fbpx

Seria książek, która wciągnie Wasze dzieci

  • KSIĄŻKI
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [10]

Mam nosa do książek i często już na etapie zamawiania wiem, że coś będzie u nas hitem. Dosłownie na palcach jednej ręki mogę zliczyć niewypały, które się u nas nie przyjęły. Kiedy zobaczyłam tę serię, to wiedziałam, że nam się spodoba.

Myślałam jednak, że to my będziemy je jeszcze czytać. Mimo tego, że Lila już dobrze sobie radzi to i tak czytamy książki przed snem ( nawet kiedyś spotkałam się z informacją, że do 10 roku życia jest to nawet zalecane, zobaczymy, czy dzieci w ogóle będą tego chciały;).

Tekstu jest w nich sporo i słowa nie są takie łatwe. A tymczasem Lilka przeszła płynnie od serii „Czytam sobie” na te książki. Jestem zaskoczona, bo ta seria jest naszpikowana trudnymi wyrazami i jak powiedziała sama zainteresowana – to podoba się jej najbardziej.

Przejdźmy do książek

O czym jest seria „Nierozłączki”?

Na pierwszy rzut oka Lilkę i Pestkę dzieli wszystko: jedna jest spokojna, a druga lekko zwariowana. Jedna walczy z nieśmiałością, a druga jest wulkanem energii. Wybuchowa mieszanka charakterów powoduje wiele zabawnych sytuacji, które zawsze mają dobre zakończenie.

Muszę Was też uprzedzić, że w książce są poruszane tematy, które są trudne dla dzieci: dokuczania, zazdrości, rywalizacji. Myślę też, że dlatego ta seria odniosła taki sukces na świecie, bo ile można czytać o samych miłych rzeczach?

Seria „Nierozłączki” regularnie pojawia się na liście New York Timesa i została już przetłumaczona na 15 języków. W końcu jest też w Polsce.

Już Wam pokazuję jak wyglądają w środku i o czym są kolejne części.

W serii są 4 książki i kupicie je z dużym rabatem po wpisaniu „Nebule” na stronie www.egmont.pl – z tym kodem zapłacicie za nie około 13 zł.

„Nierozłączki” Annie Barrows, ilustracje Sophie Blackall, wyd. Egmont

Pierwsza to „Lilka i Pestka” – poznajemy w niej nasze bohaterki. Jak widać na ilustracji na okładce dziewczynki różnią się nawet wyglądem, a ich zwariowane pomysły spowodują, że dzieci nie oderwą się od książek.

Druga część „Duch, który musiał odejść”

W tej części dziewczyny powracają z nową przygodą i tym razem w szkolnej toalecie dostrzegają ducha. Czy uda się go przepędzić? Dowiecie się z książki.

Trzecia część „Lilka i pestka biją rekord świata”

Na początku tej części Pestka mówi, że się nudzi, aż do momentu kiedy wychowawczyni nie pokaże jej „Niezwykłej księgi rekordów”. W ten sposób Pestka dowiaduje się o wszystkich największych, najmniejszych i najdziwniejszych rzeczach, jakie istnieją na świecie. I nagle wszyscy drugoklasiści chcą bić rekordy. Mają niesamowite pomysły, a dzięki temu nie da się oderwać od książki.

Czwarta część „Heca z opiekunką”

W tej części Pestka zostaje pod opieką swojej starszej siostry Anki, która nie jest dla niej miła. Pestka puszcza wodze fantazji i wymyśla, jak spędzić popołudnie żeby się nie nudzić z siostrą.

Polecam Wam tę serię, bo Lila nie mogła się od nich oderwać i wciąż do nich wraca. Mam też do Was prośbę żebyście polecili ciekawe serii czytelniczne dla dzieci – musimy uzupełnić biblioteczkę.

Książki dostępne są TUTAJ z kodem „Nebule” wychodzą po około 13 zł.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Szacunek Matkom składam – o tym, jak stałem się pełnoetatowym Tatą

(i nielicznym Ojcom, którzy zdecydowali się na ten odważny krok)

               Poniedziałek. 1 lipca. Jakoś rano.

Nie mam pojęcia, która godzina. Nie muszę mieć. Słoneczko dopiero leniwie bada grunt zanim zacznie smażyć.  Nigdzie się nie spieszę. Nie popędzam żadnego z szałaputów. Nie wylewam w pośpiechu ostatniej resztki mleka do płatków. Wcale nie tłumaczę, że w zamian nabędziemy drogą kupna śniadanie w drodze do szkoły. Nie mówię nieprzytomnie zaspany „dzień dobry” pani sprzątaczce, która patrzy z politowaniem, bo dla niej to już połowa dnia pracy.

Nie frustruję się w kolejce w spożywczym gdzie nie wiedzieć czemu nagle całe osiedle przyszło zrobić tygodniowe zakupy. Nie wracam z językiem na brodzie po zapomnianą pracę domową. Nie robię dzikich uników między rozpędzonymi elektrycznymi hulajnogami wiozącymi autonomicznych kierowców napędzanych litrami Starbucksa bez akcyzy.

Nie wracam drugi raz do domu po strój na zupełnie niespodziany przecież i wcale nie odbywający się od września dokładnie co poniedziałek WF. Nie witam się wylewnie z surowymi Paniami Woźnymi z wyćwiczoną latami i wykutą jak w skale obojętnością. Nie maszeruję na parking z wzrokiem utkwionym w mailu.

Mózg nie paruje nad rozwiązaniem 8 pożarów, które roznieciły się i rozszalały w ciągu 90 sekund od nominalnego rozpoczęcia godzin urzędowania. Nie mam gonitwy myśli, jaki priorytet nadać każdemu i kim mogę je gasić, bo jest dzielnym strażakiem na którym można polegać jak na Zawiszy = ma pecha być już punktualnie w biurze.

Nie spędzam upojnych 49 minut w korku, karmiąc wrzody, mieląc pod nosem przekleństwa i mentalnie dystrybuując każdego innego kierowcę na mojej drodze, na autostradę do wszystkich diabłów. Z uśmiechem na ustach nie loguję się w biurze.

