kontakt i współpraca
Dziś chciałam się z Wami podzielić przepisami na moje ulubione sałatki. Są bardzo proste w wykonaniu, a do tego pyszne. Myślę, że każda z nich nadaje się na święta, Sylwestra albo można ją zrobić bez okazji.Wszystkie przepisy mam od moich znajomych i robiłam je już wielokrotnie.
Wybaczcie brak zdjęć, ale jestem już na urlopie:)
pół opakowania makaronu w kształcie ryżu tzw. risi, risoni lub orzorukolaser fetasuszone pomidorypestki dynioliwa z oliweksólpieprz
Makaron gotujemy w osolonej wodzie. W międzyczasie myjemy rukolę i ją suszymy.Ser i suszone pomidory kroimy na niewielkie kawałki. Dodajemy ostudzony makaron, rukolę, sól, pieprz i oliwę.Na koniec na suchej patelni prażmy pestki dyni. Posypujemy nimi sałatkę na górze.
słoik selera konserwowegopół puszki ananasaczerwona fasolapor (zielona część)ser feta (lepsza będzie Delaktis niż z Mlekovity, bo jest bardziej miękka)majonezsólpieprz
Selera, ananasa i fasolę odsączamy z zalewy. Pora myjemy i kroimy w plastry na półksiężyce.Ser feta kroimy na niewielkie kawałki.Wszystkie składniki mieszamy i odstawiamy do lodówki.
mix sałat lub rukolakozi ser w roladceduży burakorzechy laskowe lub pestki dynipomidorki koktajlowe lub suszonesólpieprzoliwaocet balsamiczny lub glazura
Sałaty myjemy i suszymy.Buraka w skórce pieczemy w folii lub gotujemy w garnku do miękkości. Można przekroić go na pół aby ten proces szybciej nastąpił.Ser kozi kroimy w plastry lub kruszymyUgotowane buraki obieramy i kroimy na małe kawałki.Pomidory kroimy.Orzechy lub pestki dyni prażymy na suchej patelni.Wszystkie składniki mieszamy ze sobą. Na koniec polewamy odrobiną oliwy z oliwek i octem balsamicznym.
ser Ricottasałata roszponkapomidorki koktajlowepestki słonecznika/ dyniżurawinaocet balsamicznyząbek czosnkumiód/ syrop z agawysólpieprz
Sałatę myjemy i suszymyPomidorki kroimy na pół.Pestki prażymy na suchej patelni.Wszystkie składniki razem mieszamy.Dressing: łyżka octu balsamicznego, łyżka oliwy z oliwek, ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę, łyżeczka miodu. Wszystko razem mieszamy i polewamy.
śledzie (wg uznania, ja wolę te w occie)ciastka korzenne Tagojabłkożurawina suszonamajonezsólpieprz
Śledzie kroimy na niewielkie kawałkiJabłko obieramy ze skórki, i kroimy na małe kawałkiŻurawinę parzymy wrzątkiem.Ciastka kruszymy (ilość wg uznania), zostawiamy kilka całych do przyozdobieniaŚledzie, pokruszone ciastka, jabłko i żurawinę mieszamy razem z majonezem. Dodajemy przyprawy. Wygładzamy całość łyżka na półmisku i obkładamy dookoła ciastkami. Całość jest najlepsza po 2-3 godzinach w lodówce.
Smacznego:)
Jeżeli macie jakieś ciekawe przepisy, które robicie od lat to również się podzielcie:)
Ale była praca! Gotowanie z dzieckiem to nie lada wyzwanie:)
Pod koniec mam dla Was świetny sposób na nietypowe pierniczki!
Podaję świetny przepis na pierniczki Agnieszki Maciąg, który ukazał się w grudniowym numerze Urody życia. Wyszły w sam raz, nie potrzebują mięknięcia w puszce. Są mocno korzenne i lekko słone. Tak jak lubię.
A to nasze pierniczenie.
A teraz mam dla Was fajny motyw do wykorzystania – niekoniecznie z piernikami.
W środku ciastka wykrajamy dziurkę i tam nasypujemy pokruszonych landrynek. Zobaczycie na końcu co pięknego powstanie.
Tadam! Piernik z prześwitującą szybką:)
Myślałam, że muszą zmięknąć, ale nie ma takiej potrzeby.
Tak się prezentują domki:)
Jakoś przy tym pierniczeniu mi się przypomniało, że była właściwie jedna rzecz, którą Lilka napisała w liście. Chciała stół i krzesła dla myszek żeby mogły siedzieć przy stole na kolacji tak jak my. Wzruszyło mnie mocno te wyznanie i oczywiście będą czekać na nią pod choinką.
Maileg
Na zdjęciach szare krzesełko Tripp Trapp – niezwykły pomocnik podczas gotowania oraz jedzenia.
W Nowym Roku planuję bardzo obszerną recenzję.
Niedługo przywita nas koniec roku. Czas spędzony z rodziną nastraja do przemyśleń, a ta magiczna cezura kiedy o północy niebo rozświetla łuna światła skłania do rachunku sumienia. Są to chwile przepełnione refleksjami o mijającym roku, a nawet latach. Wiele z nas wchodzi w Nowy rok z różnymi postanowieniami oraz marzeniami. Niektórzy nie mają potrzeby zmiany czy wywrócenia życia do góry nogami, a inni duszą się swoim dniem codziennym i mają wszystkiego serdecznie dość.
Bardzo lubię słowa Stanisławy Celińskiej:
Dla mnie najważniejsza jest rodzina. Kiedy urodziłam Lilkę przewartościowałam wiele spraw, które do tej pory były dla mnie bardzo ważne. Zeszły na dalszy plan, a ja mogłam w pełni skupić się na nich. Kiedy Lilka miała 1,5 roku postanowiłam wrócić do pracy. Nie chciałam zapomnieć wszystkiego.
Mój zawód wymaga ode mnie ciągłej praktyki. Kiedy nie pracuję – sporo zapominam. Uznałam, że to dobry moment by wrócić. Jednak firma zdecydowała za mnie i chcę im dziś za to podziękować. Owszem, wtedy byłam pełna żalu i czułam, że świat mi się zawalił. Nie miałam pomysłu na siebie i nie wiedziałam co dalej robić.
Chociaż mój rozsądek już zaczynał mi podpowiadać co powinnam robić w życiu. Jeżeli wróciłabym do pracy – w domu byłabym ok godziny 18. Ta myśl była nie do zniesienia. Mam widzieć moje dziecko ok 3 h dziennie? Na samą myśl łzy napływały mi do oczu. Stwierdziłam, że muszę zrobić wszystko żeby móc pracować z domu. Tak żeby spędzać czas z dzieckiem, a w chwilach kiedy jest zajęta lub śpi- pracować. To było moje marzenie. Myślałam nawet o napisaniu książki. Razem z mężem usiedliśmy przy kuchennym stole z lampką wina i zrobiliśmy biznes plan.
Lubiłam to bardzo, ale traktowałam te zajęcie raczej jako hobby, pasję. Myślałam również, że będzie to fajna pamiątka dla nas. Czytelników było coraz więcej, a ja w wolnej chwilach pisałam coraz bardziej zaangażowane treści. W międzyczasie okazało się, że wpisy związane z moim wykształceniem cieszą się największym powodzeniem, a te „pamiętniczkowe” odwiedza tylko garstka.
Nie spodziewałam się, że inne mamy interesuje mój punkt widzenia. Wiele z Was pisało do mnie później meile, że bardzo im pomogłam. To był największy motywator. Mogłam wykorzystać moją wiedzę teoretyczną i praktyczną, którą nabyłam na wielu kursach oraz studiach. Cieszyło mnie to ogromnie, bo mogłam być na bieżąco z badaniami, nowymi trendami i lekturami. Wtedy zapaliła mi się lampka.
Oczywiście, znalazła się garstka osób, którym nie odpowiadają wpisy sponsorowane. Pomyślałam, że nie będę się tym przejmować, bo korzystacie z mojej wiedzy, którą zdobyłam na płatnych kursach. Jeżeli chcielibyście się dowiedzieć wielu z tych inforamcji, które zamieszczam na blogu musielibyście zapłacić sporo pieniędzy.
Nie raz dostawałam od Was nagarnia Waszych dzieci z zapytaniem czy to jest powód do niepokoju. Oczywiście nie da się zdiagnozować dziecka przez skype czy telefon, ale można napisać wskazówki co dalej robić albo czy się niepokoić. Wielu z Was pisałam nawet zalecenia do domu.
Takie cuda tylko na nebule:) Uważam, że jest to uczciwe. Korzystacie z moich pomysłów codziennie. I bardzo mnie to cieszy! W nowym roku również dam z siebie wszystko. Znów przełożę moje zakurzone książki do przeczytania „na kiedyś”. Teraz jest mój czas i ja o tym wiem. Mam zamiar wykorzystać go w całości.
Bardzo długo o tym myślałam. Odpowiedź brzmiała „nie”. Od kiedy mam dziecko moje podejście zupełnie się zmieniło. Poświęcam tak dużo czasu, energii i cierpliwości Lilce, że nie byłabym w stanie podarować ich w takiej samej ilości innym pacjentom, a lubię dawać z siebie wszystko.
Czułabym się doszczętnie wyeksploatowana. Dlatego wolę działać teraz w trochę innych zakresach, ale wciąż pokrewnych. Do tego w końcu mogę wykorzystać moje pomysły. Uwielbiam tworzyć różne rzeczy tutaj na blogu. Mogę się realizować w różnych dziedzinach i to mi najbardziej odpowiada. Mogę łączyć pracę z życiem rodzinnym, a właściwie blog jest już tak wpleciony w nasz lifestyle, że nie odczuwam, że jest to praca, bo ją bardzo lubię.
Nie było łatwo, bo to co zazwyczaj widzicie na blogu jest efektem wielu godzin pracy. Jak powstają moje wpisy? Najczęściej mam już gotowy pomysł, który później realizuję, ale zdarzają się również sytuacje odwrotne: mam ciekawe zdjęcie i myślę o tekście do niego. Są wpisy, które rosną w mojej głowie nawet przez rok. Spisuję wszystkie pomysły, a później realizuję punkt po punkcie.
Blogowanie to jest praca, która wymaga myślenia około 14 h na dobę. Wydaje się sporo, bo o blogu nie myślę tylko wtedy kiedy śpię. Zmywam naczynia i myślę o zdjęciach. Rozwieszam pranie i układam w głowie zdania do nowego wpisu. Prasuję, oglądam serial i myślę o nowych tematach.
Jestem szczęśliwa z tym co robię i mam nadzieję, że blog będzie szedł w dobrym kierunku.
Dlatego tak ważni jesteście dla mnie. Po każdym wpisie zaglądam, czy temat Wam się podobał. Zawsze na Facebooku rozwijam listę, kto kliknął „Lubię to” są tam Wasze imiona i nazwiska, które działają na mnie motywująco. Na blogu komentuje tylko garstka, której jestem ogromnie wdzięczna:) A reszta to tylko liczby. Na Facebooku jest inaczej, bo tam jesteście zmaterializowani.
Zastanawiam się czasami dlaczego mi się udało? Wiele osób traci chęci do blogowania po jakimś czasie. U mnie pojawił się tylko jeden kryzys, ale przetrwałam go. Pisałam mimo tego, że totalnie mi się nie chciało i miałam nawet myśli żeby blog zamknąć. Przetrwałam to i wena napłynęła ze zdwojoną siłą. Mam kilka swoich zasad, których się trzymam.
Ale zaczęły się od mojego bloga. Na przykład w przyszłym roku zostanie wyprodukowana pomoc edukacyjna, którą stworzyłam.
Ostatnio również wykonywałam zdjęcia do bardzo fajnego sklepu. Jest to dla mnie duża nobilitacja, że komuś podoba się mój styl fotografowania. Tym bardziej, że jest to polska, mała firma, która tworzy piękne i użyteczne produkty. Jesteście ciekawi? To http://fabrykaprzescieradel.pl Kolorowe prześcieradła, szyte w Polsce mogą być bardzo ciekawą dekoracją wnętrza.
Do tej pory mieliśmy tylko białe, zwykłe z Ikei. A teraz przekonałam się, że prześcieradło nie musi być nudne. Fajne, wesołe wzory ożywią każde wnętrze. Wykonane ze 100% bawełny, więc dla mojej alergiczki są idealne. Zobaczcie jakie piękne, a do tego w rozsądnej cenie- świetny pomysł na prezent last minute.
Zdjęcia zrealizowane dzięki http://muppetshop.eu
A tak wygląda backstage
Dziś chcę Wam pokazać jak w prosty, a zarazem ciekawy możemy stworzyć razem z dzieckiem ozdoby choinkowe. Każda z nich ćwiczy małą motorykę, więc oprócz ciekawego efektu wizualnego mamy zajęcie, które łączy przyjemne z pożytecznym.
Można kupić gotowy zestaw za 11-12 złotych
Te niżej robiła Lila:)
Ale mam też dla Was kilka moich pomysłów.
Najciekawszą z nich są choinki z patyczków. Drewniane patyczki można kupić w Tigerze, Empiku lub w Paperconcept za niewielkie pieniądze. Zużyjemy tylko kilka, a reszta zostanie nam na inne zabawy.
Przygotowujemy wcześniej kilka choinek. Ja moje skleiłam bardzo mocnym klejem i zostawiłam do wyschnięcia. Można też użyć taśmy. Jeden patyczek lekko skróciłam (ten na dole).
Tak wyglądają wszystkie razem
według gustu, możliwości i dostępności materiałów. Ja moje półprodukty zbieram cały rok. Nie wyrzucam żadnej folii, ani papieru kolorowego.
brokat na klej w płynie plus gwiazdki (Paperconcept). Duża gwiazdka wycięta z miękkiej, brokatowej pianki, która co roku jest we wrześniu w Biedronce.
drucik kreatywny i dzwoneczki (Paperconcept). Nie dość, że ładnie wygląda to i dzwoni.
drucik kreatywny i koraliki
taśmy washi tape (Tiger)
taśma koronkowa i confetti z urodzin 2013 r. (Tiger)
tu poniosła mnie fantazja:) Piórka (Tiger)
Inna wersja choinki może być taka. Wystarczy tylko poobcinać brzegi patyczków.
Wszystkie razem wyglądają następująco:
Inną, ciekawą ozdobą do wykonania z dzieckiem jest choinka z patyczków kreatywnych stylizowanych na sosnę. Jest to bardzo interesujące doznanie sensoryczne, bo igiełki są szorstkie.
Można na nie nawlekać korale, dzwoneczki, pocięte słomki, a nawet suchy makaron penne.
Idealna pomoc do ćwiczenia koordynacji ręka- oko.
Ostatnia moja propozycja to bombki papierowe.
Potrzebujemy kolorowy papier, nożyczki i zszywacz.
Wycinamy pary pasków z podobnego kolorystycznie papieru oraz zostawiamy jeden pojedynczy (to będzie środek).
Następnie razem spinamy wszystkie końce i gotowe.
Jedna fotka z backstage’u
Tak ozdoby prezentują się na choince. A na ostatnim zdjęciu jest bombka zrobiona przez Lilkę w przedszkolu.
Ehhh minęły czasy kiedy w Wigilię chodziło się do lasu z dziadkiem żeby szukać tej jedynej. Dziś się jeździ do Leroy Merlin.
Zobaczyła ją!
Pan wkłada ją do siatki, a i tak tata jest zły, że ma igły w samochodzie.
Wszystkie ozdoby są dopasowane kolorystycznie i nie wiszą prawdziwe cukierki.
Gdzie te poobijane bombki, które pamiętają dzieciństwo mojej mamy?
O tempora! O mores!
Tak, wiem już prawie połowa grudnia, a ja dopiero znalazłam chwilkę żeby napisać parę słów co w tym miesiącu mnie inspiruje.
Jak się okazało, grudzień jest u mnie miesiącem nowych kosmetyków.
Wzdłuż i wszerz przetrząsnęłam KWC i Makeupalley. W tych obu rankingach pierwsze miejsce miał Kiehl’s z awokado. Przy okazji odkryłam, że jedyny sklep Kiehl’s jest w Arkadii. Pojechałam, kupiłam i się zakochałam. Zdecydowałam się również na żel do mycia twarzy bez mydła. Moja skóra jest dość specyficzna i wymagająca.
Krem pod oczy baaaardzo mocno nawilża, a jednocześnie nie roluje pod korektorem. Zostawia skórę bardzo nawilżoną. Mam wrażenie, że trochę spłyciły się zmarszczki mimiczne.
Żel również skradł moje serce i uważam, że jest stworzony do mojej lekko mieszanej cery.
Podobno od nowego roku ma być sklep online:)
W końcu zdradziłam mojego Revlona. A ta również jest matowa, tylko, że w bardziej różowym odcieniu.
O lakierze Essie Merino cool pisałam chyba w październikowych inspiracjach. Dopiero teraz udało mi się go kupić. Zdecydowanie to mój kolor na zimę. W rzeczywistości bardziej wpada w odcień kawy z mlekiem niż fioletu.
to tomik dla dorosłych. Dawno nie widziałam tak pięknego wydania. Polecam miłośnikom poezji na prezent.
Zobaczcie jakie piękne. Na Aros z przesyłką kosztują niecałe 30 zł.
Z racji tego, że zaraz Święta słuchamy bardzo często Muzalinek. Bardzo przyjemne dla ucha.
Śledzie na Wigilię zrobię z przepisu z grudniowej Urody życia. Pierniczki też:)
Oraz mam kilka inspiracji prezentowych. Ja napisałam list do Mikołaja z prośbą o te kapcie
oraz kosmetyczkę z wyjmowanymi saszetkami
A mąż chciałby piękny personalizowany zestaw Miller
Miłego weekendu:)
Przyszłość to dzień jutrzejszy, a także poniedziałek 12 maja 2017 r. Mało kto z nas wybiega tak daleko w przyszłość. Nie zastanawiamy się zupełnie co będziemy robić, jak wyglądać i gdzie wtedy będziemy.
Teraz myślimy raczej o Świętach, które już niebawem na dobre rozgoszczą się w naszych domach. W rodzinnym gronie będziemy składać sobie życzenia. Takie standardowe: zdrowia, szczęścia, pieniędzy. Niektórzy układają te sentencje w innej kolejności.
Każdy ma inne priorytety i zazwyczaj w ten sposób formułuje swoje życzenia. Ja od bardzo dawna życzę wszystkim przede wszystkim zdrowia. Reszta sama się ułoży jeżeli tylko tego zdrowia nie zabraknie.
W mojej rodzinie jest tak od pokoleń. Bardzo często te sny spełniają się tak jak dokładnie je widzę, a nie jak u wielu ludzi na odwrót. Niestety często i mnie dotyczą. Mojej kondycji fizycznej, psychicznej i ogólnie zdrowia. A wtedy kiedy już to się dzieje mam deja vu i wiem, że jakiś czas temu to mi się śniło.
Chciałabym wiedzieć, a nawet móc się ustrzec przed niebezpieczeństwem. Tylko, że to uczucie niepokoju pojawia się już PO tym incydencie ze snu. Jestem w stanie dokładnie odtworzyć te wydarzenia, a od nich aż włosy jeżą się na przedramionach. Jeżeli tylko mogłabym wcześniej wiedzieć może udałoby mi się wyjść z kilku sytuacji obronną ręką.
Staram się normalnie żyć ze świadomością, że choroba kiedyś może również przyjść i do mnie. Chciałabym o tym wiedzieć wcześniej. Tak żeby móc odpowiednio szybko zadziałać. Wdrożyć leczenie, zdobyć pieniądze na jak najlepszych specjalistów. Wykrywając chorobę we wczesnym stadium można często ją szybko wyleczyć. Ale skąd o tym wiedzieć? Przecież tak często nie badamy się wzdłuż i wszerz żeby mieć pełną informację na temat stanu naszego zdrowia.
Miesiąc temu robiłam profilaktyczne usg piersi. Bałam się cholernie. Już dawno nie czułam tego przerażającego uczucia. Nie lubię strasznie chodzić do lekarzy i czekać. Mam nadciśnienie na biały fartuch, a strzykawka w ręku powoduje u mnie zawroty głowy. Zawsze tyle stresu kosztują mnie te badania, bo jako czarnowidz zawsze mam ten najgorszy scenariusz w przygotowaniu.
Jakieś 15 lat temu myślałam, że w 2015 r. medycyna będzie tak rozwinięta, że będziemy wiedzieć o sobie wszystko. Jak w filmach science-fiction- naciskasz guzik i z maszyny wyskakuje raport. O obecnym stanie zdrowia oraz o tym co mamy zapisane w genach.
W tym roku robiłam już pakiet badań genetycznych i niestety wyszła mi mutacja genu MTHFR. Nie jest to groźne, ale może mieć wpływ na moje zdrowie. Do końca życia mam zażywać metylowaną formę wit. B12, bo istnieje u mnie duże prawdopodobieństwo wystąpienia zakrzepu.
Pewnie pierwszy raz o tym słyszycie, ale ta mutacja bardzo często występuje w populacji tylko mało kto o niej wie. Ale zapamiętacie tę nazwę. Niedługo będzie o niej bardzo głośno. Badania kosztowały mnie wiele zachodu i stresu, ale było warto. Teraz o tym wiem.
Niedawno w wielkim świecie poruszyła wszystkich historia Angeliny Jolie, która po wykonaniu badania genetycznego BRCA zdecydowała się na obustronną mastektomię prewencyjną z jednoczesną rekonstrukcją. Wywołało to wiele kontrowersji.
Zupełnie tego nie rozumiem, postąpiłabym dokładnie tak samo. Chciałabym wiedzieć wcześniej. Jeżeli ryzyko wyszłoby bardzo wysokie również zdecydowałabym się na ten trudny krok.
Dlatego kiedy Platforma Badań Genetycznych zwróciła się do mnie z zapytaniem o współpracę zgodziłam się bez wahania, bo sama wcześniej myślałam już o takich badaniach.
Pakiet badań: rak piersi i jajnika BRCA odpowie na pytanie czy mam mutacje w genie BRCA1, które zwiększają ryzyko zachorować na raka jajnika o 40 % oraz czy istnieje zwiększone ryzyko rozwoju raka piersi (o 70%) i 65% ryzyko powstania niezależnego guza nowotworowego w drugiej piersi. Dzięki wynikom tych badań będę wiedziała, czy nie powinnam częściej poddawać się badaniom kontrolnym niż dotychczas.
Pakiet badań: Nowotwory u mężczyzn również pomoże oszacować ryzyko wystąpienia:
Najbardziej podoba mi się procedura. Nie muszę oddawać krwi, nigdzie jeździć i odbierać wyników. Zamówiłam wybrane pakiety na Platformie Badań Genetycznych. Kurier przywiózł mi małą paczuszkę i dostałam gotowy pakiet do pobrania materiału. Do pojemnika mamy po prostu napluć nie spożywając jedzenia i wody na pół godziny przed pobraniem.
Zamykamy sterylny pojemnik, wypełniamy dołączone dokumenty, logujemy się w systemie i zamawiamy kuriera. Kurier odbiera od nas paczkę i wiezie do jednego z największych laboratoriów genetycznych w Polsce. Po ok 14 dniach wynik jest dostępny po zalogowaniu się na konto pacjenta.
W końcu to XXI wiek!
Przeglądając świąteczne inspiracje i oferty sklepów mam wrażenie, że wszędzie jest to samo.
A ja dziś Was zaskoczę! Takich propozycji nie znajdziecie nigdzie indziej. Są bardzo w stylu nebule.
To już ostatni wpis prezentowy, bo już wszystko mamy. Wyciągnęłam z czeluści szafy prezenty, które dostanie Lilka. Pojawią się również te, które mamy od jakiegoś czasu oraz wczorajszy prezent.
Pewnie Wy również macie takie dylematy. Czy kolejne klocki czy układanka to dobry pomysł? My w tym roku postawiliśmy raczej na edukacyjne zabawki. Lilka jeszcze nie pragnie plastikowego różu, a treść listu do Mikołaja zmienia się codziennie. Uznaliśmy, że postawimy na nietuzinkowe rzeczy.
Lilka wcześniej miała plastikowy zestaw, który się rozpadł. Był tak eksploatowany, że niektóre elementy poodpadały. Niestety potwierdziła się tylko reguła o niestałości plastikowych zabawek. Dlatego stwierdziliśmy, że taki drewniany zestaw przeżyje nawet najbardziej intensywne zabawy. Do tego jest przepiękny! A nawet jak już elementy się pogubią to będę miała drewnianą skrzyneczkę na apteczkę domową.
Dwustronna układanka magnetyczna do odtwarzania emocji. Bardzo fajna zabawka do pokazywania wyrazów twarzy. W zestawie znajdują się nawet elementy do układania zwierząt. Podoba mi się w niej to, że są nie tylko uśmiechy, ale również złość.
Czyli coś idealnego dla małego literkomaniaka. A ja dostałam cudny prezent. Personalizowaną bransoletkę. Do literek dołączony jest sznurek. Zastąpiłam go sztywnym rzemykiem aby ułatwić nawlekanie.
4. Zestaw stempli litery
Litery, wszędzie litery. A mi się przydadzą do podpisywania prezentów.
Lilka o mikroskopie marzyła od dawna, więc jej prośbę spełnił Mikołaj. Trzeba go złożyć, więc popis dał tutaj Tata, który jako dziecko z pasją sklejał modele samolotów. Klej nie do końca chwycił, więc trzeba było poprawić;)
Tak jak wcześniej pisałam nie było u nas do tej pory żadnego zainteresowania pluszowymi zabawkami. A teraz jest wielka miłość. Przyniosłam z zakurzonego pudła stare miśki. A to świnka- pacynka, która skradła nasze serce. Jest bardzo miękka i przyjemna w dotyku. Ostatnio też Lilka lubi odgrywać różne role i ta świnka nadaje się do tego idealnie. Jeżeli włożymy rękę głęboko to nawet ruszają się jej usta!
Skrzynkę z zapięciami od dziadka Lilka już rozgryzła jakiś czas temu, a bardzo ją lubiła. Ten domek jest na wyższym poziomie, więc bardzo go lubi. Pięknie wykonany- zapewni zabawę na lata.
Już od dawna szukałam czegoś do wyładowania energii w warunkach domowych. Myślałam nawet nawet o maleńkiej trampolinie. Jednak wpadł mi do głowy taki pomysł: mały, gumowy skakaniec. Nie zajmuje dużo miejsca, a funkcję swoją spełnia znakomicie. Świetnie rozładowuje nadmiar energii i stymuluje układ przedsionkowo-proprioceptywny.
To jest właśnie jeden z 2 prezentów na Święta. Drewniana wieża, która na pierwszy rzut oka wydaje się łatwa (producent podaje 2+). Pamiętam ją z mojej pracy. Niektóre 3-latki nie mogły sobie z nią poradzić. Ba, ja nawet do zdjęć układałam ją dłuższą chwilę;) Bardzo ładna, drewniana i zajmuje mało miejsca na półce.
No i na koniec jak zwykle zostawiłam perełkę. Wpadła mi w oko maksymalnie. Jest piękna i bardzo w Lilki stylu. Już ją widzę przy niej jak znosi z domu wszystko żeby sprawdzić ile waży. Wygląda jak prawdziwa i dlatego tak mi się spodobała. Odważniki są metalowe i są rzeczywistej masy: 50 g, 20 g, 10 g i 5 g. Posiada również regulację.
Jak zwykle mam też dla Was niespodziankę- rabat 10% do sklepu Hoplik, gdzie znajdziecie mnóstwo nietuzinkowych rzeczy. Kod: nebule10 – ważny do końca roku
A tu inspiracje na konkretny wiek:
Prezent na roczek 100 inspiracji
Prezenty dla 2 latka
Prezenty dla 3-latka
Prezent dla 4 latka
Prezenty dla 5-latka
Prezenty dla 6 latka
Prezenty dla 8-latka
Prezenty na święta dla dzieci 2021
Bycie blogerem to nie jest łatwy zawód. Może kiedyś napiszę Wam szczery post o blaskach i cieniach. Niewątpliwie do plusów należy to, że często jesteśmy gdzieś zapraszani na premiery lub otwarcia ciekawych miejsc dla dzieci. Tak też był z Muzeum Historii Żydów Polskich, którzy właśnie jutro otwierają bardzo ciekawą strefę edukacyjną dla dzieci i rodzin.
My mogliśmy skorzystać z niej już dziś, a jutro odbędzie się uroczyste otwarcie. Organizatorzy przewidzieli naprawdę ciekawe atrakcje takie jak: koncert, warsztaty kulinarne, zabawy. Na niektóre wydarzenia obowiązuje rezerwacja internetowa.
W następne dni aż do końca grudnia wstęp jest darmowy (szczegóły). A w Pracowni rodzinnej u króla Maciusia raz w miesiącu będą się odbywały spotkania z psychologiem dla rodziców, a dziećmi będzie się zajmował animator. My z pewnością jeszcze nie raz odwiedzimy Polin i Króla Maciusia, a Was zapraszam na zdjęcia.
Samo miejsce absolutnym rajem dla dzieci. Magnetyczne tablice, dziuple w ścianach, duża przestrzeń. Wybierzcie się koniecznie, jeżeli nie chcecie siedzieć w zimne wieczory w domu.
Nawet łazienka jest przyjazna dla dzieci wzrostu 97 cm
View this post on Instagram A post shared by Ania Trawka | Nebule ⭐️ (@nebule_pl)
A post shared by Ania Trawka | Nebule ⭐️ (@nebule_pl)
Brawo!
Po odwiedzinach u Maciusia wstąpiliśmy do restauracji w Muzeum na żydowskie specjały. Polecam kugiel warzywny!
A to jest Król Maciuś Pierwszy – ręcznie robiony prezent od Muzeum
Dziś książki na święta! Moja miłość do książek trwa już wiele, wiele lat. Pamiętam jak z pożółkłą kartą biblioteczną i książkami Musierowicz pod pachą biegłam do osiedlowej biblioteki. Uwielbiałam czytać. Zostało mi to na całe życie.
To w książkach zapominałam o problemach i mogłam na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Kiedy przeprowadziłam się 11 lat temu do Warszawy i zaczęłam samodzielne życie było mi momentami trudno. Stypendium naukowe raczej nie wystarczało na takie przyjemności jak książki. Dlatego często można mnie było często znaleźć pomiędzy regałami siedzącą na podłodze w Empiku. Na miękkim dywanie siedziałam na podłodze i czytałam nowości.
Nie byłam w tym sama. Wiele osób znalazło taki sposób na bycie na bieżąco z książkami. Była to jedyna księgarnia w Warszawie, którą odwiedzałam, bo tylko tam pozwalano na takie zachowania.
Dziś chciałabym pokazać jakie książki wybrałam na prezenty dla Lilki i dla dzieci w rodzinie. Powiem Wam szczerze, że pierwszy raz od dawna wybrałam się w tym celu do księgarni. Odkryłam kilka perełek, które dziś Wam zaprezentuję.
Książki to najlepszy prezent nie tylko na Święta. Uwielbiam nimi obdarowywać oraz sama dostawać. W książce jest pewna magia. Dając taki prezent przekazujemy pewną historię, która może nawet zmieni nasze życie. Tak samo jest z książkami dla dzieci.
Pewnie już zauważyliście, że od dłuższego czasu nie kupujemy książek. Najczęściej korzystamy z osiedlowej biblioteki. Książki zamówione hurtowo w kartonie z księgarni internetowej przestały mieć dla mnie tę magię. Postanowiłam razem z mężem, że książki będą kupowane na wyjątkowe okazje, żeby nie stracić tego czaru.
Kiedy wyciągałam 10 książek z kartonu nie traktowałam ich w wyjątkowy sposób. Drugą kwestią był brak miejsca w 50-metrowym mieszkaniu. Dlatego uznaliśmy że najlepszy będzie kupowanie książek na prezenty.
A oto moje wybory:
To chyba najładniejsza kolorowanka jaką widziałam w życiu. Ilustracje Antoine de Saint-Exupéry tym razem do kolorowania
wzięłam ją do ręki, bo myślałam, że będzie to idealna propozycja dla starszych dzieci (ma 320 stron i swoje waży). Otworzyłam, zaczęłam przeglądać i wsiąkłam. Świetna książka dla dzieci 3+. Ilustracje bardzo trafiają w mój gust, a ilość tekstu na stronie jest wystarczająca.
Książka o przygodach rezolutnej Madeline to dobry pomysł na prezent.
Cała seria o uroczych bobrach Kastorze i Maciusiu są obecnie ulubionymi (o majsterkowaniu najmniej ze względu na gender). Kastor spodoba się już młodszym dzieciom (spokojnie 2+) ze względu na niewielką ilość tekstu.
Przepiękne ilustracje i to co maluchy lubią najbardziej, czyli rozkładanie danej czynności na czynniki pierwsze. Fajne, mądre książki!
Dwie świetne książki już dla rocznych dzieci do czytania i powtarzania. Przepiękne ilustracje Ignacego Witza sprawiły, że cofnęłam się do mojego dzieciństwa w latach 80-tych. Całość jest absolutnie przepiękna i doskonale nadaje się na prezent. Żebyście tylko mogli poczuć papier, z którego są wykonane książki…
Tego nie da się zobaczyć w księgarni internetowej. Jest to wydanie naprawdę znakomite i nietuzinkowe. Bardzo polecam na prezent. Poniżej zamieszczam spis treści obu książek, bo w każdej jest po kilka wierszy.
Nad tą pozycją długo się zastanawiałam, ale dopiero kiedy zobaczyłam ją na żywo i wzięłam do ręki wiedziałam, że to będzie idealny prezent dla Lilki na Święta. Przepięknie wydana, w twardym pudełku książka o przygodach Piotrusia Królika i jego przyjaciół. Ilustracje wykonane przez Potter mają w sobie magię i są bardzo dokładne, a to dzieci lubią.
Historie opisane w książce są ponadczasowe i często zawierają morały.
Tylko zobaczyłam okładkę tej książki i wiedziałam, że będzie nasza. Cudowna ciepła opowieść o siostrzanej miłości i przygodach. Nie jest to łatwa historia i nie wszystkim może się spodobać. Lilka podczas czytania była wyraźnie zdenerwowana i bardzo przejęta. Jednak rozwiązanie przyniosło jej ukojenie i całość bardzo się jej podobała.
Rodzice podczas czytania mogą być zaskoczeni małym wątkiem alkoholowym, ale można te 2 zdania pominąć;)
książka w trochę innym klimacie niż pozostałe, ale bardzo mi się spodobała. Pamiętacie fazę Lilki na budowle świata i mapy? Ta książka doskonale uzupełnia tę pasję. Fajne, kolorowe ilustracje i spora dawka wiedzy. Jest jeszcze wersja o „Wielkich cywilzacjach”.
Ciekawa opowieść o chłopcu, który dostaje narty i wyrusza w podróż. Spotyka różne osoby i zwierzęta. Książka idealnie nadaje się na zimę. Przepiękne ilustracje i ciekawy tekst.
W końcu pozycja polskiego autora wydana przez wydawnictwo Warstwy. Bardzo ciekawe rymowane wierszyki w tematyce zimowo-świątecznej. Do tego świetne minimalistyczne ilustracje.
I znów wielkie wow. Tylko zobaczyłam okładkę wiedziałam, że to będzie hit. Po raz pierwszy spotkałam się też z książką litewską dla dzieci. Autor jest zarazem ilustratorem i szczerze powiedziawszy są na bardzo wysokim poziomie.
Zwierzęta – bohaterowie tej książki mają różne przygody. Mam wrażenie, że książka ma charakter baśniowy, bo niektóre elementy przeżywa się jakby na jawie lub śnie. Wyjątkowa pozycja.
Bardzo fajna książka w tematyce świątecznej. Świetne ilustracje Joanny Bartosik. To opowieść o Mikołaju, który przez swoją nieuwagę zgubił prezenty i inni mu pomagają.
Na tę książkę właśnie natknęłam się zupełnie przez przypadek. Przekładając książki w Empiku siedziała głęboko na najniższej półce. Wzięłam do ręki i przepadłam. Taka niepozorna książka za całe 8,99… Lilka ją uwielbia i prosi żeby czytać ją po kilka razy, co jej się raczej nie zdarza.
Opowieść o małej dziewczynce (zwróćcie uwagę na przepiękne ilustracje), która marzy aby mieszkać w dżungli i to się spełnia. Cudowna, chociaż krótka książka o tym, że warto mieć marzenia. Na końcu jest zdjęcie prawdziwej Jane i jej historia. Dla dzieci 2+
Na koniec jak zwykle zostawiłam perełkę.
Pewnie mi nie uwierzycie, ale znalazłam ją również wciśniętą miedzy inne i jak ją tylko zaczęłam czytać to mnie zamurowało. Ta książka jest absolutnie wyjątkowa i powinien powstać o niej osobny post. Nie spodoba się wszystkim, ale tacy wrażliwcy jak ja powinni usiąść z kubkiem herbaty i sami sobie ją przeczytać.
Za każdym następnym razem kiedy czytam ją Lilce mam łzy w oczach, bo większość tekstu tak bardzo trafia w moje matczyne serce. Każda z ilustracji jest tak piękna i magiczna, że mam ochotę gapić się długie minuty. A tekst mimo tego, że jest dla dzieci ma drugie dno. A o czym jest? O niewidomej dziewczynce podróżującej metrem. Wybaczcie, że zamieszczam tak wiele zdjęć, ale chcę Wam pokazać jaka jest piękna. Koniecznie przeczytajcie tekst. Do mnie trafia jak nic.
Czytając te słowa – kieruję je do Lilki:)
No nie ma wspanialszego widoku jak zaczytane dziecko pod choinką.
A jak już kupicie książki na święta i mimo tego coś wam zostanie – tu macie inspiracje prezentowe:
Na samym początku dla najmłodszych dzieci (0-3 lata) polecę moje książki wspierające rozwój mowy. Idealnie nadają się na prezent na Dzień Dziecka. Ten zestaw książek będzie Wam towarzyszył przez najbliższe lata. Dzięki nim dzieci szybciej zaczną mówić i komunikować się z Wami. Od małego możecie wychowywać dzieci na czytelników.
Kody zniżkowe na lalki hiszpańskie do wykorzystania w sklepie Lalkihiszpańskie.pl – na pierwsze 100 szczęśliwców czeka 10% zniżki przy użyciu kodu Nebule10
A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.
We wpisie znajdują się linki afiliacyjne
Jeśli chcielibyście więcej szczegółów o Bruderach albo lalkach hiszpańskich to zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla dzieci – pewniaki na każdą okazję. Dużo ciekawych i uniwersalnych inspiracji jest też we wpisie Prezenty na święta dla dzieci.
Dziś wpis, który wymagał ode mnie niebywałej kreatywności. Chciałam Wam pokazać jak można się bawić jedną zabawką na 10 różnych sposobów. Każdy z nas w domu ma pewnie mnóstwo zabawek. Wiele z nich często jest używanych wg instrukcji lub tego co zaleca producent. Prawie każda zabawka może być wykorzystywana na najróżniejsze sposoby tak aby stymulować rozwój, a jednocześnie rozwijać wyobraźnię dziecka.
A ja dziś w ramach akcji „Kreatywnie z Fabryką Wafelków” oraz portalem Pomysłowy rodzic chciałabym Wam przedstawić 10 zabawach manualnych z jedną zabawką Bilibo game box.
Bilibo game box to bardzo prosta zabawka: kolorowe żetony, muszelki oraz kostka. Wydawać by się mogło, że to zwykła gra dla dzieci. Ale tak nie jest! Elementy można ze sobą łączyć w zabawie lub używać do nich innych przedmiotów. Razem tworzą ciekawą całość, a oddzielnie mogą również dostarczyć wielu ciekawych zabaw. W sklepie jest również dostępna wersja bez kostki i żetonów. Myślę, że warto jednak zapłacić 20 zł więcej i kupić wersję rozbudowaną.
No właśnie to jest najlepsze w tej zabawce. Jeżeli kupicie ją dla roczniaka i schowacie żetony i kostkę to macie świetne narzędzie do wielu zabaw. Można wkładać jedną w drugą, można chować pod nimi różne przedmioty lub używać w wannie. Dla starszego dziecka nawet 5-6 letniego może służyć do czego innego.
Jak się bawić Bilibo game box na 10 sposobów? (a jest ich pewnie o wiele więcej)
Świetny pomysł na ćwiczenie chwytu pęsetkowego i koordynacji ręka- oko.
Zbieramy z najbliższego otoczenia małe przedmioty w takich kolorach jak są muszelki. Bierzemy kostkę do gry- wkładamy do niej żetony i gramy. Kto wyrzuci dany kolor musi odnaleźć w koszyku odpowiedni przedmiot i umieścić go w muszelce pasującej kolorem.
Żeby było trudniej za pomocą szczypiec.
Na zdjęciach Lilka posadziła swoje myszy i kręci je na karuzeli.
Oczywiście wygrał różowy:)
Squigz
Bardzo fajne połączenie. Lilka zaskoczyła mnie swoim pomysłem:)
Naprawdę ta zabawka nadaje się do wszystkiego.
U nas babki z Bubbera i żółwie:)
Włóż tyle żetonów ile wskazuje cyfra
Po tych wszystkich zabawach naprawdę zastanawiam się nad kupieniem dużej muszelki na Święta. Można w niej usiąść i się kręcić lub po niej chodzić. Widziałam ją w kilku salach do Integracji Sensorycznej. Inne zabawki tej firmy też są godne uwagi: Moluk
Ten wpis powstał z wyjątkowej okazji. Są nimi 6 urodziny Fabryki Wafelków – wyjątkowego sklepu dla pomysłowych rodziców z wyobraźnią. Z racji tego wydarzenia powstały świetne torby prezentowe do kolorowania (poniżej) oraz balony. Przyłączycie się do świętowania?
Mamy dla Was również prezent na końcu wpisu.
Sklep zaprasza na stronę Fabryka wafelków, Facebooka i Instagram, gdzie publikowane są informacje o urodzinowych rabatach.
Mamy dla Was rabat na Bilibo game box -15% na hasło NEBULE aktywny przez 7 dni.
Znacie to? Piątek godzina 16.30 mąż przekracza próg domu i zaczyna się długo wyczekiwany weekend. Tyle planów i atrakcji przewidzieliśmy na nadchodzące dni. Tuż przed kolacją widzę u Lilki gila pod nosem. A po kolacji już jest cieplutka jak kaloryferek.
Basen odwołany, spacer też.
Kaszle i marazm. Po jednym dniu dołącza mąż. On nie choruje. On walczy o przetrwanie.
I tak to. Ja mam chociaż nowy obiektyw, więc go mogę przetestować. To nic, że ciemno jak w jaskini.
Niech chociaż spadnie śnieg.
Inhalacja przy „Było sobie życie”- hit ostatnich czasów!
Z Natalią przy kolacji
„Ona jest taka mała, że je tylko mleczko”
W końcu spełniłam noworoczne postanowienia!
Bardzo dobre! Słodzone syropem z agawy z kaszą gryczaną niepaloną.
Takie nudy, że wzięliśmy się za gotowanie.
Będzie pizza o niskim IG. Z mąki amarantusowej i żytniej.
Tyle siły!
Rośnie? Rośnie!
A w tak zwanym międzyczasie Lilka testuje moją cierpliwość.
Bubber cholera jasna.
No i jest:)
A, dobre ketchupy odkryłam! Jakoś nie ograniczam już Lilce maksymalnie cukru, ale przez moją dietę szukam produktów bez niego. Wersja dla dzieci z miodem.
A wieczorem uskuteczniamy gry.
Bardzo lubimy loteryjki- szczególnie te dwie.
Polega na tym, że wybieramy kraj, do którego chcemy pojechać i zbieramy potrzebne rzeczy. Jest naprawdę świetna, bo można się dużo z niej nauczyć: stolic, mapy, flag, waluty, sportu narodowego, dania. Dla dzieci 3+
podobne zasady dla 4 graczy, myślę, że może być też dla młodszych dzieci. Bardzo dużo nowego słownictwa i odmiany.
Szare krzesło w kuchni to Tripp Trapp– jestem nim zachwycona, dlatego niedługo napiszę recenzję.
Przypominam Wam o konkursie, który trwa do 6 grudnia. Możecie wygrać wyjątkowy wózek Stokke Xplory. Wystarczy zgłosić warszawską restaurację, która Waszym zdaniem jest przyjazna dzieciom. 3 restauracje otrzymają krzesełko Tripp Trapp, a Wy będziecie mogli z nich skorzystać.
A sukienka Lilki – Lindex
Chyba w życiu każdej dziewczynki przychodzi taki etap kiedy główne zabawy skupiają się na zajmowaniu lalkami. Opiekują się nimi, noszą i karmią. Nie wiem natomiast jak to jest z chłopcami.
U nas też przyszedł ten etap i Lilka zażyczyła sobie bobasa. Nie mogłam nic ciekawego znaleźć dlatego namówiłam moją mamę aby sprowadziła oryginalne hiszpańskie bobasy pachnące wanilią Nines. Cieszę się, że się udało, bo Lilka jest przeszczęśliwa. Ma ich kilka i każdym bawi się w inny sposób.
Maria z dzidziusiem urzekła mnie totalnie. Również przez to, że jest stylizowana na Kubankę. Przypomniały mi się nasze wakacje 4 lata temu na Kubie i rzeczywiście kobiety tak tam wyglądają. Noszą swoje dzieci chustach, a ubrane są w bardzo kolorowe stroje.
Lalka delikatnie pachnie wanilią, a wykonana jest z przyjemnego w dotyku vinylu. Ma miękki brzuch przez co łatwiej się ją nosi. Maria ma nawet prawdziwe rzęsy!
Pepotes to małe słodziaki z ruchomym kończynami. Również są wykonane z miękkiego vinylu. Są znacznie mniejsze, więc można je nosić wszędzie. Lilka często wkłada go do krzesełka i karmi. Lalki mają zaznaczoną płeć!
Krzesełko Janod
Na ostatnim zdjęciu jest mniejsza wersja Pepotin. Różnią się tylko wielkością.
Lilka ma jeszcze jednego malutkiego bobaska Golosinas,. Bardzo fajny pomysł na prezent dla małych dzieci. A co myślicie o bobasach dla chłopców?
Jako, że jestem tradycjonalistką rzadko kiedy dopuszczam napływy różnych trendów. W mojej rodzinie nie było tradycji kalendarza adwentowego, dlatego nie ulegam presji i nie robię niczego tylko dlatego, że ktoś inny tak czyni.
Ale!
Uważam, że to rzeczywiście może być fajny sposób do odliczania dni zwłaszcza dla małych dzieci, którym obcy jest zwykły kalendarz. Skończyły mi się już pomysł jak odpowiadać na pytania Lilki „Kiedy psyjdzie Mikołaj” po raz 10 jednego dnia.
Dlatego wpadłam na pomysł wspólnego odliczania w taki sposób, żeby to było dla niej proste i zrozumiałe. Tak powstał Mikołaj z odcinaną brodą:) Za oprawę graficzną odpowiedzialny jest Pan Pierre.
I gotowe. Każdego dnia dziecko odcina kawałek brody po linii. W ten sposób może zobaczyć ile dni jeszcze zostało do Świąt. A dodatkowo ćwiczy koordynację ręka- oko i inne rozwojowe niuanse:)
Można Mikołaja kolorować, farbami malować, plasteliną wylepić i papierem wykleić.
Zapraszam na dole szablon do ściągnięcia.
Wycinamy i sklejamy w wyznaczonym miejscu
Wieszamy kalendarz, najlepiej na sznurku lub przyczepiamy magnesem do lodówki tak żeby można było łatwo go zdjąć i odciąć kolejną część.
Ale nastrojowo mi się zrobiło jak ściągnęłam pudło z ozdobami.
Te piękne wstążki z Tigera.
Mam prośbę! Jeżeli skorzystacie z mojego pomysłu dajcie chociaż „lajka” na Facebooku wtedy będę wiedziała, że Wam się podoba.
Miłego odcinania i oczekiwania!
Kiedy byłam małą dziewczynką miałam naprawdę niewiele zabawek. Kilka miśków, puzzle z Myszką Mickey, podróbka Barbie i… zielony, radziecki fortepian. To były czasy.
Nie pamiętam za bardzo skąd go miałam, ale wyjścia były dwa: rodzina przywiozła go z wyprawy handlowej zza granicy wschodniej lub Rosjanie przywieźli go z ojczyzny i sprzedali na białostockim ryku.
Rzępoliłam na nim dzień w dzień o różnych porach, przyprawiając mamę o ból głowy. Miał odkręcane nóżki i brzmiał „prawie” jak prawdziwy. Pamiętam melodie, które z niego wybrzmiewały. Uwielbiałam go jak żadną inną zabawkę.
To chyba była moja pierwsza zabawka interaktywna. Siadałam na nim, a nawet na niego wchodziłam. Moja mama zauważyła dość szybko moją pasję i kupiła kilka lat później keyboard elektroniczny. Ale do niego już takiego zapału nie miałam…
Dawno temu na Instagramie u Księżniczki w kaloszach, która uwielbia zabawki z odzysku przyuważyłam MÓJ fortepian. Wspomnienia wróciły! To dokładnie ten!
Zaczęłam szukać fortepianu na Święta dla Lilki. Nie chciałam pianinka, tylko właśnie fortepian. Udało mi się znaleźć w ofercie Janod. Skoro miał być od Mikołaja, to zapytacie pewnie co Lilka przy nim robi…
Domyślacie się? Nakryła prezent w szafie i musiałam go wyciągnąć. Nie pomogło odwracanie uwagi ani inne zabiegi. Musiałam go dać grubo przed Wigilią. No trudno, ale nie żałuję. Codziennie przy nim siada i gra „Dżingle bells”.
Sam fortepian wygląda jak prawdziwy instrument, a nie zabawka. Jest wykonany z bardzo grubego drewna i jest dość duży. Dźwięki są przyjemne dla ucha, a jego design pasuje do pokoju. Polecam bardzo na prezent na Święta. Tylko ukryjcie go lepiej;)
To nie jest kolejny wpis motywacyjny. Dziś chciałabym się z Wami podzielić przemianą jaka we mnie zaszła i pokazać jak sposób myślenia wpływa na sytuacje z życia codziennego.
Całe życie miałam kompleksy. Wiele z nas je ma. Tylko niektórym zupełnie one nie zaprzątają głowy, a innym przysłaniają cały wizerunek siebie. 160 cm w kapeluszu i waga raczej kogucia niż piórkowa.
Całe 30 lat mojego życia byłam niezadowolona z mojego wyglądu. Nie mogę napisać, że z siebie jako ogółu, bo jednak z wielu kwestii jestem dumna. Z osiągnięć, mojej rodziny i tego punktu w życiu, w którym obecnie się znajduję. Jednak na te kwestie mam duży wpływ i jestem panią swojego losu.
W okolicach 30 urodzin po prostu się poddałam. Wyciągnęłam białą flagę i złożyłam kapitulację. Stwierdziłam, że dość już tego umartwiania i zamiast wiecznego niezadowolenia muszę zmienić coś w głowie. Jestem już za stara na takie głupoty i jedyne co mi pozostaje to zaakceptować siebie taką jaka jestem, z kompleksami. A raczej ich workiem.
Uznałam, że już cudowna przemiana wyglądu we mnie nie zajdzie i nie mam co marzyć o wymiarach 90-60-90. Ok- powiecie. „Schudła 10 kg, to jest jej łatwiej zaakceptować siebie”. I tu Wam coś powiem, mimo tego, że schudłam te wymarzone przez wielu 10 kg – to one wcale nie zamieniły się w +10 do pewności siebie i nadal widziałam te wszystkie niedoskonałości.
Stwierdziłam, że moim największym problemem jest porównywanie siebie do innych.
Tak piękne i prawdziwe jest to powiedzenie szczególnie w świecie blogów.
Tak, przestałam siebie porównywać do innych. Łaskawszym okiem spojrzałam na siebie i stwierdziłam, że wcale nie jest tak źle. Nawet uszy, o których zawsze myślałam, że się nadają tylko do korekty- nie są takie tragiczne.
Pomyślicie pewnie skąd się bierze taki zakrzywiony wizerunek siebie i te wszystkie kompleksy. U mnie odkryłam tylko jedną przyczynę. Nie miałam pozytywnego feedbacku ze strony taty. To jest takie ważne w kształtowaniu się akceptacji własnego wyglądu. Dziewczynkom naprawdę jest potrzebne uznanie ojca co do ich wizerunku.
Dużo na ten temat czytałam i wiem, że jest to niezbędne. Jak widzę Lilkę w nowej sukience, która od razu biegnie do taty żeby otrzymać komplement to tylko utwierdzam się w tym przekonaniu. Wojownikiem z moimi kompleksami od zawsze był mój mąż i to on mi bardzo pomógł.
Nie lubię w ogóle zadawać sobie tego pytania, które jest w dzisiejszych czasach tak modne. Jest jak jest, na pewno pomogłam sama sobie polubić odbicie w lustrze.
To nie był defekt zewnętrzny, tylko wewnętrzny, który rósł w mojej głowie.
Weekend mieliśmy dość intensywny i wykorzystaliśmy ten czas w 100%. W sobotę basen, kawa i szybkie spożywcze zakupy, a dziś kino i wczesny obiad.
Fajne nowe dla nas miejsca na stołecznej mapie.
Rodzinne poranki w Kinie Praha.
Po filmie odbyły się warsztaty plastyczne z rysowania komiksów.
300 metrów od kina znajduje się Boska Praga– restauracja przyjazna dzieciom. Bardzo dobre jedzenie i świetne wnętrze. Plus za kącik zabaw.
sernik z białą czekoladą mmmm
Nie wiem jak to się stało, że do tej pory nie mieliśmy takiego klasyka jak zwykłe, drewniane klocki. Miałyśmy z przyssawkami, z magnesami i innymi udziwnieniami, a o prostych drewnianych klockach zapomniałam.
To zabawka na lata. Można śmiało pierwszy taki zestaw kupić na roczek. Jestem przekonana, że będą w użytku przez kolejne 5-6 lat. W przeciągu lat zabawa z nimi ewoluuje od wieżyczek 2-elementowych po skomplikowane zamki ze zwodzonym mostem. Można z nich zrobić wszystko co tylko podpowie nam wyobraźnia i to jest w nich najcudowniejsze. Drewniane klocki nie są tak dosłowne jak wiele innych dostępnych na rynku i dzięki temu pobudzają dzieci do kreatywnej zabawy.
Takie drewniane klocki znajdziecie w prawie każdym przedszkolu prowadzonym metodą M.Montessori. To właśnie taka zabawka ćwiczy różne funkcje, niezbędne do prawidłowego rozwoju.
„Co się stanie kiedy położę ten klocek tutaj?”
Wyobraźnia przestrzenna: projektowanie w myślach tego co chcemy zrobić, a przełożenie tego na czyny.
Precyzja ruchów: jak położyć klocek na górze żeby nie zepsuć całej budowli.
Propriocepcja: podczas przenoszenia klocka z miejsce na miejsce dziecko dokładnie czuje ułożenie ręki w przestrzeni i może nią kierować
Umiejętności społeczne: budując z drugą osobą dziecko ma szansę na naukę współpracy czy emocjami (kiedy np wieża się rozsypie)
Koncentracja: podczas zabawy dzieci mają okazję do ćwiczenia koncentracji uwagi oraz wydłużania tego czasu
Orientacja przestrzenna i słownictwo: można ćwiczyć wyrażenia przyimkowe
Klocki Pilch naturalne wykonane z bardzo dobrej jakości drewna. Wersja kolorowa pomalowana jest nietoksyczną farbą w taki sposób żeby były widoczne słoje drewna. Różnorodne kształty zapewniają świetną zabawę.
Na zdjęciach przedstawiony jest zestaw kolorowy i naturalny.
Klocki są zamknięta we wzmocnionym pudełku, na który można nawet stawać.
Do klocków dołączona jest książeczka, w których znajdziecie mnóstwo pomysłów na ciekawe zabawy.
Oraz ćwiczenia ułożone przez fizjoterapeutę z pudełkiem!
Jak zwykle we współpracy z marką Pilch mam dla Was rabat na zakupy w sklepie http://www.zabawkipilch.pl na 10% do 20 grudnia na hasło: „nebule”.
Rodzicielstwo to nie tylko uśmiechy z rana i gilgotanie w stopy. Czasami jako rodzice stajemy w obliczu spraw trudnych, dla nas i dla dziecka. Głowimy się jak to będzie dalej, zastanawiamy się jak dany problem wpłynie na naszą rodzinę. Martwimy się jak sobie z tym poradzić i szukamy pomocy.
Najczęściej po wizytach u specjalistów mamy już wytyczoną konkretną ścieżkę i mamy nią tylko podążać. To „tylko” to w wielu przypadkach jest „aż tyle”, bo dziecko nie współpracuje. I co dalej? Wiemy, że jeżeli nie będziemy stosować się do zaleceń to sytuacja zdrowotna nie ulegnie poprawie. No i jak sobie z tym poradzić?
Staramy się wychowywać córkę poprzez przykłady, tłumaczenie, naturalne konsekwencje, a nie zakazy, nakazy, kary i nagrody. Wymaga to od nas naprawdę wielu wysiłków i często nam ręce opadają od tłumaczenia. Milion razy miałam już chęć odpowiedzieć „bo tak” i uciąć dyskusję, bo już naprawdę brakuje mi argumentów. Jednak wiem, że takie ucięcie i pokazanie swojej wyższości nie pomoże jej zrozumieć danego problemu. Za jakiś czas dana sytuacja powróci ze zdwojoną siłą.
A czym są? Naturalne konsekwencje są rezultatem działania lub braku działania bez interwencji dziecka. Na podstawie własnych doświadczeń uczą się jak zbudowany jest ten świat. „Nie założysz czapki to zmarzną Ci uszy”. Ot i cała filozofia. Widzimy przyczynę i skutek.
Najlepiej jednak działa w sytuacjach obecnych. Dziecku ciężko będzie zrozumieć skutek, który będzie za 2 miesiące. Wraz z wiekiem oczywiście będzie lepiej kojarzyć fakty, ale im mniejsze dziecko tym czas ma być krótszy.
Wracając do tematu. Jak w takim razie 2-3 letniemu dziecku wytłumaczyć, że np. musi nosić okulary? Okulary nie są korekcyjne tylko terapeutyczne. Bez nich jak na złość widzi o wiele lepiej. Ma je nosić od rana do wieczora, a robić tego nie chce.
Nie działa tłumaczenie, bo dziecko nie jest w stanie zrozumieć, że noszenie okularów jest koniecznością, która zaprocentuje w przyszłości. A może nawet uniknie operacji.
Naturalne konsekwencje tutaj zupełnie nie działają, bo dziecko tego nie zrozumie, że bez okularów oczy nie ćwiczą.
Nie działają groźby (TAK. DOBRZE CZYTACIE. Postawiona pod murem muszę stosować takie metody jako wyższe dobro. Nie mogę pozwolić na to żeby tylko i wyłącznie przez bunt i postawienie się nam miała poważne konsekwencje zdrowotne)
Tak, dokładnie. Mam z tego powodu wyrzuty sumienia, ale wciąż jest to dla mnie dobro wyższe i wiem, że jeżeli tylko to działa to muszę to kontynuować. Dla jej dobra.
Jak tylko widzę, że idzie do mnie bez okularów jest postawiona w sytuacji alarmowej. Ciśnienie podnosi się, a już jestem bojowo nastawiona i tylko myślę co tym razem zaproponować.
Czasami są to aktywności. „Załóż okulary i idziemy się bawić”.
Staram się nie formułować negatywnych komunikatów „Jeżeli nie założysz okularów to nie pójdziemy na podwórko”, bo jednak tak brzmi to gorzej.
Czasami jest to słodycz „Załóż okulary i idziemy po lizaka albo tiktaki”, a czasem bajka „Załóż okulary i włączamy bajkę”.
Zazwyczaj to działa, jednak nie czuję się z tym dobrze. Mam poczucie, że wyższe dobro ma tu większe znaczenie.
Ale wiem, że nigdy nie użyję siły.