kontakt i współpraca
Kiedyś niezbyt przejmowałam się tym co jem. Oczywiście starałam się odżywiać zdrowo, natomiast nigdy nie zwracałam uwagi na opisy składów zamieszczanych na opakowaniach.
Aż kiedyś trafiłam na książkę Jillian Michaels „Opanuj swój metabolizm”. Tytuł jest dość mylący, ale generalnie jest to książka do nauki czytania etykietek na produktach spożywczych. Po tej lekturze moja dieta (a później też mojego męża) zmieniła się diametralnie.
Zaczęliśmy unikać przede wszystkim syropu glukozowo-fruktozowego i konserwantów. Wybieramy produkty o krótkich i prostych składach. Dlatego też kiedy dostałam zaproszenie na wykład o konserwantach bez wahania się zgodziłam.
Na spotkaniu z psychologiem dziecięcym i dietetykiem dowiedziałam się kilku nowych rzeczy, które trochę zmieniły mój światopogląd. Wykład był zorganizowany przez Kubuś Waterrr. Jedzenie, picie dla dzieci jest naładowane konserwantami. Świadome mamy, które czytają etykietki potrafią konserwanty wytropić jednym rzutem oka.
Szkodliwe konserwanty gromadzą się w organizmie i dają skutki uboczne (ta informacja najbardziej mnie zszokowała).
Otóż dzieci, które w ciągu dnia zjadały konserwanty i są dodatkowo odwodnione mogą się zachowywać w dziwny sposób. Są nadpobudliwe, nie mogą się wyciszyć, płaczą bez powodu, są rozdrażnione.
Te objawy przypominają mi dziecko z zaburzeniami Integracji sensorycznej. Szczerze Wam napiszę, że nie wiedziałam, że konserwanty mogą mieć aż taki wpływ na zachowanie. Gdyby takie dziecko wypiłoby odpowiednią ilość wody to te nieszczęsne konserwanty zostałyby wypłukane z organizmu.
Dlatego szczególnie latem zwracajmy uwagę na to ile nasze dziecko pije.
Czy jestem rodzicem idealnym?
Nie!
A czy chciałabym być rodzicem idealnym?
Też nie!
A dlaczego?
Bo tacy nie istnieją. Wystarczy mi, że będę wystarczająco dobrym rodzicem*.
Zawsze uważałam, że rodzic idealny to taki, który bezgranicznie kocha swoje dziecko. W miarę tego jak mój bagaż rodzicielskich doświadczeń robił się coraz cięższy doszłam do wniosku, że miłość rodzica do dziecka nie jest tu wyznacznikiem.
Czy zdarza mi się mieć gorszy humor? Tak, oczywiście.
Czy czasami podnoszę głos? Jak najbardziej.
Czy kłócę się z moim mężem? A i owszem, ale zawszę się godzę (też przy Lilce żeby to widziała).
Czy jak czasem mnie o coś prosi to mówię „Lila, nie chce mi się”? Zdarza się.
Wiem, że być może na blogu pokazujemy bardzo malutki kawałek naszego życia. Jesteśmy najnormalniejszą rodziną. Moje zdjęcia pokazują tylko ułamek naszej rzeczywistości. Tuż za kadrem leży skarpeta i rozdeptany chrupek…;)
Każdy ma dni lepsze i gorsze. Chce żeby Lilka widziała mnie również w sytuacjach kryzysowych. A nie tylko wesołą i uśmiechniętą podczas gdy we mnie się gotuje. Jestem tylko człowiekiem, rodzicem, który przygotowuje swoje dziecko do samodzielnego życia.
A. Stein uważa nawet, że rodzic ma prawo przekląć przy dziecku. Pokazujemy wtedy, że jesteśmy tylko ludźmi… Tylko zawsze trzeba wyjaśnić co to słowo oznacza, a z tym jest trochę trudniej;)
A teraz najlepsze! Dostałam propozycję od stacji TVN wzięcia udziału w programie typu reality show pt. „Mama kontra mama”. W programie mamy będą prezentowały swoje metody wychowawcze, a następnie wśród nich będzie wybierana najlepsza mama.
Śmiać mi się zachciało jak to przeczytałam. Myślałam, że to jakiś żart. Ale najwidoczniej nie. Coś czuje, że będzie to jatka w stylu „Surowych rodziców”. A jak Wy myślicie, czy mamy idealne/doskonałe istnieją?
*Termin wystarczająco dobrego rodzica stworzył Donald Woods Winnicott.
Od jakiegoś czasu Lili uwielbia zabawy tematyczne. Obserwuje nas w życiu codziennym i dzielnie naśladuje. Jedną z ulubionych form tej zabawy jest gotowanie. Kroi warzywa, wkłada do garnka, miesza, dolewa „wody” z czajnika”. Cały czas otwiera pokrywki, zagląda, a nawet „wącha”.
Wyławia łyżką drewnianą cytrynę, próbuje i mówi „mmm pycha”. Długo szukałam garnuszków, które byłyby dla nas odpowiednie. Ikea była najbardziej oczywistym wyborem. Jednak udało mi się znaleźć coś innego i jestem z tego kompletu maksymalnie zadowolona.
To zestaw od francuskiej marki Vilac. Garnuszki są aluminiowe, a uchwyty są drewniane. W komplecie są również piękne drewniane łyżki i czajnik, z którego Lilka korzysta również przy zabawie z serwisem do herbaty, ale o niej innym razem.
Garnuszki Vilac
Dziś uczestniczyłyśmy wraz z innymi blogerkami w warsztatach organizowanych przez Hewlett Packard. Tematem naszego spotkania były talenty dzieci.
Myślę, że jest to zagadnienie dość kontrowersyjne w dobie inwazji rozmaitych zajęć dodatkowych.
Warsztaty na ten temat przeprowadziła Pani Ewa Nowak– pedagog, terapeuta, pisarka Spotkałyśmy się w świetnym miejscu – Formy kolory. Powiem szczerze, że nigdy wcześniej tu nie byłam. Miejsce bardzo przypadło mi do gustu. Jeżeli jeszcze nie znacie tej kafejki z szeroką ofertą kreatywnych atrakcji dla dzieci to polecam.
A co się działo na warsztatach? Podobała mi się metoda przeprowadzenia tego spotkania. Pani Ewa podczas nauki starała się angażować nasze wszystkie zmysły (co jak wiadomo ułatwia naukę), a przez praktykę mogłyśmy sobie wszystko utrwalić.
Pokazywała jak w bardzo prosty sposób zachęcać dziecko do rozwijania swoich zdolności. Mówiła też, o tym żeby otaczać dziecko od małego sztuką (tak też mówi M.Montessori), a nie plastikowymi wizerunkami bajek z Disneya.
Ogromnie spodobał mi się cytat z materiałów:
„Najlepsze co możesz zrobić, żeby wychować dziecko utalentowane, to sprawić żeby dziecko samo chciało zostać kimś, kto ma talent.”
A teraz pewnie się zastanowicie, co z tym wspólnego ma firma HP, która ma w swojej ofercie drukarki i urządzenia wielofunkcyjne? Otóż, dzięki takiemu sprzętowi możemy archiwizować prace dziecka, powielać, podpisywać, tworzyć kolaże. Możemy również drukować różnego rodzaju karty pracy, drukować reprodukcje obrazów i np. tworzyć z nich puzzle. Pomysłów jest masa! Ja też już zaczynam Lilce tworzyć karty do wydruku. Możecie ściągnąć i wydrukować z wpisu Prace domowe
A teraz relacja foto:
Ale był szał- pomieszała wszystkie…
Nasze utalentowane dzieci
Poznajecie kogoś?
Dziś podzielę się z Wami moimi doświadczeniami w temacie: „Jak przejść od jedzenia łapkami do bardziej kulturalnej formy spożywania pokarmów;)?”
Z tego, co sobie przypominam pierwsze próby Lilki z łyżką odbywały się około 9-10 miesiąca. Jak wiecie nie karmiłam Lilki. Chciałam żeby jadła sama również rzeczy w miarę płynne np. kaszka/owsianka na śniadanie. W jaki sposób to się u nas stało?
Robiłam jej w/w kaszkę w misce, nakładam jej porcję na łyżeczkę, a ona sama wkładała ją do buzi. Zależało mi na tym żeby mogła jeść sama. Z tygodnia na tydzień Lilka coraz sprawniej operowała łyżką i udawało jej się coś nabrać, a później trafić do buzi lub też nie;)
Około roku kupiłam jej pierwsze metalowe sztućce z Ikei. Posiłek kroiłam na małe części i sama jej nabijałam. Z czasem sama zaczęła precyzyjnie trafiać w kawałki jedzenia.
Sprawiało jej to ogromną frajdę. Od tego czasu posługuje się bardzo sprawnie widelcem, a nawet czasami używa noża. Jak robimy te placki to Lilka sama kroi banana. A teraz kilka słów o samych sztućcach, bo jest ich na rynku bardzo dużo. Pokaże Wam moje najbardziej sprawdzone i do czego nam służą.
Jedna uwaga! Przy wyborze sztućców zwróćcie uwagę aby nie miały bardzo grubej rękojeści. Takie bardzo niewygodnie się trzyma. Aha! Widelec musi być w miarę ostry żeby można było cokolwiek na niego nabić.
kupiona w zestawie (4 chyba) za 6 zł w Rossmannie- są ciągle moimi ulubionymi. Leciutkie, miękkie i dość wąskie. Świetnie nadają się do jogurtu/owsianki. Za to absolutnie nie da się nimi zjeść zupy (nabiera się kilka kropel i zanim trafią do buzi zupa jest już w rynience śliniaka). Zawsze noszę zapasową w torbie.
jest na tyle głęboka i szeroka, że świetnie nadaje się do jedzenia zupełnie płynnych zup
nóż i widelec są ok do jedzenia stałych. Natomiast łyżki nie używamy. Jest za płytka na zupy, a jogurty i owsianka z niej zjeżdżają zanim zbliżą się nawet do stacji Buzia Mała.
Lilka dostała je w zestawie z pięknym talerzykiem, miską i kubkiem na roczek. Sztućce są dopasowane do małych rączek, a do tego są prześliczne. A Wy jakie macie typy?
Dziś część druga posta Śniadanie wg Lilija. Będzie o mojej nienawiści do kaszy jaglanej. Tak, dobrze przeczytaliście. Nie znoszę kaszy jaglanej.
Może nie trafiłam jeszcze na genialny przepis, który pozbawi ją kartonowego smaku. Płukałam ją, prażyłam i inne cuda wyczyniałam, a i tak smak pozostawiał wiele do życzenia.Pewnego dnia się poddałam… Aż trafiłam na znakomity wynalazek! Płatki jaglane!
To jest to! Gotują się 7 minut i są przeeepyszne (całkiem jakby nie były z kaszy jaglanej). Kupuję je na ekopółce w Piotrze i Pawle lub na wagę na Hali Mirowskiej (taniej). Lila też ja bardzo lubi.
Jemy ją naprzemiennie z owsianką. A przepis wygląda tak:– płatki jaglane– 2 łyżki syropu z agawy ( Rossmann)– bakalie, ja użyłam: żurawiny słodzonej syropem klonowym, migdały, płatki migdałowe– cynamon na płatki migdałowe po ugotowaniu – można dodawać świeże owoce /pyszne są z malinami i płatkami migdałowymi) Fotki naszego dzisiejszego śniadania
Kubek, miska, łyżka, śliniak- Beaba
Tacka- Ikea
Dziś post o naszych sposobach na Lilki włosy.
Zacznę może od określenia typu. Włosy wszystkich dzieci są normalne (nie są suche, ani przetłuszczające się). Lilki czupryna jest bardzo delikatna. Ma dużo włosów, ale są raczej cienkie z tendencją do kręcenia i puszenia się.
Włosy skróciliśmy 3 razy żeby wyrównać ich długość. Dwa razy byliśmy u fryzjera i raz sama jej podcięłam. Jak była niemowlakiem włosy myliśmy prawie codziennie. Od około 8 miesięcy włosy myjemy raz dwa razy w tygodniu. Już nie muszę codziennie wygrzebywać resztek jedzenia z czupryny, więc myjemy je rzadziej.
Zaczynam zawsze od tego, że przed myciem delikatnie rozczesuję jej włosy. Kołtuny rozplątuję palcami. Później myję je łagodnym szamponem. Nigdy włosów nie pocieram, nie szoruję tylko masuję włosy i skórę głowy. Później spłukuję pianę letnią wodą za pomocą kubka z miękką krawędzią (tej części Lilka nie lubi najbardziej).
Dzieciom, które ogólnie nie lubią mycia głowy polecam robienie masażu z lekkim uciskaniem głowy przed samym myciem. Po wyjściu z wanny włosy lekko osuszam ręcznikiem, nie szoruję, nie pocieram, nie suszę suszarką. Staram się żeby nie szła spać z mokrą głową ( to bardzo niszczy włosy). Później włosy rozczesuję za pomocą Tangle Teezer.
Włosy kręcone rozczesujcie tylko na mokro. Inaczej efekt będzie jak u Einsteina. Lila ostatnio nie przepada za kucykami i spinkami, ale jeżeli już robimy jakąś fryzurę to używam tylko spinek i gumek bez elementów metalowych (one uszkadzają włosy).
szampony- wybieram te bez SLS, ponieważ źle wpływają na włosy, a u kręconowłosych powodują „puszek”. Kiedyś lubiłam Babydream z Rossmanna, ale przy większej ilości włosów ten szampon już się nie sprawdza, ponieważ bardzo ciężko się spłukuje.
Używaliśmy wcześniej szamponu Hipp i on się sprawdził najlepiej, jak tylko skończę ten na pewno do niego wrócę. Teraz mam Johnson&johnson- jest w miarę ok. Ale jakieś zaćmienie mnie ogarnęło podczas kupowania tego produktu i nie zauważyłam, że w składzie (co prawda daleko) są SLS.
Zauważyłam, że Lilce mocniej się puszą po nim włosy. – szczotka Tangle Teezer z opakowaniem na gumki i spinki – nasz ostatni nabytek. Ja swojej TT używam od 3 lat i nie zamieniłabym jej na nic innego. Kupiłam Lilce wersję dziecięca i jestem bardzo zadowolona.
Lila próbuje sama się nią czesać:) Dzieciom z mniejszą ilością włosów polecam szczotki z włosia naturalnego (np. koziego), a później w miarę przyrostu czupryny szczotkę z włosia dzika. -kubek z miękkim brzegiem do spłukiwania- mój kupiłam bardzo dawno na targach.
Kolejna pomoc w naszym zbiorze. Tym razem do edukacji matematycznej. Karty z liczbami wykonałam na iPhonie w aplikacji Typic+
Jeżeli macie chęć skopiujcie ode mnie, pozwalam:)
Dziś będzie o układankach. Dzieci zazwyczaj zaczynają się nimi interesować około 18 m.ż. Tak też było u nas. Najpierw Lilka układała puzzle jednoelementowe, a ostatnio przyszedł czas na dwuelementowe.
Pewnie nawet nie zdajecie sobie sprawy jaki wpływ na rozwój ma układanie puzzli. Przede wszystkim ta aktywność pobudza do pracy obie półkule mózgowe. Dziecko sięgając po element układanki, który leży po przeciwnej stronie ciała przekracza linię środka ciała.
Oprócz doskonalenia funkcji poznawczych wpływa pozytywnie na motorykę małą. Dziecko usprawnia chwytność palców oraz doskonali precyzję ruchów. Podczas takiej zabawy dziecko uczy się spostrzegawczości i szybkiego rozpoznawania figur. Ćwiczy również myślenie przyczynowo-skutkowe.
Puzzle jak najbardziej są pomocą rozwojową wg pedagogiki Montessori.. Dlaczego? Ponieważ mają kontrolę błędu. Jeżeli dziecko źle włoży element układanki od razu wie gdzie popełniło błąd i może go skorygować.
Układanie puzzli uczy również cierpliwości, kontrolowania swoich ruchów, planowania i szukania różnych rozwiązań, co uczy kreatywności.
Dodatkowo, taka zabawa jest świetnym sposobem na spędzanie wolnego czasu razem z rodziną.
Na zdjęciach Lilka układa puzzle 2-elementowe Djeco Zwierzęta i ich domki
Układacie z dziećmi puzzle?
ziękujemy wszystkim za udział! Konkurs okazał się trudny, a nawet bardzo trudny. Tym bardziej gratulujemy wygranym.
Kocyk Blanket Greyloop od Nudy wygrywa Alina Malina.
A to jej wiersz:„Nie ma dzieci, są ludzie”
Dorosłość przerasta je o głowętylko słowem.Mają troszkę krótsze do sięgania ręce:Dlatego nie chcą ciągle lepiej, ciągle więcej.W zabawach bywają i tatą i mamą,lalki zawsze kochają tak samo:tak samo, czyli po równo.Próbują, nawet jeśli nasze łatwo, to ich trudno.Mają prawo do tego, by ich głos został wysłuchany:Dzieci to najlepszy rodzaj ludzi.Niezmanierowany.Skradł moje serce <3
czy Ja jestem człowiek? czy Ja jestem człowiek? czy też, Ja jestem lew? Mamusiu odpowiedz, takie rzeczy Ty wiesz… czy Ja jestem człowiek? czy też, Ja jestem ptak? bo różnie to widzę, gdy tak leżę na wznak… to znowu na brzuchu, wydaje się jasne, lecz długo na brzuchu nie mogę, bo zasnę. czy Ja jestem człowiek? czy też, Ja jestem skrzat?
Mamusiu odpowiedz, Ty już lepiej znasz świat. Dziecino Kochana, to rzecz oczywista choć patrząc oczami, tej Twojej fantazji wydawać się może, że długa jest lista i każda możliwość, chce szukać swej racji.
Dziecino Kochana, na wszystkie sposoby potwierdzam i stwierdzam, bez chwili wahania Ty jesteś człowiekiem – malutkim i nowym, największym mym szczęściem, powodem kochania. jeżeli zaś czujesz czasami lwa w sobie, lub ptasie ochoty podniebne Dziecino, czy nawet być skrzatem chcesz… co ci tam w głowie… to bądź i niech chęci te w Tobie nie giną
Pierwszy zestaw 3 książek od wydawnictwa Znak wygrywa Darek:
Gdy miałem 10 lat przeprowadzili się do nas nowi sąsiedzi itak poznałem swoją rówieśniczkę Gosię. Nasze rodziny bardzo sięprzyjaźniły i często się odwiedzaliśmy. Pamiętam że raz oglądalikabaret Olgi Lipnickiej, a my się bawiliśmy w pokoju. Potem poszliśmy nadwór i tam skradłem pierwszego buziaka Gosi i powiedziałem że się znią ożenię, a dziecko nasze będzie się nazywać Olga.
Nie widzieliśmy się 17 lat. Gdy przypadkiem na siebie wpadliśmy to już zaczęliśmy się spotykać i ze śmiechem wspominaliśmy nasze dzieciństwo. Po 2 latach byłem już mężem Małgorzaty i lada dzień miałem zostać ojcem Paulinki. W trakcie porodu Gosia spojrzała na mnie i powiedziała słowo OBIETNICA. W tym momencie Położna kazała mi przeciąć pępowinę Paulinie.
Spojrzałem na żonę i równocześnie powiedzieliśmy OLGA. Położna zaczęła się śmiać i powiedziała Urodziło się Dziecko z nietypowym imieniem a na tożona – dla Pani to tylko dziecko a dla Nas to już Człowiek z pustą kartąa naszym zadaniem(rodziców) jest tą kartę pozwolić prawidłowo zapełni
Janusz Korczak zwrócił uwagę na coś bardzo ważnego. Dzieci to także ludzie, tylko jeszcze mali, mniejsi i słabsi, a przede wszystkim z mniejszym bagażem doświadczeń. To nasze pociechy, które zaczynają uczyć się życia. I my powinniśmy im pomóc,wspierać w każdej chwili, by nauczyły się, co jest ważne. To my jesteśmy ich nauczycielami i od nas zależy, jakimi dorosłymi będą w przyszłości. Jeśli będziemy odnosić się do nich z szacunkiem, tak jak powinniśmy, miłością, tolerancją i zrozumieniem, to one się tego od nas nauczą i kiedyś przekażą swym dzieciom.
Należy być dla dzieci wyrozumiałym i pomóc im zrozumieć różne zagadnienia i aspekty życia. One mają do tego takie samo prawo, jak my, a nawet większe, bo my już coś wiemy, umiemy, a one dopiero zdobywają różnorodną wiedzę. Są otwarte i szczere wobec nas i tego my powinniśmy uczyć się od nich.
rozwijanie się i prawa…bądźmy wrażliwi na ich problemy i otoczmy opieką. Należy zrozumieć, że one, podobnie jak my, pragną akceptacji, wysłuchania, poszanowania godności . Nie trzeba traktować ich z góry, obojętnie, a na równi z nami. Dbać o dobre relacje. Starać się, by ich serca i umysły były piękne i wrażliwe, są one przecież czystymi kartami, na których zapisują się kolejne wydarzenia. Pozwólmy dzieciom żyć naprawdę, wysłuchajmy ich, rozmawiajmy, byśmy mogli powtórzyć te słowa: „żyj tak, abyś mógł chcieć, aby dowody Twojego postępowania były dobrem powszechnym”.
Kochaj, ucz zasad i respektuj ustalone reguły. Bo ludzie to my wszyscy, dzieci także…z otwartymi sercami i szczerymi intencjami przyjmują wszystko, co im dajemy. Wymagają tysiąca odpowiedzi i zaufania, wykonują zadania…cieszy mnie, że właśnie została wydana książeczka Joanny Olech ” Mam prawo i nie zawaham się go użyć”. Dzięki niej idea wpajania dzieciom praw zatoczy większe kręgi. To ważne, by je znały.
Odezwijcie do mnie na liliija@interia.eu i podajcie swoje adresy
Wczoraj zorganizowaliśmy piknik z okazji Dania Dziecka. Były balony, lody, piłki, bańki czyli wszystko to, co dzieci uwielbiają. Na zdjęciach są Zuza i chłopaki i Ania i Mila
A Wy jak spędziliście ten dzień?
P.s. Oczekujcie jutro wyników konkursu:)
Dziś Wam pokażę moją nową miłość. Mam ją już od ponad miesiąca i śmiało mogę Wam napisać o jej zaletach. Pierwsza sprawa to gabaryty. Torba jest rzeczywiście spora, możną ją powiększyć poprzez włożenie sztywnego dna. Teraz, kiedy jest ciepło wychodzę z Lilką na całe dnie. Wszystkie potrzebne rzeczy mieszczą się w niej bez problemu.
Dołączonych do niej jest kilka świetnych gadżetów, które ułatwiają jej użytkowanie (przewijak, opakowanie termoizolacyjne na ciepłe przekąski oraz torba na mokre ubrania- przydatna po basenie). Ma bardzo dużo przegródek, co ułatwia zachowanie porządku (w moim przypadku względnego porządku;).Do tego ma świetny design.
Pasuje do większości moich ciuchów, a z koralowymi trampkami Chipie tworzy doskonały duet. Torba ma zaczepy na wózek, co niesamowicie ułatwia jej użytkowanie podczas spacerów. Towarzyszy nam na spacerach, wyjazdach i wizytach na basenie.
A tak się prezentuje:
Dawno nic nie było o naszych książkach. Ciągle nam ich przybywa, a ja zapominam Wam o nich napisać. Dziś będzie o książce, która w naszej BibLILOteczce jest od dawna. Chciałam ją kupić Lilce na roczek, ale nakład się wyczerpał.
Kiedy kolejny dodruk pojawił się w księgarniach od razu ją kupiłam. Co lubię w tej książce? Ilustracje! Uważam, że są najpiękniejsze ze wszystkich jakie posiadamy w domu. Tekst jest prosty i ciekawy. Lila bardzo lubi czytać „Prośka”.
Teraz już proszę ją żeby mi sama opowiadała co widzi na obrazkach. A „Sto lat” zawsze razem głośno śpiewamy i dmuchamy świeczkę z Prosiakiem. Na drugie urodziny na pewno jej kupię drugą część tej książki „Drugie urodziny prosiaczka.
Drugie urodziny prosiaczka – tekst i lustracje Aleksandra Woldańska – PłocińskaWydawnictwo Czerwony konik
Jak tam Wasze przygotowania do tego dnia? My już prezencik dla Lilki mamy i w niedzielę wybieramy się na piknik ze znajomymi. Jeżeli jeszcze nic nie zaplanowaliście polecam odwiedzenie TK Maxx. Jak już pisałam wcześniej Dzień Dziecka w TK Maxx można tam znaleźć świetne prezenty na Dzień Dziecka i nie tylko.
Oprócz działu dziecięcego z zabawkami i ubraniami zawsze odwiedzam dział „Home” oraz dział drogeryjny. Mój mąż również jest maniakiem zakupów w tym sklepie. Ciągle sobie coś tam kupuje, a to wagę do bagażu, a to case na telefon. Do tego jako typowy członek ludu zbieracko-łowieckiego ma zawsze satysfakcję, że coś upolował:)
Pokażę Wam nasze zdobycze, które mamy z TK Maxx
A tu propozycje już ze sklepu:
Pewnie się zdziwicie dlaczego sięgnęłam po taką lekturę skoro Lilka nie ma problemów z jedzeniem. Często matki (ojcowie raczej nigdy;) zwracają się do mnie jako specjalisty z pytaniem dlaczego dziecko „Nie chce mi jeść?”.
Zauważcie, że użycie zaimka „mi” jest dość naturalne w tym stwierdzeniu. Ja też parę razy dałam się złapać w tę pułapkę. Gotowałam obiad 1,5 h z Lilką na rękach, a później ona odmawia MI jedzenia albo prosi o chleb z masłem. Chociaż starałam się tego nie okazywać byłam smutna z tego powodu, że Lilka MI odmawia. Aż do momentu kiedy trafiłam na tę książkę.
Obala ona mit niejadka. Tak moi drodzy, niejadki nie istnieją. Za to jest na świecie mnóstwo rodziców, którzy mają za duże wyobrażenia (często kształtowane przez media) o apetytach swoich dzieci.
Jedną z najbardziej fascynujących rzeczy jaką przeczytałam w tej książce jest podrozdział
Tak naprawdę dzieci karmione piersią wcale nie muszą jeść żadnych warzyw i owoców. Wszystkie witaminy pobierają z mlekiem mamy. Taki boom na jedzenie warzyw i owoców przez dzieci pojawił się wraz z wprowadzeniem sztucznych mieszanek. Wszystkich witamin nie ma w mm, dlatego trzeba wprowadzać owoce i warzywa. Wtedy właśnie pojawia się problem. Dlaczego dzieci zazwyczaj nie chcą ich jeść? Z bardzo prostej przyczyny… Dzieci mają bardzo małe żołądki. Potrzebują bardzo skoncentrowanych, kalorycznych posiłków. Musiałyby zjeść bardzo dużo owoców i warzyw aby zaspokoić głód.
Dzieci ewolucyjnie wybierają produkty bardziej kaloryczne aby zaspokoić głód. Naukowiec z Madrytu zbadał kaloryczność słoiczków dla dzieci. Średnia wartość kaloryczna takich przecierów mięsno-warzywnych to 50 kcal, niektóre nawet zawierały 30 kcal w 100g. Mleko mamy ma 70 kcal, czyli nawet 2 razy więcej niż rzeczony słoik. Nie wierzcie w to, że dziecko musi jeść więcej stałych pokarmów, bo na mleku mamy nie przybiera wystarczająco.
Dlaczego dzieci nie chcą jeść? Z wielu powodów, ale najczęstszym jest to, że je się zmusza/ przymusza i wymusza. Im bardziej kręci się wszystko wokół tego, że Rysio nie zjadł miski rosołu na obiad tym bardziej w/w chłopiec nie zje naleśników na kolację. A dlaczego mógł odmówić? Odpowiedzi może być wiele:
a) miska zupy wg jego mamy ma 300 ml ( a jest w stanie zjeść o wiele mniej)b) nie zdążył zgłodnieć od śniadaniac) bierze go okropne choróbsko i nie ma apetytu
Gonzalez obala również kolejny mit.
Dlaczego jest to mit? Dzieci w pierwszym roku życia rosną bardzo szybko, już nigdy ich waga i wzrost nie będą nabierały takiego tempa jak w tym okresie. Dzieci po pierwszym roku życia potrzebują tak naprawdę takiej samej ilości jedzenia lub nawet mniejszej żeby wydatkować ją na energię potrzebną do utrzymania przy życiu.
Już nie potrzebują tak dużo jedzenia, bo nie rosną w tak szybkim tempie. Nam się może wydawać, że skoro w 12 miesiącu zjada pól kromki chleba na kolację, to w wieku 24 miesięcy powinien zjadać jedną. A tak naprawdę to nic nie powinien. W tej książce jest również szczegółowo opisany problem siatek centylowych.
3 centyl to nie jest chore dziecko (oczywiście tylko z powodu, że tyle waży i mierzy). Autor obala również ilości proponowanego jedzenia. Tak naprawdę do roku dzieci powinny jeść tylko mleko mamy. Według lekarzy z początku 20 wieku warzywa i owoce powinno się wprowadzać po skończeniu 3 roku życia.
To tempo w jakim żyjemy nas również popędziło żeby wprowadzać jak najwcześniej i jak najwięcej pokarmów stałych. A dlaczego dzieci nie chcą próbować nowych potraw? Odpowiedź jest bardzo prosta… Milion lat temu dzieci poruszały się również w nieznanych im miejscach: dżunglach, sawannach. Były tam również trujące rośliny i owoce.
Instynkt samozachowawczy zabraniał im próbowania nowych rzeczy, bo mogłoby się to skończyć tragicznie. Trzeba kilkakrotnie zaproponować dzieciom nową potrawę, aby zobaczyły, że nie jest „trująca”. Jeżeli macie jakiekolwiek wątpliwości co do apetytu swojego dziecka albo wręcz uważacie, że go nie ma przeczytajcie tę pozycję. Rozwieje Wasze wszelkie wątpliwości i pozwoli skupić się na innych rzeczach, a nie tylko na tym, że dziecko nie zjadło obiadu.
Link do Moje dziecko nie chce jeść
Córka wkroczyła już w bardzo poważny wiek. Skończył się czas kiedy jedynka była z przodu. Co się działo u nas w tym miesiącu? Rozpoczęłyśmy odpieluchowanie i zakończyłyśmy równo po tygodniu.
Poczekamy jeszcze na pełną gotowość Lilki. Mam wrażenie, że teraz jest okres sensytywny tylko i wyłącznie na mowę. Słowa „fontanna”, „piosenka”, „łabędzie” już nikogo nie dziwią. Zaczyna łączyć podmiot z orzeczeniem i powstają proste zdania. Czasowniki są najczęściej w trybie rozkazującym „Mama, zobac”, „piosenkę włąc”- tego typu imperatywy najczęściej padają z ust Lilki.
Jest bardzo rezolutna, ruchliwa, wesoła. Jednak są sytuacje kiedy woli być obserwatorem. Wczoraj byliśmy w Parku Krasińskich i była tam fontanna, w której kąpały się dzieci. Lilka wolała stać obok, skakać i przeżywać to co widzi „na sucho”. Zasypianie we własnym łóżeczku było jednorazowym epizodem;)
Dzień Dziecka zbliża się wielkimi krokami. My jeszcze nie mamy wybranego prezentu dla Liluchny. W takich sytuacjach z pomocą przychodzi mi TK Maxx.
Prawie za każdym razem jak odwiedzam ten sklep to wychodzę z jakąś zabawką lub ubraniem (też tak macie?). A to pewnie dlatego, że są tam świetne zabawki w jeszcze lepszych cenach. Asortyment dziecięcy w tym sklepie idealnie trafia w mój gust. Zazwyczaj znajduję tam niebanalne rzeczy świetnej jakości i ciekawym designie.
Ale uwaga! Jest pewne niebezpieczeństwo podczas robienia zakupów w tym sklepie. Nigdy nie wiesz z czym wyjdziesz. Mąż ostatnio wybrał się po pasek, a wyszedł z różowym czajnikiem…;)
W ten weekend na pewno też się tam wybiorę, bo dodatkowo będzie można zgarnąć świetne nagrody. Dowiedziałam się o promocji, która będzie w najbliższych dniach.
Odwiedźcie dowolny TK Maxx w dniach 24-25 maja, zróbcie zakupy na dziale dziecięcym za min. 50 zł i odbierzcie upominek dla Dziecka.
Jeżeli zrobicie zakupy powyżej 50 zł można dodatkowo wygrać nawet 1500 zł na Karcie Upominkowej. Ciekawe co mi wpadnie w oko w weekend?
A Wy jakie macie pomysły na prezenty na Dzień Dziecka?
Zdjęcia Robert Kruk
Przygotowałam Wam dziś post o butach. Pewnie same już wiecie, że znalezienie ładnych bucików, sprzyjających stopie dziecka i do tego niedrogich graniczy z cudem. Oto moje typy na lato:
1. Emel – niestety Lilka ma teraz taki rozmiar stopy, że 21 emelowy jest już prawie za mały, a 22 jest dużo za duży. Pozostaje nam powzdychać. Tańszych Emeli szukajcie na Allegro. Nam wpadły w oko te
2. Salt Water Sandal – już do nas lecą:) kultowe już sandałki. Kupiłam tu
3.Crocband sandal – kupiłam dwa tygodnie temu tu, ale okazały się za małe. Tylko je sprzedam i kupię ten sam model tylko większy rozmiar. Uniseks.
4. Emel – tu
5. Native – piankowe trampki, skusimy się na jesień tu Uniseks
6.Elefanten – Deichmann – Elefentany miałam dla Lilki na zimę i bardzo byłam z nich zadowolona. Są porządne, a i cena nie zwala z nóg.
Wpadł mi do głowy genialny pomysł. Stworzymy tutaj, razem z Wami bazę miejsc wypadowych z dziećmi. Często niestety jest tak, że internet kłamie i po przyjeździe na miejsce okazuje się, że
a) nie ma windyb) do plaży są 2 kilometry ze stromym zejściemc) w hotelu codziennie odbywają się dyskoteki do 5 rano.
Moja propozycja jest taka… Wpisujemy w komentarzach miejsce, w którym byliśmy w takim formacie: nazwa, województwo lub kraj, linki i kilka słów o tym miejscu.
Ja mogę Wam polecić:
Kocierz – granica województwa małopolskiego i śląskiego, Kocierz, byliśmy tam w marcu. Świetne miejsce, bardzo urokliwe. Basen+krzesełka+przy restauracji oddzielona wielka bawialnia, ogromny plac zabaw
Qubus – Kraków, Qubus, hotel z założenia rodzinny, basen, bawialnia dla dzieci, krzesełka (bardzo dobre jedzenie), łóżeczka, wanienka
Hotel Warszawa – Augustów, województwo podlaskie, Hotel Warszawa, przeeepyszne jedzenie, krzesełka, bawialnia dla dzieci, duże pokoje
Meli Palace – Kreta, Meli Palace, idealne miejsce na wakacje z dziećmi, piaszczysta plaża (rzadkość na Krecie), baby menu, dużo krzesełek, animacje dla dzieci, łóżeczka, możliwość wypożyczenia: wanienek, czajników, wózków i innych bobogratów. Grecy są przemili, bardzo pomocni.
Piszcie swoje typy. My obecnie szukamy czegoś na wakacje, więc będziemy wdzięczni za rady.