Poniedziałek. Już od 3 minut się upajam.

        – Tato, tato, tato, taaaaato – ja chcę płaaaaaatki!

        Tego pamiętnego 1 lipca rozpoczęło się moje 24/7 z dwójką dzieci. Dziś po tych ponad 2 wakacyjnych miesiącach ciśnie się na usta nieuniknione – „A miało być tak pięknie…”.

        Nie będę szedł w kierunku – nieszczęśliwy rzucił korpo i przeniósł się w Bieszczady… (w końcu ja się przeprowadziłem na Podlasie:)). Nie będę demonizował korpo. Nie to żebym tam robił jakąś wielką karierę. Praca to praca – ja swoją nawet lubiłem. Rozwijająca się firma. W sprzedaży jak to w sprzedaży – na nudę narzekać nie można.

Praca dla klienta to codzienne trzymanie ręki na jego pulsie.

Diagnoza, badanie potrzeb, pytania uszczegóławiające – mam za sobą szkolenia, teorię i praktykę w małym paluszku. 15 lat doświadczeń z ludźmi z przeróżnych krajów. Adaptację tych umiejętności przez filtr kilku języków i kultur. Jestem wyekwipowany na wojnę konwencjonalną, atomową, cyfrową i hybrydową.

Moje kochane bombelki nie wiedzą co w nie uderzy… Oj teraz to sobie odpocznę! Zasłużenie! Czas na quality time z naszymi szałaputami. W końcu z własnej nieprzymuszonej woli przeniosłem się do Krainy Wiecznej Soboty! Zostałem Panem Domu!

No a po tym przydługim wstępie – oto wnioski z perspektywy 2 miesięcy, z „siedzenia” z dziećmi:

  • Kiedy negocjujesz z klientem, nawet w najcięższych momentach –  co cię utrzymuje przy życiu – to jego racjonalność. Klient nie oczekuje, że dasz mu teraz właśnie w tej chwili – ubierając się do wyjścia – papierowy worek z zielonym sznurkiem w jaki był zapakowany prezent na gwiazdkę w 2017.
  • Kiedy wynegocjujesz z dwójką klientów, że podczas obierania ziemniaków, jeden będzie ci podawał kartofla do obrania, a drugi będzie odbierał i wrzucał do garnka z wodą. Ba, kiedy dograsz już nawet, że co 7 ziemniaków zmiana – klient nie przynosi ci wtedy książki i nie oczekuje, że będziesz go w trakcie obierania animował – głośno czytając jego ulubioną lekturę.
  • Klient w pracy wchodzi ci na głowę tylko i wyłącznie psychicznie.
  • Jeśli bardzo potrzebujesz chwili wytchnienia – w pracy możesz zaszyć się w toalecie kiedy tylko chcesz. Sam. W domu często towarzyszy ci wierna asysta. Łapiesz się na tym, że kiedy przechodzisz koło toalety to robisz siku „na zaś” bo później już możesz nie mieć takiej możliwości.
  • Kiedy rozmawiasz przez telefon w pracy, nie musisz jednocześnie nieść na barana klienta wewnętrznego ani windykować jego kontrahentów z piaskownicy z koparko-ładowarek, które korzystając z chwili nieuwagi zostały przejęte przez nich w zarząd komorniczy.
  • Kiedy podzielisz na konkretne cegiełki i zdelegujesz zadania związane z poskładaniem klocków do pudełka, z reguły przy egzekucji nie musisz uciekać się do szantażu oraz gróźb karalnych.
  • Rozwijasz nowe skillsy z zakresu anger- i crowd management.
  • Przenosisz na nowy poziom techniki negocjacji. Połykasz podręczniki negocjatorów FBI. Normalką stają się negocjacje jak z kliką irracjonalnych terrorystów w pociągu pełnym dynamitu wjeżdżającym za 30 sekund w ścianę.
  • Budujesz refleks i crisis management skills. Osiągasz mistrzostwo w antycypowaniu spięć i unikaniu konfliktów pomiędzy klientami wewnętrznymi a resztą świata.
  • W pracy – klient zadaje ci pytania z zamkniętego zbioru – zakresu na jakim się znasz. Praca z twoim klientem genetycznym czyni z ciebie człowieka renesansu. Poznajesz wszelkie tajniki zarówno lalek serii LOL jak i całą zawiłą genealogię jak i mitologię rycerzy Jedi.
  • Masz czujność plus 1000. Zostajesz mistrzem Mindfulness. Orientujesz się w której z sieci są najkorzystniejsze promocje na najlepszy dla szałaputa ekologiczny krem do opalania z ziaren fioletowej marchwi.
  • W pracy do jakiegoś stopnia możesz zaplanować swoje w danym dniu aktywności. W domu wszystkie najważniejsze rzeczy do zrobienia próbujesz upchnąć w godzinę drzemki. Gorzej kiedy dziecko akurat nie zaśnie, albo sąsiad z wiertarką udarową czy jakiś inny (s)kurier obudzi je po 15 min…
  • Zostajesz mistrzem NLP. Nie popełniasz błędów mówiąc: „nie krzycz”, „nie płacz”, „nie rozlewaj”. Mówisz „bądź cicho”, „gdzie pocałować?”, „polej mi szwagier”.
  • Zalew emocji i ilość decybeli w twoim życiu drastycznie wzrasta. Przez 15 lat żaden klient zewnętrzny nie usłyszał mojego podniesionego głosu. Klienci wewnętrzni, owszem dostali dostąpili ciemnej strony mocy – dokładnie 3 razy – czyli raz na pięciolatkę. Moi klienci genetyczni mają nadprzyrodzoną moc uruchamiania tej wydawałoby się tak głęboko ukrytej struny. Średnio 5 razy dziennie.
  • Kiedy podpiszesz kontrakt z klientem, za nie dotrzymywanie ustaleń umowy – komfort psychiczny daje ci świadomość, iż zawsze za takie bycie niegrzecznym możesz go pozwać do sądu.
  • W pracy widać często efekty niektórych działań od razu. Przy wychowywaniu dzieci i dbaniu o ład w domu często jest to niemożliwie frustrujące, kiedy dopiero co rozładowany zlew zapełnia się jak za pstryknięciem palców, a świeżo poskładane wszyściutkie malutkie Lego już wszędzie – jak wnyki rozkładane nocą przez kłusowników – czyhają na twoją gołą stopę.
  • W pracy, czy zamykasz laptopa o 17 czy pracujesz do północy – zawsze mentalnie stawiasz tę granicę – „no, na dzisiaj koniec”….
  • Kiedy wybierasz miejsce na kolację z klientem zewnętrznym, priorytetyzujesz spośród wielu różnorakich kryteriów ale żadne z nich nie jest odpowiedzią na pytanie – czy restauracja posiada salę zabaw?
  • Nie wiesz jak to się stało, że wyprawa do Biedronki staje się atrakcją dnia.
  • A to z dziś – kiedy klient ma już 2 koszyki + wszystkie kieszenie pełne pięknych soczystych kasztanów – nie wije się jak piskorz i nie rzuca –  zupełnie jakby to było 1 raz w życiu – na widok – „O! Tato! Patrz! Kasztan!”
  • w pracy możesz rozmawiać z dorosłymi ludźmi, którzy:

