Prace domowe #7

Prace domowe wykonałyśmy już w piątek, ale przez chorobę Lilki dodaję dopiero dziś. Tą aktywność zaplanowałam dawno, wydawało mi się, że Lilka będzie zachwycona….

A jej się niestety zabawa w galaretce nie podobała. Nie chciała jej dotknąć nawet malutkim paluszkiem. Ma to pewnie po mnie, bo mnie galaretka zwyczajnie obrzydza. Wyobraźcie sobie, że sama musiałam wygrzebać te kulki, żeby je umyć…

Ah, co przeżyłam to moje. Swoją drogą podejrzewam u Lilki niewielką nadwrażliwość dotykową. W takim razie cofamy się do materiałów sypkich. Dopiero jak je zaakceptuje, będziemy pracować z mokrymi.  Ale może Waszym dzieciom ta aktywność się spodoba? 

Przepis na domową galaretkę:

  • 200 ml soku (miałam domowy porzeczkowy)
  • 800 ml wody
  • 2 łyżki żelatyny

Sok z wodą zagotować, wsypać żelatynę i dokładnie mieszać. Zalać materiały (kulki szklane, muszle, kamienie) i wstawić do lodówki do stężenia.

Fartuch do zadań specjalnych – Beaba 

Później Lilka pracowała jeszcze z:

 Nakładanie gumek do włosów na paterę  

 Układanie szklanych kulek na mydelniczkę z przyssawkami. 

P.s. Trzymajcie za nas kciuki. Lilka ma obustronne zapalenie płuc. Jesteśmy w domu, oglądamy Maszę i Miszkę i czekamy na lepsze czasy. Lilka nie ma w ogóle apetytu. Może macie jakieś pyszne, zdrowe przepisy, bo już nie mam pomysłów co mogę jej zaserwować.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Tulletomania

Zanim jeszcze urodziła się Lilka znałam książkę „Naciśnij mnie” z wydawnictwa Babaryba. Kupowałam ją wszystkim znajomym dzieciom i za każdym razem siedziałam z obdarowanym dzieckiem i oglądałam ich pierwszy zachwyt nad tą książką. Żadne „dziękuję” nie było mi potrzebne kiedy widziałam purpurowe ze śmiechu policzki.

Bardzo czekałam na ten moment kiedy Lilka do niej dorośnie i będzie mogła się nią cieszyć. Nie chciałam żeby to nastąpiło za wcześnie. Kiedy w ubiegły piątek czekałam na paczkę od Babaryby sama wyglądałam jak dziecko:) Kurier wręczył mi paczkę… Tylko zamknęłam za nim drzwi i pobiegłam do kuchni po nożyce.

Dosłownie z wypiekami na twarzy rozcinałam karton. Całe szczęście, że Lilka spała. Miałam je tylko dla siebie. Po kolei obejrzałam każdą stronę i wykonywałam polecenia autora. Dmuchałam, cicho biłam brawo, pocierałam.

Jak ja uwielbiam Tulleta!

Kiedy Lilka się obudziła od razu pokazałam jej nowe książki. Od tamtej pory w naszym domu panuje Tulletomania. Zachorował na nią również D. Inne książki mogą nie istnieć! 3 książki zastąpiły całą biblioteczkę. Lilka na „Naciśnij mnie” mówi- „piiiip”, na „Kolory” mówi – „kopy”, czyli kropy, a na „Turlututu, akuku to ja” mówi „Akuku”.Cały weekend czytaliśmy, pocieraliśmy i śmialiśmy się na głos. W sobotę szliśmy do Centrum Nauki Kopernik i towarzyszyły nam „Kolory”, Lilka nie chciała się z nimi rozstać. 

 A w Centrum Nauki Kopernik jak tylko zobaczyła jakieś kropy to biegła i robiła „piiiip”.

 Tulletomania u nas wygląda tak: 

Naciśnij mnie

Turlututu akuku to ja

  Lilka rechocze na głos przy obrazku, gdzie Turlututu rozmawia przez cytrynę (humor abstrakcyjny ma po rodzicach)

Pampuńć, po lekturze tej książki wszystkie ślimaki nazywają się „Pampuńć” 

Hajo???

 A tu nasze wczorajsze zabawy z najnowszą książką Herve Tulleta „Kolory”. Lilka umie rozróżnić i nazwać podstawowe kolory dzięki tej książce! Szok! A my postanowiliśmy sprawdzić za Montessori przez doświadczenie czy Pan Tullet nie pomylił się w mieszaniu kolorów. Zabawa była przednia:) 

 Lilka ma na sobie fartucha;) Beaba A ja wyczytałam na fanpage Babaryby, że już przed wakacjami ukaże się nowa książka „Turlututu na wakacjach”. Nie możemy się doczekać! A Wy znacie te książki?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Sposób na Księgę dźwięków

Pisałam Wam, że nasza księga jest obecnie w wielu tomach. A Wy w komentarzach stwierdziłyście również, że nie ma sensu jej nawet kleić. Mimo tego, że książka była porwana Lila cały czas się nią interesowała. W końcu moja czytelniczka poradziła mi świetny sposób jak ją ujarzmić. No i bingo:) 

Li

Lilka ma na sobie:

Spodnie Zara z wyprzedaży

Bluzka – Kappahl kolekcja New Hamptons – świetne marynistyczne motywy.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zabawki idealne dla maluchów

Jako, że Lila ma ostatnio ogromną potrzebę chodzenia, a wózki i Tula są beee zaczęłam szukać zabawek, które mogą nam towarzyszyć na spacerach. Długo nie mogłam nic znaleźć… aż w końcu trafiłam na hiszpańską markę Tuc tuc. Mamy  Pirata i razem z nim poznajemy arkana naszego osiedla. Chodzimy, oglądamy każdy listek i patyczek. Żaden kamień nie może zostać nie zauważony. Dlaczego to Pirat trafił do nas? Urzekł mnie jego wygląd, a rozczulił dzwoneczek, który delikatnie dzwoni jak się go ciągnie /dodatkowo stymuluje układ słuchowy/.


Z tej firmy jest jeszcze kilka rzeczy, które chcę Wam pokazać. Nadają się one do zabawy w domu jak i na spacer.


O potrzebie chodzenia w tym wieku M. Montessori pisała tak:Pozwólcie, że skupimy się teraz na dziecku w wieku około 2 lat i jego potrzebie chodzenia. Taka potrzeba jest dla niego zupełnie naturalna, ponieważ musi on przygotować się do bycia dorosłym więc musi zbudować w sobie wszystkie potrzebne ku temu zdolności. Dziecko w wieku 2 lat jest całkiem zdolne, by przejść 2-3 kilometry, a także wspinać się, jeśli dobrze się do tego nastawi. Najbardziej podobają mu się te najtrudniejsze do przejścia etapy. Musimy pamiętać, że dziecięcy pomysł na chodzenie jest zupełnie inny od naszego. Nasze wyobrażenie, że długie spacery przewyższają jego zdolności bierze się stąd, że chcielibyśmy, by chodziło w naszym tempie. Jest to pomysł tak niedorzeczny jak to, że my dorośli moglibyśmy dotrzymać kroku idąc u boku konia. Widząc nas bez dechu, koń mógłby wtedy powiedzieć (jak często mówimy do dziecka): Oj, nie dobrze. Wskakuj lepiej na mój grzbiet i dostaniemy się tam razem. Jednak dziecko nie próbuje ‚dostać się tam’. Wszystko czego chce to po prostu iść. A ponieważ jego nogi są krótsze od naszych, nie możemy zmuszać go, by próbowało za nami nadążyć. To my musimy iść w jego tempie. Konieczność nie przykładania naszego poczucia czasu do dziecka jest w tej sytuacji bardzo wyraźna, ale powinniśmy zaznaczyć, że zasada ta odnosi się do każdej sytuacji, w której edukujemy małe dzieci, niezależnie od dziedziny. Dziecko ma swoje własne prawa rozwoju i jeśli chcemy wspomóc go w jego dorastaniu powinniśmy podążać raczej za nimi, niż nakładać własne. Dziecko chodzi nie tylko przy pomocy swoich nóg, ono wykorzystuje również swoje oczy. To, co popycha je, by iść dalej to interesujące rzeczy dokoła, które może zobaczyć. Tam pasie się owieczka. Dziecko przysiada, by się jej przyjrzeć. Nagle wstaje i idzie dosyć spory kawałek – widzi kwiat – wącha go – widzi drzewo – próbuje się na nie wspiąć – obchodzi je kilkakrotnie – siada, by je zobaczyć. W ten sposób może przespacerować wiele kilometrów. Jego marsz przerywany jest odpoczynkami, które zwykle pełne są interesujących odkryć. Jeśli jakaś przeszkoda stoi na drodze, na przykład przewrócony głaz lub drzewo, jego radość jeszcze wzrasta. Dziecko kocha wodę. Siadając nad strumykiem mruczy radośnie: Woda, woda! Jego dorosły towarzysz, chcąc gdzieś się dostać tak szybko jak to tylko możliwe, ma zupełnie inne pomysły na temat, czym jest chodzenie.

– Absorbent Mind (Chłonący Umysł), Rozdział 15: Rozwój i Naśladownictwo, Maria Montessori

Cytat z http://www.bycrodzicami.pl/

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Hulaj dusza, czyli zakup hulajnogi Mini Micro

O istnieniu kultowej już hulajnogi Mini Micro wiedziałam już dawno. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że mogą na niej jeździć już takie maluchy jak Lilka. Odkąd zagościła wiosna w parkach można zobaczyć śmigające na nich dzieci. No i widziałam u Lilki ten błysk w oku i zainteresowanie hulajnogami. Podchodziła nawet do jednej i oglądała ją z wielkim zaciekawieniem. Uznaliśmy, że jest to dobry moment żeby pomyśleć o własnym trójkołowcu.

część linków we wpisie to linki afiliacyjne

Taka hulajnoga ma wiele zalet z punktu rozwojowego, jak i terapeutycznego. Doskonale rozwija równowagę, czyli układ przedsionkowy. Wpływa pozytywnie na czucie ciała (propriocepcję). Maluchy podczas jazdy uczą się panować nad całym ciałem. Poprawia dużą motorykę i patrzenie przestrzenne. Wpływa pozytywnie na napięcie mięśniowe. Pomaga w kształtowaniu lateralizacji (najczęściej dzieci prawonożne odpychają się lewą nogą, gdyż noga dominująca wg układu nerwowego jest bardziej stabilna).

Jak widzicie jazda na hulajnodze ma same plusy. Dodatkowo spędzamy razem czas na świeżym powietrzu.

Dlatego długo nie musieliśmy się zastanawiać. Złożyłam zamówienie w sklepie w necie, ale nie potwierdziłam. Anulowałam i stwierdziłam, że się tam wybierzemy osobiście i zobaczymy jak Lilka sobie na Mini Micro radzi. W tamtym dniu byłam zdecydowana na zakup Mini Micro baby seat- czyli wersję z siedzonkiem i kask orzeszek Kiddiomoto. Jak ja się cieszę, że jednak poszłyśmy do tego sklepu…

Na samym początku Pan nam wyniósł hulajnogę na zewnątrz. Lilka  aż piszczała z radości. Założył nam siedzonko baby seat, ale uprzedzał, że Lilka na siedzonko jest trochę za duża. Na Mini Micro Baby Seat jeżdzą 12-miesięczne maluchy! Szok! Kiedy siedzonko zostało zamontowane Lilka, która wie czego chce od życia wpadła w histerię i próbowała je oderwać…

Ona chciała hulajnogę, a nie jeździk. Pan też nas uświadomił, że dzieci widzą doskonale różnicę. Skoro widziała dzieci na hulajnogach na stojąco, to też tak chce. Lila na niej stanęła i (uwaga!) pojechała. Wiedziała od razu o co chodzi. Następną bardzo ważną dla mnie kwestią był kask. Zapytałam Pana o kaski typu orzeszki (chciałam wcześniej Kiddimoto, bo jest przede wszystkim ładny- oj te baby).

Kask orzeszek

Zostałam uświadomiona, że kask typu orzeszek nie jest najlepszym rozwiązaniem na hulajnogę i rower. Dlaczego? Po pierwsze nie ma charakterystycznego daszka nad oczami. Najczęstsze upadki na hulajnodze i na rowerze to kraksy „na twarz”, czyli przy orzeszku facjata byłaby poszkodowana. Druga kwestia – orzeszki są dwa razy cięższe, co wiadomo z prostych praw fizyki nie pomaga przy upadku. Trzecia kwestia to wentylacja. Najlepiej żeby kask miał dużo otworów wentylacyjnych. Ktoś ostatnio mi wspominał żeby uważać z kaskami latem, bo zbyt długie noszenie może powodować przegrzanie i udar słoneczny. Kask musi być też dopasowany do główki dziecka. Lilka mierzyła kilka kasków, ostatecznie wybraliśmy kask Alpina gamma flash z gadżeciarskim światełkiem z tyłu.

Dostałyśmy też świetną instrukcję jak nosić kask i dopasować go do główki (bardzo ważne). Obsługa w sklepie była bardzo pomocna i cierpliwa i znosiła moje komentarze w stylu: „ten kask nie pasuje nam do kurtki itp. haha”. Wniosek jest prosty, gdybym się nie wybrała do Aktywnego smyka to bym miała Mini micro baby seat, na którym Lilka nie chciała by już jeździć i niedopasowany kask.   A tu kilka fot z naszej wizyty:)Aha, jeszcze jedna kwestia. Chciałam Lilce kupić od razu torebeczkę Mini Micro na kierownicę. Pan powiedział, że nie ma sensu jej teraz kupować. Takie gadżety kupuje się wtedy gdy dziecko sprzętem jest lekko znudzone i taka nowość wzbudza w dziecku chęć do jeżdżenia. Genialne!

 Tu na innym sprzęcie. Przejechała metr i się przesiadła na hulajnogę.

 I w domu już z własnym sprzętem:

A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kocham, nie chwalę

 

Tak jak pisałam Wam w poście Montessori a Rodzicielstwo Bliskości jedną z zasad pedagogiki stworzonej przez Marię Montessori jest niestosowanie kar i nagród.

My w domu od samego początku również stosujemy tę zasadę.

Pewnie bardzo Was to zdziwi, bo macie teraz przed oczami Lilkę, która pewnie pierwszy raz zrobiła jakąś czynność  (dziś np. na Insta wrzuciłam filmik jak pierwszy raz rysuje kółka) i mnie z kamienną twarzą siedzącą obok. Byłam dumna, a jak! Pewnie zapytacie dlaczego jej nie pochwaliłam?

Z prostej przyczyny. Gdybym ją pochwaliła, biła brawo, krzyczała „Super, Liluś”, dała buziaka w nagrodę itp. Lila najprawdopodobniej dziś by już nie narysowała żadnego kółka, kropki, nic. Ona zrozumiałaby to w ten sposób: „Narysowałam jakieś kółka, trudne to było, ale się udało. Mama bije mi brawo, cieszy się ogromnie, bo to najpiękniejsze  (jak dotąd) kółka jakie narysowałam. Skoro mama tak mnie chwali to już nie muszę się starać.

Albo narysuje inne byle jakie i tak się będzie cieszyć”. Często dzieci w takiej sytuacji robią coś i czekają na „brawo”. Robią coś tylko po to żeby dostać naklejkę, pieczątkę, buziaka. Nie ćwiczą nowej czynności dla siebie.

Robią to tylko dla nagrody.

Uwierzcie mi, tak jest! Dzieci są wówczas zewnątrzsterowne, podatne na wpływ innych ludzi, ciężko im samodzielnie podejmować decyzje. Brak kar i nagród pobudza w dziecku wewnątrzsterowność. Dziecko polega na własnych opiniach, jest pewniejsze siebie, ma własne cele. Reasumując, chwaląc dziecko to my sterujemy jego zachowaniami.

Pamiętajmy też, że brak nagrody jest dla dziecka karą. A jak to wygląda w praktyce? Kiedy zupełnie nie mogę wytrzymać żeby ją pochwalić nazywam spokojnie daną czynność: „Tak, narysowałaś kółko”, a w wyobraźni biję brawo, podskakuję ze szczęścia i wrzeszczę w niebogłosy: „Lila, narysowałaś kółko!!! Najpiękniejsze kółko jakie w życiu widziałam”.  

p.s. Kiedyś któraś z Was mnie pytała jak pracuję nad tym, że Lilka tak długo skupia uwagę na danej czynności. To jest również jedna ze składowych. Niedawno w jednej z kafejek dla mam widziałam mamę z chłopcem. On wrzucał klocki do sortera, a mama siedziała obok. Wrzucił jeden klocek, patrzył na mamę. Mama biła brawo i tak w kółko. On wrzucał te klocki tylko po to żeby dostać brawo, a nie żeby doskonalić tę umiejętność.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Must have na wiosnę

Dziś 1.04 i ta data dopiero kojarzy mi się z wiosną. Przygotowałam Wam małe zestawienie rzeczy, których będziemy używać i nie wyobrażamy sobie bez nich wiosny.

 1. Kolory

Harve Tullet wydawnictwo Babaryba– najnowsza książka francuskiego ilustratora i autora. Czekamy i nie możemy się doczekać naciskania, potrząsania i klaskania. 

2. Plui

piłka deszczowa do zabawy w wannie. Wykorzystuje proste prawa fizyki, ale wywołuje mnóstwo śmiechu u Lilki jak i u nas. Napełniamy ją wodą i zatykając górną dziurkę puszczamy strugi deszczu. Genialne w swojej prostocie i formie. Na basen też ją będziemy zabierać, a co?! 

3. Okularki Beaba Junior Glossy Girl

odkąd odetkały się Lilce kanaliki łzowe ma bardzo wrażliwe oczy. Często jej łzawią na podwórku. Dlatego też będziemy używać tych  gogli:) Recenzja pojawi się niedługo. 

4. Hulajnoga Mini Micro

kupiona wczoraj w sklepie Aktywny smyk, a już mogę powiedzieć, że nie rozstaniemy się z nią przez najbliższe miesiące. Wpisy na ten temat będą się pojawiać już niedługo, a na razie jest to jeden z tematów top of the top w naszej rodzinie. Jak widzicie kolor żółty dominuje na wiosnę u nas. A tu jeszcze retro Lily w okularkach Beaba 

  A Wy co planujecie na wiosnę?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jest takie miejsce…

Na Podlasiu jest takie miejsce gdzie uwielbiam wracać. Miejsce magiczne, tam gdzie ma się wrażenie, że obcuje się z  prawdziwą przyrodą. Nie ma plastiku, miliona kolorów i głośnych dźwięków miasta. Słychać śpiewy słowików, klekotanie bociana i  rechot żab nad stawikiem. Pierwszy raz wybraliśmy się tam z Lilą. Była uradowana!

Podobało jej się bardziej niż w zoo. Biegała po trawie, a obok niej pies gonił królika. Bujała się na  drewnianej huśtawce, a metr od niej stała sarna. Niesamowite miejsce. Odpoczęłam tam od nadmiaru bodźców i z pewnością jeszcze tam wrócimy.P.s.

Jest tam również restauracja z pysznym, domowym jedzeniem.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Śniadanie wg Liliija

Takie śniadanie jem dokładnie od 1,5 roku. Zaczęłam je przygotowywać w taki sposób odkąd wróciłyśmy ze szpitala po porodzie. Lila je owsiankę w takiej formie od skończonego 10 m.ż . Nawet jak gdzieś wyjeżdżamy składniki zabieramy ze sobą:) 

Czego potrzebujemy?

  • szklankę płatków owsianych górskich
  • ulubione bakalie: żurawina (używam takiej, która jest słodzona syropem klonowym), rodzynki (niesiarkowane- zazwyczaj kupuję w Rossmannie), migdały, płatki migdałowe, suszone morele (również niesiarkowane)
  • 2 łyżki syropu z agawy (również z Rossmanna), miodu lub brązowego cukru
  • 2 łyżeczki siemienia lnianego (mielę je zawsze tuż przed wrzuceniem do garnka). Zmielone siemię lniane zawiera bardzo zdrowe wielonienasycone kwasy tłuszczowe z grupy omega-3. Zawartość tych kwasów w nasionach lnu jest podobna do ich zawartości w rybach. W skład nasion lnu wchodzi tłuszcz roślinny w ilości od 38 do 44 proc. z czego 57-60 proc. stanowią wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, a 14-15 proc. kwasy tłuszczowe omega-6. Ponadto nasiona lnu zawierają błonnik rozpuszczalny i nierozpuszczalny, witaminę E, cynk, lecytynę, flawonoidy i fitoestrogeny.

Wszystko wrzucam do rondelka, zalewam wodą tak aby wszystkie produkty były przykryte. Całość gotuje, aż woda wyparuje. Cały czas mieszam, bo owsianka bardzo lubi się przypalić.

Siemię mielę w młynku do kawy:)

Obowiązkowo Inka wanilia i pomarańcza

Lili zastawa rodowa:

Śliniak, łyżeczka i miska – jedyna jaką mamy, która ma pod spodem gumkę i się nie suwa – Beaba

Tacka – Ikea

Kubek – Auerhahn

Serwetka ze słoniem – H&M Home   

O śliniaku będzie jeszcze osobny post, bo jest boski! Nie dość, że ładny to cały rosół nie ląduje na kolanach:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Co, gdzie, jak z dzieckiem w Warszawie – Mamamija

Jakiś czas temu odwiedziłyśmy z rockintwins Mamamija. Świetne, nowe miejsce na warszawskiej mapie knajpek dla dzieci. Bardzo przypadł mi do gustu wystrój tego miejsca. Jest sporo fajnych zabawek, gier dla starszych dzieci. No i jest coś czego nie ma  w innych tego typu kafejkach. Można razem z dzieckiem zrobić pachnące mydełka lub świeczki. A no i przepyszne gofry! Mniam!

Wiem też, że są tam ciekawe zajęcia dla dzieci, co jest ciekawą alternatywą na pochmurne dni. Wpadnijcie i sami się przekonajcie:)

 Inne miejsca:
pompon
cud miód malina

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Alternatywny kalendarz szczepień

Na wstępie pragnę nadmienić, że oczywiście nie jestem lekarzem i ten post jest tylko w celach informacyjnych.

Kiedy byłam już na finiszu ciąży zaczęliśmy się zastanawiać, co będziemy robić z tym trudnym tematem. Moje obawy były nie tylko poparte informacjami z internetu. Ale osobiście (z racji zawodu) spotkałam się Niepożądanymi Objawami Poszczepiennymi. W całym naszym rodzicielstwie stosuję metodę złotego środka. Zawsze z mężem rozważamy drogi jakimi możemy pójść. Tak też było ze szczepieniami.

Przepytaliśmy wszystkich znajomych i od razu można było zauważyć 2 obozy: pierwszy – szczepimy wszystkim czym się tylko da, najlepiej na raz i drugi: nie szczepimy na nic.

No tak i bądź tu rodzicu mądry. Żadna  z  tych opcji nie wydawała mi się sensowna. Uważam, że szczepienia są jak najbardziej potrzebne. TYLKO Z GŁOWĄ

Na szczęście mam jedną bardzo dobrą znajomą z Małopolski, która też miała takie stanowisko jak my. Podzieliła się ze mną swoim kalendarzem szczepień, który otrzymała od znajomej neurolog.

Ta lekarka uważa, że pediatrzy nie mówią o NOP-ach, bo normalnie tego nie widzą. Dzieci z zaburzeniami neurologicznymi, które pojawiły się po szczepieniach nie idą do pediatry. Idą właśnie do neurologa.

Postanowiłam się z Wami tą tajemną wiedzą podzielić

Tak dokładnie szczepiliśmy Lilę:

1. wzw B – po porodzie w szpitalu wykupiliśmy Engerix B – jest szczepionką mniej zanieczyszczoną niż koreański Euvax B (edit Euvaxem szczepi się tylko w PL, w innych krajach jest wycofana)

2. gruźlica – BCG –  w PL nie ma innej szczepionki

3. po 6 tygodniach od wzw B i BCG szczepiliśmy na wzw B- druga dawka Engerix B

4. po 6 tygodniach od wzw B szczepiliśmy na krztusiec, błonicę i tężec- szczepionka Infanrix DTPa- jest szczepionką acelularną, czyli martwą i jest bardziej bezpieczna

5. po 6 tygodniach – kolejna dawka na krztusiec, błonicę i tężec- Infanrix DTPa

6. po 6 tygodniach- polio- szczepionka Imovax Polio

7. po 6 tygodniach 3 dawka Infanrix DTPa

8. po 6 tygodniach polio- druga dawka Imovax Polio

9. po 6 tygodniach wzw B- Engerix B

10. po 1 r.ż. Hib- Hiberix lub ActHib – jedna dawka

11. odra, świnka, różyczka – PriorixTak to wygląda.

Najmniej skojarzone

Wybieraliśmy najmniej skojarzone szczepionki, a  na każdej wizycie tylko jedno wkłucie. Zapytacie pewnie dlaczego Hib dopiero po 1 r.ż. Otrzymałam informację, że długie kp (przynajmniej do roku) i brak kontaktu z patogennym środowiskiem (żłobek, przedszkole) w dużym stopniu chroni przed zachorowaniem na Hib. Po 1 r.ż jest już wtedy tylko jedna dawka, a nie 4 jak w normalnym kalendarzu.

Nie szczepiłam też nigdy w upały i duże mrozy, bo wtedy organizm jest osłabiony. Nie szczepiłam też na żadne dodatkowe szczepienia. Przez chwilę myślałam o pneumokokach, ale z racji tego, że Lila nie poszła do żłobka to sobie odpuściliśmy. Pewnie też zapytacie, czy mieliśmy z problemy w przychodni. Owszem na początku lekarki próbowały nas przekonać do szczepień skojarzonych. Jednak pewni swego powtarzaliśmy, że taki sposób wybraliśmy i z niego nie zrezygnujemy.

Co do szczepienia na odrę, świnkę, różyczkę ciągle zwlekamy – Lil ma chyba alergię i dopóki tego nie wyjaśnimy to szczepienie odkładamy (edit zaszczepiliśmy przed 2-gimi urodzinami). Najchętniej zaszczepiłabym ją tylko na odrę, ale w Pl nie ma szczepionki monoskładnikowej na tę chorobę, a na różyczkę dopiero w okresie dojrzewania.

Ostatnio też zajrzałam do mojej książeczki zdrowia i mogę śmiało stwierdzić, że te schematy są podobne.

EDIT: Julka też tak szczepimy, tylko zdecydowaliśmy się na 4 dawki Hib, bo Lilka może coś przynieść z przedszkola.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Nasz pierwszy dzień w pracy

Ten dzień wyobrażałam sobie od dawna. Właściwie od początku wiedziałam, że chcę wrócić do pracy. Najbardziej zależało mi na tym, żeby Lila miała możliwość uczęszczania do placówki Montessori. Uważałam, że tylko tam będzie miała możliwość rozwijania się w zgodzie ze sobą, bez kar i nagród, karnego jeżyka…

Dodatkowo to miejsce miało swoją magię. Tak bardzo chciałam żeby to ona była najważniejsza, a nie np. nauczyciel. Wiedziałam, że w tym miejscu czeka ją dużo dobrego. Przygotowania do tego wielkiego dnia zaczęłyśmy już dawno. Zaczęło się od tego, że przesuwałam lekko Lilki drzemki. W dużej mierze też powrót do żłobka/pracy zmotywował mnie do myślenia o przerwaniu kp.

Od dawna szykowałam Lili wyprawkę. Kupiłam takie kapciuszki żeby sama mogła je wkładać. Nabyłyśmy też śniadaniówkę żeby Lila mogła ze sobą zabierać drugie śniadanie. Kompletowałam wyprawkę i z optymizmem wyobrażałam sobie jak cudownie będzie.

W niedzielę wieczorem do późna prasowałam Lilkową pościel do żłobka. Z wielką dokładnością wygładzam każdy róg żeby wszystko było idealne. Podpisałam materiałowy worek. Miałam wyrzuty sumienia, że nie zdążyłam wyszyć jej imienia- tak jak 25 lat temu zrobiła to moja mama.  Wczoraj wstałam rano lekko podekscytowana myślałam: „Dziś jest ten dzień”. Było mi trochę smutno, że Lila dorasta, jednak wiedziałam, że w tym miejscu nic złego nie może jej spotkać. O omówionej godzinie podekscytowane stawiłyśmy się w gabinecie Pani Dyrektor. I mój sen się skończył się. Pani Dyrektor poinformowała mnie, że dla Lili nie ma jednak miejsca, a ja otrzymałam wypowiedzenie…

I magia tego miejsca skończyła się na zawsze.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kim jesteście?

Pod poprzednim postem pojawiło się wiele komentarzy… Niektóre nawet od stałych czytelniczek, które odważyły się pierwszy raz skomentować. Nasunęło mi to pewien pomysł. Chciałabym Was lepiej poznać! Jeżeli macie chęć w komentarzu zostawcie kilka słów o sobie. A może chciałybyście żebym o czymś dla Was napisała? Zapraszam:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

A za tydzień o tej porze

Za tydzień o tej porze będę biegała w kółko po domu, zbierała rzeczy, ubierała Lilkę, robiła kanapki. W jednym bucie pewnie będę szukała telefonu i drugą ręką dopychała Lili śniadaniówkę. Za tydzień o tej porze zaczynamy nowy etap. Lila idzie do żłobka, a ja wracam do pracy. Na szczęście jestem w komfortowej sytuacji i Lila będzie pracować ze mną. Na jakiś czas rezygnuję z etatu terapeuty i będę opiekunką w naszych montessoriańskich maluchach.

Bardzo się cieszę, że mam taką możliwość, ale i tak jestem pełna obaw. Widzę u Lilki gotowość do żłobka i to mnie napawa optymizmem, że będzie dobrze. Tam gdzie są dzieci ja mogę nie istnieć. Na razie jest to zabawa równoległa, ale z pewnością to się niedługo zmieni. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Trzymajcie za nas kciuki!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

BibLILOteczka – Jest tam kto?

Bardzo lubię książki interaktywne. Ale nie chodzi mi o te dźwiękowo- świecąco-pobudzające. Lubię kiedy coś z książką trzeba zrobić. Tak jak już w klasyku „Naciśnij mnie”.

„Jest tam kto?” zagościła u na sponad miesiąc temu i ciągle jest wyciągana z koszyka do czytania. Lili ją uwielbia, mało tego ja też ją uwielbiam! Myślę, że książka jest przeznaczona dla dzieci od około 12 miesięcy do 99 lat;) Twarde strony umożliwiają sprawne przerzucanie kartek, kolorowe, bardzo proste ilustracje przyciągają wzrok, a postaci na nich obecne są proste do wypowiedzenia.

A co jest najfajniejszego w tej pozycji? No to, że można pukać!!! Książka jest podzielona na 6 pokoi. Przed każdym znajdują się kolorowe drzwi (dodatkowo, nauka kolorów) i się do nich puka. Można mocno, można słabo. Jak kto chce;)

Anna-Clara Tidholm „Jest tam kto?”Wydawnictwo: Zakamarki

poprzedni wpis z cyklu BibLILOteczka

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

An. poleca

Prosiłyście mnie o podanie książek związanych mniej lub bardziej z tematyką Montessori i Rodzicielstwem Bliskości.
Oto mój spis:


– William Sears, Martha Sears – ” Księga Rodzicielstwa Bliskości
– Małgorzata Miksza „Zrozumieć Montessori
– Grazia Fonegger Fresco „Być rodzicami. Jak przygotować się na przyjęcie dziecka, a potem wychować je mądrze i z miłością”
– Maja Pitamic „Naucz mnie samodzielności”
– Agnieszka Stein „Dziecko z bliska
– „Poradnik  dla zielonych rodziców” – nie jest związany bezpośrednio, ale wiele zasad z tej książki stosujemy m.in. rozdział o rozszerzaniu diety (dość niestandardowy).

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Montessori, a Rodzicielstwo Bliskości

Ten post właściwie powinien mieć inną nazwę: „Montessori i Rodzicielstwo Bliskości”. Dlaczego? Obydwie metody mają wiele wspólnych mianowników, które spróbuje przytoczyć w tym poście.

Napiszę dość nietypowo, bo większość rodziców zazwyczaj najpierw dowiaduje się o RB, a dopiero później kiedy decydują się na zapisanie swojej pociechy do jakiejś placówki trafiają na metodę Marii Montessori.

U mnie było zupełnie odwrotnie.

O metodzie Montessori dowiedziałam się ponad 10 lat temu, będąc jeszcze na studiach. Już wtedy wzbudziła moje ogromne zainteresowanie. Kilka lat później zaczęłam pracować w przedszkolu montessoriańskim i wtedy miałam przyjemność zaznajomienia się z tą metodą. Od początku jest dla mnie metoda i-d-e-a-l-n-a. Kilka lat pracowałam w takich placówkach, aż urodziłam Lilkę. Wiedziałam, że tę metodę będziemy stosować również w domu.

Zapytacie pewnie, co na to mój mąż.

Otóż, podsunęłam mu do czytania kilka lektur, artykułów i wsiąkł tak samo jak ja. Któregoś dnia, jak Lilka miała chyba 3-miesiące trafiłam na artykuł o Rodzicielstwie Bliskości. Przeczytałam, przemyślałam i stwierdziłam, że my dokładnie wychowujemy córkę w duchu RB (jedynie z nią nie śpimy). Tak też stwierdziłam, że właśnie metoda Montessori ma wiele wspólnego z RB.Zacznę może od podstaw…

W Montessori nauczyciel jest jedynie przewodnikiem dziecka, to nie on jest najważniejszy. Dzieci traktuje się podmiotowo, a nie przedmiotowo. Wychowanie jest przed wszystkim naturalne. To dziecko pokazuje na co jest gotowe i wybiera do tego stosowne pomoce. Nic nie jest mu narzucane. W przedszkolach masowych często jest realizowany program według którego dzieci muszą się danych umiejętności uczyć.

W Montessori to dziecko decyduje, że jest na coś gotowe.

Przykładowo: 3-latek jeżeli ma chęć i wykazuje gotowość może uczyć się liter. Ważne jest wykorzystywanie tzw. okresów sensytywnych. Często w przedszkolach masowych są przegapiane takie momenty i takiemu dziecku później o wiele trudniej będzie przyswoić umiejętność, na którą okres sensytywny już minął. Następną kwestią jest zaufanie.

Nauczyciel ufa naturalnym instynktom i odruchom dziecka. Od samego początku używa się malutkich przedmiotów, porcelanowych dzbanuszków i innych pomocy, które w masowym przedszkolu/żłobku mogłyby być nie używane ze względu na pozorne niebezpieczeństwo. Szacunek, kolejna bardzo ważna sprawa.

Każdy do siebie odnosi się z ogromnym szacunkiem zarówno do osoby jak i pracy.

W czasie pracy własnej rozmawia się szeptem, nauczyciel jak coś mówi do dziecka zawsze kuca, aby być twarzą w twarz z dzieckiem. Kiedy dziecko jest zmęczone może udać się na drzemkę. Nie jest do tego zmuszane (moja trauma z przedszkola). Nie ma też kar, ani nagród. Nie ma pieczątek, naklejek i innych form nobilitacji pracy dziecka.

Właśnie ta wewnątrzsterowność pozwala wydobyć z dziecka jego własne zainteresowania, zachęca do pracy nad sobą (kiedyś napiszę jeszcze o tym post).Jak widzicie jest wiele cech wspólnych obu metod. Często rodzicie wychowujący dzieci w duchu RB boją się jak dziecko poradzi sobie w przedszkolu.

Placówki montessoriańskie są właśnie takimi miejscami gdzie te zasady są priorytetowe. Fajne prawda?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

britisz

Wszyscy pewnie czekają na foty z wyjazdu. No to wrzucam. Uprzedzam, nie będzie tałer bridż, bakingam palas i soho strit. Te atrakcje już zwiedziliśmy wiele razy podczas poprzednich wyjazdów.

Polecieliśmy do naszych znajomych w odwiedziny i to z nimi spędzaliśmy większość czasu. Jeszcze raz dzięki! Tekstu mało, bo niestety Lil dopadło najgorsze… Niestety ma zapalenie płuc i pierwszy antybiotyk w życiu. Myślcie o nas ciepło, bo nie jest to lekki czas.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Londyn dzieciom

Jak pewnie wiecie jesteśmy obecnie na wyspach. Niestety nie na kanaryjskich, chociaz i tak nie jest źle jeżeli chodzi o pogodę. Najważniejsze, że nie ma śniegu. Nawet deszcz mi nie przeszkadza. Bardzo nam sie tu podoba. Większość miejsc jest przystosowanych do dzieci, a to najważniejsze. Kilka fot dla ciekawskich:

 A teraz ogromne wow. Zobaczcie jak wygląda tzw. parent’s room w galerii handlowej

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Praca, a nie zabawa

Dziecięce zabawy są w dzisiejszych czasach traktowane dziwnie. Mówię tu o takich zwykłych zabawach kiedy dziecko bierze jakiś przedmiot i się nim bawi (są różne wersje: sam, z innym dzieckiem, z dorosłym). W przedszkolach, żłobkach dzieci się bawią. Tak zawsze było.

Od jakiegoś czasy obserwuję nagonkę na te właśnie zabawy. Tak jakby dzieci traciły swój cenny czas. Powinny w tym czasie uczyć się perskiego, tekłondo i robotyki. Mam zupełnie odmienne zdanie niż większość rodziców w dzisiejszych czasach. Chcę żeby moja córka mogła sobie biegać, skakać, brykać, układać z klocków, bujać lalę niż żeby uczyła się rożnych nowych rzeczy na tzw. „zajęciach dodatkowych”.

Pomysł usunięcia takich zajęć spodobał mi się bardzo. Sporo rodziców uważa jednak, że przedszkole musi mieć dłuuuuugą listę zajęć dodatkowych. A ja uważam zupełnie inaczej: niech dzieci mają święty spokój!

Często jest tak, że właśnie w samym środku budowania mega statku kosmicznego dziecko jest właśnie zabierane na np. takewondo. Myślę, że to wszystko o czym dziś pisze wynika z niewiedzy. Większość rodziców postrzega swobodną zabawę jako stratę czasu. A to właśnie wtedy dzieci najwięcej się uczą.

Czynności wybierane przez dziecko trafiają właśnie w sam środek okresu sensytywnego (czyli takiego czasu, w którym organizm dziecka jest szczególnie wrażliwy na bodźce ważne dla rozwoju jakiejś funkcji). Właśnie wtedy najszybciej się tego uczy.

Upraszczając, skoro dziecko układa wieże z klocków po raz enty to znaczy, że jego układ nerwowy właśnie się uczy tej funkcji. Inny przykład: Lila teraz non stop biega, skacze, wspina się (przyprawiając mnie niekiedy o zawał). Widzę dokładnie, że ćwiczy równowagę, układ proprioceptywny (układ odpowiedzialny za czucie ciała  w  przestrzeni), koordynację i wzmacnia napięcie mięśniowe.

Takie jest jej zapotrzebowanie i to cały czas realizuje. Dlatego też taka właśnie zabawa w teorii M. Montessori nazywa się pracą. U nas w przedszkolu nie mówi się, że dziecko się bawi np. szorstkim alfabetem. Tylko, że pracuje. Uważam, że jest to o wiele lepsze sformułowanie.

Na zabawki używa się sfomułowania „pomoce”. Też genialne określenie, bo pomagają im się rozwijać. Po skończonej pracy własnej dzieci siadają w kręgu i opowiadają z czym pracowały. Nauczyciel traktuje ich pracę z ogromnym szacunkiem i wypytuje o szczegóły.

Dlatego pewnie i tu znajdą się osoby, które uważają, że taka zabawa to strata czasu. Lepiej żeby uczyło się angielskiego lub tańca. Wyścig szczurów zaczyna się już od urodzenia i skoro inne dzieci chodzą to moje też, bo przepadnie. A ja myślę, że właśnie zyska. Zyska bardzo dużo. 

No właśnie, a z czym pracuje Lila w domu?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej