kontakt i współpraca
Tylko u babci o 7 rano taką frajdę sprawia:
Skakanie w jedynej kałuży na podwórku
Wrzucanie kamieni do butelki
Rysowanie kółek patykiem na drodze
Buszowanie w zbożu
A później żniwa…
Oglądanie bociana na drodze
i podziwianie zachodu słońca. A Wam jak minął weekend?
Dziś post z serii Montessori w domu. Pomoc wykonałam w 15 minut, a koszt to 5 zł. Zadanie na pozór proste, ale nie do końca.
Zadaniem dziecka jest przewlekanie guzika przez kawałki filcu. Zadanie można modyfikować przez stworzenie wzornika. Na kartce rozrysować wzór do odtworzenia np. 2 szare i jeden różowy, 2 szare i jeden różowy itp.
Podczas pracy z tą pomocą dziecko doskonali koordynację ręka – oko i może to być wstęp do nauki zapinania guzików.
Na zakupy do takich pomocy polecam sklep Paperconcept i Empik
Wczoraj podczas spaceru wstąpiłam z Lilką do Świata Dziecka. Chciałam jej kupić piłkę. Zwykłą, gumową piłkę. Przeszłam cały sklep i nie znalazłam. Zapytałam Panią, a ona mi odpowiedziała, że nie mają ani jednej piłki.
Są za to hule kule i inne interaktywne wynalazki. Widocznie nie ma popytu na takie proste zabawki. Mało kto pewnie wie, że to łapanie piłki doskonali obustronną koordynację, koordynację ręka-oko, równowagę, propriocepcję i inne ważne funkcje.
Do tego piłką można bawić się na milion sposobów i z innymi osobami. A wciskanie przycisków na nic nie wpływa, może tylko na rosnącą irytację rodziców.
Także już robię research w necie i zamawiam dziecku piłkę. Będę śpieszyć, bo kto wie może już ich nie produkują? p.s. Wychodząc chwyciłam bańki mydlane, ale była zabawa na podwórku;)
Wszystkie piłki (oprócz czerwonej-Haba) to Crocodile CreekNie podaję linków, bo uwaga!!! bardzo trudno je znaleźć i w niektórych sklepach są tylko pojedyncze egzemplarze;)
Zostałam poproszona o przygotowanie posta o niezbędniku wakacyjnym. Tym razem forma samolotowa, lecimy zagramanicę:)
Pierwsza sprawa. Przy wyborze kierunku takiej wyprawy sprawdzajmy temperatury. Ja zawsze sprawdzam na Accuweather.com Jeżeli macie taką możliwość wybierajcie terminy mniej popularne. A dodatkowo bierzcie pod uwagę klimat panujący wówczas w danym miejscu. Włochy w sierpniu, Kuba w czerwcu? To nie dla mnie…
Wybieramy zazwyczaj maj – czerwiec lub końcówkę września. Na wyspach nie jest tak gorąco jak na kontynencie. Ale wyspy też mają mały minus – wiatr. Aha! Sprawdźcie jaka jest plaża. Na Krecie np. ciężko o plażę piaszczystą.
Przy zakupie wycieczki również zapytajcie o ubezpieczenie z możliwością rezygnacji. Przy małych dzieciach i ich chorobach ciężko jest przewidzieć, czy przed wyjazdem się nie rozchoruje. Powoli zbliża się czas wyjazdu… i zaczyna się wielkie pakowanie.
A tu kilka moich propozycji, które umilą taki wyjazd
1. Kocyki bambusowe Aden+Anais tu
2. Foremki, które zajmują bardzo mało miejsca, a nadają się do piachu i wody
3. Piłka dmuchana
4. Okulary Beaba – teraz -15% na Beaba
5. Namiot plażowy Beaba – nad Bałtyk i wyspy
6.Poncho Little Life na plażę i basen dla chodzących maluchów
Do tego mega duża torba wózkowa:
Beaba Stockholm tu też -15% teraz W ostatniej chwili znalazłam jeszcze fajne ręczniki w typie poncho- są teraz w H&M home (niestety tylko tam gdzie jest dział Kids)
Lila biega, tupie, śpiewa, gada do siebie i do mnie, krzyczy, mruczy, śmieje się na głos, stuka, puka, dzwoni, otwiera, zamyka… Aż nagle nastaje cisza…
Jak makiem zasiał. Wtedy wiem, że coś się święci. Rzucam wszystko i biegnę, a ona stoi na parapecie i się śmieje. Znacie to?
Bluza – Emile et ida kupiłam ostatnią z dużym rabatem
Legginsy- Lindex
Moi drodzy z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka Liliija oraz wspaniali sponsorzy zapraszają na konkurs pod tytułem: „Nie ma dzieci, są ludzie”- J.Korczak Zasady są bardzo proste.
Wykonanie pracy (zdjęcie, wideo, kolaż, opowiadanie, wiersz…) z myślą przewodnią J. Korczaka „Nie ma dzieci, są ludzie”. Zadanie nie jest łatwe, ale liczymy na Waszą kreatywność. Można również napisać jak rozumiecie to zdanie – w komentarzu. Konkurs będzie trwał od 12 do 31 maja do godziny 00.00. Wyniki ogłosimy do 7 czerwca. Prace nadsyłajcie na liliija@interia.eu A teraz nagrody: Od Nudy:
Kocyk Blanket Greyloop Od wydawnictwa Czerwony Konik:
Pieluchy, temat rzeka. Przyznam się Wam szczerze, że też kiedyś uległam presji. W okolicach roku sadzałam Lilkę na nocnik po drzemce. Różnie z tym było… Raz sukces, raz porażka.
W końcu któregoś dnia już nie chciała korzystać z tego dobrodziejstwa ludzkości. Odpuściłam, uznałam, że nie jest gotowa. Nie dawałam nigdy żadnych zabawek, żeby utrzymać ją tylko na nocniku.
Bez sensu jest te podejście, a dodatkowo może powodować zatwardzenia nawykowe. Uznałam, że nocnik jest po to żeby załatwić się na nim jak jest taka potrzeba, a nie siedzieć na nim aż się zrobi potrzebę fizjologiczną. Moja teściowa była bardzo zdziwiona, dlaczego przestałam ją „wysadzać” (btw, ale słowo)
Mówiła, że kiedyś to około roku już dziecko samo załatwiało swoje potrzeby na nocnik. Wiadomo, kiedyś nie było jednorazówek. Motywacja była większa, bo ileż można było te pieluchy prać, gotować i prasować. Do tego tetra miała jeden zasadniczy plus. Nie odciągała płynu tak jak to teraz robią jednorazówki.
Jak dziecko zrobiło numer 1 lub 2 to od razu czuło dyskomfort. W jednorazówkę dziecko się załatwi i nic nie czuje. Tak było u nas przez 1,5 roku. Ostatnio to się zmienia. Lila sygnalizuje nam, że jakaś niespodzianka jest w pieluszce. Mało tego, że sygnalizuje…
Jak już zrobi, podchodzi do kanapy, rozkłada równiutko ceratkę, na której ją zawsze przewijamy. Kładzie się na nią i krzyczy „bąąąąąąk”. Komunikat bardzo prosty, a jakże wymowny;) Postanowiliśmy iść za ciosem. Skoro już czuje i bardzo jej to przeszkadza, to może jest już gotowa?
Pytacie mnie jaki mamy plan? Plan jest taki, żeby obserwować i podążać za Lilą. Od poniedziałku nie zakładam jej pieluch w domu. Nosi majtki treningowe, a później zwykłe bawełniane, jak skończą się bawełniane to same spodnie.
Z dnia na dzień jest coraz lepiej. Dziś nawet powiedziała „bąk”, pobiegła do łazienki i numer 2 wylądował w nocniku. Z godnie z naszymi przekonaniami również nie biję jej brawo. Widziałam sama jaka była z siebie dumna jak wylewała zawartość nocnika do sedesu. Zobaczymy.
Jeżeli się uda będę bardzo szczęśliwa, jeżeli nie to jeszcze poczekamy.
A jak u Was stoją te sprawy? Ahaaa jeszcze jedna kwestia. Widziałyście kiedyś ładne nocniki i nakładki na sedes. Ja nie. Wszystkie zazwyczaj są pstrokate, z Kubusiem i Miki lub mają melodyjkę. A te…są idealne.
Tak, przyznam się, byłam kiedyś matką, która chciała mieć zestaw 3 w 1 (wózek, spacerówka i fotelik). Do tego miał być oczywiście ładny. Gwiazdki, opinie i inne nie miały dla mnie znaczenia. Nie mam pojęcia też dlaczego znałam jedną firmę dwuczłonową, co pierwszy zaczyna się na eM,, a drugi na Cy. Tak jakby nie było innych fotelików (nosidełek, kołysek jak to kiedyś się mawiało). Dziecię rosło i rosło i zobaczyłam, że o zgrozo wystają jej już nóżki. A to przecież znaczy, że trzeba nabyć następny fotelik.
I chwała, że trafiłam na Pana Proste. Po wnikliwej lekturze tego bloga już nic mi się nie wydawało takie proste. Niektóre posty czytałam po dwa razy, ba a nawet i po 3. Aż w końcu oprzytomniałam. Jak obuchem w łeb. Obudziłam się z letargu. Pierwsze co, to byłam w niezłym szoku, że są inne lepsze firmy niż w/w. Drugie, wystające nóżki to nie powód do zmiany fotelika na większy ( a już miałam wybrany taki ładny z uszami żyrafy).
Fotelik, który kiedyś był (o zgrozo) nazywany nosidełkiem to najbezpieczniejsza opcja i w pierwszym foteliku najlepiej jest wozić do końca (aż głowa będzie sięgała krawędzi). Ale kiedy tam przeczytałam, żeby do 4 roku życia tyłem wozić to mój światopogląd na temat fotelików runął. Zaczęłam drążyć, szukać, pytać, czytać, pisać do Proste. No i bingo. Coś mi w głowie zaświtało. Odłożyłam kupno drugiego fotelika, aż do momentu kiedy głowa Lilki sięgała górnej krawędzi (ok 17 miesiąca), a do tego czasu miałam mnóstwo czasu na zastanowienie się jaki model wybrać.
Proste meilowo udzielił mi kilku rad i miałam już wybrany tron dla Lilki. Jednak po obejrzeniu montażu na yt zwątpiłam. Ten fotelik nie nadawał się do przekładnia go z auta do auta 2 razy w tygodniu (mowa o Britax Max way). Długo się głowiłam jaką alternatywę znaleźć.
Po przeczytaniu netu wzdłuż i wszerz byłam pewna swego wyboru. Znalazłam sklep obok nas, który ma go swoim stałym asortymencie. Pamiętajcie żeby mierzyć zawsze fotelik do auta i dziecka. Niektóre kanapy w autach mają np. mocny kąt nachylenia i wtedy nie ma opcji żeby dało się go wcisnąć. Mój mąż nie do końca mi wierzył i postanowił podczas wizyty w jednym z bardzo znanych warszawskich sklepów z majdanem dziecięcym zapytać Pana Sprzedawcę o zdanie. Powiedzieliśmy tylko, że szukamy fotelika dla dziecka. Pan nas od razu zaprowadził do Tobiego. No to wtedy już wiedziałam z kim mam do czynienia. Mimo tego, że miał „na sklepie” 6 fotelików tyłem do kierunku jazdy pokazał nam właśnie ten.
Grzecznie podziękowałam i zapytałam o Be safe. Powiedział, że jest w sumie ok. Do tego powiedział totalną bzdurę. Dziecko można przewozić z przodu tyłem do kierunku jazdy jak jest włączona poduszka powietrzną. Zapytałam, czy jest pewien. A on odpowiedział, że jest specjalistą w tej dziedzinie i się nie znam.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany to można go przymierzyć i kupić tu. Pani ma bardzo dużą wiedzę i służy pomocą. Od 2 miesięcy go użytkujemy i jesteśmy bardzo zadowoleni. Montaż zajmuje mi 3 minutki. Chociaż niezła z niego kobyła, to nie narzekam. Lilka siedzi jak królowa, widzi wszystko w 3 szybach. Skończyły się też samochodowe płacze.Sami zobaczcie jak to wygląda
A i też ma fajny bajer. W pasach ukryte są magnesy. Po wyjęciu Lilki przyczepiam pasy do tapicerki i jak ją później wkładam mam ułatwioną sytuację.
Jedyne co bym zmieniła to tapicerka. Moja jest wykonana z jakby weluru. Strasznie się to futro brudzi i łapie każdego okrucha. Jakbym jeszcze raz wybierała to kupiłabym inny kolor.
Tak, jestem głodny zawsze o tej samej porze, według zegarka. Jem też zawsze tyle samo czasu ile piszą w archaicznych poradnikach. 10 minut, ani minuty krócej. Ty pewnie też jesz przez taki okres, skoro nalegasz żebym pił mleko z piersi przez ten czas.
Podgrzewaj, odmierzaj i karm mnie. Sprawdzaj zawsze ile mililitrów/gramów zjadłem. Ty też pewnie na obiad zjadasz 250 ml zupy.
Daj mi je poznać. Jeżeli tego nie zrobisz będę się nim bawić później. A później to już podobno nie wypada.
Jedzenie równoległe ze mną jest widocznie niewygodne. No to już, siup słoik 200 g. i już możecie spokojnie jeść.
a ja nie jestem głodny, bo od obiadu zjadłem: 5 rodzynek, 3 chrupki, 4 paluszki, ćwiartkę jabłka i pięć kęsów bułki. A Ty mówisz, że nic nie zjadłem.
Pozwalają na ciągłe odkrywanie nowych smaków i konsystencji.
działa to bardzo motywująco.
Czy oni sami nie mogą za siebie zjeść?
No dobrze, teraz już na pewno ostatnia. Ale obiecuję, że ta już jest na 100% ostatnia. Brawo!!! Ale ładnie zjadłeś. Całe 200 ml.
W poprzednią sobotę skończyłaś 19 miesięcy. Niby tak niewiele, a dla mnie to jak całe życie. Całymi dniami mogłabyś się bujać na huśtawce. Coraz więcej mówisz. Twoje „mmm pycha” po zjedzeniu zimnego makaronu znalezionego na podłodze wywołuje u mnie uśmiech.
Wczoraj byłaś pierwszy raz w cyrku. Bardzo się obawiałam Twojej reakcji. Na początku się bałaś, ale później już biłaś brawo i tańczyłaś. Powoli startujemy z odpieluchowaniem. Twoje ulubione jedzenie to nadal bułka z masłem.
Kochamy Cię, córciu najbardziej na świecie.
Lili ma na sobie
spodnie Lindex
buty Emel
sweter emerycki Kappahl Newbie
bluzka Zara na 5 lat (chyba)
Uwielbiam wyjeżdżać. Każdą wyprawę traktuję jako nową lekcję. Ten wyjazd był wyjątkowy. Odżyły wspomnienia i skłoniły mnie do wielu refleksji.Nasze stare krakowskie mieszkanie.
Nudy w podróży, czyli collage warzywny na kolanie.
Cafe Moment na Kazimierzu
Sklep Bukowski przy Rynku
Spacery po Rynku
Lanckorona i najlepsze pierogi w Arce
My Sunshine
Cieplutki chleb prosto ze starej piekarni w Lanckoronie Pierwsze lekcje muzyki z wujkiem Włoski Cyrk Medrano i ich show motorowe, które wbiło mnie w krzesło
Często mnie prosicie o polecenie książek. Ostatnio czytam w każdej wolnej chwili i moja rodzicielska biblioteczka się rozrasta. Najwięcej pozycji mam z wydawnictwa Mamania. Są to książki najbliższe mi ideowo.
Z niecierpliwością czekam na nowości i czerpię z nich wiedzę w ogromnych ilościach. Dziś napiszę Wam o najnowszej książce Agnieszki Stein „Dziecko z bliska idzie w świat.” Jest to sequel „Dziecka z bliska”, który również stoi na mojej półce.
„Carlos Gonzales w swojej książce „Besame mucho” (…) pisze, że książki dla rodziców dzielą się tylko na dwa rodzaje. Takie, które pisane są założeniem, że dzieci rodzą się złe. I takie, które powstają w oparciu o przekonanie, że dzieci rodzą się dobre”.
Ten cytat jest bardzo prawdziwy. Rodzice, którzy uważają, że ich dzieci nie trzeba straszyć, trenować, karać sięgają po pozycje z tej drugiej kategorii. Takajest właśnie ta książka. Myślę też, że powinni ją przeczytać rodzice, którzy są przekonani, że Rodzicielstwo Bliskości jest tylko dla rodzin z małymi dziećmi i najlepiej z jedynakami.
Często wobec wychowania w duchu AP pojawiają sie zarzuty, że dziecko wychowane według tych wartości w przyszłości jest rozpieszczone, samolubne, skupia się tylko na sobie. Mało tego! Niektórzy uważają również, że te dzieci nigdy nie wyprowadzą się z domu, bo więź z rodzicami jest tak silna. Ta książka obala te mity. Pokazuje, że więź daje siłę do wkraczania w tak trudny wiek dojrzewania i rozpoczynania samodzielnego życia.
Rodzice i dziecko traktuje o tym jak ważny jest kontakt i komunikacja dziecka z rodzicami.
ten rozdział jest o tych dwóch najważniejszych (czasem jednej) osobach w życiu dziecka. Stein pisze w nim o tym, że rodzic ma prawo do słabości, gorszych dni. Nie musi być w ciągle dobrym humorze. To podejście bardzo mi się podoba, ponieważ media, społeczeństwo w dzisiejszych czasach od nas tego wymagają. A jest to fałszywy obraz rodzicielstwa. W tym rozdziale A.S. radzi również jak sobie radzić z najbardziej (imo) powszechnym uczuciem u rodziców, czyli z poczuciem winy i wewnętrznym krytykiem. Napiszę szczerze, że tę część przeczytałam dwukrotnie i powoli wdrażam w życie. Świetny jest również fragment o związkach między dorosłymi. Zainspirował mnie do wielu przemyśleń.
ten rozdział jest o samym dziecku. O dziecku, które powoli wkracza w świat dorosłych. Stein pisze w nim o bardzo ważnych zmianach, które zachodzą u dzieci rozpoczynających naukę w szkole. Jeden podrozdział dotyczy motywacji. Z największą chęcią bym go tu przekleiła;) Ten fragment utwierdził mnie w przekonaniu, że niestosowanie kar i nagród przynosi ogromną korzyść dla dziecka.
Wg Stein dzieci, które są intensywnie chwalone bardzo często unikają zadań, które są nowe i wydają się być trudne. Pamiętam też, że na jednym z moich ulubionych blogów wywiązała się dyskusja na temat wysokiej samooceny w życiu dorosłym i poczucia, że dziecko jest pępkiem świata.
Taka sytuacja wg Stein może zaistnieć dopiero wtedy gdy człowiek ma niskie poczucie własnej wartości i kompensuje je wysoką samooceną.– Dziecko i dzieci- w tym rozdziale opisane są kontakty dziecka z innymi dziećmi.
Najbardziej utkwił mi w pamięci podrozdział o rywalizacji i współpracy. Stein pisze o bardzo ważnej kwestii.
O tym jak zamienić rywalizację na współpracę dowiecie się więcej w tej książce.
rozdział o relacji, która jest nieunikniona. Moja mama zawsze mi powtarza: „Wychowujesz Lilkę dla świata, nie dla siebie” myślę, że jest to bardzo ważne zdanie. Wielu rodziców o tym zapomina…Stein w tym rozdziale również obala pewien stereotyp, że dziecko wychowane w duchu RB nie poradzi sobie w pracy, że brak kar i nagród w domu nie nauczy go funkcjonowania w prawdziwym dorosłym świecie.
Do wielu refleksji i rozmyślań skłonił mnie również rozdział o talentach. Na końcu książki jest lista książek, linków, filmów związanych z nurtem RB. Na mojej liście są już następne pozycje do czytania:)
Wybaczcie, że tak się rozpisałam. Bardzo chciałam Wam przybliżyć tę pozycję. Z tego co się orientuję to czytają mnie raczej mamy młodszych dzieci. Pomyślicie pewnie, że ta książka nie jest jeszcze dla Was. Ja czytałam ją z ogromnym zainteresowaniem ponieważ miałam wrażenie, że czytam o naszej przyszłości. Po tej lekturze uspokoiłam się, że wychowanie w duchu RB jest doskonałym startem naszego dziecka w dorosłość.
A tu macie moje rekomendacje na Książki o wychowaniu dzieci
Pewnie zauważyłyście, że nie ulegam raczej ciuchowemu szaleństwu. Staram się, aby ubrania były wygodne, z naturalnych materiałów i do tego ładne. Nie ukrywam, że liczy się też dla mnie cena. Wolę wydać pieniądze na książki. Lila szybko rośnie i zwyczajnie szkoda mi funduszy na drogie ciuchy. Jednak raz na jakiś czas ulegam… Ale i tak podchodzę do tego z rozsądkiem.
Jakiś czas temu trafiłam na Slash dot dash- nową polską markę. Zauroczył mnie miś, który jest na kieszonce. Szybko przemyślałam i uznałam, że zamówię Lilce T-shirt. Wzięłam rozmiar 2-3. Chciałam żeby teraz służył jako tunika, a póżniej będzie koszulką. Wygląda cudnie:) A do tego, jak pewnie zauważyliście jest różowy. Kolor dość deficytowy w szafie Lili:)
Pogoda sprzyja wyjazdom, dlatego dziś będzie post o podróżowaniu z dziećmi. Jeździmy bardzo często i dużo. Przynajmniej raz w miesiącu jesteśmy w trasie. Chciałam Wam pokazać jakie rzeczy się u nas sprawdzają i mogę je polecić.
Genialny na lato również do użytkowania na spacerach. My go używamy w podróży do przykrywania Lili jak zaśnie, ale zdarzało nam się też zasłaniać okno żeby słońce nie świeciło Lilce w oczy. Kiedyś już pisałam, że bambus ma świetne właściwości. Jak jest zimno to ogrzewa, a jak jest gorąco to chłodzi. Generalnie takie kocyki są bardzo drogie, dlatego napiszę jak my wykombinowałyśmy;)
Aden+Anais sprzedaje takie kocyki po 3 w jednym opakowaniu. Zamówiłam takie opakowanie i jeden sprzedałam Oldze, a drugi Ani. W ten sposób cenę podzieliłam na 3. Kosztował mnie w sumie 65 zł.
kupiony dość dawno w Tkmaxx. Jest fajny, bo dwupoziomowy. Na dole ma kilka przegródek. W podróż zabieram raczej jedzenie nie brudzące i nie kruszące się. Najczęściej w tym pudełku mam: rodzynki, suszone morele, daktyle.
z tego produktu nie jest akurat zadowolona. Kilka razy pudełko mi się otworzyło w torbie i chusteczki wyschły.
odkąd je mamy nie muszę już zasłaniać okna kocykiem. Lila już teraz sama o nie prosi. Mówi: „sieci, oku!”. Czyli „świeci, daj okulary”.
od niedawna lubi słuchać „tani” w aucie. Do tej pory miałam tylko jedną płytę z muzyką Zwierzaki – Faceci dla dzieci. Miałam ją zgraną na telefonie i w aucie podłączałam za pomocą kabelka do radia. W tym tygodniu kupiłam z polecenia koleżanki płytę Ani Brody „A ja nie chcę spać”. Powiem Wam szczerze, że jest rewelacyjna. Ania śpiewa m.in. wiersze Wawiłow. Uwielbiamy „Szybko, szybko…” i „Lala lili”. Nawet mój mąż, który nie przepada za poezją śpiewaną tą płytą jest oczarowany.
No i kolejna niezbędna płyta to Dubi
mam często w torbie pudełko, w którym są małe skarby. Akurat w tym są: bransoletki, stopery (ostatni hit), szklane kulki, małe figurki zwierząt, piłeczki.
wcześniej miałyśmy pszczołę, ale nie przeszła próby wygotowania w garnku. Bidonu nie muszę chyba zachwalać, uważam, że jest doskonały i nie trafiłam jeszcze na godnego zastępcę.
zawsze na podróż mam nową malowankę z naklejkami. Lilka uwielbia podczas podróży odklejać, przyklejać, naklejać, wyklejać, a później zdrapywać. Zazwyczaj kupuję je hurtem i trzymam w ukryciu, a w razie podróży zabieram za sobą. Takie książeczki sprawdziły się też doskonale podczas lotu samolotem. Malowanki zazwyczaj kupuję tu
nasza nowość i już mogę powiedzieć, że jest świetna. Jest duża, mieści wszystko co trzeba mieć ze sobą podczas podróży. Najbardziej lubię w niej to, że się cała otwiera i wszystko mogę w niej znaleźć. Nasza skip hop niestety takiej opcji nie miała i często szukałam czegoś w ciemno. To pierwsze wrażenia… Jak przetestuję ją w warunkach ekstremalnych na pewno napiszę jej recenzję.To tyle z rzeczy, które są z nami w środku.
W bagażniku zawsze mamy:
graphite. Mamy je już 1,5 roku i uważam, że to był zakup doskonały. Dużo podróżujemy i ciągle go używamy. Był nawet taki czas kiedy złożyłam w domu drewniane łóżeczko, a używaliśmy Inglesiny. Jeżeli będziecie zainteresowane to zrobię o nim odzielny post.
zawsze i wszędzie jest z nami, chociaż rzadko jej używamy. Wyciągamy ja tylko w sytuacjach awaryjnych
służy nam na wyjazdach za kołderkę do łóżeczka
Aha i zapomniałam! Podróże stały się o wiele mniej uciążliwe odkąd zmieniliśmy fotelik na większy.
A Wy macie jakieś sprawdzone rzeczy w podróży?
Do Polski niedawno weszła nowa marka, która z pewnością podbije rynek zabawek. Mowa o Oops – do it again. Oferta jest bardzo szeroka, skierowana do dzieci najmłodszych (od urodzenia do 4/5 lat). Ich produkty wyróżniają się bardzo spośród innych.
Przede wszystkim są kolorowe, ale barwy są stonowane. Materiały z jakich są wykonane są najwyższej jakości. Postaci, które są na zabawkach są przepiękne. Bardzo podoba mi się ich design. Zabawki dla najmniejszych dzieci w łagodny sposób stymulują zmysły i są idealne dla małych rączek. U nas zamieszkał nowy lokator właśnie od Oops – do it again.
Przedstawiamy Wam kotka o wdzięcznym imieniu Jerry. Jerry pochodzi ze Szwajcarii i jest wykonany z drewna. Jest z nami od tygodnia, a nie ma dnia kiedy mógłby spokojnie poleżeć na półce.
Lilka obecnie ma fazę wrażliwą na układanki. Dlatego też ta zabawka jest u nas obecnie na topie. Kotek jest wykonany z bardzo dobrej jakości drewna. Tak jak pisałam wyżej jest kolorowy, ale nasycenie barw jest stonowane. Elementy tej układanki świetnie pasują do rączek dziecka.
Klocki są trójwymiarowe i to zdecydowanie wyróżnia tę zabawkę od innych. Dziecko ma możliwość dotykowego różnicowania wysokości płaszczyzn. Pomaga również w nauce schematu ciała. Nie ogranicza do jednego wzorca. Można ułożyć go na kilka sposobów.
Wszystkie elementy pomalowane są farbą, która nie odpryskuje, co niestety bardzo często się zdarza przy użytkowaniu drewnianych zabawek. Jednym słowem bomba!
Już niedługo pojawią się nowości w Oops – do it again. Ja już Lilce wypatrzyłam 3 rzeczy;) I jak Wam się podobają?
Pisałam Wam już kiedyś o niesamodzielności (plagaaaa!). Skąd ona się bierze i z czego wynika? Po dłuższym zastanowieniu wydaje mi się, że z naszej wygody. Kiedy coś robimy w domu odsyłamy dziecko do pokoju lub włączmy bajkę dla świętego spokoju. „Zajmij się sobą, tylko mi nie przeszkadzaj”- myślimy. A dzieci mają ogromną chęć pomagania nam, naśladowania nas. Mamy to zakodowane w genach.
Nic się nie zmieniło od miliona lat. Dziecko obserwując nas myśli: „Skoro ona przetrwała i nie zjadł jej dziki zwierz to muszę robić wszystko tak jak ona.” Są to bardzo proste mechanizmy i nie możemy na to wpłynąć. Dlatego też pozwalajmy naszym dzieciom nam pomagać. Przez to, że będą uczestniczyły w pracach domowych będą miały większe poczucie wspólnoty. Poniżej zamieszczam listę czynności, którym może sprostać dwu-, trzy-, cztero-, pięcio- i sześciolatek.
Zadania z listy się dodają czyli trzylatek jest w stanie wykonać zadania dwu- i trzylatka. Ta lista jest jedynie sugestią, co dzieci mogą robić w domu. Pokazuję jedynie jakie możliwości mogą mieć dzieci w danym wieku.
Ta lista pochodzi z Maren Schmidt „Home responsibilities” opublikowanym w miesięczniku Tomorrow’s Child (Vol.19, No. 1) wydawanym przez The Montessori Foundation.
Po fali fascynacji nad książkami Tulleta przyszedł czas na inne. Dziś Wam pokażę 3 następne pozycje z wydawnictwa Babaryba.
Tej postaci chyba nie trzeba przedstawiać. Znakomity polski grafik, ilustrator i autor. Jak ją czytam z Lilą to mam wrażenie, że 25 lat temu ją miałam. Świetna pozycja, razem przeżywamy historię zagubionego murzynka.
czyli tzw. picture book. Akcja się toczy w miejscowości Sprężyna Zdrój (co za nazwa;). Każdy z bohaterów ma swoje sprawy. I tak np. Affe ciągle chce siku, Borys Poważka zgubił telefon, Złodziej mops ucieka policjantce Kiki. Świetne ilustracje i barrrdzo wartka akcja z warkotem koparki w tle.
Zacznę od tego, że Babaryba jako jedno z niewielu wydawnictw ma w swojej ofercie książki dwujęzyczne. Czytamy Lilce nie tylko polsku. Ja czytam jej po angielsku, a D. po angielsku i węgiersku (widzę Wasz wyraz twarzy;) Chcemy żeby Lila od małego miała kontakt z innymi językami. A ona bardzo to lubi. Dodatkowo D. uwielbia ilustracje Lutczyna. Babaryba w swojej ofercie książek dwujęzycznych ma również drugą pozycję Chotomskiej Kurczę blade.
A już niedługo w Babarybie nowość!I to jaka!
Magali Bardos – Liczę do 100- międzynarodowy hit
Skusimy się na pewno:)
Dziś kilka fotek, które zrobiłam niedawno. A my zmykamy na wschód na Święta.Wszystkim czytelnikom naszego bloga życzymy Wesołych Świąt i barrrrdzo mokrego Śmigusa Dyngusa.Lili i ja 🙂
Korona i tipi by Mama
Dziś chciałabym Wam pokazać taki mały gadżet, który zmniejsza objętość zapchania pralki o połowę. Jakiś czas temu odkryłam śliniaki z rynienką. Ktoś kto je stworzył musiał mieć w domu małe dziecko! Najpierw mieliśmy takiego silikonowego zwyklaka, a ostatnio odkryłam takie cudo.
Nie dość, że ładny to bardzo funkcjonalny. Jedzenie, które z jakiegoś powodu ominęło buzię i leci prosto na świeżo umytą podłogę ląduje w śliniaku. Genialne w swojej prostocie. Lilka często też wybiera sobie jedzenie z kieszonki łyżeczką. Ona nawet rosół sobie stamtąd wybiera. Jedna ważna rzecz, śliniak nie jest bardzo szeroki, dlatego nadaje się też dla mniejszych dzieci.
Poprzedni, który miałyśmy był na tyle szeroki, że Lilka zaczepiała o niego każdym ruchem ręki.
Pewnie zdążyłyście zauważyć, że jestem dość oszczędna w różu, sukienkach na co dzień, kwiatach, sercach i brokatach. Nie wiem dlaczego, ale po prostu tego nie czuję. Również takie rzeczy wybieram (dopóki mam na to wpływ) dla Lilki.
Dlatego bardzo ciężko było mi znaleźć wózek dla lalek. Hmmm i tu też dziwna sprawa, bo Lila ma dwie lalki i niezbyt się nimi bawi. Woli Miśki. Na szczęście mamy bardzo zdolnego dziadka, o którym pisałam Wam wpis Konik na biegunach. Tym razem dziadek sam zrobił nam wozidełko. Każde kółko wystrugał ręcznie, pociągnął leciutko bezbarwnym lakierem. Taki design lubię najbardziej, prosty i funkcjonalny.
Lalanka – prezent urodzinowy od Ani, Mili i Roberta