Logopedia w domu

Logopedia w domu. Twoje dziecko ma zdiagnozowaną wadę wymowy lub niewiele mówi? Ten post jest dla Was!

W dzisiejszym wpisie zaprezentuję propozycje ćwiczeń, które z powodzeniem można wykonywać w warunkach domowych.

Jednym z czynników warunkujących prawidłowy rozwój mowy jest sprawność całego aparatu mowy. W skład niego wchodzą:

  • aparat oddechowy
  • aparat fonacyjny
  • aparat artykulacyjny

Terapia logopedyczna często jest długim procesem. Jak już nieraz pisałam nie wystarczą ćwiczenia w gabinecie. Praca w domu z rodzicem jest nieodłącznym elementem terapii i dzięki wysiłkowi, który włożycie w te czynności dziecko szybciej zostanie wyprowadzone. Pamiętajmy, że najlepiej jest ukończyć terapię logopedyczną przed rozpoczęciem nauki w szkole, dlatego tak ważna jest intensywność ćwiczeń.

Wady wymowy mogą predysponować do wystąpienia trudności w czytaniu i pisaniu. Ten problem jest teraz jeszcze bardziej wyraźny, gdyż 6-latki zasiadają już w szkolnych ławkach i tak naprawdę jest mniej czasu na pozbycie się wad wymowy. Chcę żeby czytelnicy mieli świadomość, że terapia np. najbardziej popularnego seplenienia międzyzębowego nie trwa pół roku. Często ten okres jest bardzo długi, dlatego też jeżeli widzimy, że dziecko może mieć wadę wymowy koniecznie umówmy się do logopedy jak najszybciej.

Kiedy po pomoc?

Jeżeli macie wątpliwości kiedy udać się do logopedy to polecam wcześniejszy wpis—>Kiedy do logopedy?

Podstawowe zasady wspomagania rozwoju mowy—–>Jak wspomagać rozwój mowy?

Moja córka ma obecnie 2,9 lat. Ma seplenienie międzyzębowe szeregu syczącego i właśnie zaczynamy zabawy logopedyczne.3-letnie dziecko najczęściej jest już w stanie tak długo skupić uwagę, że będzie mogło wysiedzieć przed lustrem 15-minut i z nami poćwiczyć.

Oczywiście nie nazywam tych aktywności „terapią”, „ćwiczeniami”. Tylko ogólnie zachęcam dziecko do szeroko pojętej zabawy.

Propozycje ćwiczeń podzieliłam na 3 grupy: oddechowe, fonacyjne i artykulacyjne. Podczas terapii wady wymowy odbywającej się w gabinecie logopeda ćwiczy z dzieckiem właśnie te aparaty. Dzięki moim propozycjom możecie bawić się w nie w domu.

Dziś zaprezentuję Wam ćwiczenia z pierwszej i drugiej grupy. Ćwiczenia aparatu artykulacyjnego (najbardziej obszerne) zaprezentuję w kolejnym poście.

Kilka ogólnych informacji:

  • dziecko powinno wdychać powietrze przez nos, a wydychać przez usta- taki tor oddechowy zapewni prawidłowy rozwój i funkcjonowanie aparatu artykulacyjnego
  • dzieci, które oddychają  przez usta, mają je cały czas otwarte powinny zostać zapisane na konsultację laryngologiczną
  • warto również obserwować sposób oddychania podczas snu
  • artykulacja powinna odbywać się na wydechu
Logopedia w domu

Logopedia w domu – 10 zabaw oddechowych

1. Jednym z fajniejszych gadżetów z jakim się spotkałam podczas mojej pracy jest Dmuchajka. W gabinecie miałam podobną plastikową wersję. Jednak ta, drewniana przypadła mi bardziej do gustu. Zadaniem dziecka jest nabranie dużej ilości powietrza przez nos i wypuszczenie mocnym strumieniem przez usta tak aby uniosła się styropianowa piłeczka. Zabawy z Dmuchajką ćwiczą siłę wydechu oraz utrwalają prawidłowy tor oddychania (mając słomkę w ustach nie da oddychać się przez usta). Znalazłam jeszcze jeden bardzo przydatny nam aspekt- kiedy piłka się unosi nad nosem ćwiczymy również mięśnie gałek ocznych, co w naszym przypadku jest pożądane.

dmuchawka pilch

Logopedia w domu

Logopedia w domu

Logopedia w domu

Logopedia w domu

Logopedia w domu

Logopedia w domu

Do Dmuchajki zamiast piłki można włożyć:

  • piórka
  • confetti
  • filcowe pomponiki
ćwiczenie z piórkiem
Logopedia w domu

2. Dmuchanie baniek mydlanych w konfiguracji:

długo – krótko – długo

słabo – mocno – bardzo mocno

Tak, żeby dziecko mogło zobaczyć siłę wydechu

3. Wąchanie kwiatów

kolorowych mydełek i pustych opakowań po perfumach. Ja mam kilka pustych butelek po miniaturkach perfum i daję je Lilce do zabawy.

4. Zawody statków

z papieru lub kory możemy zrobić maleńkie stateczki, którymi możemy się bawić np. w wannie lub przy stole

5. Dmuchanie na zawieszone na nitkach małe elementy.

Również staramy się różnicować siłę wydechu

My zrobiłyśmy taki mobil

Logopedia w domu
Logopedia w domu
Logopedia w domu

6. „Kołysanie” misia.

Dziecko kładzie się na plecach na płaskiej powierzchni. Na brzuchu kładziemy małą maskotkę. Zadaniem dziecka jest nabranie powietrza do brzuszka (przepony) i wypuszczenie tak aby miś się kołysał.

7. Dmuchanie na pocięte paski papieru tak aby tańczyły.

8. Dmuchanie na wiatraczki, w gwizdki, trąbki

Logopedia w domu
wiatrak z papieru
ćwiczenie z wiatraczkiem

9. Wyścigi styropianowych, piankowych kulek z użyciem słomki lub bez

10. Dmuchanie na świecę tak aby nie zgasić płomienia

Logopedia w domu

Mają za zadanie wykształcenie prawidłowego nastawienia głosowego, czyli odpowiedniego dostosowania wysokości i umiejętności właściwego zastosowania jego natężenia podczas mowy.

Logopedia w domu – 5 zabaw fonacyjnych

1. Zabawy w naśladowanie odgłosów zwierząt.

Z pomocą książki możemy naśladować zwierzęta, bawić się w zgadywanki „jakie to zwierzę” i zadawać podchwytliwe pytania na myślenie np. „Idzie baran, za nim koza, a na końcu kot jakie odgłosy wydają”? Ta zabawa świetnie sprawdza się w podczas stania w korku;)

2. Wierszyki dźwiękonaśladowcze np.

Logopedia w domu

3. Naśladowanie śmiechu różnych ludzi:

  • mężczyzna- głośne „hohohoho”
  • kobieta- o średnim natężeniu „hahahaha”
  • staruszka- cichutko  „hehehehe”
  • dziewczynki- piskliwy „hihihihi”
  • chłopcy- hałaśliwy „hahahaha”

4. Śpiewanie samogłoskowych kołysanek lalkom i misiom na melodię „Kotki dwa” śpiewamy tylko aaaaaaaaaa lub mruczymy „mmmmmm”

5. Śpiewanie piosenek i mówienie krótkich wierszyków

Zapraszam też jako skromna autorka po książki dla najmłodszych dzieci wspierające rozwój mowy.

Tworząc je wiedziałam, że książki dla dzieci wspomagające rozwój mowy muszą być wyjątkowe.

Zależało mi na tym żeby były zgodne z zapotrzebowaniem rozwojowym małych dzieci:

  • postacie były na białym tle, aby dziecko mogło lepiej widzieć kontury
  • żeby ilustratorka każdą postać narysowała grubą linią aby nawet najmłodsze dzieci mogły je zobaczyć
  • zwierzęta były realne – ważne było dla mnie żeby ilustracje były zgodne z pedagogiką M. Montessori (zwierzęta nie mają czapeczek i uśmiechów)
  • książki były oparte na wyrażeniach dźwiękonaśladowczych, które ułatwiają dzieciom naukę języka
  • każde słowo użyte w książkach było nieprzypadkowe – wszystkie wyrazy były z najbliższego otoczenia dziecka, a do tego wybrane tak, żeby były zgodne z rozwojem mowy
  • teksty były ręcznie wykaligrafowane, tak aby dzieci od małego miały styczność z pisanymi literami

W tej serii książeczek nie chodzi o fabułę – chodzi o zachęcanie dzieci do rozwijania mowy – do interakcji z rodzicami.

Zapraszam też na następny post w tej tematyce o ćwiczeniach aparatu artykulacyjnego z darmowymi szablonami do wycięcia.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Za mała

Mam niecałe 100 centymetrów wzrostu.

Codziennie zmierzam się z wielkością tego świata. Wstaję rano i aby zejść z łóżka muszę odwrócić się tyłem i sprytnie zsunąć. W przeciwnym razie mogłabym z niego spaść.

Zmierzam do rodziców, aby się wdrapać na łóżko, które sięga mi do pępka. Muszę mocno złapać pościel, zarzucić nogę i wykorzystać całą siłę by się podciągnąć. Ze schodzeniem również nie jest łatwo.

W kuchni  nie mogę siedzieć pupą na krześle, bo blat sięga mi do nosa. Stoję więc na kolanach. Nie lubię siedzieć w krzesełku do karmienia, bo jestem już na nie za duża.

Po śniadaniu myję zęby, wypluwam pastę do wanny, bo nie dosięgam do zlewu. Dzień w dzień doświadczam świata, który jest dla mnie za duży. Stopnie na schodach sięgają do kolan, a do poręczy jeszcze długo nie sięgnę.

Tak, wiem, że jestem mała – codziennie mi ktoś o tym przypomina. Bardzo się wtedy denerwuję, bo to tylko potwierdza, że rzeczywiście jestem mała, krzyczę wtedy „Nie jestem mała!”

Kiedy chcę wejść wysoko słyszę: „Jesteś jeszcze za mała„.

Kiedy proszę rodziców żebym mogła siedzieć z przodu auta mówią: „Jesteś za mała żeby siedzieć z przodu”.

Kiedy wyciągam taką trudną układankę również słyszę: „Jesteś na nią za mała”.

Nikt mi nie tłumaczy dlaczego jestem za mała. Jest to najłatwiejsza odpowiedź jakiej mogą mi udzielić i pasuje do każdej sytuacji.

Dlatego tak bardzo chcę być DUŻA, bo wtedy mi będzie wszystko wolno. Jeździć z przodu, pić kawę i malować paznokcie. Nie chcę być mała! Niech ktoś odepnie tę etykietkę. Nie lubię być też na coś za duża, bo taka duża dziewczynka i płacze. I za duża, żeby chodzić w pieluszce. To jaka już w końcu jestem?

Dziecko drogie, jesteś w sam raz.

Od początku wpajam Ci, że nie ma co się pchać do dorosłości. Nie znam takiego dorosłego, który nie chciał by być znowu mały. Nie mieć problemów i bać się o głupie konwenanse.

