fbpx

dwa dwa

Kilka dni temu Lili skończyła 22 miesiące. Ten miesiąc nie był dla nas łatwy, ale tylko nas wzmocnił i utwierdził w przekonaniu, że liczą się tylko chwile.

Te zdjęcia poniżej to są właśnie nasze momenty. Chwile wyrwane i uwiecznione na zawsze.  Podczas tych stopklatek Lila z 15 razy mówi „kocham” i głaszcze nas po ręce.

Prosi żeby ją przytulić. Coraz ważniejsze są dla niej uczucia. Kiedy jest smutna to płacze i komunikuje nam: „Lila płacze”, a my ją nosimy na rękach i tulimy, a ona znów głaszcze nas po ręce i mówi „kocham”.

Chwilo trwaj wiecznie!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

My Lili & MayLily

  • GADŻETY
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [13]

Tę markę obserwowałam od dawna. Ich projekty coraz bardziej mnie wizualnie  przekonywały. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, jakie są w dotyku, jak je się użytkuje i tym bardziej nie wiedziałam, że cała moja rodzina pokocha MayLily.

Piszę to bez kokieterii. Serio! 

Kocyk (a właściwie to kocur, bo ma wymiary 140×150) Etna skradł moje serce. Zamówiłam go w wersji z szarymi pomponikami. Kiedy przyszedł to nie miałam nawet okazji go dokładanie obejrzeć, bo Lila wyciągnęła go z pudełka i nie chciała oddać. Na upały jest i-d-e-a-l-n-y! Lilka się nimi nakrywa (siama!) i tarmosi pomponiki.

Przede wszystkim jest cudownie miły w dotyku, ale przy tym bardzo mięsisty. Sama go od niej pożyczam:) Dobrze, że jestem mikrego wzrostu. Kocyk ma właściwości antyalergiczne, skóra się pod nim nie poci. Przez to, że jest taki wielki to Lila w nocy cała się nim okręca.

Zabieramy go na wakacje, ciekawa jestem jak się sprawdzi na plaży.

Na pierwszym zdjęciu jest jeszcze bambusowy ręcznik Szare babeczki. Zabieramy go na wyjazd i wtedy napiszę o nim kilka słów. 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Lekka spacerówka – nasz wybór

Pewnie już zauważyliście, że do miana wózkomaniaczki mi bardzo blisko. Nasza flota składa się z dwóch pojazdów: Bugaboo Cameleon i spacerówki. Jeszcze dwa tygodnie temu mieliśmy Nunę Pepp, jednak z racji tego, że przestałyśmy się lubić zaczęłam poszukiwania godnego następcy.

Wybór jak zwykle nie był prosty,  bo na rynku takiego sprzętu jest mnóstwo…
Wiedziałam jednak jakie funkcje wózek MUSI posiadać żeby wzbudzić moje zainteresowanie.


Oto one:

  • waga do 7 kg.
  • szybkie składanie i rozkładanie (najlepiej jedną ręką)
  • łączona rączka (żeby można było prowadzić jedną ręką)
  • podnóżek
  • obracane kółka przednie
  • mile widziana barierka (rzadkość w małych spacerówkach)
  • ciekawy design
  • stonowany kolor tapicerki
  • spory kosz na zakupy z łatwym dostępem

Długo się głowiłam, czytałam i pytałam. Pod uwagę brałam te trzy wózki:

1. Babyhome Emotion

2. Mountain Buggy Nano

3. Recaro Easylife



Te 3 wózki mają podobne funkcje. Jednak najbardziej przypadł mi do gustu Babyhome Emotion, czyli nr 1. Dlaczego? Bo ma barierkę. Nuna nie miała barierki i bardzo mi jej brakowało. Lila lubi się jej trzymać lub kłaść na niej nogi. Ten jeden szczegół zaważył na naszej decyzji.

Wózek mamy już od 10 dni  i opiszę Wam moje wnioski z użytkowania tego cudeńka, bo śmiało mogę o nim tak napisać.

Kiedy tylko przyszedł, zadziwiła mnie jego waga piórkowa. Nuna ważyła o 3 kg więcej, a gabarytowo była mniejsza. Wózek bez problemów sama złożyłam  i od razu wybraliśmy się na testowanie.

