek i podejście. Gwarantuję Wam, że jeżeli przestaniecie się zastanawiać, a będziecie postępować wg tego jak Wam serce podpowiada będziecie szczęśliwsi. Docenicie to, że dziecko poznaje litery w taki sposób jak chce, a nie dana metoda się nie sprawdza. Frustrację i nerwy zastąpi radość i świeżość.

Nie musicie znać wszystkich metod, teorii i filozofii aby być dobrymi rodzicami. 

W razie wątpliwości i problemów zawsze możecie zwrócić się do specjalisty. Nie musicie nimi się stawać nawet jeżeli Wasze dziecko ma wyzwania rozwojowe.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Share week, czyli blogi, które polecam

O co chodzi? Andrzej Tucholski już po raz piąty organizuje świetną akcję. Autorzy polecają autorów.

Ja również mam kilka blogów, które bardzo lubię i często odwiedzam. Chciałabym również żeby szersza grupa osób o nich wiedziała. Dlatego dziś napiszę o 3 blogach, które warto wg mnie odwiedzać.

Ronja.pl 

to blog wspaniałej mamy 2 dzieci, która również ma wiele wątpliwości na temat macierzyństwa i wychowania. Sporo tematów na jej blogu jest związanych ze Skandynawią. Jej mąż pochodzi z tej dalekiej krainy i ma wiele przemyśleń na jej temat. Lubię jej styl pisania i podejście do wielu sprawa. Widzę też, że się rozwija fotograficznie i bardzo jej kibicuję. Jeżeli jeszcze nie znacie Ronji – koniecznie zajrzyjcie.

ronja

Mataja.pl 

pewnie znacie, a kto nie zagląda ten trąba. Blog o rodzicielstwie oparty na dowodach naukowych. Sztywnie brzmi, co? A teraz wejdźcie w ich progi, przeczytajcie jeden wpis i spróbujcie się nie śmiać.

Dziewczyny mają wyjątkową lekkość pióra i każdy ich wpis czytam z takim samym entuzjazmem jakbym oglądała najśmieszniejszy serial świata. A wiecie jakie wpisy u nich lubię najbardziej? Sponsorowane! Jak nikt potrafią ugryźć temat i w humorystyczny sposób zrobić content.

mataja

PaniMoney.pl 

blog trochę inny, bo o finansach. Od zawsze byłam noga z oszczędnościami i zbieram się powoli żeby trochę w tym temacie się dokształcić. Blog Ady jest bardzo przyjemny w odbiorze i z pewnością niedługo odniesie sukces. Jeżeli myślicie o kredytach, kartach, oszczędnościach to koniecznie zajrzyjcie na jej blog. W ciekawy sposób opisuje własne finansowe perypetie.

pani

Bardzo trudny był to wybór.

Mam jeszcze kilkoro swoich ulubieńców. Kolejność przypadkowa. Opiszę je słowami kluczowymi 🙂

amicusdesign.pl wnętrza i estetyka

Matkawariatka.pl– książki dla dzieci i gadżety

Matkatylkojedna.pl– słowo pisane (!) i pointy

Makóweczki.pl– nadchodzące zmiany i ciepło

flowmummy.pl– macierzyństwo bez lukru

Żudit.pl– zdjęcia Kasi i niebanalne pomysły na posty

Tasteaway.pl– podróże z dzieckiem i warszawskie restauracje

Jestrudo.pl– nauka fotografii

Littlehooligansblog.pl i http://sobiejestesmy.blogspot.com– chłopięcy świat

coverbaby.pl pomysł na macierzyństwo

Kantorekkatjuszki.pl– chwile uchwycone na zdjęciach

Jeżeli sami prowadzicie bloga napiszcie mi o tym w komentarzu – z chęcią do Was zajrzę! I zapraszam do udziału w Share week.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Ale jaja! 6 pomysłów jak zrobić pisanki wspólnie z dziećmi

  • DIY
  • 3  min. czytania
  •  komentarze [20]

W ubiegłym roku zamiast się głowić jak zrobić pisanki poszłam na totalną łatwiznę. W supermarkecie kupiłam zwykłe, chemiczne barwniki. W tym roku chęci trochę więcej, więc postanowiłam, że zrobimy same: piękne, kolorowe pisanki. To dobra okazja żeby spędzić trochę czasu z dziećmi w przedświątecznej bieganinie. Chyba uczynimy z niej tradycję taką jak robienie pierniczków na Boże Narodzenie.

Pokaże dziś kilka ciekawych pomysłów jak zrobić pisanki z dziećmi.

Wszystkie jajka najpierw gotujemy i do dekoracji bierzemy ciepłe, a nawet gorące. Ustawiamy je na butelce z szerokim otworem lub w kieliszku na na jajka (zwanym przez Lilkę jajnikiem lub jajniczkiem:)

1. Kredki świecowe lub pastele żelowe

Dzieci rysują po gorących jajkach, a  rysunek zaczyna się ze skorupką stapiać. Wzory zależą od inwencji dziecka.

jak zrobić pisanki z dziećmi

2. Jak zrobić pisanki w kropeczki

Za pomocą patyczka przyozdabiamy farbą plakatową w dowolne wzory (fajnie wychodzą kropki).

jak zrobić pisanki

3. Farbowanie bibułą

Z kolorowej bibuły wycinamy kwadraciki. My mamy akurat confetti w kształcie kółek. Każdy skrawek papieru dziecko moczy w wodzie i przykleja do jajka. Kiedy papier wyschnie zdejmujemy kwadraciki i mamy pofarbowane jajko.

p.s. Mocniejsze wzory wychodzą na bardzo ciepłych jajkach.

20160319-DSC_5725
jak zrobić pisanki

4. Tatuaże lub naklejki

20160319-DSC_5748

5. Jak zrobić pisanki brokatowe

Smarujemy jajka klejem w płynie i obtaczamy w brokacie.

20160319-DSC_5743
jak zrobić pisanki z dziećmi

6. Jak zrobić pisanki naturalne

To propozycja dla osób, które są tradycjonalistami i uważają, że pisanki powinny wyglądać klasycznie.

Czego potrzebujemy?

  • naturalnych barwników do jajek.
  • nowych, cienkich rajstop
  • sznurka
  • roślinki (u nas płatki goździków i pietruszka).

My akurat zdecydowaliśmy się na jeden z czerwonej kapusty (wychodzą piękne niebieskie).

20160319-DSC_5714

Jak zabarwić jajka na niebiesko czerwoną kapustą?

Gotujemy jajka na twardo.
1/2 główki czerwonej kapusty gotujemy w 1 l wody przez 30 minut. Przelewamy przez sitko do miski, liście możemy wykorzystać np. do sałatki albo bigosu.
Do gorącej wody z kapusty dodajemy 2 łyżki soli i 2 łyżki białego octu spirytusowego.
Zanurzamy jajka i zostawiamy aż do uzyskania pożądanego odcienia niebieskiego (intensywny kolor wymaga leżakowania jajek w barwniku przez całą noc).

Przepisy na ten i inne kolory znajdziecie tutaj

Wracamy do naszego tutorialu.

Przed włożeniem jajek do barwnika wycinamy prostokąt z rajstopy, prosimy dziecko o przytrzymanie jednej części  i związujemy sznurkiem. Dziecko układa na płasko rośliny, a my zawiązujemy bardzo ściśle z drugiej strony. Wkładamy na noc do garnka z barwnikiem.

20160319-DSC_5732
20160319-DSC_5733
20160319-DSC_5734
20160319-DSC_5736

Rano wyglądają tak:

20160321-DSC_5781
20160321-DSC_5782
20160321-DSC_5792

Tu jeszcze były Wielkanocne ozdoby

A jeśli jest u was tradycja świątecznego obdarowywania to tu macie inspiracje na drobne Prezenty od zajączka

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Moje domowe sposoby na katar i przeziębienia

  • ZDROWIE
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [65]

Przełom zimy i wiosny to czas kiedy nasze dzieci częściej chorują. Osłabiona odporność i niezbyt stabilna pogoda sprzyjają zwiększeniu ilości zachorowań. Dzieci pociągają nosem, pojawia się kaszel, czasami gorączka. Dzieci są rozdrażnione, bo nie śpią w nocy przez katar i kaszel, a my niewyspani jak nigdy. Katar nieleczony podobno trwa 7 dni, a leczony tydzień. Tak nie jest w przypadku dzieci. Katar trwa zazwyczaj od 10 do 14 dni, czyli prawie dwa razy dłużej. Jak pomóc dzieciom w tym trudnym czasie? Jakie są moje domowe sposoby na katar i przeziębienia – odpowiem na te pytanie w dzisiejszym wpisie.

Mam wrażenie, że odkąd moja córka poszła do przedszkola uczestniczymy w maratonie przeziębieniowym. Od września do marca przeszła ok. 10 infekcji wirusowych. Z jednej strony jest to normalne, bo w taki sposób dzieci nabierają odporności, a z drugiej jest to dość wyczerpujące. Na szczęście nigdy żadne z przeziębień nie przerodziło się w nic poważniejszego. Katar i kaszel to wg mnie nie choroby. A to dlatego, że mam swój niezawodny zestaw przeziębieniowy, który stosuję od ponad 3 lat. Dzięki szybkiej reakcji tylko 2 razy był potrzebny antybiotyk, więc śmiało mogę powiedzieć, że nasze sposoby działają.

W czasie przeziębień jak tylko pojawią się pierwsze objawy stosuję domowe sposoby. Dotyczą one zarówno  funkcjonowania fizycznego jak i poprawy dobrego samopoczucia. Dzieci w tym czasie są marudne, rozdrażnione i wymagają więcej uwagi niż zwykle. To do nas – matek, lgną najbardziej w poszukiwaniu ukojenia i polepszenia humoru. A my staramy się, mimo zmęczenia, ten trudny czas uprzyjemnić i sprawić żeby dziecko nie cierpiało.

Dziś dzielę się z Wami moimi, domowymi sposobami na katar i przeziębienia stosuję je zawsze jak tylko zobaczę pierwsze objawy (najczęściej jest to katar).

Toaleta nosa

Kiedy pod nosem dziecka zaczyna błyszczeć, znana wszystkim, wydzielina zawsze wyciągam niezawodny inhalator. Jeżeli katar jest gęsty to zawsze przed rozpoczęciem inhalacji robimy toaletę nosa. Kiedy Lilka była mniejsza stosowałam taki zestaw: sól morska do nosa (aby rozrzedzić wydzielinę), później aspirator (polecam taki podłączany do odkurzacza). Teraz kiedy potrafi EFEKTYWNIE (jest to bardzo ważne, bo inaczej wydzielina zalega) wydmuchać nos to używam tylko soli morskiej. Jednak jeżeli katar jest bardzo gęsty to wracamy do aspiratora.

inhalator dla dzieci - domowe sposoby na katar i przeziębienia

Inhalacje

Inhalator (pisałam o nim Jak wybrać inhalator) – nasz najlepszy przyjaciel w czasie przeziębień. Wdychanie roztworu chlorku sodu powoduje rozrzedzanie wydzieliny i dlatego jest tak pomocne. Inhalacje robimy już kiedy nos jest czysty – wtedy działa najlepiej. Do tego zabiegu używamy tylko soli fizjologicznej NaCl, która ma również działanie antybakteryjne. Kiedyś próbowałam wersji hipertonicznej jednak spowodowała ona dodatkowe podrażnienie i wcale nie było lepiej. Na jedną inhalację wlewam jedną ampułkę. W tym czasie włączam Lilce bajkę. Kiedy była mniejsza do tego zabiegu były potrzebne dwie osoby. Jedna trzymała ją na kolanach i przykładała maskę do twarzy, a druga w tym czasie produkowała się wokalnie naprzeciwko – najlepiej sprawdzały się piosenki z pokazywaniem. Inhalacje robimy 2- 3 razy na dobę.

Kiedy karmiłam ją piersią i zatkany nos utrudniał jedzenie robiliśmy te 2 czynności przed jedzeniem. Jeżeli do kataru doszedł również kaszel mokry, odrywający się po 15 minutach od zakończenia inhalacji zawsze ją oklepuję, aby wydzielina się oderwała. Robię to zdecydowanym ruchem kładąc ją na brzuchu na kolanach. Rękę układam w łódeczkę i raz przy razie oklepuję.

Co jeszcze stosuję w czasie walki z katarem i przeziębieniami?

Woda, woda, woda

I tylko w postaci wody, a nie soczków i herbatek. Nawadnianie organizmu walczącego z infekcją jest bardzo ważne, a często dzieci w tym czasie nie odczuwają tak mocno pragnienia. Dlatego stosuję różne triki, aby tylko utrzymać prawidłowy poziom płynów w organizmie. Tak jak widać na zdjęciu wyciągam nawet najbardziej fikuśne butelki z kolorowymi słomkami aby tylko skłonić dziecko do picia. Pamiętam nawet, że przez 2 tygodnie chorowania Lilka piła wodę tylko z papierowego kubka po kawie ze stacji benzynowej. A jak już nic nie działa to nalewam wodę do małego dzbanuszka i pozwalam jej nalewać wodę do szklanek.

Odpowiednia dieta

W czasie przeziębień staramy się unikać kilku produktów, które niekorzystnie wpływają na rozwój choroby. Są nimi cukier i mleko krowie. Pierwszy składnik może zadziałać w ten sposób, że infekcja wirusowa nadkazi się bakteryjnie (bo bakterie lubią cukier) i wtedy będzie potrzebny antybiotyk oraz mleko krowie, które ma właściwości zaśluzowujące i zwiększa ilość wydzieliny, z którą tak bardzo w czasie przeziębień walczymy. Nie przeginam również z produktami powszechnie znanymi jako lecznicze. Uznaję zasadę zdrowego rozsądku i nie podaję kaszy jaglanej na każdy posiłek.

Odpowiednia temperatura i nawilżenie powietrza

Przed położeniem córki spać wietrzę jej pokój. Ze względu też na atopową skórę nie włączamy kaloryferów w jej pokoju. Często stoi u niej oczyszczacz powietrza. Powietrze musi być chłodne, nawilżone i oczyszczone.

Pozycja do spania

Kiedy katar spływa po tylnej ścianie gardła dzieci często się budzą i kaszlą. Dlatego w czasie infekcji wirusowej układam ją na dużej poduszce lub kładę na brzuchu. Kiedy się obróci znów przekładam do odpowiedniej pozycji.

To są nasze niezawodne domowe sposoby na katar i przeziębienia. Próbowałam również innych metod, ale tylko te przynoszą u nas efekty i polecam je każdej mamie. Zobacz też wpis: Wszystko co musisz wiedzieć o katarze – 10 pytań do zaufanego pediatry

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis zostaw komentarz tutaj lub wróć na Facebooka i kliknij „Lubię to” https://www.facebook.com/nebuleblog/ Dziękuję!

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Hej wiosno!

  • DIY
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [6]

Tak, jutro już pierwszy Dzień Wiosny! A za tydzień  Wielkanoc.

Powoli się do niej przygotowujemy i razem robimy wielkanocne ozdoby.

Jedną z nich jest rzeżucha pachnąca w domu. Pokażemy dziś nasze ludziki (na razie łyse), ale już nie długo zamieszkają u nas Panowie Rzeżucha:)

image1-3

Czego potrzebujemy:

  • skorupki po jajkach (starać się rozbijać je mniej więcej w 3/4)
  • waciki kosmetyczne
  • miseczka z wodą
  • rzeżucha
  • oczka przyklejane
  • mazaki

W skorupkach dzieci układają namoczone i złożone na 4 waciki (po 2 lub nawet 3, aby zapełnić całą skorupkę). Później wysypują rzeżuchę i spryskują spryskiwaczem. Na koniec robimy twarze, które można narysować mazakami, kredkami lub pastelami żelowymi.

20160319-DSC_5751
20160319-DSC_5755
20160319-DSC_5765

Stawiamy na parapet aż czupryny wyrosną. Codziennie nawilżamy im skalpy:)

W czwartek pokażę Wam bardzo fajne pomysły na malowanie pisanek z dziećmi, więc jeżeli macie to w planie- poczekajcie nie będziecie żałować.

A już jutro wpis, o który mnie prosiłyście przez 2 lata istnienia bloga. Zajrzyjcie koniecznie rano!

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Drobne prezenty na Wielkanoc

Za chwilę Wielkanoc. W różnych regionach panują różne zwyczaje podczas tych Świąt. W moich okolicach dzieciom daje się malutkie upominki. Dziś pokażę Wam kilka ciekawych i niedrogich prezentów.

Wprowadziłam nową funkcjonalność- zamiast tablicy z inspiracjami będą się pojawiały czasami takie przeglądy. Będzie Wam łatwiej zobaczyć co to jest, bo każde zdjęcie można powiększyć i dokładnie obejrzeć. Każdy podpis to aktywny link do sklepu. Dajcie mi znać czy to się Wam podoba.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

W oczekiwaniu na wiosnę + niespodzianka dla Was

Nie możemy doczekać się wiosny! Kiedy w kilka dni temu Warszawę zasypał śnieg poczułam, że jednak jeszcze daleko do temperatury powyżej 10 stopni. Zaszyłam się znów pod kocem z gorącą herbatą, a z pokoju dobiegał Lilki śpiew „Pada śnieg, pada śnieg…”.

Myślę, że każdy z nas czeka z utęsknieniem na ten czas kiedy śpiew ptaków będzie rozbrzmiewał za oknem, a my znów obudzimy się do życia. Tymczasem biorę podwójną dawkę witaminy D3 i wyciągam Lilkę na popołudniowe wyprawy.

Tym razem wybrałyśmy się na BioBazar- ciekawe miejsce na stołecznej mapie. Jest umiejscowiony w starej fabryce i dzięki temu ma swój unikalny klimat. Obowiązkowo wstąpiłyśmy po żelki misie!

Zapraszam Was na spacer po naszych okolicach:)

Zajrzyjcie na koniec wpisu – czeka na Was niespodzianka

20160316-DSC_5605
20160316-DSC_5606
20160316-DSC_5607
20160316-DSC_5624
20160316-DSC_5629
20160316-DSC_5636
20160316-DSC_5649
20160316-DSC_5662
20160316-DSC_5681
20160316-DSC_5695
20160316-DSC_5703
20160316-DSC_5710

Lilka ma na sobie:

Czapka Mini rodini

Mój szalik Numero 74

Kurtka Benetton (ubiegły sezon)

Tutu Kids on the moon

Rajstopy Next

Kosz na zakupy ze skórzanymi rączkami Tine K

Kalosze Hunter

Jeżeli nie macie jeszcze butów dla siebie lub dla dzieci na wiosnę to mam dla Was niespodziankę.

Razem ze sklepem Mivo mam dla Was prezent: kod rabatowy 20% MIVONEB20 Kod obowiązuje na wszystkie buty poza ofertą promocyjną do końca marca. Minimalna wartość zamówienia to 50 zł.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Jak nauczyć dziecko przegrywać?

Kochamy nasze dzieci wielką i bezwarunkową miłością. Chcielibyśmy aby miało w życiu łatwo, nie miało problemów i nigdy nie spotkały go żadne przykrości. Wam też maluje się taki idylliczny obrazek? Mogę Wam śmiało powiedzieć, że tak nie będzie NIGDY. Uczucie porażki jest dzieciom bardzo potrzebne, a od nas zależy jak ono sobie z nią poradzi. Tyle możemy jedynie zrobić.

Jest taki moment – kiedy dzieci ledwo odrosną od ziemi i zaczynają mieć styczność z innymi osobami to zaczynamy dostrzegać, że nie zawsze będzie miło i przyjemnie. Pierwsze próby można najczęściej zauważyć w piaskownicy,  kiedy Franio z zawziętością i złością w oczach wyrywa naszemu kochanemu syneczkowi ukochaną, czerwoną łopatkę.

Pamiętacie ten pierwszy raz?

Ja przeżyłam go okropnie. Byłam gotowa stanąć twarzą w twarz z rocznym dzieckiem i odebrać to trofeum, aby tylko moje dziecko nie poczuło się nieszczęśliwe. Już miałam plan wymiany na inne „dobro” w postaci plastikowej betoniarki. Jednak w ostatniej chwili się opamiętałam. Tak, moje dziecko wywinęło usta w podkówkę, po pulchnych policzkach spłynęły łzy jak grochy i chyba nigdy nie widziałam mojej córki tak nieszczęśliwej. Moje serce rozpadło się na pół.

Po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że nie będę ingerować w takie sytuacje chyba, że ktoś bije, szarpie lub gryzie moje dziecko. Czyli jeżeli dzieje jej się krzywda fizyczna będę jak lwica stawać za nią i jej bronić. Jednak tu efektem nie był uszczerbek na zdrowiu lecz uczucie porażki.

To był akurat pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni

kiedy ktoś zrobi coś przykrego mojej córce. Moim zadaniem – jako rodzica jest nauka przeżywania tego nieprzyjemnego uczucia. Smutek, który zagościł na jej twarzy bardzo łatwo było mi nazwać- dlatego prosto było mi to wytłumaczyć, że „tak się zdarza i nie jest to miłe” i zwyczajnie ją przytulić.

Zaproponowałam też, że wspólnie podejdziemy i zapytamy czy „zbój” nie zamieni się na coś innego. A jeżeli już wychodzimy z placu boju to zwyczajnie prosimy o oddanie.

Sytuacja powtarzała się wielokrotnie w różnych konfiguracjach, również w takiej kiedy to ona zabrała coś innemu dziecku. Nie ingerowałam, a jedynie tłumaczyłam, że teraz smutek jest po drugiej stronie i czy pamięta jak to było kiedy ktoś jej coś zabrał i czy to było miłe uczucie. Chociaż dzieci to egocentrycy to z czasem takie tłumaczenie przynosi efekty.

Teraz kiedy chodzi do przedszkola podobnych sytuacji jest coraz więcej. Zauważyłam, że wiele dzieci ma ogromną potrzebę wygrywania. Często sama myśl o prawdopodobnej porażce paraliżuje je do tego stopnia, że niechętnie podejmują aktywność. To straszne kiedy 9- latka nie chce zagrać w grę rodzinną tylko dlatego, że przegra. Chęć wygrania jest duża, ale za to lęk przed przegraną jest tak wielki, że nie chce nawet spróbować.

Jak to zrobić żeby dziecko umiało przegrywać czyli dobrze znosiło porażki?

Jest to niewątpliwie trudne, ale trzeba zacząć już od małego- zdejmując właśnie ten przysłowiowy klosz znad głowy naszej pociechy.

Chwal mądrze 

Chociaż myślisz, że Twoje dziecko jest najwspanialsze na świecie i wszystko czego się dotknie zamienia się w przysłowiowe złoto – nie werbalizuj tego. Mądre pochwały służą budowaniu poczucia własnej wartości. Lepiej jest dokładnie obejrzeć dzieło, zainteresować się i zapytać o szczegóły powstawania rysunku niż od razu rzucić „To najpiękniejszy domek na świecie”.

Pamiętajcie, że tylko od Was usłyszy takie słowa i kiedy w przedszkolu Pani powie „Ładny obrazek, Mieciu” to będzie za mało.

Nie porównuj

Ani do rówieśników ani do innych dzieci. To, że ktoś coś umie wcale nie znaczy, że i Twoje dziecko powinno lub nie powinno tak robić. Działa to w obie strony: „O zobacz, Kazik umie jeździć na dwóch kółkach, a Ty nie”, „Ale jesteś zuch, Kazik nie umie jeździć na dwóch kołkach, a Ty tak”. Niestety oba stwierdzenia niekorzystnie wpływają na samoocenę dziecka i każde przeginanie nie jest dobre.

Przytul i nie dawaj rad

Po porażce dzieci są smutne. Jedyne czego potrzebują to przytulenia i przeżycia swoich emocji, rzadko kiedy usłyszą dobre rady. Lepiej będzie jeżeli same przepracują ten temat i wymyślą w jaki sposób mogą następnym razem wygrać. Gotowe rady często nie działają.

20160306-DSC_5154

Naucz przegrywać

Doskonałym treningiem przegrywania są gry rodzinne. Każdy z nas ma pewnie dylemat czy „dać” dziecku fory i ułatwić wygraną. Ja nauczyłam się tej trudnej sztuki pracując w przedszkolu. Mam jedną zasadę- NIGDY NIE OSZUKUJĘ. Gramy do tej pory aż dziecku uda się wygrać. Jak to zrobić? Najlepsze są gry, w których nie mierzymy się np. na wiedzę lub sprawność fizyczną z małym dzieckiem.

Takie gry budują w dziecku fałszywe poczucie zwycięstwa i w końcu zorientują się, że je oszukujemy, co niekorzystnie wpłynie na samoocenę. Wybieram zawsze takie gry, w których decyduje szczęście (no i memo, bo w nim jestem akurat słaba i Lilka mnie notorycznie ogrywa). Chińczyk, Grzybobranie, Loteryjki, Czarny Piotruś- jest wiele gier, które dziecko może wygrać mając odrobinę szczęścia.

Nie traktujcie gry jako rywalizacji.

To ma być zabawa, a nie  turniej z medalami i fanfarami. W czasie gry nie podkreślam, że ważna jest wygrana tylko sama czynność grania jest fajna i to dobry pomysł na miłe spędzenie czasu.

To nie wygrana ma być celem, a sama czynność ma nam sprawiać przyjemność. 

Po zakończonej grze warto jest pogratulować wygranym, ale bez specjalnych fajerwerków. Nie reagujcie też przesadnie jeżeli dziecko wygra. Ok, wygrało teraz, a następnym razem komuś innemu się poszczęści. Przegrało? Ok, możemy zagrać jeszcze raz.

Mamy kilka takich gier, które lubimy i często w nie gramy. Nie przestawiamy pionków, nie daję dodatkowych rzutów kostką i nie udaję, że na karcie „5 pól do tyłu” jest napisane „do przodu”. Cały czas podkreślam, że fajnie spędzamy czas, jest wesoło i nie skupiamy się na tym kto wygra. Chociaż czasami muszę kopać męża pod stołem, bo jego chęć wygranej jest często bardzo silna- to udaje nam się kończyć gry bez płaczu. I o to chodzi:)

A to nasi ostatni ulubieńcy:

Zanimatch od Djeco

Gra karciana, w której wygrywa ten kto ma więcej szczęścia i najszybciej pozbędzie się kart. Przydaje się również dobry refleks. Piękne ilustracje zwierząt na kartach przypominają mi książki obrazkowe. Do tego podczas gry dzieci mogą nauczyć się nowych nazw zwierząt.

20160306-DSC_5168
20160306-DSC_5169
20160306-DSC_5172

Gra edukacyjna Djeco

Gra z retro ilustracjami może być wykorzystywana na kilka sposobów: Bingo, loteryjka obrazkowa, domino. A zadaniem graczy jest liczenie przedmiotów widocznych na kartach. Bardzo fajna gra edukacyjna, bo uczy dzieci liczenia i powiązania cyfry z liczbą. Do tego te obrazki…

20160306-DSC_5176
20160306-DSC_5174
20160306-DSC_5167

Inni ulubieńcy:

gry dla dzieci

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis zostaw komentarz tutaj lub wróć na Fecebooka i kliknij „Lubię to” https://www.facebook.com/nebuleblog/ Dziękuję!

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Ubrania i buty na wiosnę

Wiosna czeka już za rogiem, a my powoli przygotowujemy się do zmiany garderoby na lżejszą. Kurtki co prawda jeszcze nosimy zimowe, ale buty już dawno zmieniliśmy na lżejsze. W dzisiejszym wpisie pokażę Wam moje typy na wiosnę.

Chyba nie ma osoby, która by nie czekała na 12-13 stopni, śpiew ptaków i słoneczko za oknem. W oczekiwaniu na ten czas przeczesuję sklepy w poszukiwaniu nowych elementów wiosennej garderoby.

Trochę może wspomnę o kolorach, bo w tym roku wyjątkowo mam chęć na kolorowe rzeczy. Wg Pantone kolory roku 2016 to Rose Quartz, czyli zgaszony róż i Serenity, czyli kolor syreni. Oba wpadły mi w oko i widzę je w naszej garderobie.

pantone-rose-quartz-serenity

Zobaczycie, że te 2 kolory zdominują inne i w prawie każdym sklepie będzie mogli kupić rzeczy w tym kolorze.

Moje propozycje dla dziewczynek i chłopców

FullSizeRender-4

Jak widzicie w naszej garderobie jest odrobina różu. W takiej ilości bardzo mi się podoba.

1./2/3./4./5./6.

Marynarskie trendy wciąż w modzie

FullSizeRender-3

1./2./3./4.

Trochę elegancji

FullSizeRender-2

1./2./3./4.

Wygoda przede wszystkim

IMG_2157

1./2./3./4./5.

Muminki

FullSizeRender

1./2./3./4./5./6.

Pytacie mnie o buty…

W tym roku zdecydowałam się na buty Bobux. Szkoda, że dopiero na nie trafiłam, bo  już mogę powiedzieć, że to najlepsze buty w jakich okazję miała chodzić Lilka.

Co je wyróżnia: przede wszystkim miękkość, na której powinno zależeć wszystkim przy wyborze butów dla dzieci. Mają tak elastyczną i giętką podeszwę, że wyginają się nawet w stronę przeciwną niż zgina się stopa w ruchu. Dodatkowo jest stosunkowo cienka i przez to nie ogranicza stopy.

Buty ważą ok 90 g, więc są bardzo lekkie. Kolejna kwestia to materiały: solidne i przede wszystkim oddychające. Nasze różowe sneakersy i sztyblety w całości wykonane są z miękkiej skóry, a do tego mają  skórzaną wkładkę. Zapiętek bardzo dobrze trzyma stopę, a jednocześnie nie ogranicza ruchów. Podoba mi się to, że mają szerokie noski- tak żeby palce miały sporo miejsca podczas pracy stopy.

Rzecz najważniejsza – każde buty dziecko jest w stanie włożyć samodzielnie:)

20160306-DSC_5094

sneakersy

20160228-DSC_4954-1024x683

sztyblety

20160306-DSC_5104

sportowe, które wg mnie są genialnym kompromisem pomiędzy życzeniami dziecka co do butów, a praktycznością rodzica. Z boku wyglądają zupełnie normalnie, a od wewnątrz…

20160306-DSC_5107
20160306-DSC_5108

są różowe jednorożce:) W wersji dla chłopców są inne zwierzęta.

Podeszwa- jest aż tak miękka

DSC_4987
DSC_4989

I tak jak zawsze mi piszecie, że ciężko znaleźć ładne buty dla chłopca to wg mnie Bobux bije na głowę inne marki.

Wybór rozmiaru bardzo ułatwia tabelka, która jest na stronie i wystarczy zmierzyć stopę dziecku i porównać z rozmiarami.

Sukienka ze zdjęcia tytułowego to Zezuzulla

A beżowy trencz Zara

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Dlaczego warto dać dziecku nożyczki?

Kiedy pojawia się w domu dziecko chcemy być pewni, że otoczenie, w którym przebywa jest  bezpieczne. Chowamy wszystkie „potencjalnie” niebezpieczne sprzęty na dno szuflady, często zakładając na nią blokadę. Aż w końcu nasze dziecko odrośnie trochę od ziemi, a my wtedy powoli zaczynamy wprowadzać dzieci w świat zagrożeń i niebezpieczeństw.

Jestem  za tym żeby dzieci wiedziały jakie zagrożenia za sobą niosą ostre narzędzia, bo w końcu kiedyś się z nimi zetkną, a nas może akurat przy nich wtedy nie być. Warto jest od małego demonstrować do czego służy dany przedmiot i o nim rozmawiać. Samo stwierdzenie „to jest ostre” może być zbyt abstrakcyjne dla dzieci. Dobrze jest zademonstrować daną czynność, a już najlepiej dać dziecku spróbować.  Nie od dziś wiadomo, że dzieci uczą się przez doświadczenie. Mam również takie spostrzeżenia, że dzieciom, którym nie zabrania się używania takich przedmiotów, a są już nauczone obsługi- nie sięgną po nie do innych celów taki jak np. pocięcie nowych zasłon.

Nożyczki już dla 2-latka

Myślę, że jest to dobry wiek na wprowadzenie tego sprzętu. Dzieci często są nimi zainteresowane i wiedzą do czego służą. Warto już wtedy zaopatrzyć malucha w ich mniejszą wersję. Nie ma co kupować plastikowych nożyczek- tylko od razu kupić najmniejsze, metalowe, z zaokrąglonymi czubkami.

Najlepsze są takie, które mają mniejszy otwór na kciuk i większy na resztę palców (a nie z podobnymi wielkościowo otworami). Jestem za tym aby wyznaczyć w pokoju miejsce do pracy z nożyczkami- najlepiej przy stoliku. Aby uniknąć bałaganu umieszczamy nożyczki i paski do cięcia na tacy.

Przy pierwszym podejściu najlepiej jest zademonstrować jak to działa. Wziąć nożyczki w jedną rękę, a w drugą cienki pasek papieru. Powoli pokazać dziecku sposób użytkowania. Kiedy dziecko będzie chętne- podczas pierwszej próby można mu pomóc delikatnie ściskając nożyczki. Musimy również pokazać w jakim kierunku mają opadać ścinki tak by lądowały na tacy. Wtedy nie ma praktycznie sprzątania.

20160309-DSC_5192

Rozwojowa moc nożyczek

Pewnie sobie nie zdajecie sprawy jak świetnym narzędziem są nożyczki. Taki prosty przedmiot, a dzięki nimi dzieci mogą ćwiczyć wiele funkcji. W niektórych przypadkach obserwacja cięcia nożyczkami może być diagnostyczna. Pierwsza kwestia, do której ręki dziecko preferuje brać nożyczki. (Post o lateralizacji  tu Oj będzie lewręczna.)

Druga kwestia jak sobie z nimi radzi. Czy potrafi je prawidłowo trzymać? Czy odwodzi kciuk od reszty ręki? Czy jest w stanie wcelować w to co chce wyciąć? Czy przy wycinaniu występują współruchy np. wystawia język? Jeżeli tak to najprawdopodobniej cięcie sprawia mu trudność i w ten sposób sobie „pomaga”. To wszystko można zaobserwować podczas cięcia nożyczkami.

Nożyczki dla dzieci

A co rozwijają? Przede wszystkim jest to bardzo dobre ćwiczenie dla mięśni dłoni- często zalecane dzieciom, które nieprawidłowo trzymają narzędzia pisarskie. Używając siły mięśniowej dziecko prowadzi nożyczki po kartce. Pomyślcie ile razy musi ścisnąć nożyczki, a później wykonać ruch odwodzenia, żeby wyciąć linię np. długości 20 cm.

Małe dzieci, które nie do końca jeszcze tę czynność opanowały zrobią minimum 30 ruchów. Wycinając po śladzie dzieci mają okazję ćwiczyć koordynację ręka- oko. Dzieci podczas wycinania ćwiczą również obustronną koordynację, bo jedną ręką wycinają, a drugą przesuwają papier.

A do tego najważniejsze, jest to czynność, która ma natychmiastowy efekt, więc wzmacnia poczucie własnej wartości. Nie ma potrzeby komentować każdego cięcia i wtrącać: „Brawo, wyciąłeś pasek”, bo dziecko to doskonale widzi i nie potrzebuje takiego wzmocnienia. Jeżeli dziecko przejawia już, że woli np. rękę lewą (tak jak Lilka) warto kupić nożyczki dla leworęcznych. My mamy nożyczki dla dzieci Fiskars (wersja z Muminkami), są bardzo dobrze wyprofilowane, ale ciężko je dostać.

nożyczki dla dzieci

Przekonałam Was, że warto dawać dzieciom nożyczki?

Pamiętajcie tylko o jednym ze względów bezpieczeństwa przy początkowych miesiącach użytkowania zawsze bądźcie obok.

Przygotowałam do pobrania szablon do wydruku  z liniami do wycinania. Najpierw musicie wyciąć po ciągłych liniach szerokie paski, a później dajemy je do wycinania. Jeżeli nie macie drukarki pod ręką równie dobrze możecie je sami narysować. Umieściłam je wg stopnia trudności. do pobrania na dole postu.

nożyczki dla dzieci

Oczywiście można ciąć różne rzeczy.

My zaczynałyśmy od pasków papieru bez linii, później były miękkie słomki, z których później można zrobić naszyjnik, na końcu twardy karbowany papier, który pomaga ciąć w linii prostej.

nożyczki dla leworęcznych
nożyczki fiskars

kreski <———————-PDF do pobrania

Jeżeli spodobał Wam się ten post dajcie mi znać tutaj w komentarzach lub klikając „Lubię to” https://www.facebook.com/nebuleblog/

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!