a) słuchają Cię

b) potrafią milczeć dłużej niż 3 sekundy

c) potrafią czasem nawet odpowiedzieć na temat.

Mimo to i tak uśmiech „bombelka” wynagradza wszystko? A najlepiej jak już zaśnie i uśmiecha się przez sen.

Gdybym miał użyć jednego słowa, które rozróżnia te rodzaje klientów – proste – racjonalność. A właściwie irracjonalność?

Klient w pracy, kiedy powiesz mu „nie”, nie wraca do ciebie natychmiast z tym samym żądaniem tylko powtórzonym 134 razy rozdzierającym krzykiem i płaczem zwiastującym koniec jego świata.

Jedna rzecz zaczyna mieć w tym kontekście za to nabiera w końcu sensu. Pamiętasz, jak twoja partnerka była w ciąży i biegałeś dla niej po śledzie i lody waniliowe w środku nocy niedzieli niehandlowej? Doceń to! Nieświadomie chciała cię przygotować…

Hmm, a może to już były pierwsze podrygi twojego jeszcze nienarodzonego szałaputa;)?

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Książki dla dzieci – nowości do samodzielnego czytania

Dziś pokażę Wam książki dla dzieci, które są idealne do samodzielnego czytania. Przyszedł u nas czas, kiedy widzę non stop książki w Lili rękach. Czyta wszędzie – tuż przed wyjściem do szkoły, przed snem przy lampce i wszędzie zabiera ze sobą książki.

Książki dla dzieci do samodzielnego czytania

Właśnie wyszła kolejna seria książek dla dzieci, która wspiera samodzielne czytanie. Seria „Czytam sobie” z wyd. Egmont jest na rynku już od 8 lat i wiele dzieci, dzięki tym książkom stało się czytelnikami.

Zwykły elementarz odszedł do lamusa. Mieliśmy nawet krótki epizod z klasykiem Falskiego – jak się okazało kupiliśmy go dla siebie, bo wzbudzał w nas ogromny sentyment. Lila przejrzała kilka stron i uznała, że jej się nie podoba. Wiecie dlaczego? Bo treści tam przekazane były zwyczajnie nudne – nie powodowały żadnych emocji, takich jak książki powinny wzbudzać – zainteresowanie, ciekawość, radość.

Tak jest właśnie z książkami z tej serii. Każde dziecko znajdzie temat, który je zainteresuje: od Jeziora łabędziego po Gwiezdne wojny.

Takie są założenia: aby dziecko chciało czytać musi być zaciekawione. Temat musi porwać do tego stopnia aby dzieci miały wewnętrzną motywację. Nic nie da zachęcenie, nagradzanie za czytanie – a może nawet spowodować odwrotny efekt.

W nowej serii „Czytam sobie” jest przekrój przez różne tematy od Dziadka do orzechów po Batmana. Wystarczy pozwolić dziecku wybrać i próbować czytać.

Jak zwykle książki podzielone są na 3 poziomy umiejętności czytelniczych:

1 – składam słowa – 150-200 wyrazów w tekście, krótkie zdania, 23 podstawowe głoski w tekście czytanym, ćwiczenie głoskowania

2 – składam zdania – 800-900 wyrazów w tekście, dłuższe zdania (też elementy dialogu), 23 podstawowe głoski plus „h”, ćwiczenie sylabizowania

3 – połykam strony – 2500-2800 wyrazów w tekście, użyte wszystkie głoski, dłuższe i bardziej złożone zdania, alfabetyczny słownik trudnych wyrazów

My przeszliśmy przez wszystkie poziomy i jest to dobry pomysł na naukę płynnego czytania.

Na końcu każdej książki znajdziecie też naklejki.

Przechodzę już do nowości

Tym razem autorzy i ilustratorzy stworzyli cudowną serię EKO, która porusza tematy związane z ekologią. To jest super pomysł, bo przez książki dla dzieci możemy edukować.

Te książki oznaczone są zielonym listkiem EKO.

W tej serii są 4 książki dla dzieci

„Awantura na śmietniku” Marcin Baran, ilustracje Justyna Frąckiewicz

Pewnego dnia na śmietniku wybucha awantura: pudełko, drut, butelka i inne odpadki niestety nie chcą leżeć obok siebie. Na szczęście jest rozwiązanie – segregacja śmieci.

W książce w ciekawy i zabawny sposób jest poruszony temat segregacji śmieci.

DOSTĘPNA TUTAJ

„Wielki skarb” Marcin Sendecki, ilustracje Zofia Różycka

Bardzo ciekawa książka o… wodzie. Dzieci dowiedzą się z niej wielu ciekawych informacji, a do tego nauczą się o nią dbać.

Piękne ilustracje i wartościowe treści

DOSTĘPNA TUTAJ

„Misja Inspektora Maskonura” Zofia Stanecka, ilustracje Maciek Blaźniak

Kim jest tytułowy Inspektor? Maskonur patroluje wyspę w poszukiwaniu plastikowych torebek, słomek, butelek i innych śmieci. Codziennie sprawdza, czy nie ma zanieczyszczeń, bo wie co może zrobić zwierzętom plastikowa torebka.

Z tej książki dzieci dowiedzą się o materiałach, które długo się rozkładają i są szkodliwe dla naszej planety. Inspektor Maskonur podaje też bardziej ekologiczne zamienniki.

DOSTĘPNA TUTAJ

„Baba jaga i Duch Puszczy” Zbigniew Dmitroca, ilustrowała Joanna Furgalińska

Baba Jaga po powrocie z emigracji osiedla się w Puszczy. Zakłada ogródek i hoduje na polu rośliny lecznicze. Tymczasem z lasu zaczynają znikać drzewka i pojawia się Duch Puszczy.

DOSTĘPNA TUTAJ

W nowościach są dostępne też inne książki

„Dobranocka dla Batmana”, Marceli Szpak, ilustracje Ethen Beavers

To ulubiona książka Julka – czytam ją codziennie do snu.

Każdego dnia Batman rusza do akcji, a mieszkańcy liczą na jego pomoc. Każdego dnia mały chłopiec też pomaga innym i jest jak superbohater.

Prosta książeczka o dobrych uczynkach

DOSTĘPNA TUTAJ

„Dziadek do orzechów” Ewa Nowak, ilustracje Ewa Beniak-Haremska

Marysia uczy się w szkole baletowej. Dostaje rolę w „Dziadku do orzechów i jest przeszczęśliwa. Czeka ją wiele prób i ćwiczeń, ale czy wszystko pójdzie z planem?

*tę książkę uwielbia Lila, bo kocha takie tematy

DOSTĘPNA TUTAJ

„Fafik i futerał”, Dorota Łoskot-Cichocka

Nelka postanawia pokazać Fafikowi swoje ulubione miejsca. Odwiedzają dom kultury, park. Wszystko go ciekawi i nagle znika. Nelka rusza na poszukiwania.

DOSTĘPNA TUTAJ

A Wasze starszaki, co obecnie czytają?

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Olej z czarnuszki – czy naprawdę działa i jakie są jego właściwości?

  • ZDROWIE
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [29]

W tamtym roku olej z czarnuszki był polecany przez wiele znanych mi osób. Dosłownie wszędzie słyszałam, że olej z czarnuszki ma cudotwórcze właściwości. Używaliśmy go przez rok i dziś napiszę Wam o moich spostrzeżeniach.

Wrzesień ma to do siebie, że niestety właśnie w tym miesiącu najczęściej zaczyna się sezon chorobowy. Pamiętam ten czas z ubiegłego roku – pierwsze tygodnie szkoły i już przyplątała się infekcja. Mimo tego, że o odporność dzieci dbam na wielu płaszczyznach, to i tak miałam do siebie pretensje, że mogłam jeszcze bardziej zadbać o ich zdrowie.

Prawda jest taka, że dzieci i tak chorują. Nie ma takiego specyfiku, który w 100 % pomógłby przy wzmacnianiu odporności. Możemy jedynie wspomagać odporność przez różne działania. Ja w tamtym roku postanowiłam, że się nie damy i byłam gotowa na walkę z wirusami.

Zamówiłam olej z czarnuszki i zaczęłam kurację. Olej przyszedł szybko, a ja podawałam go dzieciom codziennie.

Jak podawać olej z czarnuszki dzieciom?

Olej z czarnuszki polecany jest od roku. 

Dzieci powyżej 12 miesięcy – 1/4 łyżeczki dziennie, od 2 r.ż. 1/2 łyżeczki.

Dla dzieci do 3 r.ż dzienna dawka to 1/2 łyżeczki (2,5 ml) dziennie, a powyżej 3 r.ż to jedna łyżeczka (5 ml) dziennie.

Olej ma dość specyficzny smak i zapach i po około tygodniu od zaczęcia kuracji dzieci odmówiły picia. Trochę się im nie dziwię i naprawdę rozumiem. Zapytałam wtedy Olini, czy znają jakiś sposób żeby zmienić smak oleju, ale nie zmieniać jego właściwości. Dziewczyny poradziły mi żeby spróbowała podawać z miodem – i to był strzał w 10! Dzieci dosłownie wylizywały kubeczek po mieszaninie.

A jak przyrządzałam miksturę?

Do niskiego porcelanowego kubeczka wlewałam łyżeczkę płynnego miodu (jak zachowacie tę kolejność – to nie będziecie musieli używać drugiej łyżki żeby zachować czystość w słoiczku miodu) i dodawałam łyżeczkę oleju.

1 łyżeczka miodu + 1 łyżeczka oleju z czarnuszki – całość energicznie zamieszać. Na oko dzieliłam miksturę na dwójkę dzieci i podawałam wieczorem przed umyciem zębów.

Teraz jak Jul ma już 3 lata to robię tak (mikstura na dwójkę):

1 łyżeczka miodu + 2 łyżeczki oleju i energicznie mieszam.

rodzina lubi olej z czarnuszki
mikstura z oleju z czarnuszki

Na co działa jeszcze olej z czarnuszki?

  • wspiera przy astmie – regularnie stosowany zmniejsza katar sienny oraz łagodzi objawy kaszlowe. Szczególnie dobre efekty uzyskano w badaniach u małych astmatyków.
  • leczenie alergii – olej z czarnuszki ma również działanie przeciwalergiczne i przeciwzapalne. Stosuje się nią również w alergicznych nieżytach nosa i już po 14 dniach są widoczne efekty
  • leczenie AZS i łagodzenie objawów – olej stosowany bezpośrednio na skórę ma podobne działanie do maści sterydowych. Można go również stosować na poparzenia słoneczne.
  • działanie przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybiczne – kuracja od 3 do 10 dni może zahamować działania patogenów, w tym Candida
  • ma działanie przeciwnowotworowe

Najważniejsze pytanie: czy olej z czarnuszki naprawdę działa?

Jeszcze w listopadzie dzieci miały zapalenie płuc, które przeszły dość łagodnie i od tamtej pory ani razu nie były chore. Ani razu od listopada. Zdaję sobie sprawę, że są już starsze i ich odporność już działa naprawdę dobrze, ale bałam się powiedzieć to głośno. Kiedy wszystkie dzieci kaszlały, kichały i prychały to moje nie. Całą zimę i wiosnę byliśmy zdrowi.

kiedy podaję dzieciom olej z czarnuszki

Do końca marca podawałam codziennie olejek z czarnuszki. W okolicach maja Jul miał katar i znów podałam olej z czarnuszki (rano i wieczorem). Katar, który wcześniej trwał nawet 10 dni tym razem skończył się po 3 dniach. Sama w to nie wierzyłam. Mogę śmiało powiedzieć, że olej działa.

Teraz też – w weekend obudził się z katarem. Olej już miałam w lodówce, bo wiedziałam, że znów zaczniemy kurację. Podawałam mu dwa razy dziennie i katar przeszedł – tak jak wcześniej potrafił się ciągnąć po 2 tygodnie.

Olej zamawiam TUTAJ, bo mam pewność, że jest tłoczony od razu po zamówieniu.

Od początku września podaję już regularnie – wieczorem, po kolacji, ale przed myciem zębów, bo obawiam się, że miód zostawiony na noc na zębach może spowodować próchnicę. Doczytałam w TYM artykule, że miód może mieć dobroczynny wpływ na zęby i dziąsła, ale nie ma badań, gdzie był zostawiony w jamie ustnej na całą noc. Wolę nie ryzykować i po podaniu oleju z miodem myjemy zęby.

Miód też mam zawsze w szafce, bo używam go do wspomagania przy infekcjach i w codziennej diecie. Dodaję go gdy przyrządzam mój ulepszony syrop z cebuli. W tamtym roku miałam miód z niezbyt sprawdzonego źródła, a w tym roku zaufałam Olini – rodzinna olejarnia. Cieszę się, że wprowadzili miody, których mogę być pewna.

Pamiętajcie, że nie podajemy miodu dzieciom poniżej 12 miesiąca życia.

Nasz ulubiony to faceliowy: jest delikatny, lekko cytrusowy. Do tego jest płynny i dzięki temu dobrze się miesza z olejem z czarnuszki.

Jest jeszcze miód lipowy, którego smak znam z dzieciństwa i rzepakowy kremowany (aksamitny w smaku)

dziecko przy śniadaniu

Miody też dodajemy do placków lub gofrów, nadają pyszny smak. Często też słodzę rooibos miodem. Tylko aby nie tracić właściwości miodu w wysokiej temperaturze to do herbaty wlewam zimną wodę. Dopiero wtedy dodaję łyżeczkę miodu.

A Wy podajecie lub podawaliście dzieciom olej z czarnuszki? Może spróbujcie z miodem? Myślę, że będzie smakował lepiej.

W tamtym roku korzystaliście z kodu rabatowego, więc teraz też mam 🙂

kod NEBULE -10% ważny przez cały rok na www.olini.pl

A kolejne moje odkrycie to Jagoda kamczacka! W linku poczytacie więcej o jego właściwościach.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Wilno – atrakcje dla dzieci – kompletny przewodnik: gdzie jeść, co zwiedzać, gdzie spać

  • MIASTA
  • 5  min. czytania
  •  komentarze [4]

Wilno – atrakcje dla dzieci – kompletny przewodnik dla rodzin. Do napisania dzisiejszego wpisu zaprosiłam moją czytelniczkę, która mieszka w Wilnie. W niedalekiej przyszłości wybieramy się do naszych litewskich sąsiadów, a przewodnik, który od niej dostałam okazał się tak wyczerpujący, że postanowiłam się nim z Wami podzielić.

Generalnie, Wilno jest małym miastem i wszystko to, co polecają przewodniki to rzeczywiście trzeba zobaczyć.

Na Wilno wystarczy od 1,5 dnia do 2 dni optymalnie (do 3 maximum). Można też zmieścić główne zabytki (starówka) w 1 dzień. 

Jeżeli planujecie jechać nad Bałtyk, do Palangi (Połąga) to generalnie warto, w lato są tłumy, bo to jeden z niewielu kurortów na Litwie. 
Inne piękne miejsce nad morzem to cała mierzeja Kurońska, w tym Nida.

Wilno atrakcje dla starszych:

Katedra i okolice, ul. Zamkowa (Pilies) via Ratusz i ulica Vokieciu, okolice Getta do Ostrej Bramy (po drodze kościół i klasztor Bazylianów z celą Konrada – mizerna, ale symbol)

Uniwersytet Wileński z kilkoma dziedzińcami, kościołem św. Janów (blisko ulicy Pilies)

Góra Gedymina, bo fajny widok na miasto. Ewentualnie zamiast tego polecam Górę Trzech Krzyży. Tam można kawałek wjechać autem.

Kościół św. Anny, kościół bernardyński, pomnik Mickiewicza – niedaleko jest park Bernardyński (jest za Katedrą blisko kościoła Św. Anny). 

Aleja Gedymina, główna handlowa ulica od Katedry przez plac Łukiski do Sejmu i dalej na Zwierzyniec ( letniskowa dzielnica, sporo drewnianych kolorowych domków) 

Muzeum MO – najnowsze muzeum w Wilnie, budynek zaprojektowany przez przez znanego architekta Daniela Libeskinda, wygląda jak dzieło artystyczne (www.mo.lt, Pylimo 17). Ogród z rzeźbami – ciekawy także dla dzieci.

Zarzecze, most graniczny, Anioł Zarzecza, konstytucja Republiki – ogólnie trochę warszawska Praga (ale taka w wersji mini).

Kościół św. Piotra i Pawła, perła baroku – to ciut dalej od centrum, więc niekoniecznie.

Cmentarz na Rossie, bo matka i serce syna, Lelewel, Montwiłł, itd. –

Warto odwiedzić Halę Targową (Halės Turgus) i kupić chleb, sery, twarogi – stoiska z przodu przy wejściu, ew. jakieś kindziuki. Na Litwie popularne są kiszonki z przeróżnych warzyw (pomidory, czosnek). Na Hali mozna także zjeść przy okazji zakupów – cepeliny, pizza, bajgle, pilaf. 
Hala jest otwarta od wtorku do niedzieli . Nieczynna w poniedziałki. 

  Pozostałe ciekawe plaże w Wilnie:

–  Jezioro Balžio ežero paplūdimys I – https://goo.gl/maps/3KGgoEdE4RGoTD49A(wake park, pomost);

–   Plaża nad rzeką Valakampai – https://goo.gl/maps/y8cAeKSE5L46WoE69 (plac zabaw, miejsce na grilla, plaża, boisko do siatkówki);

–   Plaża nad rzeką Zirmunu https://goo.gl/maps/wEfYab1BELWU8YPx9 (plac zabaw, miejsce na grilla, boisko do siatkówki);

·      Ścieżka poznawcza w Puszkarni:

– Początek przy wodospadach (tzw. Belmontas – obok znajdują 3 restauracje) – https://goo.gl/maps/inPr2FceBYZae2xH7

–  Koniec – dolny punkt widokowy – https://goo.gl/maps/zAKdgc4H3ChcoiBf8

–  Taras widokowy (najlepiej dotrzeć samochodem, dojście od ulicy Batoro) – https://g.page/Puckoriu-atodanga?share

Poza miastem na te 2 dni to polecam wyjazd do Trok na pół dnia. https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_w_Trokach

Można popływać rowerem wodnym wokół Zamku. 

Wilno – atrakcje i miejsca dla dzieci – porównując Wilno do Warszawy czy jakiekolwiek innego miasta niestety widać braki w fajnych placach zabaw (samych placów jest dużo, ale są małe) i miejscach dzieciolubnych. Podobnie jest z małymi prywatnymi sklepami spożywczymi (których po prostu nie ma – Litwa w porównaniu do Polski była w ZSRR i to zabiło wiele inicjatyw i niestety nadal przejawia się w zachowaniu i wyglądzie miasta), dominują tylko duże sieci spożywcze.

Z drugiej strony, odnośnie dzieci – większość Litwinów ma dużo dzieci (bardzo często min. 3) i spędzają z nimi czas w lasach i nad jeziorami (czyli aktywnie poza miastem). 

Wilno – atrakcje dla dzieci:

Jest więcej miejsc z kącikami dla dzieci, ale są poza centrum lub w centrach handlowych (podobnie jak np. sale zabaw), więc nie podaję. Najbliżej centrum jest sala zabaw (ale to raczej dla mniejszych dzieci chyba): http://www.mazujukaralyste.lt/ 

Kawa/kawiarnia:

Elska Coffee https://goo.gl/maps/d39AN72KK8i6frLv9 mają dobre przekąski, wegan i wege. Dobra kawa.

– W centrum: Italala Caffe

Różne jedzenie:

– RoseHip Vegan dobre weganskie Bistro https://goo.gl/maps/M13qxK5799bQdttcA

– Etno Dvaras (litewska sieciowka, ale bardzo dobre) na Zamkowej (pilies) https://goo.gl/maps/JPmuP618strRX1Nt7 

-Etno Dvaras (litewska sieciowka, ale bardzo dobre) na Zamkowej (Pilies) https://goo.gl/maps/JPmuP618strRX1Nt7

– Kilka knajpek jest na ulicy Wileńskiej (idzie się od Gedimino przy Novotelu)  np. włoska Antonio: https://goo.gl/maps/e8qx4dqGpNxfmCik9 lub Guru Salotu Baras (na lunch itd.)- https://www.facebook.com/pg/salotubaras/photos/?ref=page_internal 

– Zielony Domek (blisko Katedry) polecany często https://goo.gl/maps/2AbtuQoRddGcrWxp8 

– Grey (ulica Zamkowa blisko Katedry) mix litewskiej i międzynarodowej – https://goo.gl/maps/LtDbd5dMwKSKwVKk8

– Mason GastroPub dobre jedzenie, luźna atmosfera (na małej ulicy obok Ratusza) https://goo.gl/maps/6AcabDc3D53Pwy5x7 (na mapie źle jest oznaczone to jest po drugiej stronie uliczki jakby wchodzi się z boku budynku, obok jest masaż tajski). Na tej samej ulicy jest kilka knajpek

– Zatar falafel na Vokieciu: https://goo.gl/maps/wvhTv3aj9kVFv2Sc8

– Bistro 18 (dobra kuchnia): https://goo.gl/maps/q2xxkDXfHHq4pBsFA

Inne ciekawe atrakcje na Litwie:

Scieżka spacerowa wśród drzew – https://pl.tripadvisor.com/Attraction_Review-g887222-d8542084-Reviews-The_Treetop_Walking_Path-Anyksciai_Utena_County.html 

Przy okazji taki blog i co warto zobaczyć w Palandze: https://maptrotting.com/travel-guides/lithuania-travel-tips/

Po drodze możecie jeszcze zatrzymać się w Druskiennikach. Jest tam duży aquapark i kryty stok narciarski – my się tam wybierzemy zimą.

A gdzie spać w Wilnie?

Zrobiłam wstępną selekcję i zapisałam sobie kilka linków:

Piękny, butikowy Pacai KLIK

Radisson BLU KLIK

Ciekawy hotel ze strefą SPA KLIK

Nowy hotel Vilnia KLIK

Hotel Hilton KLIK

Przydatne linki:

Strona informacji turystycznej w Wilnie (po polsku) – http://www.vilnius-tourism.lt/pl/

Krótkie przewodniki o Wilnie (do pobrania)- http://www.vilnius-tourism.lt/pl/vtic/o-nas/wydawnictwa/

Mapa dla dzieci – http://www.vilnius-tourism.lt/wp-content/uploads/2018/11/Vaiku_zemelapis_PL.pdf
Mapa „The good coffee map” – http://www.vilnius-tourism.lt/wp-content/uploads/2018/03/the-good-coffee-map-Vilnius.pdf

Nowoczesne Wilno – http://www.vilnius-tourism.lt/wp-content/uploads/2018/10/modernus-vilnius-pl1.pdf

To już wszystkie atrakcje w Wilnie, jeżeli chcecie coś dodać to napiszcie w komentarzu.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i chcecie żebym kontynuowała ten cykl to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Dlaczego wypisałam dziecko z wszystkich zajęć dodatkowych?

Za chwilę się zacznie – zostaniemy zalani falą ofert zajęć dodatkowych dla dzieci. Wszystkie są absolutnie cudowne, rozwijające kreatywność i wspomagające rozwój. Jak nie oszaleć, wybrać coś sensownego i nie być etatowym kierowcą naszych dzieci?

W tamtym roku zaczynaliśmy semestr z założeniem, że nie będziemy w TYM uczestniczyć.

Zupełnie nie wiem jak to się stało, że nagle w poniedziałek jechałam 40 min (2 km) na balet do centrum, w środę wieczorem na basen, a w sobotę na chiński i raz na 2 miesiące na Uniwersytet dzieci. Wkręciliśmy się w ten kołowrotek, widząc ogromne zainteresowanie i pasję dziecka.

Uznaliśmy, że lepiej jest spędzać długie i ciemne wieczory na ciekawych, rozwijających zajęciach niż nudzić się w domu. A tak wcale nie było – jesienne i zimowe wieczory wpływały na zmęczenie i większą frustrację. Naprawdę fajniej by było spędzić ten czas na czytaniu książek, czy wspólnych grach.

A tymczasem spędzaliśmy ten czas w pośpiechu, nerwach, dogryzając drożdżówki w długim korku – tak zupełnie bez sensu. Dzieci zasypiały w aucie jadąc na 16 na balet, a ja byłam wściekła, że jestem taka zmęczona. Mąż pędził z pracy, rzucał torbę z laptopem w kąt i jechał na basen. A wiecie jak wyglądają takie zajęcia: pół godziny jedziesz, pół godziny dziecko pływa, 40 minut je ubierasz i suszysz, a później wracasz na kolację. Wieczorem nie masz siły na NIC i przeklinasz pod nosem „Po co mi to było?”

Zajęcia dodatkowe dla dzieci nie zawsze są dobrze prowadzone

Dodam też, że naprawdę trudno jest znaleźć dobrze prowadzone zajęcia dodatkowe. Byliśmy w 5 szkołach baletu i każda nam nie odpowiadała. Chęć i pasja dziecka była ogromna, więc się nie poddawaliśmy. Niestety nie mogliśmy tego znieść, że np. dziecko nie może wyjść do toalety w czasie lekcji, bo powinno załatwić potrzebę przed zajęciami. Płacze dziewczynek na sali i rodzice krzyczący, że „Jak się nie przestaniesz mazać, to więcej tu nie przyjdziemy”. Ja rozumiem, że balet cechuje się pewnymi wartościami i dyscypliną, ale bez przesady, to są tylko dzieci, które wcale nie będą primaballerinami tylko chcą założyć tutu i nauczyć się 5 pozycji baletowych. Niektórzy prowadzący o tym zapominają i wg mnie podchodzą zbyt ambitnie.

Dlaczego wypisałam córkę?

Bo powiedziała po występie, że jej się nie podoba, jest jej zimno w tym stroju i zaczęło ją to nudzić. Jeszcze raz zapytałam czy chce chodzić dalej, bez namysłu odpowiedziała, że nie.

Od razu nasuwa się pytanie, czy warto namawiać dzieci żeby uczestniczyły w zajęciach. Według mnie nie. Nie ma sensu. Pamiętam jak w wywiadzie Ola Kwaśniewska powiedziała, że ma do swojej mamy żal, bo nie namawiała jej na kontynuację zajęć tanecznych. Myślę, że miałaby większą traumę gdyby ją namawiała albo kazała chodzić.

Ja sama jako dziecka i nastolatka próbowałam wielu rzeczy. Czasem była tylko na jednej lekcji, a były to:

  • basen
  • harcerstwo (jedna zbiórka)
  • balet (jedna lekcja)
  • taniec towarzyski (jeden semestr)
  • nauka gry na gitarze (dwie lekcje)
  • chór

Za każdym razem to była moja decyzja, że chcę chodzić. Rezygnowałam również sama. Jedyne do czego moja mama mnie przekonywała to j. angielski i za to jej dziękuję! Ale nawet nie pamiętam takich kryzysów, że nie chciałam chodzić.

Te wszystkie próby chodzenia na zajęcia nie wynikały ze słomianego zapału, słabej motywacji, braku talentu itd. tylko były motywowane poszukiwaniem siebie i wzmacnianiem relacji z innymi dziećmi.

Tak samo jest z dziećmi, to nie są fanaberie, czy humory. To sprawdzenie siebie, czy jest to interesujące i jak ja się z tym czuję. Widzę też, że dzieci chętniej chodzą jeżeli na takie zajęcia chodzą znajomi. Z tego względu wypisaliśmy też córkę z Uniwersytetu dzieci – zajęcia nie dość, że są w sobotę i zauważyliśmy, że przeszkadzają nam w czasie wolnym przeznaczonym na rodzinny czas, to za każdym razem w grupie są inne dzieci i ciężko jest nawiązać znajomości.

Od września chodziliśmy też dzielnie na basen i wytrzymaliśmy do kwietnia. Zwyczajnie szkoda było mi zabierać dziecko z podwórka, gdzie się bawiło w najlepsze z kolegami. Raz spróbowałam i uznałam, że to bez sensu.

Był jeszcze chiński, na który jeździliśmy w kratkę, bo był też w sobotę. Ale decydując się na szkołę w weekend byliśmy tego świadomi.

Za chwilę znów te decyzje przed nami i staram się ograniczyć zajęcia dodatkowe dla dzieci do minimum. Według mnie najlepiej jest, jak zajęcia dodatkowe są w szkole od razu po lekcjach, ale oczywiście nie wszędzie są. Albo nie ma takich, jak interesuje nasze dziecko.

W tym roku zdecydowaliśmy się tylko na taniec raz w tygodniu z koleżanką i j. chiński. Reszta będzie w szkole. Myślę, że każdy z nas chciałby żeby dzieci mogły korzystać z zajęć dodatkowych rozsądnie. Ale czasami ponosi nas za mocno.

Jak wybrać te najlepsze?

Sama tego nie wiem. Pytałam znajomych rodziców i chyba w końcu znalazłam sensowną szkołę tańca. Widzę w dziecku ogromną chęć, tylko do tej pory nie trafiliśmy na dobre miejsce.

Jeżeli też stoicie przed wyborem zajęć dodatkowych dla dzieci to bardzo Wam polecam przeczytanie wpisu Agnieszki Stein —> Zajęcia dodatkowe dla dzieci. Posyłać czy nie? Pomoże Wam podjąć decyzje.

Mi też zależy żeby dzieci miały czas na nudę, brak pośpiechu, zwykły czas w domu z rodzicami i na swobodną zabawę z rówieśnikami. Ale też widzę ogromny zapał u dziecka i talent, który mógłby się zmienić w prawdziwą pasję.

A jak Wasze podejście? Zapisujecie, czy nie?

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Moja szafa – 10 stylizacji z białymi butami

  • MODA
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [7]

Pod ostatnim wpisie modowym prosiliście mnie o więcej takich tematów. Przyznam, że jestem lekko zaskoczona, że macie chęć podejrzeć więcej i się zainspirować. Nie uważam się za znawcę tematu, ale skoro Wam odpowiadają takie posty, to chętnie Wam je pokażę.

Sama uwielbiam oglądać takie wpisy, gdzie mogę się zainspirować i na przykład wybrać z mojej szafy konkretne ubrania, które do siebie pasują. Nie obserwuję typowych blogerek modowych, bo ich styl nie nadaje się na co dzień (do pracy, na zakupy, na spotkanie z koleżanką). Dodatkowo mam dość wymagającą sylwetkę i większość rzeczy nie wygląda na mnie dobrze.

Pisałam Wam już w Miałam pełną szafę, że mam niedużo ubrań, które w większości do siebie pasują, więc ubieram się szybko i sprawnie.

Dziś pokażę Wam moje ulubione stylizacje, które noszę z białymi butami. Oczywiście do tych zestawów pasują również inne, ale te wg mnie dodają fajnego luźnego charakteru.

Mogę śmiało powiedzieć, że białe buty to taki klasyk, który mam od 10 lat w szafie, czy to białe trampki Converse, czy klasyczne adidasy. Noszę je od około marca do listopada i są to buty, które zabieram na każdy wyjazd, bo są uniwersalne.

Sneakersy Superga, bardzo lekkie i wygodne.
Zdradzę Wam też sposób, dzięki któremu noga wygląda smukło – nie wiążcie sznurówek na kokardę, tylko schowajcie sznurówki po bokach.

Myślę, że sporo z tych ubrań (są to klasyki) macie w swoich szafach i zanim pomyślicie o zakupach to dokładanie sprawdźcie garderoby. Ja tak zawsze robię i czasami odnajduję ubrania, o których zapomniałam, a wcześniej nosiłam.

Przechodzę do moich stylizacji

Zwykłe niebieskie jeansy (Kiabi), biała miękka koszula (COS) i białe buty Superga – całość zawsze dobrze się prezentuje i bardzo często tak chodzę.

Prosta sukienka w paski Risk, bluza jeansowa Zara (ma 7 lat i non stop w niej chodzę) i białe buty.

Całość jest wygodna i pasuje idealnie do siebie. Mam w szafie dużo rzeczy w paski, bo nadają trochę charakteru moim stylizacjom i nie wychodzą z mody.

Inna sukienka (Risk) w paski i buty Superga.

Wcześniej nigdy nie nosiłam butów sportowych do sukienek, dopiero w tym roku się przełamałam.

Białe buty noszę też do cieplejszych rzeczy, to moje ulubione zestawy.

Aby wysmuklić nogę i dodać lekkości zazwyczaj podwijam nogawkę lub wybieram spodnie, które kończą się w okolicach kostki. Białe buty w połączeniu z jasnymi spodniami wydłużają nogę i nie tworzą skracających linii.

Tutaj: beżowy płaszcz polskiej marki Talia, golf kaszmirowy Zalando Esentials, jeansy Zara (mają z 7 lat) i buty Superga. Szary płaszcz Zara.

Ten zestaw to klasyk, który też bardzo często noszę: Bluzka w paski COS, jeansy Zara, ramoneska Mango (ma z 4 lata) i białe buty

Jak widać kolor czarny i biały to moja ulubiona kolorystyka, pasują do wszystkiego i nadają się na różne okazje. Czarna marynarka na białą bluzkę tworzy optyczną linię, która wyszczupla sylwetkę.

Po lewej: koszula COS, spodnie H&M (mają z 9 lat i zwróćcie uwagę, że kończą się w okolicach kostki i nie są ciężkie), ramoneska Mango. Po prawej spodnie Zara, koszula COS, marynarka dresowa Risk i buty Superga

Czarna ołówkowa spódnica Risk, bluzka w paski COS, buty Superga

Dwie stylizacje z szortami. Lubię połączenie krótkich spodenek z górą z długim rękawem: po lewej z lnianą koszulą Natula, a po prawej sweter w romby Tommy Hilfiger (ma z 7 lat i wciąż jest modny) i buty Superga.

Jeżeli przejrzałyście już szafy i widzicie, że brakuje Wam takich bazowych ubrań to polecam zajrzeć na Limango ( właśnie jest Risk w dobrych cenach KLIK), a buty Superga też akurat są w promocji .

Niestety na Limango zostało już niewiele rozmiarów – pełna rozmiarówka sneakersów Superga jest TUTAJ.

A Wy macie takie ubrania lub buty, które nosicie zarówno do stylizacji eleganckich jak i na co dzień?

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i chcecie częściej zaglądać do mojej szafy to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl dziękujemy za Waszą cierpliwość!