kontakt i współpraca
W jednym z poprzednich postów Co z tym niekapkiem pisałam o znakomitej alternatywie dla kubka niekapka. Tak, dzisiejszy post będzie o naszym przyjacielu (spokojnie mogę go tak nazwać), który towarzyszy nam już ponad rok. Jak tylko Lilka zaczęła siedzieć, zaczęliśmy rozszerzać dietę metodą BLW zamówiłam jej kubek Doidy cup. Mamy kolor jagodowy brokat :).
Początkowo, czyli jak Lilka miała 6 miesięcy nalewałam jej odrobinę wody, sama przykładałam kubek do jej warg. Pierwszy raz nas niesamowicie zadziwił. Nie miała najmniejszych problemów, że pobrać wodę i połykać.
Z czasem, kiedy podnosiłam kubek i przystawiałam jej do ust zaczęła kłaść rączki na uchwytach kubka. Później ok. 10 miesiąca już tylko lekko go podtrzymywałam. Sama go przechylała i nabierała wodę. Około 12 miesiąca Lilka piła z Doidy cup już sama. Czasami zdarzały się powodzie, ale bardzo rzadko. Generalnie niesamowicie szybko załapała o co w tym chodzi.
Około 13 miesiąca zaczęła mówić „pisiu” i tak jej zostało. Piła z Doidy również zupę. Co jest dużym ułatwieniem przy BLW. A teraz moja szczera opinia okiem specjalisty.
Jest bardzo dobrze wyprofilowany, dziecko widzi ilość płynu i przez to wie jak regulować jego przechylenie żeby się nie oblać. Lilka z ogromnym powodzeniem pije też z normalnych kubków. Nie pamiętam kiedy ostatni raz się oblała. Krawędź kubka jest tak wyprofilowana, że małe wargi dziecka doskonale ją obejmują.
Dziecko pobiera taką ilość wody, aby było w stanie przełknąć. Myślę, że ten kubek też jest świetnym rozwiązaniem dla dzieci z MPD (mózgowym porażeniem dziecięcym) i osób po udarach mózgu, które mają porażoną jedną stronę twarzy.
Co do użytkowania… Doidy cup niewątpliwie wygrywa z bidonem. Czyszczenie go jest niebywale proste. Wkładam go do zmywarki i po kłopocie. Używałyście go i macie podobne odczucia?
P.s. Lilka już lepiej. Wraca jej apetyt, nie ma gorączki. Wychodzimy na prostą. Robiłam jej dziś przepyszne placki z bananem i ricottą. Przepis tu. Za radą mojej koleżanki Ewy (dzięki, bardzo cenię Twoje rady:) zamiast mąki pszennej użyłam orkiszowej typ 700 (nie było 550) i zamiast mleka dodałam wodę. Przepyszne wyszły:)
Prace domowe wykonałyśmy już w piątek, ale przez chorobę Lilki dodaję dopiero dziś. Tą aktywność zaplanowałam dawno, wydawało mi się, że Lilka będzie zachwycona….
A jej się niestety zabawa w galaretce nie podobała. Nie chciała jej dotknąć nawet malutkim paluszkiem. Ma to pewnie po mnie, bo mnie galaretka zwyczajnie obrzydza. Wyobraźcie sobie, że sama musiałam wygrzebać te kulki, żeby je umyć…
Ah, co przeżyłam to moje. Swoją drogą podejrzewam u Lilki niewielką nadwrażliwość dotykową. W takim razie cofamy się do materiałów sypkich. Dopiero jak je zaakceptuje, będziemy pracować z mokrymi. Ale może Waszym dzieciom ta aktywność się spodoba?
Sok z wodą zagotować, wsypać żelatynę i dokładnie mieszać. Zalać materiały (kulki szklane, muszle, kamienie) i wstawić do lodówki do stężenia.
Fartuch do zadań specjalnych – Beaba
Później Lilka pracowała jeszcze z:
Nakładanie gumek do włosów na paterę
Układanie szklanych kulek na mydelniczkę z przyssawkami.
P.s. Trzymajcie za nas kciuki. Lilka ma obustronne zapalenie płuc. Jesteśmy w domu, oglądamy Maszę i Miszkę i czekamy na lepsze czasy. Lilka nie ma w ogóle apetytu. Może macie jakieś pyszne, zdrowe przepisy, bo już nie mam pomysłów co mogę jej zaserwować.
Zanim jeszcze urodziła się Lilka znałam książkę „Naciśnij mnie” z wydawnictwa Babaryba. Kupowałam ją wszystkim znajomym dzieciom i za każdym razem siedziałam z obdarowanym dzieckiem i oglądałam ich pierwszy zachwyt nad tą książką. Żadne „dziękuję” nie było mi potrzebne kiedy widziałam purpurowe ze śmiechu policzki.
Bardzo czekałam na ten moment kiedy Lilka do niej dorośnie i będzie mogła się nią cieszyć. Nie chciałam żeby to nastąpiło za wcześnie. Kiedy w ubiegły piątek czekałam na paczkę od Babaryby sama wyglądałam jak dziecko:) Kurier wręczył mi paczkę… Tylko zamknęłam za nim drzwi i pobiegłam do kuchni po nożyce.
Dosłownie z wypiekami na twarzy rozcinałam karton. Całe szczęście, że Lilka spała. Miałam je tylko dla siebie. Po kolei obejrzałam każdą stronę i wykonywałam polecenia autora. Dmuchałam, cicho biłam brawo, pocierałam.
Kiedy Lilka się obudziła od razu pokazałam jej nowe książki. Od tamtej pory w naszym domu panuje Tulletomania. Zachorował na nią również D. Inne książki mogą nie istnieć! 3 książki zastąpiły całą biblioteczkę. Lilka na „Naciśnij mnie” mówi- „piiiip”, na „Kolory” mówi – „kopy”, czyli kropy, a na „Turlututu, akuku to ja” mówi „Akuku”.Cały weekend czytaliśmy, pocieraliśmy i śmialiśmy się na głos. W sobotę szliśmy do Centrum Nauki Kopernik i towarzyszyły nam „Kolory”, Lilka nie chciała się z nimi rozstać.
A w Centrum Nauki Kopernik jak tylko zobaczyła jakieś kropy to biegła i robiła „piiiip”.
Tulletomania u nas wygląda tak:
Lilka rechocze na głos przy obrazku, gdzie Turlututu rozmawia przez cytrynę (humor abstrakcyjny ma po rodzicach)
Pampuńć, po lekturze tej książki wszystkie ślimaki nazywają się „Pampuńć”
A tu nasze wczorajsze zabawy z najnowszą książką Herve Tulleta „Kolory”. Lilka umie rozróżnić i nazwać podstawowe kolory dzięki tej książce! Szok! A my postanowiliśmy sprawdzić za Montessori przez doświadczenie czy Pan Tullet nie pomylił się w mieszaniu kolorów. Zabawa była przednia:)
Lilka ma na sobie fartucha;) Beaba A ja wyczytałam na fanpage Babaryby, że już przed wakacjami ukaże się nowa książka „Turlututu na wakacjach”. Nie możemy się doczekać! A Wy znacie te książki?
Pod postem O złych smokach wiele z Was pytało mnie dlaczego niekapek nie jest najlepszym rozwiązaniem, a nawet może mieć negatywny wpływ na rozwój aparatu artykulcyjnego. W dzisiejszym poście postaram się Wam na te pytania odpowiedzieć.
Zacznijmy od początku, kiedy zaczyna podawać się dziecku dodatkowe płyny. Zazwyczaj następuje to ok. 6 m. życia. W okolicach pierwszego półrocza rozszerzamy dietę i uznaje się, że to dobry czas na podawanie innych płynów niż mleko.
Odpowiedzi jest pewnie wiele:
a) bo dziecko się nie zakrztusi
b) bo się nie obleje
c)bo może samo się napić
d) bo Kaśka z drugiego piętra używała i u nich się sprawdziły.
Niektórzy nawet traktują niekapki jako mniejsze zło niż butelka ze smokiem.
Otóż nie. Przy piciu z niekapka pracują te same partie mięśni co przy butelce ze smoczkiem. Dla porównania podczas picia ze zwykłego kubka (lub u mniejszych dzieci np. z diody cup). Podczas prawidłowego picia z kubeczka mięśnie warg, policzków i pozostałych części twarzy aktywnie uczestniczą w pobieraniu płynu i szczelnym utrzymaniu krawędzi kubka.
Aby uniknąć wylania się płynu wargi utrzymują szczelność i dozują płyn, aby uniknąć zakrztuszenia (te czynności nie występują przy piciu z kubka 360 Lovi). Podczas takiego picia pracuje wiele mięśni twarzy. Jednocześnie dzieci doskonalą umiejętność jednoczesnego przełykania i oddychania. Z biegiem czasu ruchy warg, języka są coraz bardziej precyzyjne.
Koordynacja przy przechylaniu i jednoczesnym pobieraniem płynu z kubeczka również doskonali się z wiekiem. A co się dzieje podczas picia z niekapka? Niestety nic, te wszystkie zaworki robią to za dziecko. Zasysają, dozują i nie oblewają bluzki. Owszem jest to wygodne, ale niezbyt dobre. Podczas picia z niekapka wargi leniwie obejmują ustnik, który jest między zębami. Żuchwa wykonuje ruchy w płaszczyźnie pionowej i w ten sposób wypompowuje płyn. Odruch ssania się utrwala, zamiast zanikać. Często też dzieci gryzą ustnik. Ma to również duży wpływ na zgryz. Dodam jeszcze, że często rodzice myślą, że niekapek to kolejny etap po butelce ze smokiem i używają go latami.. Niestety nie, jest to dokładnie ten sam etap. Jakie wnioski? Kubek i jeszcze raz kubek, na spacerach bidon z rurką.
Pisałam Wam, że nasza księga jest obecnie w wielu tomach. A Wy w komentarzach stwierdziłyście również, że nie ma sensu jej nawet kleić. Mimo tego, że książka była porwana Lila cały czas się nią interesowała. W końcu moja czytelniczka poradziła mi świetny sposób jak ją ujarzmić. No i bingo:)
Li
Lilka ma na sobie:
Spodnie Zara z wyprzedaży
Bluzka – Kappahl kolekcja New Hamptons – świetne marynistyczne motywy.
Jako, że Lila ma ostatnio ogromną potrzebę chodzenia, a wózki i Tula są beee zaczęłam szukać zabawek, które mogą nam towarzyszyć na spacerach. Długo nie mogłam nic znaleźć… aż w końcu trafiłam na hiszpańską markę Tuc tuc. Mamy Pirata i razem z nim poznajemy arkana naszego osiedla. Chodzimy, oglądamy każdy listek i patyczek. Żaden kamień nie może zostać nie zauważony. Dlaczego to Pirat trafił do nas? Urzekł mnie jego wygląd, a rozczulił dzwoneczek, który delikatnie dzwoni jak się go ciągnie /dodatkowo stymuluje układ słuchowy/.
Z tej firmy jest jeszcze kilka rzeczy, które chcę Wam pokazać. Nadają się one do zabawy w domu jak i na spacer.
O potrzebie chodzenia w tym wieku M. Montessori pisała tak:Pozwólcie, że skupimy się teraz na dziecku w wieku około 2 lat i jego potrzebie chodzenia. Taka potrzeba jest dla niego zupełnie naturalna, ponieważ musi on przygotować się do bycia dorosłym więc musi zbudować w sobie wszystkie potrzebne ku temu zdolności. Dziecko w wieku 2 lat jest całkiem zdolne, by przejść 2-3 kilometry, a także wspinać się, jeśli dobrze się do tego nastawi. Najbardziej podobają mu się te najtrudniejsze do przejścia etapy. Musimy pamiętać, że dziecięcy pomysł na chodzenie jest zupełnie inny od naszego. Nasze wyobrażenie, że długie spacery przewyższają jego zdolności bierze się stąd, że chcielibyśmy, by chodziło w naszym tempie. Jest to pomysł tak niedorzeczny jak to, że my dorośli moglibyśmy dotrzymać kroku idąc u boku konia. Widząc nas bez dechu, koń mógłby wtedy powiedzieć (jak często mówimy do dziecka): Oj, nie dobrze. Wskakuj lepiej na mój grzbiet i dostaniemy się tam razem. Jednak dziecko nie próbuje ‚dostać się tam’. Wszystko czego chce to po prostu iść. A ponieważ jego nogi są krótsze od naszych, nie możemy zmuszać go, by próbowało za nami nadążyć. To my musimy iść w jego tempie. Konieczność nie przykładania naszego poczucia czasu do dziecka jest w tej sytuacji bardzo wyraźna, ale powinniśmy zaznaczyć, że zasada ta odnosi się do każdej sytuacji, w której edukujemy małe dzieci, niezależnie od dziedziny. Dziecko ma swoje własne prawa rozwoju i jeśli chcemy wspomóc go w jego dorastaniu powinniśmy podążać raczej za nimi, niż nakładać własne. Dziecko chodzi nie tylko przy pomocy swoich nóg, ono wykorzystuje również swoje oczy. To, co popycha je, by iść dalej to interesujące rzeczy dokoła, które może zobaczyć. Tam pasie się owieczka. Dziecko przysiada, by się jej przyjrzeć. Nagle wstaje i idzie dosyć spory kawałek – widzi kwiat – wącha go – widzi drzewo – próbuje się na nie wspiąć – obchodzi je kilkakrotnie – siada, by je zobaczyć. W ten sposób może przespacerować wiele kilometrów. Jego marsz przerywany jest odpoczynkami, które zwykle pełne są interesujących odkryć. Jeśli jakaś przeszkoda stoi na drodze, na przykład przewrócony głaz lub drzewo, jego radość jeszcze wzrasta. Dziecko kocha wodę. Siadając nad strumykiem mruczy radośnie: Woda, woda! Jego dorosły towarzysz, chcąc gdzieś się dostać tak szybko jak to tylko możliwe, ma zupełnie inne pomysły na temat, czym jest chodzenie.
– Absorbent Mind (Chłonący Umysł), Rozdział 15: Rozwój i Naśladownictwo, Maria Montessori
Cytat z http://www.bycrodzicami.pl/
O istnieniu kultowej już hulajnogi Mini Micro wiedziałam już dawno. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że mogą na niej jeździć już takie maluchy jak Lilka. Odkąd zagościła wiosna w parkach można zobaczyć śmigające na nich dzieci. No i widziałam u Lilki ten błysk w oku i zainteresowanie hulajnogami. Podchodziła nawet do jednej i oglądała ją z wielkim zaciekawieniem. Uznaliśmy, że jest to dobry moment żeby pomyśleć o własnym trójkołowcu.
część linków we wpisie to linki afiliacyjne
Taka hulajnoga ma wiele zalet z punktu rozwojowego, jak i terapeutycznego. Doskonale rozwija równowagę, czyli układ przedsionkowy. Wpływa pozytywnie na czucie ciała (propriocepcję). Maluchy podczas jazdy uczą się panować nad całym ciałem. Poprawia dużą motorykę i patrzenie przestrzenne. Wpływa pozytywnie na napięcie mięśniowe. Pomaga w kształtowaniu lateralizacji (najczęściej dzieci prawonożne odpychają się lewą nogą, gdyż noga dominująca wg układu nerwowego jest bardziej stabilna).
Jak widzicie jazda na hulajnodze ma same plusy. Dodatkowo spędzamy razem czas na świeżym powietrzu.
Dlatego długo nie musieliśmy się zastanawiać. Złożyłam zamówienie w sklepie w necie, ale nie potwierdziłam. Anulowałam i stwierdziłam, że się tam wybierzemy osobiście i zobaczymy jak Lilka sobie na Mini Micro radzi. W tamtym dniu byłam zdecydowana na zakup Mini Micro baby seat- czyli wersję z siedzonkiem i kask orzeszek Kiddiomoto. Jak ja się cieszę, że jednak poszłyśmy do tego sklepu…
Na samym początku Pan nam wyniósł hulajnogę na zewnątrz. Lilka aż piszczała z radości. Założył nam siedzonko baby seat, ale uprzedzał, że Lilka na siedzonko jest trochę za duża. Na Mini Micro Baby Seat jeżdzą 12-miesięczne maluchy! Szok! Kiedy siedzonko zostało zamontowane Lilka, która wie czego chce od życia wpadła w histerię i próbowała je oderwać…
Ona chciała hulajnogę, a nie jeździk. Pan też nas uświadomił, że dzieci widzą doskonale różnicę. Skoro widziała dzieci na hulajnogach na stojąco, to też tak chce. Lila na niej stanęła i (uwaga!) pojechała. Wiedziała od razu o co chodzi. Następną bardzo ważną dla mnie kwestią był kask. Zapytałam Pana o kaski typu orzeszki (chciałam wcześniej Kiddimoto, bo jest przede wszystkim ładny- oj te baby).
Zostałam uświadomiona, że kask typu orzeszek nie jest najlepszym rozwiązaniem na hulajnogę i rower. Dlaczego? Po pierwsze nie ma charakterystycznego daszka nad oczami. Najczęstsze upadki na hulajnodze i na rowerze to kraksy „na twarz”, czyli przy orzeszku facjata byłaby poszkodowana. Druga kwestia – orzeszki są dwa razy cięższe, co wiadomo z prostych praw fizyki nie pomaga przy upadku. Trzecia kwestia to wentylacja. Najlepiej żeby kask miał dużo otworów wentylacyjnych. Ktoś ostatnio mi wspominał żeby uważać z kaskami latem, bo zbyt długie noszenie może powodować przegrzanie i udar słoneczny. Kask musi być też dopasowany do główki dziecka. Lilka mierzyła kilka kasków, ostatecznie wybraliśmy kask Alpina gamma flash z gadżeciarskim światełkiem z tyłu.
Dostałyśmy też świetną instrukcję jak nosić kask i dopasować go do główki (bardzo ważne). Obsługa w sklepie była bardzo pomocna i cierpliwa i znosiła moje komentarze w stylu: „ten kask nie pasuje nam do kurtki itp. haha”. Wniosek jest prosty, gdybym się nie wybrała do Aktywnego smyka to bym miała Mini micro baby seat, na którym Lilka nie chciała by już jeździć i niedopasowany kask. A tu kilka fot z naszej wizyty:)Aha, jeszcze jedna kwestia. Chciałam Lilce kupić od razu torebeczkę Mini Micro na kierownicę. Pan powiedział, że nie ma sensu jej teraz kupować. Takie gadżety kupuje się wtedy gdy dziecko sprzętem jest lekko znudzone i taka nowość wzbudza w dziecku chęć do jeżdżenia. Genialne!
Tu na innym sprzęcie. Przejechała metr i się przesiadła na hulajnogę.
I w domu już z własnym sprzętem:
A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.
Tak jak pisałam Wam w poście Montessori a Rodzicielstwo Bliskości jedną z zasad pedagogiki stworzonej przez Marię Montessori jest niestosowanie kar i nagród.
Pewnie bardzo Was to zdziwi, bo macie teraz przed oczami Lilkę, która pewnie pierwszy raz zrobiła jakąś czynność (dziś np. na Insta wrzuciłam filmik jak pierwszy raz rysuje kółka) i mnie z kamienną twarzą siedzącą obok. Byłam dumna, a jak! Pewnie zapytacie dlaczego jej nie pochwaliłam?
Z prostej przyczyny. Gdybym ją pochwaliła, biła brawo, krzyczała „Super, Liluś”, dała buziaka w nagrodę itp. Lila najprawdopodobniej dziś by już nie narysowała żadnego kółka, kropki, nic. Ona zrozumiałaby to w ten sposób: „Narysowałam jakieś kółka, trudne to było, ale się udało. Mama bije mi brawo, cieszy się ogromnie, bo to najpiękniejsze (jak dotąd) kółka jakie narysowałam. Skoro mama tak mnie chwali to już nie muszę się starać.
Albo narysuje inne byle jakie i tak się będzie cieszyć”. Często dzieci w takiej sytuacji robią coś i czekają na „brawo”. Robią coś tylko po to żeby dostać naklejkę, pieczątkę, buziaka. Nie ćwiczą nowej czynności dla siebie.
Uwierzcie mi, tak jest! Dzieci są wówczas zewnątrzsterowne, podatne na wpływ innych ludzi, ciężko im samodzielnie podejmować decyzje. Brak kar i nagród pobudza w dziecku wewnątrzsterowność. Dziecko polega na własnych opiniach, jest pewniejsze siebie, ma własne cele. Reasumując, chwaląc dziecko to my sterujemy jego zachowaniami.
Pamiętajmy też, że brak nagrody jest dla dziecka karą. A jak to wygląda w praktyce? Kiedy zupełnie nie mogę wytrzymać żeby ją pochwalić nazywam spokojnie daną czynność: „Tak, narysowałaś kółko”, a w wyobraźni biję brawo, podskakuję ze szczęścia i wrzeszczę w niebogłosy: „Lila, narysowałaś kółko!!! Najpiękniejsze kółko jakie w życiu widziałam”.
p.s. Kiedyś któraś z Was mnie pytała jak pracuję nad tym, że Lilka tak długo skupia uwagę na danej czynności. To jest również jedna ze składowych. Niedawno w jednej z kafejek dla mam widziałam mamę z chłopcem. On wrzucał klocki do sortera, a mama siedziała obok. Wrzucił jeden klocek, patrzył na mamę. Mama biła brawo i tak w kółko. On wrzucał te klocki tylko po to żeby dostać brawo, a nie żeby doskonalić tę umiejętność.
Dziś 1.04 i ta data dopiero kojarzy mi się z wiosną. Przygotowałam Wam małe zestawienie rzeczy, których będziemy używać i nie wyobrażamy sobie bez nich wiosny.
Harve Tullet wydawnictwo Babaryba– najnowsza książka francuskiego ilustratora i autora. Czekamy i nie możemy się doczekać naciskania, potrząsania i klaskania.
piłka deszczowa do zabawy w wannie. Wykorzystuje proste prawa fizyki, ale wywołuje mnóstwo śmiechu u Lilki jak i u nas. Napełniamy ją wodą i zatykając górną dziurkę puszczamy strugi deszczu. Genialne w swojej prostocie i formie. Na basen też ją będziemy zabierać, a co?!
odkąd odetkały się Lilce kanaliki łzowe ma bardzo wrażliwe oczy. Często jej łzawią na podwórku. Dlatego też będziemy używać tych gogli:) Recenzja pojawi się niedługo.
kupiona wczoraj w sklepie Aktywny smyk, a już mogę powiedzieć, że nie rozstaniemy się z nią przez najbliższe miesiące. Wpisy na ten temat będą się pojawiać już niedługo, a na razie jest to jeden z tematów top of the top w naszej rodzinie. Jak widzicie kolor żółty dominuje na wiosnę u nas. A tu jeszcze retro Lily w okularkach Beaba
A Wy co planujecie na wiosnę?
Od jakiegoś czasu w szafie Lilki królują stonowane kolory. Mleczne beże, zimniejsze szarości przeważają nad printami. Od dawna szukałam chustki idealnej, która pasowałaby do większości rzeczy. Pewnie zauważyłyście, że ubrania Lilce kupuję dość rozsądnie. Bardziej zwracam uwagę na to z czego jest wykonane, czy będzie wygodne i czy będzie pasowało do większości ubrań.
Dlatego też moje poszukiwania trwały tak długo, bo nie mogłam znaleźć nic gładkiego w stonowanym kolorze, a jednocześnie z dziecięcym akcentem. Aż do dziś… Wybrałam się na targi Mamaville Mamaville i buszowałam wśród stoisk. No i w końcu znalazłam! Chustę EH! Parents for babies Urzekło mnie wykonanie i materiał. Wykonana jest z bambusa i bawełny organicznej. Moja miłość do bambusa trwa odkąd kupiłam kocyk bambusowy Aden+Anais. Kto nie wie ten niech doczyta. Bambus jak jest gorąco chłodzi, a jak jest zimno grzeje. Jeżeli szukacie czegoś podobnego to polecam:)
Chusta bambusowa- EH! Parents for babies
Czapka – Flawless miętowa, cienka
Płaszczyk – Next
Getry – Primark
Buty – Emel
Na Podlasiu jest takie miejsce gdzie uwielbiam wracać. Miejsce magiczne, tam gdzie ma się wrażenie, że obcuje się z prawdziwą przyrodą. Nie ma plastiku, miliona kolorów i głośnych dźwięków miasta. Słychać śpiewy słowików, klekotanie bociana i rechot żab nad stawikiem. Pierwszy raz wybraliśmy się tam z Lilą. Była uradowana!
Podobało jej się bardziej niż w zoo. Biegała po trawie, a obok niej pies gonił królika. Bujała się na drewnianej huśtawce, a metr od niej stała sarna. Niesamowite miejsce. Odpoczęłam tam od nadmiaru bodźców i z pewnością jeszcze tam wrócimy.P.s.
Jest tam również restauracja z pysznym, domowym jedzeniem.
Takie śniadanie jem dokładnie od 1,5 roku. Zaczęłam je przygotowywać w taki sposób odkąd wróciłyśmy ze szpitala po porodzie. Lila je owsiankę w takiej formie od skończonego 10 m.ż . Nawet jak gdzieś wyjeżdżamy składniki zabieramy ze sobą:)
Czego potrzebujemy?
Wszystko wrzucam do rondelka, zalewam wodą tak aby wszystkie produkty były przykryte. Całość gotuje, aż woda wyparuje. Cały czas mieszam, bo owsianka bardzo lubi się przypalić.
Siemię mielę w młynku do kawy:)
Obowiązkowo Inka wanilia i pomarańcza
Lili zastawa rodowa:
Śliniak, łyżeczka i miska – jedyna jaką mamy, która ma pod spodem gumkę i się nie suwa – Beaba
Tacka – Ikea
Kubek – Auerhahn
Serwetka ze słoniem – H&M Home
O śliniaku będzie jeszcze osobny post, bo jest boski! Nie dość, że ładny to cały rosół nie ląduje na kolanach:)
Tyle dni jesteś już na świecie. 18 miesięcy temu świat dla nas stanął. Zatrzymał się jak zegar, który zapomniał ktoś nakręcić. Ta wskazówka ciągle dyga przy Tobie. Tego nic już nie zmieni.
Zrób mi jeszcze jedno zdjęcie, a popamiętasz…:)
Lila:
Czapka – Lindex
Szalik- sh
Futro- sh
Sukienka – Kappahl Newbie
Sweter zwany emeryckim – Kappahl Newbie
Rajstopy – Next
Matula:
Parka – Atmosphere
Tiszert – Shameless
Spodnie – Zara
Kalosze – Hunter
Oksy – Ray Ban
Mamy dla Was dowody, że wiosna już blisko .. Widzieliśmy, słyszeliśmy i czuliśmy…
Lil ma na sobie:
Czapka – Pan Pantaloni
Szalik- mój
Futro – sh
Jakiś czas temu odwiedziłyśmy z rockintwins Mamamija. Świetne, nowe miejsce na warszawskiej mapie knajpek dla dzieci. Bardzo przypadł mi do gustu wystrój tego miejsca. Jest sporo fajnych zabawek, gier dla starszych dzieci. No i jest coś czego nie ma w innych tego typu kafejkach. Można razem z dzieckiem zrobić pachnące mydełka lub świeczki. A no i przepyszne gofry! Mniam!
Wiem też, że są tam ciekawe zajęcia dla dzieci, co jest ciekawą alternatywą na pochmurne dni. Wpadnijcie i sami się przekonajcie:)
Inne miejsca:pomponcud miód malina
Na wstępie pragnę nadmienić, że oczywiście nie jestem lekarzem i ten post jest tylko w celach informacyjnych.
Kiedy byłam już na finiszu ciąży zaczęliśmy się zastanawiać, co będziemy robić z tym trudnym tematem. Moje obawy były nie tylko poparte informacjami z internetu. Ale osobiście (z racji zawodu) spotkałam się Niepożądanymi Objawami Poszczepiennymi. W całym naszym rodzicielstwie stosuję metodę złotego środka. Zawsze z mężem rozważamy drogi jakimi możemy pójść. Tak też było ze szczepieniami.
Przepytaliśmy wszystkich znajomych i od razu można było zauważyć 2 obozy: pierwszy – szczepimy wszystkim czym się tylko da, najlepiej na raz i drugi: nie szczepimy na nic.
No tak i bądź tu rodzicu mądry. Żadna z tych opcji nie wydawała mi się sensowna. Uważam, że szczepienia są jak najbardziej potrzebne. TYLKO Z GŁOWĄ
Na szczęście mam jedną bardzo dobrą znajomą z Małopolski, która też miała takie stanowisko jak my. Podzieliła się ze mną swoim kalendarzem szczepień, który otrzymała od znajomej neurolog.
Ta lekarka uważa, że pediatrzy nie mówią o NOP-ach, bo normalnie tego nie widzą. Dzieci z zaburzeniami neurologicznymi, które pojawiły się po szczepieniach nie idą do pediatry. Idą właśnie do neurologa.
Postanowiłam się z Wami tą tajemną wiedzą podzielić
1. wzw B – po porodzie w szpitalu wykupiliśmy Engerix B – jest szczepionką mniej zanieczyszczoną niż koreański Euvax B (edit Euvaxem szczepi się tylko w PL, w innych krajach jest wycofana)
2. gruźlica – BCG – w PL nie ma innej szczepionki
3. po 6 tygodniach od wzw B i BCG szczepiliśmy na wzw B- druga dawka Engerix B
4. po 6 tygodniach od wzw B szczepiliśmy na krztusiec, błonicę i tężec- szczepionka Infanrix DTPa- jest szczepionką acelularną, czyli martwą i jest bardziej bezpieczna
5. po 6 tygodniach – kolejna dawka na krztusiec, błonicę i tężec- Infanrix DTPa
6. po 6 tygodniach- polio- szczepionka Imovax Polio
7. po 6 tygodniach 3 dawka Infanrix DTPa
8. po 6 tygodniach polio- druga dawka Imovax Polio
9. po 6 tygodniach wzw B- Engerix B
10. po 1 r.ż. Hib- Hiberix lub ActHib – jedna dawka
11. odra, świnka, różyczka – PriorixTak to wygląda.
Wybieraliśmy najmniej skojarzone szczepionki, a na każdej wizycie tylko jedno wkłucie. Zapytacie pewnie dlaczego Hib dopiero po 1 r.ż. Otrzymałam informację, że długie kp (przynajmniej do roku) i brak kontaktu z patogennym środowiskiem (żłobek, przedszkole) w dużym stopniu chroni przed zachorowaniem na Hib. Po 1 r.ż jest już wtedy tylko jedna dawka, a nie 4 jak w normalnym kalendarzu.
Nie szczepiłam też nigdy w upały i duże mrozy, bo wtedy organizm jest osłabiony. Nie szczepiłam też na żadne dodatkowe szczepienia. Przez chwilę myślałam o pneumokokach, ale z racji tego, że Lila nie poszła do żłobka to sobie odpuściliśmy. Pewnie też zapytacie, czy mieliśmy z problemy w przychodni. Owszem na początku lekarki próbowały nas przekonać do szczepień skojarzonych. Jednak pewni swego powtarzaliśmy, że taki sposób wybraliśmy i z niego nie zrezygnujemy.
Co do szczepienia na odrę, świnkę, różyczkę ciągle zwlekamy – Lil ma chyba alergię i dopóki tego nie wyjaśnimy to szczepienie odkładamy (edit zaszczepiliśmy przed 2-gimi urodzinami). Najchętniej zaszczepiłabym ją tylko na odrę, ale w Pl nie ma szczepionki monoskładnikowej na tę chorobę, a na różyczkę dopiero w okresie dojrzewania.
Ostatnio też zajrzałam do mojej książeczki zdrowia i mogę śmiało stwierdzić, że te schematy są podobne.
EDIT: Julka też tak szczepimy, tylko zdecydowaliśmy się na 4 dawki Hib, bo Lilka może coś przynieść z przedszkola.
O miłości do pięknych, drewnianych zabawek już pisałam we wpisie Zabawnie. Pamiętam jak po raz pierwszy zobaczyłam zabawki francuskiej firmy Janod. Byliśmy wtedy na wakacjach w Egerze, na Węgrzech. W małym, uroczym sklepiku obejrzałam każdą zabawkę jaką mieli w sprzedaży. Lila była wtedy jeszcze malutka i nic jej wówczas nie kupiłam. Ta marka utkwiła mi na tyle w pamięci, że ciągle przeglądam ich ofertę i się zachwycam. Na roczek Lila dostała od cioci motyla- sorter. Jeszcze nie przyszedł na niego czas, bo jest trudniejszy od tradycyjnych sorterów.
W weekend Lila dostała przepiękny prezent od bardzo bliskiej nam osoby. Od tego czasu cały czas coś robi na tej magicznej tablicy. A to rysuje kredą i potem ściera. Przyczepia magnesy z literami. Ściąga z lodówki inne magnesy i je przyczepia do tablicy. Rysuje pisakiem magnetycznym. Nosi ją jak walizkę. Tablica sama w sobie jest przepięknie wykonana i niewątpliwe jest prezentem na lata- a takie lubię najbardziej.p.s. Ja mówię na nią laptop;)
Lila ma na sobie:
Spodenki – Lindex – obecna kolekcja
Bluzka – Next
Dziś prace domowe dla nieco mniejszych dzieci. Z powodzeniem mogą z nimi pracować dzieci trzymające główkę. Fotki, pomysł i cały opis przysłała moja czytelniczka – również nauczycielka Montessori, a prywatnie Mama Niny.
Zapraszamy 🙂
Wiadomo, że
Myślę, że jeszcze większą frajdę będzie miało dziecko samodzielnie siedzące lub takie, które umie poruszać się do przodu, a nie tylko wokół własnej osi i do tyłu (bo inaczej się może zdenerwować, że jakiś ciekawy element uciekł za daleko i trzeba wołać mamę na pomoc) 🙂
Powoli zaczynam szukać wózka dla Lilkowych lal. Wybór nie jest taki prosty. Czy drewniany wózek dla takiej małej dziewczynki to dobry pomysł? A plastikowe nie bardzo mi się podobają. Jak byście miał wybierać z tych dwóch to który byście wybrały?
Dziś robiłyśmy BALONY SENSORYCZNE. Myślę, że ta pomoc nadaje się już dla dzieci siedzących. Później można tylko modyfikować stopień trudności. Można zrobić te wszystkie balony x2 (najlepiej wszystkie w tym samym kolorze) i grać w memory.
Można również zrobić do tego tablicę z tymi fakturami. Dla starszych, czytających dzieci można zrobić rysunki zawartości tych balonów i dodatkowo podpisy. Możliwości jest wiele:)
MAKARON
RYŻ
MĄKA ZIEMNIACZANA
CIECIERZYCA
KASZA GRYCZANA
ŻEL DO WŁOSÓW
Później odcinamy balonom ogonki i napełniamy, nasypując przez lejek wszystkie produkty. Czyli do jednego balonika wkładamy np. ryż i drugi balonik o takim samym kolorze naciągamy na ten wypełniony. I tyle:) Miłej pracy
Inne prace domowe:Sorter kolorówPatyczkiMalowanie bez brudzenia