Ty możesz chodzić w kaloszach w upał, a na mnie będą dziwnie patrzeć na ulicy. Możesz beztrosko podskakiwać na ulicy i nikt tego nie uzna za nienormalne. Dzieciństwo tak szybko się kończy i będziesz pragnęła wrócić do tych wszystkich dozwolonych rzeczy.

„Za mały”, „za duży”, „za głupi”, „za gruby”

Nie lubię etykietek, szufladek, epitetów określających ludzi. Często wrzucamy dane osoby do jednej czasem dwóch z nich. Tak też jest z byciem „za małym”. Kiedy pierwszy raz wymknęło mi się „Nie wchodź tam, jesteś za mała”, a chodziło mi tylko wyłącznie o to żebyś nie spadła. Zobaczyłam w Twoich oczach przerażenie.

Tym określeniem podburzyłam Twoje poczucie wartości. Byłaś pewna swoich sił, a ja dwoma słowami podcięłam Tobie skrzydła. Tupnęłaś, teatralnie złapałaś się pod boki i ze złością krzyknęłaś „Nie jestem mała!”. Wprawiłaś mnie tym protestem w osłupienie i wtedy dopiero przemyślałam te słowa.

Dopiero wtedy zrozumiałam, że „jesteś za mała/-y” często wypowiadane są z automatu i tak naprawdę nie znaczą nic, a dziecko przestaje wierzyć we własne siły.

Co ciekawe określenie „za duża/-y” ma całkiem inne zabarwienie wg mnie ośmieszające.

„Oj taka duża dziewczynka i w wózeczku jedzie”

„Ale za duża jesteś żeby mamusia Cię nosiła”

Te sformułowania również podważają dziecięce ego.

Sama również chciałam szybko dorosnąć i mam wrażenie, że trochę mi umknęło. Widzę to dopiero teraz jak sama zostałam mamą. Gdzieś już kiedyś słyszałam, że posiadanie dzieci- na nowo przenosi nas w świat dzieciństwa. Tak jest też u mnie. Mam nawet T-shirt z myszką Mickey, o którym marzyłam 25 lat temu.

DSC_3725
DSC_3734
DSC_3735
DSC_3786
DSC_3794
DSC_3801
DSC_3775
DSC_3811
DSC_3824

Parasol – Janod

Sukienka – Next z nextdirect

Opaska – Tiger

Mówcie dzieciom „Tak, możecie!” najczęściej jak tylko się da, aby nie chciały szybko dorastać i później tego żałować.

A teraz pozwólcie robić dzieciom na to co jest nieakceptowalne w życiu dorosłym (z przymrużeniem oka). Podziękują Wam za 20 lat;)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wakacyjne must have

Urlop już za nami, więc chętnie podzielę się naszymi wakacyjnymi wyborami. Jak zwykle postawiłam na funkcjonalność, design i wielkość danej rzeczy, gdyż ograniczały nas walizki.

IMG_5396

1. Płetwa Swimfin

uznałam, że już czas na przejście na wyższy level. Pływanie w rękawkach opanowane jest u nas już dawna, więc płetwa doskonale by się nadawała do prawdziwej nauki pływania. Dzięki temu, że jest przyczepiona do grzbietu nie krępuje ruchów rąk i dziecko może w niej doskonalić technikę pływania (płynne ruch rąk i nóg).  

Tak to wyglądało w teorii. A w praktyce Lila nie chciała się puścić moich rąk. Wyporność płetwy jest w porządku jednak inny punkt zawieszenia wprawiał ją w lekką panikę. Podczas pływania z płetwą woda wlewała się jej do buzi, a że jest małą gadułą to nie mogła trzymać jej zamkniętej;) Myślę, że za pół roku, rok będzie idealna i będziemy chodzić  z nią na basen.

DSC_1471 — kopia

2. Wiaderko Scrunch bucket

zakup z ostatniego roku idealny na wyjazdy. Całe wiaderko jest wykonane z miękkiego silikonu- przez to zajmuje bardzo mało miejsca. Świetna zabawka zarówno do piasku jak i wody.

DSC_1868-horz

3. Ręcznik Lodger

wiedziałam, że w hotelu dostępne będą ręczniki jednak na wyjazdy zawsze zabieramy coś z kapturem. Ten ręcznik jeździ już z nami od roku, bo świetnie wchłania wodę, a do tego jest malutki po złożeniu. Przez to, że ma dziury na ręce zastępuje, zajmujący dużo miejsca szlafroczek lub poncho zakładane przez głowę.

DSC_1495
DSC_1928-horz
DSC_1935

4. Krem z filrem Vichy

mieliśmy go w tamtym roku i byłam bardzo z niego zadowolona. Zawiera filtry mineralne, łatwo się rozprowadza i nie brudzi ubrań. W tamtym roku najpierw skusiłam się na ekobadziew, którego nie dało się rozsmarować i brudził białe ubrania na żółto.

5. Okulary Beaba Glossy girl

jeden z ulubionych gadżetów wakacyjnych Lilki. Dobrze chronią oczy przed słońcem i nie spadają z małej głowy.

DSC_2307

6. Bidon Little life

zamieniłam na niego bidon Skip hop. Miałam dość ciągle zalanej torebki i ścierającego się obrazka. Ten mamy od 3 miesięcy i wygląda jak nowy

7. Sandałki Crocs

długo się nad nimi zastanawiałam, bo nie do końca mi się podobały. Jednak mogę teraz śmiało stwierdzić, że to najlepsze buty, które ze sobą zabraliśmy i tak naprawdę cały wyjazd mogłaby w nich przechodzić. Bardzo dobrze trzymają stopę, mają zakryte paluszki, nadają się i na plażę i na basen. Nasze mają dodatkowy bajer, bo zmieniają kolor na słońcu.

DSC_2291

8. Quut

łopatko-grabio-sitko-lejek to jego zastosowanie. Zamiast kilku rzeczy- jedna fajna. 

DSC_1868-horz
DSC_3406
DSC_3424

9. Lodger Swaddler

ogromny, cienki kocyk. Używany na wakacjach w różnych sytuacjach, do przykrycia, otulenia lub wycierania. Bardzo miękki i lekki. 

DSC_2405
DSC_1678-horz

10.  Water Tower set Kid O

bardzo ciekaw zabawka do wody oraz piasku. Składa się z 4 części, których można używać oddzielnie. Po zakończeniu sezonu letniego trafi na naszą półkę razem z mąką lub drobnym piaskiem. 

DSC_3415
DSC_1892

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wakacje z dzieckiem- nie mylić z odpoczynkiem

Za nami 2-tygodniowe wakacje w Turcji. Bardzo spontaniczne, bo w we wtorek zdecydowaliśmy się na urlop, a już w następnym tygodniu witało nas gorące słońce i plaża. Mało czasu na przygotowania i domknięcie bieżących spraw, ale się udało.

Z ogromną ulgą zamykaliśmy w piątek nasze komputery i naprędce robiliśmy listę zakupów na wyjazd.

Te wakacje wyobrażałam sobie zupełnie inaczej.

Chyba się starzeję, bo marzył mi się urlop we Włoszech najlepiej samochodem. Zwiedzanie i odpoczywanie. Jednak takie wyjazdy musimy odłożyć na dłuższy czas. Podczas naszych ostatnich wojaży ujawniła się chorobą lokomocyjna u Lilki.

Podróże autem są dla niej lekko mówiąc nieprzyjemne. Zdecydowaliśmy się nawet obrócić fotelik przodem do kierunku jazdy. Liczę, że to coś pomoże.

Tak więc, w niedzielę o północy domykaliśmy już nasze walizki i o 10 rano byliśmy nad  Morzem Śródziemnym. Przywitała nas piękna pogoda i cudowne krajobrazy.

Nic więcej nie trzeba było nam do szczęścia. Lilka była oczywiście wniebowzięta. Nowe miejsce i mnóstwo atrakcji tak ją pochłonęły, że tylko kilka razy skusiła się na późną drzemkę. Całe dnie byliśmy na pełnych obrotach.

Wakacje mają swoje prawa i raczej nie przestrzegamy wówczas wielu zasad, które panują w domu.

Na Lilkę ta zmiana i totalna samowolka zadziałały wprost proporcjonalnie do naszego luzu. Mąż się śmiał, że w pracy ma urlop od rozwiązywania konfliktów i sporów, a na wakacjach prowadzi rozmowy  pokojowe na jeszcze wyższym szczeblu z córką.

Pojawiały się dość absurdalne sytuacje, z których dziś się śmiejemy jednak wtedy chcieliśmy żeby po prostu dziecko wysłuchało naszych próśb. Pewnie również dieta wysokowęglowodanowa plus codziennie lody miały wpływ na zaostrzenie naszych stosunków.

No cóż, nikt nie mówił, że będzie to sielanka:) Przynajmniej mogliśmy odpocząć od naszych problemów i spraw codziennych. Brak sprzątania, gotowania, a nawet blogowania wprawiły nas w bardzo przyjemny nastrój.

Lilce dobry humor również się udzielał i mówiła „znakomicie tu jest” lub „fajnie nam jest” po czym za chwilę zmieniała zdanie i chciała iść do pokoju. Nawet ja nie mogłam czasami zrozumieć jej logiki.

Nasze 14 dni wyglądały jak dzień świstaka: pobudka, śniadanie, basen, obiad, plaża, zajęcia w klubie dla dzieci, minidisco i spanie. Jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę łódką. Lilka była oczarowana, do tego stopnia, że nie miała gdzie dać upustu swoim emocjom i biegała po łódce przez cały rejs, a ja walczyłam z moim słabościami…

Sama już nie wiem jakie wakacje byłyby idealne dla 2,5 latka.

Ale na świeżo mogę śmiało powiedzieć, że będzie to miejsce gdzie jest piach, woda, plac zabaw, budka z lodami oraz rodzice i czy to będzie 50 km od domu czy 5000 to dla dziecka nie ma żadnego znaczenia.

W moich uszach wciąż brzmi rozdzierający płacz 2-letniej dziewczynki w samolocie, która nie chciała się zapiąć pasami i rodziców, którzy straszyli ją panem Zdzisiem. Miał ją zabrać. A ona stała i wniebogłosy krzyczała 40 minut.

p.s

pomiędzy minidisco, a zabawami na placu zabaw połknęłam w całości trylogię Miłoszewskiego i naładowałam akumulatory:)

Wakacje ultra all inclusive łącznie z całodziennym noszeniem na rękach na hasło: „tato, hoplaaa”.

DSC_1437 — kopia
DSC_1445 — kopia
DSC_1466-horz
DSC_1495
DSC_1456
DSC_1499
DSC_1546
DSC_1556
DSC_1564
DSC_1570
DSC_1577
DSC_1592
DSC_1595
DSC_1612
DSC_1625
DSC_1629
DSC_1660
DSC_1665
DSC_1678-horz
DSC_1682
DSC_1725
DSC_1736
DSC_1741
DSC_1777
DSC_1783
DSC_1797
DSC_1809
DSC_1843
DSC_1868-horz
DSC_1892
DSC_1924
DSC_1928-horz
DSC_1935
DSC_2038
DSC_2073
DSC_2090
DSC_2094
DSC_2118
DSC_2142-horz
DSC_2166
DSC_2195


DSC_2199
DSC_2244
DSC_2291
DSC_2301
DSC_2304
DSC_2307
DSC_2351


DSC_2360
DSC_2364
DSC_2405
DSC_2410
DSC_2421
DSC_2456
DSC_2463
DSC_2469-horz
DSC_2484
DSC_2520
DSC_2525
DSC_2529
DSC_2539
DSC_2582
DSC_2583
DSC_2604
DSC_2612
DSC_2623
DSC_2643
DSC_2670


DSC_2679
DSC_2721
DSC_2722
DSC_2740
DSC_2751
DSC_2767
DSC_2789
DSC_2815


DSC_2817-horz
DSC_2830
DSC_2832
DSC_2849
DSC_2869
DSC_2899-horz
DSC_2913
DSC_2917-horz
DSC_2930

Sztorm

DSC_2946
DSC_2948
DSC_2968
DSC_2970
DSC_2975-horz
DSC_2984
DSC_3008
DSC_3013
DSC_3034
DSC_3042
DSC_3064
DSC_3073
DSC_3151
DSC_3184
DSC_3235


DSC_3241
DSC_3244
DSC_3246
DSC_3278
DSC_3279
DSC_3280
DSC_3290-horz
DSC_3295
DSC_3303
DSC_3389
DSC_3390
DSC_3394
DSC_3398
DSC_3415
DSC_3434
DSC_3457

Kilka słów o hotelu, który był bardzo dobrze przygotowany na najmniejszych gości. Na terenie hotelu było nawet mini zoo:)

DSC_3304
DSC_3305
DSC_3308
DSC_3311
DSC_3314
DSC_3316
DSC_3317
DSC_3480
DSC_3490

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Resibo – stworzone z natury

Niewielu z Was pewnie o tym wie, że jestem kosmetykomaniaczką. Gdyby nebule.pl mnie nie wciągnęło bez reszty prawdopodobnie pisałabym bloga urodowego. Tego pewnie nie mogliście się po mnie spodziewać;)

Już od  wczesnych lat uwielbiałam wszystkie mazidła, a moim ulubionym sklepem była drogeria. Z wypiekami na policzkach przemierzałam półki sklepowe z kolorowymi i pielęgnacyjnymi kosmetykami.

Pamiętam moje początki kiedy zupełnie nie zwracałam uwagi na skład kosmetyków. Najważniejsza była dla mnie cena i efekty. Moją ulubioną stroną był wizaż.pl i ich KWC (Kosmetyk Wszech Czasów). Godzinami potrafiłam przeczesywać ich rankingi i opinie użytkowniczek.

Dzięki temu portalowi odkryłam kilka kosmetyków, które stosuję do dziś.

Jednak po porodzie nie miałam już tak wiele czasu, aby poświęcać każdą wolną chwilę na te hobby. „Tak wiele czasu”- to lekka kokieteria. Bo pamiętam te 5-minutowe kąpiele  z Lilką siedzącą przy wannie i wtykającą patyczki do uszu w dziurki w podeście.  Zajęłam się ważniejszymi w moim odczuciu sprawami.

Sentyment jednak pozostał i chociaż często moje zakupy w drogerii polegają na tym, że wbiegam, pędzę jak poparzona do półki gdzie jeszcze miesiąc temu stał ulubiony kosmetyk, biorę i kupuję. Nie mam czasu na kontemplację przy drogeryjnej półce. A bardzo bym chciała, bo lubię porównywać, czytać i później polecać coś innym osobom.

Jakiś czas temu zmieniłam diametralnie pielęgnację mojej skóry.

Zauważyłam, że totalnie mi nie służą drogie kosmetyki wypełnione silikonami. Moja cera polubiła się z wolnymi od sls-ów i parabenów produktami, a takich wciąż jest mało. Jak już trafiłam na coś wyjątkowego to odrzucał mnie zapach (Alterra). Bardzo długo używałam kosmetyków z Biochemii Urody i bardzo je chwaliłam.

Jednak po jakimś czasie i one mi się znudziły, a moja cera przestała reagować na 10 z rzędu olejek do twarzy. Jakiś czas temu na Instagramie trafiłam na coś nowego.

Jak prawdziwa kobieta zwróciłam najpierw uwagę na wygląd opakowania. Szybki research w sieci i czytanie opinii o nich u znanych mi blogerek urodowych. Zdecydowałam, że muszę ich wypróbować.

DSC_0683

Kiedy przyszła paczka z ogromnym entuzjazmem rozrywałam kartonowe pudełko. Kosmetyki  kupuję raczej  stacjonarnie, bo lubię sprawdzić zapach czy konsystencję.

Z lekką dozą sceptycyzmu otworzyłam dwa beżowe kartoniki i się zakochałam. Już od pierwszego użycia czułam, że się polubimy na dłużej. I tak poznałam Resibo.

DSC_0660

Do przesyłki była dołączona świetna gazeta o powstaniu tej marki z wieloma ciekawymi artykułami. Bardzo popieram polskie, kobiece biznesy  i im kibicuję. Tym bardziej jestem zadowolona z mojego wyboru.

 

Kilka słów o kosmetykach.

Zamówiłam na próbę dwa:

Krem odżywczy i Płyn micelarny

DSC_0626

Krem, o mlecznej barwie i delikatnym zapachu doskonale nawilża moją dość problematyczną skórą. Stosuję go dwa razy dziennie- rano pod makijaż i wieczorem na noc. Moja skóra ewidentnie go polubiła, bo się odwdzięcza pięknym kolorytem i lepszym napięciem. Grubszą warstwę smaruję również pod oczy. W ciągu dnia czuję, że jest dobrze nawilżona i zadbana. Nawet ostatnio Matka córek podczas malowania mnie do sesji stwierdziła, że mam zadbaną cerę;) A ja tylko staram się nie zapominać o smarowaniu kremem.

Płyn micelarny

DSC_0643

Płynu micelarnego używam nie tylko do zmywania makijażu. Po porannym prysznicu spryskuję obficie nim twarz i wycieram delikatnie wacikiem.  Fajnie się stapia ze skórą i pozostawia delikatną mgiełkę na twarzy. Do tego ten delikatny zapach. Ze zmywaniem makijażu również radzi sobie bardzo dobrze i co bardzo ważne dla mnie nie podrażnia oczu. Często mam z tym problem, więc tym bardziej jestem zadowolona z tego produktu.

Pudełka po kosmetykach aż szkoda wyrzucać

DSC_0896

Jeżeli nie znacie jeszcze Resibo to gwarantuję, że szybko o nich usłyszycie- to świetna polska marka, która produkuje wegańskie, nie stosowane na zwierzętach kosmetyki bez parbenów, silikonów i sls-ów. Z nadzieją czekam na nowe produkty. Może powstanie  linia dla dzieci?

DSC_0670

Resibo – tutaj

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Warszawa dzieciom + teatry w całej Polsce

Dziś zaprezentuję nasze wybory w trochę inny sposób niż dotychczasowe. W ten weekend oraz w najbliższym tygodniu odbędą się naprawdę ekscytujące wydarzenia.

IMG_3433
IMG_3431 (1)

Kolonia Ochota & Skwer Sue Ryder

w parku na Starej Ochocie znajdują się dwa świetne place zabaw. Jeden jest dedykowany dzieciom młodszym, a drugi jest dla starszaków. Można często nas tam spotkać, bo mamy niedaleko.

Obok parku jest umiejscowiona urocza kawiarnia – Kolonia Ochota, która otwarta jest tylko od wiosny do jesieni. Świetnym rozwiązaniem jest plac zabaw  przy tarasie. Można napić się kawy i mieć oko na dzieci.

IMG_3432

Szykuje się kilka ciekawych wydarzeń – nie tylko w Warszawie

Bilety do teatru za 250 groszy

z okazji 250 – lecia teatru publicznego w Polsce będzie można kupić (osobiście  w kasach od 11 maja) bilety na sztuki teatralne, które odbędą się 23 maja. Uważam, że jest to świetny pomysł na promocję kultury. Obawiam się tylko kolejek przy kasach:)

250groszy_jeszcze

Oki Doki – pokazy filmów dla rodziców i dzieci+plac zabaw i warsztaty

wydarzenie będzie trwało od 8 do 17 maja w 3 miastach:Warszawa, Wrocław, Bydgoszcz. My się wybieramy na niedzielny plac zabaw. Warsztaty dla dzieci są bezpłatne, ale trzeba się zapisać tutaj

okidoki-cover-plac-zabaw-300x113

Warszawskie Targi Książki 2015

świetne wydarzenie dla miłośników książek. Jak zwykle wszystkie polskie wydawnictwa dedykowane dzieciom przygotowały coś extra! Wydawnictwo Dwie siostry zaprosiło autorkę kultowej już Ulicy Czereśniowej. Przewidziane są warsztaty, spotkania autorskie. W

ludki_gotow

Piknik naukowy Polskiego Radia i Centrum Nauki Kopernik

dla trochę starszych dzieci niesamowite wydarzenie. Już jutro wszyscy miłośnicy nauki i eksperymentów zbiorą się na dorocznym pikniku. Serdecznie polecam.

csm_PIKNIK_2015_560_01_2bedddc566

No i jak? Wybieracie się gdzieś?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Między blogiem a prawdą

Nie noszę okularów, ale dobrze wyglądają na zdjęciu,

Taką lemoniadę robiłam ostatnio pół roku temu.

Nie zapisuję pomysłów na posty na kartkach, bo je gubię.

Notorycznie rozlewam kawę i zostawiam wszędzie kubki.

Jabłko też dorobiłam:)

Jaka jest więc prawda o kreowaniu zdjęć oraz wizerunku na potrzeby bloga? 

Jak widzicie zdjęcie podzieliłam na pół. Linia, która jest na środku to prawda, półśrodek, średnia krajowa. Tak jest u mnie i u Ciebie. U innego blogera ta linia może być grubsza lub cieńsza.

Lewa strona jest wystylizowana i ułożona co do milimetra. Te rzeczy normalnie nie znajdują się przy moim komputerze. Wszystko zostało tu umieszczone na potrzebę zdjęcia. Ładnego zdjęcia, na które chce się patrzeć.

Nikt nie chciałby patrzeć na rozlaną kawę i okruchy na stole. Taka jest prawda, że prawie każdy bloger ustawia zdjęcia. Jest niewiele blogów, które pokazują autentyczny świat ich otaczający. Pamiętam jak kiedyś wrzuciłam zdjęcia, na których były widoczne smugi na drzwiach wejściowych.

Zobaczyłam je dopiero je dopiero kiedy ktoś „życzliwy” zwrócił mi na to uwagę, że jak ja mogę mieć takie drzwi. W popłochu weszłam na zdjęcia, powiększyłam 5 razy i rzeczywiście dostrzegłam szare smugi, które powstały od kół wózka.

Nie jestem perfekcyjną panią domu, ani nigdy nie będę.

Uważam, że jest wiele przyjemniejszych rzeczy w życiu niż sprzątanie i dbanie o porządek. Jednak po tych uwagach zaczęłam oglądać prawie każde moje zdjęcie pod kątem takich „smaczków” aby nikt nie mógł mi niczego zarzucić. Tak, przyznaję się do tego, że stylizuję zdjęcia.

Tuż przed robieniem fotek do wpisu sprzątam, ustawiam, odkładam klocki na miejsce i wycieram drzwi. Bo kto by chciał oglądać byle jakie zdjęcia z bałaganem? Myślę, że nie ma takiej osoby.

Teraz każdy chce mieć zdjęcia jak z Pinteresta i prawie każdy je ustawia. Kiedyś moja znajoma Paulina wysyłała mi już zrobione zdjęcia żeby rzuciła okiem czy pod łóżkiem nie widać kotów. Pewnie domyślacie się jakich.. tych puszystych, mięciutkich, szarych kłębków kurzu. A inna wynajmowała wnętrze do zdjęć, bo jej dom się nie nadawał.

Ja również stosuję takie zabiegi.

Jeżeli robię zdjęcia w jednym pomieszczeniu to zbędne przedmioty przenoszę do drugiego i perfekcyjnie ustawiam. Dlatego ten projekt, który dziś Wam zaprezentuję jest to żebyście zobaczyli tę prawdę. Prowadzę takie same życie jak prawie każda  mama na urlopie wychowawczym. Pranie kisi się w pralce, na suszarce wisi jeszcze porcja sprzed tygodnia. A ja piszę wpis.

Na zdjęciach nie zobaczycie brudu, czy innych „kwiatków”, ale chcę pokazać jak wygląda nasza codzienność. Normalne życie.

Zachęcam też inne blogi do pokazywania ich „Między blogiem a prawdą”. Możecie pobrać moje zdjęcie tytułowe i oznaczyć hasztagiem #miedzyblogiemaprawda

p.s. znam chyba tylko jeden blog, który zdjęć nie stylizuje Olga i ferajna i za to ich kocham

DSC_8711
DSC_8717
DSC_8718
DSC_8722
DSC_8725
DSC_8727
DSC_8732
DSC_8733
DSC_8735
DSC_8739
DSC_8742
DSC_8747
DSC_8764
DSC_8770
DSC_8774
DSC_8780
DSC_8782
DSC_8788
DSC_8793
DSC_8794
DSC_8796
DSC_9057
DSC_9368
DSC_9369
DSC_9586
DSC_9592
DSC_9600
DSC_9609
DSC_9804
DSC_9806
DSC_9807
DSC_9819
DSC_9821
DSC_9827
DSC_9831
DSC_9834
DSC_9837


DSC_9840
DSC_9847
DSC_9857

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wroclove – bajkowe miasto

Wrocław to miasto gdzie różne kultury mieszają się i są już nierozdzielne. Miasto niezwykle tajemnicze, wręcz bajkowe. Przepiękna architektura jest niesamowitym tłem do historii. Wąskie uliczki zapraszają wszystkich zwiedzających.

Magia tego miasta udzieliła nam się już tuż po przyjeździe. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy jest stylizowany na bajkę „Alicja z krainy czarów”. Ja byłam zachwycona, a co dopiero dziecko.

Kolorowe ściany i pstrokate dywany od początku wprowadziły nas w klimat tego miejsca jak z filmu Burtona. Detale takie jak: fotele w kształcie filiżanek, malutkie tajemnicze drzwiczki w pokoju czy jadalnia jak z bajki wprowadziły nas magiczny charakter tego miasta.

A Wrocław?

Przepiękny! Idąc ulicą i spotykając mosiężne krasnale ma się wrażenie, że nadal ma się 10 lat. Wąskie, kolorowe uliczki prowadzą przez rynek. Wrocław to przede wszystkim miasto tajemniczych drzwi. Przechodząc obok tak pięknych bram, chce się tam zajrzeć i odkryć ich sekret. Bajka. Polecam wszystkim na weekendowy wypad.

Zapraszam na naszą relację.

Hotel Ibis

DSC_0230-horz
DSC_0236
DSC_0244
DSC_0247
DSC_0232
DSC_0251
DSC_0252
DSC_0257
DSC_0258
DSC_0437-horz
DSC_0448
DSC_0221-horz
DSC_0219

Wrocławskie Zoo – a tak właściwie tylko Afrykarium

DSC_9916
DSC_9917


DSC_9921
DSC_0007
DSC_0003
DSC_9943
IMG_3830
DSC_9950
DSC_9956-horz
DSC_9997

Cocofli – księgarnio -kawiarnia

DSC_0055
DSC_0058


DSC_0060
DSC_0062


DSC_0074
DSC_0077
DSC_0084
DSC_0087
DSC_0089
DSC_0093

Tutti frutti

DSC_0187
DSC_0205-horz
DSC_0195
DSC_0194
DSC_0190-horz

Charlotte

DSC_0399
DSC_0375
DSC_0378
DSC_0390
DSC_0393
DSC_0395
DSC_0398

Diner

DSC_0403
DSC_0406
DSC_0414
DSC_0419
DSC_0426-horz
DSC_0429-horz

Wrocław – rynek i okolice

Wrocław
DSC_0016
DSC_0052
DSC_0043-horz
DSC_0048
Wrocław
DSC_0109
Wrocław
DSC_0112
DSC_0115
DSC_0119
DSC_0130-horz
DSC_0131
DSC_0139
Wrocław
DSC_0158
DSC_0164
DSC_0167
DSC_0168
DSC_0169
DSC_0177
Wrocław
DSC_0266
DSC_0178
DSC_0185
DSC_0211
DSC_0271
DSC_0274
Wrocław
DSC_0343
DSC_0350
DSC_0353
DSC_0360
DSC_0344
Wrocław
DSC_0356
DSC_0363
O, biedronka!
DSC_0367
DSC_0369

Park Staromiejski

DSC_0282
Wrocław
DSC_0310
DSC_0320
DSC_0336

A Wam jak minęła majówka?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Warszawa dzieciom

Jako, że długi weekend zaczyna się już jutro to dziś na blogu post o tym co robić w weekend w stolicy i okolicach.

IMG_3433

1. Park Saski

IMG_3777

Wspaniałe miejsce w centrum Warszawy. Nie wiem czy wiecie, ale w większości dużych miast nie ma parków w centrum miasta. Warszawa pod tym względem jest wyjątkowa.

Miejsce, które dziś polecam ma niepowtarzalny klimat. Tuż za grobem Nieznanego Żołnierza znajduje się piękny park. Na samym początku nie da się nie zauważyć wielkiej i pięknej fontanny. A skręcając za nią w lewo dojdziemy do placu zabaw.

Ma bardzo ciekawe huśtawki (nie widziałam jeszcze takich nigdzie) oraz ogromne koło-karuzelę. Warto to przyjść z dzieckiem dla tych wszystkich zachwytów.

IMG_3431 (1)

2. Momu Gastrobar – Wierzbowa 9/11

IMG_3778

Z pozoru może się wydawać, że to nie jest miejsce dla dzieci, bo nie ma ani kącika zabaw ani przewijaka. Ale Momu ma przede wszystkim genialne jedzenie, a o to dość trudno w typowych restauracjach dla dzieci. Obsługa jest bardzo kids friendly i na zamówienie drukują kolorowanki z księżniczkami.

W niedzielę jest Pani animatorka, która dzielnie zabawia maluchy. Co ciekawe menu w Momu zmienia się co kilka miesięcy. Teraz przyszedł czas na włoskie (krewetki!). Muszę wspomnieć, że wielki obiad dla dziecka kosztuje 9 zł!

P.s. Spróbujcie genialnej lemoniady pietruszkowej.

IMG_3432

3. Żelazowa Wola

IMG_3780

Czyli wszystko w jednym: ruch+kultura+jedzenie u Pani Gessler.

Jak tylko będzie ładna pogoda to koniecznie się tam wybierzcie. Nigdy nie widziałam tak przepięknie zaprojektowanego ogrodu. Nawet Central Park w Nowym Yorku nie zrobił na mnie takiego wrażenia.

W krzakach pochowane są głośniki, z których płynie  muzyka Chopina. Cudowne miejsce na długi spacer i dużą dawkę kultury. Byliśmy tam jak Lilka była jeszcze skrzatem Żelazowa Wola.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Baby shower – robić czy nie?

Jednym z fajniejszych zwyczajów, który przybył do Polski zza wielkiej wody jest baby shower czyli tzw. przyjęcie brzuszkowe. W Polsce nie jest aż tak popularne jak w USA, ale powoli zaczyna nabierać na znaczeniu i u nas. Pokaże wam też niżej inspiracje jaki prezent na baby shower i jakie dekoracje.

Co to jest?

Przyjęcie organizuje się na cześć przyszłej mamy i jej nienarodzonego jeszcze dziecka. Zazwyczaj takie wydarzenie odbywa się pod koniec ciąży.

Całym przedsięwzięciem zajmują się najbliższe koleżanki przyszłej mamy. Najczęściej takie przyjęcia są dużą niespodzianką, bo główna bohaterka nie bierze udziału w przygotowaniach.

W Polsce bardziej popularne są tzw. odwiedki czyli odwiedziny tuż po porodzie. A wtedy często młoda mama i jej dziecko nie mają siły ani chęci na przyjmowanie gości. Zazwyczaj dopiero wtedy kupuje się coś dla dziecka, kiedy już wszystko jest kupione… Więc na odczepnego mamy proszą „pampersy”, bo nie mają chęci ani siły wyszukiwania potrzebnych rzeczy i robienia listy.

Myślę, że brak popularności baby shower w Polsce jest wciąż związany z zabobonami, które wciąż w naszym kraju wiodą prym.

Wg mnie i moich ciężarnych przyjaciółek baby shower jest lepszym rozwiązaniem.

Kiedy moje znajome chciały mi zorganizować takie przyjęcie w 9 m. ciąży podchodziłam do tego z dużym dystansem. Nie wiedziałam za bardzo o co chodzi, ale to ja w naszym towarzystwie przecierałam te szlaki.

Na moim przyjęciu była deska serów oraz surowy łosoś- z tego menu „dla ciężarnej” śmiejemy się do dziś. W prezencie dostałam bardzo praktyczną wanienkę Flexi bath, która bardzo nam się później przydała.

Bardzo miło wspominam te wydarzenie, chociaż byłam do niego dość sceptycznie nastawiona i uważałam, że nie jest konieczne. Dopiero po porodzie zrozumiałam jak ciężko jest nam się spotkać w większym gronie i porozmawiać przez kilka godzin bez martwienia się, czy dziecko śpi czy też nie.

Na moim przyjęciu nie było tortów z pieluch czy konkursów. Spotkałyśmy się, dużo rozmawiałyśmy i spędziłyśmy naprawdę miły czas.

Obecnie jedna z moich przyjaciółek jest w 9m. ciąży. Także dla niej zorganizowałyśmy takie przyjęcie. Zachwyciła się:)

Już mamy wprawę w dobieraniu menu i nie pojawiła się tam żadna surowizna czy produkty niedozwolone w ciąży. Było za to mnóstwo śmiechu i dobrej zabawy. Przyszła mama dostała oczywiście kilka prezentów.

Jaki prezent na baby shower?

Długo myślałyśmy o prezencie idealnym, aż w końcu sama mama nam podsunęła świetny pomysł. Asia zażyczyła sobie szumiącego misia Whisbear. Przyznałam jej szczerze, że nie widziałam o istnieniu takiego wynalazku.

Jak Lilka była noworodkiem to puszczałam jej dźwięk suszarki z youtube:). Zatulona mocno w kocyk  przy takich szumach uspokajała się momentalnie.

Uznałyśmy, że to będzie genialny prezent. Dołożyłyśmy jeszcze pasujący kolorystycznie otulacz. Przyjaciółka była wniebowzięta. Pierwszy miś dla jej córeczki okazał się strzałem w dziesiątkę. Taki zestaw to fajny pomysł na prezent dla przyszłej mamy.

Poniżej zdjęcia z baby shower organizowanego ponad rok temu dla przyszłej mamy chłopca. A potem reportaż z tego weekendu (przyjęcie drugiej przyjaciółki). A tak btw widzę porażającą różnicę w jakości zdjęć:)

Baby shower dekoracje:

Baby shower dekoracje
Baby shower dekoracje
Baby shower
Baby shower dekoracje
przystrojenia ciastek na Baby shower
DSC_9720
DSC_9642


DSC_9649
słodycze na Baby shower
DSC_9671
DSC_9674
DSC_9678
DSC_9691
prezenty na Baby shower
DSC_9711
DSC_9742
Baby shower
zdjęcie z Baby shower

Inspiracje na inny prezent na baby shower

propozycje prezentów na Baby shower

A Wy miałyście baby shower?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Nowy sposób na owsiankę

  • BLW
  •  komentarze [14]

Nie mam ostatnio pomysłów na śniadanie, a klasyczna owsianka już dawno nam się znudziła.

Moja przyjaciółka – Kasia z amicusdesign przekazała mi bardzo nowatorski przepis. Musiałyśmy go wypróbować! Wyszła przepyszna…

Egzotyczne smaki pobudzają zmysły od rana.

DSC_9046
DSC_9047

Składniki:

  • szklanka płatków owsianych górskich (lub płatków jaglanych)
  • sok jednodniowy ananasowy (250 ml)
  • łyżka wiórków kokosowych
  • łyżeczka cukru trzcinowego, ksylitol lub syropu z agawy
  • sezam (czarny lub biały)

Do rondelka wsypujemy płatki i zalewamy je sokiem ananasowym. Mieszamy i odstawiamy na 15 minut. Jak płatki zmiękną, dodajemy pozostałe składniki i gotujemy. Co jakiś czas mieszamy. Po 10 minutach serwujemy.

DSC_9051

Smacznego!

Jeżeli macie jakieś ciekawe i szybkie przepisy na zdrowe śniadania napiszcie je w komentarzu:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Warszawa dzieciom

Dziś również prezentuję Wam 3 miejsca w stolicy, które warto odwiedzić w ten weekend:

IMG_3432

1. Warsztaty z „Księgą dźwięków”- Księgarnia Dwie Siostry

IMG_3637

Al. 3 Maja 2/153, 00-391 Warszawa

Podczas zajęć z muzykiem Jakubem Buchnerem dzieci będą miały okazję bawić się dźwiękami. Przewidziane jest również własnoręczne robienie instrumentów. Dla dzieci w wieku 2-4 lata.

IMG_3431 (1)

2. Trattoria da Antonio ul. Żurawia 18

IMG_3638

Przepyszne włoskie jedzenie w fajnym klimacie. Na samym środku restauracji znajduje się ogromny pokój zabaw. W niedzielę jest również animatorka, która bawi się z dziećmi.p.s. Nie zamawiajcie na przystawkę foccaci- jest tak pyszna, że Lilka nie tknęła później zamówionego dania.

IMG_3433

3. Służewski Dom Kultury ul. Bacha 15

IMG_3639

Jest to ostatnio moje ulubione miejsce. Można tam spędzić kilka godzin i nie zauważyć kiedy ten czas minął. Ogromny plus za naturalny plac zabaw, zero plastiku i pstrokacizny. Nie ma tam typowych huśtawek i karuzeli, ale jest mnóstwo fajnych atrakcji  takich jak np. hamak lub koń parciany. Cały budynek domu kultury jest świetnie zaprojektowany.

Jak tam jestem to mam wrażenie, że jest np. w Holandii- tak modernistyczna jest ta architektura. Dla starszych dzieci jest również duża ścianka wspinaczkowa. W budynku często odbywają się ciekawe wystawy i koncerty. Warto śledzić ich kalendarz.

Na dole znajduje się kawiarnia z pyszną kawą i małymi przekąskami, które można zjeść na zewnątrz na leżakach lub wielkich schodach.

Dodatkową atrakcją są kozy… Tak, na Służewiu można pokarmić jabłkami kozy i zobaczyć ule.

Gorąco polecam!

Processed with Moldiv
DSC_9401
DSC_9406
DSC_9410
DSC_9449
DSC_9491
DSC_9506
DSC_9512
DSC_9534
DSC_9546
DSC_9572
DSC_9573
DSC_9576
DSC_9577

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Prezenty dla niej – 23 inspirujące pomysły

Święta i Mikołajki coraz bliżej, a ja chciałabym Wam pokazać inspiracje na prezenty dla kobiet. Znajdziecie tutaj pomysły na sprawdzone upominki dla mamy, siostry, żony, czy partnerki.

W tym roku wspieram małe polskie firmy, którym w tym roku jest znacznie trudniej.

Zaczynamy

1. Biżuteria cierpliwości „Na palec”

Pokochałam biżuterię z małych kamiennych koralików – jest niezobowiązująca i pasuje do wszystkiego.

Takie piękności możecie zamówić TUTAJ

prezenty dla niej - biżuteria
biżuteria na prezenty dla kobiet

2. Odważna i z humorem porcelana Révolte

KLIK

Jeżeli macie w swoich kręgach osoby, które mają poczucie humoru, a jednocześnie wyczucie smaku – to zabaczcie Révolte

3. Naturalne świece z wosku pszczelego Bella Bulba

KLIK

Świece, które wspaniale pachną, a do tego mają działanie prozdrowotne.

4. Kubek termiczny Hydro Flask

KLIK – macie rabat na całą markę Hydro Flask

To pierwszy kubek termiczny na kawę, z którego jestem w 100 % zadowolona. Trzyma temp. nawet do 12 h i co najważniejsze nie przecieka.

5. Kapcie EMU

KLIK – mam dla Wasz rabat na EMU

Polecam je od 3 lat – ulubione kapcie, które noszę codziennie. Ciepłe, a do tego stylowe – każdy byłby zadowolony z takiego prezentu.

prezenty dla niej

6. Rolki Impala

KLIK – Rabat na wrotki, rolki i ochraniacze

Moje małe marzenie się spełni na Święta, bo w moim liście do Mikołaja są właśnie rolki Impala. To jeden z niewielu sportów, które uwielbiam!

7. Piękne puzzle

Dla wszystkich miłośników układania puzzli mam takie cudo. Zajrzyjcie do tego linku KLIK i zobaczcie te cudowne ilustracje.

8. Herbata w metalowym pudełku

Jeżeli wiecie, że ktoś uwielbia pić herbatę – to zerknijcie na ten pięknye zestawy KLIK

prezenty dla kobiet na święta

9. Kamionkowy kubek

Piękny i porządny kubek na pyszną herbatę. KLIK

prezenty dla niej

10. Case na komputer

Dla wszystkich miłośników pięknych rzeczy – taki piękny pokrowiec na laptop. Mieści się do plecaka lub torby typu shopper.

Dostępny TUTAJ

prezenty dla niej

11. Zegarek Apple watch 3

Dostępny w dobrej cenie TUTAJ

Mam go od roku i uważam, że tu jeden z lepszych gadżetów, jaki mam. Naprawdę mnie motywuje do ćwiczeń i pokazuje postępy. Ja mam najtańszy model i dla mnie jest wystarczający. Może bateria mogłaby dłużej trzymać (teraz jest to max 2 dni).

Kamionkowa tacka na biżuterię H&M

12. Czapka 2 w 1 Mydeershop

Świetne czapki (robione w Polsce) z bawełny organicznej lub wełny z pomponem. Idealne prezenty dla kobiet. Każda czapka ma dwie opcje noszenia: pompon jest odpinany i można go zmieniać na inne lub nosić bez.

KLIK

13. Produkty I love grain

KLIK

Nigdy nie byłam przekonana do poduszek z wypełnieniem z ziaren – dopóki ich nie spróbowałam. Od miesiąca śpię na poduszce z gryką i mam wrażenie, że poprawił mi się sen – do tego budzę się bez odciśniętej poduszki na twarzy. Mam też opaskę, której używam do odpoczynku.

14. Świeczki z naturalnym woskiem sojowym Cudasie

KLIK

W nowym domu częściej palę świecę, bo lubię ten relaksujący zapach. Bardzo lubię te świeczki, bo są nienachalne i mają piekne kompozycje zapachowe.

prezenty dla niej na święta

15. Kalendarze Momonde.co

KLIK

W tamtym roku kupiłam pierwszy kalendarz z tej polskiej marki i sprawdził mi się znakomicie. W tym roku w ofercie są też minimalistyczne kalendarze ścienne i biurkowe – idealnie nadają się na prezenty.

kalendarz jako prezent dla niej

16. Dresy Momonde

KLIK

Marka w tym roku wprowadziła nowe produkty i muszę przyznać, że to pierwsze dresy, w których wyglądam dobrze. Mam 2 bluzy i spodnie – jak to mówią: Jeżeli kupisz pasujący do Ciebie dres to chodzisz w nim non stop. Tak właśnie jest u mnie – to pierwszy zestaw, w którym mogłabym chodzić non stop. Polecam szczególnie jeżeli obdarowana osoba nie jest wysoka (spodnie leżą idealnie). Bawełna jest mięciutka i bardzo ciepła.

17. Bielizna merino Love on the snow

KLIK

Coś pięknego – bielizna z wełny merino w tak kobiecym wydaniu! Ja mam bluzkę Jolene i ona naprawdę grzeje, a do tego pięknie wygląda.

18. Polskie skarpetki Soxy

KLIK

Skarpetki tak energetyzujące, że nie nie trzeba kawy – kolorowe i wesołe, a do tego z dobrym składem. Są też skarpetki dla zmarźluchów – z wełny merino.

prezenty dla niej

19. Dyfuzor z patyczkami Woodwick

KLIK

Dla wszystkich miłośników pięknych zapachów

20. Zapach do auta

KLIK

Jeżeli znudziły się Wam zapachy typowych choinek do samochodu – mam dla Was coś ekstra! Stylowy produkt do samochodu, który dostarcza trwały i nieprzerwany zapach, niczym prawdziwe perfumy. 

21. Wygodne i piękne ubrania domowe Yellow Meadow

KLIK

Od dwóch lat mam szlafrok tej marki i nadal jest w świetnym stanie. Piękny wzór i uniwersalny fason doskonale się sprawdzi na prezent.

Mam też koszulę nocną bambusową i czarny T-shirt, który jest idealny (ma spory dekolt i ścięty rękaw. Jeżeli szukacie takiego – zajrzyjcie do Yellow Meadow.

prezenty dla niej

22. Szczotka do szczotkowania na sucho I love grain

KLIK

Piękna szczotka do rytuału szczotkowania – dobrze trzyma się w ręce i pięknie wygląda na półce.

prezenty dla niej

23. Karta podarunkowa do Risk made in Warsaw

KLIK

Jeżeli nie wiecie, co ktoś lubi to dobrym pomysłem jest karta podarunkowa no. do Riska

To już wszystkie prezenty dla kobiet – mam nadzieję, że coś Wam wpadło w oko.

Jeśli chcecie zainspirować partnera – to inne podpowiedzi są jeszcze we wpisie: Prezenty dla niej i dla niego

A jeśli to wy chcecie coś kupić dla partnera to zobaczcie wpis z Dnia Ojca – Co jest 23 czerwca albo do wpisu Prezenty dla niego 

a dla dzieci wpis już pewnie znacie? Prezenty na święta dla dzieci – hity 2020

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Warszawa dzieciom

Wg aktualnych danych z Google Analitycs najwięcej (ponad 30%- 30 000) czytelników mojego bloga jest z Warszawy. Dlatego postanowiłam rozpocząć cotygodniowy cykl „Warszawa dzieciom”.

Posty z tej serii będą się pojawiały zawsze w piątki. Moje propozycje oczywiście będą się opierały na wcześniejszych doświadczeniach. Będę polecała miejsca godne uwagi do odwiedzenia razem z dzieckiem w weekend.

Co tydzień pojawią się trzy miejsca na nebulowej mapie. Będę je wybierała tak, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Miejsca będę prezentować wg trzech kategorii:

1. Ruch – park, plac zabaw, wycieczka

2. Kultura – teatr, kino, muzeum, galeria

3. Jedzenie– restauracje przyjazne dzieciom

No to zaczynamy. W tym tygodniu polecam:

IMG_3433

1. Park Krasińskich

Odkryty przez nas zaledwie rok temu. Trzy ogromne place zabaw z jeziorem i kaczkami znajdują się w otulinie zieleni i drewna. Ten park umiejscowiony w centrum miasta, niedaleko Starego Miasta przyciąga jak magnes.

Wszystkie atrakcje  są ze sobą spójne pod względem designu jak i funkcjonalności. Nie znajdziecie tam obdrapanych huśtawek i  drabinek- koszmarków. Wszystko jest nowe- zrobione ze stali i drewna. Te elementy niesamowicie cieszą oko.

W samym centrum parku znajduje się wielka fontanna, gdzie można się ochłodzić w upał.

image2 (2)
IMG_3432

2. Teatr małego widza- przedstawienie „Rozplatanie tęczy” sobota, godz. 16.00

Czy można dotknąć tęczy? Tak, jak najbardziej. Podczas tego niesamowitego widowiska dzieci mają możliwość obcowania z kolorami i wodą. Dzieci czynnie uczestniczą w tworzeniu spektaklu. Nie siedzi się na drewnianych krzesłach, a na miękkich poduchach na podłodze.

Przedstawienie niesamowicie pobudza dziecięcą wyobraźnię oraz stymuluje zmysły. Więcej o spektaklu można przeczytać tutaj

image1 (5)
IMG_3431 (1)

3. Nabo

Moja ulubiona restauracja zarówno na śniadanie, lunch lub obiad. Świetne wnętrze i jedzenie. Lokal jest w pełni przystosowany do potrzeb dzieci. Przy głównym pomieszczeniu znajduje się spora sala zabaw ze ścianą pomalowaną farbą tablicową.

Na samym środku znajduje się ogromna drewniana kolejka oraz zbiory ciekawych zabawek. Przemiła i bardzo wyrozumiała obsługa. Latem przed restauracją można jeść na zewnątrz i mieć oko na dziecko bawiące się w piaskownicy. Gorąco polecam sałatkę z burakiem i kozim serem:)

IMG_3425

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak nauczyć dziecko czytać?

Okres sensytywny czyli tzw. faza wrażliwa na litery występuje u dzieci najczęściej od ok. 3 r.ż. do 5 r.ż. Jeżeli ten czas minie niezauważony najprawdopodobniej nauka liter nie pójdzie już tak łatwo.

Typic (23)

Często mnie pytacie jak rozpoznać, że to już jest okres sensytywny na daną czynność, czyli czas kiedy układ nerwowy jest gotowy na naukę nowej czynności.

Ciężko jest jednoznacznie określić tę cezurę czasową, bo każde dziecko jest inne. U nas pierwsze objawy pojawiły się jakieś 3-4 miesiące temu kiedy córka zaczęła rozpoznawać marki samochodów. Wiedziała już, że mam Mazdę i wypatrywała innych samochodów z tym samym znaczkiem. Potrafiła nadać znakowi jakieś znaczenie i przenieść go na inne obiekty.

Dla mnie był to bardzo znaczący sygnał. Następnie zaczęła dopytywać o prawie każdą napotkaną literę. Jakie było moje zdumienie kiedy na środku ulicy Lilka zaczęła skakać z radości, bo zobaczyła naukę jazdy z ogromną literą „L” na dachu i krzyczała: „L jak Lila, L jak Lila”. Jej zafascynowanie literami nie mogło przejść niezauważone. Postanowiłam wprowadzać litery.

Od czego zaczęłyśmy?

Oczywiście od jej imienia. Metoda odimiennej nauki czytania Ireny Majchrzak wydała się najlepsza na samym początku. Dziecko jest w stanie bardzo szybko przyswoić litery, które są w jego imieniu. Przestudiowaliśmy również imiona nasze i naszych bliskich. Po tym uznaliśmy, że jesteśmy gotowi na więcej.

Jaką metodę wybrałam?

Oczywiście metodę M. Montessori. Uznałam, że jest dla nas najbardziej odpowiednia i osobiście uważam ją za najlepszą. Od samego początku uczymy się liter pisanych. Dlaczego nie drukowanych?

Z bardzo prostej przyczyny. Jeżeli dziecko opanuje litery pisane to jednocześnie doskonale poradzi sobie z drukowanymi. W innym wypadku najpierw nauczy się drukowanych, a później od nowa musi uczyć się pisanych (czyli 2 razy musi uczyć się pisać i czytać).

Tak naprawdę ta metoda jest nauką pisania, podczas której dziecko uczy się pisać i czytać jednocześnie.

Jaki jest jej sekret?

Potrzebujemy tabliczki z literami pisanymi. Montessori używała szorstkiego alfabetu. Jest to zestaw tabliczek, na których naklejone są litery z drobnoziarnistego papieru ściernego. Dzięki temu kształt litery jest wyraźnie zarysowany.

Dziecko jest w stanie wielozmysłowo poznać literę. Tak najszybciej się nauczy.

Zastanawiałam się nad samodzielnym wykonaniem takiego alfabetu dla Lilki, ale znalazłam ciekawszą alternatywę. Alfabet sensoryczny wyprodukowany przez polską firmę Pilch. To co proponują, wydało mi się na tyle ciekawe, że postanowiłam go przetestować.

88 tabliczek z polskim alfabetem pisanym i cyframi w pełni spełniły moje oczekiwania. Tabliczki wykonane są z wysokiej jakości drewna. Kształt liter jest wyżłobiony w powierzchni drewna. Wgłębienie jest idealnie dostosowane do wielkości opuszki palca dziecka.

W alfabecie stworzonym przez Montessori jest możliwe wyjechanie poza kontur litery. W tym zestawie nie ma takiej możliwości. Tabliczki dają możliwość polisensorycznego poznania oraz nauczenia się wzorca litery. W ten sposób mózg uczy się najszybciej. Dodatkowo alfabet można wykorzystywać na wiele sposobów.

Cały zestaw został zaprojektowany przez znakomitego specjalistę prof. Martę Bogdanowicz. Wg mnie ta pomoc edukacyjna jest w pełni przygotowanym narzędziem do nauki czytania.

 Alfabet Polski Pisany- Pilch

p.s. Dajcie znać czy jesteście zainteresowani jak  wygląda nauka od strony praktycznej.

DSC_8805

DSC_8807

DSC_8813

Toczenie kulki po śladzie

DSC_8816

DSC_8833
Wyklejanie litery ciastoliną
DSC_8844
Usypywanie wzoru i wodzenie po nim palcem

DSC_8847-horz

DSC_8853

DSC_8859
Cyfry jeszcze trochę poczekają- nie wszystko naraz

DSC_8870

DSC_8888

DSC_8892-horz

DSC_8910

DSC_8922

fff-horz
Ile tu tego?

Na zdjęciu Pilch, natomiast polecam też układanki imienne polskiej marki Woobiboo

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czego nie widzi matka?

Szpital. Minęły dwie doby po urodzeniu Lilki. Wchodzą po kolei – 3, 4 osoby. Oglądają mnie, moje dziecko trochę dłużej niż koleżanki pierworodnego z łóżka obok. Ona urodziła 7 h po mnie, ona już się pakuje do domu. Mąż z fotelikiem już czeka na zielonym korytarzu za ścianą.

Mój też czeka, bardzo podenerwowany, bo wciąż nie umie wypinać Maxi cosi z bazy. Obchód lekarski wychodzi, a wchodzą mężowie. Koleżanka obok w euforii wykrzykuje „Pakujemy manatki, zaraz wychodzimy”.

A ja siedzę z dzieckiem na rękach i płaczę.

Hormony, zmęczenie, nawał – wszystko na raz. Mąż z przerażeniem pyta, co się stało. Ja z drżącą brodą próbuję z siebie wydusić: „Żółtaczka, my nie wychodzimy”.

Przez łzy ciągle powtarzam: „Przecież ona w ogóle nie jest żółta”. Za chwilę pielęgniarka przynosi łóżeczko do fototerapii, każe rozebrać dziecko. Zakłada jej gogle lotnika i kładzie golutką na ciepłym kawałku plastiku podłączonym do prądu.

Koleżanka obok już ubiera pierworodnego w polarowy kombinezonik, a ja obok ryczę jak patrzę na moje maleńkie dzieciątko leżące na tym czymś. Ma na tym przebywać cały czas. Możemy co 3 h ją zdjąć i nakarmić. Przytulam jej malutkie ciałko i mówię: „Przecież ona w ogóle nie jest żółta”.

Najlepiej żeby była tam cały czas. Ja nie umiem karmić na leżąco, więc moja frustracja sięga granic. Minęła doba, a ja mam wrażenie, że to cała wieczność. Wyniki bilirubiny są wysokie. Mijają kolejne dni. Jesteśmy w szpitalu już 6 dobę. Jak śpi to słucham jej spokojnego oddechu, podczas karmienia głaszczę po malutkim policzku i mówię do męża: „Przecież ona w ogóle nie jest żółta”.

W końcu 7 dnia wychodzimy, ale pediatra ostrzega, że poziom bilirubiny jest na tyle wysoki, że musimy przyjść na kontrolę. Nic mnie już nie obchodzi – wychodzimy do domu. Mąż z wrażenia nie umie jednak wypiąć fotelika z bazy. Niesie Maxi cosi razem z przypiętą bazą.

Jesteśmy już w domu.

Kładę ją do łóżeczka, które stoi już skręcone od 3 miesięcy i na nią czeka. Staję na kolanach przy niej, tak aby być twarzą w twarz. Patrzę w jej granatowe oczyska i znów mówię: „Przecież ona w ogóle nie jest żółta”.

Dziś jak oglądam zdjęcia z tamtego okresu to Lilka jest na nich pomarańczowa. Jej pomarszczona skórka ma wszystkie odcienie żółci: kanarkowy, cytrynowy, słoneczny. Jak ja mogłam tego nie widzieć?

Każde dziecko jest dla jego rodziców ideałem.

W końcu to same najlepsze geny zebrane od dwóch osobników ludzkich. Ja mam odstające uszy, mąż nie. Lilka ma najpiękniejsze przylegające do czaszki małżowiny uszne. Ja mam pełne, różowe usta, a mąż lekko widoczne kreski.

Nasze dziecko ma przepiękne usta jak płatki róży. My jako rodzice mamy również różne wyobrażenia na jej temat. Jest najmądrzejsza, najpiękniejsza i na każdą literę alfabetu jesteśmy w  stanie wymyślić superlatywy na jej temat. To normalne, tak nas stworzyła matka natura, że w naszych dzieciach często nie widzimy złych cech.

Niestety często też nie widzimy, że coś się dzieje złego. Tak jak ja nie widziałam ogromnego zażółcenia skóry u mojego dziecka.

Również w wieku 6-7 miesięcy nie zauważyłam asymetrii.

Zwróciła mi na nią uwagę czujna teściowa. Co z tego, że mam dyplomy, doświadczenie w pracy z dziećmi. Jak nasza natura potrafi nam zmienić optykę na postrzeganie naszych dzieci. Idealizujemy je żeby bardziej o niej dbać i kochać jeszcze mocniej.

To hormony i odruchy dbania o potomstwo mydlą nam oczy. Dopiero duże zaburzenia i nieprawidłowości zauważamy od razu. Nasze dzieci widzimy codziennie, nie mamy punktu odniesienia ani dobrego porównania.

Jakim szokiem była dla mnie wizyta adaptacyjna u stomatologa. Tuż po wejściu Paulina, którą kontaktowałam się tylko meilowo i mojego dziecka nie widziała na żywo mówi do mnie: „Hej, fajnie, że jesteście. Wiesz, że Twojej córce ucieka oko?” Ja oczywiście wytrzeszczyłam oczy: „Że co?” „Ucieka jej oko” „Nieeee, no gdzie?” I do końca wizyty byłam na nią wściekła.

Robiliśmy przegląd zębów, a mi tylko kłębiły się myśli „Co ona może wiedzieć” „Przecież bym zauważyła” „No bzdury totalne” „Całe dnie na nią patrzę i nic takiego nie zauważyłam”. Po powrocie do domu powiedziałam o całej sytuacji mężowi. On również popukał się w czoło i stwierdził, że nic takiego również nie zauważył.

Wypierałam tę informację, ale jednocześnie obserwowałam bacznie Lilkę.

Minął tydzień, dwa. A ja ciągle wpatrywałam się w jej niebieskie oczy. W końcu TO zauważyłam. Na zdjęciach, jak się zamyśli leciutko gałka oczna ucieka w kierunku kącika zewnętrznego.

Telefon do profesor, szybkie umawianie się na wizytę. Liczne badania, atropina zapuszczana 5 dni. Diagnoza. ZEZ. Okulary terapeutyczne. Plan leczenia. Mam do siebie ogromne pretensje, że nie zauważyłam.

Pewnie wyparłam tę informację, bo burzyła mi wizerunek mojego idealnego dziecka. Gdybyśmy zauważyli to dawno prawdopodobnie obyłoby się bez okularów. A teraz nie wiem jak będę zaklejać jej oczko na 2 godziny dziennie. Chociaż wiem, że moje dziecko jest najmądrzejsze i przecież da się jej to wytłumaczyć.

Ten post to apel. Apel do wszystkich, którzy coś widzą u koleżanki, siostry, sąsiadki dziecka. Jeżeli coś niepokojącego zauważycie delikatnie o tym powiedzcie. Na 80 % ta osoba najpierw się obrazi i będzie  tę informację wypierać, ale może Wam później podziękuje. 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Odetnij się od cukru

Wraz z początkiem nowego roku, tak jak pewnie większość osobników ludzkich postanowiłam zrzucić kilka (kilkanaście) kilogramów. Zazwyczaj jednym z fundamentów tego  postanowienia jest ograniczenie słodyczy.

Rzadko kto decyduje się na całkowitą eliminację cukru i jego zastępników z diety. A ja poważnie nad tym zaczęłam się zastanawiać! Moje dziecko, jak chyba każde na świecie uwielbia słodki smak. Słodyczy jako takich je mało, ale bardzo lubi miód, dżemy, a nawet leki- tylko dlatego, że są słodzone.

Uznałam, że jest to dobry moment na książkę z wydawnictwa Mamania „Bez cukru”

Kiedy ją odebrałam Lilka ucieszyła się ogromnie: „Książka o lizakach! Moja ulubiona”;)

Autorka, Martina Fontanna w bardzo ciekawy i przystępny sposób radzi nam jak krok po kroku odciąć się od cukru. Obala w niej najbardziej popularne mity np. dzięki czekoladzie poprawiamy sobie humor.

„Niestety badacze czekolady już dawno odkryli, że to nie te substancje  (takie jak serotonina, tryptofan czy fenyloetylamina) wywołują uczucie szczęścia podczas wgryzania się w czekoladowego batonika – zawarte w nim ilości są mianowicie o wiele za małe, względnie nasz organizm  częściowo  nie potrafi ich przyswoić.”

Jesteście rozczarowani? Bo ja byłam bardzo! A wiecie dlaczego myślimy, że czekolada polepsza humor? Bo zwyczajnie jest nam miło jak ją zjadamy. I tyle:)

Jednym z wielkich zarzutów wobec cukru jest jego uzależniające działanie. Tego nie da się ukryć – cukier działa jak narkotyk. Szczególnie widać to po dzieciach, które nie potrafią ukryć swoich żądzy i chęć zjedzenia czegoś słodkiego jest u nich niezwykle silna. Ja sama często po zjedzeniu czegoś bardzo słodkiego na drugi dzień nie czułam  się najlepiej.

Mało tego, miałam wrażenie, że mam cukrowego kaca. A po zjedzeniu małej kosteczki czekolady, zawsze ma się chęć żeby sięgnąć po drugą. Dlaczego tak się dzieje? Nasz organizm dzięki napływowi tej substancji jest wprawiany w cukrowy rollercoaster – wg mnie to świetne określenie.

Autorka książki zachęca do całkowitego pożegnania się ze słodkim smakiem. Pisze również o zastępnikach, takich jak stewia, syrop z agawy. Uważa, że wcale nie są zdrowe.

W kilku rozdziałach daje nam wskazówki jak pożegnać się na zawsze z cukrem. Pierwszym krokiem jest identyfikacja problemu. Ja u siebie zdiagnozowałam jedzenie słodyczy z przyzwyczajenia. Przemyślałam swoje zachowania i doszłam do wniosku, że to jest mój największy problem. Jem bardzo schematycznie i wiem, że tu leży mój problem. Kawa+ciastko, miętówka w samochodzie, słodka owsianka na śniadanie, spacer z wózkiem plus lody- to moje grzeszki. Autorka pisze o tym jak odłączyć od siebie te oczywiste dla nas połączenia. Jedno bez drugiego jest w stanie funkcjonować. To tylko w naszym mózgu powstały synapsy pomiędzy kawą, a ciastkiem.

IMG_2898

Polecam wszystkim, którzy myślą o porzuceniu cukru na dobre.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czy Twoje dziecko tak siedzi?

Siad W

Siad W, siad między piętami, „siad żaby” tak nazywana jest pozycja, w której dzieci lubią spędzać czas podczas zabawy na podłodze. Coraz częściej widzę, że rodzice nie zwracają na to uwagi. Czy słusznie?

Na moje pytania odpowiada Agnieszka Słoniowska- fizjoterapeuta, Terapeuta NDT-Bobath,  PNF, SI, trener Shantala Special Care. Agnieszka prowadzi stronę internetową www.fizjoterapia.waw.pl

Dlaczego dzieci tak siadają?

 Powodów siadu W jest kilka:

 Często jest to kwestia wzorca jaki daje rodzic.

Niejedna mama, do której przychodzę do domu w związku z problemem ruchowym dziecka siada na podłodze obok niego właśnie w taki sposób. Dzieci w swoim rozwoju często szukają rozwiązań ruchowych obserwując swoich opiekunów.

Najczęstszym jednak powodem jest słaba stabilizacja posturalna ciała dziecka ( osłabione napięcie mięśni brzucha, a podniesione napięcie w grzbiecie). Zazwyczaj jest to konsekwencja rozwoju dziecka w pierwszych miesiącach życia na miękkim podłożu. Jeśli dziecko jest kładzione czy sadzane stale na kanapie, łóżku, leżaku, czy poduszkach to nie ma możliwości wzbudzić odpowiedniego napięcia mięśni brzucha. 

Aby wykonywać takie ćwiczenia- charakterystyczne dla prawidłowego rozwoju niemowlęcia- należy mieć pod sobą twarde podłoże.

Jeśli maluszek uczy się przetaczania czy siadania na  miękkim podłożu to pracuje samymi mięśniami grzbietu – rodzice to obserwują i mówią, że dziecko się chętnie odgina. 

Nierównomierna praca mięśni klatki piersiowej powoduje, że niemowlę ma trudność w utrzymaniu pozycji leżenia na boku i nie rozwija się dostatecznie umiejętność rotacji w tułowiu. Powyższe zaburzenia są powodem opóźnienia w rozwoju reakcji równoważnych.

Im lepsza równowaga w naszym ciele tym mniejszej potrzebujemy płaszczyzny podporu. Dzieci rozwijające powyższy wzorzec – odgięciowy,  mając słabą równowagę, szukają sposobów na poszerzenie tej płaszczyzny w czasie stania – rozstawiając szeroko nogi i koślawiąc stopy, a w siadzie poprzez rozstawienie nóg na zewnątrz miednicy i tym samym biernie ją stabilizując.

– powodem może być również obniżone napięcie mięśniowo- więzadłowe w całym ciele. Wtedy dzieci od początku w rozwoju preferują szeroką podstawę i będąc na etapie czworaków szybko się męczą i sadzają pupę między nogi, a nie na pięty lub z boku właśnie z powodu zbyt szerokiego rozstawienia nóg.

U dzieci ze skrajnie niskim napięciem, np.u dzieci z Zespołem Downa możliwy jest taki siad nawet prosto z leżenia na brzuchu przy mocno odwiedzionych kończynach dolnych. (przez tzw.  gimnastyczny „ sznurek”)

Kiedy zacząć się tym martwić (kiedy jest to normą a kiedy patologią?)

 Normą jest wtedy gdy siad W jest jednym z kilu sposobów siadania przez dziecko. Niepokoić powinno rodzica każde zachowanie, w którym pojawia się ograniczenie różnorodności. Jeśli dziecko siada również „po turecku”, w siadzie bocznym na jedną i na drugą stronę oraz na piętach to nie ma czym się niepokoić.

Jeśli natomiast siad pomiędzy stopami jest dominującym sposobem utrzymywania sylwetki w zabawach przypodłogowych wtedy warto pokazać dziecko fizjoterapeucie, który odnajdzie przyczynę i pomoże zapobiec kolejnym konsekwencjom głównego problemu.

Jakie mogą być skutki takiego siadu?

Siad W należy rozpatrywać głównie jako objaw jakiegoś innego problemu, a nie jako czynnik szkodzący sam sobie. Jeśli dziecko będzie odpowiednio stymulowane z uwzględnieniem powodu, dla którego preferuje taką pozycję preferuje to nie powinno zaszkodzić.

Niestety jeśli dziecko  często siada w ten sposób to stopy nie są odpowiednio stymulowane (dotykają podłoża krawędzie, a nie podeszwa), często wręcz nasila rotację stopy do środka lub na zewnątrz- w zależności jak dziecko w siadzie układa stopy.

Utrzymywanie miednicy pomiędzy stopami wpływa również na ograniczenie rotacji w tułowiu co warunkuje rozwój obustronnej koordynacji i umiejętności przekraczania osi ciała podczas  sięgania po zabawki. To z kolei ma przełożenie na sprawne działanie gałek ocznych- co później się może objawić zaburzeniami ortoptycznymi.

No i wreszcie pozycja miednicy w tym siadzie narzuca ułożenie wyżej znajdujących się elementów- kręgosłupa, obręczy barkowej  i głowy. Kręgosłup przypłaci to słabymi mięśniami posturalnymi i dziecko  będzie się garbić a przy nawet niewielkiej asymetrii w okresie wzmożonego wzrostu dziecko narażone będzie na skoliozę.

Ustawienie głowy zaś warunkuje rozwój aparatu żucia i mowy. Aparat artykulacyjny ma znacznie utrudnione warunki rozwoju gdy głowa nie jest ustawiona osiowo a w tym przypadku najczęściej jest „zawieszona” w barkach w tyłopochyleniu.

Jak motywować do siadania w sposób prawidłowy?

 Po pierwsze warto zadbać o dobre warunki do rozwoju dla dziecka od maleńkości, a więc nie (o ironio) miękkie łóżko rodziców na czas aktywności niemowlęcia lecz mata piankowa, lub karimata na podłodze.

Pozwolić dziecku zdobywać kolejne umiejętności w swoim czasie. Nie wolno również sadzać na siłę dziecka, które samo jeszcze nie siada z czworaków ani nie prowadzać za rączki tego, które samo nie chodzi.

Kiedy dziecko już samo siada, dobrze jest zachęcać je do siadania nie tylko takiego zwykłego- prostego ale równie często do siadu bocznego z podporem na jednej ręce i z obiema nogami skierowanymi w stronę przeciwną niż ręka podporowa. Oczywiście warto to robić na obie strony, zwłaszcza że do momentu aż dziecko nie rozwinie w pełni skoordynowanego chodu (ok 18 m-ca) nie powinna się pojawiać ani prawo ani leworęczność.

Jej obecność raczej przemawia za asymetrią  w ciele dziecka. Poza tym kiedy sadzamy dziecko sobie na kolanach to warto to robić tak by nie przejmować na siebie całego ciężaru dziecka ( by się o nas nie opierało) lecz by musiało samo trzymać wyprostowaną sylwetkę . Najłatwiej to osiągnąć sadzając dziecko bokiem do siebie- i wtedy może być blisko nas lub tyłem, ale na końcu swoich złączonych kolan z jego nóżkami też wyprowadzonymi do przodu tak by nas nie obejmowało stopami.

Jak dziecko już jest chodzącym i biegającym maluchem to warto zaopatrzyć się w taki mały stołeczek łazienkowy i uczyć siadania na nim. Im starsze dziecko tym wyższy taboret. Chodzi o to by w stawach biodrowych i kolanowych zachowane były kąty proste, a stopy były oparte  o podłoże. W tej pozycji dziecko odpychając się stopami od ziemi może budować odpowiednie napięcie posturalne i przeciwdziałając sile grawitacji, ustawiając osiowo całe ciało.

Taka pozycja jest pozycją aktywną i umożliwia dziecku trwanie w gotowości do wykonania dowolnej czynności zarówno rękoma w każdym zakresie, głową oraz uczy płynnego przenoszenia ciężaru ciała wzdłuż stopy (tzw. przetoczenie) w trakcie np. sięgania po coś przez dziecko, nie mówiąc już o rozwoju reakcji równoważnych .

 Jak powinno siedzieć dziecko na podłodze?

Przede wszystkim na różne sposoby. Może to być siad boczny, o którym mówiłam wcześniej, może być też siad płaski (ważne by nóżki nie były mocno wyprostowane, a lekko ugięte w kolankach i stopach co będzie świadczyło o dobrej równowadze).

W żłobkach i przedszkolach preferują siad skrzyżny, który nie jest najszczęśliwszym. Po pierwsze z tego powodu że dominuje (zaburza różnorodność), po drugie  ustawia miednicę w skrajnych pozycjach (przodo- lub tyłopochyleniu) co wcale nie rozwija równowagi, której cechą jest umiejętność pozostawania nie w skrajnych pozycjach a w pozycji pośredniej.

Generalnie podłoga nie jest najlepszym miejscem do siedzenia dla człowieka więc im szybciej nauczymy dzieci siadać na stołeczkach tym lepiej.

Co robić jeżeli są już widoczne skutki takiego siadu?

Jak najszybciej go zmienić na bardziej aktywny i pracować nad problemem, który przyczynił się do wybrania właśnie takiego a nie innego siadania.

zobaczcie też wpis Stopy dziecka

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ciasto mojej mamy

Przyjeżdżam do mamy, a tam jak zawsze pachnie drewnem i świeżym ciastem. Tak też było i tym razem. Już w progu krzyczę: „Mamuś, ale jestem na diecie!” (jasne;)). A mama na to, że to nie jest ciasto, tylko tak wygląda. „Samo zdrowie”- dodaje, a ja już kroję pierwszy kawałek.

Dziś sprzedam Wam przepis na ten smakołyk- idealny na weekend! A wykonanie super proste!

Składniki:

  • 1 kg jabłek
  • 1/2 soku z cytryny
  • rodzynki 2-3 łyżki
  • 1 szklanka płatków owsianych

Kruszonka:

  • 150 g mąki pełnoziarnistej (ja użyłam gryczanej)
  • 100 g cukru trzcinowego
  • wanilia lub cukier waniliowy
  • 100 g zimnego masła
  • orzechy (raz robiłam z mieszanką arachidowych i płatów migdałowych, a dziś z włoskimi)

Zaczynamy!

DSC_8163
DSC_8167
DSC_8174

Jabłka myjemy, obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy na ósemki

DSC_8175

W międzyczasie odnosimy pomocnika, który zasnął podczas jedzenia jabłek

DSC_8186
DSC_8187
DSC_8189

Jabłka kroimy na małe kawałki. Rozgrzewamy patelnie i dodajemy łyżeczkę masła. Jak się rozpuści wsypujemy jabłka, posypujemy rodzynkami i skrapiamy sokiem z cytryny. Dusimy do miękkości.

DSC_8193

Formę do pieczenia smarujemy masłem i posypujemy płatkami.

DSC_8197

Robimy kruszonkę- mąkę, masło, cukier i wanilię mieszamy w misce i kroimy nożem. Rozdrabniamy palcami, aby nie było dużych grudek.

DSC_8204

Do kruszonki dodajemy pokruszone orzechy

DSC_8210

Na płatki wykładamy masę jabłkową i posypujemy kruszonką. Piekarnik nastawiamy na 180 st. i pieczemy przez 45 min.

DSC_8225

Smacznego!

p.s. Ciepłe ciasto najlepiej smakuje z gałką lodów waniliowych:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Salonowe rewolucje

Wiele razy Wam wspominałam, że aby stworzyć Lilce pokój przenieśliśmy się do salonu. Stwierdziliśmy, że takie rozwiązanie będzie dla wszystkich najkorzystniejsze.

Duża sypialnia, w której tylko spaliśmy i nie korzystaliśmy w ciągu dnia stała się dziecięcym pokojem, a my zaanektowaliśmy salon. Takie rozwiązanie doskonale nam się sprawdza, ale potrzebuje kilku małych poprawek.

W salonie obecnie stoi nasze ogromne łóżko z materacem i chociaż jest najwygodniejsze trochę utrudnia dzienny pobyt w tym pokoju.

Razem z  moja przyjaciółką Kasią – architektem wnętrz, autorką bloga Make new home próbujemy przearanżować nasz salon tak, aby spełniał funkcje sypialni, jak i pokoju dziennego.

Obecnie salon wygląda tak:

image1 (3)
image2
image3
image4

Kasia, wysłuchała moich potrzeb i stworzyła projekt przyszłego ustawienia mebli.

11032047_10206306654254802_516416157_o

Priorytetem jest zamiana łóżka. Mąż bardzo długo oponował, że za nic w świecie nie zamieni łóżka z materacem kieszeniowym na kanapę. Dlatego zaczęłam szukać odpowiedniego rozwiązania, czyli kanapy z materacem do spania. Na rynku jest dostępnych kilka ciekawych modeli.

image3 (1)

1. Ikea

2. Ikea

Oraz kanapy mniej oczywiste

image2 (1)

1. Karup z materacem gryka-kokos

2. Colpus Innovation z materacem kieszeniowym

Ciekawi jesteście, którą wybraliśmy? Za jakiś czas pokażę nasz wybór na blogu.

A teraz jeszcze kilka inspiracji z Westwing, gdzie szukam niebanalnych dodatków do naszego mieszkania.

image1 (4)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej