fbpx

Sensoryczna zabawka dla małych dzieci za 3 zł.

  • DIY
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [5]

Tak, tak pamiętam, że uwielbiacie takie wpisy jak z czegoś niepozornego zrobić coś ciekawego.

Dziś bardzo fajny pomysł na… bombki sensoryczne dla maluchów.

Za chwilę będziemy ubierać choinkę, a mamy w domu raczkującego niemowlaka. Nie wiem jeszcze gdzie postawimy choinkę i czy Julian będzie się nią interesował. Zobaczymy:)

A już dziś zrobiłam dla niego bardzo fajną zabawkę, którą właśnie ciąga po ziemi.

Czego potrzebujemy:

  • bombki przezroczyste plastikowe. Moje są ze sklepu Tiger (są w większych miastach) i jedna kosztuje 3 zł. W sieci znalazłam podobne tutaj
  • mocna taśma klejąca – ja używam od kilku lat Scotch magic tape
  • sznurki
  • kasza, fasola, koraliki, brokat- co mamy akurat w domu

Do bombki nasypujemy materiał sypki, możemy dodać brokatu, zaklejamy taśmą i zawiązujemy sznurek.

Bombki są świetne do powieszenia, ale też do zabawy na podłodze. Możemy zawiązać różne sznurki, aby w dotyku były inne.

U mnie kasza gryczana ze złotym brokatem i koraliki (w drugiej).

20161130-dsc_2355
20161130-dsc_2357
20161130-dsc_2359
20161130-dsc_2366
20161130-dsc_2369
20161130-dsc_2370
20161130-dsc_2371

Gotowe:)

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis daj mi znać tutaj:

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Prezenty na święta dla dzieci w różnym wieku

Niektórym prezenty na święta dla dzieci spędzają sen z powiek. Ja bardzo lubię wyszukiwać, zapisywać i dzielić się z Wami moimi pomysłami.

EDIT: tu macie Prezenty na święta dla dzieci TOP 2020

Dziś długo oczekiwany post, czyli inspiracje na prezenty dla dzieci 

Jeżeli chcecie poczytać o tym co jest odpowiednie dla jakiego wieku to bardzo dokładnie zrobiłam to w matce wszystkich prezentowych wpisów – Prezenty

Inspiracje podzieliłam na grupy wiekowe i ceny (do 100 zł i od 100 zł)

0-12 MIESIĘCY

img_1406

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

img_1697

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

1-2 LATA

img_1696

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

img_1698

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

2-3 LATA

img_1699

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

img_1701

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

3-4 LATA

img_1700

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10 

img_1703

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10 

4-5 LAT

img_1702

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

5 LAT +

img_1704

1/2/3/4/5/6/7/8/9

Jeśli wciąż wam mało – tu macie wpis, który opisuje jak najlepiej dopasować Prezenty do wieku dziecka, a tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2020

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zdrowe żelki

  • PRZEPISY
  • 2  min. czytania
  •  komentarze [13]

W dzisiejszym wpisie zdradzę Wam bardzo szybki przepis na zdrowe żelki.

Gdybym mogła wybrać jeden ulubiony słodycz mojej córki to z pewnością byłyby to… żelki. Nie lubi czekolady, nie przepada za ciastkami, a żelki mogłaby jeść w każdych ilościach. Nie ukrywam, że zdarza mi się jej kupić takie zwykłe naładowane cukrem i sztucznymi barwnikami jeżeli bardzo mnie prosi. Jednak na co dzień staram się ograniczać takie słodkości. Ostatnio zrobiłyśmy razem domowe, zdrowe żelki.

Co potrzebujecie?

  • Agar-agar czyli substancja żelująca z wodorostów, która ma zupełnie neutralny smak. Występuje w listkach lub w proszku i najczęściej można ją znaleźć na półkach ze zdrową żywnością. Kosztuje ok 10 zł za 25 g. Można go kupić np. tutaj
  • Sok z owoców- najlpiej domowy bez cukru. Ja w tym roku zrobiłam tylko jeden sok – wingronowy i właśnie jego użyłam do naszych żelek, ale równie dobrze może to być każdy inny sok. W tym okresie jesienno-zimowym polecam sok z malin lub aronii żeby dzieci miały dodatkową dawkę zdrowia
  • Miód lub inny słodzik. Ja użyłam miodu z propolisem.
  • Można również dodać sproszkowaną witaminę C

Przygotowanie:

1/3 łyżeczki agaru rozpuścić w 250 ml zimnego soku, dobrze wymieszać i podgrzać do temp 90 st (w tej temp. rozpuszcza się agar-agar). Zanim dodacie miód warto odczekać żeby przez  wysoką temperaturę nie stracił swoich właściwości zdrowotnych. Dodajemy miód, mieszamy i wlewamy do foremek. Można użyć silikonowych foremek do lodu lub użyć starego opakowania po czekoladkach. Odstawić do wystygnięcia w temp. pokojowej.

Gotowe 🙂

Jeżeli dopadnie Wasze dzieci choroba to można zrobić żelki, które będą zawierały naturalne antybiotyki takie jak np. kurkuma lub imbir. Czytałam też niedawno o mocy naparu z goździków. Następnym razem wypróbujemy.

20161126-dsc_2281
20161126-dsc_2293

Foremka  Tiger

Talerzyk Sillydesign

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Mama w wielkim mieście – nosidło Fidella Fusion

Nie wyobrażam sobie już rodzicielstwa bez chustonoszenia dzieci. Przywiązanie malucha pozwala mi na spełnienie wielu potrzeb dziecka, a przy okazji sama mogę robić to na co mam ochotę. Dzięki konsultacji u  Marty z zamotani.pl złapałam bakcyla i wkręciłam się w tematy chustowe.

Przy pierwszym dziecku nie miałam tak dużej chęci. Wynikało to prawdopodobnie z tego, że nie umiałam dobrze motać i byłam lekko zagubiona. Odetchnęłam z ulgą kiedy Lilka zaczęła siadać i kupiłam nosidło ergonomiczne. Używaliśmy go też niezbyt często – tylko w sytuacjach kryzysowych. Tula była niezastąpiona w chorobie, podczas ząbkowania, na lotnisku…

Tak niewiele rzeczy zostawiłam po Lilce dla „przyszłych” potomków, ale Tula leżała głęboko w szafce i czekała na swój powrót. I się nie doczekała. Podczas konsultacji Marta pytała mnie co planuję później. Odpowiedziałam jej bez zastanowienia, że jak tylko Jul zacznie siadać to przesiadam się na Tulę i wyciągnęłam w tym momencie moją zygzakowatą przyjaciółkę z szafy. A Marta zapytała mnie czy byłam zadowolona z użytkowania i odpowiedziałam jej, że tak oczywiście. W wielu sytuacjach nas uratowała.

Wtedy spojrzała na mnie i powiedziała: „A wiesz, że mam coś lepszego?”.

Naczelna gadżeciara tego kraju to ja, więc od razu zaświeciły mi się oczy i postanowiłam wypróbować to cudo.

Fidella Fusion zawitała pod naszym dachem, a mój mąż odetchnął z ulgą, że nie musi się już zawiązywać w chustę. Używamy jej od kilku tygodni (wg potrzeb dziecka) i dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi wrażeniami i porównać ją delikatnie do Tuli (nie czuję się na siłach żeby pisać profesjonalne porównanie, bo nie jestem doradcą chustowym).

Co kierowało mną przy wyborze Fidelli:

  • przede wszystkim możliwość regulacji panelu wzdłuż i wszerz – dzięki sznureczkom mogę dopasować idealnie rozmiar nosidła do gabarytów dziecka. Moje dzieci nie należą do największych  i dzięki tej możliwości mogę zapewnić bezpieczną dla rozwoju pozycję w trakcie noszenia. Wielkość panelu reguluje się przez płynne wiązania sznureczków (nie rozwiązują się w trakcie użytkowania) – dzięki temu mamy dosłownie nosidło skrojone na miarę. W Tuli nie ma takiej możliwości i na początku noszenia obserwowałam u Lilki zbyt mocne wchodzenie panelu w doły podkolanowe i przez to kierowała podeszwy stóp przed siebie. Taka pozycja…

…najprawdopodobniej wymusza na dziecku zbyt duże odwiedzenie nóg, prostuje miednicę oraz kręgosłup, napina mięśnie obręczy barkowej i karku, zwiotcza mięśnie brzucha i generalnie stwarza dyskomfort.

  • nosidło wykonane jest z chusty Fidella – dzięki temu jest bardzo miękkie i dobrze dopasowuje się do dziecka i rodzica. Całe nosidło jest wykonane z  tkaniny żakardowej. Materiał jest przewiewny i zapewnia dobrą cyrkulację powietrza. W Tuli denerwowało mnie to, że do ciemnej części materiału strasznie czepiały się różne śmieci i paprochy. Przynajmniej raz w tygodniu czyściłam nosidło klejącą rolką. Inaczej również zachowywała się bawełna w Tuli, która nie jest materiałem chustowym.
  • nosidło występuje w dwóch rozmiarach, ale wg mnie oraz doradców chustonoszenia najlepiej jest nosić w chuście, a dopiero później kiedy dziecko usiądzie lub potrafi przyjąć pewną pozycję czworaczą przesiąść się na nosidło. Nie patrzcie na rozmiary i kilogramy- to dziecko pokaże Wam kiedy jest gotowe. Nasze nosidło jest w rozmiarze Toddler, czyli około od rozmiaru 74 do 98/104 (7,5 kg do 15 kg).

dzięki regulacji na dole, na górze i po bokach dziecko siedzi bardzo stabilnie

  • Fidella wyróżnia się wśród innych nosideł tym, że ma dwa miejsca, do którego możemy wpiąć szelki. Wpięcie pasów przy panelu jest dla dzieci, które są starsze i mają już lepszą stabilizację centralną. Przypięcie pasów poniżej nóżek dziecka pomaga uzyskać podwinięcie miednicy- tak pożądane przy chustonoszeniu- jest idealne dla mniejszych dzieci.
  • dziecko w nosidle można nosić z przodu, na boku lub z tyłu
  • Fidellę można również zapiąć z tyłu na krzyż – wtedy dziecko jeszcze bardziej będzie przylegało do nas
  • przeczytałam opinię, że jedynym minusem tego nosidła są niezbyt mocno wypełnione szelki. Nic takiego nie odczułam, ale to pewnie dlatego, że Jul waży 8 kg.

Nosidło zabieramy teraz ze sobą wszędzie, bo wiem, że może się przydać. Należę jednak do osób, które mają problemy z kręgosłupem i kiedy dziecko zasypia twardym snem w miarę możliwości je odkładam. Podsumowując Fidella jest świetnym nosidłem ergonomicznym przyjaznym dla dziecka i rodzica. Mogę Wam je szczerze polecić.

img_1482-side
img_1496
img_1501
img_1504
img_1570-side
img_1525
img_1587-side
img_1517
img_1535-side
img_1521

Zdjęcia Kasia Ciejka  

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zabawki dla niemowląt 6-12 m.

Poprzedni post o Zabawki dla niemowląt 0-6m wzbudził ogromne zainteresowanie. Dziś kolejna część, o tym jak wybierać ciekawe i rozwijające zabawki dla najmłodszych. Na Waszą prośbę piszę ten post trochę na wyrost, bo mój syn niedawno skończył pół roku i jeszcze niektóre z nich są schowane. 

Na wstępie zaznaczę, że nie są to jedyne zabawki jakimi bawi się moje dziecko i nie chcę być posądzana o zakrzywianie rzeczywistości na potrzeby bloga. Zabawki mają nie tylko edukować, uczyć i rozwijać.

Mają również jedną ważną funkcję: mają bawić.!

Dlatego z czeluści kartonów ostatnio wyciągnęłam cichutko grający bardzo stary telefon – zabawkę. Julek lubi się nim bawić od czasu do czasu. Specjalnej fazy na niego nie ma.  Atrakcyjne są również zabawki siostry. Coraz częściej podaję mu również przedmioty domowego użytku do zabawy. Pokażę Wam je pewnie w innym poście.

Napiszę Wam jeszcze jedną rzecz. Warto pozbywać się zabawek jeżeli dziecko z nich wyrośnie. Bez sensu jest trzymać zabawki, którymi dziecko się już nie bawi tylko dlatego, że kiedyś się nimi bawiło.

Wszystkie zabawki (oprócz gryzaków), które pokazywałam w poprzednim poście zniknęły z Julkowego koszyka. Zrobiłam miejsce na nowe. Polecam Wam przeglądanie zabawek dzieci na bieżąco i sprzedawanie, oddawanie innym.

Jak wybierać zabawki dla takiego malucha?

Warto spojrzeć na zabawki dziecka jako całość. Czy są tam rzeczy, dzięki którym będzie rozwijało różne zmysły. Przede wszystkim kierować się zapotrzebowaniem dziecka. Jeżeli obserwujemy, że w danym momencie dziecko wkłada wszystko do buzi i to warto poszukać ciekawych gryzaków.

Mój syn lubi tylko te silikonowe i drewniane. Odrzucił wszystkie plastikowe wypełnione wodą. Nadal lubi Kaczora Hevea i Żyrafkę Sophie, bo ząbkuje. Zamówiłam mu coś nowego.

Gryzak silikonowy kształty z różnymi fakturami Manhattan Toy 

Lubi go gryźć i przekładać w rękach. Różne faktury i kolory dodatkowo stymulują zmysł dotyku. Gryzak jest dość ciężki, dlatego podoba mi się jeszcze bardziej, bo kształtuje mięśnie dłoni.

20161118-dsc_2025
20161118-dsc_2027

Przestrzenna bryła Manhattan Toy

Bardzo ciekawa, drewniana zabawka. Może służyć jako gryzak, jako piłka albo jako zwykła bryła, którą można przekładać w rękach. Podczas zabawy tą zabawką koraliki lekko stukają i wydają przyjemny dla ucha dźwięk. Dostępne są różne kolory.

20161118-dsc_1990
20161118-dsc_1996
20161118-dsc_2002

Drewniany sześcian Heimess

Elastyczny sześcian na gumce jest lekki i dobrze nim się manipuluje. Spadające pierścienie budzą ciekawość dziecka. Całość jest bardzo elastyczna i zmienia kształt.

20161118-dsc_2016
20161118-dsc_2018
20161118-dsc_2019

Kolorowe, drewniane perełki Manhattan toy

Uwaga, to jest też moja ulubiona zabawka. Uwielbiam przekładać w dłoni te ciężkie, gładkie korale. Cała zabawka podczas trzymania w dłoni układa się w różne kształty. Jest odpowiednio ciężka i jako jedna z niewielu zabawek pobudza czucie głębokie. A do tego jest naprawdę piękna.

Myślę, że zostawię ją u nas na dłużej, bo korale mogą się nadawać do masażu albo nawet chodzenia po nich gołą stopą.

20161118-dsc_2008
20161118-dsc_2014

Czerwony marakas Haba

W tym wieku dzieci zaczynają bardziej interesować się dźwiękami, które mogą same wydawać. Lubią stukać różnymi rzeczami i oczywiście grzechotać. Szukałam grzechotki, w której widać poruszające się elementy. I znalazłam- ta jest idealna.

20161118-dsc_2022

Deszczownica Djeco

Jestem wielką fanką tej grzechotki – pełni kilka funkcji: grzechotki, deszczownicy (spadające kulki) oraz fajnie się toczy i motywuje do przemieszczania się. A najważniejsze, że skupia uwagę dziecka na długi czas.

20161118-dsc_2038
20161118-dsc_2031

Grzechotka dotykowa Haba

Bardzo ciekawa grzechotka, która ma kilkanaście różnych sensorycznych wypustek. W środku jest malutkie lustereczko. Podoba mi się, bo kolory ułożone są z odcieniami i można zauważyć czym się różnią.

20161118-dsc_2047
20161118-dsc_2044

Przestrzenna bryła z przyssawką Manhattan toy

Zabawka będzie również interesowała siedzące niemowlę, bo przyczepia się do bardzo gładkich powierzchni (z podłogi Julek bez problemu ją odrywa). Można ją przyczepić do blatu krzesełka do jedzenia, wtedy mocniej się będzie trzymać. Całość stanowią drewniane kulki – połączone ze sobą gumką.

20161118-dsc_2061
20161118-dsc_2065

Piłeczka kauczukowa 

Genialna i bardzo prosta zabawka za małe pieniądze (ta kosztowała 4 zł). Tocząca się piłeczka bardzo interesuje niemowlęta. Julek za  nią  pełza po całym mieszkaniu, a do tego świetnie otwiera rękę i ćwiczy mięśnie nadgarstka. Ta piłka jest też dosyć ciężka i dlatego jest fajna. Dobrze by było gdyby dzieci trzymały ją oburącz.

20161118-dsc_2052
20161118-dsc_2059
20161118-dsc_2057

Kolorowa spirala Goki

Zabawka, którą od razu przechwyciła Lila, dopiero teraz jej się znudziła. Działa w ten sposób, że przechylona pionowo przesypuje powoli drewniane kwiatuszki.

Ciężko pokazać to na zdjęciach, ale uwierzcie mi, że jest efekt „wow” nie tylko dla 6- miesięcznego dziecka, ale i 4-latki. A jak Julek w końcu ją dorwał to przesuwa rączką małe elementy i zjada kulkę.

20161118-dsc_2079

Przechodzimy teraz do zabawek dla trochę starszych niemowlaków, takich które już same siadają.

Auto Goki

Pierwsze autko naszego malucha. Interesują go błyszczące „felgi” i sam fakt, że jeździ. Myślę, że za chwilę będzie to jedna z bardziej ulubionych zabawek. Pięknie wykonane za niewielką cenę.

20161118-dsc_2021
20161118-dsc_2073

Autko Bajo z pasażerem

Piękne autko w stylu vintage. Zobaczcie jakie ładne jest białe;) Fajny pojazd dla małego chłopca, co ciekawe jest tak zaprojektowane, że koła skręcają.

20161118-dsc_2051

Wieża Hanoi

Wieże z nakładanymi okręgami są świetną okazją do pierwszych ćwiczeń koordynacji ręka-oko. Dzieci najpierw zdjemują elementy, a później je nakładają. Jest to ciekawa zabawka dla dzieci od 6m do 12m i naprawdę warto mieć taką w domu. Naszą kupiłam wczoraj w Tkmaxx, ale tutaj znajdziecie inne równie interesujące.

Jul bawi się nią od wczoraj. Zdejmuje kółka i je gryzie. Za czasem pewnie będzie ją układał.

20161121-dsc_2105
20161121-dsc_2108

Układanka magnetyczna Nimo Goki

Ta wieża jest mocno na wyrost i pewnie będzie ją układał ok 18m, ale tak mi się spodobała, że mamy już teraz. Jul lubi zdejmować po kolei wszystkie elementy i je przekładać w rękach.

20161118-dsc_2080
20161118-dsc_2081

Mała przebijanka Goki

20161118-dsc_2085

Bliżej pierwszych urodzin dzieci lubią różnego rodzaju przebijanki. Zadaniem dziecka jest stukaniem młotkiem w element, a on przechodzi na zewnątrz. Można też wyjmować klocki i wkładać do otworów.

Ta jest bardzo fajna, bo jest stosunkowo mała. Na razie jeszcze stoi w szafie i czeka na dobry moment (pewne siedzenie).

20161118-dsc_2084

Sorter Goki

Jestem ogromną fanką sorterów. Lilka miała dwa (jeden plastikowy FP i drugi Bajo). Bawiła się nimi cały rok, a zaczęła właśnie w okolicach 12m. Jest to zabawka, która uczy myślenia, postrzegania, koordynacji ręka-oko, kształtów itd. Naprawdę uważam, że każde dziecko powinno mieć sorter, bo to zabawka, która uczy.

Znalazłam właśnie idealny, bo dość mały. Łatwo również jest wyjąć klocki po włożeniu. Jeżeli kiedyś będziecie kupować prezent dla rocznego dziecka – kupcie mu sorter kształtów.

20161118-dsc_2087
20161118-dsc_2089

Drewniany wózek do pchania Auto

Chcieliście zabawki do roku to macie:) Lilka sama miała fajny, ciężki wózek i uważam, że to naprawdę fajny prezent dla chodzącego dziecka. Warunek jest oczywiście jeden (dziecko musi samo chodzić) inaczej pcha wózek i ustawia stopy na zewnątrz. To auto wpadło mi w oko już dawno i jest świetną alternatywą dla wózków dziewczęcych.

Można tam wozić misia czy nawet przy asyście kogoś dorosłego w nim pojeździć (mam już w głowie obrazek jak Lilka pcha Jula w tym aucie;) A samo auto jest bardzo porządnie wykonane i jeżeli szukacie fajnego prezentu, czy na roczek czy na dwa lata to jest to super pomysł. Auto produkowane jest w Polsce- są jeszcze niebieskie i zielone.

20161121-dsc_2097
20161121-dsc_2101
20161121-dsc_2102
20161118-dsc_2094

Wpis powstał we współpracy ze sklepem Hoplik, który osobiście uwielbiam, bo zawsze tam znajdę jakiś niebanalny pomysł na prezent. Nie wiem czy pamiętacie, ale rok temu pokazywałam zabawki dla trzylatków z tego sklepu.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pół roku

Pół roku temu zawitałeś w naszej rodzinie. Kiedy pojawiłeś się na świecie było tak cudownie ciepło. Lepszego czasu nie mogłeś sobie wybrać. Moje ukochane piwonie zaczynały już puszczać pąki. Pamiętam jak poszłam z Tobą kupić je od babci, która stoi zawsze w maju przy Stacji PKP Ochota. Wcisnęłam jej pomięty banknot, więcej niż powiedziała, ale te kwiaty właśnie tyle były dla mnie warte. Kiedy położyłam je na Twoim wózku to pomyślałam, że są od Ciebie. Moje ukochane kwiaty od mojego kochanego synka.

Całą drogę powrotną płakałeś wniebogłosy. Biegłam do domu żeby móc szybko Cię nakarmić. Byłeś wtedy taki malutki…

Minęło już pół roku, a ja nawet nie wiem kiedy to minęło – za szybko jakoś. Nie wyczekuję z niecierpliwością kolejnych kroków milowych, delektuję się tym co jest teraz. Pierwsze trzy miesiące właściwie przespałeś. Nawet jedną całą noc. Ogłosiłam wtedy światu: „Hura, moje dziecko przespało noc”- to był pierwszy i ostatni raz.

Kiedy nie spałeś to płaczem oznajmiałeś, że jesteś. I my to przyjmowaliśmy. Któregoś dnia Tata wziął Ciebie na poważną męską rozmowę i powiedział Ci: „Chłopaku, nie możesz tak tylko płakać i płakać.

Zobacz, wszyscy są- jest Mama, która Cię nosi i karmi, jest Siostra, która Cię zabawia kiedy nie śpisz i nakręca karuzelę.” A Ty spojrzałeś na niego swoimi granatowymi oczami i chyba zrozumiałeś, bo od tamtej pory płakałeś jak tylko czegoś bardzo potrzebowałeś.

Przez te 6 miesięcy dużo się zmieniło, podwoiłeś swoją masę urodzeniową i wyrosło Ci już 6 zębów. Stoisz pewnie na czworakach i próbujesz siadać. Na Twojej głowie jest już kilka guzów. Za to i ja przepraszam.

A co lubisz? Nasze towarzystwo: pewne ramiona Taty, zapach Mamy i wygłupy Siostry.

Twoim ulubionym daniem nadal jest mleko.

Najlepiej bawisz się po godzinie 21. Doskonalisz wtedy wszystkie nabyte umiejętności. Ulubioną książką jest ta, w której są zdjęcia dzieci – śmiejesz się przy niej na głos. Śpisz w dzień w swoim łóżeczku, a w nocy lubisz być przy Mamie.

Kiedy jesteś już zmęczony albo zirytowany wychodzeniem czterech zębów lubisz być noszony w chuście lub w nosidle. To nasza ostatnia deska ratunku.

Eksplorujesz otoczenie wszystkimi zmysłami. Ostatnio bardzo zwracasz uwagę na dźwięki. Delikatna melodia pozytywki potrafi zająć Cię na długo. Lubisz z wirtuozerią walić rączką w klawisze kolorowego pianinka siostry. Może będziesz muzykiem? Chociaż nie, interesują Cię wszystkie urządzenia elektryczne w domu i Tata nazywa Cię Inżynierem.

Ten czas płynie tak szybko. Łapię te momenty i próbuje zapamiętać. Dziś skreślam kilka słów dla Ciebie i archiwizuję zdjęcia z tego okresu, bo przy ciągłych zmianach sprzętu lubią nam się zagubić.

20160508-dsc_6860
20160508-dsc_6850
20160508-dsc_6869
20160516-dsc_6988
20160516-dsc_6991
20160516-dsc_6993
20160516-dsc_7012
20160520-dsc_7068
20160619-dsc_8123
20160619-dsc_8146
20160619-dsc_8150
20160619-dsc_8162
20160619-dsc_8170
20160619-dsc_8179
20160812-dsc_9530
20160616-dsc_8081
20160606-dsc_7720
20160708-dsc_8705
img_2486
img_2501-2
img_2513
20160708-dsc_8722-2
20160710-dsc_8966
20160710-dsc_8978-2
20160714-dsc_9034
20160723-dsc_9151
20160701-dsc_8551
20160623-dsc_8382
_mg_0916
20160826-dsc_9821-2
20161023-dsc_0905
20160818-dsc_9624

Kochany nasz:)

A tu dla porównania Lilka w tym wieku 🙂

dsc1835-199x300
dsc1821-300x199

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Rozszerzanie diety niemowlaka – papki czy BLW?

  • BLW
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [9]

Rozszerzanie diety niemowlaka jest tematem, który potrafi przysporzyć rodzicom wielu trosk. Wielu pediatrów zaleca dość wczesne rozszerzanie diety, a sklepowe półki zapełnione są produktami zachęcającymi do urozmaicania repertuaru posiłków już od 4 miesiąca życia dziecka…

Autorką wpisu jest Marta Byszko – neurologopeda i pedagog specjalny, prywatnie mama 5-miesięcznej Ady

W internecie znalazłam nawet informację, że śliniące się i wkładające przedmioty do buzi dziecko jest gotowe na naukę jedzenia. Czy warto poczęstować pierwszym słoiczkiem 4 miesięcznego bobasa, który z zaciekawieniem śledzi trasę łyżki do buzi jedzącego rodzica i słodko się oblizuje?


Spróbuję w skrócie opisać fizjologię procesu przyjmowania i połykania pokarmu u osoby dorosłej.

Pierwszym etapem jest odgryzienie kawałka pożywienia, potem zmieszane go ze śliną oraz żucie ruchem okrężnym. Następnie uformowany kęs trafia na tylną ścianę gardła i uruchamia odruch połykania. Odruch ten unosi do góry krtań, która zamyka wejście do dróg oddechowych uniemożliwiając zadławienie. Jedzenie trafia do przełyku, a potem dzięki ruchom robaczkowym przesuwane jest do żołądka.

Jak to się ma do rozszerzania diety niemowlaka?

Tak, że najbliższe naturze byłoby rozpoczęcie rozszerzania diety, gdy maluch będzie w stanie oddzielić kęs i bezpiecznie go połknąć (a jest to możliwe tylko wtedy, gdy jesteśmy spionizowani i krtań efektywnie zamyka wejście do drzewa oskrzelowego).

Wiele z Was już się domyśla, że to właśnie metoda BLW  w największym stopniu odwzorowuje i stymuluje naturalny rytm rozwoju umiejętności jedzenia. Ponadto daje możliwość samodzielnego doświadczania struktur i smaków, kształtowania poczucia sprawstwa, regulowania ilości spożywanego jedzenia/łaknienia i, co moim zdaniem jest bardzo ważne, bycia pełnoprawnym uczestnikiem domowych posiłków- nie karmionym, siedzącym przy stole, jedzącym to, co rodzice i ilości, których potrzebuje.

Z logopedycznego punktu widzenia metoda BLW  sprzyja kształtowaniu się sprawności aparatu artykulacyjnego – warto wiedzieć, że sposób przyjmowania pokarmu i jego struktura mają ogromny wpływa na rozwój mowy, ponieważ w obu czynnościach biorą udział te same narządy i grupy mięśni.

Czy w związku z tym należałoby zupełnie zrezygnować z miksowanego pożywienia?

Czy rodzice popełniają błąd podając papkę dziecku? Jako logopeda powinnam napisać, że tak. Konsystencja papki raczej nie jest spotykana w naturze, utrudnia stymulowanie sensoryczne i trenowanie mięśni aparatu artykulacyjnego. Z całą pewnością można stwierdzić, że ZBYT DŁUGIE przyjmowanie produktów w postaci papki i nie wprowadzanie pokarmów stałych negatywnie wpływa na rozwój narządów artykulacyjnych i mowy dziecka.

Będąc od niedawna mamą doszłam do wniosku, że kluczową kwestią w rozszerzaniu diety jest gotowość dziecka i rodzica (!).

Niektóre dzieci nie potrafią jeszcze po przekroczeniu magicznego 6 miesiąca siedzieć, a mimo wszystko wykazują ogromne zainteresowanie jedzeniem. Niektórzy rodzice czują się bezpieczniej podając dziecku posiłek ze słoika, ponieważ produkt pochodzi z ekologicznych upraw/ ich dziecko mało przybiera na wadze i chcieliby wiedzieć, ile dokładnie zjada. Powodów może być wiele i nie warto ich oceniać, ponieważ każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. W pewnych sytuacjach słoiczki są przydatne, wygodne i dzieci je lubią. Sama także chętnie jem kremowe zupy, a w myśl zasady, że różnorodność sprzyja rozwojowi zapewne poczęstuję swoje dziecię miksem dyni i ziemniaczka.

Zawsze jednak warto pamiętać o zachowaniu odpowiednich wytycznych dotyczących proporcji i ram czasowych:

⁃ zgodnie z zaleceniami WHO rozszerzanie diety powinno nastąpić po ukończeniu 6 miesiąca życia- wcześniej układ pokarmowy i prawdopodobnie immunologiczny niemowlęcia nie są gotowe na przyjmowanie innych pokarmów, niż mleko. To, że dziecko wkłada przedmioty do buzi, ślini się, wyciąga rączki po jedzenie nie oznacza, że jest gotowe na rozszerzanie diety!

⁃ przez pierwszy rok życia dziecka podstawą jego diety jest mleko, reszta- stopniowo, coraz większym, ale nadal dodatkiem. Zmiana proporcji (tzn. na początku rozszerzania diety zastępowanie karmienia piersią/mlekiem sztucznym „obiadkiem”) może doprowadzić chociażby do zatrzymania przybierania na wadze (pierwsze papki to zwykle warzywa, które nie są tak kaloryczne, jak mleko).

⁃ jeśli decydujemy się na wprowadzanie papek, nie zapominajmy o rozszerzaniu tego repertuaru o stałe pokarmy (nie mam tu na myśli „wyższych poziomów” słoiczka). Aby aparat artykulacyjny i mowa rozwijały się prawidłowo, NIEZBĘDNE jest do tego:

ODGRYZANIE, GRYZIENIE I ŻUCIE!

To właśnie te czynności stanowią najlepsze, codzienne i systematyczne ćwiczenie aparatu mowy.

⁃ niektóre dzieci mają tak wrażliwą jamę ustną, że nie ma mowy o jedzeniu stałych pokarmów/myciu zębów/wizycie u stomatologa/jakiejkolwiek stymulacji buzi. W takich sytuacjach zachęcam do konsultacji ze specjalistami – logopedą, terapeutą integracji sensorycznej, którzy pomogą za pomocą odpowiednio dobranego masażu odwrażliwić zaburzone sfery. Podawanie papek niestety zadziała tu na zasadzie błędnego koła i pogłębi problem.

⁃ kiedy dziecko jest w stanie samodzielnie rozdrobnić i połknąć pokarmym, postarajmy się, pożegnać miksowane jedzenie. Nie ma absolutnie potrzeby, aby uzębione, chodzące dziecko przyjmowało papki.

Jestem też zwolenniczką pozwolenia dziecku na kontrolowanie ilości przyjmowanego pokarmu

czy jest to papka czy ugotowany brokuł. Jedzenie dla większości z nas jest przyjemnością, ale wtedy, kiedy jemy kiedy chcemy, to, co chcemy, to, co lubimy i ile potrzebujemy.
A oto jak możemy wykorzystać produkty spożywcze do zabaw logopedycznych (propozycje dla dzieci w wieku przedszkolnym):

⁃ masaż jamy ustnej, tym, co dziecko lubi – konfiturą, miodem, pasztetem (ZAWSZE- od przodu jamy ustnej ku tyłowi, przed posiłkiem, np. ruchem kolistym). W trakcie masażu może wystąpić odruch zwracania, który także jest ćwiczeniem!

⁃ zlizywanie czubkiem języka ulubionego mazidła z: ust, zębów, wałka dziąsłowego za górnymi zębami, podniebienia (buzia otwarta szeroko!)

⁃ ściąganie czubkiem języka ryżu preparowanego z kącików ust (przykleja się na ślinę)

⁃ przyklejanie opłatka do podniebienia, ściąganie go językiem

⁃ przenoszenie płatków śniadaniowych za pomocą słomki (pamiętajmy, żeby były większe, od otworu w słomce, aby zapobiec wciągnięciu!)

mgr Marta Byszko

neurologopeda, pedagog specjalny, absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Od ponad 10 lat pracuje w przedszkolu integracyjnym, gdzie zajmuje się kompleksową diagnozą i indywidualną terapią logopedyczną dzieci przedszkolnych oraz wspieraniem edukacji i komunikacji dzieci ze spektrum autyzmu, autorka wpisów na blogu:

Objawy autyzmu

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis kliknijcie „Lubię to” lub udostępnijcie go swoim znajomym

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Różnimy się po to, by wzajemnie się uzupełniać

Nasza rodzina – cztery osoby, które mieszkają pod jednym dachem. Każdy jest inny i ma zupełnie różne potrzeby. Przedstawię Wam naszą krótką charakterystykę – poczynając od najmłodszego.

_mg_0807

Julian – mlekożerny niemowlak, który zaczyna się przemieszczać stylem gąsienicowym. Do pozostawionego na podłodze laptopa mknie z prędkością… ślimaka, czyli jak na jego możliwości ruchowe – bardzo szybko. Lubi wygłupy starszej siostry i swoje odbicie w lustrze.

Lilka – gadatliwa czterolatka. Obecnie interesuje się językiem chińskim i napisała już 10 listów do Mikołaja (a jest połowa listopada). Lubi jeść kisiel i wczoraj zrobiła awanturę, bo wypiłam cały sok z buraków.

Tata Daniel – miłośnik polskiej kuchni i dobrego wina. Pochłania książki w zastraszającej prędkości i robi to wszędzie, nawet nosząc Julka w chuście. Lubi żartować i wymyślać nowe słowa.

Mama Ania – gadżeciara i optymistka. Po wypiciu pierwszej kawy można z nią się nawet dogadać. Próbuje ogarniać rodzinną czasoprzestrzeń i czasem jej to wychodzi. Całe życie jest na diecie.

Nasza rodzina to miks charakterów – wstrząśniętych i wymieszanych. Każdy ma swoje upodobania i preferencje.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Książki dla dzieci

Szczepan Twardoch mówi, że najważniejsze w życiu są książki i dzieci. W takim razie półka z  książkami dla dzieci powinna być kompletowana z dokładnością. W dzisiejszym wpisie proponuję jej uzupełnienie o kilka nowości.

Wyjątkowo pojawią się również książki, na których się lekko zawiodłam.

„O, kapelusz” Jan Klassen wyd. Dwie siostry

dostępna tutaj

Książka autora „Gdzie jest moja czapeczka?”, która była jedną z naszych ulubionych. Miałam wobec niej wielkie wymagania i niestety… Nie podeszła mi do końca. Dwa żółwie znajdują kapelusz, jednemu i drugiemu w nim do twarzy.

Nie mogą zdecydować się do kogo będzie należał znaleziony fant. W końcu zapadają w sen. Jeden z nich zaczyna skradać się po kapelusz, a w tym czasie drugi śni  o tym, że każdy z nich ma swój kapelusz. Można tu się doszukiwać empatycznych wątków, jednak wg mnie są zbyt głęboko. Ilustracje również nie do końca spełniły moje oczekiwania.

20161112-dsc_1809
20161112-dsc_1811
20161112-dsc_1812
20161112-dsc_1813
20161112-dsc_1814
20161112-dsc_1816

„Czerwony Kapturek swoimi słowami” Sonia Chaine, Adrien Pichelin wyd. Entliczek

dostępny tutaj 

W końcu coś nowatorskiego na rynku. Czerwonego kapturka nie znamy jeszcze w oryginale, bo jeszcze nie znalazłam odpowiedniej wersji. Jednak bardzo nam się się spodobała książka Entliczka.

Na początku czytamy razem z dzieckiem streszczenie klasycznej bajki o Czerwonym kapturku, następnie sprawdzamy symbole na załączonej legendzie i… opowiadamy swoimi słowami co się wydarzyło.

Książka genialna dla dzieci, które mają trudności z budowaniem dłuższych wypowiedzi. Dzięki temu, że widzą symbole jest im łatwiej tworzyć historię. Naprawdę pod względem edukacyjnym jest rewelacyjna. Uczy logicznego myślenia w kreatywny sposób.

20161112-dsc_1818
20161112-dsc_1819
20161112-dsc_1820
20161112-dsc_1821
20161112-dsc_1823

„Król” Ewa Madeyska wyd. Dwie siostry

dostępna tutaj

I kolejne rozczarowanie. Pierwszą część Okularki uwielbiałyśmy za mądrą treść, wątek edukacyjny, humor itd. Kiedy zobaczyłam, że kolejna  jest dostępna, wzięłam ją bez wahania. Niestety, nie jest to mój klimat np. Frania mówi do niani, że jest głodna i chce jeść, a niania mówi do niej:  „Nie chcesz” (dialogi na zdjęciach). A później pojawiają się słowa, za którymi również nie przepadam. I owszem jestem za tym żeby czytać różne książki i rozmawiać na ich temat – to jednak „Król” nam się nie podoba.

20161112-dsc_1824
20161112-dsc_1829
20161112-dsc_1830
20161112-dsc_1831
20161112-dsc_1832
20161112-dsc_1833
20161112-dsc_1834

„Miś Uszatek” Czesław Janczarski wyd. Nasza Księgarnia

dostępna tutaj

Przepiękne wydanie Misia Uszatka. Prawie 300 stron przygód Misia i jego przyjaciół. Książka jest cudownie wydana – świetna na prezent.

20161112-dsc_1836
20161112-dsc_1837
20161112-dsc_1838
20161112-dsc_1839
20161112-dsc_1842
20161112-dsc_1843
20161112-dsc_1844

„Wirusy” Ewa i Natalia Karpińskie, wyd. Przygotowalnia

dostępna tutaj

Genialny pomysł na książkę. To niewielka encyklopedia wiedzy o wirusach powodujących choroby dziecięce. Zaciekawiła moją 4-latkę, która lubi tematy związane z ciałem człowieka. Ilustracje przedstawiające główne objawy chorób z nakładanymi foliami pomagają w identyfikacji choroby.

P.s. Nie wiem jak Wy, drodzy rodzice, ale ja prawie każdą wysypkę na ciele dziecka googluję;) Teraz sięgam po tę książkę.

P.s 2 Nie polecam zwolennikom ruchu antyszczepionkowego;)

20161112-dsc_1845
20161112-dsc_1846
20161112-dsc_1847
20161112-dsc_1848
20161112-dsc_1851
20161112-dsc_1852
20161112-dsc_1854
20161112-dsc_1855
20161112-dsc_1856

„Basia i zwierzaki” Zofia Stanecka i Marianna Oklejak wyd. Egmont

dostępna tutaj

Basia w zupełnie nowej formie – książka jest w twardej teczce, a obok załączone mamy papierowe zwierzaki do wycięcia i ozdobienia naklejkami. Wszystkim fanom Basi na pewno przypadnie do gustu.

A sama książka jest o przygotowaniach do świąt. Przeczytajcie poniżej moje ulubione zdania. Myślę, że jest doskonała na nadchodzący czas.

20161112-dsc_1857
20161112-dsc_1858
20161112-dsc_1859
20161112-dsc_1860
20161112-dsc_1861
20161112-dsc_1862
20161112-dsc_1863
20161112-dsc_1864
20161112-dsc_1865
20161112-dsc_1866
20161112-dsc_1869
20161112-dsc_1870

„Wielka księga Basi i Franka” Zofia Stanecka Marianna Oklejak wyd. Egmont

dostępna tutaj

Pierwsza część tej serii była dedykowana mniejszym dzieciom – pisałam o niej tu: Wielka księga Basi i Franka . Była to jedna z bardziej lubianych książek w naszym domu. Część druga jest również świetna z tym, że dla odrobinę starszych dzieci 3+ (wg mnie). Przygody Basi i młodszego brata Franka zaskakują jak zwykle! Opowiadania są przeplatane zgadywankami.

20161112-dsc_1871
20161112-dsc_1872
20161112-dsc_1873
20161112-dsc_1874
20161112-dsc_1875

„Jak przekręcać i przeklinać?” Michał Rusinek

dostępna tutaj

Uwielbiamy Wierszyki domowe i zachęcona kupiłam tę książkę. Autentycznie, dawno się tak nie śmiałam podczas czytania. Polecam szczególnie polonistom i miłośnikom gier słownych. Rymy Rusinka są niepowtarzalne i wciąż śmieszą.

Jedyne do czego bym się przyczepiła to rozmiar czcionki, bo w przygaszonym świetle jest nieczytelna. Książka składa się z 2 rozdziałów: Jak przekręcać? – o neologizmach i drugi: Jak przeklinać? – genialne! A nawet trochę pomoże nam zrozumieć frustracje dzieci.

Podoba mi się, że można dopisać również swoje słowa.

20161112-dsc_1876
20161112-dsc_1877
20161112-dsc_1878
20161112-dsc_1880
20161112-dsc_1883
20161112-dsc_1882
20161112-dsc_1886
20161112-dsc_1888
20161112-dsc_1889
20161112-dsc_1890
20161112-dsc_1891
20161112-dsc_1892
20161112-dsc_1893

„Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Wiersze.” Jan Brzechwa wyd. Nasza księgarnia

dostępna tutaj

Pięknie wydane wszystkie wiersze Jana Brzechwy. Bardzo fajny pomysł na prezent.

20161112-dsc_1896
20161112-dsc_1897
20161112-dsc_1899
20161112-dsc_1900
20161112-dsc_1905

„Na wsi” „Mali odkrywcy” „Alfabet” Alain Gree, wyd. Olesiejuk

dostępna tutaj

Seria, która pojawiła się ostatnio w dyskontach. Fajne, proste ilustracje i niekomplikowany tekst. Spodobały mi się, bo wyczerpują ciekawe tematy. Jednak mam kilka „ale”. O ile „Na wsi” i „Mali odkrywcy” są ok, to „Alfabet” już niekoniecznie.

Zwróćcie uwagę na stronę z „c”. Lepiej nie wprowadzać zamieszania i nie uczyć dzieci liter tylko głosek, czyli tak jak słyszą (chipsy są na „cz”, a nie na „c”, chleb jest na „ch”, a nie na „c”)

20161112-dsc_1906
20161112-dsc_1907
20161112-dsc_1908
20161112-dsc_1909
20161112-dsc_1910
20161112-dsc_1911
20161112-dsc_1912
20161112-dsc_1913
20161112-dsc_1914
20161112-dsc_1915

„Gry i zabawy z dawnych lat” Katarzyna Piętka wyd. Nasza księgarnia

dostępna tutaj

Świetnie wydana książka dla osób opiekujących się dziećmi (fajne na kolonie, obozy, do świetlicy). Kiedy nie chcecie kupować nowych zabawek, wystarczy zajrzeć do książki i znaleźć pomysł na zabawę.

Wiele z nich pochodzi z dawnych czasów. Swietny pomysł na odświeżenie naszych dawnych zabaw.

20161112-dsc_1916
20161112-dsc_1917
20161112-dsc_1918
20161112-dsc_1919
20161112-dsc_1920
20161112-dsc_1921
20161112-dsc_1922
20161112-dsc_1923
20161112-dsc_1924
20161112-dsc_1925

„Uwaga, nadchodzi Mała Mi” Runa i Sami Kaarla wyd. Egmint

dostępna tutaj

Sama uwielbiam Muminki, jednak moje dziecko nie podziela mojego entuzjazmu, więc znalazłam coś innego. Historia jest znacznie krótsza i z większą ilością ilustracji. Bardzo nam odpowiada ta forma.

20161112-dsc_1926
20161112-dsc_1927
20161112-dsc_1928
20161112-dsc_1929
20161112-dsc_1930

„W moim sercu. Księga uczuć” Jo Witek, Roussey Christine wyd. Mamania

dostępna tutaj 

Piękna książka o uczuciach. W bardzo prosty sposób możemy poznać różne emocje. Pomoże ona wielu dzieciom w nauce rozpoznawania emocji, a do tego jest pięknie zilustrowana.

20161112-dsc_1931
20161112-dsc_1932
20161112-dsc_1933
20161112-dsc_1934
20161112-dsc_1935
20161112-dsc_1936

„Jeżyk we mgle” Siergiej Kozłow, Jurij Norsztejn wyd. Sic!

dostępna tutaj 

Tę książkę musiałam fotografować w ukryciu, bo jest to prezent na Mikołajki. Sama okładka wpadła mi w oko i musiałam ją kupić. Nie zawiodłam się! Ta książka jest magiczna. Nie mogę się doczekać aż wręczę ją Lilce.

„Jeżyk we mgle to międzynarodowy bestseller oparty na rysunkach Franczeski Jarbusowej do kultowego rosyjskiego filmu animowanego Jurija Norsztejna z 1975 roku. Film ma swoich wielbicieli także w Polsce, głównie wśród dzisiejszych czterdziestolatków – za sprawą wyjątkowej plastycznej urody, ale też filozoficznej wymowy ukrytej pod urzekająco prostą treścią.

Tematem zarówno filmu, jak i książki są bowiem przygody Jeżyka, który wyrusza na spotkanie ze swym przyjacielem Niedźwiadkiem, aby razem z nim – jak co wieczór – liczyć gwiazdy. Po drodze niespodziewanie spowija go tajemnicza mgła, w której spotyka Konia, Psa, Puchacza oraz zagadkowego Kogoś.

Jeżyk we mgle bywał już interpretowany na sposób religijny, psychoanalityczny, a nawet jako metafora losu rosyjskich dysydentów, jednak żadna z interpretacji nie wyczerpuje bogactwa i piękna tej bajki, podbijającej serca dzieci i dorosłych na całym świecie.”

20161112-dsc_1937
20161112-dsc_1938
20161112-dsc_1939
20161112-dsc_1940
20161112-dsc_1941
20161112-dsc_1943

„Tata w sieci” Philippe de Kemmeter wyd. Muchomor

dostępna tutaj 

Krótka, fajnie zilustrowana książka o wirtualnym życiu – w dzisiejszych czasach bardzo potrzebna.

20161112-dsc_1944
20161112-dsc_1945
20161112-dsc_1946
20161112-dsc_1947
20161112-dsc_1948
20161112-dsc_1949
20161112-dsc_1951
20161112-dsc_1952

„Jezioro łabędzie” na motywach libretta do baletu Piotra Czajkowskiego wyd. Mamania

dostępna tutaj

Pięknie wydana książka dla odrobinę starszych dzieci. Trochę mroczna, ale bardzo interesująca przez wykorzystanie ażurowych ilustracji. Pobudza wyobraźnię i wprowadza w świat baśni. Również czeka na Mikołajki.

20161112-dsc_1955
20161112-dsc_1957
20161112-dsc_1958
20161112-dsc_1959
20161112-dsc_1961
20161112-dsc_1963
20161112-dsc_1967

„Jezus malusieńki” praca zbiorowa wyd. Jedność

dostępna tutaj  

W końcu udało mi się znaleźć książkę o Bożym Narodzeniu. Malutka książeczka wprowadza dzieci w historię Świąt. Wg mnie mogłaby być jeszcze mniej szczegółowa, ale i tak jest bardzo przyjazna dla małego czytelnika.

W połączeniu z drewnianą szopką to genialny prezent mikołajkowy.

20161113-dsc_1970
20161113-dsc_1971
20161113-dsc_1973
20161113-dsc_1974