Lilka bardzo chętnie do niego weszła i pojechaliśmy na spacer. Jakie były moje pierwsze wrażenia? Przez to, że przednie kółka są obrotowe i są dość duże (większe niż przednie Cameleona) wózek jest bardzo zwrotny. Można go śmiało prowadzić jedną ręką ( na tym mi zależało). Wszystkie kołka mają amortyzację i przez to wózek świetnie się podbija na nierownościach.

Na niższe krawężniki wjeżdża bez problemów i bez potrzeby zatrzymywania i podnoszenia wózka. Przednie kółka można zablokować i wtedy łatwiej będzie się go pchało np. po polnej drodze. Kółka są wykonane z podobnych materiałów jak kółka w naszej hulajnodze (lekko hałasują na polbruku).

Kolejna kwestia to podnóżek, a właściwie podnoszony podnóżek. Świetny bajer! W Nunie podnóżek był  jedynie atrapą. W Emotion jest zwykły plastikowy podnóżek gdzie Lilka trzyma nóżki jak siedzi, a gdy idzie spać rozkładam jej takie cudo:

Prawda, że fajny bajer? Jak śpi to nóżki jej nie wiszą.

 
Przez to, że nie jest to kubełek to Lilka obraca się w wózku podczas spania o 360 stopni.

Tapicerka jest wykonana ze świetnego materiału, bardzo dobrze się czyści i do tego jest miękka(wypełniona gąbką).


Kolejna ważną sprawą są 5-punktowe pasy bezpieczeństwa. Zawsze Lilkę w wózku zapinam. Czasami tylko w pasie (jak śpi). Emotion ma możliwość  regulowania wysokości zapinania pasów jak i wyboru, czy zapinany również ramiona. Podoba mi się w nich to, że klamerki nie zjeżdżają i jeżeli je dociągnę na jakąś wysokość to tak zostają (czego nie mogę powiedzieć o pasach w Cameleonie).

Szerokość siedziska to 30 cm – nie jest to bardzo dużo, ale dla Liluchny wystarcza jeszcze z dużym zapasem.


Oparcie do spania rozkłada się płynnie, więc możemy regulować poziom oparcia na różne wysokości. Lilce jest w nim bardzo wygodnie.

Kosz na zakupy! Wieeeelki i łatwo dostępny:) 

Składanie

Banalnie proste i szybkie. Ogromny plus za to, że składa się w drugą stronę (wszystkie okruchy zgromadzone podczas spaceru automatycznie wypadają z zakamarków).


Po złożeniu łapię za barierkę i ładuję do bagażnika. Rozkładam jedną ręką:) Mieści się w malutkim bagażniku w moim aucie.

Kolejnym plusem jest, że budka jest bardzo wysoko. W Cameleonie i Nunie budki są nisko i zasłaniają widok mojemu dziecku i nigdy ich nie rozkładałam jak Lilka nie spała.  

W Emotion budka jest wysoko, przez co nie utrudnia spacerów. Dodatkowo w budce jest okienko, przez które widzę Lilkę, a ona mnie (jak podniesie głowę). Wysokość oparcia to 45 cm, a do budki jest 60 cm.Wózek jest do 25 kg, to więcej niż da radę podwieźć Cameleon:)

Rączka jest (niestety) nieregulowana na wysokości 95 cm.

Mój mąż ma 180 cm i nie narzeka, ale domyślam się, że dla wyższych osób byłby to problem.

Hamulec nożny przy prawym kole. Dla lewonożnych będzie to kłopot;)
Wózek, mimo tego, że jest bardzo lekki to jest stabilny. Może być na nim torba przypięta do rączki załadowana na full i wózek się nie przewraca, co jest częste np. przy Maclarenach. 


W zestawie jest folia przeciwdeszczowa i moskitiera.

Wydawałoby się, że jest to wózek idealny, ale niestety takich nie ma. Także ten ma jeden (wg mnie) minus. Na kostce dzwonią tylne kółka. Nie jest to bardzo głośny dźwięk, ale dla mnie uciążliwy, bo mam porównanie z innymi wózkami. Mojemu mężowi absolutnie to nie przeszkadzało.
Znalazłam sposób na wyciszenie kółek. Z tego co wiem, kilka moich czytelniczek też ma ten wózek.Z grubej gąbki wycięłam kółka o średnicy ok 1,5 cm i wycięłam w nich na środku małe dziurki. Zdjęłam tylne koła i na bolce naciągnęłam gąbkę. Dziurka na środku się troszkę rozeszła. Założyłam kółka na wózek i nic nie dzwoni:)

Teraz jest to wg mnie wózek idealny!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

prace domowe za 6 zł

  • MONTESSORI
  • < 1  min. czytania
  •  komentarze [14]

Dziś pokażę Wam sorter kolorów w innej wersji. 


Potrzebne będą słomki (my mamy grube z Ikei 3 zł) i druciki kreatywne (3 zł).

Najpierw musimy pociąć słomki na kawałki. Starsze dzieci mogą zrobić to same. Zadaniem dziecka jest posegregowanie słomek na odpowiednie kolory drucików. Możemy też z nich zrobić bransoletki, naszyjniki i inne cuda.


Starszym dzieciom można namalować na kartkach wzór do odtworzenia np. czerwony-żółty-niebieski-czerwony-żółty-niebieski i wg tego schamatu dziecko ma nawlec słomki.

Zapraszamy do pracy!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Okulary przeciwsłoneczne dla dziecka – czy warto?

Wiecie, że jakieś pół roku temu kupiłam  okulary przeciwsłoneczne dla dziecka w sieciówce? Tak, bo byłam zupełnie nieświadoma, że takie okulary mogą wywołać więcej szkody niż pożytku i to nie tylko u dzieci.Lepiej jest założyć dziecku czapeczkę z daszkiem lub kapelusz niż założyć takie okulary. 

Więcej na temat okularków we wpisie Okulary przeciwsłoneczne dla dzieci – zbędny gadżet czy potrzebna ochrona?

okulary przeciwsłoneczne dla dziecka

 Dlaczego? Podczas słonecznego dnia mrużymy oczy na słońcu, źrenice się zwężają i dostaje się do nich mniej szkodliwych promieni UV. Sieciówkowe lub bazarowe okulary nie zawierają ochrony przed promieniami UV. Podczas noszenia takich okularów, oczy są zaciemnione, źrenice są rozszerzone i promienie UV trafiają prosto do nich.

Lepiej już nic nie zakładać i mrużyć oczy…  Kiedyś już Wam pisałam, że Lilka urodziła się z niedrożnymi kanalikami łzowymi. Rok temu udało nam się je przetkać poprzez bardzo częste masaże.

Od tamtej pory jest ok, natomiast przy podmuchu wiatru, mrozie lub ostrym słońcu Lilce łzawią oczy. Pewnie też odziedziczyła tę przypadłość po mnie. Ja też mam bardzo wrażliwe oczy i od wiosny do jesieni non stop chodzę w okularach przeciwsłonecznych. 

Pokażę Wam dziś i napiszę parę słów o Lilkowych okularkach. Od ponad 3 miesięcy używamy Beaba junior glossy girl.


Okulary przeciwsłoneczna dla dziecka Beaba

okulary przeciwsłoneczne dla dziecka
okulary przeciwsłoneczne dla dziecka
okulary przeciwsłoneczne dla dziecka

  Co najbardziej mi się w nich podoba? Przede wszystkim to, że są niezniszczalne. Wielokrotnie Lilka nimi rzucała, gryzła, wyginała, a cały czas wyglądają jak nowe. Wykonane są ze świetnej jakości plastiku, który jest dość masywny, ale jednocześnie bardzo lekki.

Nietłukące, szkła mają 4 stopień zaciemnienia- czyli najwyższy stopień. Takiego rodzaju szkieł używają np. himalaiści lub piloci. Są świetnie dopasowane do głowy dziecka. Lilka ma dość dużą głowę, a jest jej w nich bardzo wygodnie. Zauszniki są długie, ale nieostro zakończone żeby przy zakładaniu nie włożyć prosto w oko. W zestawie jest gumka, którą możną zamontować w zausznikach żeby podczas ruchu okulary nie spadły z nosa. My nie używamy tego gadżetu.

Za to świetny dodatkiem jest plastikowy futerał. Pamiętajcie, że porysowane okulary psują wzrok. Okulary mają bardzo fajny, retro design. Lila podoba mi się w nich szalenie:)  A teraz pewnie oczekujecie ode mnie oceny… Czy Lila nosi chętnie okulary? Ba, kiedy tylko zobaczy, że ja mam na nosie swoje natychmiast krzyczy żeby dać jej gogle. Czasami ponosi je 10 minut, czasami krócej. Bywa z tym różnie. Ale widzę, że z tygodnia na tydzień nosi je dłużej, co mnie bardzo cieszy, bo niedługo wyjeżdżamy na wakacje i będziemy przebywać całe dnie na zewnątrz.    

okulary przeciwsłoneczne dla dziecka
okulary przeciwsłoneczne dla dziecka

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zabawka inna niż wszystkie

  • ZABAWKI
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [4]

Wychodzę z założenia, że dzieci  powinny mieć kontakt z różnorodnymi materiałami w czasie zabawy. Pobudza to ich wyobraźnię, pozytywnie oddziałuje na układ dotykowy, a zarazem dziecko uczy się poznawać świat.

Jednym z tych materiałów jest papier, a właściwie tektura. Owszem, można samemu zrobić eko zabawki z kartonów. Niestety ja nie mam takich zdolności i jak kiedyś z opakowania po pizzy zrobiłam laptop to Lilka mnie wyśmiała:) Dziś pokażę Wam Kartoniaki.

Jest to zestaw 5 zwierząt  do złożenia z kompletem naklejek i sznurkiem (z którego robi się ogonki).  Wg producenta jest to zabawka dla dzieci w wieku 5 + (żeby samo mogło złożyć).

My złożyliśmy krokodyla i hipopotama sami, a Lilka pomalowała  i naklejała oczy. Także młodsze dzieci też mogą się nimi bawić. Co mi się podoba w tej zabawce? To, że jest inna niż wszystkie. Po złożeniu Lilka od razu zabrała zwierzę do tuningu.

Hipka pomalowała całego, odkleiła oczy i narysowała mu ślepia sama. Dwa dni później obkleiła całego naklejkami. Tydzień później oderwała je wszystkie:) Fajne jest jeszcze to, że jest to zabawka na dłuższy czas.

Następnego kartoniaka wyciągniemy pewnie dopiero za jakiś czas, pewnie jak pogoda się zepsuje i będziemy siedzieć w domu. 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czego potrzeba do szczęścia mojemu dziecku?

Sytuacja pierwsza


W ubiegłą sobotę lało cały dzień. Nie chcieliśmy siedzieć w domu, więc wyszukałam, że obok nas będzie teatrzyk. Jak przeczytałam tylko tytuł to byłam pewna, że Lila będzie przeszczęśliwa. Od tygodnia razem z tatą recytują na zmianę Tuwimowe abecadło. Lila cieszy się przy tym ogromnie!

My oczywiście też, bo jakby nie było to pierwsze próby recytatorskie naszej córki. Kiedy zobaczyłam, że owe przedstawienie nosi dokładnie taki sam tytuł bez wahania zadzwoniłam i zarezerwowałam bilety. Sama byłam bardziej przejęta niż Lila.

Przedstawienie się zaczęło, siedziałam jak na szpilkach… A moja córka, miała w nosie to wszystko. Właziła na mnie, prosiła żeby robić jej z nóg tunel. W końcu wyszłyśmy stamtąd. Lilka szczęśliwa, a ja rozczarowana, że jej się nie podobało.

Sytuacja druga


Wybraliśmy się do zoo, bo wydawało nam się, że Lilka uwielbia zwierzęta. Tak też jest, nazywa wszystkie jakie widzi w książeczkach. Prosi żeby jej mówić jaki dźwięk wydaje dane zwierzę. Chce żeby jej śpiewać „Dzik jest dziki” i „Tu stoją krokodyle”.

Wydawać by się mogło, że jak zobaczy cały ten zwierzyniec  na żywo to oszaleje ze szczęścia. Dokładnie słowo „wydawać” jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Po wejściu do zoo interesowało ją tylko i wyłącznie wchodzenie i schodzenie ze schodków, wdrapywanie się na różne ławki i inne przeszkody oraz bieganie.

Zwierzęta nie zrobiły na niej żadnego wrażenia, a nawet mogę śmiało stwierdzić, że zwyczajnie ją to nie interesowało. Podczas gdy inne dzieci z wypiekami na twarzy obserwowały żyrafę Lilka chodziła sobie po przeszkodach.


Jaki jest wniosek z tych moich prób organizacji czasu mojego dziecka?Moje dziecko do szczęścia potrzebuje nas- rodziców, bo zawsze prosi żeby być przy niej i podać „ękę”.Na drugim miejscu: ruchu na świeżym powietrzu.

Dziś do piaskownicy przywieziono stertę nowego piachu. Pan, który to wszystko wyładował nie rozłożył piachu równomiernie. Na środku piaskownicy była wielka góra mokrego piasku. Wiecie co? Lilka wbiegała na tą górę i zbiegała 45 razy (liczyłam) wpadając na mnie.

Nigdy jej nie widziałam bardziej szczęśliwej…

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Efekty BLW

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o BLW, nie zdawałam sobie sprawy w jaki sposób wpłynie ona na rozwój mojego dziecka oraz na całą naszą rodzinę. Mogę śmiało powiedzieć, że BLW zmieniło nasze życie.  

Zaczynając od samego początku i najważniejszych efektów. 

1. Dzięki BLW Lila ma doskonałą koordynację ręka – oko. Od samego początku ćwiczyła tę umiejętność właśnie podczas samodzielnego jedzenia. Teraz jako 21- miesięczne dziecko potrafi wykonywać bardzo precyzyjne ruchy rąk np. nawlekać koraliki na sznurek. 

2. Ok 9 miesiąca wypracowała chwyt pęsetkowy i z powodzeniem używa go do dziś. Dzięki temu od samego początku prawidłowo trzyma narzędzie pisarskie i wkładanie i wyjmowanie mikroskopijnych kulek nie sprawia jej problemu. 

3. BLW nauczyło ją kontrolować uczucie sytości i głodu. Kiedy była malutka sama prosiła o jedzenie, krzycząc „ama”, a kiedy była już najedzona to zamaszystym ruchem ściągała śliniak, później dodała jeszcze komunikat werbalny „koniec”. 

4. Przez możliwość wyboru tego co będzie jadła, można powiedzieć, że już wypracowała swój gust kulinarny. Są potrawy, które uwielbia… Ale jest też kilka, których nie tknie. 

5. Odważniej podchodzi do nowości. Nie boi się próbować nowych rzeczy. 

6. Dzięki temu, że jedzenie kojarzy  jej się bardzo dobrze, a posiłek jest dla niej również spotkaniem towarzyskim często odwiedzamy restauracje . Lilka lubi siedzieć w wysokim krzesełku i jeść razem z nami. 

7. Dzięki zróżnicowanym fakturom i smakom odwrażliwiła jamę ustną. Ominęła etap wkładania wszystkiego do buzi. Często mnie pytacie, czy podczas zabawy malutkim przedmiotami Lila wkłada je do buzi. Otóż NIE! I nigdy tego nie robiła, bo zapotrzebowanie na doznania sensoryczne w buzi zaspokoiła różnorodnym jedzeniem. 

8. Poprzez jedzenie twardych potraw (skórki, surowa marchew) samoistnie ćwiczyła mięśnie aparatu artykulacyjnego, co niewątpliwie ma wpływ na rozwój mowy. 

9. Dzięki BLW jest samodzielna. Ta metoda uczy ją  poczucia sprawstwa. 

10. My zaczęliśmy zdrowiej jeść. Z racji tego, że nie gotowałam jej nigdy oddzielne nasze danie stały się zbilansowne i do tego ciekawe;) 

11. A teraz najlepsze! Policzę ile zaoszczędziliśmy $… Licząc, że od 6 miesiąca do 12 jadłaby średnio  2 słoiki dziennie, bo i tak po roku na pewno bym już ich nie dawała.  10 złotych dziennie x 180 dni daje 1800 zł  WOW! 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kartonowa bibLILOteczka

Dziś Wam pokażę nasze kartoniaki. Uważam, że na polskim rynku jest naprawdę niewiele pozycji, które zasługują żeby się znaleźć w małych rączkach.

Czasami zdarza mi się zajrzeć na półkę z książkami w supermarketach. Chyba jeszcze nigdy nie kupiłam tam żadnej książki dla Lilki. A domyślam się, że 70% społeczeństwa kupuje tam książki dzieciom.

Bardzo nie lubię książek, w których:

a) przedmioty mają oczy, uszy itp.

b) jest głupi tekst

c) są brzydkie ilustracje

Generalnie dążę do tego, aby w tego typu książkach było jak najmniej fikcji.
Większość książek, które dziś pokażę to prezenty. Powiem Wam szczerze, że zdarzyło mi się taki prezent schować i Lilki oczy nigdy go nie ujrzały.

Książki dołożyłam do Lilki koszyczka jak miała może 3 miesiące. Były to dwie szmaciane pozycje. Jedna to typowe black&white, a druga kolorowa ze zwierzętami.

Około 6 miesiąca dołożyłam kolejne dwie kartonowe: „Baby’s day” i „Kolory” A. Owsińskiego.

Książki mniej lubiane przez Lilkę i przeze mnie. Częściej są schowane w szafie niż stoją w jej koszyku:

Tu nasze hity!

„Wieś” wyd. Olesiejuk

kupiłam kiedyś za grosze w Rossmannie. Uważam, że jest to jedna z lepszych pozycji dla maluchów. Tam zwierzęta nie mówią, a owoce nie łypią na nas okiem. Są zgodne z pedagogiką Montessori. Ta książka jest jedną z serii. Gdyby Lilka była  mniejsza to kupiłabym chyba wszystkie…


„Poznaję kolory”

Lilka dostała na roczek i lubi ją do dziś. Bardzo ładne ilustracje i wielki plus za otwierane okienka. Później dokupiłam jej jeszcze z tej serii „Poznaję kształty”- też ciekawa.

„W dżungli”

książka „teatrzyk”. Po otworzeniu książki na środku tworzy się otwór gdzie możemy my lub dziecko włożyć głowę i udawać zwierzęta. Świetna pozycja dla dzieci, które nie są zainteresowane książkami lub mają problem ze skupianiem wzroku.

„Reksio uczy: kolory i kształty”

w środku znajdują się realne zdjęcia przedmiotów, które są pokategoryzowane ze względu na kształt i kolor. Minimum raz dziennie ją przeglądamy, bo Lilka ma teraz okres sensytywny na kolory i kształty.

„Opposites”

„wyciąganka” z TK Maxx


„Pierwsze urodziny prosiaczka”

pisałam o niej wpis Pierwsze urodziny prosiaczka

„Piłka Maksa”

oprócz ładnych ilustracji występuje tam kontrowersyjne słowo „głupi”, które omijamy.

„Ela i Olek”

świetna książka, jedna  z ulubionych. Piękne ilustracje i zgodne z Montessori. Kupiłabym resztę serii bez wahania.

„Baby’s day”

to właśnie „Baby’s day” Lilka oglądała od małego. W książce są zdjęcia dzieci podczas codziennych zajęć.

 
„Co słychać w mieście?” i „Co słychać na wsi”

naprawdę fajna seria. Ilustracje prawie jak na Czereśniowej, a i tekst jest bardzo realistyczny i opisuje prawdziwe sytuacje. Montessori by ją lubiła;)


„Ciało”

ujdzie  w tłoku. Lilka ją lubi, bo po tym jak nazwie wszystkie części ciała u dzieci w książce, to później nazywa swoje. Generalnie nie lubię tej serii ( a jest w każdym sklepie, księgarni, a nawet spożywczaku).

„Przyroda”

ta sama seria j.w. Słaba jest, bo kwiaty mają oczy inne zjawiska pogodowe również. Lilką ja lubi, bo jest tam tęcza.


„Kolory” A. Owsiński

bardzo fajna książka dla malutkich dzieci (nawet od 3 m.ż.). Cała książka  jest zbiorem łowickich wycinanek w prostych kolorach. Ciekawe i ładne! 

„Psy, pieski”

kartonowy przewodnik po rasach psów
Jeż

bez tytułu. Ładne ilustracje. Minus za pomylenie kaczki z gęsią.

Ach te zwierzaki „Kocięta”

wałkowana u nas może już od roku?

„Nazywam się Burasek”, „Nazywam się Mruczuś”

dwie książeczki o przygodach zwierząt. Mało wyszukane rymy częstochowskie, ale dla 2-latka są ok.

„Hoppity frog”

wyciąganka z TK Maxx

„Rzepka” „Ptasie radio” „Zoo” Tuwima

nowość u nas. Jeszcze się nie wypowiem, bo w tej samej paczce przyszło

„Abecadło” z ilustracjami B.Butenki

i tylko to teraz jest na tapecie.


„Mam oko na litery”

prezent od Brunka:)

Lila jest na nią jeszcze za mała, ale czasami lubi ją przejrzeć.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

W co się bawić? Piosenki z pokazywaniem

Jedną z form zabawy z muzyką i rytmem są piosenki z pokazywaniem.
 Lila ma na nie fazę odkąd skończyła rok. Zaczęło się od słynnej „If you happy and you now it…”, później „The wheels of the bus…” i „Head and shoulders”.

Śpiewałam jej te piosenki w domu, w aucie, na spacerze i pokazywałam odpowiednie ruchy. Lilce od razu się spodobało i często mnie prosi żeby jej coś zaśpiewać.

Piosenek z pokazywaniem w naszym ojczystym języku znam tylko kilka i repertuar szybko nam się wyczerpał. Niedawno trafiłam na bardzo ciekawą płytę z muzyką. Jej nazwa to „Śpiewanki pokazywanki”, a wydał ją Muzyczny domek.

Podobają mi się teksty piosenek, a przede wszystkim muzyka i wykonanie. Płyty słuchamy w domu i w aucie. W środku są teksty wszystkich piosenek, co niewątpliwie ułatwia ich naukę.

A teraz kilka faktów terapeutycznych.

Jak śpiewanie piosenek wpływa na rozwój naszych dzieci?

  • wpływają na kształtowanie  schematu ciała
  • uczą naśladowania konkretnych ruchów
  • dzieciom z dyspraksją ułatwiają kontrolę ruchów własnego ciała
  • doskonalą umiejętność spostrzegania wzrokowego i skupiania wzroku
  • uczą różnicowania słuchowego dźwięków
  • niektóre piosenki, w których występują ruchy naprzemienne uczą sekwencji ruchów, przekraczania linii środka i płynnego przechodzenia z jednego ruchu do drugiego
  • ćwiczą pamięć
  • sprzyjają koncentracji
  • wzbogacają słownik dziecka
  • makroruchy (duża motoryka) pozytywnie wpływa na na mikroruchy (małą motorykę), czyli ruchy buzi i języka

Tę płytę wykorzystuje moja przyjaciółka – surdologopeda na zajęciach z logorytmiki  z dziećmi z niedosłuchem i bardzo ją chwali.

zobacz też wpis Personalizowane piosenki dla dzieci

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Smaczny targ

  • MIASTA
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [10]

W sobotę byliśmy na Saskiej Kępie na Smacznym Targu. Jest to nowa inicjatywa stworzona również przez mieszkańców. Na targu było można dobrze zjeść (z 10 przyczep ze street food), napić się czegoś pysznego (miętowa lemoniada),zrobić eko zakupy, a i dzieci miały szereg atrakcji dla siebie.

W ubiegły weekend organizatorzy stworzyli dla dzieci wioskę indiańską. Były wigwamy, malowanie twarzy  i inne wspaniałe atrakcje. 
A już w najbliższą sobotę na Smacznym Targu będzie dzień francuski. Dzieci będą mogły zagrać w prawdziwe francuskie bule.

Po spędzeniu kilku godzin na Saskiej mogę stwierdzić, że jest to świetny sposób na spędzenie leniwego, sobotniego dnia w gronie rodziny i przyjaciół. 

A w Waszych miastach są takie imprezy?
Więcej o Smacznym Targu można się dowiedzieć tu

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej