Cookie monster

  • DOM
  •  komentarze [31]

Pewnie myśleliście, że poprzedni wpis o zdolnościach kulinarnych Lili to było czcze gadanie (a raczej pisanie). Ha! O to dowód! Lili zrobiła ciacha, no a ja jej tylko troszkę pomogłam.

Zdradzę Wam też pewien sekret… W naszej rodzinie jest jeden Ciasteczkowy potwór… Dlatego często i gęsto coś słodkiego gości na naszym stole. Najczęściej są to zdrowe słodycze bez cukru, a czasami z niewielkim dodatkiem brązowego. Jedne z ulubionych to ciasteczka owsiane z bloga jadłonomia.com

A tak serio Lili zjadła 2 kęsy i wyrzuciła ciastko, bo nie przepada za słodkim. Za to ja jestem tytułowym potworem. Pozdrawiam, znad korzennej herbaty i ostatniego owsianego ciasteczka:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

No i my na fejsie

  • DOM
  •  komentarze [3]

Zapraszamy! strona nebule na Facebook! Tadą!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ostatnie pomruki jesieni

We wtorek ma spaść śnieg. Dramat! Już widzę Lilkę przewracającą się w brudnym śniegu. Jak my wytrzymamy do wiosny?!?!? Tymczasem oglądałam dziś sanki, bo musimy jakoś rę zimę oswoić. 

Zamieszczam nasze foty spacerowe żeby może jakoś odstraszyć ten chłód.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

100 tysięcy

W końcu dobiliśmy do magicznych 100 tysięcy wyświetleń. Bardzo nam miło, że do nas zaglądacie. Dołączam filmik, na którym Lili robi szoł. I tak co kolacje mam 100 tysięcy uśmiechów, śmiechów, chichotów i rechotów.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Co, gdzie, jak z dzieckiem w Warszawie – Pompon

Jest w wawie kilka miejsc, które lubimy i często odwiedzamy. Fajnie, że niektóre mają udogodnienia dla maluchów. Jednym z naszych top of the top jest Pompon. Napiszę o nim kilka słów. Znajduje się na warszawskiej Woli. Urządzony z ogromnym smakiem. Po pierwsze wystrój. Jest rewelacyjny. Piękne obrazki na ścianach, na które miło się patrzy. Po drugie przepyszne jedzenie. Tamtejsza kuchnia bardzo nam smakuje, bo D. znajdzie tam bardzo pikantne curry, a ja dla nas pyszny rosół i gnocchi. Na deser beza Pavlova. No niebo w gębie. Dla starszych dzieci są nawet lizaki z ksylitolem. Wszystko przemyślane, świeże, kolorowe i przede wszystkim smaczne. 

Trzecia sprawa, sala zabaw. Wyposażona w niebanalne w większości drewniane zabawki (raczej nie znajdziemy tam fiszer prajsa). Wielki plus za zabawki sensoryczne! Dla mamy – terapeutki aż się gęba uśmiechała jak pierwszy raz tam weszła. Huśtawka no podwiesiach, rewelacja! Drewniane zjeżdżalnie również cieszą oko. Dla dzieci niechodzących jest „zagródka” przy stolikach wyposażona w zabawki i tablice sensoryczne. O krzesełkach do jedzenia i przewijakach nawet nie będę pisać, bo to oczywistość. W łazience jest nawet zwykła suszarka jakby dziecko się oblało. Każdy znajdzie coś dla siebie: dla starszych dzieci jest nawet ps3 i Wii.

Dla mamy jest  miniSpa. A dla całej rodziny jest sklepik z ładnymi zabawkami i książkami (tam zakupiliśmy naszą Czereśniową i macaliśmy zabawki B.toys, które powaliły nas na kolana). Jedyny minus jest taki, że nie tylko my kochamy Pompona. Zazwyczaj są tam tłumy i nie dość, że nie ma gdzie zaparkować to w środku jest bardzo gęsto. A tu foty z naszych wypraw pomponiastych:

Mila&Zygi:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Lili u Mili

Wczoraj byliśmy u Mili, Ani, Roberta, Kicioliny i Miszelki na imprezie. Towarzystwo było doborowe:) 10-cioro dzieci i prawie dwa razy tyle dorosłych. Jedzenie w stylu włoskim bardzo przypadło nam do gustu (krewetki z grilla mistrzostwo!!!).

Bawiliśmy się wyśmienicie. Dziękujemy za zaproszenie:).

le były pyszności! Zeżarłabym jeszcze grzaneczkę z grillowaną cukinią, suszonym pomidorem, serem kozim i rukolą:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Liliija & olga i okolice & o tymonie

No w końcu udało się przenieść w real nasze pogaduchy.

Miejsce: Podlasie

Czas: ubiegły weekend

Obecni(w porządu alfabatycznym): liliija z familą, olgaiokolice z familią, otymonie z familią W ciągu dwóch dni spotkałyśmy się dwa razy. To znaczy, że w sobotę nie było drętwo;) Haha

Reportaż oddaje w pełni klimat tych dwóch mitingów.

Fot jest sporo, wybaczcie;)

 Chyba zaiskrzyło? Nie, Brunio uśmiecha się do Lili…ciastka

P.S. Mamy nadzieję, że ciąg dalszy swatów nastąpi;)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Figa z makiem

Kiedy zbliżały się Lili pierwsze urodziny zaczęłam myśleć co by tu jej kupić/zrobić na prezent od nas. Niektórzy kupują zabawki, pojazdy, naszyjniki z brylantami, a nawet zakładają konto w banku.

A my poszliśmy w innym kierunku. Znajoma mojego D. jest znaną malarką. Kiedy pokazał mi jej obrazy zaniemówiłam z wrażenia. Są takie realne, świeże, kolorowe, jak zdjęcia. Nie znam się na sztuce, ale jak coś mi się spodoba to koniec.

Postanowiliśmy córce na rok zamówić dzieło. Dzieło sztuki. Troszkę musieliśmy poczekać i jest. Jak otwierałam paczkę to aż wstrzymałam oddech. Jest piękny. W realu robi jeszcze większe wrażenie. Myślę, że Lila będzie miała świetną pamiątkę. Jeżeli bylibyście zainteresowani to Paulina maluje obrazy też na zamówienie.

Oto „Figa z makiem” by Paulina Steliga:

 

 

 

A tu obraz, który podoba mi się barrrrrrdzo:

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

26.09.2012 r.

Jest godzina 5 w nocy (dla mnie to nie jest rano), jest jeden dzień po planowanym terminie. Budzi mnie lekkie pobolewanie brzucha. Wczoraj zjadłam na kolację dużo (dużo za dużo) sushi. Stwierdziliśmy z D., że to pewnie jedne z ostatnich wyjść do restauracji w najbliższym czasie, więc trzeba to wykorzystać.

Preludium

Idę do toalety i tak sobie myślę, że jednak przesadziłam z ilością sushi. Wracam do łóżka i nie mogę zasnąć. Leżę i czuję, że brzuch mnie nadal pobolewa. Zamykam oczy i myślę… A może to dlatego, że wzięłam się za porządkowanie łazienki wczoraj i coś sobie naciągnęłam. Wyszorowałam nawet fugi szczoteczką.

Dopiero po jakimś czasie do mnie dociera, że ból pojawia się i znika.”Hmm może to skurcze?” -pomyślałam. W ajpodzie mam aplikację do pomiarów częstotliwości. Człapie (dosłownie) po niego do salonu. Odpalam i zaczynam być lekko przerażona. Ból pojawia się co 5 min i trwa 30 s. O kurczę!!! Ja chyba zaczynam rodzić.

Akt I

Postanowiłam za mocno się nie emocjonować, bo bardzo bym była rozczarowana gdyby się okazało, że to nie to. Dzwonię do mojej położnej Joanny Radomskiej i informuję, że coś się dzieje, ale nie wiem czy to poród. Pani Joanna spokojnie pyta o szczegóły, a ja spokojnie (o dziwo!) mówię: Co 4-5 min skurcz 30 s. Położna radzi mi wziąć kąpiel i zadzwonić za pół godziny. Wchodzę do wanny, nalewam wodę, jestem w stanie euforycznym (tak, to dobre słowo). Barrrrdzo się cieszę.

Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Nie wiem już czy myję się szamponem czy żelem. Jest mi to obojętne. Nie mogę się CIEBIE doczekać i tak bardzo chcę żeby to wszystko się nie cofnęło.

Nadal czuję lekkie pobolewanie brzucha. Mierzę: co 3 min 30 sek. Myślę sobie, że to chyba często . Dzwonię do położnej. Ona mówi, że się zaczęło. Jeżeli byłby to fałszywy alarm to po kąpieli wszystkie objawy by ustąpiły. Cieszę się niezmiernie, że to już. Jednak Pani Joanna ma dla mnie złą wiadomość. W szpitalu nie ma miejsc.

Akt II

Jako, że mamy bardzo blisko postanawiamy przeczekać w domu. Położna daje kilka wskazówek jak spędzić ten czas. Idę do kuchni jem śniadanie. Robię kanapki do szpitala dla D. Pamiętam tą sytuację jakby to było wczoraj. Stoję w kuchni, robię kanapki. Wstaje D. Ja mówię: „Zaczęło się”. On zaspany: „Ale co?” Ja: ” No jak to co?! Poród” a On: „I Ty tak spokojnie kanapki robisz?”.

Haha, no a co mam robić? Dopakowaliśmy torby, siedzimy w salonie. Ja się bujam na piłce D. siedzi na kanapie. Czekamy na tel. od Pani Joanny. Dzwoni i mówi, że o 9.20 mamy się spotkać w szpitalu. Zbieramy 4 torby i idziemy do auta. Ja już mam takie skurcze, że jak idę to muszę się na chwilkę przytrzymać. Na przejściu dla pieszych też:) Przyjeżdżamy do szpitala. Pani Joanna mnie bada mnie i mówi, że jest super! 5-6 cm. Myślę spoko, jak tak będzie to w ogóle bomba. Jest tylko jeden problem. Nadal nie ma wolnej sali. jesteśmy na IP. Pani Joanna idzie na górę sprawdzić jak sytuacja z obłożeniem porodówek.

Wraca i mówi, że za 15 min  jedna będzie wolna. Myślę uffff, ulżyło mi. Idę na ktg. W końcu rysują się skurcze (a można nawet powiedzieć, że to były już skurczybyki). W pokoju pielęgniarek 3 kobiety też pod aparaturą. Każda po terminie. Patrzą na mnie z zazdrością. Ja siedzę i się uśmiecham. To już dziś! Dziś CIĘ zobaczę, dziś CIĘ przytulę, dziś już będziesz z nami.

Akt III

Przychodzi Pani Joanna i pytam ją co z ewentualnym zzo. Ona mówi do mnie tak: „Pani Aniu, jeżeli Pani stoi sobie tutaj ze mną i sobie gadamy, śmiejemy się to Pani nie jest w ogóle potrzebne znieczulenie.” Ja w szoku, ale dodało mi to takiego powera, że dam radę. Na IP jest bardzo gorąco, mimo tego, że jest koniec września jest upał, a do tego tłok. Przenosimy się do nocnego garażu dla karetek. Jest tam spokojnie, cicho i chłodno. Jemy kanapki, gadamy.

Pani Joanna przychodzi i mówi, że ma złe wieści. Przyjechała ciężarna z bardzo wysokim ciśnieniem i poszła do tej mojej sali. Musimy jeszcze czekać. Położna robi co może. My siedzimy dalej i czekamy. Do nikogo nie dzwonimy, nie piszemy. Nie chcemy żeby się denerwowali. Skurcze już dość mocno bolą. Dzwoni mój tel. Patrzę „Mami”. „Ale ma intuicję”- myślę. Odbieram i spokojnym tonem mówię, że rodzę. Niech się modli i się odezwiemy później. Za bardzo nie pamiętam,  co do mnie mówiła.

Le grand finale

W końcu położna przybiegła z góry z informacją, że zwolniła się sala. Jedziemy na górę. Wchodzimy „Prawie jak w Marriocie”- myślę sobie:) Sprzątaczki porządkują po poprzedniej pacjentce. Jest godzina 11.30. 8cm. Tak od 8cm do 10 nie bardzo pamiętam co się działo.

Pamiętam tylko, że ciągle tylko myślałam o tym, że już za chwilę się spotkamy. D. mnie wachlował, bo było mi duszno. Po jakimś czasie Pani Joanna mówi, że to już czas, Lilka zaraz się urodzi. W radio leci Gangam style. Pani Joanna mówi: „Jest główka”.  D. krzyczy ” Tylko nie na Gangam style”. Za późno. Jest godzina 13.55. Lila jest z nami. Ma 57 cm i waży 3800 kg. Leży u mnie na brzuchu. Kocham ją.

Kocham ją całym sercem od 19.01.2012r. /wtedy zrobiłam test/. Minął rok. A wszystkie te wydarzenia pamiętam jakby to było wczoraj. Cały ten dzień czułam się jakbym była na haju. Ale teraz już wiem, że to były hormony. Hormony szczęścia. Szczęście które trwa i będzie trwało już zawsze. Tak się zmieniałaś przez te wszystkie miesiące:

1 miesiąc

2 miesiąc

3 miesiąc

4 miesiąc

5 miesiąc

6 miesiąc

 7 miesiąc

 8 miesiąc

 9 miesiąc

 10 miesiąc

 11 miesiąc

12 miesiąc

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kropka w kropkę

Każdy mówi, że Lili to cały Tata. Trochę mi przykro z tego powodu. Często szukam między nami podobieństw. Na dzień dzisiejszy widzę tylko, że Lili ma moje usta iii charakter, albo tzw. „charakterek”. Oj u mnie dziewczyna postawić na swoim:)

Dokopałam się do naszych zdjęć z dzieciństwa. Może chociaż wtedy była do mnie podobna? 

Na tym zdjęciu jesteśmy w podobnym wieku. I to tyle z podobieństw…

Ale za to jak sie dokopałam do zdjęć Daniela to aż się zaśmiałam… U dziadka siedzi jak żywa moja Lila!!!

U dziadka siedzi jak żywa moja Lila!!!

 

No to zagadka rozwiązana. A miała być uroda po mamusi, a charakter po tatusiu. A wyszło…

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Magyar

Na początku sierpnia odwiedziliśmy naszych bratanków Węgrów. Wyjazd udał się znakomicie. Lila nauczyła się tam udawać psa. Auauauauau to teraz również gołąb, no i pluszowy miś też.

 
 
 

To temperatura wody, temp powietrza była niższa o jeden stopień.

 
 

 

 
 

 

 
 

Ulubiona zabawka Lili- Giena przywieziony z Krety.

 

Platan

 

 

 

 

Baby arbuz

 

 

 
Lili Chrzestna:)
 

Żyrandol w winiarni 

 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

I like Chopin

Pogoda sprzyja wycieczkom (tym bliższym i dalszym). W ten weekend wybraliśmy się do Żelazowej Woli. Urocze miejsce. Kto jeszcze nie był, serdecznie polecamy (szczególnie tym co robią co jakiś czas trasę PZN- WAW:).

Po spacerze i zwiedzaniu domu Chopina udaliśmy się do Polki Gesslerowej, gdzie Lila pochłonęła brokuły i kalafiora. Pani kelnerka pomyliła ją z chłopcem, bo często zwracamy się do niej per Czaruś (z racji roztaczania czaru;). Hehe i pani myślała, że to jej imię. 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Instagramy #10

Z okazji okrągłej liczby porządkowej cotygodniowych instagramów mam dla Was niespodziankę. Fotki będą, a i owszem, ale z okresu przedlilkowego. 10 fot na 10 instagram:) większość fot zostało klikniętych na wakacjach nad morzem. Tak, dobrze podejrzewacie – zmarzliśmy no kość. A Wy macie jakieś sprawdzone miejsca na wakacje?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Śledź

Sobota, niby imieniny kota. A my byliśmy na śledziu, śledziku, śledziuniu. Ale nie takim białostockim, a towarzyskim. Nowa, świecka tradycja wdziera się na salony.

Przygotowania trwały od rana. D. z Liluchną poszli na zakupy, a Mama robiła muffiny dyniowe. W książce kucharskiej wyglądały inaczej. Muszę zmienić albo przepis albo kucharza. Albo fotograf kulinarny coś zakrzywił czasoprzestrzeń.

Mama mnie wystroiła w najlepszą kiecę, która za chwilę miała mokre rękawy, bo ostatnio moim ulubionym zajęciem jest zjadanie łapki. A dokładniej zajadanie łapki do łokcia.

A później chciała mnie zmęczyć…

Ale się nie dałam- pół minuty w pozycji na małysza jest wystarczające

Na miejscu, czyli Śledziu chciano mnie uśpić…

Kto by spał jak jest tyle interesujących rzeczy do obejrzenia. Oczywiście w wertykalnej pozycji…

Pokaże gościom język, ciekawe co zrobią…

O, nawet ciekawie rzeczą..

Święty Mikołaj nie istnieje??? No, nie gadajcie!

A gdzie się podział tytułowy śledź??? O jest, ukrył się pod czekoladą!

Jakbym całą imprezę przeleżała w wózku to nawet nie zobaczyłabym tych dekoracji świątecznych.

Za rok będę je chciała dmuchać, a Mama będzie zapalać, a ja będę dmuchać, a Mama zapalać…

Jeszcze jedna słit focia z Mamą i wystarczy tych atrakcji!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Represent, represent…

CUBA

Końca świata o 12.12 nie było i jest wynik konkursu! Puszka pysznej, aromatycznej Inki wędruje do Millowego Wzgórza:)

Gratulacje!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zimo… idź sobie!

W te kropki można wstawić dowolne słowo :D. Te niecenzuralne też! Dziś spoglądając przez okno przeżyłam małe załamanie nerwowe. Jak ja nienawidzę zimy! Nie przemawiają do mnie nawet białe święta. Taka aura za oknem, że tylko w domu siedzieć w ciepłych kapciach i kubkiem herbaty/inki* (niepotrzebne skreślić).

Przypomniały mi się nasze ostatnie wakacje w 2011r. W 2012 r. Lilka już rosła w brzuchu, więc wakacje spędziliśmy nad polskim morzem. Byliśmy w sumie tydzień. Słońce świeciło przez jeden dzień. Resztę dni lało i było 13 stopni…Lubię wracać do naszych wakacji… Kilka fot dla ocieplenia:) No i konkurs! Kto pierwszy zgadnie w jakim kraju się wylegiwaliśmy dostanie Inkę korzenną (ufundowaną przeze mnie), a co! Szymek rules nie bierze udziału, bo ona wie:P

Wyniki jutro o 22.OO:)

Plac zabaw
ciężko jest lekko żyć

Ciepłego wieczoru:)

An.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Posta nie będzie

Śnieg zasypał matce zwoje mózgowe i zwoje kabli od komputera i posta nie będzie. Chyba, że wieczorem Liluchna raczy usnąć to może się uda. Może nawet jakaś nagroda się znajdzie dla czytelników. A tymczasem piję pyszną, nową herbatkę z vitaxu. Hehe, to nie jest wpis sponsorowany! Po prostu dzielę się z Wami moim nowym zakupem). Do usłyszenia (może wieczorem)


An.


P.s. Pudełko od morelowej rozerwałam, bo tak szybko chciałam ją zaparzyć. Eh, ja pazerna choleryczka:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Instagramy #2

No i dziś też mam wielki zrzut fot. Jak zwykle dużo się działo. Posta pisze z auta. Wracamy z naszej pierwszej podróży. Kraków nic się nie zmienił od maja. Nadal życie tam wolniej płynie, a ludzie jakby mniej się spieszą.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zetpety #1

  • DIY
  •  komentarze [18]

Miałam nazwać post DIY – z ang. du it jorself. 

Hehe, w końcu znalazłam chwilkę żeby coś podziałać.
Bransoletka ze skórzanych rzemieni z zapięciem magnetycznym.
Czas wykonania: 5 min


Miłego dnia!

 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Instagramy i inne takie takie #1

To będzie cykl (a przynamniej zrobię wszystko, co w mojej matczynej mocy). W niedzielne wieczorki po dobranocce  wielki zrzut fot z całego tygodnia.  Foty wątpliwej jakości – taki ich urok:)

A na koniec z „normalnego” aparatu z dzsiejszego spaceru. Zdziwione drzewo aka zając i reszta:) Zdjęcie tyłem, bo nie wychodzi mi jeszcze poza na „szafiarkę”:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej