kontakt i współpraca
13 miesiąc Lila skończyła już dawno. A właściwie to 26.X i wtedy też poznała Brunia. Tyle się działo, że muszę napisać tego posta, bo pójdzie w niepamięć.
Zacznę od spania… nic się nie zmieniło. Pobudka 1-2 razy w nocy i spanie od około 4 z nami. Od tygodnia Tata ewakuuje się na kanapę ok. 6, bo córka jak otworzy tylko oczęta widzi go, mówi „Tata” i chce się bawić. Jeżeli Taty nie ma to udaje mi się ją jeszcze trochę pogłaskać i dośpi do 7, no czasem nawet do 7.30. Ale jak jest Tata to nie ma zmiłuj… nawet o 5 była gotowa do zabawy.
Zęby – 12. Wyszły cztery czwórki. Trochę było przy tym jęków i stęków, ale Orajel jak zwykle łagodził sprawę.
Mowa: tu ruszyło najbardziej. W końcu Lili się może z nami dogadać. Pokazuje co chce i do tego werbalizuje swoje potrzeby.
A teraz fotki. Chciałam jej zrobić zdjęcia na fotelu trzymającą klocki z cyframi 1 i 3. Hahaha po sekundzie dziecko siedziało na podłodze i się bawiło klockami, których nie widziało miesiąc.
Mistrz 2-giego planu
A tu córka zadziwiła mnie maksymalnie. Nie widziała tych klocków od miesiąca, więc nie jest to umiejętność wyćwiczona. Jak gdyby nigdy nic ułożyła wieżę z 8 klocków!
Wczoraj byliśmy u Mili, Ani, Roberta, Kicioliny i Miszelki na imprezie. Towarzystwo było doborowe:) 10-cioro dzieci i prawie dwa razy tyle dorosłych. Jedzenie w stylu włoskim bardzo przypadło nam do gustu (krewetki z grilla mistrzostwo!!!).
Bawiliśmy się wyśmienicie. Dziękujemy za zaproszenie:).
le były pyszności! Zeżarłabym jeszcze grzaneczkę z grillowaną cukinią, suszonym pomidorem, serem kozim i rukolą:)
Pogoda nie sprzyja podwórkowym harcom, a my nie zamierzamy się nudzić w domu. Dziś robiłyśmy nasz pierwszy art prodżekt;) Lili się podobało, mi też. Co nam było potrzebne? Farby, taśma i worek strunowy.Myślę, że Lili już niedużo brakuje do Jacksona Pollocka.
Od dawna wiedziałam, że właśnie tą metodą będziemy rozszerzać dietę. Dlaczego? Otóż, wydaje mi się najbardziej naturalna, stosunkowo tania i prosta. Zaczęłam od przeczytania książki Gill Rapley „Bobas lubi wybór”. Zabierając się za lekturę już wiedziałam na czym to polega, natomiast chciałam uniknąć błędów. Naprawdę polecam tę lekturę osobom, które się zastanawiają w jaki sposób rozszerzać dietę. Zaczęłam od zakupu odpowiednich gadżetów. Pierwszy must have: krzesło Antilop z Ikei. Łatwo się myje, szybko składa i tanie jak barszcz. Kupiliśmy dwa. Jedno jest u nas, drugie u babci. Często też je zabieramy jak jedziemy „w gości”. Lilka je bez tacki, na stole. Druga rzecz: 2 śliniaki z rękawami i gumką na mankietach. Te ikeowskie nie dały rady, bo jedzenie wpadało do rękawa. Jak będziecie zainteresowani wyszukam jakiś link i wrzucę. Co jeszcze? Kubek doidy – kolejny gadżet. Kosztuje swoje, ale warto. Polecam szczególnie dzieciom nie butelkowym.
No i tyle. Żadne miski, łyżki sztućce nie są potrzebne.Pewnie zapytacie czy się bałam. Bałam się maksymalnie. Przy pierwszych gryzach ja sama gryzłam paznokcie z nerwów. A czego? No jak to czego? Zadławienia! (ten kto zna metodę ten będzie wiedział, że zakrztuszenie to nic poważnego). Jak się chwilę później okazało zupełnie niepotrzebnie. Lila sobie bardzo dobrze radziła.
Wtedy jak dziecko samo siedzi. Lila siedziała sama jak miała 6 miesięcy (czyli proponowany wiek do zaczęcia BLW przez autorki). Natomiast usiadła sama z czworaków jak miała 7. Przez pierwszy miesiąc nie sadzałam jej w krzesełku tylko u mnie na kolanach. Jak tylko sama usiadła to przesadziłam ją do Antylopki.
Zapytacie pewnie co takiego dawałam jej na początku. Popełniłam duży błąd i zaczęłam od marchewki. Pierwsza myśl jaka przychodzi o jedzeniu dla 6-miesięcznego berbecia to oczywiście marchew. Nic bardziej mylnego. Marchew ugotowana/ugotowana na parze jest sprężysta i może spowodować wyżej wymienione zadławienie. Dlatego nie polecam takich rarytasów na początek. Zdecydowanie lepsze są brokuły. Jak zaczynałyśmy był marzec, czyli martwy okres na warzywa/owoce. Dlatego kombinowałam jak mogłam. Sporo miałam rzeczy pomrożonych np. dynię. Miałam też ziemniaki, marchew i pietruszkę uprawianą bez nawozów. Później przyszła wiosna i okres na warzywa. Przez cały okres naszego blw podawałam owoce sezonowe, najczęściej od rodziny.
Teraz Lila ma 13 miesięcy i je dosłownie wszystko. Czasem ma większy apetyt, czasem mniejszy, ale widzę, że ta metoda przyniosła świetne efekty. Powoli zaczyna jeść sztućcami, na podłodze jest coraz mniej jedzenia, a ona naturalnie odstawia się od piersi (obecnie je raz w dzień i 2 razy w nocy).
Aha, jeszcze słowo o Doidy cup. Zaczęła pić z tego kubaska jak miała sześć miesięcy. Na początku sama go trzymałam i powolutku przechylałam. Teraz Lila sama to robi. Świetny widok.
Co do zadławień… Nigdy nie było sytuacji, że musiałam interweniować. Lila sobie sama radziła z odkrztuszaniem. Czyli nie taki wilk straszny…
No w końcu udało się przenieść w real nasze pogaduchy.
Miejsce: Podlasie
Czas: ubiegły weekend
Obecni(w porządu alfabatycznym): liliija z familą, olgaiokolice z familią, otymonie z familią W ciągu dwóch dni spotkałyśmy się dwa razy. To znaczy, że w sobotę nie było drętwo;) Haha
Reportaż oddaje w pełni klimat tych dwóch mitingów.
Fot jest sporo, wybaczcie;)
Chyba zaiskrzyło? Nie, Brunio uśmiecha się do Lili…ciastka
P.S. Mamy nadzieję, że ciąg dalszy swatów nastąpi;)
Kiedy zbliżały się Lili pierwsze urodziny zaczęłam myśleć co by tu jej kupić/zrobić na prezent od nas. Niektórzy kupują zabawki, pojazdy, naszyjniki z brylantami, a nawet zakładają konto w banku.
A my poszliśmy w innym kierunku. Znajoma mojego D. jest znaną malarką. Kiedy pokazał mi jej obrazy zaniemówiłam z wrażenia. Są takie realne, świeże, kolorowe, jak zdjęcia. Nie znam się na sztuce, ale jak coś mi się spodoba to koniec.
Postanowiliśmy córce na rok zamówić dzieło. Dzieło sztuki. Troszkę musieliśmy poczekać i jest. Jak otwierałam paczkę to aż wstrzymałam oddech. Jest piękny. W realu robi jeszcze większe wrażenie. Myślę, że Lila będzie miała świetną pamiątkę. Jeżeli bylibyście zainteresowani to Paulina maluje obrazy też na zamówienie.
Oto „Figa z makiem” by Paulina Steliga:
A tu obraz, który podoba mi się barrrrrrdzo:
Ależ na to czekałam. Od początku miałam cichą nadzieję, że Li zacznie chodzić jesienią. Wyobrażałam sobie, że chodzimy po parku, szuramy nogami w liściach i łapiemy ostanie ciepłe dni chodząc.
Tak, CHODZĄC. Lili chodzi. Drepcze. Tupie. Nasze spacery wyglądają teraz tak: ja wygięta trzymam ją jedną ręką, a drugą pcham wózek. Zatrzymujemy się co chwilę, bo zauważy coś interesującego. Dziś bardzo ją zainteresował papier po prince polo, Leżał na trawie i błyszczał.
Lubię spacery na nowo!
Imprez było 3, a świętowaliśmy 1 roczek Lilci. Było wspaniale. Jeszcze raz dziękujemy za to, że byliście z nami! A teraz fotoreportaż:
Jest godzina 5 w nocy (dla mnie to nie jest rano), jest jeden dzień po planowanym terminie. Budzi mnie lekkie pobolewanie brzucha. Wczoraj zjadłam na kolację dużo (dużo za dużo) sushi. Stwierdziliśmy z D., że to pewnie jedne z ostatnich wyjść do restauracji w najbliższym czasie, więc trzeba to wykorzystać.
Idę do toalety i tak sobie myślę, że jednak przesadziłam z ilością sushi. Wracam do łóżka i nie mogę zasnąć. Leżę i czuję, że brzuch mnie nadal pobolewa. Zamykam oczy i myślę… A może to dlatego, że wzięłam się za porządkowanie łazienki wczoraj i coś sobie naciągnęłam. Wyszorowałam nawet fugi szczoteczką.
Dopiero po jakimś czasie do mnie dociera, że ból pojawia się i znika.”Hmm może to skurcze?” -pomyślałam. W ajpodzie mam aplikację do pomiarów częstotliwości. Człapie (dosłownie) po niego do salonu. Odpalam i zaczynam być lekko przerażona. Ból pojawia się co 5 min i trwa 30 s. O kurczę!!! Ja chyba zaczynam rodzić.
Postanowiłam za mocno się nie emocjonować, bo bardzo bym była rozczarowana gdyby się okazało, że to nie to. Dzwonię do mojej położnej Joanny Radomskiej i informuję, że coś się dzieje, ale nie wiem czy to poród. Pani Joanna spokojnie pyta o szczegóły, a ja spokojnie (o dziwo!) mówię: Co 4-5 min skurcz 30 s. Położna radzi mi wziąć kąpiel i zadzwonić za pół godziny. Wchodzę do wanny, nalewam wodę, jestem w stanie euforycznym (tak, to dobre słowo). Barrrrdzo się cieszę.
Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Nie wiem już czy myję się szamponem czy żelem. Jest mi to obojętne. Nie mogę się CIEBIE doczekać i tak bardzo chcę żeby to wszystko się nie cofnęło.
Nadal czuję lekkie pobolewanie brzucha. Mierzę: co 3 min 30 sek. Myślę sobie, że to chyba często . Dzwonię do położnej. Ona mówi, że się zaczęło. Jeżeli byłby to fałszywy alarm to po kąpieli wszystkie objawy by ustąpiły. Cieszę się niezmiernie, że to już. Jednak Pani Joanna ma dla mnie złą wiadomość. W szpitalu nie ma miejsc.
Jako, że mamy bardzo blisko postanawiamy przeczekać w domu. Położna daje kilka wskazówek jak spędzić ten czas. Idę do kuchni jem śniadanie. Robię kanapki do szpitala dla D. Pamiętam tą sytuację jakby to było wczoraj. Stoję w kuchni, robię kanapki. Wstaje D. Ja mówię: „Zaczęło się”. On zaspany: „Ale co?” Ja: ” No jak to co?! Poród” a On: „I Ty tak spokojnie kanapki robisz?”.
Haha, no a co mam robić? Dopakowaliśmy torby, siedzimy w salonie. Ja się bujam na piłce D. siedzi na kanapie. Czekamy na tel. od Pani Joanny. Dzwoni i mówi, że o 9.20 mamy się spotkać w szpitalu. Zbieramy 4 torby i idziemy do auta. Ja już mam takie skurcze, że jak idę to muszę się na chwilkę przytrzymać. Na przejściu dla pieszych też:) Przyjeżdżamy do szpitala. Pani Joanna mnie bada mnie i mówi, że jest super! 5-6 cm. Myślę spoko, jak tak będzie to w ogóle bomba. Jest tylko jeden problem. Nadal nie ma wolnej sali. jesteśmy na IP. Pani Joanna idzie na górę sprawdzić jak sytuacja z obłożeniem porodówek.
Wraca i mówi, że za 15 min jedna będzie wolna. Myślę uffff, ulżyło mi. Idę na ktg. W końcu rysują się skurcze (a można nawet powiedzieć, że to były już skurczybyki). W pokoju pielęgniarek 3 kobiety też pod aparaturą. Każda po terminie. Patrzą na mnie z zazdrością. Ja siedzę i się uśmiecham. To już dziś! Dziś CIĘ zobaczę, dziś CIĘ przytulę, dziś już będziesz z nami.
Przychodzi Pani Joanna i pytam ją co z ewentualnym zzo. Ona mówi do mnie tak: „Pani Aniu, jeżeli Pani stoi sobie tutaj ze mną i sobie gadamy, śmiejemy się to Pani nie jest w ogóle potrzebne znieczulenie.” Ja w szoku, ale dodało mi to takiego powera, że dam radę. Na IP jest bardzo gorąco, mimo tego, że jest koniec września jest upał, a do tego tłok. Przenosimy się do nocnego garażu dla karetek. Jest tam spokojnie, cicho i chłodno. Jemy kanapki, gadamy.
Pani Joanna przychodzi i mówi, że ma złe wieści. Przyjechała ciężarna z bardzo wysokim ciśnieniem i poszła do tej mojej sali. Musimy jeszcze czekać. Położna robi co może. My siedzimy dalej i czekamy. Do nikogo nie dzwonimy, nie piszemy. Nie chcemy żeby się denerwowali. Skurcze już dość mocno bolą. Dzwoni mój tel. Patrzę „Mami”. „Ale ma intuicję”- myślę. Odbieram i spokojnym tonem mówię, że rodzę. Niech się modli i się odezwiemy później. Za bardzo nie pamiętam, co do mnie mówiła.
W końcu położna przybiegła z góry z informacją, że zwolniła się sala. Jedziemy na górę. Wchodzimy „Prawie jak w Marriocie”- myślę sobie:) Sprzątaczki porządkują po poprzedniej pacjentce. Jest godzina 11.30. 8cm. Tak od 8cm do 10 nie bardzo pamiętam co się działo.
Pamiętam tylko, że ciągle tylko myślałam o tym, że już za chwilę się spotkamy. D. mnie wachlował, bo było mi duszno. Po jakimś czasie Pani Joanna mówi, że to już czas, Lilka zaraz się urodzi. W radio leci Gangam style. Pani Joanna mówi: „Jest główka”. D. krzyczy ” Tylko nie na Gangam style”. Za późno. Jest godzina 13.55. Lila jest z nami. Ma 57 cm i waży 3800 kg. Leży u mnie na brzuchu. Kocham ją.
Kocham ją całym sercem od 19.01.2012r. /wtedy zrobiłam test/. Minął rok. A wszystkie te wydarzenia pamiętam jakby to było wczoraj. Cały ten dzień czułam się jakbym była na haju. Ale teraz już wiem, że to były hormony. Hormony szczęścia. Szczęście które trwa i będzie trwało już zawsze. Tak się zmieniałaś przez te wszystkie miesiące:
1 miesiąc
2 miesiąc
3 miesiąc
4 miesiąc
5 miesiąc
6 miesiąc
7 miesiąc
8 miesiąc
9 miesiąc
10 miesiąc
11 miesiąc
12 miesiąc
Nie tylko jesień stawia pierwsze kroki na ziemi. Lila dwa tygodnie temu też zrobiła swój pierwszy krok. Codziennie nieśmiało próbuje się przemieszczać. Robi to bardzo ostrożnie i uważnie. W moich oczach radość i przerażenie jednocześnie. Znając Lilkę za 2 tygodnie już będzie biegać, a za 3 jeździć na hulajnodze. Taka nasza córa. Żywe srebro.
Wczoraj wyrzuciła na spacerze czapkę do kałuży i próbowała zjeść kasztana. Lily the explorer.
Każdy mówi, że Lili to cały Tata. Trochę mi przykro z tego powodu. Często szukam między nami podobieństw. Na dzień dzisiejszy widzę tylko, że Lili ma moje usta iii charakter, albo tzw. „charakterek”. Oj u mnie dziewczyna postawić na swoim:)
Dokopałam się do naszych zdjęć z dzieciństwa. Może chociaż wtedy była do mnie podobna?
Na tym zdjęciu jesteśmy w podobnym wieku. I to tyle z podobieństw…
Ale za to jak sie dokopałam do zdjęć Daniela to aż się zaśmiałam… U dziadka siedzi jak żywa moja Lila!!!
No to zagadka rozwiązana. A miała być uroda po mamusi, a charakter po tatusiu. A wyszło…
Uwaga! Zaczęło sie odliczanie . Za dni parę już moja córka nie bedzie niemowlakiem (smuteczek).
Przez to, że poprzedniego posta napisałam z dość dużym opóźnieniem lista nowych skilsów nie jest mocno imponująca.
P.S. Pozowanie na tzw. „ściance” mam w małym palcu:)
Lila jest melomanem od małego (jakby już dorosła była:). Jak tylko słyszy muzykę tańczy i kląska językiem. Kiedyś bardzo lubiła klasyka „Ona tańczy dla mnie”, ale to było wtedy kiedy była jeszcze mała;)
Obecnie słucha trochę bardziej ambitnych kawałków.
Top lista wg Lily
Na początku sierpnia odwiedziliśmy naszych bratanków Węgrów. Wyjazd udał się znakomicie. Lila nauczyła się tam udawać psa. Auauauauau to teraz również gołąb, no i pluszowy miś też.
To temperatura wody, temp powietrza była niższa o jeden stopień.
Ulubiona zabawka Lili- Giena przywieziony z Krety.
Platan
Baby arbuz
Żyrandol w winiarni
Przez rozjazdy dopiero udało mi się zrobić fotki na dekadę.Kilka faktów o mnie:
Mam nadal osiem zębów.Naśladuję psa: ałałałałałJak coś upadnie lub zrzucę (druga opcja bardziej prawdopodobna) mówię „bam”.Chodzę z krzesełkiem i się na nie wspinam. Karmię mamę kiedy mnie o to prosi „daj niam niam”.Tańczę.Kląskam językiem.Nie przespałam jeszcze żadnej nocy odkąd się urodziłam.Nie interesują mnie żadne zabawki.Lubię jeść makaron.Pomagam mamie wieszać pranie.Lubię chodzić przez tunele (choćby z mamy nóg).Tak się obecnie prezntuję:
26-go czerwca obchodziłyśmy osiemnastkę. Osiemnaście miesięcy Lila jest z nami. 9 miesięcy w realu. Przez osiemnaście miesięcy nie było ani jednej godziny podczas której bym o NIEJ nie myślała.
Wywróciłaś nasz świat do góry nogami. I tak jest najlepiej.W tym miesiącu działo się, oj działo:
Większość z wyjazdu